Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Wojna obronna – Lublin w przededniu wojny. Przygotowania do obrony

Dwudziestego siódmego marca 1939 roku premier gen. Feliks Sławoj-Składkowski, wydał instrukcję w myśl której: Jako siedziba dla Rządu na wypadek opuszczenia stolicy wyznaczony został rejon Lublina, obejmujący miasto Lublin wraz z okolicą w promieniu do 100 km. Tym samym nie zakładano scenariusza, że rejon Lubelszczyzny zostanie objęty działaniami wojennymi. Lublin był więc miastem bezbronnym w pełnym znaczeniu tego słowa.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Przygotowania do obrony przeciwlotniczej

W przededniu wrześniowego kataklizmu miasto liczyło 122 tysiące mieszkańców. W lipcu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zarządziło przegląd pomieszczeń, które mogłyby w czasie nalotów pełnić funkcję schronów. W wyniku przeprowadzonych przez Inspekcję Budowlaną oględzin wykazano, że jedynie 65 proc. mieszkańców może znaleźć schronienie w piwnicach domów, a około 6,8 proc. w schronach podwórzowych. Tymczasem część uwzględnionych w raporcie kryjówek wymagała znacznych nakładów na przystosowanie ich do użytku. Władze miasta podjęły więc decyzję o budowie rowów przeciwlotniczych ze względu na nieporównywalnie niższe koszty. Rowy miały być rozmieszczone w 58 miejscach, m.in. w Ogrodzie Saskim, przy ulicach: Długosza, Orlicz-Dreszera, przy rogu Lipowej i Okopowej, na Łęczyńskiej oraz w parku miejskim na Bronowicach. Łączna długość okopów miała wynosić 5300 m, co miało dawać schronienie dla ponad 10 tysięcy mieszkańców. Sygnał do rozpoczęcia prac dał wojewoda lubelski Jerzy de Tramecourt 26 sierpnia. Lublinianie z zapałem stawili się do pracy, nierzadko przynosząc własne narzędzia1. Przy budowie kryjówek przeciwlotniczych nikt nie przewidział, że przez miasto wkrótce przetoczy się fala tysięcy uchodźców z zachodu, którzy będą wystawieni na niemieckie bomby. Jednostki czynnej obrony przeciwlotniczej były słabo wyposażone i nieliczne. Składały się z 30 dział artylerii przeciwlotniczej oraz 2 kompanii cekaemów przeciwlotniczych. W konfrontacji z siłą ognia najeźdźcy miały okazać się bezsilne2. Na wniosek Komendy Ochrony Przeciwlotniczej miasto podzielono na sześć rejonów obrony przeciwlotniczej dróg i mostów. Miała to być służba przy odgruzowywaniu, porządkowaniu, pracach remontowych i wyznaczaniu objazdów. Zadania te wykonywać miało kilkadziesiąt osób zorganizowanych w drużyny.

Obrona przeciwgazowa

Jeśli przygotowanie do obrony przeciwlotniczej było niewystarczające, to zabezpieczenia przeciw atakowi gazowemu były żadne, a nikt nie mógł wykluczyć, że tego typu działania mogą mieć miejsce. Trudności finansowe nie pozwoliły na zakup większej ilości masek. Miasto dysponowało zapasem, który wystarczał na wyposażenie zaledwie kilku patroli i grupy urzędników. Nie wybudowano także urządzeń wentylacyjnych w schronach.

Nastroje lublinian w przededniu agresji niemieckiej

Nastroje mieszkańców miasta były jednak zgoła optymistyczne. Większość sądziła, że Polska naprawdę jest „silna, zwarta i gotowa”. Wspomnienia Zdzisława Czekajskiego dobrze oddają przygotowania lublinian do wojny:
A jakiż był zapał i entuzjazm ludzi przy kopaniu zygzakowatych rowów przeciwlotniczych. Ta akcja miała największe rozmiary na dużym placu, róg Okopowej i Lipowej. Przychodziły tam całe kompanie pracowników ze śpiewem na ustach: „Raduje się serce, raduje się dusza...”. Nie było dostatecznej ilości łopat i kilofów, stąd zamiast roboty miały także miejsce i kłótnie. Działacze z samoobrony dokumentnie lustrowali każdy dom, nakazując nalepianie pasków papierowych na szyby, wstawianie pierzyn do okien oraz napełnianie worków piaskiem. Odbyło się również kilka prób zaciemniania miasta.
Rosło serce lublinian, gdy żołnierze ustawili w kilku miejscach miasta działka przeciwlotnicze: na Czechowie, Tatarach i na boisku szkoły Staszica. Natomiast gdy przechodziła ulicami kompania żołnierzy, szło za nią wielu gapiów, komentując pierwszorzędne wyszkolenie wojska. Większość mieszkańców nie wierzyła w to, że Niemcy napadną na kraj, gdyż ponieśliby sromotną klęskę, mierząc się z naszą armią.
W tym czasie przebywał w Lublinie cyrk „Korona”, który rozbił swoje namioty koło Domu Żołnierza. Urzędnicy otrzymali trzymiesięczne pobory, więc chodzili tłumnie do cyrku, do knajp, na ulicach było rojno i wesoło, taka była atmosfera społeczeństwa miasta w ostatnich dniach sierpnia
3.

 

Opracował Tadeusz Przystojecki
 
 

Przypisy

 1 T. Radzik, W okresie okupacji niemieckiej 1939–1944, [w:] Lublin. Dzieje miasta, t. II: XIX i XX w., pod red. J. Kruszyńskiej, Lublin 2000, s. 227–228.

2 Tamże, s. 227.

3 W. Białasiewicz, A.L. Gzella, Bronili Lublina. Wrzesień 1939. Wstęp do opracowania, Lublin 1994, s. 15.

 

Literatura

Radzik T., W okresie okupacji niemieckiej 1939–1944, [w:] Lublin. Dzieje miasta, t. II: XIX i XX w., pod red. J. Kruszyńskiej, Lublin 2000, s. 227–228.
Białasiewicz W., Gzella A.L., Bronili Lublina. Wrzesień 1939. Wstęp do opracowania, Lublin 1994, s. 15.