Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Zalew Zemborzycki

Spis treści

[RozwińZwiń]

Lubelskie morze

Większość lubliniaków wie doskonale o istnieniu na rubieżach Koziego Grodu Zalewu Zemborzyckiego. Faktem jest, iż ostatnimi czasy jest on głównie kojarzony z kwitnącymi sinicami, zakazami kąpieli, „pływaniem z foczkami” oraz pijackimi ekscesami. Nie zawsze tak jednak było.

Pomysł

Pomysł spiętrzenia wód głównej lubelskiej rzeki pojawił się na forum publicznym w połowie lat 50. ubiegłego wieku. Z propozycją stworzenia zalewu wyszedł lubelski geograf Kazimierz Bryński. Zaproponował on stworzenie zbiornika retencyjnego, który to zbiornik prócz ochrony przeciwpowodziowej oraz zapewnienia lubelskim wodociągom odpowiedniej ilości wód podziemnych, stanowiłby dla mieszkańców atrakcyjny obiekt rekreacyjno- wypoczynkowy. Z jakichś jednak powodów inicjatywa ta początkowo przeszła bez echa. Na nasze szczęście pomysłodawca nie zamierzał dać za wygraną. W 1957 roku Lubelski Komitet Czynów Społecznych w ramach zdobywania funduszy na swą działalność zorganizował Lubelską Grę Liczbową „Koziołek”. Zyski z owej gry przeszły najśmielsze oczekiwania organizatorów i jak to zwykle bywa zapoczątkowały burzliwą dyskusję co do celu, na który zostaną przeznaczone. Celu, rzecz jasna,społecznego. I w tym właśnie momencie, trzymający rękę na pulsie naukowiec, postanowił przekonać pozbawionych dostępu do wody „kąpielowej” mieszkańców Koziego Grodu do modnego w socjalizmie zaprzęgnięcia sił Natury w kierat potrzeb społecznych. Na łamach „Kuriera Lubelskiego” w artykule pod wszystkomówiącym tytułem Lublin może mieć piękne jezioro, potrzeba tylko trochę dobrych chęci i pieniędzy z „Koziołka” zaprezentował on swój projekt, który momentalnie podbił ducha lublinian.

 
Nie wszystkich jednak. Pierwsi sprzeciw zgłosili rolnicy z okolic Zemborzyc, to ich łąki miały być zalane. Niewiele wszelako wskórali, ale nie oni jedni okazali się oponentami. Dalece potężniejsza była kolej, która pod koniec lat 50. wyszła z projektem stworzenia na Wrotkowie olbrzymiej stacji towarowej. Lecz wizja zalewu, która zagościła na stałe w myślach lublinian oraz silne lobby sprzeciwiające się lokalizacji w tym miejscu stacji towarowej, przesądziły o rozpoczęciu prac przygotowawczych związanych z budową zalewu.

Budowa zalewu

W roku 1961 gotowa już była, przygotowana przez Centralne Biuro Studiów i Projektów Budownictwa Wodnego „Hydroprojekt", pierwsza część potrzebnej dokumentacji, w 1963 druga, a w 1969 zakończono cały etap planistyczny oraz pierwsze prace przygotowawcze. Nie bez znaczenia w procesie przekonywania sceptyków do stworzenia pod Lublinem zbiornika małej retencji była potężna powódź, która nawiedziła Lublin w 1964 roku. Straty powodziowe oszacowano na ok. 22 miliony – mniej więcej tyle, ile potrzeba było na budowę zbiornika. Kataklizm ten znacznie przyspieszył prace nad budową zalewu. Tak wiec pod koniec lat 60. zapadła ostateczna decyzja o budowie akwenu: wybrano inwestora, wykonawców, określono dane techniczne obiektu, jego dokładną lokalizację oraz  lokalizacje i charakter infrastruktury rekreacyjno-wypoczynkowej nad jego brzegami.

 

W połowie 1970 roku Warszawskie Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjnych Budownictwa Przemysłowego „Hydrocentrum” oraz Przedsiębiorstwo Robót Wodno-Melioracyjnych nr 2 z Lublina rozpoczęły pierwsze prace budowlane. Z początku tempo robót nie zapierało tchu w piersiach, ale od 1972 roku, dzięki „dobrowolnej” pomocy mieszkańców nabrało tempa. Wtedy też okazało się, iż oddanie obiektu – jak planowano – w 1973 roku będzie niemożliwe.

 

Niestety, parę słów należy wspomnieć o niezbyt chlubnej „dobrowolnej pomocy”. Pod szumnym hasłem budowy w tzw. czynie społecznym częstokroć kryło się przymusowe i nieodpłatne wykorzystywanie do prac budowlanych – oczywiście w czasie wolnym od zajęć zarobkowych i edukacyjnych czyli w „czasie wolnym” – pracowników lubelskich zakładów, uczniów, studentów,żołnierzy służby zasadniczej, młodzieży stowarzyszonej w organizacjach. Łącznie w „czynie społecznym”, przy budowie zbiornika, „dobrowolnie” pracowało ok. 40tysięcy lublinian.

 

Już w trakcie budowy, ważkim problemem stało się przygotowanie dna. Obszar przyszłego zalewu w olbrzymiej większości stanowiły podmokłe łąki z miąższą na kilka metrów warstwą torfu. Pierwotnie przewidywano wybranie torfu i oczyszczenie dna, lecz niestety,ostatecznie zdecydowano się na pozostawienie go  i zalanie wodą. Za takim wariantem przemawiały wysokie koszty wybrania torfu, brak pomysłu na jego późniejsze zagospodarowanie oraz - i  był to chyba najważniejszy argument - naglące terminy.Jakie konsekwencje miał taki a nie inny wybór, każdy może się dziś łatwo przekonać na - dosłownie- własnej skórze. Ale na razie o tym „sza”!

 

        W końcu jednak, po wielu perturbacjach nadszedł dzień 5 marca 1974 roku. Dokładnie o godzinie 0848 rozpoczęto gromadzenie wody w zbiorniku. Już następnego dnia zalanych było ok. 60 ha, pod koniec miesiąca 90, a w połowie kwietnia ok. 190 ha. Równolegle do procesu wypełniania czaszy zbiornika Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji, główny użytkownik zalewu, kompletował sprzęt pływający na potrzeby ośrodków wypoczynkowych. Do końca marca zakupionych zostało 150 kajaków, 93 łodzie wiosłowe, 80 żaglówek i 2 motorówki - czyli ilość sprzętu, która dziś przyprawić może o zawrót głowy ludzi, korzystających nad zalewem z bez porównania mniejszej flotylli tego typu wehikułów.

 

W dniu 16 lipca 1974 roku oficjalnie zakończono budowę Zalewu Zemborzyckiego.

Oddanie do użytku

Uroczystego otwarcia dokonał Pierwszy Sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Edward Gierek, które to zdarzenie upamiętnia pomnik znajdujący się na skraju zapory zbiornika, w okolicach posterunku Policji. Niestety podczas  uroczystości zabrakło zmarłego przedwcześnie głównego pomysłodawcy  i rzecznika budowy Zalewu Kazimierza Bryńskiego,którego imieniem nazwano ulicę biegnącą zaporą czołową zbiornika.
 

Nowo utworzony zalew posiadał następujące parametry:

Powierzchnia ok. 278 ha

Objętość całkowita 633 tys. m3

Objętość użytkowa 2150 tys. m3

Objętość powodziowa 5160 tys. m3

Średnia głębokość 2,3 m

Maksymalna głębokość niecałe 5metrów (niewielki fragment nieopodal tamy, obecnie na skutek osadzania się mułu bez wątpienia mniej)

Maksymalny poziom piętrzenia (powodziowy) 179,00 m n.p.m.

Minimalny poziom piętrzenia (zimowy) 177,50 m n.p.m.

Zalew Zemborzycki dziś

Cóż dziś można powiedzieć na temat Zalewu Zemborzyckiego? Współcześnie, oprócz podstawowej funkcji retencyjnej, jeśli akurat urzędnicy pozwolą,  zalew pełni szczytną, bo ekologiczną funkcję energetyczną. Dzieje się tak za sprawą - działającej raz legalnie, raz nielegalnie - małej elektrowni wodnej o mocy 25 kW. Wszystkie problemy owej elektrowni związane są, jak to w naszym kraju bywa z biurokracją.

 

Ponadto Zalew Zemborzycki jest bez wątpienia najbardziej charakterystycznym oraz największym obiektem rekreacyjnym w okolicach Lublina. Ciekawy i urokliwy zakątek dla spacerowiczów, rowerzystów, narciarzy biegowych, wielbicieli jazdy konnej. Ale zalew to przede wszystkim woda. Jeśli zaś chodzi o rzesze szeroko pojętych „wodniaków” – jest to raj dla wędkarzy i…  chyba tylko dla nich. Drugą najmniej  „pokrzywdzoną”grupą wielbicieli wypoczynku nad wodą są żeglarze, którzy generalnie, nie mają na co narzekać - tak dużym akwenem w swoich granicach nie każde miasto, włączając w to stolicę, może się pochwalić. Generalnie, ponieważ żaglówki o większym zanurzeniu pływając po południowej połowie zalewu ryzykują poważne awarie. Nieoczyszczone dno, gęsto usiane pozostawionymi podczas budowy resztkami drzew, stanowi dla takich jednostek realne zagrożenie.

 

Niewątpliwą atrakcją, znaną pewnym kręgom w całej Europie, jest najdłuższy w Polsce wyciąg nart wodnych, na którym cyklicznie w mistrzostwach kontynentu ścigają się najlepsi polscy i zagraniczni zawodnicy. Jeśli komuś kwitnące sinice nie przeszkadzają, to może on (-a) śmiało, za stosunkowo niewielkie pieniądze, próbować swych sił na tym obiekcie.

 

Tym to sposobem doszliśmy do największej bolączki zalewu - kwitnących sinic. Spośród wszystkich „wodniaków” amatorzy kąpieli są w najgorszej sytuacji. Jeśli już takową uskuteczniają, to albo z zaciśniętymi zębami, albo, niestety - „pod  wpływem”. Niezależnie od tego, czy Sanepid zezwala akurat na kąpiele, czy też nie, woda w zalewie, nawet gdy  słynne sinice nie kwitną, swą przejrzystością nie zachęca do rzucenia się w jej odmęty. Jeśli zaś kwitną, zalew nasz kochany  przypomina bez mała dobrą, wojskową grochówkę. Ponadto dno zbiornika, prócz dwóch kąpielisk - Mariny i Dąbrowy- pokryte jest grubą, w niektórych miejscach wręcz przerażająco grubą, warstwą mułu. Do takiego stanu rzeczy przyczyniło się przede wszystkim, wspomniane wyżej złe przygotowanie dna w czasie budowy zbiornika. Dodatkowo płynąca przez rolniczy obszar Bystrzyca znakomicie urzyźnia zalew spływającymi do niej z okolicznych pól nawozami. Mimo posiadania przez Lublin kilku wyższych uczelni,z których przynajmniej trzy zajmują się szeroko pojętą ochrona środowiska,władze nasze, prócz wybudowania obok zalewu basenów kąpielowych, wciąż nie mogą nic na taki stan rzeczy poradzić.

 

Jakkolwiek muliste dno dla większości ludzi nie jest czymś przyjemnym, to samo w sobie niebezpieczeństwa jako takiego niestanowi. Niebezpieczeństwo stanowi to, co w tym mule, zwłaszcza w okolicach łowisk wędkarskich się znajduje. A dno w tychże miejscach „urozmaicone” jest między innymi wrzucanymi przez wędkarzy pobitymi butelkami. Proceder ów ma  na celu zniechęcenie ludzi do kąpieli, gdyż takowe skutkują wypłoszeniem ryb z łowiska.

 

I tak kończąc ten artykuł, autor miał ochotę napisać - zaczęło się dobrze, a wyszło jak zwykle… Ugryzł się jednak w język - czy rzeczywiście taki musi być koniec? W końcu uznał, iż najlepiej będzie przypomnieć hasło,którym Kazimierz Bryński przekonał lublinian do budowy Zalewu - „Lublin może mieć piękne jezioro, potrzeba tylko trochę dobrych chęci i pieniędzy (…)”.

 

Opracował: Krzysztof Szafranek

Literatura

Włodzimierz Wójcikowski, Tamte lata co minęły.

 

Słowa kluczowe