Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Więzienie na Zamku Lubelskim

Więzienie na zamku w Lublinie w hitlerowskim systemie eksterminacji narodu polskiego zajmowało jedno z czołowych miejsc. Należało bez wątpienia, obok warszawskiego Pawiaka, krakowskiego Montelupich i fortów poznańskich, do największych i najokrutniejszych kazamat na okupowanych ziemiach naszego kraju. Przez jego cele przeszło kilkadziesiąt tysięcy osób różnej narodowości, wyznania, płci, wieku i zawodu. Znaczna część spośród nich zmarła na skutek tortur i wycieńczenia, wielu zamordowano w masowych egzekucjach lub zgładzono w specjalnie przystosowanym samochodzie ciężarowym – komorze gazowej – a znaczną liczbę zesłano do obozów koncentracyjnych, skąd zwykle nie było powrotu.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Budynek więzienia

Główny gmach więzienia (oraz towarzyszące mu zabudowania gospodarcze) został zbudowany z przeznaczeniem na zakład penitencjarny, ale nadano mu formę neogotyckiego zamku, nawiązującą do polskich cech architektonicznych. Do roku 1939 zespół ten pełnił funkcję więzienia, a jego „pojemność” obliczano na około siedemset osób. We wrześniu 1939 roku więzienie opustoszało. Wkrótce jednak, na początku października tego roku, obsadziły go jednostki policyjne działające przy siłach okupacyjnych Wehrmachtu. Osadzano tam wówczas osoby oskarżone o działalność dywersyjną na tyłach wkraczającej armii niemieckiej, uchwycone w trakcie spóźnionej próby przedarcia się do Rumunii i Węgier oraz wskazane przez członków V kolumny jako „niebezpieczne dla III Rzeszy”. W zasadniczą fazę pełnienia swojej funkcji jako zakładu podlegejącego dowództwu SS i policji (a w tym układzie gestapo) więzienie wkroczyło na początku listopada 1939 roku po utworzeniu dystryktu i zorganizowaniu placówek policji. Wówczas zaostrzono reżim, a cele więzienne wypełniły się wielką liczbą zakładników i osób przez gestapo za „niebezpieczne dla spokoju i bezpieczeństwa” Generalnego Gubernatorstwa (według list proskrypcyjnych). Odtąd bez przerwy aż do 22 lipca 1944 roku, tj. do czasu, gdy podczas ewakuacji miejscowych władz okupacyjnych dokonano masakry pozostałych więźniów (ocalało niewielu), zamek pełnił funkcję przejściowego, śledczego więzienia podległego władzom SS i policji. W tym okresie, a więc przez około 1750 dni i nocy, przez jego mury przeszło przy dużej fluktuacji kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Selekcja ich była szybka i bezwzględna. Przeznaczone przed wojną dla pomieszczenia około siedmiuset osób więzienie zapełniane było do maksymalnych granic. Należy przyjąć, że przeciętnie w jego celach każdego dnia przebywało około dwóch–trzech tysięcy ludzi, przy czym dążono, by przetrzymywane i znajdujące się w śledztwie osoby nie przebywały tu dłużej niż trzy miesiące.

Czytaj więcej>>> o architekturze Zamku Lubelskiego

Więźniowie

W tej wielkiej więźniarskiej masie przeważali zdecydowanie ludzie aresztowani z powodów politycznych lub rasowych, wśród nich szczególnie: członkowie ruchu oporu i partyzantki, osoby posądzone o współdziałanie lub wspomaganie organizacji podziemnych, uznane za sabotażystów, uchylające się od wypełniania lub niedokładnie wypełniające zarządzenia władz okupacyjnych (nieoddawanie kontyngentów), obarczone zarzutem działania antyniemieckiego przed wojną, uznane za „element przywódczy narodu” (w ramach tzw. akcji AB), Żydzi, duchowni lub ci, których umiejętności zamierzano wykorzystać w zakładach usługowych więzienia, zbiegowie z więzień i obozów (szczególnie oficerowie Wojska Polskiego i Armii Czerwonej), osoby uchwycone w masowych łapankach i pacyfikacjach, udzielające pomocy prześladowanym Żydom, jeńcom radzieckim i Polakom, członkowie zakazanych sekt religijnych, a także osoby padające ofiarą ślepej nienawiści, „prewencji” i szantażu. W tym względzie więzienie miało przyczynić się nie tylko do tłumienia i paraliżowania wszelkiego oporu, lecz wręcz współdziałać w realizacji planów masowej eksterminacji i ludobójstwa.
Wśród więźniarskiej masy lubelskiego zamku byli ludzie różnej narodowości: Polacy, Żydzi, Rosjanie, Niemcy, Ukraińcy, a także sporadycznie Włosi, Francuzi i inni. [...]
Swoisty margines w więzieniu, ale tylko w sensie jakościowym, tworzyły elementy kryminalne (skazani przez sądy w procesach cywilnych, odsiadujący przedwojenne wyroki, prostytutki itp.). Według niektórych danych więźniowie ci stanowili około połowy stanu liczbowego. [...]

Szykany i tortury

Wobec więźniów stosowano ostry i bezwzględny reżim. Dostarczano ich tu na ogół w stanie niezwykle ciężkim. Byli zmaltretowani, pobici, zmarznięci i zagłodzeni. Wśród szykan i bicia doprowadzano ich do kancelarii, gdzie spisywano personalia oraz zabierano do depozytu wszelkie przyniesione przedmioty lub bagaż. Pozostawiano im jedynie własne ubrania. Żydom przyszywano znak w kształcie gwiazdy, natomiast przestępcom niemieckim kozła (symbol głupoty). Wszystkich w pierwszym etapie kierowano do prymitywnej łaźni, a następnie, dla odbycia kwarantanny, do mrocznych, ciemnych i pozbawionych przepływu powietrza cel w baszcie. W przeciągu kilku tygodni pobytu w tej części więzienia przesądzał się ich dalszy los. Wywoływani po kolei, odwożeni byli do gmachu gestapo (Pod Zegarem), gdzie przesłuchiwali ich i torturowali gestapowcy.
W trakcie „śledztwa” stosowano cały wachlarz tortur. Od prymitywnego bicia pięścią, kolbą, bykowcem aż do duszenia maską przeciwgazową, napełniania żołądka płynami, topienia wody w kubłach z wodą, wbijania drzazg pod paznokcie, wieszania głową w dół, szczucia psami itp. Nagminnie też dopuszczano się takich wyrafinowanych metod, jak obnażanie kobiet, torturowanie na oczach przesłuchiwanych innych osób, w tym szczególnie członków rodzin i współtowarzyszy. Niekiedy wszystkie z tych metod stosowano wobec jednego i tego samego więźnia. [...]
W czasie takich tortur wiele osób umierało lub traciło zmysły. Tu też przesądzano o dalszym ich losie, jak skierowanie do cel głównego gmachu więzienia, postawienie przed sąd specjalny, deportacja do obozu koncentracyjnego, egzekucja, ewentualne wypuszczenie na wolność lub przymuszenie do pracy agenturalnej. [...]

Egzekucje

Skazanych na śmierć wkrótce wywożono z więzienia w najbliższe okolice miasta, gdzie ich rozstrzeliwano (na pobliskim cmentarzu żydowskim, w lesie krępieckim, na cmentarzu przy ulicy Unickiej, w dzielnicach: Rury Jezuickie, Dziesiąta, Czechów Górny). Poważną część skazanych stracono w komorze gazowej zainstalowanej na samochodzie ciężarowym, kursującym pomiędzy zamkiem a obozem zagłady na Majdanku. Sporadycznie więźniów zamku rozstrzeliwano w „pokazowych” egzekucjach w wybranych miejscowościach dystryktu lubelskiego (np. w Puławach, Jabłonnie, Kurowie, Bełżycach i Parczewie).
W dniach od 20 czerwca do 15 sierpnia 1940 roku w pięciu masowych egzekucjach w tzw. dołach na Rurach Jezuickich rozstrzelano około pięciuset więźniów, w tym wielu działaczy niepodległościowych, członków tworzącej się konspiracji, studentów, lekarzy, oficerów rezerwy itp. [...] Głośne w okresie okupacji stały się jeszcze publiczne egzekucje masowe więźniów zamku dokonane 12 kwietnia 1942 roku w Jabłonnie (27 więźniów), w styczniu 1944 roku przy wale wiślanym w Puławach (35 więźniów) i 28 stycznia 1944 roku przy moście na Bystrzycy w Lublinie (30 więźniów); o ich wykonaniu niemieckie władze policyjne powiadomiły społeczeństwo Lubelszczyzny za pomocą specjalnych plakatów grożących dalszymi represjami.
Ostatnia wielka egzekucja miała miejsce 22 lipca 1944 roku. W tym końcowym dniu okupacji Lublina opuszczająca w pośpiechu zamek hitlerowska załoga dowodzona przez oficerów gestapo dokonała masakry części pozostałych przy życiu więźniów więźniów. Rozstrzelano wówczas w celach i na dziedzińcu, używając broni maszynowej, około dwustu więźniów. Ich okrwawione, zmasakrowane zwłoki, zalegające w stosach cele i korytarze, znaleźli mieszkańcy Lublina, którzy tłumnie w odruchu zaniepokojenia otaczali więzienie na wiele godzin przed jego likwidacją.

Deportacje

Przez cały też okres okupacji trwały deportacje do obozów koncentracyjnych. Pierwsze większe transporty odeszły już w 1940 roku do Ravensbruck, Buchenwaldu, a następnie na Majdanek, do Oświęcimia, a nawet sporadycznie do Stutthofu. [...]

Ofiary

Hitlerowskie więzienie na zamku w Lublinie pochłonęło ogromną liczbę ofiar. Należy przyjąć, że z ogólnej liczby sześćdziesięciu tysięcy osób, które znalazły się w jego murach, większość padła ofiarą eksterminacji. Kilka tysięcy zostało rozstrzelanych w masowych egzekucjach, kilka tysięcy zmarło w więzieniu na skutek tortur, chorób i nieludzkich warunków, a wiele tysięcy zesłanych do obozów nigdy już nie powróciło. Do tego tragicznego bilansu dochodzą jeszcze ci byli więźniowie, którzy zmarli po wyzwoleniu na skutek utraty zdrowia lub psychicznej czy fizycznej nieodporności. Nikt już zresztą nie potrafi ściśle odpowiedzieć na pytanie ile ofiar pochłonęła lubelska katownia.


Tekst pochodzi ze wstępu Zygmunta Mańkowskiego do książki Wspomnienia więźniów Zamku Lubelskiego.

Zredagował Tadeusz Przystojecki


 

Literatura

Mańkowski Z. [red.], Wspomnienia więźniów Zamku Lubelskiego, Warszawa 1984.

Zdjęcia

Audio

Historie mówione

Inne materiały

Słowa kluczowe