Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Trybunał Koronny – Sąd Najwyższy

Rok 1578 zaznaczył się w dziejach Polski wydarzeniem dużej wagi – powstał sąd najwyższej instancji, zwany Trybunałem Koronnym, Iudicium Ordinarium Generale Tribunalis Regni. Pełnił on funkcję sądu odwoławczego od wszelkich sądów szlacheckich, a także sądu sejmowego i królewskiego.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Geneza powołania

Z potrzeby powołania sądu najwyższego zdawano sobie sprawę już w połowie XVI wieku. Głównymi przyczynami powstania takiego sądu były modyfikacje prawne z 1523 roku oraz rozkład dotychczasowego systemu sądów wiecowych. W nowym zapisie prawnym ukazała się formula processus. Potwierdzała już istniejący stan, a więc formułę apelacji. Rozpatrywaniem odwołań od sądów niższych zajmować się miały sądy wiecowe. Niestety w większości przypadków sądy wiecowe nie zbierały się zbyt często, chociaż prawo zwyczajowe nakazywało zwoływać je co roku. Przewodniczyć na wiecach powinien wojewoda odpowiedni dla województwa, w którym odbywały się roki (sądy), oraz czterech kasztelanów. Często jednak zdarzało się tak, że przysyłali oni swoich zastępców. Strona  w sprawie dokonująca apelacji zwracała się więc z rozstrzygnięciem do sądu królewskiego w myśl zasady rex – iudex supremum (król najwyższym sędzią). Sąd królewski nie mógł jednak rozpatrzyć nadmiaru spraw, które do niego kierowano. Dokonywał więc remisji do sądów wiecowych. Ten chaos prawny doprowadzał do formowania się stronnictwa reform, które za swój główny cel obrało reformę sądownictwa.
Na sejmie na przełomie lat 1563 i 1564 stronnictwo złożyło projekt powołania dwóch trybunałów – dla Wielkopolski z siedzibą w Piotrkowie oraz dla Małopolski z siedzibą we Lwowie. W pierwszym miało zasiadać 29, a w drugim 14 deputatów. Wszystkie sprawy mieli rozpatrywać razem, nie dzieląc się na kolegia oraz składy orzekające. Deputaci winni być wybierani na sejmikach powiatowych. Dniem rozpoczynającym sądy miał być 11 listopada. Sądy miały trwać aż do wyczerpania spraw.
Nowością była zapewne forma powołania deputatów, którzy nie musieli posiadać wykształcenia prawniczego, a jedynie świadomość praw i obyczajów panujących w ich ziemi. Trybunał był więc sądem obywatelskim. Kadencja deputatów miała trwać rok.
Ten pierwszy klarowny projekt powołania sądu najwyższego upadł. Sprzeciwiali się mu senatorowie, duchowieństwo oraz mieszczaństwo. Pierwsze dwie grupy nie uzyskały od sejmu gwarancji posiadania w trybunale miejsc z urzędu. Mieszczaństwo natomiast nie chciało być sądzone przez sąd szlachecki. Uważano to za zamach na wolność stanu mieszczańskiego.
Sprawa trybunału jednak nie zniknęła z życia publicznego. W latach 70. XVI wieku, zwłaszcza podczas elekcji, pojawiała się jako konieczna do rozstrzygnięcia. W 1576 roku na sejmie król Stefan Batory przyrzekł rozstrzygnąć sprawę po przejrzeniu projektu. Dopiero jednak w 1578 roku zaistniała możliwość powołania trybunału. Powstał on w wyniku kompromisu i swoistej „wymiany” politycznej. W styczniu 1578 roku król zaapelował do sejmu o ustanowienie podatków na wojnę z Moskwą. Wtedy to sejm wysunął żądanie powołania trybunału. Powołano więc komisję mieszaną składającą się z 8 senatorów i 8 posłów dla ustanowienia sądu najwyższego.

Powstanie, urządzanie, działalność

Ostatecznie konstytucja sejmowa z 1578 roku powołała jeden sąd dla Korony – Iudicium Generale Ordinarium Tribunali Regni – zwany potocznie Trybunałem Koronnym. W skład sądu wchodzili deputaci świeccy i duchowni (odpowiednio 27 i 6). Deputatów wybierano na sejmikach deputackich. Duchownych wybierały kapituły. Początkowo duchowni dosyć sceptycznie podchodzili do wizji sądu szlacheckiego, lecz z czasem coraz chętniej wchodzili w jego skład.
W ramach trybunału istniał Trybunał Duchowny rozpatrujący sprawy pomiędzy klerem, a osobami świeckimi. Stanowił go specjalny skład deputatów zwany iudicium mixtum fori (6 deputatów świeckich i 6 duchownych).
Trybunał Koronny był sądem najwyższym dla Wielkopolski, Małopolski, Rusi Czerwonej oraz Podlasia. Przy swoich sądach pozostały Prusy, Wielkie Księstwo Litewskie oraz województwa: wołyńskie, bracławskie i kijowskie.
Trybunał miał dwie siedziby: Piotrków zwany Trybunalskim oraz Lublin. W Piotrkowie sądy miały rozpoczynać się w poniedziałek po świętym Marcinie (święto wypadało 11 listopada). Ich koniec wyznaczono na Niedzielę Palmową. Sądzono wtedy województwa i ziemie z Wielkopolski, Kujaw oraz Mazowsza. Następnie trybunał przenosił się do Lublina, gdzie rozpatrywano sprawy z Małopolski, Rusi Czerwonej oraz Podlasia aż do dnia świętego Bartłomieja (24 sierpnia).
Ustalono także dosyć szczegółowo kompetencje trybunału. Posiadał on możliwości rozstrzygania apelacji i mocji (zmiana wyroku lub odwołanie) od sądów niższych, a więc grodzkich, ziemskich, podkomorskich oraz komisarskich. Sprawy dotyczące urzędników, obrazy majestatu króla, dóbr i praw królewskich pozostawiono w gestii sądu królewskiego. Sporne pozostały dwie sprawy: sądzenia spraw, gdzie stroną były miasta oraz sprawy kryminalne. Ustalono ostatecznie, że sprawy sądowe miast rozpatrywać będzie trybunał (wbrew woli samych zainteresowanych), zaś król będzie przeglądał wyroki sądu najwyższego. Co do spraw kryminalnych to orzeczone przez sądy grodzkie miały trafiać do trybunału, reszta zaś – do sądu królewskiego. Aby uniknąć chaosu, zakazano także zamiany spraw cywilnych na kryminalne pod surową karą 100 grzywien oraz więzienia w wieży.
Od samego początku istnienia Trybunał Koronny podlegał modyfikacjom. Pierwsze zmiany dotyczyły zakresu jego działania. W 1588 roku stany Prus Królewskich postanowiły poddać swe ziemie jurysdykcji sądu w Piotrkowie. W latach 1589–1590 województwa: wołyńskie, bracławskie i kijowskie, do tej pory posługujące się II statutem litewskim i rozsądzane przez trybunał w Łucku, poddały się wyrokom sądu lubelskiego.
Już w ordynacji sejmowej z 1578 roku zastrzeżono, że wszelkie zmiany w statucie trybunału może dokonywać jedynie sejm. Pierwszą znaczniejszą zmianą było przesunięcie terminu sądów piotrkowskich z dnia świętego Marcina na dzień świętego Franciszka (4 października). Dokonał tego sejm w 1611 roku. W 1627 roku wprowadzono zapis o kasacie wszelkich wyroków sądu, jeśliby nie miały podstaw prawnych. Zapis ten powtórzono w 1638 roku, lecz nadal pozostawał jedynie na papierze. W 1635 roku do sądu lubelskiego dołączyło województwo czernichowskie. W 1699 roku sejm wydał konstytucję przeciwko łapownictwu w sądach. W jej myśl dający łapówkę mógł pozwać deputata-łapownika.
Dużych zmian dokonano w 1726 roku. Wprowadzono możliwość kasaty wyroków trybunału przez następny zespół sędziów. Ten przepis zamiast usprawnić działanie tylko skomplikował sprawy przed sądem najwyższym. O kasaty występowano bez umiaru. Dokonano także ostatecznego ustalenia co do łapownictwa. Łapownik miał być pociągnięty do odpowiedzialności przez sąd specjalny składający się z posłów oraz senatorów.
W 1764 roku dokonano poważnej reorganizacji Sądu Najwyższego. Utworzono dwa odrębne Trybunały Koronne. Jeden dla Wielkopolski, obradujący przez dwie sesje (przy czym pierwszą zawsze rozpoczynał w Piotrkowie, natomiast drugą na zmianę odbywał w Poznaniu i Bydgoszczy), a drugi dla Małopolski z siedzibami w Lublinie i we Lwowie. Jednak w wyniku trudności komunikacyjnych zaniechano rozdrabniania Sądu Najwyższego i oba trybunały zostały na powrót połączone w 1768 roku. Pozostały jednak siedziby poszczególnych sesji, które odbywano naprzemiennie w Piotrkowie, Poznaniu lub Bydgoszczy, oraz we Lwowie lub Lublinie. W 1775 roku ostatecznie powrócono do stanu sprzed 1764 roku, kiedy to trybunał miał dwie siedziby w Piotrkowie i Lublinie.
Jedną z większych reform sądownictwa przeprowadzono po wprowadzeniu Konstytucji 3 maja oraz po uchwaleniu ustawy Sądu Trybunalskiego Koronnego w 1792 roku. Sąd Najwyższy dla Korony znowu podzielono na Wielkopolski z siedzibą w Piotrkowie oraz Małopolski z siedzibą w Lublinie. Zmiany dotyczyły także ustroju samego sądu. Na każdej sesji powinno być 25 deputatów (20 świeckich i 5 duchownych). Zniesiono funkcję marszałka trybunału, a przewodnictwo sesji posiadali kolejni deputaci. Po zgłoszeniu przez jednego z sędziów obiekcji istniała możliwość przeprowadzenia głosowania tajnego. Dokonano także powołania instancji niższej oraz wyższej. Działali przy nich pisarze i cenzorzy, a zwierzchność nad kancelarią objął pisarz aktowy. Nie dokonano zmian w wyborze sędziów. Dalej byli oni sędziami obywatelskimi.

Czytaj więcej>>> o Trybunale Głównym Koronnym
Czytaj więcej>>> o architekturze Trybunału Koronnego w Lublinie

Deputaci

Sędziowie trybunału wybierani byli na rok. Po zakończeniu swej służby w sądzie mogli być ponownie wybrani po upływie określonego czasu. Dla deputatów świeckich był to w całej historii funkcjonowania trybunału okres czterech lat. Deputaci duchowni początkowo mogli zasiadać rokrocznie. Ze względu na protesty innych sędziów dokonano zmian, w wyniku których również deputaci duchowni dopiero po upływie czterech lat od zakończenia swej misji obywatelskiej mogli się ubiegać o ponowny wybór na stanowisko sędziego trybunalskiego.
To oczywiście nie był koniec zmian. Szlachta za wszelką cenę próbowała ograniczyć rolę duchownych w trybunale. Udało się tego dokonać, po raz kolejny przedłużając okres rozbratu z sądem do lat sześciu. Co więcej, uznano, że deputaci duchowni nie powinni mieszać się w sprawy świeckie i dokonano kolejnych poprawek, w myśl których sędziowie wybrani przez kolegiaty mogli sądzić sprawy z regestru arianismi oraz w Trybunale Mieszanym – iudicium mixti fori.
Nieskutecznie próbowano znieść funkcję prezydenta trybunału, którą zawsze sprawowali deputaci duchowni.
Oprócz prezydenta funkcję przewodniczącego pełnił marszałek trybunału. Marszałek nadzorował funkcjonowanie kancelarii sądowej, pilnował porządku obrad. W miejscu odbywania sądów posiadał uprawnienia starościńskie. Posiadał zwierzchność nad gwardią przeznaczoną do ochrony trybunału. Ordynansami przy marszałku byli oficerowie i podoficerowie gwardii trybunalskiej. Znane są również przypadki sądzenia przez marszałków zakłócających spokój sesji sądu. Za burdy i niepokoje w miejscu sesji groziło nawet skrócenie o głowę. Wyroki o naruszenie spokoju wydawano w trybie przyspieszonym i wykonywano natychmiast po ich zasądzeniu.
Ze względu na charakter sądu obywatelskiego marszałek, prezydent i inni deputaci nie posiadali stałego wynagrodzenia. Istniało co prawda skrzynkowe, a więc opłaty na rzecz sądu za wszelkie wykroczenia, ale nie były to sumy, które mogły pokryć potrzeby sędziów. Inne formy dofinansowania dla składu sędziowskiego to pobieranie części zasądzonych sum na potrzeby trybunału.
Idealizm szlachecki, a więc sąd obywatelski nie sprawdził się. W bardzo krótkim czasie deputaci zaczęli być sprzedajni. Pomyślne rozstrzygnięcie swej sprawy można było kupić. Po wprowadzeniu zmian dotyczących postępowania (możliwość kasacji wyroku) można było kupić ponowne otwarcie sprawy na kolejnej sesji. Sejm próbował przeciwdziałać korupcji, wydając konstytucje przeciwko łapownikom, lecz pozostawały one jedynie na papierze.
Dopiero w 1768 roku ustalono stałe pensje dla marszałka i deputatów (odpowiednio 30 oraz 5 tysięcy złotych). Z dnia na dzień korupcji to nie ukróciło. Dowody można znaleźć w relacjach pamiętnikarskich świadczących o licznych „prezentach” dla sędziów od możniejszych obywateli.

Palestra trybunalska

Jak w każdym sądzie, tak i w trybunale wykształciła się warstwa obrońców – palestra. Mimo niskiego stanu świadomości prawnej sędziów trybunalskich, palestra cieszyła się szacunkiem wśród szlachty. Patroni znali prawo i byli świetnymi mówcami. Liczni pamiętnikarze i relacje z XVIII wieku nakreślają nam obraz palestry mało skorumpowanej, czego nie można powiedzieć o deputatach. Zawód patrona wiązał się także z ryzykiem narażenia się na niełaskę i ewentualną zemstę możniejszych adwersarzy. Do zawodu adwokackiego garnęła się zwykle młodzież pochodząca z drobnej lub średniej szlachty. Mimo znacznego ryzyka i dużej odpowiedzialności, przedstawiciel palestry dużo zarabiał. Droga do wykonywania zawodu patrona trybunalskiego była jednak długa.
W Polsce okresu staropolskiego nie wykształciła się jedna instytucja mająca zwierzchność nad palestrą, nie powstała także szkoła specjalizująca się w kształceniu tylko w tym zawodzie. Młodzi adepci, aby uzyskać wpis do regestrów dependentów, musieli praktykować u patronów. Przyjmując praktykanta, adwokat był odpowiedzialny za jego zachowanie na sądach, jak i poza nimi. Do obowiązków dependenta należało prowadzenie kancelarii pryncypała, noszenie dokumentów na sąd, czytanie ich przed składem sędziowskim, słuchanie przebiegu spraw, jak również wprawianie się w formule procesowej.
Dependentów nazywano także palestrantami. Dzielono ich dodatkowo na wyższych i niższych. Ci pierwsi praktykowali cztery lata i przygotowywali się do służby patrona trybunalskiego. Jeśli pryncypał wyrażał zgodę na zakończenie wyższego stopnia palestranta to jego podopieczny zostawał patronem. Aby jednak reprezentować strony w sprawie, młody adwokat musiał złożyć przysięgę w sądzie ziemskim lubelskim lub sieradzkim i otrzymać patent królewski. Wtedy zostawał pełnoprawnym członkiem palestry. Od 1726 roku adwokatem mógł zostać tylko szlachcic.
Aby móc bronić klienta, patron powinien podpisać z nim odpowiednią umowę o nadanie pełnomocnictw. Odnotowywano to zdarzenie w księdze plenipotencji. Po tych formalnościach adwokat mógł w imieniu strony występować przed sądem z dokumentami otrzymanymi od swego pracodawcy, oczywiście za stosownym pokwitowaniem. W ważniejszych procesach i przy bogatszym zleceniodawcy istniała możliwość zatrudnienia dwóch, a nawet trzech patronów naraz. Również razem uczestniczyli oni w przewodzie sądowym.
Adwokaci dosyć niechętnie brali sprawy z urzędu co nieraz spotykało się z naganą szlachty, a nawet sejmu. Padały wtedy na palestrę oskarżenia o wstrzymywanie działalności wymiaru sprawiedliwości. Najchętniej z kolei brali oni sprawy z regestru arianismi. W razie wybronienia klienta z tego regestru, adwokat zyskiwał uznanie wśród palestry i możliwość obrony możnych klientów, jednak w sprawach, które nie były wcale łatwiejsze.
Czy klient adwokata był biedny, czy bogaty zasady obrony były niezmienne. Patron musiał być wierny interesom swego mocodawcy i powinien, pod groźbą infamii (utraty czci i dobrego imienia), nie ulegać pokusie łapówek od strony przeciwnej na szkodę klienta. Patron nie-szlachcic układający się z adwersarzem mógł nawet przypłacić to życiem.
W odróżnieniu od deputatów czy kancelistów (urzędników odpowiedzialnych za prawidłowe funkcjonowanie kancelarii), palestra dokonywała ciągłego podwyższania kwalifikacji dla adeptów zawodu adwokata.
W połowie XVIII wieku mecenasi byli już ukształtowaną grupą, powoli zamykającą się na nowych członków. Świadczyło o tym nie tylko wykluczenie z grona praktykantów ludzi pochodzenia mieszczańskiego i chłopskiego, lecz także dokonywanie zmian w zakresie odbywania praktyk, aplikacji oraz egzaminu składanego po aplikacji.
Sama palestra podzieliła się na patronów zapisanych przy sądach wyższych i niższych. Ci z wyższych sądów mogli reprezentować klientów w sądach niższych instancji. Zasada ta oczywiście nie funkcjonowała w odwrotną stronę.
W sądzie trybunalskim wyróżniano także klasy adwokackie. Pod koniec XVIII wieku na liście zapisanych było łącznie 100 mecenasów, z czego 40 posiadało I klasę. Awans z klasy II do I był uzależniony od wakatu w klasie wyższej, a także od stażu pracy w zawodzie.
Od aplikantów wymagano nie tylko doskonałej znajomości języka ojczystego i łaciny, ale także prawa zwyczajowego, materialnego oraz rzymskiego. Dodatkowo aplikanci uzupełniali wiedzę o powstające w Polsce zbiory praw i kodeksy.
Przy trybunale wykształciła się także klasa patronów diecezjalnych nie zapisanych na listy palestry. Bronili oni, w imieniu Kościoła, spraw niższego kleru oraz innych instytucji kościelnych. Utrzymywani byli przez poszczególne diecezje. Na ich uposażenie składali się głównie biskupi, opaci oraz bogatsze klasztory. Rocznie średnio na ten cel diecezje przeznaczały prawie 300 złotych.

Czytaj więcej>>> o palestrze trybunalskiej

Kancelaria i niżsi funkcjonariusze

W procedurze sądzenia oprócz deputatów i adwokatów brali także udział kanceliści. W czasach trybunału był to zawód dosyć szczególny. Kanceliści nierzadko znali prawo lepiej od deputatów. Podobnie jak palestranci, pilnowali przestrzegania kolejności postępowania oraz formułowali dekrety trybunalskie. O ile sędziowie obywatelscy po roku wracali do swych starych zajęć, o tyle kancelaria trybunału funkcjonowała cały czas. Urzędnik w niej zatrudniony związany był z sądem najwyższym do końca życia, o ile nie zwolniono go za wykroczenia.
Nad działalnością całej kancelarii oraz nad porządkiem w księgach czuwał pisarz aktowy. Był to najczęściej urzędnik z dużym stażem i swą funkcję pełnił dożywotnio. Również on zatwierdzał dekrety trybunalskie pieczęcią. Do pomocy miał wicesgerenta. Ten urzędnik pilnował podziału pracy w kancelarii między szeregowych kancelistów, których nazywano susceptantami.
Usankcjonowanie dożywotniej funkcji pisarza aktowego nastąpiło w 1792 roku. Podczas procesu sądowego dekrety wypisywał pisarz dekretowy. Był on wybierany przez trybunał w tajnym głosowaniu. Ponadto wpisu do regestrów spraw z poszczególnych województw mieli dokonywać pisarze z nich się wywodzący, a więc sprawy województwa lubelskiego wpisywał pisarz ziemski lubelski. W przypadku jego choroby zastępował go pisarz głównego grodu ziemi, z której niedysponowany pochodził. Procedura przewidywała także dalsze zastępstwa w razie wakatów.
Jako urzędnicy kanceliści pobierali zapłatę za swoją służbę zwaną salarium. Od 1768 roku wynosiła ona 14 tys. zł dla pisarza aktowego. Miało to także zapobiegać włączaniu się pisarzy w sprawy sądowe i doradzanie jednej ze stron. Zakaz ten pochodził jeszcze sprzed funkcjonowania trybunału, z 1550 roku. Powtórzono go kilkakrotnie, m.in. na konwokacji warszawskiej w 1764 roku. Stałe salarium zapobiegało także korupcji.
Kancelaria – jako wydział trybunału – pobierała liczne opłaty związane z procesem sądowym, wydawaniem czystopisów dekretów, przy czym opłata była zróżnicowana, zależna od rodzaju sprawy, od wpisów do regestrów, wpisów wieczystych, a nawet od przystawienia pieczęci. Co jeszcze warte wspomnienia, ceny te nie były wcale niskie. Gdyby któryś kancelista chciał pobrać opłatę wyższą od przewidzianej taksami, mógł liczyć się z wniesieniem sprawy do sądu. Najczęstszym wyrokiem było wówczas zasądzenie zwrotu naddatku pobranego od klienta przemnożonego trzykrotnie i kara osobista wykluczająca kancelistę z funkcji urzędnika wymiaru sprawiedliwości.
Mimo tego często strony w sprawie decydowały się na łapówki dla kancelistów. Przekupieni urzędnicy mieli dokonać wpisu sprawy do niewłaściwego dla niej regestru. Co więcej, nie doręczano pozwu stronie przeciwnej, a starano się oskarżonego doprowadzić w kajdanach. W takim wypadku sprawa była rozpatrywana natychmiast i wpisywana do regestru specjalnego.
Istniały także inne księgi sądowe do wpisywania różnego rodzaju spraw. Były to:
– regestr arianismi – zawierający sprawy arian, cudzołożników, czarownic, a także wyklętych przez okres dłuższy niż rok i sześć niedziel;
– taktowy – zawierał sprawy dotyczące krzywd poniesionych przez urzędników trybunału oraz ich rodziny;
– żołnierski – jak sama nazwa wskazuje – dotyczył wystąpień i niepokojów spowodowanych przez żołnierzy, np. podczas hiberny.
Ponadto funkcjonowało wiele innych regestrów: skarbowy, ordynacji zamojskiej czy chociażby ekspulsywny.
Oprócz regenta i kancelistów, w kancelarii istniały także stanowiska niższego personelu. Byli to instygatorzy oraz woźni trybunalscy. Pierwszych było czterech. Bardziej intratną pozycję miał instygator skrzynkowy. Było ich dwóch. Jednego wybierał marszałek, a drugiego prezydent trybunału. Odpowiedzialni byli za ściąganie opłat od stron bezpośrednio po ogłoszeniu wyroku. Pobierali także inne opłaty sądowe do skrzyni – stąd ich nazwa. Zarabiali 8 zł, lecz mogli posiadać dodatkowy dochód z części opłat nieściągalnych w miejscu odbywania sądu.
Gorszą funkcję pełnili instygatorzy bezpieczeństwa. Mimo rozległych kompetencji, szlachta nie garnęła się do wykonywania czynności związanych z bezpieczeństwem trybunału. Zwykle funkcję tę pełniła warstwa szlachty biednej. Instygatorzy bezpieczeństwa pilnowali porządku nie tylko podczas sądów, ale także po zmroku. Mogli aresztować dowolnie wybranych ludzi w miejscach publicznych, o ile w jakiś sposób uchybili oni mającemu panować porządkowi. Instygatorzy często przemieszczali się w asyście straży trybunalskiej. Niestety instygatorom często grożono i używano wobec nich przemocy. Zajęcie to, mimo wysokiego ryzyka, nie było dobrze płatne. Instygatorzy bezpieczeństwa zarabiali 4 zł bez możliwości „dorobienia”.
Najniższymi funkcjonariuszami trybunału byli woźni. W Lublinie do 1792 roku było ich pięciu, a w myśl ustawy o trybunale z 1792 roku miało być ich czterech. Zwykle posadę tą pełniła szlachta zaściankowa. Zarobki woźnego nie były duże, lecz funkcja, którą pełnił była dożywotnia. Wykonywał szereg czynności procesowych na zlecenie trybunału. Kładł pozwy od stron w kancelarii, poświadczone jego podpisem. W przypadku, kiedy woźny pisać nie umiał, dokument pozwu miał podpisać szlachcic z ziemi, której pozew dotyczył. W razie niepokojów woźny miał wołać straże do sali obrad. Ponadto na sali woźny wyczytywał sprawy z regestrów. Poza budynkiem trybunału miał za zadanie publicznie ogłaszać komunikaty zlecone przez deputatów. Czynił to na czterech rogach rynku. Poza miejscem obrad sądowych woźny uczestniczył w wizjach lokalnych do spraw o gwałt, zabójstwo, okaleczenie czy wybicie z dóbr. Miał także obowiązek dostarczać dokumenty do trybunału dotyczące powyższych spraw, np. zaświadczenie od cyrulika dotyczące obdukcji. Woźny przedstawiał relacje z miejsca oględzin przed trybunałem, co także stanowiło materiał dowodowy. Często woźnych oskarżano w związku z tym o stronniczość, chociaż udowodnienie krzywoprzysięstwa kończyło się dla woźnego skróceniem o głowę.

Najsłynniejsze procesy przed lubelskim trybunałem

Najwięcej głośnych procesów przed lubelskim sądem wytoczono innowiercom. Dwukrotnie sąd lubelski wydawał dekret o zamknięciu zboru kalwińskiego. Pierwszy raz miało to miejsce w 1627 roku, gdy dwóch arian oskarżono o spisek przeciwko Rzeczypospolitej. Paweł Lubieniecki oraz Jakub Sieniawski mieli się kontaktować z Gaborem Bethlenem i Gustawem Adolfem. Wydano w ich sprawie wyrok skazujący. Po ogłoszeniu dekretu współbracia w wierze urządzili tumulty. Objęły one cały Lublin. Trybunał podjął wtedy decyzję o zamknięciu zboru kalwińskiego i zakazał odprawiania kultu innego niż katolicki. Sprawa trafiła aż do sejmu. Decyzję trybunalską zaskarżono, a sejm wydał konstytucję, w myśl której trybunał przekroczył swoje uprawnienia. Ponowna próba zamknięcia zboru kalwińskiego także się nie powiodła.
W międzyczasie tych prawnych sporów między katolikami a kalwinami o istnienie zboru, wybuchła inna afera innowiercza w mieście.
Czwartego lutego 1633 roku odbył się pogrzeb Kaspra Einchorna. Podczas ceremonii pogrzebowych w obrządku kalwińskim, katolicy obrzucili uczestników uroczystości błotem i kamieniami. Rzucona iskra rozpaliła ogień zamieszek. Przez dwa tygodnie w Lublinie dochodziło do zakłócania spokoju publicznego. Zginęło po kilka osób każdej ze stron. Katolicy wnieśli pozew przeciwko kalwinom do trybunału. Skierowano go indywidualnie przeciw doktorowi Samuelowi Makowskiemu. Po rozpatrzeniu sprawy z regestru taktowego, sąd skazał Makowskiego na karę śmierci. Współbracia, ogromnym nakładem kosztów, wykupili życie Makowskiego, a trybunał ogłosił dekret uniewinniający, zaznaczając w nim swoją wspaniałomyślność.
Nie tylko sprawy innowierców poruszały opinię szlachecką tamtych czasów. Sprawy mające największy rozgłos to przewody dotyczące skandali matrymonialnych.
Taki charakter miała sprawa wniesiona przez samego króla Jana Kazimierza przeciwko Stanisławowi Franciszkowi Koniecpolskiemu. Magnat został oskarżony o bigamię. Koniecpolski w latach 50. XVII wieku ożenił się z Holenderką Marią de Bokop. W 1655 roku zmarł teść magnata, więc Koniecpolski wraz z małżonką wybrał się w podróż do Holandii. Na miejscu zastała go wiadomość o szwedzkim potopie. Nie zważając na prośby małżonki, wrócił do Polski, by walczyć z najeźdźcą. Jak się okazało stawał w szranki nie tylko o prymat najlepszego obrońcy kraju, ale także z innymi konkurentami do ręki Elżbiety Dunin-Borkowskiej. Tymczasem legalna żona czekała w Holandii. Gdy przez długi czas nie docierały wieści o jej mężu, postanowiła udać się do Polski, aby odnaleźć miejsce spoczynku Koniecpolskiego. Spodziewając się najgorszego, Maria de Bokop przybyła do Gdańska. Wielkie musiało być jej zdziwienie, gdy dowiedziała się, że jej mąż żyje i w najlepszym będąc zdrowiu, zaznaje uciech życia w ramionach Elżbiety Dunin-Borkowskiej. Rozżalona Holenderka udała się do Warszawy i złożyła skargę do Protonotariusza Stolicy Apostolskiej, wyprosiła audiencję u króla Jana Kazimierza, a także udało jej się wpłynąć na władze holenderskie, aby w jej obronie wystosowały protest. Takie działania Marii de Bokop sprawiły, że i Dunin-Borkowscy zwrócili się przeciwko Koniecpolskiemu i również wnieśli sprawę do sądu królewskiego. Król poruszony do żywego, skierował sprawę do Trybunału Lubelskiego. Wygrać sprawę nie było jednak rzeczą łatwą. Koniecpolscy wszelkimi dostępnymi środkami bronili swego ziomka. Sprawa została definitywnie rozstrzygnięta już po abdykacji Jana Kazimierza. Zawarto ugodę między Koniecpolskimi, Dunin-Borkowskimi oraz Marią de Bokop.

Czytaj więcej>>> o najsłynniejszych procesach Trybunału Koronnego

Historia „polskiej Wenus”

Inna sprawa dotyczyła podobnych zarzutów, chociaż pozwaną była kobieta. Anna Barbara z Rupniewskich Szembekowa pozwała przed sąd Agnieszkę Rupniewską za awanturniczy tryb życia i za nielegalną próbę wyegzekwowania majątku. Agnieszka w pierwszym procesie wybroniła się przed oskarżeniami. W międzyczasie ponownie wyszła za mąż za starostę łukowskiego Stanisława Domaszewskiego. Ten okazał się być wyrachowanym graczem. Prawdopodobnie Szembekowie coś mu obiecali i przeszedł na stronę powódki Anny Barbary, siostry zmarłego Rupniewskiego – męża pięknej Agnieszki. Szembekowa nie dała za wygraną. Przy pomocy Domaszewskiego podstępnie zwabiła Agnieszkę do Lublina i tam ją aresztowano. Zarzuty były poważne: podawanie się za córkę Zborowskiego. Tutaj dokonano już bezpośredniej konfrontacji Agnieszki z jej rzekomą matką, wdową po Zborowskim. Nieszczęście Agnieszki było całkowite. Szembekowa dotarła do pierwszego męża Agnieszki, kozaka Bartosza Zatorskiego. On potwierdził, że Agnieszka jest jego legalną żoną. Okazało się ostatecznie, że Agnieszka jest pochodzenia chłopskiego. Wyszła za mąż za Zatorskiego. Zostawiła go i uciekła do Krakowa, a następnie do Warszawy. Tam podawała się za córkę Zborowskiego. W stolicy poznała cudzoziemskiego oficera nazwiskiem Kolatti. Wyjechała z nim do Wiednia i tam wyszła za niego za mąż. Następnie opuściła drugiego już męża, lecz przy okazji wniosła skargę do cesarza o porzucenie jej przez męża i jego zaniedbania. Cesarz przychylił się do jej skargi i zadośćuczynił Agnieszce w jej nieszczęściu. Bigamistka ponownie pojawiła się w Wiedniu w 1675 roku i tam poznała młodego kasztelanica Rupniewskiego. Będąc od niego dziesięć lat starszą i wprawną w sztuce miłości, bardzo łatwo zdobyła sobie uczucie młodego szlachcica. Wyszła za mąż po raz trzeci. Razem wyjechali do Paryża, gdzie Rupniewski w niewyjaśnionych okolicznościach zginął. Agnieszka w Paryżu urodziła ich wspólnego syna i wraz z nim wróciła do Polski upomnieć się o swoją część majątku po kasztelanicu. Oto i cała historia „polskiej Wenus”. Nie dość, że nie wygrała procesu o spadek, to jeszcze przegrała w sądzie własne życie. Trybunał lubelski za fałszerstwo wywodu szlacheckiego, za nieprawne podawanie się jako Zborowska, za wielomęstwo i awanturnicze życie oraz za nieprawe pochodzenie skazał Agnieszkę Machównę (takie było jej nazwisko z domu) na szarpanie piersi i ścięcie. Wyrok wykonano 12 lipca 1681 roku na lubelskim rynku.
Procesem o zupełnie odmiennej naturze było nadanie indygenatu Henrykowi Bruhlowi. W XVIII wieku większość sejmów nie dochodziło do skutku. Trybunały, przeciwnie, oprócz przypadku jednego weta w Piotrkowie, odbywały się regularnie. Co ciekawe, sprawę Bruhla do Lublina oddali Czartoryscy. Z uwagi na niemoc sejmów i ważkie sprawy państwa trybunał podjął uprawnienia sejmu i w wyniku zakulisowych działań możnego rodu z Puław, Bruhl uzyskał indygenat. Otworzyło to saskiemu noblesowi drogę do najważniejszych urzędów w Rzeczypospolitej. Niestety Bruhl okazał się nielojalny wobec Czartoryskich i obozu reform, szykanując wczorajszych protektorów. Podobną sytuację pomieszczenia kompetencji sejmu w trybunale uznano powszechnie za szkodliwą, biorąc pod uwagę nagminną wręcz stronniczość lubelskiego sądu w XVIII wieku.

Inne oblicze trybunału

Trybunał przez ponad 200 lat swej działalności rozpatrywał różne sprawy. Był także w zmiennej kondycji moralnej. Stworzony jako idealistyczne wyobrażenie sądu obywatelskiego, okazał się być sądem stronniczym i sprzedajnym.
Warto jednak podkreślić, że w obradach najwyższego sądu dla Korony nieraz uczestniczyły jednostki bardzo uczciwe i skrupulatne w wypełnianiu swych obowiązków.
O trybunale zaczęły powstawać anegdoty, wiersze i legendy.
Wiersze i anegdoty pisali Bratkowski, Kitowicz oraz Krasicki. Deputaci oraz klienci sądu pojawiają się ponadto w lubelskich legendach O czarciej łapie oraz Płacz krucyfiksu trybunalskiego.
Józef Ignacy Kraszewski ukazał z kolei postać sprzedajnego adwokata lubelskiego sądu w powieści Maleparta.
Najgłośniejsze sprawy trybunału stały się kanwą kilku scenariuszy teatralnych. Sztuki te dotyczą zarówno legendy o sądzie diabelskim, jak również procesu pięknej Agnieszki Machówny.


 
 
Opracował: Łukasz Fiuta
Redakcja: Monika Krzykała

 

Literatura

Bednaruk W., Agnieszka przed Trybunałem, Lublin 2008.
Bratkowski D, Świat po części przejrzany, Kraków 1697.
Chemperek D., Z chłopki księżna. Historia wielkiej mistyfikacji z XVII wieku, Lublin 2000.
Kamieński W., Przypadki lubelskie, Lublin 1810.
Kraszewski J.I., Maleparta, Lipsk 1844.

Makiłła D., Historia prawa w Polsce, Kraków 2008.
Morozowicz H., Sąd diabelski w Trybunale lubelskim, Lublin 1901.
Reszczyński J., Sądownictwo i proces w kodyfikacji Macieja Śliwnickiego z 1523 roku. O wpływach prawa rzymskiego i praw obcych na myśl prawną polskiego odrodzenia, Kraków 2008.
Rzewuski H., Pamiątki Soplicy, Warszawa 1839.
Zarzycki W., Trybunał Koronny dawnej Rzeczypospolitej, Piotrków Trybunalski 1993.
Żbikowski A., Lubelskie procesy religijne, Lublin 1930.