Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Dybukiada

W XX wieku w Polsce wyprodukowano około 70 filmów w języku jidysz, czyli niemal połowę wszystkich takich filmów w ogóle! Najsłynniejszy z nich – „Dybuk” – swoją tajemniczą prapremierę miał nie w Warszawie i nie gdzie indziej, ale… w Lublinie.

Zanim jednak 20 września 1937 roku widzowie zasiedli w niewygodnych fotelach kina „Bałtyk” przy ówczesnej ulicy Szpitalnej 11 (dziś Peowiaków), „Dybuk” pojawił się na świecie jako sztuka teatralna. Przed dramatem były z kolei ludowe wierzenia chasydzkie, które przez setki lat zamieszkiwały polskie i ukraińskie miasteczka. Ale kto to w zasadzie jest dybuk?

Piotr Nazaruk

Dybukiada
Fragment afisza „Dybuka” granego w Lublinie w 1929 r.

Narodziny „Dybuka”

Samo słowo wywodzi się z języka hebrajskiego i oznacza mniej więcej tyle co „przylgnięcie”, ale mianem tym określa się przede wszystkim duszę pokutną, która wędruje po świecie i wciela się a to w zwierzęta, a to w rośliny, ale czasem atakuje ludzi. W znakomitym eseju O lecznictwie i przesądach leczniczych ludu żydowskiego, publikowanym w odcinkach na łamach XIX-wiecznego czasopisma „Izraelita”, Henryk Lew (sam identyfikujący dybuki z nerwicą i histerią) streszcza wiele podań dotyczących tego zjawiska. Wedle ludowych wierzeń żydowskich, dybuki były istotami bardzo niebezpiecznymi, które znacznie częściej atakowały kobiety niż mężczyzn. Będąc wielkości mniej więcej jajka kurzego, potrafiły przemieszczać się po ciele i władać poszczególnymi jego członkami. Częstym miejscem ich „przylgnięcia” był język, dzięki czemu mogły przemawiać ustami zaatakowanej osoby, nakłaniać ją do mówienia czegoś lub wręcz przeciwnie – zakazywać wypowiadania pewnych rzeczy. Dybuki bardzo często przebywały w brzuchu, bywało także, że „przylegały” do okolic łona, przez które mogły czasowo opuszczać ciało swojego „nosiciela”. Jedyną skuteczną metodą „leczenia” miały być specjalne obrzędy religijne wykonywane przez cadyków. Nie zawsze jednak skutkowały, czasem dybuk opuszczał ciało tylko na jakiś czas, a niektóre spośród nawiedzeń kończyły się celowym zaduszeniem człowieka przez dybuki.

Wspomniany Lew w 1894 roku w Lublinie był nawet świadkiem wstąpienia dybuka w ciało kilkunastoletniego chłopca. Dybuk tkwił w przydrożnym kamieniu, na którym chłopiec przysiadł. „Wskakując” w niego, duch krzyczał podobno: „Mam cię nareszcie!”. Dybuk miał dusić swoją ofiarę, podrzucać całym jej ciałem oraz wyć i krzyczeć przez jej usta. Sprawa była wówczas podobno bardzo głośna w całym Lublinie. Chłopca odwiedzano i zbierano na jego rzecz pieniądze, a miasto podzieliło się na dwa obozy – jedni uwierzyli, że chłopak rzeczywiście padł ofiarą dybuka, drudzy uważali, że próbuje w ten sposób wyłudzić pieniądze.

Przystanek „Dybuk”

Dalsze losy tego chłopca pozostają nieznane, ale zainspirowany takim właśnie ludowym folklorem Szymon An-ski (wł. Szlojme Rapoport) postanowił przenieść dybukową demonologię na deski teatru. Pierwsza wersja sztuki powstała w 1914 roku w języku rosyjskim jako „Meż dwóch mirow” („Między dwoma światami”), po czym autor przetłumaczył ją na jidysz i nadał tytuł „Cwiszn cwej weltn, der dibuk” („Między dwoma światami, dybuk”). W 1918 roku, znany poeta Chaim Nachman Bialik, przełożył ją na hebrajski. Oryginalny tekst An-skiego w jidysz zaginął w czasie jego przeprowadzki do Wilna i autor musiał odtworzyć dramat, pomagając sobie wersją rosyjską i hebrajskim tłumaczeniem Bialika. W ten sposób powstała znana do dzisiaj oficjalna, jidyszowa, wersja tekstu An-skiego z 1919 roku.

W Wilnie autor zorganizował odczyt swojego utworu, ale tekst zebrał negatywne recenzje. Te nieprzychylne oceny doprowadziły do pogorszenia się stanu zdrowia An-skiego i w konsekwencji do jego śmierci 8 listopada 1920 roku. Wśród słuchaczy na owym wieczorze byli jednak reżyser Dawid Herman i aktor Abraham Morewski, którzy dostrzegli w utworze wielki potencjał. Oni właśnie na pogrzebie pisarza uroczyście zobowiązali się do wystawienia „Dybuka” po upływie tradycyjnego, 30-dniowego okresu żałoby. Premiera miała miejsce 9 grudnia 1920 roku w warszawskim teatrze „Elizeum”, mieszczącym się w rotundzie przy ulicy Karowej, a przedstawienie odniosło ogromny sukces. W samej tylko Warszawie grano je ponad 300 razy przy zapełnionych po brzegi salach. Nazajutrz po premierze w mieście rozpętała się, jak to wówczas określano, dybukiada lub dybukomania. Na przedstawienia przychodzili masowo nie tylko Żydzi, ale i niektórzy Polacy, a motorniczy warszawskich tramwajów na przystanku nieopodal teatru krzyczeli podobno „Przystanek »Dybuk«, Żydzi wysiadać!”.

„Dybuk” nad łąką przysiadł

W Lublinie jidyszowy „Dybuk” zagościł już w kwietniu 1921 roku, kiedy do miasta przywiozła go gwiazda żydowskiego teatru Estera Rachela Kamińska. Prawdziwą sławę przyniósł mu jednak w Lublinie dopiero szereg inscenizacji w języku polskim. Pierwsze takie przedstawienie zrealizowano pod koniec lipca 1925 roku w kino-teatrze „Corso” przy Radziwiłłowskiej 2 (budynek został zniszczony podczas II wojny światowej). Znana z antysemickiego ustosunkowania gazeta „Głos Lubelski” opublikowała recenzję, w której chwaliła doskonały przekład z języka żydowskiego, natomiast całą sztukę i jej realizację uznała za smutną, nihilistyczną i zatruwającą polską literaturę. Redakcja „Głosu” donosiła jednocześnie, że w Lublinie słyszy się o planach wystawienia „Dybuka” w Teatrze Miejskim (obecnie Teatr im. Juliusza Osterwy) i wyraziła nadzieję, że „zaoszczędzi się publiczności lubelskiej »przyjemności« oglądania tego sztuczydła żydowskiego”.

Nadzieje redakcji „Głosu” nie spełniły się. Premiera „Dybuka” w Teatrze Miejskim odbyła się 26 marca 1926 roku. Zapowiadając ją, „Ziemia Lubelska” pisała: „Dziś zatem zabłyśnie światło kinkietów sceny naszej w głośnej sztuce Sz. Anskiego »Dybuk«, granej na wszystkich scenach z niebywałem powodzeniem. Dyrekcja Teatru oraz reżyserja nie szczędziła pracy, by sztuka ta ze wszechmiar ciekawa – stanęła na wysokim poziomie artystycznym, dając jej pierwszorzędną obsadę, kostiumy oryginalne i wystawę, oryginalny chór bóżniczy i orkiestrę, tłumy statystów-żebraków. Reżyserja p. Michała Konstantynowicza wydobyła ze sztuki najpiękniejsze efekta a znakomita gra całego zespołu daje wysoce artystyczną całość. Spodziewać się należy, że »Dybuk« cieszyć się będzie powodzeniem i u nas tak wielkiem jak i na innych scenach”.

I rzeczywiście, przedstawienie grano aż do 22 maja 1926 roku (przez blisko dwa miesiące) przy pełnych salach. Krytyka podkreślała, że bardzo dobrze odegrano sceny tańca chasydów i kościotrupów, atrakcją był także występ chóru „Harfa” z synagogi Maharszala. „Dybuka” w lubelskim Teatrze Miejskim zagrano także w 1929 roku, tym razem w reżyserii Józefa Grodnickiego i Edmunda Szafrańskiego. Premiera miała miejsce 17 kwietnia tego roku, a spektakle utrzymały się na deskach teatru przez 10 dni, do 27 kwietnia.

Afisz „Dybuka” granego w Lublinie w 1929 r.
Afisz „Dybuka” granego w Lublinie w 1929 r.

U X muzy

Gdziekolwiek „Dybuk” się pojawił, wszędzie triumfował. Nic dziwnego, że wkrótce zaczęto myśleć o jego ekranizacji. Pierwszą taką próbę podjęto w 1925 roku, jednak zakończyła się ona niepowodzeniem. Po raz drugi wzięto się za niego w 1937 roku, w szczytowym okresie tzw. złotej ery filmów jidysz w Polsce, kiedy technika pozwalała już kręcić wysokobudżetowe produkcje dźwiękowe. W charakterze reżysera zatrudniono Michała Waszyńskiego (wł. Mosze Waks), autora kilkudziesięciu filmów polskich, który słynął z szybkiej i taniej pracy (potrafił kręcić filmy w 2 tygodnie). W rolach głównych Lei i Chonena wystąpiło małżeństwo Lili Liliana i Leon Liebgold, a towarzyszyli im Abraham Morewski, Ajzyk Samberg, Mojżesz Lipman, Maks Bożyk, Gerszon Lemberger, Dina Halpern, Zisze Kac, Samuel Landau i inni – wszyscy doskonale znani publiczności żydowskich teatrów w całej Polsce i za granicą. Na ulicach Warszawy rekrutowano podobno autentycznych żebraków, którzy wystąpili w bardzo znanej sekwencji tanecznej na ślubie.

Prace nad filmem rozpoczęto 1 czerwca 1937 roku. Jako pierwsze, przez dwa tygodnie, kręcono sceny plenerowe w malowniczym Kazimierzu Dolnym, który był doskonałą scenerią dla opowieści o starym świecie polsko-żydowskich miasteczek i bogobojnych chasydów. Potem przeniesiono się do studia w Warszawie, a prace nad filmem ukończono w błyskawicznym tempie pięciu tygodni, co i tak trwało dość długo, jak na możliwości Waszyńskiego.

Prapremiera „Dybuka” odbyła się 20 września 1937 roku o godzinie 13 we wspomnianym kinie „Bałtyk” w Lublinie. Budynek przy Szpitalnej/Peowiaków 11 (rozebrany w 1939 roku) mieścił wcześniej kilka teatrów, funkcjonujących jako de facto sceny żydowskie. Należał do Szyi Brodta, a właścicielem firmy Bałtyk i najemcą budynku był Polak, Tadeusz Kozicki. Dlaczego prapremiera odbyła się właśnie tam – nie wiadomo. Być może kopię zdobyto dzięki znajomościom, może chciano puścić film w Lublinie na próbę, a może po prostu okoliczności premiery powinny na zawsze pozostać owiane tajemnicą. Faktem jest natomiast, że lubelska projekcja była bardzo dobrze przygotowana. Już od 14 września żydowska prasa z Lublina codziennie donosiła o zbliżającej się premierze, stopniując przy tym napięcie i podsycając wyczekiwanie. W przeddzień premiery gazeta „Lubliner Tugblat” („Dziennik Lubelski”) opublikowała całostronicowy plakat zapowiadający film oraz pisała: „Cały świat (i nie tylko żydowski) czeka z zapartym tchem na »Dybuka«”.

Kiedy 26 września „Dybuk” zagościł na ekranie warszawskiego kina „Sfinks”, w Lublinie grano go już blisko tydzień po kilka razy dziennie przy sali wypełnionej po brzegi. „Tugblat” donosił: „»Dybuk« idzie jak burza!”, „Kolosalny sukces »Dybuka«!”, „Przez pierwsze trzy dni wyświetlania filmu pobito rekord widzów!”. Mimo wielkiego powodzenia prawdziwe pieniądze film zarobił dopiero w Ameryce, gdzie za bilety płaciło się nie w groszach, ale w dolarach. Z ekipy i obsady „Dybuka” II wojnę światową przeżyła jedynie garstka. Większość zginęła w obozach i na ulicach gett. Zaledwie na dwa lata przed wybuchem wojny ich wielkie dzieło rozpoczęło w Lublinie swój triumfalny pochód po salach kinowych całego globu, do dzisiaj ciesząc się niesłabnącym uznaniem widzów i krytyki.

Słowa kluczowe