Projekt „Opowieści o Lublinie” został realizowany w 2016 i 2017 roku przez Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” przy współpracy z Polskim Towarzystwem Historii Mówionej.

W ramach projektu wybrane zbiory fotograficzne i Historii Mówionej zostały opracowane i udostępnione w formie opowieści, tworząc cyfrowe narracje.

Projekt „Opowieści o Lublinie” został realizowany w 2016 i 2017 roku przez Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” przy współpracy z Polskim Towarzystwem Historii Mówionej.

W ramach projektu wybrane zbiory fotograficzne i Historii Mówionej zostały opracowane i udostępnione w formie opowieści, tworząc cyfrowe narracje.

Teatr NN

Julia Hartwig o fotografiach Edwarda Hartwiga

Pierwsze fotografie Edwarda Hartwiga powstały w dwudziestoleciu międzywojennym. Pokazują Lublin i jego mieszkańców.

O fotografiach Edwarda Hartwiga, znakomitego fotografika o międzynarodowej sławie, wspomina jego siostra, Julia Hartwig. W rozmowie z Kaliną Błażejewską opublikowanej na łamach „Tygodnika Powszechnego" w 2011 roku powiedziała: Pisałam do jego albumów wstępy. Zresztą [...] lubię fotografię, ale sama nigdy nie fotografowałam, bo od wczesnego dzieciństwa za dużo było tej fotografii w rodzinie.

Brama Zasrana w Lublinie
Brama Zasrana w Lublinie

Już pierwsze jego zdjęcia, te lubelskie, przedwojenne, z lat dwudziestych i trzydziestych, świadczyły o narodzeniu się artysty, o upodobaniach człowieka kochającego światło i mgłę, ukazywały jego przywiązanie do Lublina, którego starożytne piękno utrwalał na kliszach, do pejzażu podmiejskiego, z piaszczystymi drogami biegnącymi przez las, do spowitej w mgły Bystrzycy, którą pokazuje o świcie, kiedy wieśniak poi w niej właśnie konia, zaprzężonego do drabiniastego wozu. Wczesnym rankiem zatrzymuje się z aparatem przy okutanej w chusty stróżce, zamiatającej wierzbową miotłą ulicę pod Bramą Złotą, przyciągają jego wzrok dwie smukłe Cyganki palące papierosy w bramie o gotyckim sklepieniu, zagląda do kościoła Dominikanów na Starym Mieście i dostrzega w nim zakonnika klęczącego na posadzce w smudze padającego z okna światła.

Julia Hartwig, Fotografia udomowiona, [w:] Tejże, Pisane przy oknie, Warszawa 2004.

Julia Hartwig we wstępie do albumu Lublin i okolice. Wspomnienie pisze:

Lublin międzywojenny skupiał zresztą liczne grono miłośników tego miasta, nie tylko malarzy i poetów, ale po prostu ludzi zakochanych w tym mieście. Należał do nich również Edward Hartwig, któremu udało się w fotografii utrwalić dla przyszłości wygląd i atmosferę Lublina. Jego zdjęcia, powstające z motywów czysto artystycznych, nabrały charakteru dokumentu.

Julia Hartwig, Lublin niezapomniany, wstęp do albumu Edwarda Hartwiga, Lublin i okolice. Wspomnienie, Lublin 2004.

W tym samym tekście poetka charakteryzuje najwcześniejsze zdjęcia Edwarda Hartwiga:

Okres lubelski, bo tak można by nazwać tych kilkanaście lat twórczych artysty przed jego przeprowadzką do Warszawy, cechują zdjęcia miękkie, romantyczne, przekształcające rzeczywistość w rodzaj wizji łagodnej, trochę melancholijnej, ale pełnej świeżości. Zakres tematów interesujących Hartwiga poszerza się w miarę upływu czasu […]. Można by zapytać o tajemnicę żywotności tych zdjęć, którym z racji ich wieku należałby się już, być może, spokojny odpoczynek. Ale nic takiego im z pewnością nie grozi, przeciwnie, wciąż przykuwają naszą uwagę i poszukiwane są przez wystawców i amatorów.

Julia Hartwig, Lublin niezapomniany, wstęp do albumu Edwarda Hartwiga, Lublin i okolice. Wspomnienie, Lublin 2004.

Maria Hartwig z synami - Edwardem i Walentym przed zakładem fotograficznym zwanym "budą".
Maria Hartwig z synami - Edwardem i Walentym przed zakładem fotograficznym zwanym "budą".

Edward Hartwig otworzył swój własny zakład fotograficzny w 1932 roku w miejscu, z którego właśnie wyprowadził się jego ojciec Ludwik. To wyjątkowe miejsce wspominają we wspólnej rozmowie Julia i Edward Hartwigowie: 

Julia Hartwig: [Była to] malownicza, drewniana, bardzo obszerna buda odziedziczona po ojcu, przy ulicy Narutowicza w Lublinie, ze szklanym sufitem i szklaną ścianą zasłanianą szarymi zasłonami. Było to twoje „atelier”.

Edward Hartwig: Miała w sobie ta buda jakiś klimat, coś cygańskiego: ni to dom, ni to pracownia, w środku piecyk żelazny, dużo światła – i zawsze pełno znajomych.

Julia Hartwig: Teraz dopiero zdaję sobie sprawę, że ludzie jakby przeczuwali, że próbuje się tam robić coś nowego, coś odmiennego niż w innych pracowniach fotograficznych.

Edward Hartwig: Może to i prawda. Od początku okrzyknięto mnie „artystą”. Okazało się jednak, że właśnie „artysta” jest tym człowiekiem, któremu najtrudniej będzie zadowolić klientów. Myślę, że przeciętny fotograf lubelski mniej miał na co dzień kłopotów w swojej pracy niż ja. [...]

Julia Hartwig: Do twojego zakładu przychodziło wielu ciekawych ludzi. […] Pamiętam, że spotkałam raz u ciebie Józefa Czechowicza. Chodziłam jeszcze wówczas do gimnazjum, ale znałam jego wiersze i przyglądałam mu się z prawdziwym nabożeństwem.

Edward Hartwig: Tak, Czechowicz wpadał czasem na pogawędkę. Podobnie jak Gralewski, Chomicz, Makarewicz, Witkowski i wielu innych. Fotografowałem go, a i on, zdaje się, przynosił jakieś własne fotograficzne próbki. Nie rozstawał się z fajką, z którą było mu bardzo do twarzy, choć stale mu gasła. Bywali u mnie również malarze lubelscy, niedoszli moi koledzy po palecie, Zenon Kononowicz, którego na pewno pamiętasz, Stanisław Filipiak, Stanisław Karamański z Kazimierza, Stanisław Michalak, Jerzy Pleśniarowicz oraz Zygmunt Kałużyński i Stanisław Gawarecki.

Wywiad z bratem. Julia Hartwig rozmawia z Edwardem Hartwigiem, [w:] Zaułek Hartwigów, Lublin 2006, s. nlb. [21–22].

Lubelskie zdjęcia Edwarda Hartwiga to nie tylko fotografie wykonywane przed wybuchem II wojny światowej. Po przeprowadzce do Warszawy Edward Hartwig wielokrotnie wracał do Lublina. Owocami tych powrotów są tysiące klatek negatywów i kilka albumów fotograficznych z Lublinem w tytule.

Odrębną rolę w utrwalaniu zmiennego wizerunku tego miasta odgrywa fotografia. Dzięki niej ukazuje nam ono tysiąc swoich twarzy, niezafałszowanych i wiernych. Spróbujmy, idąc ulicami Lublina, wskrzesić jego dzieje, rozsmakować się w jego urodzie, przypomnieć zmienne jego losy, tak często wspólne z losami innych miast polskich.

Julia Hartwig, wstęp do albumu Lublin, fot. i oprac. Edward Hartwig, Warszawa 1956, s. 5–17.

Fotografia Edwarda Hartwiga nie ma jednak nic wspólnego ani z systematycznym utrwalaniem na zdjęciach swojskich zabytków, ani z programowym obfotografowywaniem wybranych okolic Polski dla celów dokumentacyjnych. Jego zdjęcia to swobodnie prowadzony pamiętnik z wypraw artysty, w którym z ogromną finezją pokazuje on obraz ziemi bliskiej nam wszystkim, choć zbyt mało znanej, byśmy potrafili docenić wszystkie jej uroki. Zachwyt artysty udziela się odbiorcy w sposób najbardziej bezpośredni, romantyczność tych zdjęć, jak określają to niektórzy, łączy się z komunikatywnością uczucia i formy.

Julia Hartwig, wstęp do albumu Edwarda Hartwiga, Wierzby. Album fotograficzny, Warszawa 1989, s. nlb. [2–38].

Julia Hartwig pytana przez Emilię Olechnowicz o to, jakie obrazy wyświetlają się jej w pamięci, kiedy myśli o Lublinie, odpowiedziała:

Na pewno Rynek Starego Miasta, ulica prowadząca przez Bramę Grodzką ku przedmieściom i ku Zamkowi, który przechodził różne koleje i nawet, w okresie okupacji, był niemieckim więzieniem, może się też pochwalić cudownymi freskami. Stare Miasto usytuowane jest spadziście, z jednej strony opada ku ulicy idącej dołem, jak gdyby wąwozem. Tam znajduje się mały klasztorek, gdzie czasem korzystam z noclegu w pokojach gościnnych prowadzonych przez siostry. Stamtąd rozciąga się widok daleko na lubelskie okolice. Teraz powstało jeszcze jedno miejsce, za które jestem szczególnie wdzięczna: tak zwany Zaułek Hartwigów, który przyznało nam miasto – i muszę powiedzieć, że to dla mnie bardzo wzruszające, bo rzadko można znaleźć się jeszcze za życia w nazwie ulicy. Oczywiście, nie ja tu jestem osobą główną, bo to miejsce poświęcono mojej rodzinie, może przede wszystkim mojemu bratu, który był fotografem, piewcą Lublina.

Miasto mojego dzieciństwa. Z Julią Hartwig rozmawia Emilia Olechnowicz, „Tygodnik Powszechny” 2011, nr 25.

Dzisiejszy Zaułek Hartwigów to jedno z miejsc na mapie Lublina, które na swoich zdjęciach utrwalił Edward Hartwig. Wydaje się być miejscem dla artysty szczególnym, wracał tu wielokrotnie. Podobnie jak na ulicę Ku Farze, odkrytą podczas prac remontowych w 1954 roku, którą fotografował w różnych okresach i różnych porach roku.

 

Joanna Zętar

Redakcja: Monika Śliwińska