Julia Hartwig – o Józefie Czechowiczu

Wspomnienie Julii Hartwig zebrane w ramach projektu Historia Mówiona:


„Byłam naprawdę niepełnolatką, ale już byłam dziewczyną, która próbowała pisać wiersze, więc urok, jak gdyby samego nazwiska Czechowicza, także jego wierszy, był przemożny. Po prostu ten, kto w Lublinie zaczynał pisać, nie mógł nie zetknąć się z nazwiskiem Czechowicza. Czechowicz był dla nas rodzajem symbolu poezji. Oczywiście, chcieliśmy wtedy mieć z nim do czynienia, pomimo braku czasu nie odmawiał nigdy. Jeden z moich pierwszych wierszy przekazano Czechowiczowi. On ten wiersz ocenił w bardzo szczególny sposób, czym mnie bardzo zadziwił. Mianowicie – przy każdym wersie pisał plus albo minus, co było dla mnie nauką, że wiersz to jest całość oczywiście, ale on ma pewną taką dynamikę, i ma pewien układ, który wymaga wypełnienia w każdym momencie. To była bardzo dobra nauka – nie może być pustych miejsc w wierszu.
 

Otrzymałam wiersz z powrotem, w bardzo dziwny sposób obnotowany. Mianowicie – przy każdym wersie – był plus albo minus. Więc każda linijka była oznakowana plusem albo minusem. Pierwszy raz z czymś takim się zetknęłam, byłam zdziwiona, ale zrozumiałam o co chodzi. Otóż – to była taka nauka, że wiersz jest całością, ma swoją ciągłość, ale każdy wers jest odpowiedzialny za siebie także, poza tym, że jest częścią większej całości, że każdy wers powinien mieć swój własny rozwój, swoją własną logikę i powinien brzmieć pełnie. To znaczy, on uznał, że niektóre z tych wersów, na szczęście nie wszystkie, ale niektóre, że były jak gdyby nie spełnione do końca. I to była bardzo głęboka nauka, bardzo trudna i właściwie, muszę powiedzieć, że wielu poetów – nawet już dojrzałych – nie spełnia tego zadania.

 

Czechowicz był człowiekiem, który miał wielką dyscyplinę poetycką. Doskonale – poza tym, że wiedział co chce napisać i co chce powiedzieć – doskonale wiedział jak chce to zrobić. I wykonywał swoje wiersze z jakimś ogromnym pietyzmem.

 

Kiedyś zaszłam do pracowni mojego brata Edwarda i osłupiałam, bo zobaczyłam Czechowicza, który stał tam ze swoją fajeczką i rozmawiał z moim bratem. Stałam z boku i przyglądałam mu się bardzo dokładnie. On miał wielki urok. Był to człowiek bardzo spokojny, łagodnego usposobienia, niezaczepny, bardzo wyrozumiały dla ludzi, z ogromnymi zaletami osobistymi. To zresztą przekazał mi także mój brat, który z nim częściej obcował. Nie można powiedzieć, że brat pomagał Czechowiczowi w zdjęciach, ale je znał. Potem znalazłam tomik Czechowicza z jego zdjęciami, zresztą bardzo źle opublikowanymi, ale zauważyłam, że on głównie fotografował te części Lublina, które są mniej okazałe, które są mniej piękne, mniej wspaniałe, a raczej wskazują na taką jakąś dziwność Lublina, na taką niezwykłość pewnych zakątków. Właściwie on lubił miejsca niezwykłe”.
 
 
Przeczytaj >>> fragmenty relacji Julii Hartwig o Józefie Czechowiczu:
>>> Fascynacja poezją Czechowicza
>>> Fotografie Czechowicza
>>> Kontakty z Czechowiczem
 

Postać Józefa Czechowicza pojawia się w trzech utworach Julii Hartwig: Elegia lubelska, Odwiedziny i Pamięci Czechowicza.


 

 

Redakcja: Joanna Zętar
 

Julia Hartwig – o Józefie Czechowiczu

Wspomnienie Julii Hartwig zebrane w ramach projektu Historia Mówiona:

„Byłam naprawdę niepełnolatką, ale już byłam dziewczyną, która próbowała pisać wiersze, więc urok, jak gdyby samego nazwiska Czechowicza, także jego wierszy, był przemożny. Po prostu ten, kto w Lublinie zaczynał pisać, nie mógł nie zetknąć się z nazwiskiem Czechowicza. Czechowicz był dla nas rodzajem symbolu poezji. Oczywiście, chcieliśmy wtedy mieć z nim do czynienia, pomimo braku czasu nie odmawiał nigdy. Jeden z moich pierwszych wierszy przekazano Czechowiczowi. On ten wiersz ocenił w bardzo szczególny sposób, czym mnie bardzo zadziwił. Mianowicie – przy każdym wersie pisał plus albo minus, co było dla mnie nauką, że wiersz to jest całość oczywiście, ale on ma pewną taką dynamikę, i ma pewien układ, który wymaga wypełnienia w każdym momencie. To była bardzo dobra nauka – nie może być pustych miejsc w wierszu.
 

Otrzymałam wiersz z powrotem, w bardzo dziwny sposób obnotowany. Mianowicie – przy każdym wersie – był plus albo minus. Więc każda linijka była oznakowana plusem albo minusem. Pierwszy raz z czymś takim się zetknęłam, byłam zdziwiona, ale zrozumiałam o co chodzi. Otóż – to była taka nauka, że wiersz jest całością, ma swoją ciągłość, ale każdy wers jest odpowiedzialny za siebie także, poza tym, że jest częścią większej całości, że każdy wers powinien mieć swój własny rozwój, swoją własną logikę i powinien brzmieć pełnie. To znaczy, on uznał, że niektóre z tych wersów, na szczęście nie wszystkie, ale niektóre, że były jak gdyby nie spełnione do końca. I to była bardzo głęboka nauka, bardzo trudna i właściwie, muszę powiedzieć, że wielu poetów – nawet już dojrzałych – nie spełnia tego zadania.

 

Czechowicz był człowiekiem, który miał wielką dyscyplinę poetycką. Doskonale – poza tym, że wiedział co chce napisać i co chce powiedzieć – doskonale wiedział jak chce to zrobić. I wykonywał swoje wiersze z jakimś ogromnym pietyzmem.

 

Kiedyś zaszłam do pracowni mojego brata Edwarda i osłupiałam, bo zobaczyłam Czechowicza, który stał tam ze swoją fajeczką i rozmawiał z moim bratem. Stałam z boku i przyglądałam mu się bardzo dokładnie. On miał wielki urok. Był to człowiek bardzo spokojny, łagodnego usposobienia, niezaczepny, bardzo wyrozumiały dla ludzi, z ogromnymi zaletami osobistymi. To zresztą przekazał mi także mój brat, który z nim częściej obcował. Nie można powiedzieć, że brat pomagał Czechowiczowi w zdjęciach, ale je znał. Potem znalazłam tomik Czechowicza z jego zdjęciami, zresztą bardzo źle opublikowanymi, ale zauważyłam, że on głównie fotografował te części Lublina, które są mniej okazałe, które są mniej piękne, mniej wspaniałe, a raczej wskazują na taką jakąś dziwność Lublina, na taką niezwykłość pewnych zakątków. Właściwie on lubił miejsca niezwykłe”.
 
 
Przeczytaj >>> fragmenty relacji Julii Hartwig o Józefie Czechowiczu:
>>> Fascynacja poezją Czechowicza
>>> Fotografie Czechowicza
>>> Kontakty z Czechowiczem
 

Postać Józefa Czechowicza pojawia się w trzech utworach Julii Hartwig: Elegia lubelska, Odwiedziny i Pamięci Czechowicza.

 


 

Redakcja: Joanna Zętar