Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Handel w PRL

Polityka handlowa PRL w ramach gospodarki centralnie planowanej przeistoczyła handel, codzienny element życia społecznego w państwach o zrównoważonym rynku, w zjawisko niezwykłe, pełne ludzkich dramatów i wszechobecnego absurdu. W wyniku nieodpowiedniej polityki wytwórczej i handlowej władz PRL, ograniczony dostęp do podstawowych artykułów życia codziennego zmusił społeczeństwo do opracowania i koordynowania "rytuału" handlu. Codziennością stały się kolejki, komitety kolejkowe i kolejkowi stacze.

Skan Negatywu, Sygantura 2938
Powszechny Dom Towarowy Centrum "Sezam"

Wystawy sklepowe

 

Sprawy z takimi towarami jak na przykład lodówka, pralka, czy meble, nie da określić inaczej jak wielki dramat. Trzeba było mieć super znajomości [...] Akurat w takim sklepie pracowała matka mojego ucznia i pomogła mi kupić tę pralkę. Pomarańcze i inne cytrusy, to też to był wielki problem.W radio mówili, że płyną okręty z pomarańczami do Polski i to była wielka sensacja [...] ludzie się nocami bili w kolejkach, to była kompletna paranoja.

 

 

Czarny rynek

 

Specyficzną kwestią w okresie PRL-u były osoby zwane cinkciarzami. Były to osoby, które nielegalnie handlowały walutą. Był do proceder dosyć powszechny. [...] robili olbrzymie pieniądze, fortuny. [...] Oni stali pod bankami, kantorów jeszcze wtedy nie było. [...] w Peweksach można było kupić coś nawet dla dzieci, na przykład szynkę Krakus. Więc kupowałem dolary a następnie czy jakieś piwo, którego nie można było dostać w normalnym sklepie a w Peweksie było.

 

Pamiętam że za meblościanką, której bym dzisiaj nigdy nie postawił, to stałem trzy doby, żeby ją dostać. Dzisiaj się to w głowie nie mieści. Dowiedziałem się, że siostra ma kogoś znajomego w tym sklepie i dopiero ona mi to załatwiła. Moja cioteczna siostra załatwiła mi i poszedłem. Taka ścianka wtedy kosztowała około dziesięciu czy piętnastu tysięcy złotych, ale to były inne pieniądze.

 

 

Skan negatywu, sygnatura 3406
Skan negatywu, sygnatura 3406

Asortyment

 

[Sklepy] były całkowicie puste. Pamiętam jak kiedyś rozpłakałam się w momencie, kiedy już była prawie kolej na mnie i pani przede mną wzięła ostatni kawałek wołowiny z kością. A ja pomyślałam sobie: nie mam co dać dzieciom do jedzenia.Było naprawdę tak, jak piszą w książkach i jak pokazują w kinie – bardzo ciężko.

 

 

Nic nie było w sklepie, ocet tylko, a jak coś przywieźli, to się ustawiały kolejki, że coś okropnego. Za papierem do ubikacji, za wszystkim. A brało się to, co dali. Albo kartki: wódka była na kartki, to, kto chciał to wódkę brał, a kto nie chciał – to wziął co innego. Ekspedientki dostawały towar na sklep, parę osób coś kupiło, a one resztę chowały dla znajomych.

 

 

W sklepach było pusto, bo władza była taka jaka była. Władze nie i koniec. Ale tak było, i tak się chodziło z tymi całymi wiązkami papieru toaletowego przez szyję przewieszony jak kałasznikow.

 

Skan negatywu, sygnatura 3058
Skan negatywu, sygnatura 3058

Kolejki

 

Tak naprawdę to tam przez całą noc, a może i dwa dni stali ludzie, którzy mieli pozajmowaną tą kolejkę. No i nagle okazuje się, że "panowie tu nie stali". A myśmy przejechali pół Polski [...] ja się uczepiłem krat i nie dałem się wyrzucić. Byłem na tyle przekonujący, że jakiś tam kierownik tego sklepu wpuścił mnie.

 

 

Kolejki ustawiły się przed sklepami od początku istnienia Polski „ludowej”, a do wyjątków należały okresy, w których władze potrafiły w pełni zaspokajać oczekiwania konsumpcyjne społeczeństwa. Oprócz pierwszych lat po zakończeniu II wojny światowej kolejki stały się zjawiskiem powszechnym w drugiej połowie lat 70., a zwłaszcza na początku lat 80., kiedy to w ogonku trzeba było „odstać swoje” nawet po „deficytowy” papier toaletowy.

Z. Zblewski, Leksykon PRL-u, Kraków 2000

 

 

Kartki

 

Żeby kupić mięso często trzeba było stać w kolejce już od 3 w nocy. To, że w Lublinie była żywność na kartki było normą, ale już na przykład w Katowicach można było wszystko normalnie kupić. Bywało więc tak, że jechałem pociągiem specjalnie do Katowic żeby kupić boczek. [...] Jeśli ktoś organizował chrzciny czy wesela, wtedy chodził po znajomych i zbierał kartki na alkohol.