Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ulica Świętoduska w Lublinie – historia ulicy

Powstanie ulicy związane było z budową w XIV wieku kościoła i szpitala św. Ducha znajdującego się u zbiegu ulic Krakowskie Przedmieście i Świętoduskiej.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Nazwa ulicy

Pierwotnie, w XV wieku, ulica nazywana była Szpitalną od usytuowanego przy kościele św. Ducha szpitala. Przez jej fragment przebiegał trakt lwowski i ruski. W XVIII wieku funkcjonowała pod nazwą św. Ducha lub Świętoduska. W czasie II wojny światowej ulica nazywała się Robert Kochstr. W okresie PRL-u nazwę zmieniono na Hanki Sawickiej. Od 1990 roku ponownie funkcjonuje pod nazwą Świętoduska.

Ważne miejsca przy ulicy Świętoduskiej

Od XV wieku, gdy przy Krakowskim Przedmieściu znajdowały się kościół i szpital św. Ducha, na części ulicy Świętoduskiej rozciągał się ogród szpitalny. W 1858 roku po rozebraniu budynku szpitala, miasto przeznaczyło uzyskany teren na plac targowy. W 1862 roku powstał plan regulacji górki Świętoduskiej, z wytyczeniem ulicy Przystankowej. W okresie przedwojennym ulica Świętoduska graniczyła pomiędzy zwartą dzielnicą żydowską a centrum miasta. Znajdowało się na niej wiele sklepów i hurtowni żydowskich.

  • Pierwsza wielka linia fortyfikacyjna powstała w XV wieku na tzw. Górce Świętoduskiej. Linia ta biegła wzdłuż ulicy, skręcając niemal pod kątem prostym w stronę Bramy Krakowskiej.

  • Plac targowy
    W 1851 roku na placu za Magistratem, między ulicami Nową i Świętoduską, (na wysokości kościoła karmelitów bosych) utworzono plac targowy. Teren uporządkowano i wybrukowano oraz wystawiono na nim murowany budynek jatek mięsnych i sklepów. Tu odbywają się codziennie targi na wiktuały spożywcze dostarczane z okolic miasta – czytamy w przewodniku po Lublinie z 1878 roku. Na placu tym odbywały się targi aż do drugiej wojny światowej. Zlikwidowano go w 1942 roku.

  • Koszary Straży Ogniowej (Świętoduska nr 3)
    Budynek został wzniesiony w 1875 roku według projektu arch. Aleksandra Zwierzchowskiego na miejscu dawnego szpitala. Od 1956 roku był kilkakrotnie remontowany. Obecnie należy do Urzędu Miasta.

  • Dworzec autobusowy

  • Urząd pocztowy (Świętoduska 22)
    1 sierpnia 1940 roku utworzono Urząd Pocztowy nr 4, przeznaczony wyłącznie dla ludności żydowskiej. Natomiast 13 marca 1942 roku, po zamknięciu getta, poczta została oddana do użytku ludności nieżydowskiej.

  • Gimnazjum Karola Glasberga

  • Zakład produkcji wag (Świętoduska 20)
    Założony w 1904 roku przez Piotra Księżackiego. Po nawiązaniu kooperacji z fabrykami Wolskiego i Moritza zaczął produkować niewielką liczbę wag dziesiętnych i stołowych o małej nośności.         

  • Drukarnia Handelsmana (Świętoduska 23)
    Została wymieniona i opisana w spisie drukarni żydowskich z 1915 roku. Opis sporządzony przez kontrolerów sanitarnych miasta Lublina z października 1915 roku obrazuje wygląd ówczesnych drukarni żydowkich:
    Lokal parterowy, wyjście z sieni, składa się z jednego pokoju widnego, oświetlonego oknem, niełączącego się ani z mieszkaniem, ani z innymi ubikacjami. Pokój długości 11 i pół łokcia, szerokości 4 i pół łokcia, w nim mała nożna maszyna drukarska. Pracuje dwóch ludzi. Ze względu na to, że na małej nożnej maszynie (pedałówce), żadne poważniejsze prace być wykonywane nie mogą, drukarnia Handelsmana, chociaż mieści się w małym jednopokojowym mieszkaniu, żadnej szkody zdrowiu publicznemu ani pracującym w niej przyczynić [1].

  • Plac Ofiar Getta
    Na terenie dawnego ogrodu szpitalnego, a później placu targowego, dziś znajduje się skwer upamiętniający ludność żydowską. Podczas wojny hitlerowcy wykorzystali plac do wystawienia tablicy propagandowej, na której oznaczali swoje zwycięstwa na frontach. W 1963 roku na skwerze stanął obelisk Ku Czci Ofiar Masowej Eksterminacji Ludności Żydowskiej, który w 2006 roku został przeniesiony na ulicę Niecałą.

  • apteka ( róg Krakowskiego i Świętoduskiej)
    Funkcjonowała od 1861 roku.

  • Wodociąg
    W XVIII wieku od ulicy Świętoduskiej do murów obronnych biegł środkiem rurociąg drewniany, nieszczelny, umieszczony w kanale przykrytym deskami, na które z nastaniem mrozów narzucano kupy nawozu końskiego dla ochrony przez zamarznięciem wody w rurach [2].

  • Bar „Miejski”
    Funkcjonujący w czasach PRL-u bar nazywany był przez bywalców ,,Cham” lub ,,Pod Batem”. Serwowano tam znakomite kotlety mielone i placki ziemniaczane z wiejską śmietaną.

  • „Pod Arkadami” (Hanki Sawickiej 7)
    Czynny w okresie PRL-u, został wymieniony w przewodniu po Lublinie z 1976 roku.

 

Wspomnienia mieszkańców Lublina związane z ulicą Świętoduską

Maria Sobocka
„Na Rynku nie było straganów. Zniszczony był ten Trybunał, ale żeby handel, to nie. Wszystko się odbywało właśnie przy jatkach, tutaj na zewnątrz za Bramą Krakowską, w stronę kościoła karmelitów, miedzy ulicą Nową a Świętoduską. To ten plac to był wybitnie targowy i zupełnie nawet inny charakter miał ten targ. Na ulicy Świętoduskiej pod 8 było olbrzymie podwórze. Ono i dalej jest bardzo obszerne i Brama, przez którą wjeżdżały chłopskie wozy. Kobiety przyjeżdżały i same sprzedawały. Przekupki też były, ale były i kobiety, które same przyjeżdżały i sprzedawały, i właśnie w tym zajeździe bardzo dużo było koni, wozów. Inny charakter miał ten targ niż teraz”.

„Targowisko w Lublinie, takie typowe targowisko, to było na ulicy Nowej, na tyle Magistratu, tu gdzie jest Pod Arkadami taki budynek. W tym samym miejscu, a nawet nie wiem, czy nie na tych samych fundamentach, to były tak zwane jatki – cały ciąg sklepów z mięsem. Jeden za drugim. No więc się wybierało, chodziło, miało się swoich tam rzeźników, wisiały całe tusze olbrzymie świń, wołów, cieląt, także tego mięsa było bardzo dużo. Wszystko się kupowało na tym targu. Babcia chodziła tam na targ, no i służąca przychodziła z indykiem pod pachą na przykład. Masło w osełkach się kupowało a nie w żadnych tam pakowanych ćwiartkach. Osełki były w liściu, także to zupełnie inny charakter. A już ryby i śledzie – to na pewno były takie kramy żydowskie i tylko u nich się kupowało to. W zimie siedziały, paliły się w garnkach takie rozżarzone węgle i grzały się na tym właśnie te kupcowe i ciepło miały – takie centralne ogrzewanie, to to pamiętam. Ale żebym tam chodziła z mamą w sprawach zakupów, to raczej nie, raczej tylko takie rzeczy, jak ubiory, takie rzeczy trwalsze, a żywność to się kupowało w innej dzielnicy Lublina. Na Świętoduskiej pod numerem 10, tam i obecnie jest duże podwórze z bramą taką wjazdową, i tam był tak zwany zajazd. Tam ze wsi przyjeżdżali chłopi, zajeżdżali tam, wnosili towar na targ, a tam konie stały z wozami i czekali na właścicieli aż zhandlują to wszystko. Targ był na całym tym placu gdzie w tej chwili i parking i cały ten zieleniec. To było wszystko wybrukowane takimi dużymi kocimi łbami i to na tym kamiennym targowisku wszystko się odbywało. Jak się szło na targ po śledzie, to tylko do Żydówek. Siedziały takie mocno ubrane – bo to i zimą targ był przecież – takie okutane chustami Żydówki i one prosto z beczek przeróżne śledzie, gatunki, dobrane, podzielone i to się u nich kupowało. Na Bychawskiej był bardzo duży sklep Żyda Ślimaka, który miał taki szalony wybór kasz, wszelkiego rodzaju kasze, drobne, średnie, grubsze, no wszystkie”.

Mieczysław Kurzątkowski

„Na targ to się szło piechotą. Chodziłem tam z naszą służącą, Wandzią, ona prowadziła mnie za rękę. Szliśmy najpierw ulicą Letnią, potem ulicą Glinianą, potem ulicą Rury Jezuickie, która obecnie nazywa się Nadbystrzycka, potem Narutowicza, potem nie wiem czy Kapucyńską, czy tu Pijarską, na Świętoduską, potem Wandzia chodziła od straganu do straganu i wybierała... Targ był wybrukowany w całości kocimi łbami, to zbocze tak „tarasowato” opadało, tak, że był taki taras z tych kocich łbów, potem stopień i potem znów taras i były stoły, na których były rozłożone te jakieś warzywa, nabiał, drób, czy tam inne rzeczy oraz kobiety również które siedziały czy tam klęczały przy swoich koszach. One bardzo często miały śmietanę w garnuszkach glinianych, to było nakryte takim płótnem, zawiązane szmatką, którą odchylały i pozwalały spróbować śmietanę czy dobra. Próbowało się patyczkiem. Oczywiście na wsi była nędza. To była podstawa egzystencji często to co przynosili i sprzedawali. Często chodzili od domu do domu i oferowali jajka, sery, śmietanę, mleko i dlatego tak pozwalano próbować, żeby zachęcić, żeby ktoś wreszcie kupił. Na targu nie było mięsa. Mięso było w murowanych jatkach, które stały w tym miejscu, gdzie obecnie są Arkady. Te Arkady powstały na podmurowaniu tych jatek. Na ten targ wielu z tych rolników czy chłopów podlubelskich przyjeżdżało wozami. To były wozy konne nieogumione, wtedy jeszcze ogumionych wozów nie było, wobec tego – na okutych kołach i jak się wyszło z domu rano – to słychać było z miasta ten turkot kół odbijających się, podskakujących na tych kocich łbach bruków miejskich – to był ten odgłos miasta. Nie warkot samochodów. To był ten hałas kół. Jak również kiedy się szło miastem, to też właściwie dominujące to było to.... stąpanie koni, dorożki. Był jeszcze tzw. mały targ na ulicy Narutowicza, mniej więcej naprzeciwko ulicy Konopnickiej. No więc naprzeciw tego bloku był tzw. mały targ. Ale tam był bardzo mały wybór i opłaciło się iść na ulicę Świętoduską, na ten duży targ”.

Jan Ossowski

„Poza Starym Miastem interesowało mnie to, że ja mogłem pójść z mamą na przykład na targ na ulicę Świetoduską, tam był targ olbrzymi gdzie przyjeżdżali rolnicy, gdzie najbardziej to zastanawiałem się nad tym jak właśnie w czasie zimy przeważnie to Żydzi, Żydówki przygotowywały śledzie i olbrzymia była ilość gatunków tych śledzi, te uliki, uliki królewskie i w ogóle różne inne. Pamiętam, chociaż nigdy nie lubiłem śledzi, ale rodzice moi to lubili i kupowała mama tam. To było ciekawe. Zresztą tam były te jatki. Zawsze pamiętam, interesowałem się tym i zresztą po co to było to do dzisiejszego dnia nie wiem, olbrzymie były takie balony, to były chyba z różnych tam zwierząt, bo nie z ryb, te, ale jakieś takie większe i one wisiały przed tymi sklepami. To było pełno tego. To nie była jedna hala, to były bardzo małe te sklepy. Przy ulicy Świętoduskiej, za domem państwa Fryczyńskich – mieszkał tam mój kolega szkolny – oni mieli dużą rodzinę – Fryczyńscy – zawsze z przyjemnością tam do niego chodziłem i pamiętam, że tam w bramie, to był drugi targ”.

Zygmunt Karwacki

„Na Świętoduskiej tutaj, gdzie w tej chwili znajdują się Arkady, ta powiedzmy sobie restauracyjka Arkady i pomnik żydowski, to tam było targowisko, targowisko naprzeciw kościoła, I tam wtedy w długim budynku znajdowały się jatki. Co to były jatki, prawda u nas my mówimy – jatka to coś pobicie, zamordowanie – sprzedawano mięso, mięso, rąbankę i tym podobne. No i tam się odbywał ten handel: po jednej stronie były te sklepiki, a po drugiej zaraz na odwrót, normalnie rzecz biorąc tam nawet szlachtowano świnki, bo innych zwierząt nie szlachtowano, to były za duże, ale świnki szlachtowano i sprzedawano i słychać było jak targują, ludzie jak targują sobie Żydzi. Głównie to taki folklor to pachciarstwo. Przywiózł gospodarz świnię i dawał Żydkowi w pacht. Żyd to rozrabiał, zabijał, sprzedawał, i normalnie – nazwijmy to rodzaj oddawania jak w komis – w pacht. I to by powiedzmy sobie było z tego".

Zofia Aniszewska

„A w Lublinie to był targ, jak tu wytłumaczyć, na górkę żeśmy chodzili jak jest, kiedyś była ulica Hanki Sawickiej [przed wojną i obecnie: Świętoduska]. To na tym placu, to był właśnie targ. Ja też chodziłam na ten targ. Wyglądało to tak: towar był poustawiany na bruku i ludzie przychodzili i kupowali. Żadnych stołów się nie ustawiało. Tam sprzedawano mleko, jajka, sery, masło, owoce. Sprzedawali Żydzi i Polacy. Ale z Żydami było lepiej handlować jak z Polakami, bo nie grymasili tak, tylko kupowali i mówili, że towar dobry jest. A Polak zanim kupił to palców nalizał, próbował. Żeby dojść na targ, trzeba było wstać o godzinie czwartej, piątej rano. Szło się dwie godziny. Handlowało się do dwunastej, do pierwszej, a potem robiło się zakupy w Lublinie”.

Zofia Hetman

„Na ulicy Świętoduskiej był cały targ. Tam to bez przerwy smażyły kaszany, śledzie były, tu było wszystko. A jak nastało lato, to kobiety ze wsi z jagodami, z serami, z masłem, pełno ich było. Chłopy zajeżdżały z wozami, ze wsi przywozili jaja, masło, sery, kury, tam to wszystko było. Zajeżdżali w podwórko, zapłacił [chłop] temu stróżowi i szedł na handel. Taki dzbanek jagód był za trzy złote, pamiętam jak byłam. Tam było i wapno, i igły, i sery, i co tylko, co tylko. I Polacy mieli te swoje budy i Żydzi”.

Zabytki

Kościół św. Ducha (Krakowskie Przedmieście)
Kościół Świętego Ducha powstał na początku XV wieku. Został usytuowany tuż za Bramą Krakowską, poza murami średniowiecznego miasta. 23 listopada 1419 roku rajcy lubelscy i mieszczanie wystosowali pismo do biskupa krakowskiego, z informacją o wystawieniu kościoła i szpitala. Budynki szpitalne oraz kościół zostały uposażone przez mieszczan w 1421 roku. Nowo erygowany kościół posiadał swojego prepozyta – duchownego do opieki nad szpitalem. Budynek szpitalny był to wielki murowany dom z obszernymi sklepionymi izbami, stojący w miejscu dzisiejszego ratusza. Natomiast gotycka świątynia była budowlą jednonawową, z węższym prezbiterium, nakrytą wysokim dachem oraz ze schodkowym szczytem nad fasadą. W II poł. XVII w. dostawiono od północy kaplicę Matki Boskiej, którą ufundował pisarz polny koronny Stefan Czarniecki. Kaplica stała się potem drugą nawą kościoła.
Kościół w ciągu wieków był wielokrotnie przebudowywany, w wyniku czego bryła świątyni utraciła swój pierwotny charakter. W 1858 roku wyburzono szpital oraz tzw. Bramę Świętoduską. Na miejscu szpitala powstały koszary wojskowe a na terenie ogrodu w XIX wieku dworzec autobusowy i plac targowy.
Dziś kościół św. Ducha jest kościołem trójnawowym, sklepionym, posiadającym po dwa filary z każdej strony nawy głównej. Nawa środkowa i prezbiterium są wyższe od naw bocznych, utworzonych dawnych kaplic.
Do świątyni wchodzi się od strony Krakowskiego Przedmieścia, przez dół wieży, z której w dalszym przedłużeniu jest przedsionek, jakby korytarz na froncie całego kościoła. Na murowanej arkadzie, nad wejściem do nawy środkowej widoczny jest chór z organami. W kościele św. Ducha znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej Świętoduskiej, zwany też Matki Boskiej Dobrej Rady. Mieści się obecnie w głównym ołtarzu kościoła.

 

Dwór Rafała Leszczyńskiego, obecnie klasztor oo. karmelitów, (Świętoduska 16)
Rezydencja została wzniesiona w latach 1619 - 1632 przez muratora lubelskiego Jakuba Balina. W dworze tym, choć nie ukończonym, mieścił się od 1631 roku przez krótki okres czasu zbór kalwiński. Następnie, po śmierci właściciela, nabyły go karmelitanki bose i adaptowały na potrzeby zakonne. W zespole klasztoru do dziś czytelna jest bryła dworu z czterema narożnymi, obronnymi basztami. Karmelitanki rozbudowywały klasztor oraz wzniosły kościół pw. św. Józefa dzięki wsparciu Katarzyny z Kretów Sanguszkowej. Prace prowadzone były w latach 1635 - 1644. W 1807 roku siostry odstąpiły kościół i klasztor karmelitom. Same zaś przeniosły się do drugiego klasztoru karmelitanek bosych na ul. Staszica. Po trzech latach karmelici zostali przeniesieni do innego klasztoru, a w kompleksie zamieszkały siostry wizytki. Karmelici wrócili jednak na ul. Świętoduską w 1841 roku i przebywali tam do czasu kasaty zakonów w 1864 roku. W murach klasztornych mieściło się w tym czasie więzienie śledcze. Przez krótki okres czasu w kompleksie przebywali jezuici. W 1918 roku karmelici odzyskali kościół, a następnie po przeniesieniu więzienia w 1945 r. cały klasztor.

 

Pomnik Ofiar Getta (Świętoduska)
Ufundowany i wystawiony w 1963 r., w dwudziestą rocznicę ostatecznej zagłady Żydów lubelskich. Monument, którego autorem był prof. B. Zagajewski i Janusz Tarabuła, zaprojektowany został w formie sugestywnej macewy, na której znajduje się inskrypcja – fragment wiersza poety żydowskiego Icchaka Kacenelsona „W każdej garstce popiołu szukam swoich bliskich”. U podstawy pomnika umieszczone zostały nazwy obozów zagłady i pracy, do których w okresie okupacji trafiali Żydzi lubelscy: Bełżec, Sobibór, Treblinka, Majdanek, Trawniki, Poniatowa, Budzyń i Zamość. Lokalizacja samego pomnika jest raczej przypadkowa i wynikła z faktu, że w latach sześćdziesiątych władze komunistyczne nie chciały zgodzić się na lokalizację tego monumentu na Podzamczu, czyli w miejscu, gdzie znajdowało się centrum getta. Dopiero po długich i burzliwych dyskusjach, którym przewodził Izydor Sznajdman, ostatni prezes lubelskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce (TSKŻ) przed 1968 r. (po 1968 r. zamieszkały w Szwecji), z którego inicjatywy wystawiono ten pomnik, władze wyraziły zgodę na umiejscowienie go pomiędzy ulicami Nową i Świętoduską, gdy w tym czasie porządkowano ten teren. Od stycznia 2007 roku pomnik znajduje się przy ulicy Niecałej. Powróci na swoje miejsce po budowie parkingu podziemnego, który ma powstać pod placem Ofiar Getta.

Kalendarium

XIV wiek – budowa kościoła i szpitala św. Ducha;
XV wiek – budowa linii fortyfikacyjnych;
1630–1640 – budowa kompleksu klasztornego karmelitanek;
1819 – wzniesienie budynku jatek przy ulicy Świętoduskiej;
1851–1942 – przy ul. Świętoduskiej funkcjonuje targ;
1858 – rozbiórka pozostałości Bramy Świętoduskiej i szpitala;
1862 – otwarcie apteki Xawerego Russyana na roku ulic Krakowskiego Przedmieścia i Świętoduskiej;
1963 – fundacja pomnika Pamieci Ofiar Getta.

 

Opracowanie: Anna Wójtowicz

Przypisy

[1] Krawczyk Antoni, Józefowicz-Wisińska Elżbieta, Lublin a książka, Drukarnie, księgarnie, biblioteki i czytelnie żydowskie w Lublinie do 1918 roku

[2] Czerepińska Jadwiga, Krakowskie Przedmieście na odcinku od Placu Łokietka do ul. Staszica w Lublinie

 

 

 

 

Literatura

Bojarski J.J., Ścieżki pamięci
Czerepińska J., Krakowskie Przedmieście na odcinku od placu Łokietka do ul. Staszica w Lublinie

Denys M., Rzeczpospolita aptekarska, [w:] Z dziejów lubelskiego aptekarstwa, „Na Przykład” 1995, nr 31.
Gawarecki H., O dawnym Lublinie. Szkice z przeszłości miasta
Gawarecki H., Gawdzik C., Ulicami Lublina, Lublin 1976 

Ilustrowany przewodnik po Lublinie

Kochanowska I., Zabytki architektury i budownictwa w Polsce. Województwo lubelskie, Lublin 1995.
Krawczyk A., Józefowicz-Wisińska E., Lublin a książka
Kościół św. Ducha
Linkowski G., Hawryluk W., Żydzi lubelscy. Materiały z sesji poświęconej Żydom lubelskim. Lublin, 14–16 grudzień 1994
Pawełek K., Co nam zostało z tych knajp?, „Kurier Lubelski”, Lublin 2004

Piech-Zajączkowska A., Wilhelm Hess i tradycje lubelskiego wagarstwa, Najstarsze fabryki Lubelszczyzny, [w:] „Kalendarz Lubelski”, Lublin 1981
Radzik T, Lubelska dzielnica zamknięta
Wysok W., Kuwałek R., Lublin. Jerozolima Królestwa Polskiego

Powiązane artykuły

Zdjęcia

Galerie

Wideo

Inne materiały

Słowa kluczowe