Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Awangardowy Lublin

Atmosferę przedwojennego – prowincjonalnego i trochę sennego – Lublina próbowali zburzyć młodzi poeci. Szukając klimatu miasta z tamtego okresu, trzeba koniecznie o tym opowiedzieć. To ci młodzi ludzie korzystali pełną piersią z wolności, jaką przyniosła odzyskana przez Polskę w 1918 r. niepodległość – nawet jeżeli popadali w konflikty z opinią publiczną, a nawet cenzurą. To dzięki nim do Lublina z wielkim hukiem wkroczyła poetycka awangarda.

Awangardowy Lublin
Ulica Jezuicka. Fot. Józef Czechowicz, 1933 rok [Muzeum Lubelskie, Oddział Literacki im. Józefa Czechowicza]

Już same nazwy wydawanych przez nich pism „Lucifer”, „Reflektor”, „Barykady”, „Trybuna”, „Dźwigary” są elektryzujące. Pierwszy wielki literacko-obyczajowy skandal w Lublinie wywołało wydanie w grudniu 1921 r. „Lucifera”, pisma o charakterze literackim. Wśród jego założycieli byli Konrad Bielski i Wacław Gralewski.

Samo nazwanie tego pierwszego w historii miasta pisma literackiego „Lucifer”, było skandalem i prowokacją. Cały nakład jeszcze przed skierowaniem go do kolportażu, decyzją Sądu Okręgowego, skonfiskowała policja. Pretekstem był wiersz Konrada Bielskiego Dytyramb szatański, który, zdaniem władz, obrażał uczucia religijne.

Dzięki temu, że drukarz i właściciel drukarni „Udziałowa”, Stanisław Wójcik, w której drukowane było pismo, ukrył sto kilkadziesiąt egzemplarzy, trafiło ono do czytelników. Atmosfera skandalu towarzysząca wydaniu spowodowała, że ocalone egzemplarze „Lucifera” wyrywano sobie dosłownie z rąk. Sprawa „Lucifera” odbiła się głośnym echem w Polsce, wywołując debatę o wolności słowa.

Była to odważna próba wydawnicza, która zaowocowała wkrótce powstaniem w Lublinie grupy poetyckiej „Reflektor” i dalszym rozwojem w Lublinie młodej literatury.
Niedługo potem, bo w czerwcu 1923 roku, został wydany pierwszy numer „Reflektora”, anonsowanego jako „pismo literacko-artystyczne”. Twórcami byli Wacław Gralewski i Konrad Bielski. W artykule wstępnym jego redaktorzy napisali: „Archa­nielskie dzwony grają nam na odmienną nutę niż starym poczciwym wieszczom. Przekreślamy spuściznę duchową Słowac­kiego. Zjadaczy chleba bić w mordę, jeśli ich w aniołów przerobić nie można! Z drogi, synowie Ziemi, politycy, mężowie stanu, mędrkowie, znachorzy, znawcy sztuki, filantropi! Cwałujmy, Bucefale przyszłości”.

Słowa te bardzo przypominają manifesty wygłaszane już wcześniej przez futurystów. To pod ich wpływem pozostawała wtedy grupa lubelskich młodych literatów. Podkreślała to nawet nazwa pisma – „Reflektor”. Młodzi poeci spod znaku futuryzmu i awangardy kochali się w takich tytułach. Ukazanie się „Reflektora” i jego „manifestu” było jak płachta na byka dla endeckiego dziennika „Głos Lubelski”, w którym szybko ukazał się artykuł „Reflektor na >>Reflektor<<”:

„W artykule programowym powiedziane są hasła napojone postępową zarozumiałością i prostactwem [autorów], którym zdaje się, że świat zacznie się dopiero od nich. (…) Ogólna treść nr 1 „Reflektora” potwierdza nasz sąd, że wolnomyślicielstwo i „postępowość” młodzieży są zjawiskiem anormalnym, patologicznym. Z nazwisk twórców (…) widać, że są to duchowi następcy niefortunnego bluźnierczego „Lucyfera”. Powiedzmy delikatnie, że „Reflektor” i „Lucyfer” są dziećmi tej samej matki: myśli i uczuć wynaturzonych wpływami lewicowymi”.
Do Gralewskiego i Bielskiego szybko dołączył Józef Czechowicz.

„Reflektor” stał się w Polsce jednym z pierwszych przykładów literackiego pisma „prowincjonalnego”, a zarazem awangardowego, które uzyskało rangę ogólnopolską.
W marcu 1925 r. ukazał się kolejny numer „Reflektora”, w którym były zamieszczone przekłady poetów francuskich, m. in. Guillaume’a Apollinaire’a. Jego twórczość była dla Czechowicza poetyckim wstrząsem, dzięki temu znalazł własną oryginalną drogę w poezji.

To w tym numerze „Reflektora” znajduje się wiersz Czechowicza Wyznanie, będący świadectwem przełomu, jaki dokonał się w twórczości poety. To, co rzuca się od razu w oczy, to brak w tym wierszu znaków interpunkcyjnych (choć są jeszcze zachowane duże litery). Czechowicz zrobił dokładnie to samo, co francuski poeta – usunął w swoich wierszach znaki przestankowe. Ta „interpunkcyjna rewolucja” w twórczości Czechowicza wyraźnie jest widoczna w jego debiutanckim tomie wierszy Kamień. Tytuł pierwszej recenzji Kamienia – „O przecinku i o… poezji” do tego właśnie nawiązuje.

Wśród najważniejszych poetów lubelskich tamtego czasu, obok Józefa Czechowicza, trzeba jeszcze wymienić m. in. Józefa Łobodowskiego oraz Franciszkę Arnsztajnową, która patronowała młodszym poetom. 

Słowa kluczowe