Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Hansenowie. Osiedle i coś jeszcze

Gdyby zorganizowano sondę, w której lublinianie mieliby wskazać architektów, kojarzących się z Lublinem, na pewno wśród odpowiedzi nie zabrakłoby postaci Zofii i Oskara Hansenów. Niewątpliwie słynnemu małżeństwu projektantów nie można odmówić rozpoznawalności, choćby dzięki, trwającemu od pewnego czasu, dużemu zainteresowaniu ich twórczością, a także publikacjom i wystawom, przedstawiającym dorobek projektowy architektów.

Marcin Semeniuk

W Lublinie Hansenowie dali się poznać, przede wszystkim, za sprawą osiedla im. Juliusza Słowackiego, zaprojektowanego dla Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Realizacji nietuzinkowej, ale też od lat będącej tematem wielu dyskusji. Osiedle to budzi do dzisiaj różnorodne emocje i oceny – począwszy od zachwytu i pochwał, a kończąc na narzekaniu i krytyce. Przez lata narosło wokół tej realizacji wiele mitów i legend, co też w pewien sposób wyjaśnia trwałą obecność Hansenów w zbiorowej pamięci lublinian. Być może część mitów uda się obalić dzięki Muzeum Osiedli Mieszkaniowych, działającemu w jednym z pawilonów targu przy ul. Wileńskiej 21.

O Hansenach napisano już dużo i wyczerpująco. Ale może dotychczas zbyt skupiano się na teorii formy otwartej – istotnej skądinąd części twórczości słynnej pary architektów? Rozwijana głównie przez Oskara Hansena idea, stała się kluczem do rozwiązywania wielu zagadnień projektowych. Z tego powodu na architekcie często ciążyły zarzuty: „artysty”, „plastyka”, kogoś z kim są „zawsze jakieś problemy”. Ale gdy mowa jest o zaprojektowanych przez Hansenów osiedlach mieszkaniowych, ważne, a może nawet ważniejsze, jest przybliżenie wyzwań, jakie stwarzały obecne w latach 60. obostrzenia, wynikające z przyjętej w epoce gomułkowskiej polityki budowlanej państwa. Projektowanie w ówczesnej Polsce wymagało od architektów dużej sprawności i nieszablonowego myślenia, żeby nie dopuścić do powstania monotonnych i odczłowieczonych blokowisk. Po wprowadzeniu nowych surowych normatywów mieszkaniowych i urbanistycznych oraz polityki oszczędnościowego budownictwa, niemożliwe stało się powtórzenie formy tak bardzo chwalonego i budzącego zachwyt wśród lublinian osiedla im. Adama Mickiewicza, uchodzącego za wyznacznik jakości środowiska mieszkaniowego.

Kiedy Hansenowie zostali zaproszeni do współpracy przez Lubelską Spółdzielnię Mieszkaniową, wiedzieli już, że przepisy wymagają projektowania małych, przesadnie tanich w budowie i oszczędnych w wyposażeniu mieszkań oraz gęsto zaludnionych osiedli ze zredukowaną powierzchnią terenów zielonych. Para architektów, zdając sobie sprawę ze skali ówczesnych problemów mieszkaniowych, doszła do wniosku, że projektując osiedle według obowiązujących norm, należy przewidzieć możliwość dostosowania do późniejszych, zmieniających się potrzeb użytkowników, nie narażając przy tym na zmarnowanie wysiłku i funduszy spółdzielców, włożonych w budowę osiedla. Zaprojektowali więc długie bloki, o szkieletowej konstrukcji, która pozwoliła dowolnie formować układy mieszkań na teraz i w przyszłości. Zastosowane rozwiązanie przyniosło znaczne oszczędności, które można było przeznaczyć na wyposażenie mieszkań oraz zagospodarowanie przestrzeni osiedla – placów zabaw, czy też małej architektury. Zaoszczędzono również dużo terenu wolnego od zabudowy, który przeznaczono na zieleń osiedlową. Przy projektowaniu osiedla zaowocowały wówczas doświadczenia międzywojennej szkoły wybitnych polskich architektów: Szymona i Heleny Syrkusów – prekursorów rozsądnego kierunku prefabrykacji w budownictwie mieszkaniowym – a także Romualda Gutta, podkreślającego wagę w architekturze tego, co humanistyczne. Doskonale widać też wpływy współczesnych Hansenom kierunków: strukturalizmu, kompozycji linearnych i pasmowych, czy dążeń do integracji architektury z krajobrazem i przywrócenia na nowo w jej centrum człowieka i jego potrzeb. Po latach Zofia Hansen przyzna, w wywiadzie z Joanną Mytkowską, że osiedle im. Słowackiego uważa za najbardziej udany projekt.

Ówczesną problematykę mieszkaniową, związaną nie tylko z osiedlem im. Słowackiego, przybliżać ma wystawa przygotowywana w pawilonie zajmowanym przez Muzeum Osiedli Mieszkaniowych. Ogromna mapa, znajdująca się wewnątrz, przedstawiająca siedem osiedli Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, doskonale ilustruje skalę założenia wielotysięcznej dzielnicy Rury. Wokół mapy mają się koncentrować opowieści o genezie zjawiska i zasadach działania osiedli mieszkaniowych oraz współczesne spojrzenie na ich funkcjonowanie. Ważną rolę pełnić będzie też kolekcja przedmiotów i związanych z nimi opowieści, zebranych od mieszkańców lubelskich osiedli.

Związki Hansenów z Lublinem to nie tylko osiedle im. Słowackiego. W 1967 roku został zatwierdzony projekt kolejnego zespołu mieszkaniowego dla Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej o roboczej nazwie „Osiedle Słowackiego II”. Realizacja nie doszła jednak do skutku z powodu wycofania się spółdzielni. W efekcie, nowe osiedle, nazwane już imieniem Zygmunta Krasińskiego, opracowano w lubelskim Miastoprojekcie. Wiele rozwiązań pozostało jednak niezmienionych w stosunku do projektu Zofii i Oskara Hansenów. Kolejny ślad po parze architektów znajduje się tuż obok, przy ulicy Tomasza Zana. Zespół Studium Nauczycielskiego, zaprojektowany dla UMCS, miał się składać z części dydaktycznej oraz internatu ze stołówką i pomieszczeniami socjalnymi. Zamierzenie urzeczywistniono tylko połowicznie, pozostawiając część dydaktyczną w sferze planów. W końcu, jedna z najbardziej nowatorskich koncepcji w dorobku Hansenów, czyli projekt ogrodu botanicznego UMCS, którego realizację zaplanowano na Sławinku. Istotną zasadę idei w projekcie ogrodu dobrze opisuje Joanna Dudek-Klimiuk: „(…) Jednostką uprzywilejowaną, dla której należy stworzyć optymalne warunki życia i rozwoju, jest bowiem nie człowiek, a roślina. Powszechną w cywilizacji zachodniej zasadę dominacji człowieka nad przyrodą Hansen próbuje zastąpić zasadą szacunku człowieka dla natury (…) Rośliny i ich zbiorowiska wyznaczają sposób poruszania się po ogrodzie, wiele tradycyjnych ścieżek zastąpiono pomostami i kładkami rozmieszczonymi bądź tuż nad płaszczyzną ziemi czy wody, bądź wysoko w koronach drzew, tak, by umożliwić obserwację przyrody bez ingerencji w tok jej istnienia, a tym samym zminimalizować niszczenie roślin przez przyszłych zwiedzających”.

Warto wspomnieć o jeszcze jednej historii, łączącej Oskara Hansena z naszym miastem. Pod koniec lat 40. podjął studia na Politechnice Warszawskiej, wówczas z tymczasową siedzibą w Lublinie. Przypadek chciał, by trafił na swojego dawnego przyjaciela, który namówił go do studiowania architektury. Kto mógłby przypuszczać wtedy, że w tym samym mieście zaprojektuje swoją najbardziej rozpoznawalną realizację, nazywaną potocznie „osiedlem Hansena”?

 

Słowa kluczowe