Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Zbigniew Hołda (1950–2009)

Prawnik, politolog, adwokat, wykładowca, działacz „Solidarności”.

Spis treści

[RozwińZwiń]

Biogram

Urodził się 17 marca 1950, zmarł 20 maja 2009 roku. Wybitny prawnik, politolog, adwokat; działacz na rzecz praw człowieka; specjalista w zakresie prawa karnego wykonawczego i praw człowieka. Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Pracownik naukowy UMCS, dr hab. nauk prawnych, a także prof. nadzwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kierownik Zakładu Prawa i Polityki Penitencjarnej tejże uczelni. Profesor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie.

W latach 1989–1997 pracował w Komisji ds. Reformy Prawa Karnego, a następnie w latach 1999–2000 w Zespole ds. Nowelizacji Kodyfikacji Karnej przy Ministrze Sprawiedliwości. Wieloletni członek Komitetu Helsińskiego, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. W latach 2004–2007 członek Europejskiego Komitetu Zapobiegania Torturom (przy Radzie Europy). Należał ponadto do Komisji Prawniczej Polskiej Akademii Umiejętności. Był również Prezesem Towarzystwa Prawniczego w Lublinie.

Działacz „Solidarności". W jej ramach piastował stanowisko zastępcy kierownika Ośrodka Badań Społecznych przy Zarządzie Regionu, był również członkiem Zespołu Doradców Zarządu Regionu. Internowany za działalność opozycyjną (21 grudnia 1981–kwiecień 1982). W 1989 roku należał do Komitetu Obywatelskiego Lubelszczyzny. W wolnej Polsce poświęcił się z wielką energią działaniom na rzecz dostosowania polskiego systemu prawnego i penitencjarnego do standardów europejskich. Od lat jako adwokat prowadził tzw. sprawy precedensowe, w których wyrok mógł spowodować nową, bardziej przyjazną interpretację prawa.

Prof. Hołda był laureatem wielu nagród, m.in. nagrody Pro Publico Bono nadawanej przez Fundację Uniwersyteckich Poradni Prawnych za bezinteresowną pomoc świadczoną potrzebującym, Złotego Paragrafu przyznawanego od 18 lat przez „Gazetę Prawną” i Nagrody Tolerancji przyznawaną przez europejskie organizacje LGBT (działające na rzecz praw osób o odmiennej orientacji i identyfikacji seksualnej).

Wspomnienia o profesorze Zbigniewie Hołdzie

[...] nie mieliśmy takich możliwości w tych latach, w których studiowaliśmy, żeby wyjść poza uczelnię, ale to, co się odbywało na zajęciach było naprawdę przesympatyczne i wszyscy to po prostu bardzo lubili. Nie było żadnej atmosfery takiego stresu i oczywistym jest, że wychodził poza program, czyli to, co mieliśmy przerobić do samego programu to było oczywiście zrobione, ale to było zawsze znacznie więcej. [...] Ja myślę, że z mojego pokolenia, moi koleżanki i koledzy – a mam ich bardzo wielu, bo studiowałam na dwóch kierunkach – wszyscy tak samo wspominają, że zaszczepił im szacunek dla ludzi.

On był obecny społecznie, jak najbardziej. W wielu wypadkach był obecny w Lublinie, ale naukowo, no chyba troszkę mniej, chociaż już w okresie choroby uczestniczyliśmy wspólnie jako wykładowcy w takim sympozjum: Bezbronność człowieka wobec systemu. To było w Wyższej Szkole [Ekonomii i] Innowacji na Mełgiewskiej. On miał jeden wykład, ja miałem trochę inny – on miał prawniczy, ja miałem medyczny punkt widzenia. Dojrzeliśmy coś takiego jak bezbronność człowieka wobec [systemu]. (Tzn. nie my, bo to akurat inicjatywa doktora Dziemidoka, który z tym został skonfrontowany). I [prof. Hołda] wygłosił bardzo ładny referat. Był obecny, był z nami, tak długo jak to mogło być.

Rok 1981. Z archiwum Zakładu Metodologii Historii UMCS

Zawód wykonywany: nauczyciel akademicki, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej;

Funkcje pełnione w „Solidarności”: członek Zespołu Doradców Zarządu Regionu, zastępca kierownika Ośrodka Badań Społecznych przy Zarządzie Regionu;
Internowany: 21 grudnia 1981–kwiecień 1982;
Miejsce internowania: Włodawa, Lublin.

Dzień 12 grudnia 1981 roku moja żona spędziła w Warszawie i po powrocie opowiadała mi o czołgach pod Warszawą. Wyczuwałem, że coś się szykuje. Wszystko wskazywało na to, że władza użyje siły. Byłem przekonany o tym wcześniej, jednak zagadką dla mnie było kiedy i w jakim rozmiarze. Wiedziałem, że 16 grudnia mają być manifestacje, natomiast 15 grudnia miało się odbyć posiedzenie Sejmu, na którym zakładano uchwalenie szczególnych uprawnień dla rządu.

Przed godziną 20.00 zadzwonił do mnie z „Regionu” Jurek Bartmiński i poinformował o przerwanych połączeniach telefonicznych i telefaksowych. Informacje te interpretowałem jako demonstrację siły. Natomiast kolejny jego telefon o godzinie 23.00 w alarmującym tonie poinformował mnie o sytuacji. Zaproponowałem, żeby zadzwonił do Warszawy i sprawdził, czy odblokowano telefony, a następnie oddzwonił do mnie. Oczekiwałem na telefon do 24.00, zaniepokojony brakiem odpowiedzi postanowiłem zadzwonić do Zarządu Regionu na ulicę Królewską. Niestety mój telefon został już odłączony. Wówczas zszedłem do budki telefonicznej, wychodząc z domu nieświadomie uniknąłem aresztowania. Na alejce przed domem minął mnie biały polonez. Jak się później okazało wieziony był nim, mieszkający w sąsiednim bloku, Sławek Janicki. Chwilę potem spotkałem Renatę Janicką. Dowiedziałem się, że podczas aresztowania Sławka wyłamano drzwi. Po krótkiej naradzie postanowiliśmy jechać do Bartmińskiego. Na naszych oczach wyprowadzono go z domu, a więc spóźniliśmy się o minuty. W domu zastaliśmy tylko same dzieci. Wówczas zdecydowaliśmy się szybko uprzedzić Jóźwiakowskiego, a tym samym wychwycić schemat aresztowań. Po drodze spotkaliśmy Zbigniewa Wójca i w trójkę weszliśmy do mieszkania Andrzeja Jóźwiakowskiego, tutaj również zabrakło nam minut. Andrzej w asyście kilku SB-eków ubierał się i przygotowywał do wyjścia. Zachowując zimną krew oświadczył, że jestem jego bratem.

Krótko rozmawialiśmy w samochodzie. Spodziewaliśmy się, że jest to tylko prowokacja, jednak zdecydowaliśmy wyłowić klucz aresztowań, tzn. aresztują wyłącznie członków Zarządu Regionu, czy też inne osoby. Odpowiedź na te pytania mogła nam dać wizyta u Lesława Pagi. W drodze poczyniłem kilka spostrzeżeń: oświetlone, tętniące życiem miasto, sobotni późny wieczór, a między tym przemykają milicyjne suki i cywilne esbeckie polonezy. Pasażerowie tych samochodów nie wracają z wieczornych, wesołych spotkań, tak jak otaczający ich ludzie – oni będą świętować później, po udanej i precyzyjnie przygotowanej akcji aresztowań.

Dojechaliśmy do Pagów. Nasze wątpliwości rozwiała natychmiast „stara harcerka” Renata Janicka, poznając po śladach na śniegu, iż dom Pagów jest już pusty. Odciski milicyjnych butów na śniegu wyraźnie mówiły, gdzie może obecnie przebywać Leszek. W jego mieszkaniu pocieszyliśmy zażywającą krople nasercowe matkę Leszka. Kolejnym miejscem naszych nocnych odwiedzin był kościół Salezjanów, a konkretnie śp. ks. Bocheński. Jadąc tam spotkaliśmy pierwsze miejskie autobusy, chcieliśmy poinformować kierowców, żeby uprzedzili swoich kolegów o aresztowaniach. Wiadomości nasze nie były dla nich zaskoczeniem.

U Salezjanów po naszej krótkiej relacji z zaistniałych wydarzeń ks. Bocheński udał się do biskupa. Ordynariusz Lubelski nie spał i z żalem odpowiedział, że wie o wszystkim i głęboko ubolewa nad zaistniałymi wypadkami. Nie spaliśmy już tej nocy, lecz długo rozmawialiśmy z ks. Bocheńskim. Utkwiła mi w pamięci długa i prorocza wypowiedź ks. Bocheńskiego. Powiedział, że będziemy musieli przejść to, co przeszedł w Polsce Ludowej Kościół katolicki. Jeśli uda nam się znieść aresztowania, upokorzenia i prowokacje, i nie odpowiadać na przemoc agresją, to przetrwamy i zwyciężymy. Po obiedzie u księży udałem się do domu w nadziei, że nie jestem na liście aresztowanych i nic mi nie grozi. Po drodze zniszczyłem dokumenty wskazujące na powiązania z „Solidarnością”. Obawiałem się zatrzymań na ulicach i rewizji osobistych. Moje złudzenia rozwiała żona. Byli po mnie i wyszli niepocieszeni. Z relacji żony dowiedziałem się, że byli o godzinie 2 w nocy, zachowywali się bardzo kulturalnie i sprawiali wrażenie ludzi, którzy muszą wykonać smutny obowiązek. Około 4 nad ranem przyszli do mieszkania: Mazurek, Przeciechowski, Blajerski i Ślarski, w tym Blajerski i Przeciechowski uciekli podczas ataku na budynek Zarządu Regionu przez dach. Po drodze do mnie spotkali dwóch pozostałych. Postępowali racjonalnie, ponieważ dowiedziawszy się, że SB było u mnie o drugiej w nocy, postanowili nie kręcić się po mieście, a przeczekać właśnie u mnie. Zakładali, że SB nie dysponuje tak dużymi środkami, aby obserwować mój dom i jest zajęte masą ludzi, którą aresztowali. Tak było istotnie.

Kolejne dni starałem się nie nocować w domu. Spotkałem się z serdecznością i życzliwością moich znajomych, nawet aktywistów PZPR, którzy nie zgadzali się z wprowadzeniem stanu wojennego. Mam dzisiaj dla nich wszystkich dużo wdzięczności. W poniedziałek poszedłem do pracy, podpisałem list protestacyjny przeciwko internowaniu kolegów, specjalnie nie ukrywałem się i postępowałem z dużą swobodą. Kręciłem się wokół ludzi tworzących tymczasowe władze Zarządu, którym przewodniczyli: Marek Poniatowski, Krzysiek Stefaniuk, Tomek Przeciechowski. W pierwszym spotkaniu u Stefaniuków nie brałem udziału. Uczestniczyłem natomiast w drugim spotkaniu gdzieś na Głowackiego. Byłem przekonany, że to wszystko szybko się skończy, a nawet złożyłem, nierealną z perspektywy czasu, propozycję przedstawienia generałowi Pirogowi planu ograniczonej działalności Związku pod inną postacią. Uczestnicy drugiego spotkania odebrali to jako absurd, który szczęśliwie po dziewięciu latach okazał się rzeczywistością. Jednak cofnijmy się do czasów absurdów, tak jak już powiedziałem, nocowałem u znajomych, między innymi u: Dubela, Mirka Nazara, Andrzeja Patrykiejewa, Lisowców – moich sąsiadów – on był pracownikiem Komitetu Wojewódzkiego PZPR, którego za znajomość ze mną wylali później z pracy. Czas spędzałem między innymi na czytaniu książki Herlinga-Grudzińskiego Inny świat, doszedłem już do połowy, jednak zapragnąłem odwiedzić rodzinę. Dalszy ciąg książki dopisało mi samo życie. Po wejściu do domu istotnie przeniosłem się w inny świat. Przy przenosinach nie zabrałem nic oprócz dokumentów. Trzej panowie, którzy dokonali aresztowania zapewniali mnie, że udam się z nimi wyłącznie na krótkie przesłuchanie. Zawieziony zostałem do Gwiazdy, uniwersyteckiego SB-eka, na ulicę Narutowicza. Gwiazda z pistoletem przy boku, chyba pijany, zwracając się do mnie panie doktorze, zapewniał mnie, że mnie lubi, rozczulał się nad tym, że wkręciłem się w brzydką kabałę i że nie zamierza uczynić mi żadnej krzywdy. Ja natomiast zapewniałem go, że „Solidarność” to kochany przez wszystkich Związek, umiarkowany w swoich celach i on też nie ma zamiaru nikogo skrzywdzić. Zapewniałem go, że milicjanci to też ludzie i też powinni mieć swoje związki. Gwiazda tego nie wytrzymał i wyszedł, zostawiając mnie w obecności asystujących nam milicjantów. Sądzę, że zastanawiał się, czy jestem naiwnym idiotą, czy gram. Wtedy zabrał mnie szef Gwiazdy Kawecki i przewieziono mnie do Komendy Miejskiej na ulicę Północną. Spotkałem tam mojego kolegę, a wtedy prokuratora, Przemysława Budzika. Poprosiłem go o przekazanie informacji dla mojej żony, niestety nie zrobił tego – widocznie był bardziej zajęty preparowaniem „lipnych” dowodów na potrzebę procesów przywódców strajkujących robotników, pomagali mu w tym: Korczak, Kopieniak i przede wszystkim Bluj.

Na Północnej zajął się mną porucznik Kleń. Przeprowadził ze mną krótkie przesłuchanie, rozmowę. Byłem w zespole doradców Zarządu Regionu oraz pełniłem funkcję w Ośrodku Badań Społecznych. Właśnie ta działalność była tematem rozmowy, w trakcie wręczył mi decyzję o internowaniu. Zostałem umieszczony w areszcie i spotkałem się z miłą „obsługą” profosa aresztu. Siedziałem z wziętym z FSC, strajkującym robotnikiem Stefanem Ciężkim. Przebywałem tam 48 godzin. Do Włodawy zawieziono mnie wraz z wziętymi z Kraśnika ośmioma młodymi robotnikami, którzy byli nieco zdenerwowani i przekonani, że wywiozą ich na Syberię. Zapytany przeze mnie w „budzie” milicjant nie chciał powiedzieć, gdzie jedziemy, jednak dał do zrozumienia, że do pana Kozłowskiego, czyli do Włodawy. Kozłowskiego internowali wcześniej. Wyczułem objawy sympatii u eskortującego nas milicjanta, dobry klimat psuł oparty o jego nogę karabin. Orzełki polskich klawiszy we Włodawie ostatecznie przekonały moich współtowarzyszy podróży, że ich nie pocieszałem i istotnie kilka następnych miesięcy spędzimy we włodawskim więzieniu.

Literatura

Zbigniew Hołda, Wolna encyklopedia internetowa Wikipedia.
Zbigniew Hołda, Z archiwum Zakładu Metodologii Historii UMCS.
mp, es, Profesor Zbigniew Hołda nie żyje, „Gazeta Wyborcza. Lublin”, 21.05.2009.

Zdjęcia

Audio

Historie mówione

Słowa kluczowe