Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

„Starzec” – streszczenie opowiadania I.B. Singera

streszczenie opowiadania Isaaca Bashevisa Singera
 
 
 
 
 
Miejsce akcji:
Warszawa
Rejowiec
Zamość
   
Postacie:
 


Jest to, podzielone na dwie części, opowiadanie o fascynujących losach Żyda reb Mosze Bera. Poznajemy go, kiedy ma dziewięćdziesiąt lat i żyje w nędzy. Mieszka na ulicy Krochmalnej w Warszawie wraz z sześćdziesięcioletnim synem Chaimem Sachar. W momencie zajęcia przez Niemców Warszawy jego syn musiał zamknąć sklep – jedyne źródło utrzymania. Mężczyźni, aby móc przeżyć, zmuszeni byli do sprzedania mebli, a i tak mogli pozwolić sobie tylko na zmarznięte kartofle i spleśniały groch.

Dowiadujemy się, że reb Mosze przed siedemdziesięcioma laty mieszkał na Węgrzech u swojego teścia, gdzie nie brakowało mu jedzenia i picia. Żyd marzy o powrocie do czasów dostatku, jednak rzeczywistość kreuje się zupełnie inaczej.

Pewnego dnia, kiedy wrócił do domu, po poszukiwaniu w mieście odrobiny strawy, zastał swego syna chorego w łóżku, bez butów i kaftana. Natychmiast udał się z nim do szpitala. Jednak niedługo potem syn zmarł. Teraz reb Mosze Ber został zupełnie sam. Chodził w ubraniu i butach syna, inni zazdrościli mu odziedziczonego majątku, jednak tak naprawdę został z niczym. Dalej włóczył się po ulicach miasta, przesiadywał w domu nauki i jadł co mu się udało zdobyć. Najgorzej było, kiedy przyszła zima, w mieszkaniu było zimno i ciemno od dymu, który unosił się z zepsutego pieca.

W jednym z grudniowych dni reb Mosze Ber poślizgnął się i uderzył mocno w prawą rękę. Podniósł go młody człowiek, który pomógł mu dojść do domu i położył go do łóżka. W mękach mijały kolejne dni reb Mosze Bera, ale nikt nie słyszał jego krzyków. Był wtedy przekonany, że to już kres jego życia. Miał dziwne wyobrażenia i wizje. Kiedy wydawało mu się, że widzi Anioła Śmierci wystraszony spadł z łóżka, co usłyszeli sąsiedzi, którzy weszli do domu i wezwali ambulans.

W tym momencie zaczyna się druga część opowieści. Kiedy reb Mosze Ber wyszedł ze szpitala znowu czuł się dobrze, ale mimo że miał apetyt, nie miał co jeść. Wtedy to przypomniał mu się Józefów, miasteczko niedaleko granicy z Galicją, w którym mieszkał pięćdziesiąt lat, ciesząc się poważaniem wśród chasydów z Turzyska. Reb Mosze Ber postanowił wrócić do tego miejsca. Jednak sprawa nie była łatwa. Znajdowało się ono po austriackiej stronie granicy. Początkowo reb Mosze Ber próbował uzyskać paszport i wizę, jednak zniechęcony oczekiwaniem sprzedał swój kaftan i za pieniądze kupił chleb, torbę na tałes, filakterie oraz  księgi i wyruszył w drogę pieszo.

Jak można się domyśleć, nie była to droga łatwa. Szukał wszelkich sposobów, aby przejść przez granicę. Nie brakowało mu także problemów ze zdrowiem. Kiedy już przeszedł Iwanogród i udało mu się przekroczyć granicę z Galicją, znalazł się w Rejowcu, gdzie zachorował na czerwonkę i przebywał kilkanaście dni w szpitalu. Po odzyskaniu sił wyruszył w dalszą drogę. W Zamościu został aresztowany. Po jakimś czasie Żydzi z miasta, którzy dowiedzieli się o tym, z rabinem gminy Zamość na czele uzyskali jego uwolnienie. Proponowali mu, aby został na zbliżające się święto z nimi, ale ten postanowił wyruszyć w dalszą drogę. Przed Biłgorajem napadnięto na niego i skradziono mu buty, mimo to doszedł do miasta. Jego drodze nieustannie towarzyszyła modlitwa. Silna wiara pozwoliła przezwyciężać ból, zimno i głód.

Determinacja pozwoliła dotrzeć do wymarzonego celu. W Józefowie znalazł się tuż przed świętem Jom Kipur. Tamtejsi Żydzi doskonale wiedzieli, kto do nich przybył. Reb Mosze Ber dalej cieszył się w mieście dobrą sławą. Mieszkańcy pomogli mu się zadomowić. Wybudowali drewniany dom i ożenili go z czterdziestoletnią panną. Po dziewięciu miesiącach mógł cieszyć się zdrowym synem i dziękować Bogu za łaskę, która go spotkała.
 
Akcja opowiadania  trwa dziesięć lat. Reb Mosze Ber zdradza ile ma teraz lat. „Abraham miał sto lat, gdy mu się urodził syn Izaak – wyrecytował z Tory”. Reb Mosze Ber swemu synowi dał na imię Izaak

Historia nieprawdopodobna. Ukazująca to, jak daleko może dojść człowiek, który bardzo wierzy w swój sukces. Reb Mosze Ber nie wątpił nawet przez chwilę. Modlitwa pomogła mu osiągnąć cel i „powrócić” do czasów szczęśliwego życia i spokoju.



 

Opracowała: Agnieszka Mital