Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

165 tysięcy wyrzutników i jeden rower

Kiedy na całym świecie powstawały pierwsze bombowce, należało w bezpieczny sposób rozwiązać prosty, ale wybuchowy problem. Jak połączyć samolot z bombą, by: po pierwsze: maszyna i załoga bezpiecznie wystartowali, po drugie: bomba pozostawała w tym samym miejscu podczas lotu i manewrów, po trzecie: łatwo odczepiała się od samolotu w odpowiednim miejscu.
W fenomenalny sposób rozwiązał to Władysław Świątecki. W wyrzutniki bombowe z Lublina zaopatrywały się europejskie armie, ale nie polskie lotnictwo.

Łukasz Kijek

165 tysięcy wyrzutników i jeden rower
Rower wyprodukowany przez fabrykę Władysława Świąteckiego w Lublinie.

KOLEJKA PAŃSTW PO LICENCJĘ

Władysław Świątecki do Lublina przeniósł się z Warszawy, gdzie urodził się w 1895 roku. Studiował w Petersburgu i Paryżu. Nad Sekwaną ujawnił się jego talent konstruktora wyrzutników bombowych. Pierwsze jego pomysły okazały się znacznie lepsze niż te francuskie. Wydawałoby się, że drzwi do kariery otworzyły się przed nim szeroko. Najpierw wrócił do Warszawy, po czym zgodnie ze służbowym poleceniem stolicę opuścił. Podjął pracę w Zakładach Mechanicznych Plage i Laśkiewicz w Lublinie. W 1927 roku na Bronowicach uruchomił dział wyrzutników bombowych. Coś jednak szło nie tak, więc konstruktor, który nie dogadał się z Ministerstwem Spraw Wojskowych i właścicielami firmy, opuścił zakład. W 1930 roku z fabrycznej hali przeniósł się do baraków przy ulicy Chopina 4. Tam, razem z inżynierem Bohdanem Marchwińskim, uruchomił ręczną obróbkę różnego rodzaju metali z wykorzystaniem dwóch wiertarek i tokarki. Produkcja szła na eksport.

Już w 1929 roku Świątecki sprzedał swoje wyrzutniki do Rumunii. Historycy orzekli, że „była to pierwsza udana próba eksportu polskiego sprzętu lotniczego”. W Rumunii zamontowano je do francuskich samolotów Potez XXV. W 1931 roku zakupiła je armia jugosłowiańska do samolotów angielskich Hawker Fury. W 1937 ponownie dobił targu z armią rumuńską, ale do maszyn włoskich Savoya 79 B, wygrywając przetarg z wyrzutnikami firmy niemieckiej. Sprzedał też Świątecki licencję Francuzom, którzy z kolei udostępnili ją Włochom. W sumie licencja trafiła jeszcze do Belgii, Hiszpanii, Holandii i Portugalii.
Na początku 1939 roku wyposażył samoloty armii jugosłowiańskiej. Tuż przed wybuchem II wojny światowej, 7 sierpnia 1939 roku, gotowość zakupienia wyrzutników, jak i licencji na uruchomienie produkcji przedstawiły rządy Francji i Anglii. Zainteresowane były również rządy Szwecji i Łotwy.

BEZ PRÓB POWIETRZNYCH

W Lublinie Świątecki nie miał łatwej drogi. Spierał się z władzami samorządowymi. Obróbka metali, prowizoryczne ogrzewanie pomieszczeń, baraki pokryte papą, to wszystko mogło doprowadzić do zaprószenia ognia – w samym centrum miasta. Władze miasta naciskały na Świąteckiego i w końcu odmówiły mu prawa produkcji wyrzutników na blisko rok. Po tych przepychankach nie pozostało mu nic innego, jak zmienić siedzibę firmy. W 1934 roku przeniósł się na ul. Lubartowską 50. Nowa siedziba dała możliwości rozbudowy firmy. Kupił nowe maszyny, m.in.: obrabiarki, frezarki, szwajcarskie, niemieckie i francuskie gwinciarki. Przed wojną zatrudniał aż 40 pracowników.

Polscy wojskowi późno przekonali się do rozwiązań z Lublina. Przyznać trzeba, że montowano wyrzutniki z Lublina w samolotach dla marynarki wojennej. Nigdy jednak nie stały się oprzyrządowaniem podstawowym. Władze wojskowe wolały wyrzutniki Michelin. Świąteckiemu odmówiono nawet możliwości przeprowadzenia prób powietrznych. Grożono, że zostanie pozbawiony praw licencyjnych. W konsekwencji PZL.23 „Karaś” i najsłynniejszy polski bombowiec PZL.37 „Łoś” wyposażone były w zawodne i przysparzające wielu problemów wyrzutniki innego typu, „Karaś” w przeróbki wzorów francuskich. Dopiero w 1939 roku konstruktor z Lublina uzyskał duże zamówienie ze strony polskiego lotnictwa.

14 WZORÓW UŻYTKOWYCH

Wybuchła wojna. Świątecki zniszczył całą dokumentację. Wraz z żoną wyjechał do Wielkiej Brytanii przez Rumunię i Francję. Interesujące aliantów konstrukcje przekazał im nieodpłatnie. Anglicy podczas II wojny światowej wyprodukowali około 165 tysięcy wyrzutników według pomysłu Świąteckiego. To nie koniec. Ulepszony przez Jerzego Rudlickiego, innego lubelskiego konstruktora, wyrzutnik Świąteckiego był stosowany w amerykańskich legendarnych „latających fortecach”, bombowcach Boeing B-17. Inżynier zmarł nie doczekawszy końca II wojny światowej, 28 kwietnia 1944 roku. Można przypuszczać, że przyczynił się do jej wyniku na froncie zachodnim.

Władysław Świątecki produkował także rowery. Sprzedawał je przy ul. Królewskiej 11. Jeden z niewielu zachowanych egzemplarzy, być może nawet jedyny, w 2017 r. po latach wrócił do Lublina. Miesiącami poszukiwał go Piotr Kańczugowski z Lubelskiego Towarzystwa Retro Cyklistów. Kwoty, za jaką nabył przedwojenny egzemplarz, nie zdradził, ale z pewnością musiał mieć swoją cenę. Historię też. Zrobiony u Świąteckiego rower należał do urodzonego w 1907 roku w Wilnie Jana Rymszewicza, członka Armii Krajowej okręgu wileńskiego. Dwa dni przed Wigilią 1944 roku aresztowało go NKWD. Został zesłany w głąb ZSRR na dwa lata, gdzie pracował między innymi w kopalni. Po wojnie wraz z poślubioną w 1944 roku żoną zamieszkał w Sopocie. Ukończył Politechnikę Gdańską. Zmarł w 2001 roku. Po jego śmierci rower leżał zaniedbany.

To właśnie dzięki rowerom Świątecki mógł budować wyrzutniki, a jego firma, kiedy brakowało zamówień, mogła przetrwać. Uzyskane ze sprzedaży rowerów pieniądze przeznaczał na rozbudowę parku maszynowego. Był zapaleńcem, który ciągle udoskonalał swoje wyrzutniki. W Urzędzie Patentowym w latach 1919-1939 zarejestrował 14 wzorów użytkowych.

Świątecki w Lublinie odnosił ogromne eksportowe sukcesy.

Ale nie tylko on. Dla przykładu Jarosław Caudra, przy ul. Krętej w Lublinie, robił najlepsze na świecie wagi. Może gdzieś na strychu stoi ostatni egzemplarz. Sprawdźcie, jak poprawnie działa.

Słowa kluczowe