Literatura lubelska (II poł. XIX w. – pocz. XX w.)

"Gazeta Lubelska " z 22 listopada 1905 r.Sytuacja Lublina po upadku Powstania Styczniowego nie różniła się niczym szczególnym od stanu innych polskich terenów podległych rosyjskiemu zaborcy. Trudna sytuacja w szkolnictwie, postępująca rusyfikacja i ostra cenzura nie przeszkodziły jednak w dojrzewaniu myśli pozytywistycznych na tym obszarze. Wręcz przeciwnie – z Lublinem byli związani główni przedstawiciele nowego kierunku. Tu dorastali Aleksander Świętochowski, Bolesław Prus (w okresie lubelskim – Aleksander Głowacki), a także Julian Wieniawski czy Klemens Szaniawski. Wszyscy oni byli świadkami rozwoju miasta w wielu dziedzinach: oświata i nauka – przy dużym udziale nauczyciela, historyka i bibliofila Hieronima Łopacińskiego, prasa lokalna, szeroko pojęta kultura, urbanistyka. Chętnie wracali myślami do miasta swojej młodości. Lublin był odwiedzany przez wielu znakomitych gości, twórców, którzy zwykle w większym bądź mniejszym stopniu ujęci klimatem miasta utrwalali swoje odczucia w utworach, byli to m.in. M. Konopnicka (poruszona patriotyczną postawą lubelskiej młodzieży) czy H. Sienkiewicz (Lublin i piękne lublinianki wspomina w trylogii).

 

Lubelscy uczniowie, broniąc się przed rusyfikacją, organizowali tajne koła samokształcenia. Pierwsze – ogólnoszkolne – założono w 1881 r. Później tworzono kółka oddzielne dla każdej klasy. Latem młodzież zbierała się w wąwozach za miastem, by tam uczyć się historii polskiej, czytać zakazane utwory, m.in. Mickiewicza, Krasińskiego (np. Przedświt). U schyłku pozytywizmu popularna była Trylogia Sienkiewicza; uczniowie klas najwyższych czytali Świętochowskiego. W latach 1883 i 1884 w Lublinie ukazywało się tajne pismo uczniowskie – „Ognisko Koleżeńskie”, w  którym poruszano m.in. sprawy nauki języka polskiego.

 


Spis treści:
1. Główne hasła literatury pozytywizmu
2. Hieronim Łopaciński - nauczyciel i badacz Lubelszczyzny
3. Wybitni literaci – wychowankowie lubelskich szkół
4. Rodowici lublinianie
5. Lubelskie wątki literackie



Główne hasła literatury pozytywizmu

 

 
 
Główne hasła pozytywistów polskich: praca organiczna i praca u podstaw miały wielu zwolenników wśród inteligencji lubelskiej. Pisał o tym Bolesław Prus w Kronikach, pisała też prasa lubelska (która w tym czasie przeżywała swój rozkwit). Ukazujący się od 1865 r. dwa razy w tygodniu „Kurier Lubelski” przeżywał trudności, miał niewielu prenumeratorów. Od 1878 r. oprócz „Kuriera” wychodziła „Gazeta Lubelska” trzy razy w tygodniu, a po połączeniu z „Kurierem” ukazywała się codziennie.

W 1875 r. projekt politechnizacji wysunął lublinianin Stelmasiewicz w warszawskim „Wieku”. Proponował, by organizować warsztaty rzemieślnicze: w ciągu 4-letniego kursu uczniowie zapoznaliby się z 4 zawodami, np. ze stolarstwem, tokarstwem, ślusarstwem i blacharstwem. Pomysł Stelmasiewicza bardzo podobał się Prusowi, który wykorzystał go w Powracającej fali.

 


Hieronim Łopaciński - nauczyciel i badacz Lubelszczyzny


Wśród nielicznych nauczycieli-Polaków w gimnazjum lubelskim wiedzą filologiczną i historyczną wyróżniał się Hieronim Łopaciński (1860—1906). Pochodził z Kujaw, ukończył Uniwersytet Warszawski. W 1883 r. został przeniesiony do Lublina; tu uczył łaciny i greki już do końca życia. Zmarł w 1906 r. Nie był lubianym nauczycielem – był oficjalny, wymagający i opryskliwy. Z polecenia dyr. Siengalewicza i gubernatora Tchórzewskiego Łopaciński zajął się zbieraniem materiałów nt. przeszłości Lublina i Lubelszczyzny. Bardzo zaangażował się w badania historyczne, folklorystyczne i językoznawcze. Pod pseudonimem Rafał Lubicz pisał rozprawy i artykuły o tej tematyce do czasopism i encyklopedii. Szybko rozszerzył swoje zainteresowania na inne polskie tereny. Za zasługi naukowe w 1901 r. został mianowany członkiem - korespondentem Krakowskiej Akademii Umiejętności.
W ciągu wieloletniego pobytu w Lublinie Łopaciński zebrał bogaty księgozbiór, wiele białych kruków. 26 maja 1907 r. założono Towarzystwo Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego, które zakupiło od jego rodziny księgozbiór złożony z 11 775 tomów.


Wybitni literaci – wychowankowie lubelskich szkół


W okresie pozytywizmu wielu wybitnych literatów, naukowców i publicystów kończyło lubelskie szkoły. Najsławniejsi z nich to Aleksander Głowacki (Bolesław Prus) i Aleksander Świętochowski.

Aleksander Głowacki (Bolesław Prus) (1847—1912), pochodził z Hrubieszowa; pisał pod pseudonimem Bolesław Prus. Do siódmego r.ż. wychowywał się w Lublinie u ciotki Domiceli z Trembińskich i wuja Klemensa Olszewskich. W 1856 r. zaczął naukę w 4-klasowej szkole realnej. Ukończył ją w 1861 i przeniósł się do Siedlec (1862), gdzie jego starszy brat Leon pracował w szkole powiatowej. Aleksander Głowacki wrócił do Lublina w grudniu 1863 - jako więzień polityczny: został aresztowany za udział w powstaniu, był więziony na Zamku oraz w Koszarach Świętokrzyskich (dziś gmach KUL). Dopiero za poręczeniem wuja uwolniono go w maju 1864 r. Jesienią tego roku wrócił do szkoły, do szóstej klasy gimnazjum lubelskiego. W 1866 r. skończył szkołę z celującymi ocenami z religii, polskiego, historii powszechnej, z nauk matematycznych i przyrodniczych.
Lata szkolne Bolesław Prus wspominał kilkakrotnie: w „Nowinach” (1882) i „Kurierze Warszawskim”(1882), w „Kurierze Codziennym” (1890) i „Tygodniku Ilustrowanym” (1911).
Ciekawe są wspomnienia z lubelskich czasów zamieszczone w „Kurierze Codziennym” w 1890 r. pt. Słówko o krytyce pozytywnej

U schyłku życia, w 1911 r. pisarz po raz ostatni wspominał szkolne lata:

Tu za katedrą, w gmachu pojezuickim, zaczęto od pierwszej klasy realnej kształcić mój umysł i uszlachetniać serce. W tymże gmachu miałem honor zawrzeć znajomość ze śp. dyrektorem Skłodowskim, dziadem p. Curie-Skłodowskiej. Staruszek gęsto sadzał mnie do kozy, chociaż trudno wymienić pedagoga, który by w sposób również poufały nie traktował mojej godności osobistej. Tu nad Bystrzycą i jeszcze bardziej na południe — na Bronowicach, ja i niektórzy z moich bliższych przyjaciół dopuszczaliśmy się wykroczeń zwanych „wagusami”. W tym Zamku, pamiętnym unią, bawiłem kilka miesięcy nawet dosyć wesoło, a tam. na zachodnim krańcu miasta, w koszarach, również uważałem za niezbędne przepędzić dłuższy czas w towarzystwie osób, skazanych już to na rozstrzelanie, już to na powieszenie. Był to wygodny lokal, choć niezbyt widny i nie odznaczał się nadmiarem świeżego powietrza.
A gimnazjum obok Wizytek [...]. Cóż to byli za nauczyciele, mistrze ukochani, niezapomniani: ks. Młsiński, wielki mówca, po którym ani ślad nie został, dalej Dębowski, Gostkowski, Jezierski, Wasilkowski, Tołwiński, Doborzyńskł i tylu, tylu innych.


Dopełnieniem charakterystyki Głowackiego z lat szkolnych są wspomnienia jego kolegi Gustawa Dolińskiego:

Nareszcie zjawił się Głowacki. Figura niepoczesna, szczupły, smagły — czupryna czarna, gęsta, kędzierzawa, oczy przymrużone, bo ma wzrok krótki. Twarz wyrazista, wąsiki sypią się — granatowe kepi, granatowy mundur uczniowski, zapięty na wszystkie guziki, prawy but nieco wykrzywiony [...] Głowacki, znany już z miejscowej szkoły realnej jako jeden z najzdolniejszych uczniów, w szóstej klasie liceum zdobył sobie od razu uznanie. Prócz wybitnych zdolności do matematyki i nauk przyrodniczych nie dał się wyprzedzić drugim i w innych przedmiotach, a jako bezwarunkowo najwięcej oczytany i rozwinięty pisał wypracowania wszelkie doskonale. Umiał przy tym zaskarbić sobie przyjaźń kolegów. Wesoły i towarzyski z natury, uczynny i serdeczny, zgrupował wnet obok siebie kotko szósto i siódmoklasistów, a żywy i pełen intuicji umysł jego począł organizować i zespalać młode siły i ochotę do wspólnego pożycia umysłowego i wspólnej pracy [...]. Z inicjatywy Głowackiego powzięto myśl, aby klasa szósta i siódma urządziły wspólne repetycje niektórych przedmiotów dla tym łatwiejszego przygotowania się do egzaminów — projekt ów przyszedł do skutku [...]. Powstała również myśl wydawania uczniowskiego pisma w siódmej klasie. Kamiński Zbigniew i niżej podpisany wydawali „Głos z kąta”, zaś Głowacki w klasie szóstej pisał humorystyczny „Kurier Łobuzów”, do którego Michał Świątkowski rysował winiety i odpowiednie ilustracje [...] z „Kuriera Łobuzów” umiem krakowiaka poczynającego się od słów:
„Jestem sobie tęgi student, wąsy mi urosły, Panienki się uśmiechają (chór łobuzów za kulisami) Że studenty osły!”
Krakowiak ten, jak również poemat fantastyczny „Bryś” jako pierwociny talentu przyszłego Bolesława Prusa, cieszyły się w gronie kolegów należytym uznaniem [...]. Na stanowisku nierozwagi był Imci pan Aleksander, gdy z niżej podpisanym dla doznania silnych wrażeń udał się w nocy na cmentarz, ma się rozumieć nie razem, ale każdy z osobna — i na dowód bytności tenże podpisał na ścianie świeżo wymurowanego grobu swoje imię i nazwisko. Owocem tego zabiegu było aresztowanie obydwu paniczów i sprawa o znieważanie grobów. Ktoś bowiem popisał różne facecje na grobach. Na ścianie grobu znaleziono nazwiska nasze — są przeto winowajcy.

Nie zapomnę średnio przyjemnego wrażenia, jakie mieliśmy oczekując na śledztwo w kryminale lubelskim [...]. Dzięki interwencji władzy szkolnej i słusznemu zresztą tłumaczeniu! naszemu, żeśmy po nocy licznych napisów różnokolorowymi ołówkami sztychować nie mogli, skończyło się na groźnym upomnieniu słownym — bez innych dotkliwych upominków.

Drugi obok Dolińskiego przyjaciel z lat szkolnych B. Prusa, Julian Ochorowicz, tak charakteryzuje swoich kolegów:

Przywódcą tej bandy młodych zawadiaków był Aleksander Głowacki, a sekundowali mu dzielnie Gustaw Doliński, Zbigniew Kamiński, Michał Świątkowski i kilku innych z szóstej i siódmej klasy — wszystko chłopcy niezwykłych zdolności, a jako starsi ode mnie (nie miałem bowiem jeszcze piętnastu lat skończonych, wstępując do klasy szóstej), imponujący mi swoim doświadczeniem i rozwiniętymi już talentami [...]. Czy ich kto dynamitem wykarmił, czy jakieś dziwne gorące promienie zbiegły się w tym trybunalskim grodzie, dość, że nie umiałbym określić jednym trafnym wyrazem tego, co się tam działo. A co się tam nie działo!
Przede wszystkim takiego błaznowania, jakie się praktykowało w gimnazjum lubelskim, nie wyobrażam sobie gdzie indziej: figle i szopki do zerwania boków! Epidemia śmiechu była tak wielka, że udzielała się nawet profesorom i jeden z nich nie miał siły protestować, gdy kolega Feliks Baczyński, ucharakteryzowany na wizytatora, wszedł majestatycznie do klasy podczas lekcji i z całą powagą naśladując mowę i gesty osoby urzędowej, zaczął nas egzaminować z greckiego.


Ochorowicz podkreślił we wspomnieniach wysoki poziom intelektualny młodzieży lubelskiej:

Gdy sobie przypomnę, nie chce mi się wierzyć, jak poważne kwestie-dyskutowały się w tym gronie szesnasto- i siedemnastoletnich młokosów podczas owych nocnych spacerów albo koleżeńskich herbatek, przeplatanych błaznowaniem, sztukami magicznymi i brzuchomówstwem (które siało postrach wśród oberżystów na drodze z Lublina do Warszawy, odbywanej wówczas w ciągu trzech dni w żydowskich omnibusach).

Głowacki, już jako Bolesław Prus, przyjeżdżał wielokrotnie do Lublina. 29 maja 1873 r. w budynku gimnazjum męskiego wygłosił tu odczyt O budowie wszechświata, w latach 1874 i 1875 przebywał w Lublinie jako sprawozdawca prasowy „Kuriera Warszawskiego”. 14 stycznia 1875 wziął ślub ze swoją kuzynką, lublinianką, Oktawią Trembińską, w kościele św. Ducha. Od 1882 r. w czasie letnich urlopów zdrowotnych w Nałęczowie odwiedzał pobliski Lublin, gdzie mieszkali: rodzina żony, przyjaciel z gimnazjum, doktor Aleksander Jaworowski i spokrewniona rodzina Boczkowskich. Od 1895 r. w szpitalu Jana Bożego na oddziale umysłowo chorych przebywał jego brat Leon, którego Prus utrzymywał aż do jego śmierci w marcu 1907 r. Wtedy przyjechał do Lublina na pogrzeb. Ostatni raz odwiedził ulubione miasto we wrześniu 1910 r. Wrażenia z podróży utrwalił w „Tygodniku Ilustrowanym” w  1911 r. w Notatkach z Lublina.

Życie Lublina od 1874 r. poznajemy szczegółowo z Kronik Prusa zamieszczanych w „Kolcach”, „Niwie”, „Kurierze Warszawskim”, „Ateneum”, „Nowinach”, i „Tygodniku Ilustrowanym”, opartych na doniesieniach prasy lubelskiej i warszawskiej oraz na własnych obserwacjach z czasu swoich pobytów w Lublinie.
Prus cieszył się z powstania Towarzystwa Lekarskiego (1874) i bezpłatnego ambulatorium (1876) oraz z założenia przez Żydów lubelskich szkoły wieczorowej dla młodzieży starozakonnej (1876) i szkoły rysunkowej ze składek rzemieślników (1877). Obie szkoły okazały się jednak efemerydami - istniały tylko kilka miesięcy.
Bolesław Prus ostro skrytykował lubelską inteligencję w związku z odczytem młodego lekarza, Karola Zagórskiego, pt. O piękności form ciała ludzkiego, w którym prelegent mówił m.in. o teorii przemiany gatunków – ku wielkiemu niezadowoleniu niektórych słuchaczy:
Dla Lublina — pisał Prus — stałość gatunków już jest dowiedzioną: lublinianie tylko od lublinian pochodzą, w Lublinie się chowają, w siebie tylko wierzą, a o żadnych teoriach nowych słyszeć nie chcą. Nowe teorie są wprawdzie warunkiem postępu, no! ale co za związek może być między Lublinem a postępem? O, błogosławione miasto, któremu w głowie mąci samo nawet nazwisko Darwina! O miasto, które sądzisz dzieła z okładek, a teorie z odczytów, o miasto! o miasto!

W innym artykule podzielił inteligencję lubelską na dwie grupy — konserwatywną i postępową:
Progresiści nie wierzą w Boga, uznają wielką doniosłość emancypacji w rzeczach społecznych, wróżą pewną przyszłość żegludze powietrznej i kwasowi karbolowemu, noszą glansowane rękawiczki, modne kapelusze i ze stanowczością zabierają głos we wszystkich kwestiach nie wyłączając ortografii. Konserwatyści ubierają się, jak Bóg dał, sarkają na zbytki kobiet, odzywają się z przekąsem o Darwinie, narzekają na złe czasy i przepowiadają Prusom albo niechybny upadek, albo jeszcze większe wyniesienie, stosownie do ostatnich wstępnych artykułów w gazetach. Jedni i drudzy traktują na serio walkę starej i młodej prasy i siedzą w kieszeni u Żydów.

W Kartkach z Lubelskiego, drukowanych w „Kurierze Warszawskim” z 1874 r. Prus dość wnikliwie charakteryzuje Lublin. Wylicza osiem osobliwości Lublina: 1) asfaltowe chodniki, 2) place publiczne, na których bardzo często można się spotkać z prosiętami i krowami, 3) latarnie naftowe budowane i oświetlane na wzór warszawski, 4) straż ogniową, liczącą 60 członków, „której ładne baranie czapki mogą również dobrze przydać się do straszenia dzieci i do wycierania kominów”, 5) Ogród Saski ze stałym pawilonem na loterie fantowe, 6) drzewka sadzone wzdłuż ulic, „co rok cieńsze i coraz mniej liści wydają”, 7) teatr letni i zimowy, 8) sługi tercjarki, „które dziś nic nie robią dlatego, że się modlą, a jutro dlatego się modlą, że dziś nic nie robiły”. „Dziewiątym cudem świata jest plac Targowy w miejscowości zwanej »Za żelaznym mostem« nad najbrudniejszą rzeczułką, na najbrudniejszym placu, między najbrudniejszymi budynkami żydowskiej części miasta”.

W następnym roku (1875) Prus odwiedził Siedlce i Lublin - redakcja „Kuriera Warszawskiego” delegowała go tu w związku z otwarciem kolei terespolskiej. W porównaniu z 1874r. Prus zauważył w Lublinie kilka zmian na lepsze: „[...] tradycyjne niechlujstwo Lublina znikło dziś. Ulice są czyste i wyasfaltowane, rynsztoki suche”. Z nowych budynków wymienia Prus gmach Towarzystwa Kredytowego, ozdobiony na szczycie dwoma figurami odzianymi, a jedną nagą. Posąg goły jest symbolem obywatelstwa ziemskiego, z odzianych zaś jeden przedstawia kasę Towarzystwa, a drugi komornika. Za ważny nabytek dla miasta Prus uważał budowaną wówczas fabrykę maszyn rolniczych Wolskiego.


Z uznaniem pisał o księgarni Stanisława Arcta, znanej w kraju z wydawnictw pedagogicznych Jeskego. Pochwałę od warszawskiego dziennikarza otrzymał też odnowiony „Kurier Lubelski”, skrytykowany w roku 1874: Pismo to przechodziło wiele rąk, w trakcie czego spadało coraz niżej, a za przedostatniej redakcji stało się świstkiem godnym mieszczącej się w nim zbieraniny tandeciarskich wiadomości. Toteż liczba prenumeratorów jego w owej epoce doszła... 50 [...]. „Śmiertelnie chore pismo kupił p. Teofil Głębocki, wezwał do spółki p. Zbigniewa Kamińskłego i otóż w ciągu kilku miesięcy powstał pełen treści i żywotności organ miejscowy”. „Kurier” dzisiejszy taki, jaki jest, stanowi chlubę miasta... Nie ma w nim ani efektownej blagi, ani ciepłej wody, ale jest treść jędrna i pożyteczna.

Prus interesował się także szkołami w Lublinie; wymienił prywatne progimnazjum realne Falęckiego, szkołę rzemieślniczą niedzielną i szkołę handlową, założoną przez miejscowych kupców.
Porównując Lublin z 1910 r. z tym, jaki znał pół wieku wcześniej, dostrzegał ogromne zmiany.

Za moich młodych lat Lublin był miastem cichym, osiadłym tylko na pagórkach. Gdzie obecnie jest dworzec kolejowy, przewracało się nędznych kilka domków; między miastem a rzeką rozciągała się łąka i szosa. Dziś po obu stronach szosy stoją kamienice, a tam, gdzie była pustka, gdzie chodziliśmy grać w palanta albo łapać raki, stoi dziś niby całe miasto powiatowe i w dodatku: młyn parowy, gazownia, fabryka narzędzi rolniczych, cementownia, składy syndykatu rolnego, gmachy monopolu.
Cieszył go nie tylko rozwój gospodarczy miasta: 
Pomyślnym zjawiskiem jest budzenie się działalności zbiorowej, czego wyrazem stowarzyszenia: lekarskie, higieniczne, artystyczne, sportowe, spożywcze, rzemieślnicze. Są szkoły utrzymywane przez społeczeństwo, są czytelnie niedrogie, a nawet biblioteka publiczna, podtrzymywana przez kilkuset członków i ofiarodawców.

Pisał dużo o Lubelskim Towarzystwie Rolniczym, o Bibliotece Publicznej im. H. Łopacińskiego, o wieczorowych kursach handlowych, o Sali Sierot i o Domu Zarobkowym. Analizując działalność tych instytucji doszedł do wniosku, że „w mieście liczącym kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców, środki do wyższej oświaty podtrzymuje tylko usilna praca i ofiarność garsteczki ludzi”, podobnie zdanie miał nt. ofiar na cele filantropijne. Wspomnienia przeżyć Prusa z lat szkolnych w Lublinie można także znaleźć w jego utworach literackich, tj. Powiastki cmentarne (1875), Omyłka (1884), Lalka czy Opowiadanie lekarza Powiastek cmentarnych ma związek z nocną wyprawą młodego Głowackiego na cmentarz lubelski, matka w Omyłce, to ciotka autora — Domicela Olszewska. Minclowie z Lalki, to postaci rzeczywiste: posiadali w Lublinie kamienicę ze sklepem galanteryjno-kolonialnym na Krakowskim Przedmieściu 6. Stary Jan Mincel, spolszczony Niemiec, umarł w r. 1864, gdy Prus był uczniem szóstej klasy gimnazjum, datę tę autor zmienił na rok 1846. Młody naukowiec Ochocki w Lalce to kolega szkolny Głowackiego –  Julian Ochorowicz.

Z czasów, gdy Prus wygłaszał odczyty na prowincji pochodzi humoreska drukowana w „Musze” (1873) pt. Przyszłość prelegentów. Bohater humoreski Fikalski jedzie w 1950 r. z Warszawy do Lublina, by tam, na polecenie prezesa warszawskiego klubu prelegentów, wygłosić odczyt na cele dobroczynne. Na „banhofie” w Lublinie przyjmuje go tłum ludzi z muzyką i baldachimem. Jakiś starzec przebija się przez tłum, by dotknąć Fikalskiego – jest to pedel (woźny) szkolny, który własną ręką bił prelegenta, gdy był uczniem. Redaktor „Tygodnika Ilustrowanego Lubelskiego” przedstawia Fikalskiego zgromadzonym jako „przenośną studnię mądrości” i „uniwersalny siewnik wiedzy”. Prelegent ma niezwykłe powodzenie: w Towarzystwie Dobroczynności publiczność wykupiła wszystkie miejsca, a po odczycie trzynaście pięknych panien oświadczyło się Fikalskiemu. Szczęśliwy prelegent wybrał sobie jedną z nich na żonę i założył sklep korzenny w Lublinie, a swojemu prezesowi zgłosił dwunastu prelegentów jako kandydatów na mężów dwunastu lublinianek.
Głośna walka na Sławinku 22 kwietnia 1907 r., gdy dwie roty żołnierzy wzmocnione przez jedną armatę ostrzeliwały przez kilka godzin byłego bojowca PPS, Stanisława Lisa, ukrytego w kuźni, odbiła się echem w powieści Prusa Dzieci (1908). Lis występuje w niej pod nazwiskiem Zająca vel Zajączkowskiego.
Lublin odegrał ważną rolę w życiu Bolesława Prusa: tu, w szkole, rozwinęły się w przyszłym dziennikarzu i literacie takie cechy charakteru i umysłu jak: humor, wrażliwość społeczna, zainteresowanie naukami przyrodniczymi i matematycznymi. Tu powstały jego pierwsze utwory, a życie i rozwój miasta znalazły odbicie w jego późniejszych Kronikach i Kartkach z podróży.

 

Aleksander Świętochowski
Kolegą szkolnym Aleksandra Głowackiego był zdolny publicysta, dramaturg, nowelista i powieściopisarz Aleksander Świętochowski (1849—1938), pochodzący ze Stoczka Łukowskiego. Uczył się w Lublinie od 1861 r. Gdy wybuchło powstanie, chciał wziąć w nim udział – miał wtedy 14 lat – ojciec zabrał go na kilka miesięcy ze szkoły obawiając się, że syn, mimo zakazu rodziców, wstąpi do partyzantki. Aleksander przeżył wstrząs moralny. Po wakacjach 1863 r. zdał do liceum, ukończył je w 1866. W liście przysłanym na zjazd byłych wychowanków szkół lubelskich w 1925 r. Świętochowski wspominał ten okres jako „cudowną wiosnę” swojego życia:
W Lublinie przesnuły się może najpiękniejsze dni mojego życia, te dni, których barwa w pamięci nigdy nie płowieje, a światło nigdy nie przyćmiewa; na jego miejscach, ulicach, domach, a nade wszystko na jego szkole, która mi dała więcej głębokich wzruszeń niż wszystkie inne, przez które później przechodziłem, kwitną mi dotąd tak urocze wspomnienia, że następne życie przedstawia mi się jak wygnanie z raju. Tam wreszcie, na cmentarzu, spoczywają moi rodzice. Gdy przed kilkunastu laty odwiedziłem Lublin, zdawało mi się, że chodzę po nim w orszaku pięknych ł ukochanych mar mojej młodości.
W 1906, 20 i 21 października Świętochowski wygłosił w Lublinie dwa odczyty: O prawach mniejszości i O prawach człowieka i obywatela, a 9 listopada był na pogrzebie swojego ojca Feliksa. Z jego utworów tylko jeden, Błazen (1879), ma związek z Lublinem. W tym jednoaktowym dramacie, którego akcja rozgrywa się w Lublinie w pierwszej poł. XVIII w., przedstawił korupcję, niesprawiedliwość i łamanie prawa w trybunale lubelskim na przykładzie procesu zamożnego szlachcica Michała Pielesza z wojewodą Krzysztofem Ślepowronem. Wojewoda uwiódł żonę Pielesza Justynę, zajazdem zabrał mu majątek, a przekupieni deputaci trybunalscy pozbawili Pielesza praw szlacheckich. Wojewoda gotów był zwrócić Pieleszowi zabrane mu dobra, ale pod warunkiem, że ten odda mu swojego błazna Marka, którego chciał ukarać. Pielesz nie wydał błazna, gdyż... cenił go bardziej niż żonę i majątek. Ostre słowa krytyki trybunału Świętochowski wypowiedział właśnie ustami błazna Marka, Pielesza i Ambrożego Piskorza, adwokata Pielesza.
 
Henryk Sienkiewicz
Drugi, obok Bolesława Prusa, wybitny powieściopisarz pozytywizmu Henryk Sienkiewicz (1846—1916) zjawił się po raz pierwszy w Lublinie w marcu 1880, by wygłosić odczyt na rzecz Towarzystwa Dobroczynności. Następnym razem przyjechał do Lublina w maju 1891 r. w związku z ciężką chorobą ojca, Józefa, który był wtedy pod opieką dra Władysława Olechnowicza, lubelskiego lekarza, wybitnego antropologa – Sienkiewicz sportretował go w postaci prof. Waśkowskiego w Rodzinie Połanieckich.

W grudniu 1903 Sienkiewicz przybył do Lublina z synem i córką, by wygłosić odczyt na powodzian. W drodze z dworca towarzyszył mu prezes Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, Władysław Gorzkowski – Gorzkowski nagle zasłabł i wkrótce zmarł na anewryzm serca; z tego powodu odczyt odwołano. Ponownie Sienkiewicz był w Lublinie 23 stycznia 1904 r. w towarzystwie córki i 3 prelegentów. Goście warszawscy udali się na bal, urządzony w sali Towarzystwa Muzycznego. Następnego dnia po południu w sali teatru wystąpili prelegenci. Jako ostatni zabrał głos Sienkiewicz: odczytał swoją legendę indyjską pt. Dwie łąki, publiczność przyjęła ją entuzjastycznie. Wieczorem w teatrze w obecności pisarza zagrano sztukę pt. Pani Wołodyjowska i I akt Krakowiaków i górali. Na zakończenie urządzono „żywe obrazy” i uwieńczono popiersie Sienkiewicza.

Autor Trylogii nie przejawiał w swojej twórczości dużego zainteresowania Lublinem. Jedynie w Potopie wspomniał o nadbystrzyckim grodzie w związku z działaniami wojennymi Karola Gustawa. Gdy do hetmana Sapiehy przybyła delegacja szlachty lubelskiej z prośbą o uwolnienie Lublina od Szwedów, hetman przyrzekł pomóc, a Zagłoba dorzucił od siebie komplement dla lubelskich kobiet: Do Lublina i ja chętnie pojadę, bo tam białogłowy nad miarę gładkie i rzęsiste. Kiedy to która chleb krając, bochenek o się oprze, to nawet na nieczułym bochenku skóra od kontentacji czerwienieje.
Wojska sapieżyńskie ruszyły w stronę Lublina i wkrótce rozpoczęło się oblężenie, które „szło dość marudnie”. Pod Lublinem stali główni bohaterowie Trylogii: Kmicic, Wołodyjowski, Skrzetuski i Zagłoba; przez cały czas oblężenia Kmicic uczył się szermierki od Wołodyjowskiego, robił duże postępy. Często też miewali i lepszą praktyką, chodzili bowiem pod zamek wyzywać Szwedów na rękę, których wielu usiekli. Wreszcie załoga szwedzka poddała się ku wielkiej radości oblegających. Oblężenie Lublina to drobny, mało znaczący epizod w akcji Potopu.

 



Rodowici lublinianie


Prus, Świętochowski i Ochorowicz pochodzili spoza Lublina, natomiast rodowitymi lublinianami byli Julian Wieniawski, Klemens Szaniawski i Paweł Kośmiński.

 

Julian Wieniawski (1834—1912) syn Tadeusza, lekarza i brat sławnych muzyków

Henryka

i

Józefa

. Do gimnazjum lubelskiego uczęszczał w latach 1844—48. Po studiach w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego w Marymoncie osiedlił się jako ziemianin w Hniszowie w pow. chełmskim, a następnie przeniósł się w Konińskie. Brał udział w powstaniu styczniowym jako naczelnik pow. konińskiego. Groziło mu aresztowanie, więc wyjechał za granicę. W Paryżu studiował prawo i ekonomię, w Lipsku nauki handlowe. Dzięki wstawiennictwu brata Henryka otrzymał pozwolenie na powrót do kraju. W 1872 został dyrektorem nowopowstałego Towarzystwa Wzajemnego Kredytu w Warszawie, gdzie pracował przez 38 lat.


W wolnych chwilach zajmował się literaturą

, przez 20 lat pisał

pod pseudonimem Jordan

. Przez wiele lat nikt, poza jego przyjacielem komediopisarzem E. Lubowskim i redaktorem „Tygodnika Ilustrowanego” Jenikem, nie wiedział, że Jordan,

popularny powieściopisarz, autor komedii

wystawianych w Warszawie, to Wieniawski-poważny ekonomista.

 

Do najbardziej znanych utworów Jordana należały:

Wędrówki delegata

(1874) i

Przygody panów — Marka i Agapita podczas wystawy rolniczej w Warszawie

(1875). Po nich ukazały się:

Ze wspomnień marymonckich

(1879),

Gawędy o listach Jordana do pana Jana w 2 seriach

(1883, 1886),

Z boru i dworu, szkice i obrazki

(1889),

Z teki marymontczyka

(1911) i

Kartki z mego pamiętnika

(1911). Z komedii powodzeniem w Warszawie cieszył się trzyaktowy

Słomiany człowiek,

(z udaną rolą Żółkowskiego), poza tym grano:

Polowanko, Partię winta, Myszy bez kota

(w 1894 w Lublinie) i inne.

 
O Lublinie pisał w Wędrówkach delegata, w szkicu Komedia w podróży i w Kartkach z mego pamiętnika. W Wędrówkach delegata - ostrej, karykaturalnej satyrze na ziemian – Jordan  wprowadza tu postać byłego palestranta Justyniana Szczujkowskiego, który na starość osiadł u przyjaciela, ziemianina Onufrego Pieniackiego i pobudzał go do ciągłych procesów z sąsiadami. Lublin, rodzinne miasto Szczujskiego, to według niego „gniazdo palestry, kolebka naszych geniuszów prawniczych”. Do takich geniuszów zaliczał on słynnego adwokata Wyderkę, u którego odbył praktykę aplikancką: Wyderko miał cudowną klientelę i najciekawsze, najzawilsze sprawy w jego się repertorium znajdowały... Nie było sprawy, której by nie przyjął, a nawet lubował się w tych właśnie, które prostoduszniejsi jego koledzy odrzucali. Sprawa prosta i czysta... nie przedstawiała dlań najmniejszego interesu. Wyderko uczył swego aplikanta, że u ludzi prawa serce tylko jako naczynie krwionośne funkcjonować powinno. Był to więc typ prawnika zbliżony do Maleparty Kraszewskiego.

W zbiorze opowiadań Z boru i dworu (1889) znajduje się szkic pt. Komedia w podróży, w którym występują w komicznej sytuacji trzej panowie z Lublina: lekarz, adwokat i kapelan wojskowy, jadący w dyliżansie z Warszawy do Lublina w towarzystwie Augusta Wilkońskiego, autora Ramot i ramotek. Opowiadania Jordana to gawędy prozą, pogodne i żartobliwe, z wyjątkiem Wędrówek delegata, które przypominają Martwe dusze Gogola.
Mnóstwo wiadomości o Lublinie zawierają Kartki z mego pamiętnika; autor opowiada szczegółowo o latach swego dzieciństwa, o rodzinie (zwłaszcza o braciach muzykach), o nauczycielach gimnazjum: Polakach i Rosjanach, o ich metodach nauczania i wychowania, o ciekawych ludziach, popularnych wówczas w Lublinie, np. o trębaczu miejskim (pisał o nim także B. Prus) lub poruczniku Kesslerze, oficerze wojsk polskich z 1831 r., który miał z kolegami wojskowymi z powstania listopadowego umowę, że w razie mrozów poniżej 16° każdy będzie mu stawiać szklankę ponczu, a przy upałach powyżej 16° - porcję lodów. Ponieważ koledzy dokładnie spełniali swoje zobowiązania, bywało, że Kessler przy silnych mrozach nie mógł się utrzymać na nogach, natomiast w upalne dni leczył oziębienie żołądka rumiankiem lub olejem rycynowym. Wydanie zbiorowe pt. Pisma wyszło w 6 tomach w Warszawie w 1894 r.

 

Klemens Junosza Szaniawski
Klemens Junosza Szaniawski (1849—1898) ur. w Lublinie, jego ojciec był podprokuratorem sądu. Uczył się w Łukowie u pijarów, później w latach 1862—1865 w gimnazjum w Siedlcach, którego nie ukończył z powodu trudnych warunków materialnych. Przez kilka lat pracował w Lublinie w Izbie Obrachunkowej, później gospodarował w Woli Korytnickiej pod Węgrowem. Od r. 1877 przebywał stale w Warszawie, gdzie oddawał się pracy literackiej i dziennikarskiej: żył wyłącznie z pióra. Podpseudonimem Klemens Junosza pisał opowiadania, powieści i krotochwile. Zmarł na gruźlicę w 1898 r. w Otwocku. Przed śmiercią prosił, by go pochowano w Lublinie przy grobie matki. Lublin urządził mu wspaniały pogrzeb. A na grobowcu Klemensa Junoszy umieszczono popiersie wykonane przez rzeźbiarza Ludwika Pyrowicza.

Tematy utworów czerpał głównie z życia zwyczajnych ludzi: drobnej szlachty, chłopów, Żydów, stróżów, straganiarek itp. Cechuje je optymizm, humor, jowialny dowcip, spostrzegawcza obserwacja opisywanych osób i skłonności do żywego dialogu. Był świetnym twórcą postaci żydowskich. Przedstawiał zarówno wyzyskiwaczy, lichwiarzy na wsi (Czarne błoto) i w mieście (Pająki), jak i uczciwych rzemieślników (Łaciarz). Chcąc lepiej zapoznać się z naturą i kulturą Żydów nauczył się języka jidysz i przełożył z niego dwie powieści Salomona Abramowicza: Don Kiszota żydowskiego i Szkapę.
Utwory Kl. Junoszy były wydawane osobno i w zbiorze pt. Dzieła - ukazały się w 10 tomach w Warszawie w 1899 r.
Klemens Junosza pisał również krotochwile dla teatrów: Mecenas chłopski, Dziatwą Syreny, Wyścig dystansowy, Baby (grane w Lublinie w 1896 r.). Szaniawski cały czas utrzymywał kontakt z Lublinem. Wspomina o tym w nekrologu „Gazeta Lubelska”: Nie zerwał stosunków z miastem rodzinnym; owszem od czasu do czasu zjawiał się na bruku lubelskim zawsze serdecznie witany przez przyjaciół i znajomych. Znał doskonale Lublin i nieraz czerpał stąd motywy do swoich utworów, portretując niektóre osobistości naszego grodu i stosunki miejscowe z właściwym sobie optymizmem, bez żółci i uprzedzenia.
Publikował w „Gazecie Lubelskiej” i „Kalendarzu Lubelskim”. Do Lublina odnosi się Cud na kirkucie,Szpada Hamleta i Lublin. Opowiadanie Cud na kirkucie oparte jest na wierzeniach lubelskich Żydów. Żyd Berek jadąc z autorem do Lublina opowiadał mu, jak powstała góra kirkutowa na Kalinowszczyźnie. Dawniej na jednym pagórku był kirkut i kościół Franciszkanów. Gdy pewnego razu na pogrzebie rabina zaczęto dzwonić w kościele, stał się cud: zmarły rabin podniósł się na marach i kazał przynieść sobie pewną książkę. Gdy ją zaczął czytać, plac, na którym stał kościół, zaczął się ruszać i obniżać. Na prośby polskiej szlachty rabin przestał czytać i plac się zatrzymał w ruchu, a rabin położył się na mary i zmarł powtórnie.
Szpada Hamleta to wspomnienie autora o Zarębie, starym aktorze teatru lubelskiego. Marzył on o rolach szekspirowskich, ale grywał, co mu dano. W jego ponurej, brudnej izdebce odwiedzał go 19-letni wówczas autor. Pewnego razu przyniósł mu do oceny swój dramat historyczny. Gdy aktor głośno go odczytał, Szaniawski wstydząc się lichego utworu, rzucił go do pieca. Zaręba był postacią rzeczywistą, występował w zespole Trapszy, a w sezonie 1872/73 grał Hamleta.

Kilka obrazków Lublina zawiera szkic Lublin: Na siedmiu pagórkach malowniczych rozrzucony wygląda nasz gród macierzysty niby Rzym, a dzieciaki twierdzą, że ma nawet Kapitol swój i skałę Tarpejską ... pierwszy na balkonie Trynitarskiej wieży — druga niedaleko na górze za Dominikanami. Ileż razy staczaliśmy się z niej, zepchnięci rękami rozbawionych chłopców swawolników...

Żona Klemensa Junoszy Karolina z Piaseckich Szaniawska, córka lubelskiego rejenta, była również literatką: zamieszczała swoje opowiadania w czasopismach lubelskich i warszawskich oraz w „Kalendarzu Lubelskim”; pisała też sztuki sceniczne dla dzieci (Teatr dla dzieci 1896) i powieści dla młodzieży (Nacię 1896).

 

Lublinianin Paweł Kośmiński (1860—1896) w Lublinie zdobył wykształcenie początkowe, częściowo średnie. Układał wiersze już jako 16-latek. Przez 3 lata jeździł po całym kraju z wędrowną trupą aktorską po czym zamieszkał w Warszawie. Pisał artykuły i wiersze do „Kolców” pod pseudonimami Paul de Coś, Prawie Heine i Salto Mortale. Zdobył popularność jako humorysta i autor melodramatów opartych na motywach z życia proletariatu warszawskiego. Największym powodzeniem cieszyły się melodramaty Walka o córkę, Zły duch i Dziecię Starego Miasta. Wiele jego wierszy drukowały gazety i kalendarze lubelskie. Do Lublina odnoszą się jego wiersze z cyklu Obrazki lubelskie, poświęcone matce; każda zwrotka zaczyna się w nich od słów „Czy pamiętasz”: Matko moja! czy pamiętasz /Gród spiętrzony z boku wzgórza, /Otoczony rzeki wstęgą /Na nizinie, u podnóża?
Poeta przypomina kręte ulice, zaułki, akacje przy katedrze, wieżę Trynitarską, hejnał z wieży i cmentarz „ruski”. W wierszu Ożeniłem się z aniołem wychwala żony pochodzące z Lublina: są piękne, dobre i gospodarne.


Lubelskie wątki literackie


Mniej więcej w tym samym czasie co Potop ukazała się powieść Piotra Jaksy Bykowskiego, autora kilkunastu powieści historycznych, pt. Memorialik palestranta trybunalskiego (1885). Głównym bohaterem tej powieści z czasów Stanisława Augusta jest szlachcic Nikodem Nieświastowski, początkowo towarzysz chorągwi pancernej w Zbarażu, potem zakonnik u reformatów w Dederkach, wreszcie palestrant (prawnik) w Lublinie. Autor ukazuje szczegółowo przebieg kariery swojego bohatera, począwszy od zajęć kopisty u Żyda Jojny, faktora trybunalskiego, poprzez funkcję manualisty u mecenasa Scisłowskiego, aż do stanowiska mecenasa trybunalskiego. Przy okazji Bykowski ukazał bardzo dokładnie obraz życia trybunalskiego, różni się on jednak od innych opisów – przeważają w nim pozytywne strony tego życia. Główne postaci powieści: Nieświastowski, mecenas Scisłowski, jego manualista Sułdykowski i Żyd Jojna, właściciel gospody „Pod chudopachołkiem” na Starym Mieście, a jednocześnie faktor trybunalski, świetnie obeznany z prawem — to ludzie uczciwi i szlachetni, niepodobni do typowych palestrantów w powieściach Kraszewskiego. Jednak i ten pisarz nie pomija ciemnych stron trybunalskiego życia, do których należały bijatyki i pojedynki wywoływane przez dependentów.

Za panowania Stanisława Augusta rozgrywa się również akcja powieści pt. Starosta hołobucki (1867), napisanej przez Zygmunta Kaczkowskiego (1825—1896), autora wielu powieści historycznych i obyczajowych. Główna bohaterka Starosty hołobuckiego, piękna lublinianka Petryna, córka ubogiej wdowy po poborcy na mycie, nie chce wyjść za młodego aplikanta przy trybunale, szlachcica Łukowskiego, gdyż planowała zrobić lepszą karierę. Jako towarzyszkę chorej żony wziął ją do siebie wuj, bogaty starosta. Po śmierci żony chciał się ożenić z Petryną, ale nie zdążył – umarł przed ślubem... Dziewczyna wróciła więc do Lublina i tu zmarła w nędzy, a na jej grobie nie postawiono nawet krzyża.

Losy Sebastiana Klonowica, spopularyzowane u schyłku romantyzmu przez Syrokomlę, Pruszakową i Zachariasiewicza, pociągały także wyobraźnię dwóch pisarzy z okresu pozytywizmu: Wincentego Rapackiego, dramaturga, powieściopisarza i znakomitego aktora oraz Władysława Kornela Zielińskiego, powieściopisarza i badacza przeszłości Lublina.
W czteroaktowym dramacie z prologiem Wincentego Rapackiego (1840—1924) pt. Acernus (1879) Klonowic jest nie tylko literatem, walczącym piórem o „szczęście połowy nękanej ludzkości”, ale i człowiekiem czynu – jako burmistrz, wbrew prawdzie historycznej, kieruje obroną Lublina przeciw rokoszanom Stadnickiego. Bezpośrednią przyczyną jego upadku stała się jego żona Ewa. Ona, z namowy Żyda lichwiarza Fiksela, wykradła w nocy mężowi klucze od bram miejskich i wpuściła do miasta rokoszan. Mieszczanie posądzili go o zdradę, szlachta i jezuici – których atakował w swoich utworach – znienawidzili, starosta skazał go na wygnanie z ukochanego miasta. Acernus zmarł w zimową noc na ulicy wołając „Ewo, bądź przeklęta!”. Ewa porzuciła męża dla bogatego kochanka Stadnickiego. Jedyni przyjaciele Klonowica to mądry szewc Skwirek i szlachcic Żurawski. Ten ostatni przyjął prawo miejskie i drukował książki lubelskiego poety.

W szkicu powieściowym Władysława Kornela Zielińskiego Z życia poety (1882) Klonowic, podobnie jak u Rapackiego, ma zawziętych wrogów. Jezuici z powodu dzieła Victoria deorum wszczynają przeciw niemu proces o herezję, ich zastępca prawny, mecenas Wylęgowicz, typowy „czarny charakter”, zawiązuje przeciw poecie układ z wójtem Mrzygłodem. Z ich namowy Agnieszka, żona Klonowica, podaje mężowi truciznę, działającą powoli. Po śmierci męża Agnieszka stacza się coraz niżej, popada w obłęd i umiera żebrząc na ulicy. Zieliński stara się wiernie przekazać obraz środowiska, w którym żył i działał Acernus w latach 1599—1602: wprowadza więc postaci rzeczywiste, opisuje ówczesne ubiory i wygląd kamienic oraz ważniejszych budynków — ratusza i kościoła jezuitów.
Rok później Zieliński wydał opowiadanie pt. Flisacy (1883). Życiorys Klonowica wraz z fragmentami dzieł poety, ujęty tu został w formę pogawędki flisaków.
Władysław Kornel Zieliński, lwowianin, po odbyciu kampanii włoskiej w 1859 r. w armii austriackiej, osiadł na wsi w Lubelskiem. Sprzedał ten majątek i przeniósł się do Lublina, gdzie pracował jako nauczyciel w prywatnej szkole realnej i zajmował się literaturą. W 1880 r. wyjechał do Warszawy. Jako literat posługiwał się pseudonimami Mścisław Brona i Władysław z Zieliny. Wydawał powieści i opowiadania historyczneAnna Orzelska, August II i Aurora Konigsmark, Ostatni z rodu i in. oraz wspomnienia z podróży po Europie. Pisał artykuły heraldyczne w Wielkiej encyklopedii ilustrowanej, interesował się życiem Cyganów. Próbował też pisać dramaty (Idylla, Kwaśne winogrona). Bardziej wartościowe niż utwory beletrystyczne są jego prace nt. przeszłości Lublina: Opis Lublina jako przewodnik dla zwiedzających miasto i jego okolice (Lublin 1876) i Monografia Lublina tom I Dzieje m. Lublina (Lublin 1878). Poza tym Zieliński wydał w czasopismach warszawskich i lubelskich wiele artykułów, odnoszących się do przeszłości Lublina (np. o cechach w Lublinie, dzieje teatru, o kościele św. Ducha, o Ratuszu).

Poetka okresu pozytywizmu, Maria Konopnicka (1842—1910) przebywała w Lublinie od lipca do września 1893 r. Zbierała materiały do swych utworów i pisała dalszy ciąg Pana Balcera. Odwdzięczając się młodzieży lubelskiej za gościnność napisała wiersz pt. Lubelskiej młodzieży z podzięką i pozdrowieniem, wydrukowany dopiero w 1905 r. w zbiorze Ludziom i chwilom pod pseudonimem Jan Sawa.
Ilekroć poetka wychodziła na miasto i na ulicach obserwowała sytuację, biedę unitów, ukazywała się jej w myśli rana tej ziemi: „Dusze zgwałcone ludu i zdeptane”. Mimo to Konopnicka opuszczała Lublin z nadzieją, że znajdą się tu ludzie, którym nie będzie obojętny los drugiego człowieka: „ku jakiejś wielkiej dni wschodzących wiośnie”:

 

I zdało mi się, że te mury stare
Pełne są bicia serc żywych — w swej ciszy...
Że brzmi w niej okrzyk: Za wolność! Za wiarą!
I że się duchy łączą towarzyszy
I ręce bratnim spojone uściskiem,
Na bój, pod świętej Unii obeliskiem.


Poetka zapewnia także młodzież lubelską, że będzie ją dobrze wspominać i dziękuje jej za radosne, jasne chwile, które przeżyła dzięki niej w Lublinie.

Los unitów wzbudził w niej współczucie, więc po wycieczce do Lublina postanowiła poświęcić tej sprawie osobny poemat, stworzyła jednak tylko fragment pt. Unici, wydrukowany po raz pierwszy w czasopiśmie „Tydzień Podlaski” (1907). Echa nastrojów poetki w Lublinie: Długo stałam w zmroczonej lubelskiej katedrze,/ Słuchając, czy jęk ludu aż tu się nie przedrze, /Czy nie zadrżą te mury, te złote ołtarze, /Czy Bóg aniołom skrzydeł rozwinąć nią każe, /I tak jak stoją, z mieczem i z chorągwią w dłoni, /Biec przez miasto, wołając: Do broni! Do broni!... /A wtedy z Twego krzyża czarnego, o Chryste, /Uderzyły mi w serce promiona strzeliste...

Parnasista Felicjan Faleński (1825—1910), liryk i dramaturg, zaczął pisać u schyłku romantyzmu, ale tworzył głównie w okresie pozytywizmu, nie interesując się zresztą hasłami społecznymi tego kierunku. W Lublinie bywał w latach 1856— 1858, mieszkała tu jego macocha, Tekla Faleńska. W listach, pisanych z Lublina do p. Marii Trębickiej, tak charakteryzuje to miasto:

Dziwneż bo to miasto. Ku północy młode całkiem, ruchliwe, hotelowe, krakowsko-przedmiejskie, niby maia Warszawa, w środku trybunalskie jak za starych czasów; a dalej gród poważny, zaciśnięty, ciemny, spiętrzony, z całym swoim życiem średniowiecznym, z pleśnią i zaduchem nie dla dzisiejszych już piersi. Wąskie kamienice z kamiennymi gankami o dachach ząbkowanych w monachijskie gzemsy, sklepione bramy z ciężkimi wieżami, obrazami i posągami świętych, poważne świątynie pełne średniowiecznych grobowców, ciemne uliczki boczne po schodkach i w głębi zamek — pomiędzy parowami na wzgórzu, pełen wieżyczek i narożników, ponajeżany blankami z groźną basztą w środku.
Z domów Starego Miasta interesowała Faleńskiego szczególnie ozdobna kamienica Sobieskich. Z żalem patrzył na upadek dawnego Lublina, na opustoszałe kościoły i klasztory przekształcane na fabryki i składy.
 
 

                                                                                                          
  Oprac. Elżbieta Zasempa
 
 
 
Źródło:

 


Literatura lubelska (II poł. XIX w. – pocz. XX w.)

"Gazeta Lubelska " z 22 listopada 1905 r.Sytuacja Lublina po upadku Powstania Styczniowego nie różniła się niczym szczególnym od stanu innych polskich terenów podległych rosyjskiemu zaborcy. Trudna sytuacja w szkolnictwie, postępująca rusyfikacja i ostra cenzura nie przeszkodziły jednak w dojrzewaniu myśli pozytywistycznych na tym obszarze. Wręcz przeciwnie – z Lublinem byli związani główni przedstawiciele nowego kierunku. Tu dorastali Aleksander Świętochowski, Bolesław Prus (w okresie lubelskim – Aleksander Głowacki), a także Julian Wieniawski czy Klemens Szaniawski. Wszyscy oni byli świadkami rozwoju miasta w wielu dziedzinach: oświata i nauka – przy dużym udziale nauczyciela, historyka i bibliofila Hieronima Łopacińskiego, prasa lokalna, szeroko pojęta kultura, urbanistyka. Chętnie wracali myślami do miasta swojej młodości. Lublin był odwiedzany przez wielu znakomitych gości, twórców, którzy zwykle w większym bądź mniejszym stopniu ujęci klimatem miasta utrwalali swoje odczucia w utworach, byli to m.in. M. Konopnicka (poruszona patriotyczną postawą lubelskiej młodzieży) czy H. Sienkiewicz (Lublin i piękne lublinianki wspomina w trylogii).

 

Lubelscy uczniowie, broniąc się przed rusyfikacją, organizowali tajne koła samokształcenia. Pierwsze – ogólnoszkolne – założono w 1881 r. Później tworzono kółka oddzielne dla każdej klasy. Latem młodzież zbierała się w wąwozach za miastem, by tam uczyć się historii polskiej, czytać zakazane utwory, m.in. Mickiewicza, Krasińskiego (np. Przedświt). U schyłku pozytywizmu popularna była Trylogia Sienkiewicza; uczniowie klas najwyższych czytali Świętochowskiego. W latach 1883 i 1884 w Lublinie ukazywało się tajne pismo uczniowskie – „Ognisko Koleżeńskie”, w  którym poruszano m.in. sprawy nauki języka polskiego.

 


Spis treści:
1. Główne hasła literatury pozytywizmu
2. Hieronim Łopaciński - nauczyciel i badacz Lubelszczyzny
3. Wybitni literaci – wychowankowie lubelskich szkół
4. Rodowici lublinianie
5. Lubelskie wątki literackie



Główne hasła literatury pozytywizmu

 

 
 
Główne hasła pozytywistów polskich: praca organiczna i praca u podstaw miały wielu zwolenników wśród inteligencji lubelskiej. Pisał o tym Bolesław Prus w Kronikach, pisała też prasa lubelska (która w tym czasie przeżywała swój rozkwit). Ukazujący się od 1865 r. dwa razy w tygodniu „Kurier Lubelski” przeżywał trudności, miał niewielu prenumeratorów. Od 1878 r. oprócz „Kuriera” wychodziła „Gazeta Lubelska” trzy razy w tygodniu, a po połączeniu z „Kurierem” ukazywała się codziennie.

W 1875 r. projekt politechnizacji wysunął lublinianin Stelmasiewicz w warszawskim „Wieku”. Proponował, by organizować warsztaty rzemieślnicze: w ciągu 4-letniego kursu uczniowie zapoznaliby się z 4 zawodami, np. ze stolarstwem, tokarstwem, ślusarstwem i blacharstwem. Pomysł Stelmasiewicza bardzo podobał się Prusowi, który wykorzystał go w Powracającej fali.

 



Hieronim Łopaciński - nauczyciel i badacz Lubelszczyzny


Wśród nielicznych nauczycieli-Polaków w gimnazjum lubelskim wiedzą filologiczną i historyczną wyróżniał się Hieronim Łopaciński (1860—1906). Pochodził z Kujaw, ukończył Uniwersytet Warszawski. W 1883 r. został przeniesiony do Lublina; tu uczył łaciny i greki już do końca życia. Zmarł w 1906 r. Nie był lubianym nauczycielem – był oficjalny, wymagający i opryskliwy. Z polecenia dyr. Siengalewicza i gubernatora Tchórzewskiego Łopaciński zajął się zbieraniem materiałów nt. przeszłości Lublina i Lubelszczyzny. Bardzo zaangażował się w badania historyczne, folklorystyczne i językoznawcze. Pod pseudonimem Rafał Lubicz pisał rozprawy i artykuły o tej tematyce do czasopism i encyklopedii. Szybko rozszerzył swoje zainteresowania na inne polskie tereny. Za zasługi naukowe w 1901 r. został mianowany członkiem - korespondentem Krakowskiej Akademii Umiejętności.
W ciągu wieloletniego pobytu w Lublinie Łopaciński zebrał bogaty księgozbiór, wiele białych kruków. 26 maja 1907 r. założono Towarzystwo Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego, które zakupiło od jego rodziny księgozbiór złożony z 11 775 tomów.



Wybitni literaci – wychowankowie lubelskich szkół


W okresie pozytywizmu wielu wybitnych literatów, naukowców i publicystów kończyło lubelskie szkoły. Najsławniejsi z nich to Aleksander Głowacki (Bolesław Prus) i Aleksander Świętochowski.

Aleksander Głowacki (Bolesław Prus) (1847—1912), pochodził z Hrubieszowa; pisał pod pseudonimem Bolesław Prus. Do siódmego r.ż. wychowywał się w Lublinie u ciotki Domiceli z Trembińskich i wuja Klemensa Olszewskich. W 1856 r. zaczął naukę w 4-klasowej szkole realnej. Ukończył ją w 1861 i przeniósł się do Siedlec (1862), gdzie jego starszy brat Leon pracował w szkole powiatowej. Aleksander Głowacki wrócił do Lublina w grudniu 1863 - jako więzień polityczny: został aresztowany za udział w powstaniu, był więziony na Zamku oraz w Koszarach Świętokrzyskich (dziś gmach KUL). Dopiero za poręczeniem wuja uwolniono go w maju 1864 r. Jesienią tego roku wrócił do szkoły, do szóstej klasy gimnazjum lubelskiego. W 1866 r. skończył szkołę z celującymi ocenami z religii, polskiego, historii powszechnej, z nauk matematycznych i przyrodniczych.
Lata szkolne Bolesław Prus wspominał kilkakrotnie: w „Nowinach” (1882) i „Kurierze Warszawskim”(1882), w „Kurierze Codziennym” (1890) i „Tygodniku Ilustrowanym” (1911).
Ciekawe są wspomnienia z lubelskich czasów zamieszczone w „Kurierze Codziennym” w 1890 r. pt. Słówko o krytyce pozytywnej

U schyłku życia, w 1911 r. pisarz po raz ostatni wspominał szkolne lata:

Tu za katedrą, w gmachu pojezuickim, zaczęto od pierwszej klasy realnej kształcić mój umysł i uszlachetniać serce. W tymże gmachu miałem honor zawrzeć znajomość ze śp. dyrektorem Skłodowskim, dziadem p. Curie-Skłodowskiej. Staruszek gęsto sadzał mnie do kozy, chociaż trudno wymienić pedagoga, który by w sposób również poufały nie traktował mojej godności osobistej. Tu nad Bystrzycą i jeszcze bardziej na południe — na Bronowicach, ja i niektórzy z moich bliższych przyjaciół dopuszczaliśmy się wykroczeń zwanych „wagusami”. W tym Zamku, pamiętnym unią, bawiłem kilka miesięcy nawet dosyć wesoło, a tam. na zachodnim krańcu miasta, w koszarach, również uważałem za niezbędne przepędzić dłuższy czas w towarzystwie osób, skazanych już to na rozstrzelanie, już to na powieszenie. Był to wygodny lokal, choć niezbyt widny i nie odznaczał się nadmiarem świeżego powietrza.
A gimnazjum obok Wizytek [...]. Cóż to byli za nauczyciele, mistrze ukochani, niezapomniani: ks. Młsiński, wielki mówca, po którym ani ślad nie został, dalej Dębowski, Gostkowski, Jezierski, Wasilkowski, Tołwiński, Doborzyńskł i tylu, tylu innych.

Dopełnieniem charakterystyki Głowackiego z lat szkolnych są wspomnienia jego kolegi Gustawa Dolińskiego:

Nareszcie zjawił się Głowacki. Figura niepoczesna, szczupły, smagły — czupryna czarna, gęsta, kędzierzawa, oczy przymrużone, bo ma wzrok krótki. Twarz wyrazista, wąsiki sypią się — granatowe kepi, granatowy mundur uczniowski, zapięty na wszystkie guziki, prawy but nieco wykrzywiony [...] Głowacki, znany już z miejscowej szkoły realnej jako jeden z najzdolniejszych uczniów, w szóstej klasie liceum zdobył sobie od razu uznanie. Prócz wybitnych zdolności do matematyki i nauk przyrodniczych nie dał się wyprzedzić drugim i w innych przedmiotach, a jako bezwarunkowo najwięcej oczytany i rozwinięty pisał wypracowania wszelkie doskonale. Umiał przy tym zaskarbić sobie przyjaźń kolegów. Wesoły i towarzyski z natury, uczynny i serdeczny, zgrupował wnet obok siebie kotko szósto i siódmoklasistów, a żywy i pełen intuicji umysł jego począł organizować i zespalać młode siły i ochotę do wspólnego pożycia umysłowego i wspólnej pracy [...]. Z inicjatywy Głowackiego powzięto myśl, aby klasa szósta i siódma urządziły wspólne repetycje niektórych przedmiotów dla tym łatwiejszego przygotowania się do egzaminów — projekt ów przyszedł do skutku [...]. Powstała również myśl wydawania uczniowskiego pisma w siódmej klasie. Kamiński Zbigniew i niżej podpisany wydawali „Głos z kąta”, zaś Głowacki w klasie szóstej pisał humorystyczny „Kurier Łobuzów”, do którego Michał Świątkowski rysował winiety i odpowiednie ilustracje [...] z „Kuriera Łobuzów” umiem krakowiaka poczynającego się od słów:
„Jestem sobie tęgi student, wąsy mi urosły, Panienki się uśmiechają (chór łobuzów za kulisami) Że studenty osły!”
Krakowiak ten, jak również poemat fantastyczny „Bryś” jako pierwociny talentu przyszłego Bolesława Prusa, cieszyły się w gronie kolegów należytym uznaniem [...]. Na stanowisku nierozwagi był Imci pan Aleksander, gdy z niżej podpisanym dla doznania silnych wrażeń udał się w nocy na cmentarz, ma się rozumieć nie razem, ale każdy z osobna — i na dowód bytności tenże podpisał na ścianie świeżo wymurowanego grobu swoje imię i nazwisko. Owocem tego zabiegu było aresztowanie obydwu paniczów i sprawa o znieważanie grobów. Ktoś bowiem popisał różne facecje na grobach. Na ścianie grobu znaleziono nazwiska nasze — są przeto winowajcy.

Nie zapomnę średnio przyjemnego wrażenia, jakie mieliśmy oczekując na śledztwo w kryminale lubelskim [...]. Dzięki interwencji władzy szkolnej i słusznemu zresztą tłumaczeniu! naszemu, żeśmy po nocy licznych napisów różnokolorowymi ołówkami sztychować nie mogli, skończyło się na groźnym upomnieniu słownym — bez innych dotkliwych upominków.

Drugi obok Dolińskiego przyjaciel z lat szkolnych B. Prusa, Julian Ochorowicz, tak charakteryzuje swoich kolegów:

Przywódcą tej bandy młodych zawadiaków był Aleksander Głowacki, a sekundowali mu dzielnie Gustaw Doliński, Zbigniew Kamiński, Michał Świątkowski i kilku innych z szóstej i siódmej klasy — wszystko chłopcy niezwykłych zdolności, a jako starsi ode mnie (nie miałem bowiem jeszcze piętnastu lat skończonych, wstępując do klasy szóstej), imponujący mi swoim doświadczeniem i rozwiniętymi już talentami [...]. Czy ich kto dynamitem wykarmił, czy jakieś dziwne gorące promienie zbiegły się w tym trybunalskim grodzie, dość, że nie umiałbym określić jednym trafnym wyrazem tego, co się tam działo. A co się tam nie działo!
Przede wszystkim takiego błaznowania, jakie się praktykowało w gimnazjum lubelskim, nie wyobrażam sobie gdzie indziej: figle i szopki do zerwania boków! Epidemia śmiechu była tak wielka, że udzielała się nawet profesorom i jeden z nich nie miał siły protestować, gdy kolega Feliks Baczyński, ucharakteryzowany na wizytatora, wszedł majestatycznie do klasy podczas lekcji i z całą powagą naśladując mowę i gesty osoby urzędowej, zaczął nas egzaminować z greckiego.

Ochorowicz podkreślił we wspomnieniach wysoki poziom intelektualny młodzieży lubelskiej:

Gdy sobie przypomnę, nie chce mi się wierzyć, jak poważne kwestie-dyskutowały się w tym gronie szesnasto- i siedemnastoletnich młokosów podczas owych nocnych spacerów albo koleżeńskich herbatek, przeplatanych błaznowaniem, sztukami magicznymi i brzuchomówstwem (które siało postrach wśród oberżystów na drodze z Lublina do Warszawy, odbywanej wówczas w ciągu trzech dni w żydowskich omnibusach).

Głowacki, już jako Bolesław Prus, przyjeżdżał wielokrotnie do Lublina. 29 maja 1873 r. w budynku gimnazjum męskiego wygłosił tu odczyt O budowie wszechświata, w latach 1874 i 1875 przebywał w Lublinie jako sprawozdawca prasowy „Kuriera Warszawskiego”. 14 stycznia 1875 wziął ślub ze swoją kuzynką, lublinianką, Oktawią Trembińską, w kościele św. Ducha. Od 1882 r. w czasie letnich urlopów zdrowotnych w Nałęczowie odwiedzał pobliski Lublin, gdzie mieszkali: rodzina żony, przyjaciel z gimnazjum, doktor Aleksander Jaworowski i spokrewniona rodzina Boczkowskich. Od 1895 r. w szpitalu Jana Bożego na oddziale umysłowo chorych przebywał jego brat Leon, którego Prus utrzymywał aż do jego śmierci w marcu 1907 r. Wtedy przyjechał do Lublina na pogrzeb. Ostatni raz odwiedził ulubione miasto we wrześniu 1910 r. Wrażenia z podróży utrwalił w „Tygodniku Ilustrowanym” w  1911 r. w Notatkach z Lublina.

Życie Lublina od 1874 r. poznajemy szczegółowo z Kronik Prusa zamieszczanych w „Kolcach”, „Niwie”, „Kurierze Warszawskim”, „Ateneum”, „Nowinach”, i „Tygodniku Ilustrowanym”, opartych na doniesieniach prasy lubelskiej i warszawskiej oraz na własnych obserwacjach z czasu swoich pobytów w Lublinie.
Prus cieszył się z powstania Towarzystwa Lekarskiego (1874) i bezpłatnego ambulatorium (1876) oraz z założenia przez Żydów lubelskich szkoły wieczorowej dla młodzieży starozakonnej (1876) i szkoły rysunkowej ze składek rzemieślników (1877). Obie szkoły okazały się jednak efemerydami - istniały tylko kilka miesięcy.
Bolesław Prus ostro skrytykował lubelską inteligencję w związku z odczytem młodego lekarza, Karola Zagórskiego, pt. O piękności form ciała ludzkiego, w którym prelegent mówił m.in. o teorii przemiany gatunków – ku wielkiemu niezadowoleniu niektórych słuchaczy:
Dla Lublina — pisał Prus — stałość gatunków już jest dowiedzioną: lublinianie tylko od lublinian pochodzą, w Lublinie się chowają, w siebie tylko wierzą, a o żadnych teoriach nowych słyszeć nie chcą. Nowe teorie są wprawdzie warunkiem postępu, no! ale co za związek może być między Lublinem a postępem? O, błogosławione miasto, któremu w głowie mąci samo nawet nazwisko Darwina! O miasto, które sądzisz dzieła z okładek, a teorie z odczytów, o miasto! o miasto!

W innym artykule podzielił inteligencję lubelską na dwie grupy — konserwatywną i postępową:
Progresiści nie wierzą w Boga, uznają wielką doniosłość emancypacji w rzeczach społecznych, wróżą pewną przyszłość żegludze powietrznej i kwasowi karbolowemu, noszą glansowane rękawiczki, modne kapelusze i ze stanowczością zabierają głos we wszystkich kwestiach nie wyłączając ortografii. Konserwatyści ubierają się, jak Bóg dał, sarkają na zbytki kobiet, odzywają się z przekąsem o Darwinie, narzekają na złe czasy i przepowiadają Prusom albo niechybny upadek, albo jeszcze większe wyniesienie, stosownie do ostatnich wstępnych artykułów w gazetach. Jedni i drudzy traktują na serio walkę starej i młodej prasy i siedzą w kieszeni u Żydów.

W Kartkach z Lubelskiego, drukowanych w „Kurierze Warszawskim” z 1874 r. Prus dość wnikliwie charakteryzuje Lublin. Wylicza osiem osobliwości Lublina: 1) asfaltowe chodniki, 2) place publiczne, na których bardzo często można się spotkać z prosiętami i krowami, 3) latarnie naftowe budowane i oświetlane na wzór warszawski, 4) straż ogniową, liczącą 60 członków, „której ładne baranie czapki mogą również dobrze przydać się do straszenia dzieci i do wycierania kominów”, 5) Ogród Saski ze stałym pawilonem na loterie fantowe, 6) drzewka sadzone wzdłuż ulic, „co rok cieńsze i coraz mniej liści wydają”, 7) teatr letni i zimowy, 8) sługi tercjarki, „które dziś nic nie robią dlatego, że się modlą, a jutro dlatego się modlą, że dziś nic nie robiły”. „Dziewiątym cudem świata jest plac Targowy w miejscowości zwanej »Za żelaznym mostem« nad najbrudniejszą rzeczułką, na najbrudniejszym placu, między najbrudniejszymi budynkami żydowskiej części miasta”.

W następnym roku (1875) Prus odwiedził Siedlce i Lublin - redakcja „Kuriera Warszawskiego” delegowała go tu w związku z otwarciem kolei terespolskiej. W porównaniu z 1874r. Prus zauważył w Lublinie kilka zmian na lepsze: „[...] tradycyjne niechlujstwo Lublina znikło dziś. Ulice są czyste i wyasfaltowane, rynsztoki suche”. Z nowych budynków wymienia Prus gmach Towarzystwa Kredytowego, ozdobiony na szczycie dwoma figurami odzianymi, a jedną nagą. Posąg goły jest symbolem obywatelstwa ziemskiego, z odzianych zaś jeden przedstawia kasę Towarzystwa, a drugi komornika. Za ważny nabytek dla miasta Prus uważał budowaną wówczas fabrykę maszyn rolniczych Wolskiego.

Z uznaniem pisał o księgarni Stanisława Arcta, znanej w kraju z wydawnictw pedagogicznych Jeskego. Pochwałę od warszawskiego dziennikarza otrzymał też odnowiony „Kurier Lubelski”, skrytykowany w roku 1874: Pismo to przechodziło wiele rąk, w trakcie czego spadało coraz niżej, a za przedostatniej redakcji stało się świstkiem godnym mieszczącej się w nim zbieraniny tandeciarskich wiadomości. Toteż liczba prenumeratorów jego w owej epoce doszła... 50 [...]. „Śmiertelnie chore pismo kupił p. Teofil Głębocki, wezwał do spółki p. Zbigniewa Kamińskłego i otóż w ciągu kilku miesięcy powstał pełen treści i żywotności organ miejscowy”. „Kurier” dzisiejszy taki, jaki jest, stanowi chlubę miasta... Nie ma w nim ani efektownej blagi, ani ciepłej wody, ale jest treść jędrna i pożyteczna.

Prus interesował się także szkołami w Lublinie; wymienił prywatne progimnazjum realne Falęckiego, szkołę rzemieślniczą niedzielną i szkołę handlową, założoną przez miejscowych kupców.
Porównując Lublin z 1910 r. z tym, jaki znał pół wieku wcześniej, dostrzegał ogromne zmiany.

Za moich młodych lat Lublin był miastem cichym, osiadłym tylko na pagórkach. Gdzie obecnie jest dworzec kolejowy, przewracało się nędznych kilka domków; między miastem a rzeką rozciągała się łąka i szosa. Dziś po obu stronach szosy stoją kamienice, a tam, gdzie była pustka, gdzie chodziliśmy grać w palanta albo łapać raki, stoi dziś niby całe miasto powiatowe i w dodatku: młyn parowy, gazownia, fabryka narzędzi rolniczych, cementownia, składy syndykatu rolnego, gmachy monopolu.
Cieszył go nie tylko rozwój gospodarczy miasta: 
Pomyślnym zjawiskiem jest budzenie się działalności zbiorowej, czego wyrazem stowarzyszenia: lekarskie, higieniczne, artystyczne, sportowe, spożywcze, rzemieślnicze. Są szkoły utrzymywane przez społeczeństwo, są czytelnie niedrogie, a nawet biblioteka publiczna, podtrzymywana przez kilkuset członków i ofiarodawców.

Pisał dużo o Lubelskim Towarzystwie Rolniczym, o Bibliotece Publicznej im. H. Łopacińskiego, o wieczorowych kursach handlowych, o Sali Sierot i o Domu Zarobkowym. Analizując działalność tych instytucji doszedł do wniosku, że „w mieście liczącym kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców, środki do wyższej oświaty podtrzymuje tylko usilna praca i ofiarność garsteczki ludzi”, podobnie zdanie miał nt. ofiar na cele filantropijne. Wspomnienia przeżyć Prusa z lat szkolnych w Lublinie można także znaleźć w jego utworach literackich, tj. Powiastki cmentarne (1875), Omyłka (1884), Lalka czy Opowiadanie lekarza Powiastek cmentarnych ma związek z nocną wyprawą młodego Głowackiego na cmentarz lubelski, matka w Omyłce, to ciotka autora — Domicela Olszewska. Minclowie z Lalki, to postaci rzeczywiste: posiadali w Lublinie kamienicę ze sklepem galanteryjno-kolonialnym na Krakowskim Przedmieściu 6. Stary Jan Mincel, spolszczony Niemiec, umarł w r. 1864, gdy Prus był uczniem szóstej klasy gimnazjum, datę tę autor zmienił na rok 1846. Młody naukowiec Ochocki w Lalce to kolega szkolny Głowackiego –  Julian Ochorowicz.

Z czasów, gdy Prus wygłaszał odczyty na prowincji pochodzi humoreska drukowana w „Musze” (1873) pt. Przyszłość prelegentów. Bohater humoreski Fikalski jedzie w 1950 r. z Warszawy do Lublina, by tam, na polecenie prezesa warszawskiego klubu prelegentów, wygłosić odczyt na cele dobroczynne. Na „banhofie” w Lublinie przyjmuje go tłum ludzi z muzyką i baldachimem. Jakiś starzec przebija się przez tłum, by dotknąć Fikalskiego – jest to pedel (woźny) szkolny, który własną ręką bił prelegenta, gdy był uczniem. Redaktor „Tygodnika Ilustrowanego Lubelskiego” przedstawia Fikalskiego zgromadzonym jako „przenośną studnię mądrości” i „uniwersalny siewnik wiedzy”. Prelegent ma niezwykłe powodzenie: w Towarzystwie Dobroczynności publiczność wykupiła wszystkie miejsca, a po odczycie trzynaście pięknych panien oświadczyło się Fikalskiemu. Szczęśliwy prelegent wybrał sobie jedną z nich na żonę i założył sklep korzenny w Lublinie, a swojemu prezesowi zgłosił dwunastu prelegentów jako kandydatów na mężów dwunastu lublinianek.
Głośna walka na Sławinku 22 kwietnia 1907 r., gdy dwie roty żołnierzy wzmocnione przez jedną armatę ostrzeliwały przez kilka godzin byłego bojowca PPS, Stanisława Lisa, ukrytego w kuźni, odbiła się echem w powieści Prusa Dzieci (1908). Lis występuje w niej pod nazwiskiem Zająca vel Zajączkowskiego.
Lublin odegrał ważną rolę w życiu Bolesława Prusa: tu, w szkole, rozwinęły się w przyszłym dziennikarzu i literacie takie cechy charakteru i umysłu jak: humor, wrażliwość społeczna, zainteresowanie naukami przyrodniczymi i matematycznymi. Tu powstały jego pierwsze utwory, a życie i rozwój miasta znalazły odbicie w jego późniejszych Kronikach i Kartkach z podróży.

 

Aleksander Świętochowski
Kolegą szkolnym Aleksandra Głowackiego był zdolny publicysta, dramaturg, nowelista i powieściopisarz Aleksander Świętochowski (1849—1938), pochodzący ze Stoczka Łukowskiego. Uczył się w Lublinie od 1861 r. Gdy wybuchło powstanie, chciał wziąć w nim udział – miał wtedy 14 lat – ojciec zabrał go na kilka miesięcy ze szkoły obawiając się, że syn, mimo zakazu rodziców, wstąpi do partyzantki. Aleksander przeżył wstrząs moralny. Po wakacjach 1863 r. zdał do liceum, ukończył je w 1866. W liście przysłanym na zjazd byłych wychowanków szkół lubelskich w 1925 r. Świętochowski wspominał ten okres jako „cudowną wiosnę” swojego życia:
W Lublinie przesnuły się może najpiękniejsze dni mojego życia, te dni, których barwa w pamięci nigdy nie płowieje, a światło nigdy nie przyćmiewa; na jego miejscach, ulicach, domach, a nade wszystko na jego szkole, która mi dała więcej głębokich wzruszeń niż wszystkie inne, przez które później przechodziłem, kwitną mi dotąd tak urocze wspomnienia, że następne życie przedstawia mi się jak wygnanie z raju. Tam wreszcie, na cmentarzu, spoczywają moi rodzice. Gdy przed kilkunastu laty odwiedziłem Lublin, zdawało mi się, że chodzę po nim w orszaku pięknych ł ukochanych mar mojej młodości.
W 1906, 20 i 21 października Świętochowski wygłosił w Lublinie dwa odczyty: O prawach mniejszości i O prawach człowieka i obywatela, a 9 listopada był na pogrzebie swojego ojca Feliksa. Z jego utworów tylko jeden, Błazen (1879), ma związek z Lublinem. W tym jednoaktowym dramacie, którego akcja rozgrywa się w Lublinie w pierwszej poł. XVIII w., przedstawił korupcję, niesprawiedliwość i łamanie prawa w trybunale lubelskim na przykładzie procesu zamożnego szlachcica Michała Pielesza z wojewodą Krzysztofem Ślepowronem. Wojewoda uwiódł żonę Pielesza Justynę, zajazdem zabrał mu majątek, a przekupieni deputaci trybunalscy pozbawili Pielesza praw szlacheckich. Wojewoda gotów był zwrócić Pieleszowi zabrane mu dobra, ale pod warunkiem, że ten odda mu swojego błazna Marka, którego chciał ukarać. Pielesz nie wydał błazna, gdyż... cenił go bardziej niż żonę i majątek. Ostre słowa krytyki trybunału Świętochowski wypowiedział właśnie ustami błazna Marka, Pielesza i Ambrożego Piskorza, adwokata Pielesza.
 
Henryk Sienkiewicz
Drugi, obok Bolesława Prusa, wybitny powieściopisarz pozytywizmu Henryk Sienkiewicz (1846—1916) zjawił się po raz pierwszy w Lublinie w marcu 1880, by wygłosić odczyt na rzecz Towarzystwa Dobroczynności. Następnym razem przyjechał do Lublina w maju 1891 r. w związku z ciężką chorobą ojca, Józefa, który był wtedy pod opieką dra Władysława Olechnowicza, lubelskiego lekarza, wybitnego antropologa – Sienkiewicz sportretował go w postaci prof. Waśkowskiego w Rodzinie Połanieckich.

W grudniu 1903 Sienkiewicz przybył do Lublina z synem i córką, by wygłosić odczyt na powodzian. W drodze z dworca towarzyszył mu prezes Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, Władysław Gorzkowski – Gorzkowski nagle zasłabł i wkrótce zmarł na anewryzm serca; z tego powodu odczyt odwołano. Ponownie Sienkiewicz był w Lublinie 23 stycznia 1904 r. w towarzystwie córki i 3 prelegentów. Goście warszawscy udali się na bal, urządzony w sali Towarzystwa Muzycznego. Następnego dnia po południu w sali teatru wystąpili prelegenci. Jako ostatni zabrał głos Sienkiewicz: odczytał swoją legendę indyjską pt. Dwie łąki, publiczność przyjęła ją entuzjastycznie. Wieczorem w teatrze w obecności pisarza zagrano sztukę pt. Pani Wołodyjowska i I akt Krakowiaków i górali. Na zakończenie urządzono „żywe obrazy” i uwieńczono popiersie Sienkiewicza.

Autor Trylogii nie przejawiał w swojej twórczości dużego zainteresowania Lublinem. Jedynie w Potopie wspomniał o nadbystrzyckim grodzie w związku z działaniami wojennymi Karola Gustawa. Gdy do hetmana Sapiehy przybyła delegacja szlachty lubelskiej z prośbą o uwolnienie Lublina od Szwedów, hetman przyrzekł pomóc, a Zagłoba dorzucił od siebie komplement dla lubelskich kobiet: Do Lublina i ja chętnie pojadę, bo tam białogłowy nad miarę gładkie i rzęsiste. Kiedy to która chleb krając, bochenek o się oprze, to nawet na nieczułym bochenku skóra od kontentacji czerwienieje.
Wojska sapieżyńskie ruszyły w stronę Lublina i wkrótce rozpoczęło się oblężenie, które „szło dość marudnie”. Pod Lublinem stali główni bohaterowie Trylogii: Kmicic, Wołodyjowski, Skrzetuski i Zagłoba; przez cały czas oblężenia Kmicic uczył się szermierki od Wołodyjowskiego, robił duże postępy. Często też miewali i lepszą praktyką, chodzili bowiem pod zamek wyzywać Szwedów na rękę, których wielu usiekli. Wreszcie załoga szwedzka poddała się ku wielkiej radości oblegających. Oblężenie Lublina to drobny, mało znaczący epizod w akcji Potopu.

 



Rodowici lublinianie

Prus, Świętochowski i Ochorowicz pochodzili spoza Lublina, natomiast rodowitymi lublinianami byli Julian Wieniawski, Klemens Szaniawski i Paweł Kośmiński.

 

Julian Wieniawski (1834—1912) syn Tadeusza, lekarza i brat sławnych muzyków

Henryka

i

Józefa

. Do gimnazjum lubelskiego uczęszczał w latach 1844—48. Po studiach w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego w Marymoncie osiedlił się jako ziemianin w Hniszowie w pow. chełmskim, a następnie przeniósł się w Konińskie. Brał udział w powstaniu styczniowym jako naczelnik pow. konińskiego. Groziło mu aresztowanie, więc wyjechał za granicę. W Paryżu studiował prawo i ekonomię, w Lipsku nauki handlowe. Dzięki wstawiennictwu brata Henryka otrzymał pozwolenie na powrót do kraju. W 1872 został dyrektorem nowopowstałego Towarzystwa Wzajemnego Kredytu w Warszawie, gdzie pracował przez 38 lat.

W wolnych chwilach zajmował się literaturą

, przez 20 lat pisał

pod pseudonimem Jordan

. Przez wiele lat nikt, poza jego przyjacielem komediopisarzem E. Lubowskim i redaktorem „Tygodnika Ilustrowanego” Jenikem, nie wiedział, że Jordan,

popularny powieściopisarz, autor komedii

wystawianych w Warszawie, to Wieniawski-poważny ekonomista.

 

Do najbardziej znanych utworów Jordana należały:

Wędrówki delegata

(1874) i

Przygody panów — Marka i Agapita podczas wystawy rolniczej w Warszawie

(1875). Po nich ukazały się:

Ze wspomnień marymonckich

(1879),

Gawędy o listach Jordana do pana Jana w 2 seriach

(1883, 1886),

Z boru i dworu, szkice i obrazki

(1889),

Z teki marymontczyka

(1911) i

Kartki z mego pamiętnika

(1911). Z komedii powodzeniem w Warszawie cieszył się trzyaktowy

Słomiany człowiek,

(z udaną rolą Żółkowskiego), poza tym grano:

Polowanko, Partię winta, Myszy bez kota

(w 1894 w Lublinie) i inne.

 
O Lublinie pisał w Wędrówkach delegata, w szkicu Komedia w podróży i w Kartkach z mego pamiętnika. W Wędrówkach delegata - ostrej, karykaturalnej satyrze na ziemian – Jordan  wprowadza tu postać byłego palestranta Justyniana Szczujkowskiego, który na starość osiadł u przyjaciela, ziemianina Onufrego Pieniackiego i pobudzał go do ciągłych procesów z sąsiadami. Lublin, rodzinne miasto Szczujskiego, to według niego „gniazdo palestry, kolebka naszych geniuszów prawniczych”. Do takich geniuszów zaliczał on słynnego adwokata Wyderkę, u którego odbył praktykę aplikancką: Wyderko miał cudowną klientelę i najciekawsze, najzawilsze sprawy w jego się repertorium znajdowały... Nie było sprawy, której by nie przyjął, a nawet lubował się w tych właśnie, które prostoduszniejsi jego koledzy odrzucali. Sprawa prosta i czysta... nie przedstawiała dlań najmniejszego interesu. Wyderko uczył swego aplikanta, że u ludzi prawa serce tylko jako naczynie krwionośne funkcjonować powinno. Był to więc typ prawnika zbliżony do Maleparty Kraszewskiego.

W zbiorze opowiadań Z boru i dworu (1889) znajduje się szkic pt. Komedia w podróży, w którym występują w komicznej sytuacji trzej panowie z Lublina: lekarz, adwokat i kapelan wojskowy, jadący w dyliżansie z Warszawy do Lublina w towarzystwie Augusta Wilkońskiego, autora Ramot i ramotek. Opowiadania Jordana to gawędy prozą, pogodne i żartobliwe, z wyjątkiem Wędrówek delegata, które przypominają Martwe dusze Gogola.
Mnóstwo wiadomości o Lublinie zawierają Kartki z mego pamiętnika; autor opowiada szczegółowo o latach swego dzieciństwa, o rodzinie (zwłaszcza o braciach muzykach), o nauczycielach gimnazjum: Polakach i Rosjanach, o ich metodach nauczania i wychowania, o ciekawych ludziach, popularnych wówczas w Lublinie, np. o trębaczu miejskim (pisał o nim także B. Prus) lub poruczniku Kesslerze, oficerze wojsk polskich z 1831 r., który miał z kolegami wojskowymi z powstania listopadowego umowę, że w razie mrozów poniżej 16° każdy będzie mu stawiać szklankę ponczu, a przy upałach powyżej 16° - porcję lodów. Ponieważ koledzy dokładnie spełniali swoje zobowiązania, bywało, że Kessler przy silnych mrozach nie mógł się utrzymać na nogach, natomiast w upalne dni leczył oziębienie żołądka rumiankiem lub olejem rycynowym. Wydanie zbiorowe pt. Pisma wyszło w 6 tomach w Warszawie w 1894 r.

 

Klemens Junosza Szaniawski
Klemens Junosza Szaniawski (1849—1898) ur. w Lublinie, jego ojciec był podprokuratorem sądu. Uczył się w Łukowie u pijarów, później w latach 1862—1865 w gimnazjum w Siedlcach, którego nie ukończył z powodu trudnych warunków materialnych. Przez kilka lat pracował w Lublinie w Izbie Obrachunkowej, później gospodarował w Woli Korytnickiej pod Węgrowem. Od r. 1877 przebywał stale w Warszawie, gdzie oddawał się pracy literackiej i dziennikarskiej: żył wyłącznie z pióra. Podpseudonimem Klemens Junosza pisał opowiadania, powieści i krotochwile. Zmarł na gruźlicę w 1898 r. w Otwocku. Przed śmiercią prosił, by go pochowano w Lublinie przy grobie matki. Lublin urządził mu wspaniały pogrzeb. A na grobowcu Klemensa Junoszy umieszczono popiersie wykonane przez rzeźbiarza Ludwika Pyrowicza.

Tematy utworów czerpał głównie z życia zwyczajnych ludzi: drobnej szlachty, chłopów, Żydów, stróżów, straganiarek itp. Cechuje je optymizm, humor, jowialny dowcip, spostrzegawcza obserwacja opisywanych osób i skłonności do żywego dialogu. Był świetnym twórcą postaci żydowskich. Przedstawiał zarówno wyzyskiwaczy, lichwiarzy na wsi (Czarne błoto) i w mieście (Pająki), jak i uczciwych rzemieślników (Łaciarz). Chcąc lepiej zapoznać się z naturą i kulturą Żydów nauczył się języka jidysz i przełożył z niego dwie powieści Salomona Abramowicza: Don Kiszota żydowskiego i Szkapę.
Utwory Kl. Junoszy były wydawane osobno i w zbiorze pt. Dzieła - ukazały się w 10 tomach w Warszawie w 1899 r.
Klemens Junosza pisał również krotochwile dla teatrów: Mecenas chłopski, Dziatwą Syreny, Wyścig dystansowy, Baby (grane w Lublinie w 1896 r.). Szaniawski cały czas utrzymywał kontakt z Lublinem. Wspomina o tym w nekrologu „Gazeta Lubelska”: Nie zerwał stosunków z miastem rodzinnym; owszem od czasu do czasu zjawiał się na bruku lubelskim zawsze serdecznie witany przez przyjaciół i znajomych. Znał doskonale Lublin i nieraz czerpał stąd motywy do swoich utworów, portretując niektóre osobistości naszego grodu i stosunki miejscowe z właściwym sobie optymizmem, bez żółci i uprzedzenia.
Publikował w „Gazecie Lubelskiej” i „Kalendarzu Lubelskim”. Do Lublina odnosi się Cud na kirkucie,Szpada Hamleta i Lublin. Opowiadanie Cud na kirkucie oparte jest na wierzeniach lubelskich Żydów. Żyd Berek jadąc z autorem do Lublina opowiadał mu, jak powstała góra kirkutowa na Kalinowszczyźnie. Dawniej na jednym pagórku był kirkut i kościół Franciszkanów. Gdy pewnego razu na pogrzebie rabina zaczęto dzwonić w kościele, stał się cud: zmarły rabin podniósł się na marach i kazał przynieść sobie pewną książkę. Gdy ją zaczął czytać, plac, na którym stał kościół, zaczął się ruszać i obniżać. Na prośby polskiej szlachty rabin przestał czytać i plac się zatrzymał w ruchu, a rabin położył się na mary i zmarł powtórnie.
Szpada Hamleta to wspomnienie autora o Zarębie, starym aktorze teatru lubelskiego. Marzył on o rolach szekspirowskich, ale grywał, co mu dano. W jego ponurej, brudnej izdebce odwiedzał go 19-letni wówczas autor. Pewnego razu przyniósł mu do oceny swój dramat historyczny. Gdy aktor głośno go odczytał, Szaniawski wstydząc się lichego utworu, rzucił go do pieca. Zaręba był postacią rzeczywistą, występował w zespole Trapszy, a w sezonie 1872/73 grał Hamleta.

Kilka obrazków Lublina zawiera szkic Lublin: Na siedmiu pagórkach malowniczych rozrzucony wygląda nasz gród macierzysty niby Rzym, a dzieciaki twierdzą, że ma nawet Kapitol swój i skałę Tarpejską ... pierwszy na balkonie Trynitarskiej wieży — druga niedaleko na górze za Dominikanami. Ileż razy staczaliśmy się z niej, zepchnięci rękami rozbawionych chłopców swawolników...

Żona Klemensa Junoszy Karolina z Piaseckich Szaniawska, córka lubelskiego rejenta, była również literatką: zamieszczała swoje opowiadania w czasopismach lubelskich i warszawskich oraz w „Kalendarzu Lubelskim”; pisała też sztuki sceniczne dla dzieci (Teatr dla dzieci 1896) i powieści dla młodzieży (Nacię 1896).

 

Lublinianin Paweł Kośmiński (1860—1896) w Lublinie zdobył wykształcenie początkowe, częściowo średnie. Układał wiersze już jako 16-latek. Przez 3 lata jeździł po całym kraju z wędrowną trupą aktorską po czym zamieszkał w Warszawie. Pisał artykuły i wiersze do „Kolców” pod pseudonimami Paul de Coś, Prawie Heine i Salto Mortale. Zdobył popularność jako humorysta i autor melodramatów opartych na motywach z życia proletariatu warszawskiego. Największym powodzeniem cieszyły się melodramaty Walka o córkę, Zły duch i Dziecię Starego Miasta. Wiele jego wierszy drukowały gazety i kalendarze lubelskie. Do Lublina odnoszą się jego wiersze z cyklu Obrazki lubelskie, poświęcone matce; każda zwrotka zaczyna się w nich od słów „Czy pamiętasz”: Matko moja! czy pamiętasz /Gród spiętrzony z boku wzgórza, /Otoczony rzeki wstęgą /Na nizinie, u podnóża?
Poeta przypomina kręte ulice, zaułki, akacje przy katedrze, wieżę Trynitarską, hejnał z wieży i cmentarz „ruski”. W wierszu Ożeniłem się z aniołem wychwala żony pochodzące z Lublina: są piękne, dobre i gospodarne.



Lubelskie wątki literackie

Mniej więcej w tym samym czasie co Potop ukazała się powieść Piotra Jaksy Bykowskiego, autora kilkunastu powieści historycznych, pt. Memorialik palestranta trybunalskiego (1885). Głównym bohaterem tej powieści z czasów Stanisława Augusta jest szlachcic Nikodem Nieświastowski, początkowo towarzysz chorągwi pancernej w Zbarażu, potem zakonnik u reformatów w Dederkach, wreszcie palestrant (prawnik) w Lublinie. Autor ukazuje szczegółowo przebieg kariery swojego bohatera, począwszy od zajęć kopisty u Żyda Jojny, faktora trybunalskiego, poprzez funkcję manualisty u mecenasa Scisłowskiego, aż do stanowiska mecenasa trybunalskiego. Przy okazji Bykowski ukazał bardzo dokładnie obraz życia trybunalskiego, różni się on jednak od innych opisów – przeważają w nim pozytywne strony tego życia. Główne postaci powieści: Nieświastowski, mecenas Scisłowski, jego manualista Sułdykowski i Żyd Jojna, właściciel gospody „Pod chudopachołkiem” na Starym Mieście, a jednocześnie faktor trybunalski, świetnie obeznany z prawem — to ludzie uczciwi i szlachetni, niepodobni do typowych palestrantów w powieściach Kraszewskiego. Jednak i ten pisarz nie pomija ciemnych stron trybunalskiego życia, do których należały bijatyki i pojedynki wywoływane przez dependentów.

Za panowania Stanisława Augusta rozgrywa się również akcja powieści pt. Starosta hołobucki (1867), napisanej przez Zygmunta Kaczkowskiego (1825—1896), autora wielu powieści historycznych i obyczajowych. Główna bohaterka Starosty hołobuckiego, piękna lublinianka Petryna, córka ubogiej wdowy po poborcy na mycie, nie chce wyjść za młodego aplikanta przy trybunale, szlachcica Łukowskiego, gdyż planowała zrobić lepszą karierę. Jako towarzyszkę chorej żony wziął ją do siebie wuj, bogaty starosta. Po śmierci żony chciał się ożenić z Petryną, ale nie zdążył – umarł przed ślubem... Dziewczyna wróciła więc do Lublina i tu zmarła w nędzy, a na jej grobie nie postawiono nawet krzyża.

Losy Sebastiana Klonowica, spopularyzowane u schyłku romantyzmu przez Syrokomlę, Pruszakową i Zachariasiewicza, pociągały także wyobraźnię dwóch pisarzy z okresu pozytywizmu: Wincentego Rapackiego, dramaturga, powieściopisarza i znakomitego aktora oraz Władysława Kornela Zielińskiego, powieściopisarza i badacza przeszłości Lublina.
W czteroaktowym dramacie z prologiem Wincentego Rapackiego (1840—1924) pt. Acernus (1879) Klonowic jest nie tylko literatem, walczącym piórem o „szczęście połowy nękanej ludzkości”, ale i człowiekiem czynu – jako burmistrz, wbrew prawdzie historycznej, kieruje obroną Lublina przeciw rokoszanom Stadnickiego. Bezpośrednią przyczyną jego upadku stała się jego żona Ewa. Ona, z namowy Żyda lichwiarza Fiksela, wykradła w nocy mężowi klucze od bram miejskich i wpuściła do miasta rokoszan. Mieszczanie posądzili go o zdradę, szlachta i jezuici – których atakował w swoich utworach – znienawidzili, starosta skazał go na wygnanie z ukochanego miasta. Acernus zmarł w zimową noc na ulicy wołając „Ewo, bądź przeklęta!”. Ewa porzuciła męża dla bogatego kochanka Stadnickiego. Jedyni przyjaciele Klonowica to mądry szewc Skwirek i szlachcic Żurawski. Ten ostatni przyjął prawo miejskie i drukował książki lubelskiego poety.

W szkicu powieściowym Władysława Kornela Zielińskiego Z życia poety (1882) Klonowic, podobnie jak u Rapackiego, ma zawziętych wrogów. Jezuici z powodu dzieła Victoria deorum wszczynają przeciw niemu proces o herezję, ich zastępca prawny, mecenas Wylęgowicz, typowy „czarny charakter”, zawiązuje przeciw poecie układ z wójtem Mrzygłodem. Z ich namowy Agnieszka, żona Klonowica, podaje mężowi truciznę, działającą powoli. Po śmierci męża Agnieszka stacza się coraz niżej, popada w obłęd i umiera żebrząc na ulicy. Zieliński stara się wiernie przekazać obraz środowiska, w którym żył i działał Acernus w latach 1599—1602: wprowadza więc postaci rzeczywiste, opisuje ówczesne ubiory i wygląd kamienic oraz ważniejszych budynków — ratusza i kościoła jezuitów.
Rok później Zieliński wydał opowiadanie pt. Flisacy (1883). Życiorys Klonowica wraz z fragmentami dzieł poety, ujęty tu został w formę pogawędki flisaków.
Władysław Kornel Zieliński, lwowianin, po odbyciu kampanii włoskiej w 1859 r. w armii austriackiej, osiadł na wsi w Lubelskiem. Sprzedał ten majątek i przeniósł się do Lublina, gdzie pracował jako nauczyciel w prywatnej szkole realnej i zajmował się literaturą. W 1880 r. wyjechał do Warszawy. Jako literat posługiwał się pseudonimami Mścisław Brona i Władysław z Zieliny. Wydawał powieści i opowiadania historyczneAnna Orzelska, August II i Aurora Konigsmark, Ostatni z rodu i in. oraz wspomnienia z podróży po Europie. Pisał artykuły heraldyczne w Wielkiej encyklopedii ilustrowanej, interesował się życiem Cyganów. Próbował też pisać dramaty (Idylla, Kwaśne winogrona). Bardziej wartościowe niż utwory beletrystyczne są jego prace nt. przeszłości Lublina: Opis Lublina jako przewodnik dla zwiedzających miasto i jego okolice (Lublin 1876) i Monografia Lublina tom I Dzieje m. Lublina (Lublin 1878). Poza tym Zieliński wydał w czasopismach warszawskich i lubelskich wiele artykułów, odnoszących się do przeszłości Lublina (np. o cechach w Lublinie, dzieje teatru, o kościele św. Ducha, o Ratuszu).

Poetka okresu pozytywizmu, Maria Konopnicka (1842—1910) przebywała w Lublinie od lipca do września 1893 r. Zbierała materiały do swych utworów i pisała dalszy ciąg Pana Balcera. Odwdzięczając się młodzieży lubelskiej za gościnność napisała wiersz pt. Lubelskiej młodzieży z podzięką i pozdrowieniem, wydrukowany dopiero w 1905 r. w zbiorze Ludziom i chwilom pod pseudonimem Jan Sawa.
Ilekroć poetka wychodziła na miasto i na ulicach obserwowała sytuację, biedę unitów, ukazywała się jej w myśli rana tej ziemi: „Dusze zgwałcone ludu i zdeptane”. Mimo to Konopnicka opuszczała Lublin z nadzieją, że znajdą się tu ludzie, którym nie będzie obojętny los drugiego człowieka: „ku jakiejś wielkiej dni wschodzących wiośnie”:

 

I zdało mi się, że te mury stare
Pełne są bicia serc żywych — w swej ciszy...
Że brzmi w niej okrzyk: Za wolność! Za wiarą!
I że się duchy łączą towarzyszy
I ręce bratnim spojone uściskiem,
Na bój, pod świętej Unii obeliskiem.

Poetka zapewnia także młodzież lubelską, że będzie ją dobrze wspominać i dziękuje jej za radosne, jasne chwile, które przeżyła dzięki niej w Lublinie.

Los unitów wzbudził w niej współczucie, więc po wycieczce do Lublina postanowiła poświęcić tej sprawie osobny poemat, stworzyła jednak tylko fragment pt. Unici, wydrukowany po raz pierwszy w czasopiśmie „Tydzień Podlaski” (1907). Echa nastrojów poetki w Lublinie: Długo stałam w zmroczonej lubelskiej katedrze,/ Słuchając, czy jęk ludu aż tu się nie przedrze, /Czy nie zadrżą te mury, te złote ołtarze, /Czy Bóg aniołom skrzydeł rozwinąć nią każe, /I tak jak stoją, z mieczem i z chorągwią w dłoni, /Biec przez miasto, wołając: Do broni! Do broni!... /A wtedy z Twego krzyża czarnego, o Chryste, /Uderzyły mi w serce promiona strzeliste...

Parnasista Felicjan Faleński (1825—1910), liryk i dramaturg, zaczął pisać u schyłku romantyzmu, ale tworzył głównie w okresie pozytywizmu, nie interesując się zresztą hasłami społecznymi tego kierunku. W Lublinie bywał w latach 1856— 1858, mieszkała tu jego macocha, Tekla Faleńska. W listach, pisanych z Lublina do p. Marii Trębickiej, tak charakteryzuje to miasto:

Dziwneż bo to miasto. Ku północy młode całkiem, ruchliwe, hotelowe, krakowsko-przedmiejskie, niby maia Warszawa, w środku trybunalskie jak za starych czasów; a dalej gród poważny, zaciśnięty, ciemny, spiętrzony, z całym swoim życiem średniowiecznym, z pleśnią i zaduchem nie dla dzisiejszych już piersi. Wąskie kamienice z kamiennymi gankami o dachach ząbkowanych w monachijskie gzemsy, sklepione bramy z ciężkimi wieżami, obrazami i posągami świętych, poważne świątynie pełne średniowiecznych grobowców, ciemne uliczki boczne po schodkach i w głębi zamek — pomiędzy parowami na wzgórzu, pełen wieżyczek i narożników, ponajeżany blankami z groźną basztą w środku.
Z domów Starego Miasta interesowała Faleńskiego szczególnie ozdobna kamienica Sobieskich. Z żalem patrzył na upadek dawnego Lublina, na opustoszałe kościoły i klasztory przekształcane na fabryki i składy.
 
 
                                                                                                          
  Oprac. Elżbieta Zasempa
 
 
 
Źródło: