Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

HELENÓW Ceglana epopeja

Wielu lublinian pamięta jeszcze napisy na tablicach informacyjnych autobusów miejskich wskazujące kierunek jazdy „Zajezdnia Helenów”. Jednak tylko nieliczni kojarzą tę nazwę z jedną z największych lubelskich cegielni. Należała do rodziny znanych przemysłowców międzywojennego Lublina - Zylberów. Cegielnia znajdowała się pomiędzy aleją Kraśnicką a ulicą Nałęczowską, w miejscu późniejszej zajezdni Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego (MPK). Od niedawna w jej miejscu stoją nowe biurowce.

Pierwsze wzmianki o istnieniu zakładu pochodzą z 1905 r. Wtedy to na gruntach należących do lubelskich brygidek, czyli „Rurach Brygidkowskich”, cegielnię „Helena” prowadził Wincenty Gumiński. Właściciel nazwał wytwórnię na cześć swej żony Heleny z Czerwieńskich. W końcu od jej imienia zaczęto nazywać też całą dzielnicę.

Przy zakładzie, dzisiejszych ulicach Nałęczowskiej i Morwowej, wyrosło robotnicze osiedle.

Małgorzata Michalska-Nakonieczna

HELENÓW Ceglana epopeja
Cegielnia w Helenowie, sierpień 1940, fot. Sieredzki [Narodowe Archiwum Cyfrowe]

Nakaz cara dobrą reklamą

W 1913 roku, a być może jeszcze wcześniej, właścicielem cegielni został lubelski przemysłowiec Sender Zylber. Potem przeszła w ręce jego syna Hersza Jojne. Zylberowie tak rozwinęli zakład, że zarządzana przez nich cegielnia stała się jedną z największych nie tylko w Lublinie, ale i w całym regionie. W dodatku produkt Zylberów cieszył się znakomitą opinią. A trzeba powiedzieć, że konkurencja była niemała. W okresie międzywojennym w Lublinie działało w sumie dziesięć cegielni.

W wielu lubelskich budowlach wciąż można dostrzec produkty opatrzone cechą „Helenów”. Cegła helenowska charakteryzuje się jasną barwą i dużą twardością. W latach 30. XX w. zakład posiadał dwa piece hoffmanowskie i urządzenia techniczne do wyrobu cegły maszynowej, dzięki czemu mógł produkować znacznie więcej niż zakłady, w których cegłę wyrabiano ręcznie. Zdolność produkcji rocznej wynosiła aż 6 milionów sztuk. Produktami z Helenowa były cegły zwyczajne i zendrówki, czyli mocniej wypalone, o podwyższonej odporności na warunki atmosferyczne i obciążenie. Zendrówki ze względu na ich ciemniejszy kolor wykorzystywano także do zdobień muru. Mierzyły po 275 x 135 x 65 mm a każdą cegłę sygnowano napisem „HELENÓW”. Znakowanie produktów ceramicznych nakazał car w 1819 roku. Robiono to za pomocą metalowych lub drewnianych stempli przytwierdzanych do dna formy. Miało to na celu ułatwienie kontroli jakości i wielkości wyrobów, gdyż powszechną praktyką cegielników było zmniejszanie ich rozmiaru oraz używanie gliny złej jakości. Znakowanie ułatwiało również rozliczenia w trakcie zakupów oraz było reklamą produktu.

Smar, browar i wódki

Cegielnia z Helenowa nie była jedynym zakładem przemysłowym Zylberów. Sender – założyciel dynastii i zarazem ten, który położył podwaliny pod fortunę rodzinną, urodził się w Warszawie, a do Lublina przyjechał zapewne szukając godnego źródła utrzymania. Szybko dorobił się tu majątku oraz dużej rodziny. Miał trzy żony. Jeszcze w Warszawie poślubił Szywę z domu Licht, która prawdopodobnie zmarła. W Lublinie ożenił się z Etlą z domu Rajn. Miał z nią liczne potomstwo, z którego wielu wyrosło na prężnie działających kupców. W 1903 roku Sender ożenił się trzeci raz.

W okresie międzywojennym Sender mieszkał na Starym Mieście w kamienicy przy ulicy Archidiakońskiej 4. Zmarł w 1940 roku i został pochowany na nowym cmentarzu żydowskim w Lublinie (przy dzisiejszej ul. Walecznych). Żył 92 lata, miał trzy żony, kilkanaścioro dzieci i rozliczne wnuki. Zbudował poważny kapitał, którego osią był majątek na Kośminku, gdzie już w 1904 roku działały: gorzelnia, rektyfikacja, młyn parowy, fabryka kasz, beczek i olejarnia oraz fabryka kleju i smaru przy ul. Żelaznej. W tamtym czasie firma Sendera miała nawet własny telefon, który dzwonił po wykręceniu numeru 18. Jego godnym następcą okazał się syn Hersz Jojna, który rozwinął interesy ojca i założył Dom Handlowo-Przemysłowy H. J. Zylber, do którego należał bogaty wachlarz prężnie działających lubelskich przedsiębiorstw. Były to m. in. browar „Jeleń” (obecnie „Perła” przy ul. Kunickiego), Fabryka Wódek i Likierów „Kośminek”, młyn parowy „Kośminek”, ale też fabryka wódek w Kowlu. W latach 30. miał jeszcze jedną cegielnię, którą dzierżawił od miasta. Cegielnia „Dziesiąta” znajdowała się przy ulicy Bychawskiej (dziś Kunickiego), w miejscu obecnego stadionu KS Sygnał. Hersz Jojna Zylber był również poważanym obywatelem miasta Lublina, radnym i wieloletnim przewodniczącym Gminy Żydowskiej w Lublinie. Wspierał działalność charytatywną.

Do rodziny Zylberów należała też okazała kamienica przy Cichej 4, gdzie oprócz części mieszkalnej mieściły się biura domu handlowego. Ten wystawny budynek nazywano „Pałacem Zylbera”. Niedawno budynek został odnowiony i na jego elewacji wciąż można podziwiać jedną z niewielu zachowanych w Lublinie kuczek – przypominającą loggię część budynku, która wiąże się z obchodami żydowskiego święta Sukkot.

W 1936 roku Zylberowie sprzedali jednak tę nieruchomość i nieopodal, przy ul. Niecałej 16, zakupili kolejną, nie mniej okazałą, z mieszkaniami pod wynajem. Hersz z żoną Mirlą z domu Kener mieli sześcioro dzieci. Wszystkie otrzymały gruntowne wykształcenie a córka Zylberów – Rachela – przed wojną, co rzadkie w tamtym czasie wśród kobiet, była nawet studentką.

Przemyt w workach pod cegłami

Po wybuchu II wojny światowej cały majątek Zylberów skonfiskowali Niemcy i wprowadzili w nich zarząd państwowy. Zylberowie musieli zamieszkać w getcie. Hersz, jego żona Mirla, jego bracia i bratowe, przedostali się do getta w Otwocku i tam zostali zgładzeni. Część rodziny zginęła w getcie na Majdanie Tatarskim, natomiast kilka osób z najmłodszego pokolenia, zapewne widząc ratunek w ucieczce na wschód, zginęło w Brześciu nad Bugiem. W Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie przechowywane są informacje o tych, którzy przeżyli: o Mirli, żonie Hersza, która po wojnie wyjechała do Izraela i tam zmarła w 1977 roku, córce Etli Rywce oraz o synu Cudyku. Ten wrócił do Lublina, zmienił imię i nazwisko i do momentu upaństwowienia w 1946 roku prowadził browar „Jeleń”. Zakład ten przed wojną należał do jego ojca i od jego imienia przybrał nazwę (jidysz: hersz). Dziś jest to browar „Perła” przy ul. Kunickiego. Wszyscy troje przetrwali Zagładę ukrywając się po aryjskiej stronie w Otwocku. O zgładzonych członkach rodziny, w tym czwórce swoich dzieci i mężu, instytutowi Yad Vashem w Jerozolimie, w 1955 roku informacji udzieliła sama Mirla Zylber.

W czasie okupacji zarząd nad cegielnią, podobnie jak nad resztą lubelskich zakładów ceramicznych, przejęło Verband der Hersteller von Ziegeln, Klinkern und Róhren e. V. Lublin, nadzorowane przez szefa Wydziału Gospodarczego Dystryktu Lubelskiego Paula Müllera. Na początku 1941 roku cegielnię Helenów połączono z sąsiadującą cegielnią Jerzysław, przed wojną należącą do Jerzego i Stanisława Śliwińskich, której nazwę pod zarządem niemieckim zmieniono na Record, z uwagi na stosunkowo dużą wydajność średniej wielkości pieca. Kierownikiem całości został Edmund Żubik, którego relacja z czasów okupacji przechowywana jest w Państwowym Muzeum na Majdanku. Podaje on, że jesienią zarząd nad połączonymi cegielniami przejęło SS Standortverwaltung der Waffen SS. Wtedy też nowym szefem cegielni został młody członek SS, Holender – Dyck van Deutekom, który, jak twierdził, do SS wstąpił jedynie dla „interesu”. W czasie wojny cegielnie borykały się z brakiem pracowników, z powodu wywożenia ich na roboty do Niemiec oraz brakiem drewna i węgla do palenia w piecach. Niewielkie ilości materiałów opałowych były wyprowadzane z cegielni do palenia w kuchniach domowych pracowników. Akcje dywersyjne, przeprowadzane w cegielni powodowały, że coroczne straty dochodziły do 50 tys. złotych. W 1944 roku Żubik z 4 tys. ton zamówionego węgla, który miał posłużyć do wypalenia oczekiwanego przez Niemców budulca, tysiąc ton rozdał chłopom pomagających w zwózce węgla ze stacji wąskotorówki przy al. Kraśnickiej do cegielni. W 1943 roku pracownicy cegielni uczestniczyli w akcji zainicjowanej przez żydowskich więźniów obozu koncentracyjnego „Majdanek”, oddelegowanych do pomocy przy produkcji cegły. W tym czasie władze filii obozu przy ul. Lipowej w Lublinie zamówiły 400 tysięcy sztuk budulca. Na wozy ładowano jednorazowo dwa worki z jedzeniem i przykrywano je 400 cegłami. W ten sposób przemycano do obozu codziennie dwa, trzy worki z żywnością zakupioną przez pracownice cegielni na wsi, z funduszy, które przekazywali Żydzi. Akcja trwała przez dwa miesiące, aż do rewizji przy bramie wjazdowej obozu. Od tego czasu Żydzi z obozu przestali być delegowani do pracy w cegielni.

Krach przez wielką płytę

Po wojnie połączone cegielnie zostały upaństwowione, jednak z trudem pokonywały trudności organizacyjne, m. in. brak fachowej siły roboczej. Kierownikiem pozostał Edmund Żubik, który z właściwym sobie zapałem próbował wskrzesić produkcję. Brak węgla i drewna powodował, że wynosiła ona tylko 12 tysięcy cegieł dziennie. W latach 60. wybudowano na miejscu Helenowa – zajezdnię MPK. Record pracował jeszcze jakiś czas, ale ostatnim gwoździem do trumny tych, jak i pozostałych cegielni Lublina było upowszechnienie w latach 70. XX w. budownictwa z wielkiej płyty. Rzemieślniczy wyrób, produkowany ręcznie, stracił rację bytu. Cegielnia stopniowo podupadała, aż do likwidacji, której ostatnim aktem było wysadzenie komina w 1986 roku. Jednak dopiero w 2017 roku nastąpiła rozbiórka parterowego budynku administracyjnego wzniesionego z cegły w czasie II wojny światowej, a zlokalizowanego przy al. Kraśnickiej. Była to ostatnia pozostałość cegielni.

Dziś na terenie Lublina nie ma już żadnej działającej cegielni. Prężnie działają natomiast wytwórnie pod Kraśnikiem, które wciąż wykonują cegłę tradycyjnymi metodami i znajdują na nie nabywców. Ta cegła używana jest do uzupełnień w obiektach historycznych, ale również jako odpowiedź na panującą modę w realizacjach współczesnych.

Słowa kluczowe