Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Zakazane książki- cenzura w dwudziestoleciu międzywojennym (1918-1939)

Również w drugiej Rzeczypospolitej funkcjonowała cenzura. Przedmiotem jej zainteresowania była szeroko pojęta twórczość naruszająca dobre obyczaje i ład społeczny. Tak jak wcześniej przedmiotem ataku cenzury byli heretycy, a następnie polscy wieszcze narodowi, tak w dwudziestoleciu międzywojennym w konflikt z prawem zaczęli wchodzić literaccy prowokatorzy i poeci o radykalnych lewicowych poglądach politycznych.

 

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

SKANDAL LITERACKI ZWIĄZANY Z WYDANIEM PISMA „LUCIFER” (1921R.)

Pod koniec 1920 r. młodzi lubelscy poeci Konrad Bielski i Wacław Gralewski wraz z kilkoma innymi kolegami założyli pismo „Lucifer”, które już swoim tytułem miało nawiązać do Młodej Polski „szatańskiej”, a szczególnie do twórczości Micińskiego.

 

Andrzej Chudzik: Już sama nazwa tego pierwszego w Lublinie pisma literackiego była prowokacją obyczajową o posmaku skandalicznym, szczególnie dla endeckich władz miasta i ich klerykalnych zauszników. [1]

 

Ireneusz J. Kamiński: Gdy tylko [pismo] ukazało się w grudniu 1921 roku natychmiast uległo konfiskacie. Pretekstem był wiersz Konrada Bielskiego „Dytyramb szatański”, który zdaniem władz obrażał uczucia religijne. Stało się tak na mocy decyzji z 23 grudnia 1921 roku Sądu  Okręgowego, która spowodowała natychmiastowe zajęcie przez policję niemal całego nakładu dopiero co wydrukowanego pisma jeszcze przed skierowaniem go do kolportażu. Warto dodać, że nie było to w zgodzie z obowiązującym prawem prasowym. Sto kilkadziesiąt egzemplarzy pisma ocalało dzięki temu, że ukrył je drukarz Stanisław Wójcik. Atmosfera skandalu, towarzysząca pierwszej edycji „Lucifera”, spowodowała, że uchronione przed konfiskatą egzemplarze wyrywano sobie z rąk płacąc podobno wielokrotność ceny nominalnej. [2]

 

Ireneusz J. Kamiński: Oto prawne uzasadnienie konfiskaty: „Z rozporządzenia Komisariatu Rządu na m. Lublin , na zasadzie art. 27 cz. I Dekretu z dnia 7 lutego 1919 r. w przedmiocie tymcz. przep. Prasowych („Dz. Pr.” 1919 r. Nr 14 poz. 186), w dniu 22 grudnia r.b. obłożono aresztem Nr 1 miesięcznika „Lucifer” z datą grudzień 1921, przy równoczesnym wytoczeniu sprawy sądowej przeciwko redaktorowi i wydawcy wspomnianego miesięcznika.” Zaraz potem, decyzją z 23 grudnia tegoż roku, Sąd Okręgowy spowodował zajęcie przez policję niemal całego nakładu (drukarz Wójcik ukrył sto kilkadziesiąt egzemplarzy), opierając się na art. 73 kodeksu karnego, wymierzonym w działania o znamionach bluźnierstwa, zagrożone więzieniem od 2 do 6 lat. Pojawiły się pogłoski, że relegowanie naszych poetów i redaktorki ze studiów, to tylko kwestia czasu.

Równocześnie sprawa „Lucifera” trafiła na łamy prasy lubelskiej, następnie warszawskiej i francuskiej, odbiła się echem, jak wspomniano, w USA. Miesięcznik „jako objaw akcji antyreligijnej  i antyspołecznej” potępiły organizacje Uniwersytetu Lubelskiego: Narodowe Zjednoczenie Młodzieży i Odrodzenie. W obronie uczelni przed atakami lewicy, zarzucającej szkole tendencje polityczne i religijne, wystąpili studenci ewangeliccy i prawosławni (wyznawców judaizmu na Uniwersytet nie przyjmowano). Po stronie „Lucifera” opowiedziała się lewica. Na wiecu w teatrze Rusałka Adama Wojdalińskiego, zwołanym przez PPS i PSL Wyzwolenie, zobowiązano sejmowe kluby tych partii do złożenia interpelacji na okoliczność naruszenia wolności prasy i swobód obywatelskich. Broniły pismo gazety liberalne („Ziemia Lubelska”), socjalistyczne („Dzień Polski”) i piłsudczykowskie („Głos”).

Sprawa „Lucifera” nabrała cech afery politycznej o trudnych do przewidzenia skutkach – gdyby pisujących wiersze studentów faktycznie usunięto z uczelni. Ksiądz Idzi Radziszewski stanął przecież na wysokości zadania i po prostu ułaskawił zbłąkane owieczki. A za nim poszły organa ścigania, odkładając dalsze postępowanie ad calendas Graecas. [3]

 

Wacław Gralewski: Sprawa „Lucifera” przeniknęła na łamy prasy warszawskiej. Oto np. w tygodniku polityczno – społecznym „Głos”, redagowanym przez znanego publicystę, T. Szpotańskiego, w numerze 9 z dnia 28 stycznia 1922 r. ukazał się obszerny artykuł pt. „Represje prasowe”. Czytamy w nim: Grono młodzieży w Lublinie rozpoczęło wydawnictwo miesięcznika literackiego, pt. „Lucifer”. Rzecz młodzieńcza, miejscami pretensjonalna i napuszona, miejscami zawiera ziarna mogących rozwinąć się i dojrzeć talentów. W każdym razie jest ona charakterystyczna dla fermentów ogarniających młode pokolenie. (...) Można tak czy inaczej zapatrywać się na pracę grupującej się koło niego młodzieży. Może by krytyka zabrała głos w tej sprawie, może społeczeństwo zainteresowałoby się „Luciferem”, jako przejawem jednego z prądów nurtujących naszą młodzież, może przy świetle dziennym pod uderzeniem krytyki stężałyby i wyrosły młode siły z pożytkiem dla kraju i sztuki. Niestety, okazało się to rzeczą niemożliwą. Na straży twórczości w Polsce stanął prokurator i policjant. Oni roztoczyli opiekę nad sztuką, oni wzięli w kuratelę literaturę. [4]

 

Wacław Gralewski pisze o tym w jeszcze innym tekście:

Awantura, która wybuchła w związku z tym pismem, odbiła się głośnym echem poza Lublinem, a nawet przekroczyła granice kraju. Pisała o nim paryska „La Vie des Lettres”, pisano i w dziale literackim „New York Times”, i w kilku innych. [5]
 

SKANDALISTA LITERAT JÓZEF ŁOBODOWSKI

Wielkim lubelskim skandalistą, którego utwory i redagowane przez niego pisma miały problemy z cenzurą był Józef Łobodowski. Po ukończeniu gimnazjum Łobodowski rozpoczął w październiku 1931 r. naukę w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim na Wydziale Prawa. Bardzo szybko swoimi publikacjami i zachowaniem zaczął prowokować konserwatywne kręgi społeczne.

 

Jego tomik O czerwonej krwi” (1932) został skonfiskowany z polecenia prokuratora. Za ten tomik oraz za działalność polityczną wszczęto przeciw autorowi proces sądowy. W sprawie sądowej Łobodowskiego brał udział adwokat lubelski Konrad Bielski i adwokat oraz krytyk literacki z Warszawy Emil Breiter. W dużej mierze dzięki ich pomocy poeta nie został skazany na karę więzienia. Jeszcze przed zakończeniem procesu, bo 5 lutego 1932 roku, Łobodowski został wydalony z KUL. Podstawą do podjęcia takiej decyzji przez rektora było pismo prokuratora okręgowego powiadamiające go o wszczęciu postępowania przeciwko Łobodowskiemu jako autorowi książki „O czerwonej krwi”. Prokurator wskazywał, że: "treść książki zawiera cechy przestępstw, przewidzianych w art. 129 i 73 kk."

Po usunięciu poety z KUL-u  rektor wysłał do wszystkich uniwersytetów w kraju pisma informujące, że Łobodowski został relegowany za "szerzenie pornografii i bluźnierstwa w wydanych przez siebie utworach poetyckich, skonfiskowanych przez władze prokuratorskie". Z takim „wilczym biletem” wystawionym przez rektora Łobodowski praktycznie nie mógł starać się o przyjęcie na inny uniwersytet w celu kontynuacji rozpoczętej nauki. [6]

„O CZERWONEJ KRWI” (1932)

W styczniu 1932 roku wyszedł  w dwustu pięćdziesięciu egzemplarzach tomik Józefa Łobodowskiego O czerwonej krwi.


Irena Szypowska: Składał się z utworów rewolucyjnych, wyrażających bunt przeciw obowiązującej moralności i wszystkim autorytetom. Był on zainspirowany „Odami barbarzyńskimi” Giosue Carducciego, laureata Literackiej Nagrody Nobla oraz twórczością Włodzimierza Majakowskiego. Wiersz tytułowy zawierał strofę:


    a ziemia dudni pod nami
    i wzbiera groźną nowiną
    wygraża pięściami jak wiec,
    że trzeba porwać się z miejsca,
    ogromny sztandar rozwinąć,
    że trzeba coś zrobić, gdzieś biec.

 

Buntowniczo nastawieni młodzi robotnicy, uczniowie i studenci rozpłomieniali się, gdy Łobodowski w swym granatowym mundurze telegrafisty (a nie w smokingu z kwiatem w butonierce) z ekspresją recytował swe wiersze. Wyrażał ich uczucia, gotowi byli razem z nim „coś zrobić, gdzieś biec.” Natomiast na pytanie, co zrobić i gdzie biec skwapliwie odpowiadali młodym idealistom „doświadczeni towarzysze”, którzy nie wiadomo jak i kiedy, wciągali w wir pracy agitacyjnej.

Poezja Łobodowskiego odpowiadała rodzącej się awangardzie artystycznej, nowemu pokoleniu poetów, debiutujących w latach trzydziestych i odrzucających zarówno tradycje skamandryckie jak i wzory tworzone przez Przybosia i Peipera, „papieży” awangardy krakowskiej. Czesław Miłosz pisał: „Łobodowski jest wyjątkowo poważnym pisarzem (...) ten człowiek głosem ochrypłym od agitatorskiego wrzasku mówi do nas przejmująco i przekonująco.”

 

Tom „O czerwonej krwi” został skonfiskowany. Odbyła się rozprawa sądowa. Oskarżony bronił się dowodząc, że jego wiersze stanowiły tylko echo lektur: „Dlaczego wiersze Carducciego są polecane w gimnazjum jako lektura nadobowiązkowa, czy dlatego, że otrzymał Nagrodę Nobla? Bo przecież u Carducciego jest dużo wierszy ateistycznych, rewolucyjnych na przykład „Hymn do szatana” – wycofajcie Carducciego z bibliotek szkolnych!” – mówił Łobodowski na Sali sądowej. Bronił go znany adwokat lubelski Kazimierz Miernowski, przyjaciel Czechowicza. [Według innych relacji w tej rozprawie uczestniczyli adwokat Konrad Bielski i adwokat z Warszawy – Emil Breitrer, jednocześnie krytyk literacki.] Poza konfiskatą żadnej kary na oskarżonego nie nałożono. [7]

ROK 1932 – SKANDALE ŁOBODOWSKIEGO

Rok 1932 w życiu literackim Lublina zaznaczył się szeregiem wydarzeń z udziałem Łobodowskiego, które bez przesady można uznać za wielkie lubelskie skandale literackie. W radykalnych kołach młodzieżowych i inteligenckich mówiono o nim jako o „poecie skonfiskowanym”. [8]



Wydarzenia roku 1932 opisał Józef Czechowicz:

Józefowi Łobodowskiemu, którego książka „O czerwonej krwi” została w styczniu bieżącego roku [1932] skonfiskowana, doręczono przed dwoma miesiącami akt oskarżenia. Między innemi zarzuca się tam podburzanie do nieposłuszeństwa władzom, szerzenie nienawiści klasowej, celowe obrażanie uczuć religijnych, bluźnierstwo i wreszcie obrazę moralności publicznej przez wypowiadanie bezwstydnych myśli i wyrazów – oskarżonemu grożą cztery lata ciężkiego więzienia, jednocześnie doręczono akt oskarżenia w drugiej sprawie, którą wytoczyła prokuratura za wiersz drukowany w szóstym numerze trybuny p.t. „Słowo do prokuratora”, natomiast trzecią konfiskatę tomu poezyj tegoż autora p.t. „W przeddzień” sąd okręgowy w Lublinie na posiedzeniu z dnia 11 lica 1932 roku postanowił uchylić, nie dopatrując się w treści książki cech przestępstwa – przewodniczył rozprawie sędzia Szulakowski. [9]


                       
Tak wspomina tamte wydarzenia sam Józef Łobodowski:

W ciągu jednego tylko roku 1932 byłem konfiskowany dziesięciokrotnie. Oto lista tych konfiskat: tom wierszy „O czerwonej krwi”, wiersz „Do prokuratora”, drukowany w miesięczniku „Trybuna”; zbiór wierszy „W przeddzień”. Artykuły w „Kurierze Lubelskim” (pięć razy), drugi numer „Barykad” (za dwa artykuły), trzeci numer (w całości). Prawie wszystkie konfiskaty spowodowały procesy, jedynie konfiskatę zbioru „W przeddzień” sąd uchylił. W pierwszym procesie, w styczniu 1933 r. Sąd Okręgowy skazał mnie na dwa i pół lata więzienia, z zawieszeniem na trzy lata; w apelacji obniżono mi wymiar do dwóch lat , ale jednocześnie, uwzględniając odwołanie prokuratora, zniesiono zawieszenie. Sprawa poszła do kasacji. W międzyczasie dostałem jeszcze jeden wyrok: sześć miesięcy darowane na mocy amnestii. Odpowiadałem z wolnej stopy za kaucją.


Rozprawa przed Sądem Najwyższym okazała się decydująca. Bronił mnie Emil Breiter, znany krytyk literacki, zamordowany podczas okupacji przez Niemców. Po krótkiej naradzie sąd skasował wyrok, przekazując sprawę do ponownego rozpatrzenia, apelacji warszawskiej, z motywacją, że atmosfera, jak wytworzyła się dokoła mnie w Lublinie, nie daje gwarancji sprawiedliwego wyroku. [10]

PROTEST EWY SZELBURG – ZAREMBINY W OBRONIE ŁOBODOWSKIEGO

Opisując ten lubelski skandal literacki należy wspomnieć o proteście Ewy Szelburg – Zarembiny, która publicznie stanęła w obronie Józefa Łobodowskiego po konfiskacie tomu „O czerwonej krwi” i skazaniu jego autora na więzienie.

W krótkim szkicu „Sprawa poety” pisała:

 

Osądzono w Lublinie i skazano poetę, autora zbiorku wierszy „O czerwonej krwi”. Rozprawa była tajna i nic tu o jej przebiegu powiedzieć nie można. Nie można przytoczyć umotywowania zarzucanych poecie przestępstw. Nie można zacytować skonfiskowanych wierszy. Nie należy jednak przejść nad tym zdarzeniem w milczeniu. Nie jest to bowiem tylko sprawa oskarżonego poety, jest to sprawa wszystkich poetów, sprawa Poezji – ponieważ Poezję właśnie postawiono w lubelskim sądzie w stan oskarżenia. Osądzono ją i skazano. [11]



Rok wcześniej to Łobodowski napisał o zdjęciu przez cenzurę ze sceny misterium Ewy Szelburg-Zarembiny pt. „Ecce homo”:

 

Cenzura zabroniła grać na scenie misterium Ewy Szelburg – Zarembiny pt. „Ecce homo”. Pierwotnie zakaz ten dotyczył całości, następnie wskutek interwencji Związku Zawodowego Literatów ograniczono go do pary fragmentów. [12]

„LUBELSKA SZOPKA POLITYCZNA” (1937)

Kilka lat później, w roku 1937, Józef Łobodowski wydaje Lubelską Szopkę Polityczną, w której w żartobliwej formie komentuje zdarzenia z 1932 r:

 

Oj, w Lublinie, w tym Lublinie,
tak powoli woda płynie –
jak się wybić, by nie chybić-
głowiłem się tam.
I orzekłem – nie ma rady-
trzeba wydać „Barykady”
od konfiskat do nazwiska
szybko dojdę sam. [13]

 

Czyżby więc wszystkie zdarzenia z 1932 r. były efektem strategii świadomie wykorzystującej skandal jako nadzwyczaj skuteczną metodę na zrobienie kariery literackiej?

 

Opracował Tomasz Pietrasiewicz
Redakcja Alicja Magiera, Agnieszka Wiśniewska

 

Przypisy

[1] Andrzej Chudzik, Lubelskie podzwonne Młodej Polski, „Poezje” 1978 nr 11/12, s.70.
[2] Ireneusz J. Kamiński, Życie artystyczne w Lublinie w 1901-1926, Lublin 2000, s. 200.
[3] Ireneusz J. Kamiński, Życie artystyczne w Lublinie w 1901-1926, Lublin 2000,  s. 202.
[4] Wacław Gralewski, Dytyramb szatański, [w:] Ogniste koła, Lublin 1963, s. 56.
[5] Wacław Gralewski, Stalowa tęcza, Warszawa 1968 s. 96-97.
[6] Czechowicz- w poszukiwaniu ukrytego miasta, Scriptores nr 30/2006, Lublin 2006, s. 83-93.
[7] Irena Szypowska,  Łobodowski. Od „Atamana Łobody” do seniora „Lobo”, Warszawa 2001, s. 25-27.
[8] Ludmiła Siryk, Naznaczony Ukrainą. O twórczości Józefa Łobodowskiego, Lublin 2001, s. 16.
[9] Józef Czechowicz, Noty, „Barykady” 1932, nr 1, s. 43.
[10] Józef Łobodowski, O cyganach i katastrofistach (3), „Kultura” nr 10 (październik)1964, Paryż, s. 41 – 42.
[11] Tadeusz Kłak, Lubelskie powieści Józefa Łobodowskiego, w: Literatura i pamięć kultury, Lublin 2004, s. 343.
[12] Józef Łobodowski,  „Ecce homo” pod nożycami cenzora, „Trybuna” nr 1, 1932.
[13] Józef Łobodowski, Lubelska szopka polityczna, Lublin 1937, s. 72-73.

 

 

Literatura

Chudzik Andrzej, Lubelskie podzwonne Młodej Polski, „Poezje” 1978 nr 11/12.

Czechowicz- w poszukiwaniu ukrytego miasta, Scriptores nr 30/2006, Lublin 2006, s. 83

Czechowicz Józef, Noty, „Barykady” 1932, nr 1.

Gralewski Wacław., Dytyramb szatański, w: Ogniste koła, Lublin 1963.

Gralewski Wacław., Stalowa tęcza, Warszawa 1968.

Kamiński Ireneusz J., Życie artystyczne w Lublinie w 1901-1926, Lublin 2000.

Kłak Tadeusz, Lubelskie powieści Józefa Łobodowskiego, w: Literatura i pamięć kultury, Lublin 2004.

Łobodowski Józef,  „Ecce homo” pod nożycami cenzora, „Trybuna” nr 1, 1932.

Łobodowski Józef, Lubelska szopka polityczna, Lublin 1937.

Łobodowski Józef, O cyganach i katastrofistach (3), „Kultura” nr 10 (październik)1964, Paryż, s. 41 – 42.

Siryk Ludmiła, Naznaczony Ukrainą. O twórczości Józefa Łobodowskiego, Lublin 2001, s. 16.

Szypowska Irena,  Łobodowski. Od „Atamana Łobody” do seniora „Lobo”, Warszawa 2001, s. 25-27.