Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Wojciech Samoliński

Spis treści

[RozwińZwiń]

Rok 1981

Zawód wykonywany: dziennikarz - Zarząd Regionu Środkowo-Wschodniego;
Funkcje pełnione w "Solidarności":
- rzecznik prasowy Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego,
- sekretarz Zespołu Ekspertów w Zarządzie Regionu,
- członek Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ "Solidarność";
Internowany: 13 grudnia 1981 - 14 grudnia 1982.
Miejsce internowania: Włodawa, Rzeszów-Załęż, Kielce, Łupków.

W sobotę rano jak zwykle udałem się do pracy, tj. do Zarządu Regionu, mieszczącego się przy ulicy Królewskiej. W Zarządzie nic specjalnego się nie działo. Wszyscy od rana wykonywali swoją rutynową pracę, między innymi sprawdzano, co dzieje się w zakładach pracy. Około południa dostaliśmy ostrzeżenie, że o 17.00 nastąpi jakiś "boom". Do 17.00 w budynku znajdowały się całe władze regionalne. Kiedy nic się nie wydarzyło, ludzie zaczęli rozchodzić się do domów. W budynku zostało około 10 osób /dokładnej liczby nie potrafię podać/.
Między 20.00 a 21.00 dostaliśmy informację, że w komendach dzieje się coś niezwykłego. Ja wtedy razem z Tomaszem Przeciechowskim objechałem komendy i stwierdziliśmy przygotowania do jakiejś akcji. Do Zarządu Regionu wróciliśmy około 21.30. W okolicach Zarządu było widać tajniaków i samochody milicyjne.
Wykonaliśmy wtedy mnóstwo telefonów przestrzegających przed akcją milicji. Telefon wyłączyli nam około 22.30. Wkrótce potem „wysiadł” telex. Czekaliśmy, zastanawiając się co będzie dalej: „Wejdą czy jest to tylko próba zastraszenia?”.
Mnie "niestety" pozbawiono pewnej przyjemności. Między 22.45 a 23.15 poczułem, że jest mi chłodno i poszedłem do swojego gabinetu, który mieścił się na drugim piętrze, wziąć kożuch. Narzuciłem kożuch na ramiona i zacząłem schodzić po schodach. W tym momencie posłyszałem brzęk tłuczonej szyby w drzwiach i zobaczyłem milicjantów biegnących po schodach do góry. Na ich czele biegł kapitan Mróz, człowiek, który był Komendantem III Komisariatu na ulicy Kunickiego. Znałem go stąd, że uczestniczyłem wraz z nim w jakichś tam negocjacjach. Pokazując na mnie machnął ręką: "Tego!", i z całej grupy, która wbiegła na główny korytarz oderwało się dwóch czy trzech ludzi i skierowało się w moim kierunku. Zostałem złapany pod ręce, nie mocno, - muszę przyznać - skopany i zniesiony do "suki". W związku z tym pozbawiony zostałem możliwości uczestnictwa w obronie Zarządu. Ci, którzy byli na pierwszym piętrze barykadowali kolejne drzwi, przesuwali biurka.
Po pewnym czasie do Nysy, w której znajdowałem się, "dołożyli" jakąś kobietę. Następnie przeniesiono nas do następnej "suki" i zawieziono do Komendy na ulicę Północną. Po przyjeździe bardzo długo stałem na korytarzu twarzą do ściany i czekałem na przesłuchanie /w pewnym sensie po przyjeździe popsułem rutynowe działanie milicji, ponieważ nie miałem przy sobie dowodu osobistego/. Obok mnie przeprowadzono wiele osób, między innymi: Dziurę, Bartmińskiego, Janickiego.
Po dłuższym czekaniu na korytarzu zostałem doprowadzony do SB-eka, który przedstawił się nazwiskiem Rajza, i który pokazał mi dokument o internowaniu. Ja, czego obecnie żałuję, nie wziąłem go. Był to bardzo ciekawy dokument, ponieważ wszystkie dane znajdujące się w nim były na czas sprzed ponad pół roku. Niewątpliwie był to dowód na to, że akt internowania był przygotowany na marzec i wpisano tylko datę i numer dekretu. Zobaczyłem wtedy także całość dokumentacji dotyczącej mnie. Rajza nie był sprawnie działającym SB-ekiem. Otworzył przy mnie kopertę z moim nazwiskiem. Był tam właśnie ten akt internowania, o którym wspomniałem, była lista znajomych, u których mógłbym potencjalnie się ukrywać /na marginesie była ona fałszywa/, były moje fotografie, mój bardzo precyzyjny życiorys. W sumie była to dość gruba koperta zawierająca wiele dokumentów.
Po przesłuchaniu zostałem przeprowadzony do celi, w której  znajdowały się  4 osoby /chyba/, min. : Waldemar Jakson i prawdopodobnie Ryszard Jankowski. W związku z tym, że byłem zmęczony położyłem się spać i nawet udało mi się usnąć.
Około godziny 5.00 lub 6.00 zostałem wyprowadzony z celi i doprowadzony do lekarza,  ponieważ konsekwentnie twierdziłem,  że zostałem pobity.  Lekarz nie stwierdził żadnych śladów obrażeń na moim ciele. Następnie zostałem przeprowadzony do milicyjnej "budy", gdzie znalazłem się jako 19. Wśród osób znajdujących się tam zobaczyłem, min.: Kucia, Grzegorczyka, Kuczka, Jankowskiego, Gregorowicza, Wesołowskiego, Bochrę, Kozaka, Karpińskiego, Jóźwiakowskiego,  Wardawego,  Niezgodę,  Pagę,  Łomocia  i Puczka.
Do Włodawy dojechaliśmy o świcie. W czasie tej podróży ogarnęło nas przekonanie, że to czyste szaleństwo, i że  nie może im się to udać. Nie prowadziliśmy raczej rozmów na temat "Solidarności", a tym bardziej jej przyszłości. Po przyjeździe zostaliśmy dość szybko i sprawnie "wyładowani" i przeprowadzeni do cel. Ja znalazłem się na okres około pół godziny w pustej i zimnej celi. Tam po raz pierwszy ogarnęło mnie przerażenie. Szybko jednak doszedłem do siebie, gdyż z celi tej zostałem przeniesiony do następnej, gdzie znajdowało się około 8 osób. Po jakimś czasie przez więzienną "szczekaczkę" usłyszeliśmy przemówienie Jaruzelskiego....
Zatrzymanie moje nie było zatrzymaniem typowym - większość ludzi aresztowana była w domach, przykłady podobnie nietypowych przypadków przytaczam poniżej.
W Puławach miała miejsce sytuacja, kiedy do człowieka o nazwisku Jan Skrzynion przyszli milicjanci z zapytaniem, czy ma trabanta. On odpowiedział, że nie, że sprzedał. Na to milicjanci poprosili aby wziął ze sobą dowód sprzedaży i udał się z nimi do Komendy w celu wyjaśnienia jakiejś sprawy z tym związanej.
Innym przypadkiem było zatrzymanie Przewodniczącego Fabryki Obrabiarek Ciężkich z Poręb. Przybył do niego zaprzyjaźniony milicjant i powiedział, żeby wziął ze sobą strzelbę /przewodniczący FOC-u był myśliwym/ i pojechał z nim na Komendę, ponieważ wydarzył się wypadek z bronią i sprawdzają wszystkie strzelby. On oczywiście pojechał z tym milicjantem.
Są to przykłady dość zabawnych zatrzymań. Były także całkiem odwrotne sytuacje. W wielu mieszkaniach wyważano drzwi, było to połączone ze stresem i płaczem żon i dzieci.
Znam również wypadki kilku ucieczek. Dwie najbardziej spektakularne wydarzyły się w Świdniku.
Jedna z nich to ucieczka Alfreda Bondosa, który uciekł po balkonach i do którego strzelano.
Druga to ucieczka, także po balkonach Andrzeja Sokołowskiego. Po zejściu z czwartego piętra schował się pod garażem stojącym na podporach i przez dobrą godzinę widział buty szukających go SB-eków. Ponieważ panował wtedy silny mróz nabawił się on ciężkiego zapalenia płuc.
 
Z archiwum Zakładu Metodologii Historii UMCS

 


 

Biogram

Samoliński Wojciech, ur. 1 grudnia 1953 w Gdańsku. Absolwent Wydziału Ekonomiki Produkcji Uniwersytetu Gdańskiego (1976) oraz filozofii chrześcijańskiej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (1979). 1976-77 współpracownik KOR, jeden z organizatorów pomocy dla radomskich robotników. 1977-80 redaktor i drukarz niezależnego pisma katolickiego „Spotkania”. 1983-89 redaktor w Dziale Wydawniczym KUL. W Związku od 1980; sekretarz zespołu ekspertów MKZ Regionu Środkowowschodniego, w 1981 rzecznik prasowy ZR. 13 grudnia 1981 internowany, więziony w ZK we Włodawie, Załężu, Kielcach i Łupkowie, zwolniony w grudniu 1982. Organizator druku i kolportażu niezależnego pisma „Informator”, doradca tajnych komisji zakładowych lubelskich zakładów pracy. 1985-89 członek TZR Środkowowschodniego; wielokrotnie zatrzymywany i przesłuchiwany przez SB. 1990-92 rzecznik prasowy Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie. Na początku lat 90. kolejno redaktor naczelny „Głosu Świdnika” , zastępca redaktora naczelnego gazety „Ekspres Fakty”, dziennikarz „Życia Warszawy”. W 1990 członek ROAD (Ruch Obywatelski Akcja Demokratyczna), do 1994 w UD, do 2002 w UW. Od 1994 współwłaściciel firmy wydawniczo - poligraficznej w Lublinie.