Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Wojna obronna – Armia Czerwona na Lubelszczyźnie

Dwudziestego trzeciego sierpnia 1939 roku w Moskwie, między Niemcami a Związkiem Radzieckim został zawarty pakt o nieagresji. To, rzecz jasna, wersja oficjalna. Nieoficjalnie zaś podpisano wówczas dodatkowy, tajny protokół mówiący, iż w razie terytorialnego i politycznego przekształcenia państwa polskiego, granica stref wpływów między obydwoma powyższymi krajami będzie przebiegała na czterech rzekach: Pisa–Narew–Wisła–San. To z kolei oznaczało, że cała Lubelszczyzna miała znaleźć się pod okupacją sowiecką. Pomimo postanowień paktu Ribbentrop–Mołotow wojska Wermachtu już 9 września przekroczyły rzekę San, naruszając tym samym linię demarkacyjną. Prawdopodobnie Adolf Hitler chciał wymusić zmianę warunków układu, stawiając Stalina przed faktami dokonanymi. Świadczy o tym choćby oblężenie Warszawy przez Niemców, pomimo że Praga przypaść miała w udziale ZSRR. Jednocześnie Berlin w licznej korespondencji dyplomatycznej naciskał o jak najszybsze wkroczenie Armii Czerwonej na wschodnie terytorium Rzeczypospolitej.

Spis treści

[RozwińZwiń]

Wkroczenie Armii CzerwonejBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Moment ten, tak tragiczny w naszych dziejach, nastąpił dnia 17 września o godz. 5.40. Wojska radzieckie natarły wówczas w sile pięciu armii i grupy konno-zmechanizowanej I.W. Bołdina, uformowanych w dwa zgrupowania: Frontu Białoruskiego pod wodzą M.P. Kowalewa i Frontu Ukraińskiego znajdującego się pod rozkazami S.K. Timoszenki. Trzy dni później pierwsze znaczne oddziały 5 Armii I.G. Sowietnikowa Frontu Ukraińskiego ruszyły od strony Włodzimierza Wołyńskiego i Sokala w kierunku Lubelszczyzny. Dwudziestego drugiego września opanowały Chełm, 23 – Krasnystaw, a 24 – Zamość. Równocześnie od północnego wschodu wkroczyła 4 Armia W.I. Czujkowa Frontu Białoruskiego, która zajęła po kolei Białą Podlaską (22 września) i Międzyrzec (24 września). To właśnie z wysuniętymi oddziałami tej armii starła się w bojach pod Puchową Górą, Jabłoniem i Milanowem wchodząca w skład Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” 60 Rezerwowa Dywizja Piechoty pułkownika artylerii A. Eplera.

Inną znaczną bitwę z Armią Czerwoną na Lubelszczyźnie stoczył przedzierający się ze wschodu i próbujący połączyć się z Samodzielną Grupą Operacyjną „Polesie” Korpus Ochrony Pogranicza W. Orlika-Rückemanna. Walka ta miała miejsce w dniach 30 września–1 października pod miejscowością Wytyczne. W związku z wyczerpaniem sił polskich i brakiem amunicji zakończyła się rozwiązaniem korpusu i rozpuszczeniem żołnierzy. Większość z nich szczęśliwie dotarła do domów bądź dołączyła do wojsk generała Kleeberga. Okrutny los spotkał jednak rannych porzuconych na polu bitwy. Tych czerwonoarmiści kazali zebrać ludności miejscowej i złożyć w Domu Ludowym w Wytycznem, który następnie zamknięto, tak aby nikt rannym żołnierzom nie udzielił pomocy. Większość zmarła z powodu obrażeń i wykrwawienia. Wszystkich poległych pochowano po uprzednim zniszczeniu wszelkich dokumentów i przedmiotów, które mogłyby umożliwić ich identyfikację. Mundury, obuwie i inne rzeczy rozdzielili między siebie Sowieci.

Warto również wspomnieć o tzw. grupie czterech pułkowników. Powstała ona z luźnych oddziałów, które po II bitwie pod Tomaszowem Lubelskim znalazły się w lasach w okolicach Żółkiewki, Turobina, Wysokiego i Bychawy. Następnie połączyły się w zwarte zgrupowanie, nad którym dowodzenie przejął w dniu 27 września na zebraniu w Sobieskiej Woli pułkownik dyplomowany T. Zieleniewski. Trzon wojsk stanowiły grupy: pułkownika dypl. L.W. Koca (z Kowla), pułkownika W. Filipkowskiego, kawalerii „Chełm” przyprowadzonej przez pułkownika W. Płonkę oraz piechoty podpułkownika C. Czajkowskiego. Celem zgrupowania było przedarcie się na południe, na Węgry. Początkowo toczyło ono walki z jednostkami Wermachtu pod Polichną, Janowem Lubelskim i w Dzwoli. Na dalszym etapie marszu napotkało jeszcze jednego wroga, jakim była Armia Czerwona, która 28 września zajęła Biłgoraj, a następnie Frampol. W dniach 30 września–1 października siły pułkownika Zieleniewskiego toczyły krwawe boje o wieś Krzemień, oraz walki na linii Flisy–Momoty. Kiedy żołnierzom zabrakło już amunicji dowództwo podjęło decyzję o złożeniu broni przed Armią Czerwoną. Większość oficerów wziętych wówczas do niewoli zginęła w Katyniu i innych miejscach kaźni Polaków w ZSRR. 

Zaprowadzanie nowego ładuBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Wbrew szerzonej wówczas – jak i później w PRL-u – propagandzie, wkroczenie „sowieckich wyzwolicieli” bynajmniej nie spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem ze strony mieszkańców miast i wsi. Takie przypadki były niezwykle rzadkie i zdarzały się głównie ze strony nielicznych zwolenników bolszewizmu, często narodowości białoruskiej, ukraińskiej i żydowskiej, a także biedoty, która w nowym porządku upatrywała poprawy swego losu. Tak było chociażby w Łęcznej, Chełmie, Krasnymstawie czy Biłgoraju. O wiele częstszą reakcją był jednak strach przed utratą życia i konfiskatą majątku. W pamięci przecież wciąż świeża była wojna polsko-bolszewicka sprzed 20 lat.

W ślad za wojskiem postępowali oficerowie polityczni. Ich zadaniem było wprowadzanie nowego porządku. Po zajęciu danej miejscowości organizowano wiece, w czasie których trwała wzmożona agitacja. Zgodnie z głoszonymi hasłami władza miała znaleźć się w rękach chłopów i robotników. Nawoływano do rozprawienia się z posiadaczami ziemskimi i organizowania nowych władz. W wielu miastach i wsiach środkowej i południowej Lubelszczyzny zostały zawiązane komitety rewolucyjne, organizowano też milicję ludową zwaną powszechnie „czerwoną” lub „opaskową”. W wioskach dworskich powstawały komitety parcelacyjne, które miały przegonić obszarników i podzielić ich ziemię, a w wielu przypadkach także majątek ruchomy. Wszystkie te działania przerwało zawarcie nowego układu między Niemcami a ZSRR.

Niemiecko-radziecki traktat o granicach i przyjaźniBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Dwudziestego ósmego września doszło do ponownych rozmów niemiecko-radzieckich, mających na celu doprecyzowanie postanowień sprzed miesiąca. Ich efektem było podpisanie kolejnego traktatu o granicach i przyjaźni, zwanego drugim paktem Ribbentrop–Mołotow. Na jego podstawie Stalin zrzekł się Lubelszczyzny i części województwa warszawskiego w zamian za uznanie radzieckich wpływów na Litwie.

Losy miasta LublinaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Tym samym nie doszło do zajęcia Lublina przez Armię Czerwoną pomimo tego, że znajdowała się ona już na polach Felina, a także pomimo wydania odpowiednich dyrektyw w tej sprawie przez stronę niemiecką. Wiąże się z tym zresztą ciekawa historia. Otóż na wieść o tym, że Sowieci mają wkroczyć do miasta, podaną zresztą przez niemiecką komendę władzom miejskim, socjaliści i komuniści żydowscy postanowili dokonać uroczystego ich powitania. W związku z tym Zarząd Miejski wyłonił spośród swojego składu delegację, która następnego dnia miała udać się na ulicę Fabryczną i powitać nowego okupanta. W jej skład weszli Roman Ślaski – prezydent miasta, Marian Chojnowski – działacz PPS i zastępca komendanta polskiej Straży Bezpieczeństwa, oraz najprawdopodobniej Władysław Kunicki. Rano okazało się jednak, że podane wieści są nieaktualne w związku z nowym układem niemiecko-radzieckim.

Zbrodnie sowieckie na LubelszczyźnieBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Podczas pobytu na Lubelszczyźnie, podobnie jak i na innych terenach należących do Rzeczypospolitej, Sowieci dopuszczali się licznych mordów na żołnierzach Wojska Polskiego. Znaczna część tych zbrodni jest już udokumentowana, aczkolwiek wiele pozostaje jeszcze nieznanych, podobnie jak dane wszystkich ofiar. Wiele z nich to jeńcy wojenni, a także żołnierze wyłapywani, gdy pojedynczo lub w niewielkich grupach przedzierali się do domów, za granicę, czy w poszukiwaniu innych oddziałów. Jedną z największych była zbrodnia dokonana w Grabowcu – wsi położonej ok. 30 km na zachód od Hrubieszowa. W miejscowości tej doszło do starcia między oddziałami Armii Czerwonej a dwoma szwadronami kawalerii grupy „Kowel”. Po zakończeniu walk Sowieci wymordowali wszystkich jeńców, a następnie personel i pacjentów szpitala polowego mieszczącego się w miejscowej szkole, w sumie ok. 40 osób. Nie sposób również nie wspomnieć o zbrodni katyńskiej. W licznych mogiłach na „nieludzkiej ziemi” miejsce spoczynku znalazło co najmniej kilkuset oficerów z Lubelszczyzny.

Liczne były również przypadki napadów, gwałtów, mordów i rabunków na ludności cywilnej. Nasiliły się one zwłaszcza na terenach zajętych przez wojska radzieckie, a które na drodze nowych porozumień miały przypaść Niemcom. Wycofujące się oddziały czuły się wówczas całkowicie bezkarne.

Najczęstszymi ich ofiarami byli przedstawiciele polskiego ziemiaństwa i po prostu ludzie majętni. Taki okrutny los spotkał kilka spośród najzamożniejszych rodzin hrubieszowskich Żydów, którzy uciekali na wschód w obawie przed hitlerowcami. Dla bezpieczeństwa podróż postanowili odbyć „pod opieką” Armii Czerwonej. Niestety cała grupa stanowiąca ok. 50 osób, w tym kobiety i dzieci, została zamordowana w Teptiukowie, zaledwie 4 km na północny-wschód od Hrubieszowa.

Wymarsz Armii CzerwonejBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Wymarsz Armii Czerwonej z terenów Lubelszczyzny miał miejsce w dniach 2–3 października. Wraz z wycofującym się wojskiem na wschód udały się liczne grupy dobrowolnych uchodźców, głównie tych, którzy jeszcze niedawno brali udział w zaprowadzaniu nowego porządku. Wielu przyjęło później z własnej woli obywatelstwo Związku Radzieckiego. Część z nich po roku 1944 wróciła do kraju by zasilić szeregi aparatu nowo wprowadzanej władzy.

LiteraturaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Zawilski A., Bitwy polskiego Września, Znak, Kraków 2009.
Głowacki L., Działania wojenne na Lubelszczyźnie w 1939 r., Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1966.
Wieliczko M., Burza od wschodu, „Kurier Lubelski” 1989, nr 180.
Wieliczko M., Granica na ośmiu rzekach. Przyjaźń niemiecko-radziecka pośrodku ziem polskich, „Relacje” 1989, nr 33.
Muszyński Z., Armia Czerwona na  Lubelszczyźnie. Jesień 1939, „Relacje” 1989, nr 35–44.
Jadczak S., Szlakiem „Dywizji Kobryń”, „Sztandar Ludu” 1979, nr 225.
Dębecki R., Cień Ribbentropa i Mołotowa, „Sztandar Ludu” 1989, nr 194.
Jadczak S., Bój pod Wytycznem, „Sztandar Ludu” 1989, nr 226.
Tochman K., Nóż w plecy, „Tygodnik Zamojski” 1990, nr 37.
Cygan W.K., Zbrodnie sowieckie na jeńcach wojennych we wrześniu–październiku 1939 r., „Wojskowy Przegląd Historyczny” 1992, nr 3.