Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

„Tobie śpiewam, Lublinie” [o Franciszce Arnsztajnowej]

 

Od śmierci Franciszki Arnsztajnowej minęło trzydzieści lat, to wiemy na pewno. Nikt jednak nie może autorytatywnie stwierdzić ani jak przebiegały ostatnie lata jej życia, ani też w jakich okolicznościach śmierć ta nastąpiła. Wiadomo jedynie, że w okresie okupacji hitlerowskiej znalazła się w Warszawie za murami getta, do którego wraz z nią powędrowały dwie książki, z którymi nie rozstawała się: Boska komedia Dantego i własny tomik wierszy Odloty, Niektórzy twierdzą że zmarła właśnie w getcie na tyfus, inni, że zażyła truciznę po tragicznej śmierci córki, jeszcze inni podają, że podzieliła los swoich współplemieńców i, podobnie jak Janusz Korczak, zginęła na terenie Treblinki w 1943 roku.

Talent Franciszki Arnsztaj nowej pozwalał jej na wypowiadanie się zarówno w poezji, jak i w prozie, publicystyce i dramacie, a nawet na zajęcie się przekładami z języka angielskiego. W tym ostatnim przypadku sięgała po twórczość tak wybitnych Ludzi pióra, jak: D. Jerrold, H. G. Wells, W. Somerset Maugham, R. Kipling i inni. Toteż nie jest dziełem przypadku, że w ślad za twórczością poetki szły liczne nagrody uzyskiwane w konkursach literackich — na czele ze Srebrnym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury, odznaczenia państwowe, a wśród nich Order Odrodzenia Polski i Krzyż Niepodległości.

Niezwykła ruchliwość literacka Franciszki Arnsztajnowej, jak i talent, zapewniły poetce szczególne miejsce wśród piszących kobiet, a ponieważ wierna była Lublinowi, sławiąc jego piękno jeszcze przed Józefem Czechowiczem, zasługą jej więc jest wprowadzenie naszego miasta jako interesującego motywu do poezji ogólnopolskiej. Franciszka Arnsztajnowa urodziła się w dwa lata po powstaniu styczniowym, 19 lutego 1865 roku, w Lublinie, w rodzinie inteligenckiej. Matka jej, Karolina Meyerson, była powieściopisarką, mąż — Marek Arnsztajn, którego poślubiła w 1885 roku, był znanym i cenionym lekarzem, zaś syn, Jan, wspólnie z Konradem Bielskim angażował pióro w pisanie satyrycznych „Szopek”, będących „biczem bożym” na lubelskie mieszczaństwo okresu dwudziestolecia międzywojennego.

Szkołę średnią ukończyła Arnsztajnowa w Lublinie, a następnie wyjechała do Niemiec, by — zgodnie z duchem epoki — studiować nauki przyrodnicze. Debiut jej wierszem zatytułowanym Na okręcie nastąpił w 1888 roku w „Kurierze Codziennym”, miała wówczas 23 lata. Od tej chwili coraz częściej utwory lubelskiej poetki zaczęty pojawiać się w „Kłosach”, „Tygodniku Ilustrowanym”, „Przeglądzie Tygodniowym”, „Głosie”, „Ateneum”, „Sfinksie”, „Życiu” (krakowskim i warszawskim), „Kurierze Warszawskim”, „Wędrowcu”, „Kurierze Polskim”, „Kurierze Poznańskim”, „Sprawie Polskiej” i „Na posterunku”. Związana miejscem zamieszkania i rodziną z Lublinem, utrzymywała ożywiony kontakt z „Kurierem”, redagowanym przez Mieczysława Biernackiego, a także z „Kalendarzem Lubelskim”.

Pokaźny dorobek poetycki, rozproszony po licznych pismach, pozwolił autorce na powzięcie decyzji wydania go w formie książkowej. I tak w roku 1895 trzydziestoletnia Franciszka Arnsztajnowa mogła się pochwalić tomikiem zatytułowanym Poezje.
Cechą charakterystyczną utworów zamieszczonych w tym tomie są poszukiwania formalne dla własnej wypowiedzi, a zarazem pilne śledzenie twórczości kolegów po piórze, czasem nawet po prostu wzorowanie się na ich poetyckim dorobku (na przykład Anioł Pański, Pragnienie ciszy, Pieśń wieczorna, W górach). Zgodnie z duchem epoki i panującą modą stara się w wierszach ukazywać typowo kobiece odczucia, stany duszy w związku ze zmieniającą się pogodą, porami dnia czy roku. Stąd tak wiele w tomiku utworów poświęconych wiośnie, latu, jesieni i zimie. Widoczne jest związane z tym uwrażliwienie poetki na kolorystykę (złoto, szmaragd, szkarłaty, bławat) i wiara w „wieszczą kwiatów mowę", którą zresztą zakwestionuje w Bzie pięciolistnym, pisząc: „Dziś?... za późno..., ni w kwiaty, ni w szczęście nie wierzę”.

Mimo osobistego tonu utworów Arnsztajnowej, opisu wielorakich subiektywnych doznań, odczuć, przemyka się do jej poezji nuta społeczna — ludzka niedola, na którą czułe serce poetki jest szczególnie wrażliwe. Wyrazem takiej postawy jest zwrot Arnsztajnowej do ludowości i czerpanie z jej źródeł motywów poetyckich (Myśliwy, W górach, Prządki), filozofii ludowej, a nawet rytmiki.
Wpływ kierunków literackich epoki uwidacznia się także w zakresie słownictwa („twej duszy perły”, „lutnia dźwięczna”, „kir nocy”), typowej egzaltacji poetyckiej, w nadużywaniu niekiedy znaków interpunkcyjnych {wielokropków, myślników, wykrzykników, znaków zapytania itd.). Zwracają także uwagę zdobycze Arnsztajnowej w zakresie formy — oryginalne rymowanie, wymyślne przenośnie, symbolika itd.

W Poezjach serii drugiej (1899) ujawniła się już Franciszka Arnsztajnowa jako poetka wysokiej klasy. Stawia zresztą utworom poważne zadanie, odzyskuje bowiem wiarę w sens pisania; podejmuje polemikę z hasłem „sztuka dla sztuki”, gdy stwierdza: „Wy mi nie mówcie, że pieśń zapadnie”. Coraz bardziej interesują ją odczucia innych, a tym samym rezygnuje w większości utworów z lirycznego ja. Ostrzej w polu widzenia poetki rysują się konflikty społeczne, a zwłaszcza los polskiego chłopa. Nie tylko współczuje niedoli, jaka spotyka tę warstwę społeczną, nie zamyka oczu na głód i poniżenie chłopa, ale doszukuje się przyczyn, źródeł, które spowodowały taki stan rzeczy, i widzi je w tym, że ziemia, którą uprawia rolnik, właściwie nie należy do niego, choć powinna. Nie podaje co prawda dróg prowadzących do jej zdobycia, ale już sam fakt takiego ustawienia problemu świadczy o właściwym jego rozumieniu.

Lektura utworów Konopnickiej, Sienkiewicza stanowi między innymi źródło wielu inspiracji poetyckich Arnsztajnowej. Świadczyć może o tym najwymowniej wiersz Grajek utrzymany w formie poetyckiego dialogu między dzieckiem i matką, z charakterystycznymi elementami ludowości. Oto fragment utworu:

Anim ja ciebie
Nosiła,
Gdyś był maleńki,
Do baby
Na czary, na zamawianie...
Anim wieszała
Święconych ziół
U głowy...
Anim ciebie kąpała
W dziewannie płowej
Z lebiodką, rozchodnikiem wpół...
Anim nosiła
Ciebie po rosie w świtanie —
Anim znalazła ci promienistej
Paproci o świętym Janie.,.

Do Poezji serii drugiej pomału wkracza też temat lubelski. W wierszach przewija się więc „modroszara Bystrzyca”, pysznią kolorami lubelskie pagórki, a na tym tle kładą się delikatną warstwą wspomnienia autorki z dzieciństwa. Wiersze wychodzące spod pióra dojrzałej kobiety mają dzięki temu swoisty urok i przemyślany podtekst filozoficzny. Bardzo wyraźnie można to prześledzić na utworach zadedykowanych matce.
Wyraźna kondensacja słowa, rezygnowanie, i to świadome, z egzaltacji poetyckiej, mistrzowskie opisy krajobrazu, stylizacja gwarowa — to krok naprzód w warsztacie twórczym poetki. Odstąpienie od szkarłatów i szmaragdów na rzecz barw o mniejszym nasyceniu kolorystycznym czyni z opisów prawdziwe miniatury, utrzymane w pastelowych tonacjach. Oto na przykład fragmenty utworu Ku jesieni:

Patrz... mlecz się białym przyodział już
puchem,
Pożółkłe włosy rozwiała modlitwa i z wolna sennym kołysząc się ruchem Z wiatrem jesienną dumkę szumią z cicha Osty, chyląc się nisko.
W koronę tkane bursztynowe płatki
Z świętojańskiego już ziela opadły;
Podróżnik smutny czarne wdziewa
szmatki,
Błękit swych oczu sierocych wybladły
Obraca na ściernisko.


Nie da się jednak ukryć tego, że duży wpływ wywierała na Arnsztajnową poezja młodopolska — z ,,duszy tajnicą” i „tęsknicą” na czele. Zaznacza się też dalsze pogłębienie tematu wiejskiego — ze szczególnym zwróceniem uwagi na malarskość wsi. I tak w wierszu Moja chata poetka przedstawia obraz chaty rozśpiewanej, nucącej weselną piosenkę o chmielu, gdzie dwie czereśnie to druhny, gruszka — matka panny młodej, maki wpółdojrzałe to chłopcy, marchwie znów to baby uczestniczące w obrzędzie zaślubin. Płot z chrustu przy chacie jest tak pijany, że aż się chwieje", a mądry „słonecznik od śmiechu aż na bok się kładzie”.

Tematyka lubelska coraz częściej znajduje miejsce w utworach poetki. Swój kolejny tomik, Archanioła Jutra (1924), zadedykowała wychowankom szkół lubelskich, poległym za ojczyznę. Zawarte w nim wiersze o charakterze patriotycznym, tkwiące mocno w tradycji romantycznej, opiewające matkę Polskę i jej rycerzy („Polsko! Chrystusem Narodów Tyś była”) świadczą najlepiej, jak bardzo czuła się poetka związana z losami kraju. Z dumą nawiązuje w swych utworach do najpiękniejszych kart 7. naszych dziejów, do wydarzeń powstania listopadowego, doniosłych aktów historycznych — konstytucji 3 maja, unii polsko-litewskiej, upamiętnionej stojącym w centrum Lublina pomnikiem.

Chyba jednak najpiękniejsze strofy poświęciła poetka naszemu miastu w Starych kamieniach, tomie wydanym w 1934 roku wspólnie z Józefem Czechowiczem. Rynek, Grodzka ulica, Na Olejnej, Brama Krakowska nocą i rankiem, Na Korcach, Pod kościołem OO. Misjonarzy na Zamojskiej — oto miejsca, które upamiętniła poetka. Świetna znajomość historii Lublina pozwoliła Arnsztajnowej na ożywienie starych kamieni nie tylko tradycją, ale też elementami własnych przeżyć. Lipy pod kościołem na Zamojskiej przypominały jej dzieciństwo („biegną ku mnie w trepkach me dziecięce lata”), Brama Krakowska widziana nocą napawa ją „lękiem nieprzytomnym”, gdyż stwierdza: „... cień tu swój zostawiłam”. Do niektórych utworów wkroczyła współczesna jej rzeczywistość. Oto lew kamienny z ulicy Olejnej „spojrzał w twarz pobladłą dziewczyny ulicznej na rogu”, a baszta, szczątek fortyfikacji znajdującej się przy ulicy Królewskiej, nie potrafi ukryć gniewu na widok pędzącego samochodu najnowszej marki.
Tej miłości do miasta dała poetka najlepszy wyraz w wierszu pod tytułem Tobie śpiewam, Lublinie, a trzeba przyznać, że było to uczucie szczere, głębokie, podobnie jak i podziw dla ludzi, którzy byli związani z naszym grodem i przysparzali mu sławy (wiersze: Wacławowi Nałkowskiemu w hołdzie uznania, Na śmierć Oracza — poświęcony B. Prusowi, Cieniom Marii Konopnickiej czy też piękny wiersz Żywe korale rzucała w wodę zamieszczony w „Pionie” w 1938 roku, a poświęcony Bronisławowi Michalskiemu).

Zaznaczyć należy, że w okresie dwudziestolecia międzywojennego autorka Odlotów (1932), uważanych za szczytowe osiągnięcie jej liryki, współpracowała aktywnie z „Kurierem Lubelskim”, „Kameną”, „Dziennikiem Lubelskim”, „Ziemią Lubelską”, w której w roku 1926 redagowała „Dodatek Literacki” oraz „Dodatek dla dzieci”. Zajmowała się też organizowaniem życia kulturalnego w Lublinie, czego dowodem jest fakt, iż w 1933 roku należała do grupy założycieli Związków Literatów Polskich. Miłość poetki do miasta nie była więc tylko deklaratywna, ale świadoma i pełna dynamiki. Lublin po latach oddał jej hołd, nazywając jedną z ulic imieniem poetki i wydaniem zbiorowym wierszy (1969). Warto, zwłaszcza z okazji 30 rocznicy śmierci Franciszki Arnsztajnowej, sięgnąć po ten tom, by z niego uczyć się miłości i szacunku do naszego miasta.