Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Rządy Okręgowej Delegatury Rządu RP w Lublinie

22 lipca, kiedy wydawało się, że Niemcy uciekli z Lublina, Józef Dolina zwołał naradę Okręgowej Delegatury Rządu RP w Lublinie. Tego dnia z Warszawy do Lublina dotarła decyzja o ujawnieniu się i rozpoczęciu normalnej działalności przez wszystkie struktury delegatury. Podczas zebrania, które poprowadził Otmar Poźniak, omówiono szczegóły obejmowania władzy, ustalono tekst obwieszczenia oraz wydano Polskiemu Korpusowi Bezpieczeństwa rozkaz opanowania ważniejszych budynków publicznych w mieście, w tym gmachu Sądu Apelacyjnego. Zaplanowane działania odłożono w czasie z racji tego, że około godziny 17:00 Niemcy wrócili do miasta.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

25 lipca – wtorek

Realizowanie zaplanowanych działań pracownicy delegatury wznowili 25 lipca w godzinach porannych. Tekst rozwieszonego „Obwieszczenia urzędowego” lubelskiej delegatury czytał między innymi członek Kedywu AK, późniejszy malarz, Feliks Dołgań. W „Obwieszczeniu” zapisano:

Brutalny okupant ustąpił z ziemi lubelskiej. Bliska jest chwila, kiedy prawo i sprawiedliwość przezwyciężą fałsz, przemoc i gwałt. Niepodległa Rzeczpospolita Polska znów powstanie poświęceniem, wysiłkiem i miłością swych wiernych synów.
Ujmujemy ster odradzającego się państwa we własne ręce, bo nikt nie może nas zastąpić w sprawowaniu władzy w Ojczyźnie naszej.
Z polecenia Rządu Rzeczypospolitej obejmuję z dniem dzisiejszym władzę na terenie województwa lubelskiego. Od wszystkich żądam posłuchu zarządzeniom moim i podległych mi organów.
Kierownicy cywilnych instytucji użyteczności publicznej zostają mi podporządkowani automatycznie i winni zgłosić się po dyrektywy.
Wszelkie poczynania, odnoszące się do akcji zbrojnej, są podporządkowane rozkazom komendanta okręgu wojskowego Armii Krajowej.
W tej przełomowej chwili wzywam wszystkich Polaków do ofiarnego, karnego, pełnego godności wypełniania swych obowiązków wobec Ojczyzny
.

W Lublinie urzędowanie rozpoczęły przedwojenne instytucje i zrzeszenia. Miarą sukcesu organizacyjnego delegatury był fakt, że już wkrótce w Lublinie był dostępny prąd i gaz. Na ulicę miasta wyszły oddziały AK i PKB. Służbę wartowniczą między innymi na kolei i poczcie, przy niektórych budynkach państwowych i magazynach objęli uzbrojeni żołnierze AK. Zorganizowano rejonową komendę uzupełnień. Szeregi AK po zakończeniu działań wojskowych zwiększyły swoją liczebność, co było wywołane chęcią bicia się z Niemcami. W grupie ochotników zgłaszających się do punktów werbunkowych był Stanisław Szpikowski, który pełnił wartę na dworcu kolejowym w Lublinie.


Posłuchaj >>> relacji Stanisława Szpikowskiego o służbie w AK


Delegatura wydała również ulotkę o przychylnym ustosunkowaniu się do Armii Czerwonej. Do oczyszczania miasta wykorzystywano jeńców niemieckich. Delegatura przeżywała swoiste oblężenie tych, którzy ze łzami radości w oczach prosili o akceptację uruchomienia już dziś pracy instytucji, o polską flagę, a przede wszystkim – o wyciśnięcie polskiej pieczęci z orłem na jakimkolwiek zaświadczeniu. Wśród interesantów byli również oficerowie radzieccy, którzy domagali się pomocy w zakwaterowaniu, oddawali do dyspozycji delegatury jeńców niemieckich oraz żądali przydziału... wódki.

Na stanowisko wiceprezydenta miasta został mianowany Marian Chojnowski, który od razu przystąpił do pełnienia funkcji. Dzień później wystosował on apel „Do mieszkańców Lublina”.
Okręgowy Delegat Rządu, Władysław Cholewa, nie uczestniczył w porannych działaniach, ponieważ przebywał w Warszawie na naradzie ze Stanisławem Jankowskim, Delegatem Rządu na Kraj. Do Lublina Cholewa wrócił po południu lub wieczorem, samotnie przedzierając się przez linię frontu.
Szybko naprzeciwko delegatury wyrósł konkurencyjny ośrodek władzy. W budynku przedwojennego Starostwa Grodzkiego na Krakowskim Przedmieściu 62 pojawili się pierwsi członkowie Wojewódzkiej Rady Narodowej (WRN), którzy przyjechali do Lublina. Żołnierze radzieccy zainstalowali na murach megafony, przez które obwieszczano wkroczenie oddziałów wojska polskiego. Wchodzące do miasta polsko-radzieckie oddziały zostały chłodno przyjęte. Oto jak tę sytuację opisał naoczny świadek Józef Dolina:

Chodniki i brzegi jezdni zatłoczyły się ludnością, lecz opustoszały znacznie już po przejściu pierwszych oddziałów. Dalsze maszerowały już bez kwiatów i wiwatów, żołnierze w osłupieniu patrzyli w smutne, zawiedzione twarze coraz mniej licznych gapiów. Na chodnikach pozostało sporo porzuconych przez ludność, a przygotowanych w pośpiechu dla... polskiego wojska bukietów.

Prawdopodobnie tego dnia w Lublinie pojawiły się pierwsze plakaty z Manifestem PKWN-u. Odbiór ich był zróżnicowany. Część z nich została zniszczona lub opatrzona złośliwymi komentarzami. Następnie ustawiono wokół nich posterunki ochronne. Był to dopiero początek „wojny afiszowej”, która rozegrała się w Lublinie.
Przedstawiciele delegatury próbowali uzyskać formalne uznanie ze strony radzieckiego dowództwa Lublina. Próba ta zakończyła się niepowodzeniem. W jednej z wysłanych do Londynu depesz Cholewa napisał: Dowództwo sowieckie uchyliło się od jakichkolwiek rozmów, zapewniając, że rząd polski z Chełma lada dzień zjawi się w Lublinie i wyda wszelkie potrzebne dyrektywy.

26 lipca – środa

W dniach 26 i 27 lipca Władysław Cholewa wraz ze współpracownikami ujawnił wojewódzkie wydziały delegatury, które – jak zauważył jeden ze świadków – podjęły dość sprawną działalność.

Poszczególne Wydziały Delegatury objęli następujący naczelnicy:
Wydział Administracji – Stefan Wendorff;
Wydział Bezpieczeństwa – Józef Dolina („Zych”);
Wydział Samorządu – prawdopodobnie Piotr Typiak;
Wydział Rolnictwa – Kazimierz Woyno;
Wydział Opieki Społecznej – Saturnin Osiński;
Wydział Zdrowia Publicznego – Jan Danielski („Lech”);
Wydział Szkolnictwa – Gadomski lub Jan Odroń;
Wydział Prasy i Informacji – Stanisław Pliszczyński („Malinowski”);
Wydział Skarbu – prawdopodobnie Kazimierz Stalewski;
Wydział Przemysłowy nie został obsadzony.
Oprócz mianowania naczelników delegatura ogłaszała odezwy i rozporządzenia, a także wydawała upoważnienia dla kierowników instytucji publicznych.
 

Powiatowy Delegat Rządu RP w Lublinie, Jan Chmielewski, wydał „Ogłoszenie urzędowe”, w którym informował o ujawnieniu władzy i wzywał do wypełniania obowiązków wobec Ojczyzny.
W budynku Okręgowej Delegatury Rządu na Krakowskim Przedmieściu panował nieustający ruch. Józef Dolina tę sytuację przedstawił następująco:

Przed południem 26 lipca (środa) pojawiły się silne posterunki AL, przed gmachem b[yłego] niem[ieckiego] Starostwa Grodzkiego naprzeciw naszej siedziby. Instalowała się tam tzw. WRN (Wojewódzka Rada Narodowa), działająca z ramienia PKWN. Był to w dniu tym i następnych urząd bez interesantów. Podczas gdy do naszego gmachu cisnęły się tłumy, gdy my musieliśmy z braku czasu najważniejsze przyjęcia i audiencje (organizacja pracy, powierzanie kierownictwa nieobsadzonych dotąd przez Warszawę stanowisk dyrektorów banków, Dyrekcji Poczt i Telegrafów, Ubezp[ieczeń] Społ[ecznych]. itp.) ograniczać do kilku minut, gdy nie było wprost mowy o przyjmowaniu interesantów prywatnych – do gmachu urzędującej naprzeciw WRN poza nielicznymi oficerami sow[ieckimi] i AL nikt prawie nie wchodził. Powodowało to co chwila dość zabawne sceny. Oto masy oficerów i żołnierzy sowieckich, orientując się po ruchu ludności – zwracało się szeregiem spraw urzędowych i prywatnych do nas, a nie do opustoszałego z zewnątrz budynku WRN.

W tym czasie tylko nieliczni załatwiali sprawy z przygotowującymi się do przejęcia władzy komunistami. Komuniści po wejściu do Lublina rozpoczęli propagandową kampanię. Rozwiesili arkusze z Manifestem PKWN-u i rozpowszechniali pierwszy numer „Rzeczpospolitej”. W tym dniu na Krakowskim Przedmieściu odbyła się defilada żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego. O tych działaniach komunistów Władysław Cholewa pisał w depeszy do Polskiego Rządu w Londynie:

26-go ukazały się pod firmą Armii Ludowej” – Berlinga rozporządzenia o treści policyjno-porządkowej podpisane przez ppłk. Korczyńskiego, jako komendanta miasta, obejmującego widocznie władzę również nad ludnością cywilną. Równocześnie berlingowcy urządzili szereg lotnych manifestacji patriotycznych, wobec których tłum okazał się bezkrytyczny i mało odporny [...]. Naprzeciw mego biura rozpoczęła działalność instytucja pod szyldem Rzeczpospolita Polska”, godło państwowe „Lubelska Rada Narodowa.

Ponownie delegatura bezskutecznie zabiegała o uznanie ze strony dowództwa wojsk radzieckich. Józef Dolina w swoich wspomnieniach zapisał:
I w tym dniu żaden z generałów sowieckich nie uważał się za kompetentnego do rozmów zasadniczych. Dziś operowali już innym nieco na pamięć wyuczonym wyjaśnieniem. – Radzili nie oglądać się na nikogo, do nikogo się nie zwracać, gdyż wszyscy sowieccy dowódcy otrzymali rozkaz... nie mieszania się do spraw miejscowych. – „My mamy tylko... uwolnić Europę, a wszyscy niech urządzają się sami.

Jednocześnie komuniści z WRN naciskali na delegaturę, aby odstąpiła od sprawowania władzy. Na takie propozycje Cholewa miał odpowiedzieć, iż zawiesić urzędowanie może tylko pod siłą fizyczną lub na wyraźny rozkaz władz sowieckich.

27 lipca – czwartek

Władze delegatury w dalszym ciągu organizowały funkcjonowanie urzędów i instytucji w województwie. Udało uruchomić się na terenie większości powiatów komisariaty i placówki PKB, które działały prawie normalnie. Wśród działaczy delegatury obawy o przyszłość wzbudzały pierwsze informacje o rozbrajaniu oddziałów 27 Dywizji Wołyńskiej AK oraz wiadomości o innych podobnych działaniach oddziałów radzieckich. Równie niepokojący był fakt, że bez odpowiedzi pozostały dwa meldunki wysłane do „władz naszych”, w których proszono o dyrektywy.

Tego dnia gen. Zygmunt Berling, dowódca 1 Armii Wojska Polskiego udał się do siedziby delegatury i zażądał rozmowy z Władysławem Cholewą. W odpowiedzi gen. Berling usłyszał, że Okręgowy Delegat Rządu jest tu gospodarzem i wypadałoby jemu osobiście złożyć wizytę. Gen. Zygmunt Berling zgodził się na takie rozwiązanie. 
Nastroje polityczne panujące w Lublinie ujawniły się podczas pogrzebu ofiar masakry na Zamku z 22 lipca. Po przemówieniu gen. Zygmunta Berlinga i Jana Manugiewicza („Szymona Żołny”), w którym wiele razy wspominano o Związku Radzieckim i Armii Czerwonej, tłum zaczął zachowywać się nerwowo. W momencie, gdy swoje przemówienie rozpoczął przedstawiciel lubelskiej delegatury zapanowała cisza. Po zakończonym przemówieniu rozległa się burza oklasków. Z głębi tłumu miały nawet dochodzić krzyki: Niech żyje Rząd Polski w Londynie! Niech żyje Premier Mikołajczyk! Niech żyje generał Bór!
Sytuacja stawała się napięta zarówno dla delegatury, jak i komunistów. Ci pierwsi zdawali sobie sprawę, że opór nie może trwać długo i że wcześniej czy później zostanie złamany. Komuniści natomiast spieszyli się, ponieważ zależało im na jak najszybszej przeprowadzce PKWN-u z Chełma do Lublina.

28 lipca – piątek

Dzień rozpoczął się nabożeństwem żałobnym w katedrze za ofiary hitlerowskiego mordu na Zamku. Podobnie jak dzień wcześniej uczestniczyli w nim przedstawiciele delegatury i komuniści.

Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami doszło do głównych rozmów między stronami konfliktu. Podczas pierwszego spotkania po długotrwałej dyskusji Władysław Cholewa ponownie odrzucił możliwość uznania PKWN i podporządkowania oddziałów AK dowództwu WP. Uznał on takie rozwiązanie za nielegalne. Jednocześnie podkreślił, że może rozmawiać tylko z władzami sowieckimi, co wkrótce miało mieć miejsce.

Kolejna rozmowa Władysława Cholewy i komendanta okręgu AK płk. Kazimierza Tumidajskiego z przedstawicielami WP i WRN, toczyła się przy świadkach, którymi byli przedstawiciele dowództwa Armii Czerwonej. Od delegatury zażądano przekazania służby wartowniczej w Lublinie oddziałom 1 Armii WP i zlikwidowania posterunków PKB lub podporządkowania ich Lubelskiej Obwodowej Komendzie Milicji Obywatelskiej. Gen. Władimir Kołpakczi prowadził rozmowy z płk. Kazimierzem Tumidajskim. Próbował skłonić Tumidajskiego do podporządkowania oddziałów AK dowództwu Wojska Polskiego lub do rozbrojenia. Pierwszą możliwość dowódca AK odrzucił, natomiast podpisał rozkaz rozbrojenia oddziałów AK.

Dramatyzm ówczesnej sytuacji przedstawicieli delegatury i dowództwa AK oddają pewne szczegóły rozmowy Józefa Doliny z płk. Kazimierzem Tumidajskim. Brak dyrektyw z Londynu i Warszawy dla delegatury i AK Tumidajski skomentował słowami: Więc jesteśmy królikami doświadczalnymi. Potem zapytał: Nie uważacie, że pozostawieni samym sobie – staliśmy się w tych ciężkich chwilach, z województwa i okręgu niby oddzielnym państewkiem? Będąc pod nadzorem wojskowych radzieckich, płk Kazimierz Tumidajski właśnie od nich dowiedział się o nominacji na stopień generała.

29 lipca – sobota

Noc z 28 na 29 lipca okazała się dla delegatury szczególnie tragiczna, ponieważ została zmuszona do opuszczenia zajmowanego budynku przy Krakowskim Przedmieściu 43. Biuro delegata zostało przeniesione na ulicę Szopena 7 i prawdopodobnie ten budynek wieczorem dnia następnego został zajęty przez wojsko. 
W bliżej nieznanych okolicznościach lubelski delegat rządu został pozbawiony pełnomocnictw oraz pieczęci Rzeczypospolitej. 
Władysław Cholewa, Józef Dolina oraz wojewódzki komendant PKB, mjr Tadeusz Markiewicz, rozmawiali z dowódcą 69 armii, gen. Władimirem Kołpakczim. Radziecki generał stwierdził, że nie zamierza tolerować dwóch równorzędnych władz cywilnych na zapleczu frontu. Z tego powodu gen. Kołpakczi zażądał od Władysława Cholewy podpisania rozkazu rozbrojenia PKB. Wobec kategorycznego żądania i dysproporcji sił wszelki opór był bezcelowy. Po tym, jak delegat podpisał podsunięty mu rozkaz rozbrojenia, kolejno sygnowali go Józef Dolina i Tadeusz Markiewicz. W czasie rozmów podkreślano dość znamienny fakt, że funkcje od PKB przejmowały oddziały wojskowe sowieckie, i że na ten czas znika jakby z miasta milicja A.L. Już w ciągu kilku godzin jednak milicja ta wprowadzona została w swe funkcje, luzując wojsko. Procedura ta oszczędziła pracownikom delegatury wielu moralnych przykrości.

Świadkiem rozbrajania jednostek PKB był Edward Gorajewski. W jego pamięci utrwalił się następujący obraz:

W Lublinie była delegatura Rządu Londyńskiego. Mieściła się ona w Sądzie Okręgowym przy Krakowskim Przedmieściu. Widziałem rozbrajanie tej żandarmerii, która pilnowała i która była do dyspozycji tej delegatury. Widziałem, że podchodziło 5–6 takich do jednego żołnierza, i od razu zabierali mu magazynek z pepeszy, aresztowali i prowadzili na ulice Chopina 7, gdzie była Komenda Miasta NKWD. Tam ich aresztowali i tam ich z początku trzymali.

W tym dniu rozpoczął się proces stopniowego pozbawiania delegatury władzy. Początkowo delegatura lubelska utraciła władzę w Lublinie, ale wciąż sprawowała ją na terenie województwa.

30 lipca – niedziela

Rozmowy z generałami radzieckimi prowadził Józef Dolina. Udzielał on informacji o ważniejszych Niemcach z Lublina, którzy zostali wzięci do niewoli.

31 lipca – poniedziałek

Nasuwa się pytanie: dlaczego komuniści tak długo rozmawiali z wojewodą lubelskim? Cholewa przez cały okres swojego życia był związany z ruchami lewicowymi, a nawet zetknął się z ruchem komunistycznym. W okresie pracy w Lublinie w latach 1916–1920 poznał między innymi Bolesława Bieruta. Cholewa nie był jednak socjalistą ani tym bardziej komunistą, ale chłopskim demokratą związanym z radykalnymi ruchami ludowymi. W środowisku komunistów wierzono w możliwość porozumienia z londyńskim odłamem podziemia. Z tego powodu komunistom mogło wydawać się, że uda im się pozyskać lewicującego delegata. W tej rozgrywce stawką gry nie była już tylko władza, ale przede wszystkim dusza delegata. W Chełmie kuszono Władysława Cholewę, obiecując mu stanowisko ministra w rządzie.

Rano Władysław Cholewa, jeden z jego zastępców i Józef Dolina spotkali się z działaczami PKWN-u w siedzibie WRN. Początkowo odmawiali podjęcia rozmów, ale zostali postawieniu przed faktem dokonanym w chwili, gdy stanęli naprzeciwko Hilarego Minca, Bolesława Drobnera i Stanisława Kotka-Agroszewskiego. Przedstawiciele PKWN-u usiłowali skłonić delegata i jego współpracowników do zerwania z Londynem i współpracy z PKWN-em. Drobner tłumaczył nam, że powinniśmy realnie i z poczuciem odpowiedzialności spojrzeć na rzeczywistość, zapomnieć o swych mocodawcach z Londynu i przystąpić do swej pracy razem z nimi. Propozycje te zostały kategorycznie odrzucone. Wtedy uczestniczący w spotkaniu radziecki generał oznajmił, że delegat wraz ze swoimi współpracownikami muszą niezwłocznie pod eskortą udać się do Chełma, w którym urzędowali Edward Osóbka-Morawski i inni członkowie PKWN-u.
W Chełmie najpierw rozmawiali z gen. Gieorgijem Żukowem, który określił siebie jako opiekuna PKWN-u. Zaproponował on podporządkowanie delegatury PKWN-owi, równocześnie zakazując im dalszej samodzielnej działalności. Następnie na stanowcze żądanie Żukowa, (generał radziecki wycedził przez zęby: No a jeśli ja wam rozkazuję?), przedstawiciele delegatury musieli spotkać się z Edwardem Osóbką-Morawskim i Andrzejem Witosem. Podczas rozmowy Osóbka-Morawski zachowywał się agresywnie, a Witos biernie. Osóbka-Morawski perswadował, że delegatura opiera się na demokratycznych zasadach, że Delegat Rządu jako stary działacz spółdzielczy i ludowy dobrał sobie do współpracy podobnych ludzi. Jako demokraci więc musimy wszyscy złączyć swe siły, ludzi dziś brak, dla takich jak my zawsze znajdzie się miejsce. Przecież i skład PKWN nie jest jeszcze kompletny i nie ostateczny. W odpowiedzi na perswazje Osóbki-Morawskiego Józef Dolina odpowiedział: Zajmujecie sobie panowie zbyt dużo drogiego zapewne czasu. Jesteście górą, bo armia sowiecka pierwsza wkracza do Polski. – My bylibyśmy w lepszej sytuacji – bo mielibyśmy za sobą i wolę społeczeństwa – gdyby to pierwsze wkraczały, np. od Bałkanów – armie zachodnich aliantów. Po zakończonej rozmowie Władysław Cholewa, jego zastępca i Józef Dolina zostali zaproszeni na obiad, po którym spotkali się z kierownikiem resortu bezpieczeństwa, Stanisławem Radkiewiczem. Radkiewicz miał pretensje do Józefa Doliny, że rozbrojenie oddziałów AK idzie zbyt powoli. Równocześnie pokazał swoim adwersarzom teczkę z projektem dekretu mobilizacyjnego, który, jak planowano, miał uspokoić teren. Na pożegnanie dorzucił: Jeśli będzie trzeba, to mamy i skuteczniejsze jeszcze sposoby.

Na drodze do stabilizacji w Lublinie i województwie stał stopniowo usuwany w cień Okręgowy Delegat Rządu, oraz prezydent miasta, Marian Chojnowski, sprawujący swoją funkcję w budynku Trybunału. Swojego stanowiska Chojnowski został pozbawiony 31 lipca i sprawa ta zajęła przedstawicielowi WRN trochę więcej niż pięć minut.

1 sierpnia – wtorek

Po rozmowach przeprowadzonych w Chełmie miało miejsce ostatnie w tym składzie zebranie naczelników Wydziałów Okręgowej Delegatury Rządu RP w Lublinie. W posiedzeniu Delegatury uczestniczył gen. Kazimierz Tumidajski. Uczestnicy chełmskich rozmów zdali sprawozdanie z ich przebiegu. Za wiążącą uznali decyzję władz radzieckich o zaprzestaniu urzędowania przez delegaturę. Józef Dolina poinformował zebranych o wydaniu instrukcji wskazujących sposób przerwania pracy delegatur w Lublinie i na prowincji. Tym samym Cholewa, Dolina i inni pracownicy delegatury zakończyli okres jawnego urzędowania.

O tym, że cześć społeczeństwa nadal liczyła się ze zdaniem delegatury, świadczy rozmowa Władysława Cholewy z ks. prof. Antonim Słomkowskim z 2 sierpnia, która dotyczyła reaktywacji KUL-u. Celem działań rektora KUL było uzyskanie zgody władz Polski Podziemnej na prowadzenie rozmów z PKWN-em.

Aresztowania

Kolejnym krokiem wobec delegatury było aresztowanie 3 sierpnia Władysława Cholewy i Józefa Doliny oraz innych pracowników. Dowództwo radzieckie odwołało się do sprawdzonej metody zapraszania na konferencję. Pierwsze przesłuchania aresztowanych odbyły się w Lublinie na ulicy Szopena 18. Oskarżonym odczytywano życiorys, informacje o przebiegu pracy konspiracyjnej oraz oskarżano o pracę w charakterze agenta angielskiego wywiadu.
6 sierpnia, między godziną 3 a 4, aresztowanych, wśród których byli Władysław Cholewa, gen. Kazimierz Tumidajski i Józef Dolina, pod silnym konwojem przewieziono na lotnisko w Świdniku, skąd zostali przetransportowani do Moskwy i osadzeni w więzieniu NKWD Lefertowo.

W tym czasie zostało aresztowanych kilkunastu pracowników Delegatury: Marian Chacewicz, Saturnin Osiński, Tadeusz Markiewicz, Józef Pasadyn, Jan Chmielewski, Jan Danielski, Otmar Poźniak, Stanisław Pliszczyński, Kazimierz Stalewski, Stefan Wendorff oraz Leon Żarek.

Po tych aresztowaniach lubelska delegatura przeszła do konspiracji. Obowiązki delegata przejął drugi z jego zastępców, Aleksy Bień („Mirek”, „Witt”). W tym okresie zaczął ukazywać się organ prasowy delegatury „Lubelska Agencja Informacyjna”. Celem pisma było podtrzymywanie w społeczeństwie świadomości funkcjonowania legalnych polskich władz w Londynie. Wiosną 1945 roku lubelska delegatura została zlikwidowana przez sowieckiego okupanta. Wtedy został aresztowany Zbigniew Teski, który w lipcu 1944 roku pełnił funkcję kierownika I komisariatu KBW.
 

Opracował Łukasz Kjek
Redakcja: Monika Śliwińska