Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Rodzina Krausse z Lublina

Rodzina Krausse zapisała się na stałe w historii lubelskiego przemysłu. Jak znaczna część lubelskich przemysłowców Kraussowie byli rodziną ewangelicką. Domeną braci Krausse były młyny. W 1880 roku założyli oni na Tatarach nadzwyczaj nowoczesny, jak na owe lata młyn parowo-turbinowy z przemiałem 3,5 wagona dziennie, znany jako młyn Krauzego.

 

Czytaj więcej

Rodzina Magierskich z Lublina

Jedna z zasłużonych dla historii i kultury rodzin lubelskich. Najbardziej znaną postacią z rodziny Magierskich jest Stanisław – farmaceuta, właściciel składu aptecznego przy Krakowskim Przedmieściu, z zamiłowania muzyk, fotografik, poeta. Równie zasłużeni to: żona Danuta – polonistka, harcerka, żołnierz ZWZ AK, a także jej rodzice, znani lubelscy lekarze – Maria i Paweł Jankowscy.

 

 

Czytaj więcej

Działalność rodziny Vetterów w Lublinie

Twórcą rodu i fortuny był Karol Rudolf Vetter (1810–1883), urodzony w Poznaniu w niezamożnej rodzinie. Jako 16-letni chłopak pracował już na roli i w piwowarstwie. Wcześnie opuścił rodzinny Poznań, by w Warszawie w 1829 roku zatrudnić się w browarze. Profesja piwowara i destylatora bardzo mu odpowiadała. Już jako 25-latek prowadził w Zawieprzycach – dokąd się przeniósł – fabrykę porteru i likierów.

 

 

Czytaj więcej

Rodziny Hochman i Putterman z Siedliszcza

Historia rodzin Putterman i Hochman z Siedliszcza
Mieszkająca w Nowym Jorku Gołda Hochman (z domu Puterman) raz do roku przyjeżdża do Polski. Odwiedza Siedliszcze, gdzie na ulicy Lubelskiej nadal stoi jej rodzinny dom. Przed wojną mieszkała tam wraz z rodzicami, pięcioma siostrami i bratem. Część trzyizbowego domu zajmował prowadzony przez Putermanów sklep wielobranżowy. W oknie, w którym dawniej była wystawa towarów – wiszą białe firanki. Z kilkudziesięcioosobowej rodziny Zagładę przeżyła tylko ona. Gołda uratowała się dzięki temu, że w styczniu 1940 roku, wraz z maleńkim dzieckiem przekroczyła wschodnią granicę. Dołączyła tam do swojego męża, Izaaka, który wcześniej musiał uciekać z Siedliszcza, w obawie przed prześladowaniami ze strony Niemców. Wojnę przeżył też kuzyn Izaaka Hochmana, Izaak Goldenson, który w 1934 roku wyemigrował zarobkowo do Brazylii, a także jego młodszy brat, Mordechaj, który wraz z narzeczoną, podobnie jak Gołda, już w pierwszych tygodniach wojny uciekł za Bug. W archiwum rodzinnym nie ma zbyt wielu zdjęć sprzed 1939 roku, w czasie wojennej zawieruchy zaginęła też większość dokumentów. Gołda Hochman, choć niechętnie wraca wspomnieniami do przeszłości, zgodziła się udostępnić czasopismu „Scrpitores” materiały dotyczące swojej rodziny oraz zdjęcia, które przetrwały wojnę. Większość fotografii pochodzi ze zbiorów nieżyjącego już Mordechaja Goldensona.

 

Czytaj więcej

Czas wolny w rodzinie Wójtowiczów

Przed wojną moi rodzice prowadzili życie bardzo towarzyskie. Było kilka rodzin bardzo zżytych ze sobą i życie towarzyskie było rozwinięte. Moja mama prowadziła grafik podług którego odwiedzało się poszczególne rodziny. W sobotę albo w niedzielę to trzeba było odpocząć i nieraz przeciągły się takie libacje z soboty na niedzielę (libacje nie były niczym zdrożnym - to były bardzo kulturalne i przyzwoite przyjęcia, takie spotkania towarzyskie). Było przy tym dużo śpiewu bo wszyscy lubili śpiewać i wszyscy umieli śpiewać. Według grafiku w sobotę było spotkanie u nas, w następną sobotę u państwa Bosmanów, jeszcze w następną u państwa Derewów, później u państwa Pakułów i tak dalej. To byli ludzie naprawdę kulturalni i na poziomie. Państwo Moritzowie - nazwisko niemieckie, chociaż to byli ludzie prawosławni - Rosjanie i prawosławni.

 

Czytaj więcej