Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Historia Mówiona [10]

Historia Mówiona [10]
Foto: Dworzec kolejowy w Lublinie, lata 30. XX wieku [kolekcja Wojciecha Turżańskiego].

Przyjazd do Palestyny w 1933 roku

[Jak wyglądała nasza droga z Lublina do Palestyny?] Ja myślę, że z Lublina [pojechaliśmy] do Warszawy. Z Warszawy pojechaliśmy pociągiem do Italii. Byliśmy w Wenecji. Z Wenecji do Marsylii, z Marsylii na statek do Jaffo, bo w Tel Awiwie nie było [portu]. I tam moja siostra nas wzięła do swojego domu. Ona tutaj była dwa lata przed nami. Zabawek [nie przywiozłem ze sobą], ale my przynieśliśmy z sobą porcelanę. (…) I przywieźliśmy też srebrne noże i widelce.
Awigdor Kacenelenbogen, ur. 1920

Emigracja do Palestyny po wojnie

We Wrocławiu, w kolektywnym środowisku kibucowym, przechodziliśmy różne szkolenia przysposabiające nas do nielegalnej podróży, walki i pracy w Palestynie. Po trzech miesiącach, wraz z 15-20 młodymi Żydami z kibucu, opuściłem Polskę. Pociągiem przez Kłodzko przyjechaliśmy do ostatniej stacji granicznej. Dzięki łapówce przedostaliśmy się na stronę czeską, po przejściu granicy oczekiwała nas grupa Żydów i traktor, którym zostaliśmy zawiezieni do jakiegoś miasteczka, gdzie nas zakwaterowano.
Na drugi dzień rano przyszedł do nas wysoki Żyd, który mówił po żydowsku i powiedział, że mamy przejść przez strefę rosyjską w Austrii do strefy amerykańskiej. Sowieci nie powinni się zorientować, że kiedykolwiek przebywaliśmy w ZSRR, nie wolno mieć przy sobie żadnych papierów z tego kraju, które należy spalić i nie można zdradzić się, że rozumiemy i mówimy po rosyjsku. Od tej pory mieliśmy być Żydami greckimi, którzy powracają do swego kraju.
I znów byłem zmuszony zniszczyć wszystkie dokumenty, jakie posiadałem z Rosji, zaświadczenia z nauki, pracy, odznaczenia. W Austrii, na terenie sowieckiej strefy okupacyjnej, żołnierze radzieccy dobrze nas sprawdzali i pilnowali, ale jakoś udało nam się ich przechytrzyć i przejść do strefy amerykańskiej. Stamtąd przedostaliśmy się do Niemiec, i udaliśmy się do położonego nad Dunajem miasta Ulm. Tam zakwaterowano nas w obozie dla dipisów. Tam zostaliśmy poddani dezynfekcji, zarejestrowano nas i dano nam kartki na żywność. [...] W tym czasie przyjechała komisja z Palestyny z zadaniem udzielenia pomocy młodzieży żydowskiej, która ocalała z Zagłady i w oczekiwaniu na wyjazd do Palestyny tułała się po różnych krajach.
Chaim Zylberklang, ur. 1921

Życie na emigracji w Izraelu

Emigracja jest ciężka pod [każdym] względem. (…) Mieliśmy tylko rower, to mój mąż sprzedał i on sam poszedł uczyć się hebrajskiego. I on pracował. A ja nie umiałam [języka] i ja pracowałam jako kelnerka na zmiany. Nas dali do Aszdod. Tam było bardzo ciężko. Aszdod to jest piękne portowe miasto, ale jak ja przyjechałam to było niebo, piachy i muchy. No i człowiek przeżywa. Ta tęsknota to zabijała człowieka. [Tęsknota] za Polską, za językiem, za wszystkim.
Helena Grynszpan, ur. 1926

Wyjazd z Polski po wydarzeniach w 1968 roku

Przyjechałem do Stanów Zjednoczonych, bo musiałem, bo nie miałem wyjścia. W kraju, w Polsce, byłem prześladowany na każdym kroku. I telefony do domu obrzydliwe, najgorsze, jakie tylko były możliwe. Stałem w sklepie, dostałem telefon: „Mojżesz? – Mojżesz. – Przywieźli maść na parchy do LSS-u”. I rzucił słuchawkę. A do domu zawsze, jakie tylko były uroczystości, to wiecznie w święta, w sobotę, w niedzielę, to wiecznie miałem telefony po nocach: „Jeszcze ty Żydzie tu siedzisz?”. I nie miałem wyjścia, postanowiłem wyjechać. Wyjechaliśmy do Danii. Z Danii później pojechałem do Włoch, przez organizację HIAS [Hebrew Immigrant Aid Society, Hebrajskie Stowarzyszenie Pomocy Imigrantom], którzy mnie sprowadzili do Stanów Zjednoczonych. Bo chciałem do Stanów względem tego, że brata miałem w Stanach, chciałem się połączyć z rodziną, więcej nikogo nie miałem. Tu, gdzie się człowiek urodził, to zawsze tęskni za tym. Ale nie było wyjścia, ja musiałem wyjechać.
Morris Wajsbrot, ur. 1930

Wyjazd z Lublina do Izraela w 1968 roku

[Ostatnie dni w Lublinie przed wyjazdem] to były jak w gorączce. Cały czas sobie myślałam: „Boże, to ja już nigdy tutaj nie wrócę. Jak to jest możliwe?”. A było tyle spraw do załatwienia, że to nie zostawiało w ogóle trochę czasu na zastanowienie się. Na przykład do dzisiaj nie rozumiem, że się nie pożegnałam z sąsiadami. Im to dzisiaj powiedziałam. Nie rozumiem, jak to się stało. Do dzisiaj nie rozumiem tego. Wszystko było tak, jak we śnie. Można było zabierać pięć dolarów, było zezwolenie na pięć dolarów. Zamówiliśmy skrzynię i właściwie do skrzyni wzięliśmy przede wszystkim wszystkie książki, bo myślałam, że bez książek nie ma życia. Wszystkie książki wzięłam, znaczy książki zawodowe i różne książki z dzieciństwa. Trochę garnków, pościel i trochę ubrań. I to wszystko.
Miriam Kuperman, ur. 1948

Słowa kluczowe