Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Drzeworytniczka znikąd

O życiu Rywki Berger nie da się powiedzieć praktycznie niczego. Nie wiadomo dokładnie, kiedy się urodziła, ani kiedy zmarła. Nie ma również pewności, czy nazwisko zawdzięczała mężowi, czy z takim przyszła na świat. Zachowały się po niej natomiast nieliczne prace – odbitki drzeworytów zamknięte na kartach przedwojennych gazet.

Piotr Nazaruk

 

Drzeworytniczka znikąd
„Di lezerin” fun J.L. Perec („Czytelniczka” I.L. Pereca).

Rywka Berger urodziła się gdzieś na lubelskim Podzamczu najprawdopodobniej w ostatniej dekadzie XIX wieku. Jej ojciec i matka handlowali pewnie byle czym, może pracowali w jatkach albo prowadzili niewielki zakład – czy to krawiecki, czy blacharski – wciśnięty najpewniej między kuchnię a łóżka domowników. Była dziewczyną znikąd, jak setki podobnych dziewczyn z Szerokiej, Jatecznej, Zamkowej i Krawieckiej. I taka była również jej sztuka – prosta, szczera, mówiąca bez ogródek, choć przy tym wszystkim wcale nie wolna od sentymentu. Trudno powiedzieć jakim cudem, ale – jak ustalił prof. Jerzy Malinowski – w 1914 roku studiowała malarstwo w Warszawie, następnie w Krakowie, a w 1918 roku debiutowała jako artystka w Łodzi. Po powrocie do Lublina w latach 30. pracowała w żydowskiej szkole im. I.L. Pereca, gdzie uczyła rysunku. W jej pracach – czasem lepszych, czasem gorszych – widać to, co znała najlepiej: biedną architekturę lubelskiej dzielnicy żydowskiej, nędzę i problemy społeczne oraz postaci z żydowskiej literatury.

Arbetloz (Bez pracy) [Rycina ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie]
Arbetloz (Bez pracy)

W 1933 roku tak pisała o niej stołeczna gazeta w języku jidysz „Wochnszrift far Literatur, Kunst un Kultur” („Tygodnik Poświęcony Literaturze, Sztuce i Kulturze”): „Kilka dni temu mieliśmy okazję zobaczyć szkicownik Rywki Berger. Zwyczajny, skromny szkicownik z kilkoma pejzażami tuszem i ołówkiem, które miały być pewnie materiałem do większych kompozycji. Z tych kilku szybko i śmiało naszkicowanych rysunków wyłania się artystka z wrażliwym okiem i subtelną duszą. W połamanych, zgarbionych domkach i ciasnych lubelskich uliczkach czuje się nie tylko wprawną rękę rysowniczki i biegłe oko obserwatorki, ale przede wszystkim romantyczny i artystyczny zmysł, który łączy się ze szczególnym umiłowaniem do tego specyficznego lubelskiego stylu. Wszystkie te narysowane przez nią zaułki, powykrzywiane domki z ich charakterystycznymi mansardami i balkonami, nieliczne stare gmachy ze specyficznie ukształtowanymi odrzwiami i oknami, interesujące pod względem stylu bejs hamidrasze i cmentarze uchwycone z różnych punktów widzenia – to wszystko w tle albo uliczki, albo na stronie bulwarku pełnego połamanych gałęzi… Jest w tym jakiś domowy, romantyczny urok, przy którym rosną serce i dusza.

A demonstracje (Demonstracja) [Rycina ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie]
A demonstracje (Demonstracja)

Rywka Berger doskonale zna te stare, pokurczone domki w ciasnych, poskręcanych uliczkach – jest dzieckiem proletariuszy, w takich miejscach się urodziła i wychowała. Swoje najpiękniejsze lata dzieciństwa spędziła właśnie w nich, a jej wrażliwa dusza nasiąkła ich liryczno-romantycznym czarem. Później opuściła Lublin i studiowała na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem znanego polskiego profesora Józefa Mehoffera. Ale również wtedy nie zapomniała o swoim ukochanym domu. W wolnych chwilach, kiedy odkładała farby i pędzel, wracała do starych murów i chwiejnych domków, przenosząc je za pomocą tuszu i ołówka na skromne kartki swojego szkicownika.

Tojer fun lubliner geto (Brama w lubelskiej dzielnicy żydowskiej)  [Rycina ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie]
Tojer fun lubliner geto (Brama w lubelskiej dzielnicy żydowskiej)

Ta młoda artystka maluje także większe obrazy olejne oraz tworzy drzeworyty, w których się ostatnio specjalizuje. Charakterystyczne dla niej są jednak bez wątpienia owe skromne, ale wykonane z talentem szkice starego Lublina”.

Żaden z tych szkiców nie ocalał do naszych czasów. Przepadły także jej obrazy, a drzeworyty znamy jedynie z odbitek drukowanych w prasie. Los samej artystki również nie jest jasny. Podczas okupacji Rywka Berger pracowała dla lubelskiego „Centosu” – Centrali Towarzystw Opieki nad Sierotami Żydowskimi. Zginęła najprawdopodobniej w lubelskim getcie lub podczas jego likwidacji.

Mit hamer un fakl (Młotem i pochodnią) [Rycina ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie]

Mit hamer un fakl (Młotem i pochodnią)

Wszystkie prezentowane wyżej drzeworyty Rywki Berger publikowane były na przełomie 1933 i 1934 roku na łamach czasopisma „Wochnszrift far Literatur, Kunst un Kultur”. Ze zbiorów Centralnej Biblioteki Judaistycznej/ Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie (cbj.jhi.pl).

Cytat za: Maks Geler, „Riwke Berger”, „Wochnszrift far Literatur, Kunst un Kultur”, nr 44, 17 XI 1933, s. 2, przeł. P. Nazaruk.

Słowa kluczowe