Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Przewodnik po Lublinie – Lublin Hartwigów

Spacer po miejscach związanych z rodziną Hartwigów

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Mapa szlaku


Pokaż Przewodnik po Lublinie - Lublin Hartwigów na większej mapie



W Lublinie jest wiele miejsc związanych z rodziną Hartwigów, są to na przykład miejsca usytuowania zakładów fotograficznych Ludwika i Edwarda Hartwigów: ulica Peowiaków, ulica Kapucyńska, Krakowskie Przedmieście. Na mapie Lublina jest też wiele miejsc związanych z osobą Julii Hartwigdom, w którym się urodziła, przy ulicy Staszica, gmach dawnego Gimnazjum im. Unii Lubelskiej. Poetka wielokrotnie wspomina, że szczególnym sentymentem darzyła obszar lubelskiego Starego Miasta. Natomiast jej brat, Edward, wspomina Podzamcze jako swoistą kopalnię tematów fotograficznych.

 

 

 

Kochamy miasto rodzinne za wspomnienia naszego dzieciństwa i młodości. Minęły dziesiątki lat, a ja wciąż oglądam dziecinnymi oczami skwer na placu Litewskim i nieprzebyty w swoim ogromie dla dziecięcych nóg Ogród Saski, zachwycają mnie wyczyszczone do blasku litery na Hotelu Europejskim, wdycham mocny zapach mielonej kawy, dolatujący z eleganckich sklepów kolonialnych w pobliżu kościoła kapucynów, czuję na języku niezapomniany smak czekoladowych ciastek od Semadeniego, mam w uszach zgiełk panujący w dni targowe na Świętoduskiej i urzeka mnie wspomnienie ożywionego ruchu w okolicy ulicy Lubartowskiej, gdzie kupcy żydowscy w czarnych kapeluszach i w chałatach namawiają przechodniów do odwiedzenia ich ciasnych sklepików, pełnych wszelkiego handlowego dobra.
Julia Hartwig, Lublin niezapomniany


Czytaj >>> tekst Julii Hartwig Lublin niezapomniany opublikowany w albumie zdjęć Edwarda Hartwiga Lublin i okolice. Wspomnienie


Lublin, Stare Miasto, dzielnica żydowska, to była kopalnia fotografii [...]. Podzamcze, mówiąc językiem człowieka wrażliwego, było genialne do malowania, do fotografowania, [...] ten strój, te ubiory; zarośnięte i brodate twarze, bardzo ubogie chałupy na Podzamczu. Właściwie wszystko zaczynało się od Bramy Grodzkiej. Mieszkali tam szewcy, krawcy; mieli jakiś kąt do spania, dosłownie kąt, a właściwie pracowali na wolnym powietrzu. [...] Jednocześnie była piękna architektura, był ciekawy sztafaż, ruch na ulicach, handel w sklepikach i na ulicach. Sprzedawano makagigi zrobione z maku, jabłka marynowane, które wystawiane były w dużych beczkach, kapustę kiszoną i różne specjalności, które tylko u Żydów można było kupić, oczywiście śledzie itp. Wszystko to było wystawione przed wejściem do domu, na ulicy.
Edward Hartwig, Tematy fotograficzne

Dom rodzinny. Miejsce urodzenia Julii Hartwig

Skrzyżowanie ulic Krakowskie Przedmieście i Staszica. Adres: Staszica 2 – pierwszy adres rodziny Hartwigów po przyjeździe do Lublina. Tutaj urodziła się Julia Hartwig. Z mieszkaniem przy ulicy Staszica jest też związana tragiczna śmierć matki Hartwigów – Marii Biriukow.


Rodzina i dom rodzinny
Kiedy przybyli do Lublina w roku 1918, uciekając przed rewolucją w Rosji, było ich sześcioro: Ludwik, fotograf z zawodu, jego żona, Maria Biriukow, Rosjanka urodzona w Moskwie, i ich czworo dzieci, Edward, Walenty, Zofia i Helena. W roku 1921 dołączyła do tej gromadki urodzona już w Lublinie, najmłodsza córka, Julia. Zamieszkali przy ulicy Staszica 2, na facjatce, gdzie zajmowali dwa pokoje z oddzieloną ciemnym korytarzem dużą kuchnią. Początki musiały być niełatwe. Zwłaszcza po dostatnim życiu w Moskwie, gdzie im niczego nie brakowało. Ojciec znalazł się w stolicy Rosji w 1909 jako przedstawiciel łódzkiej firmy fotograficznej J. Tyraspolski. Następnie założył dwa własne zakłady, cieszące się powodzeniem. Wielu Polaków znajdowało wówczas dobre warunki pracy w Rosji, byli wśród nich ludzie najróżniejszych zawodów. Tak zwana Kongresówka utrzymywała ożywione stosunki handlowe ze swoim wschodnim sąsiadem. Rewolucja październikowa zmieniła wszystko. Polacy uciekali stamtąd do ojczyzny i wracając, całowali ojczystą ziemię. Tak było i z naszą rodziną.
Julia Hartwig, Radość z Zaułka

Czytaj >>> esej Julii Hartwig Radość z Zaułka
Obejrzyj >>> galerię zdjęć rodzinnych
Przeczytaj >>> wiersze Julii Hartwig poświęcone członkom rodziny: Niepotrzebne skreślić, Przywoływanie, Na cześć moich braci, Pamięci W., Siostra
 

Zapamiętałam dobrze dom i podwórko na ulicy Staszica, gdzie mieszkaliśmy. Właścicielem domu był pan Domański, do niego też należała kawiarnia Semadeni na rogu Staszica i Krakowskiego Przedmieścia. Była to elegancka kawiarnia w stylu wiedeńskim, gdzie można było przeczytać gazety i napić się dobrej, pachnącej kawy. W lokalu tym brali przeważnie starsi panowie, młodzież nie miała wówczas zwyczaju chodzić do kawiarni. Okna piekarni wyrabiającej ciastka dla Semadeniego wychodziły na nasze podwórko, które wypełnione było zawsze zapachem lukru, wanilii i rumu. Zapach ten należy do wspomnień moich najwcześniejszych lat.
Fragment wspomnień Julii Hartwig nagranych w ramach projektu Historia Mówiona

Posłuchaj >>> wspomnień Julii Hartwig o lubelskich adresach rodziny Hartwigów
Przeczytaj >>> o adresach lubelskich Julii Hartwig


 

Matka
Matka. Matka była Rosjanką, była prawosławna, doskonale mówiła po polsku, po polsku mówiliśmy w domu. Matka była osobą dla mnie wzorową w pewnym sensie. To znaczy osobą pełną wewnętrznej powagi. Nigdy nie słyszałam, żeby podniosła głos, nigdy na nas nie krzyczała, ale po prostu swoim autorytetem tak oddziaływała, że właściwie wykonywaliśmy zawsze wszystko, o co nas prosiła. Zachowywała się z taką dużą godnością i skromnością.
Fragment wspomnień Julii Hartwig nagranych w ramach programu Historia Mówiona

Posłuchaj >>> wspomnienia Julii Hartwig o matce
Przeczytaj >>> wiersz Julii Hartwig Przywoływanie

 

 

 

Krakowskie Przedmieście

Krakowskie Przedmieście było przed wojną corso Lublina. Poetka wspomina wędrówki po tej ulicy, które miały miejsce przede wszystkim w niedziele. Zdjęcia przedstawiające Krakowskie Przedmieście w okresie dwudziestolecia międzywojennego wykonywał Ludwik Hartwig. Były one następnie wydane w serii pocztówek przedstawiających najciekawsze miejsca w Lublinie.


Tutaj na Krakowskim był wielki ruch. To było takie miejsce świąteczne, jak gdyby Krakowskie Przedmieście – było właśnie takim corso – można by to było nazwać. Pamiętam, że zwłaszcza w niedzielę, kiedy ludzie wychodzili z kościołów, wszyscy spacerowali. Można było tu spotkać ludzi z różnych dzielnic miasta – mieli więcej czasu, żeby przyjechać i zobaczyć, posiedzieć trochę w śródmieściu, pobyć także nie tylko gdzieś w odległych dzielnicach. Pamiętam takie parady, troszkę mieszczańskie, troszkę drobnomieszczańskie – bardzo sympatyczne.
Fragment wspomnień Julii Hartwig nagranych w ramach projektu Historia Mówiona

Posłuchaj >>> wspomnienia Julii Hartwig o Krakowskim Przedmieściu

 

 


Wracam myślą do najelegantszej części Lublina, do Krakowskiego Przedmieścia, od Bramy Krakowskiej po imponujący gmach Izby Przemysłowców Lubelskich i kawiarnię Rutkowskiego, gdzie chodniki wypełniał tłum przechodniów najrozmaitszego pochodzenia społecznego; wystarczył jeden rzut oka, by domyślić się, skąd kto pochodzi i czym się zajmuje, każdy bowiem ubierał się i prowadził odpowiednio do swego stanu i pochodzenia. Zamożny ziemianin, zjeżdżający do Lublina ze swego majątku, by załatwić interesy lub zabawić się w słynnej z dobrej kuchni Lubliniance, mijał się na chodniku z ubogo, lecz schludnie ubranym majstrem murarskim lub malarzem pokojowym; hałaśliwe grupki młodzieży w czapkach gimnazjalnych i studenckich wyprzedzały spiesznym krokiem statecznie postępującego przybysza ze wsi, ubranego w burą sukmanę i samodziałowe pasiaste spodnie; czasem prześliznął się między nimi brodaty przechodzień w lisiej czapce i długim płaszczu. Jeśli komuś udało się pochwycić urywki dobiegających rozmów, usłyszał język jędrny, bogaty i barwny, bez cienia prześladującej nas dziś na ulicach wulgarności, nierzadko z przymieszką białoruską, ukraińską czy żydowską.
Julia Hartwig, Lublin niezapomniany

 

Podwórko hotelu Europa

Wewnętrzne podwórko hotelu Europa to miejsce, gdzie znajdowało się atelier fotograficzne Ludwika Hartwiga przeniesione z ulicy Peowiaków. W tym miejscu swoje prace przechowywał także Edward Hartwig. Atelier oraz większość prac fotograficznych Hartwigów zostały zniszczone podczas bombardowania Lublina 9 września 1939 roku roku.
 

[Ludwik Hartwig] Był fotografem uniwersalnym. Robił zdjęcia w pracowni i zdjęcia grupowe, jeździł do szkół, na zjazdy, fotografował ważne wydarzenia w mieście. Reklamując swoją firmę, używał pieczątki: Fotograf uniwersytetu lubelskiego i teatru lubelskiego. Jego namiętnością był teatr, z zamiłowaniem robił też zdjęcia teatralne. [...] Pracę utrudniał niezwykle ciężki sprzęt, duży aparat, statyw, szklane klisze w drewnianych kasetach. Przybory te pomagali mu dźwigać obaj moi bracia, których zadaniem było również rankami, przed pójściem do szkoły, płukanie odbitek i przycinanie ich do odpowiedniego formatu. Nic więc dziwnego, że nikt z mojego rodzeństwa nie zdradzał ochoty do wyboru podobnego zawodu. Wiele godzin musiał ojciec też spędzać na pracy w ciemni i jego palce zabarwione były zawsze śladami kwasów.

Choć zajęty był czasem do późnej nocy, kochał swój zawód i wykonywał go z prawdziwym zamiłowaniem. Łatwo nawiązywał kontakt ze swoimi klientami, chętnie też udzielał porad młodym adeptom fotografii amatorskiej, która nie była jeszcze ani tak rozpowszechniona, ani tak zautomatyzowana jak dziś. Pamiętam też, że z otchłani ciemni dobiegał mnie często jego melodyjny gwizd, będący wspomnieniem jakiejś arii operowej lub zapamiętanej z koncertu melodii, co świadczyło w sposób oczywisty, że humor mu w pracy sprzyja.

Fragment eseju Julii Hartwig, Radość z Zaułka
 

Czytaj >>> życiorys Ludwika Hartwiga
Obejrzyj >>> galerię z pocztówkami Ludwika Hartwiga

Posłuchaj >>> wspomnienia Julii Hartwig o ojcu

Kapucyńska 2

W kamienicy zlokalizowanej przy ulicy Kapucyńskiej 2 znajdowała się tymczasowa siedziba zakładu Ludwika Hartwiga w okresie II wojny światowej. Ludwik Hartwig przeniósł tu swój zakład fotograficzny po zniszczeniu atelier mieszczącego się w Hotelu Europejskim po bombardowaniu Lublina we wrześniu 1939 roku. Zachowało się jedno zdjęcie przedstawiające witrynę zakładu.

Karta realności z 15 maja 1940 roku (str. 34–38) ul. Kapucyńska 2, nr hip. 111 podaje, że właścicielem domu wybudowanego w 1874 roku był Jan Szunke, dozorcą Andrzej Cybul. O samym budynku czytamy: „budynek mieszkalny, murowany, trzykondygnacyjny, frontowy, pokryty blachą”. Karta podaje, że kamienica została uszkodzona podczas bombardowania w 1939 roku, świadczą o tym wpisy na temat oględzin mieszkań na II piętrze.

W materiałach archiwalnych znajduje się projekt reklamy firmy L. E. Hartwig w Lublinie – ul. Kapucyńska 2. Projekt zawiera: rysunek witryny sklepowej z napisem reklamowym o treści „Foto L. E. Hartwig Foto”, rzut liter. Na projekcie pieczątka o treści „Skład Przyborów Fotograficznych Edward Hartwig i S-ka, Lublin, ul. Kapucyńska 2”. Projekt został zatwierdzony 21 grudnia 1940 roku (s. 31).
 

 

 

Podwórko na tyłach kamienicy przy ulicy Peowiaków 2

Siedziba pierwszego zakładu fotograficznego założonego przez Ludwika Hartwiga po przybyciu w 1919 roku do Lublina. Na podwórku tej nieruchomości znajdowała się tzw. buda, czyli drewniany budynek mieszczący zakład fotograficzny. W centrum budynku znajdowała się akacja. Po przeniesieniu zakładu Ludwika Hartwiga do Hotelu Europejskiego budę przejął Edward Hartwig, który pracował tu wraz z żoną Heleną. Zakład często odwiedzał Wiktor Ziółkowski, bywał tu także Józef Czechowicz.

 

Pracownia, którą kiedyś mój ojciec wybudował po przyjeździe z Moskwy, przypominała pracownię malarza. Miała przeszklone ściany i sufit. W środku romantycznie rosło drzewo, ponieważ architekt miasta nie zgodził się na jego wycięcie. Ogrzewało się za pomocą żelaznego piecyka, wodę nosiło kubełkami z podwórka. A do płukania zdjęć służyła balia. Nie tylko jednak warunki oddaliły mnie od tego, co poznałem w Wiedniu. Na nowoczesną fotografię nie było po prostu zapotrzebowania. Powróciłem do zawodu portrecisty. Moi klienci wywodzący się z kręgów lubelskiego ziemiaństwa mieli tradycyjne wyobrażenia, jak ich konterfekty powinny wyglądać. Z własnych poszukiwań w dziedzinie fotografii jednak nie zrezygnowałem. Zrozumienie znajdowałem w kręgu przyjaciół z ówczesnej bohemy artystycznej Lublina. Liczyło się dla mnie to, że oni mnie akceptują. Bliskie więzy łączyły mnie wtedy z malarzem Zygmuntem Gąsiorowskim i poetą Józefem Łobodowskim.
Edward Hartwig, Pracownia na Narutowicza

Posłuchaj >>> wspomnienia Julii Hartwig o pracowni przy ulicy Peowiaków

Czechowicz wpadał czasem na pogawędkę. Podobnie jak Gralewski, Chomicz, Makarewicz, Witkowski i wielu innych. Fotografowałem go, a i on, zdaje się, przynosił jakieś własne fotograficzne próbki. Nie rozstawał się z fajką, z którą było mu bardzo do twarzy, choć stale mu gasła. Bywali u mnie również malarze lubelscy, niedoszli moi koledzy po palecie, Zenon Kononowicz, którego na pewno pamiętasz, Stanisław Filipiak, Stanisław Karamański z Kazimierza, Stanisław Michalak, Jerzy Pleśniarowicz oraz Zygmunt Kałużyński i Stanisław Gawarecki.
Julia Hartwig, Wywiad z bratem

Byłem zaprzyjaźniony z Józefem Czechowiczem. Pamiętam go jako skromnego, bardzo sympatycznego człowieka. Cichutko mówił, wolno chodził. Przyszedł kiedyś do pracowni na pogawędkę. Trzymał w ręku maleńki aparat fotograficzny, dając znak, że mamy podobne zainteresowania. Często rozmawialiśmy o Lublinie, o jego zaniedbanych, biednych przedmieściach. Wielokrotnie przemierzałem i fotografowałem te rejony miasta. To są właśnie zaułki, torfowiska, wierzby. Fotografie bardzo proste, ale bardzo polskie pejzaże. Pokazywałem Czechowiczowi moje prace. Oglądał i zamyślał się długo nad nimi.
Edward Hartwig, Pracownia na Narutowicza

Przeczytaj >>> wiersz Julii Hartwig Pamięci Czechowicza
Przeczytaj >>> biogram Józefa Czechowicza
 

Wiktor Ziółkowski bardzo dokładnie śledził moją pracę. Miałem wystawioną na ulicy szklaną gablotę ze zdjęciami i zmieniałem je dosyć często, uważając ją za małą ekspozycję moich prac. Prawdę mówiąc, zmieniałem ją na ogół z myślą o nim, o tym, co mi powie. Zawsze mówił szczerze swoje zdanie. I że świetnie, i że okropne. Bardzo go za to szanowałem.
Julia Hartwig, Wywiad z bratem


Przeczytaj >>> biogram Wiktora Ziółkowskiego

 

Dawne Gimnazjum im. Unii Lubelskiej

Budynek przy ulicy Narutowicza 12, w którym dziś mieści się gmach Wydziału Pedagogiki UMCS to gmach dawnego Gimnazjum im. Unii Lubelskiej. Do tej szkoły uczęszczała Julia Hartwig. Tutaj w 1939 roku zdała maturę. Będąc uczennicą gimnazjum, debiutowała na łamach międzyszkolnego czasopisma „W Słońce”. Do tej samej szkoły uczęszczały także Anna Malewska, Anna Kamieńska i Anna Szternfinkiel (Langfus). W 2006 roku z inicjatywy Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”, w obecności Julii Hartwig, odsłonięto tablicę upamiętniającą uczennice tej szkoły.

Jeśli chodzi o szkołę, to należę do tych osób, które mają bardzo dobre wspomnienia szkolne. To była naprawdę świetna szkoła. Tam były takie osoby, na przykład jak pani Chałubińska, która była wnuczką słynnego zakopiańskiego doktora, Chałubińskiego. Fizyki uczyła pani Woszczerowicz, która była siostrą Jacka Woszczerowicza. Także mieliśmy takie nazwiska naprawdę doborowe, ciekawe, i to byli ludzie ogromnie oddani. Ci profesorowie rzeczywiście swój czas oddawali uczniom. [...] Poza tym duch, jaki panował w szkole, był bardzo piękny. Bo z jednej strony, uczono pewnej dyscypliny, ale ona nigdy nie była wyrażana w jakiś drastyczny sposób. Prawdę mówiąc, ten kto przychodził do gimnazjum, jak gdyby z góry miał takie zobowiązanie, że ma się zachowywać jak należy. Jeżeli nie był dostatecznie przygotowany do tego w domu, to mógł się tego nauczyć w szkole, obserwując dorosłych, obserwując także innych kolegów. Mieliśmy bardzo różny status społeczny. Miałam koleżankę, która była córką prezydenta miasta, a równocześnie miałam koleżankę, której matka była dozorczynią w jakiejś kamienicy. Ale tych różnic się nie czuło, bo jeżeli nawet na początku można było wyczuć pewne braki u kogoś, to one się bardzo wyrównywały. No i przede wszystkim to, czego dzisiaj zupełnie nie ma – to jest to, że szkoła wychowywała w duchu bardzo obywatelskim. I mówię „obywatelskim”, a nie ani narodowym, ani państwowym, tylko właśnie obywatelskim. [...] Zresztą historia to wykazała, bo z tego pokolenia tylu ludzi zginęło, w sposób ofiarny, i jak gdyby na skutek tego, że wychowywano ich w takim duchu, że współżycie między ludźmi jest możliwe – życzliwe współżycie – że odmienność nie jest czymś, co jest godne potępienia, ale jest godne właśnie wyróżnienia i przyglądania się.
Fragment wspomnień zarejestrowanych w ramach programu Historia Mówiona

Posłuchaj >>> wspomnienia Julii Hartwig o szkole

  

„W Słońce”
Warto wspomnieć o czasopiśmie „W Słońce” piśmie międzyszkolnym, gdzie debiutowałam [mając niespełna 15 lat]. Kilkoma, pożal się Boże, wierszykami […]. Naprawdę nie było się czym chwalić. Niewiele wiedziałam wówczas o poezji współczesnej i próbowałam pisać, nie mając żadnej niemal kultury literackiej. W piśmie tym dużą rolę odegrał Jerzy Pleśniarowicz, postać w ówczesnym środowisku literackim legendarna. On chyba jeden tylko z zespołu redakcyjnego wiedział, co to jest awangarda. I pisywał bardzo awangardowe wiersze w stylu Czechowicza, bardziej jednak idąc za techniką niż za duchem tej poezji. Potem zupełnie zaprzestał pisania.
Julia Hartwig, Ciekawość świata

Czytaj więcej >>> o czasopiśmie „W Słońce”

Skrzyżowanie ulic Lubartowskiej i Kowalskiej

Ulica Kowalska to droga komunikacyjna biegnąca u podnóża wzgórza staromiejskiego. Przed II wojną światową ulica Kowalska łączyła się z ulicą Szeroką, stanowiącą centrum dzielnicy żydowskiej. W okresie II wojny światowej, na skrzyżowaniu ulicy Kowalskiej i Lubartowskiej znajdowała się główna brama prowadząca do getta. Tutaj, w marcu i kwietniu 1942 roku, odbywały się selekcje mieszkańców getta wywożonych następnie do obozu zagłady w Bełżcu.

W 2006 roku, podczas pobytu Julii Hartwig w Lublinie, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” zorganizował spacer po Lublinie z udziałem poetki. Na trasie spaceru znalazły się miejsca ważne dla Julii Hartwig i rodziny Hartwigów. Na skrzyżowaniu ulic Lubartowskiej i Kowalskiej Julia Hartwig przeczytała wiersz Koleżanki.

Przeczytaj >>> wiersz Julii Hartwig Koleżanki

 

Zaułek Hartwigów

Schody zbudowane w 1874 roku w celu połączenia ulicy Kowalskiej i placu Rybnego. W 2004 roku z inicjatywy Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” miejsce to zostało nazwane Zaułkiem Hartwigów w celu upamiętnienia jednej z najważniejszych lubelskich rodzin. Wybór ten nie był przypadkowy – miejsce było wielokrotnie fotografowane przez Edwarda Hartwiga. Po nadaniu nazwy Julia Hartwig dedykowała temu miejscu esej Radość z Zaułka.

Nie możemy się skarżyć na zapomnienie lub brak uznania. Ale z pewnością najpiękniejsza jest ta chwila, kiedy satysfakcji udzielają nam ludzie związani z tym, co nam bliskie, z naszym rodzinnym miastem. Dlatego z taką radością cała nasza rodzina przyjęła ten dar, jakim było nazwanie Zaułka Hartwigów w Lublinie.
Julia Hartwig, Radość z Zaułka
 

Przeczytaj >>> książkę Zaułek Hartwigów

 

Radość z Zaułka to historia rodzinna opisana przez Julię Hartwig, rozpoczynająca się od zdania: Kim są ci Hartwigowie, którym przypisany został piękny zaułek łączący ulicę Kowalską z placem Rybnym w Lublinie? Nazwę ulicy nosi zazwyczaj jedna osoba, wybrana i uznana za godną tego wyróżnienia. A tu mowa jakby o rodzinie, spróbujmy więc o rodzinie Hartwigów coś więcej powiedzieć.
Historia rodziny została też opisana w wierszu Niepotrzebne skreślić.
 

Przeczytaj >>> wiersz Julii Hartwig Niepotrzebne skreślić

 

Rynek Starego Miasta

Rynek i Stare Miasto często pojawiają się w twórczości Julii Hartwig i Edwarda Hartwiga. Julia Hartwig opisywała te miejsca, między innymi we wstępach do albumów fotograficznych brata. Poetka powiedziała o Starym Mieście: „jest to miejsce, do którego zawsze wracam”. Wspomina też, że specyficznego patrzenia na ten obszar Lublina nauczył ją właśnie brat.
Edward Hartwig fotografował Stare Miasto w Lublinie wielokrotnie. Niestety zachowało się tylko kilka jego przedwojennych zdjęć dokumentujących ten obszar. Zostały one opublikowane w albumie Lublin i okolice. Wspomnienie, do którego wstęp napisała Julia Hartwig. Po wojnie Edward Hartwig wracał do Lublina aby fotografować nie tylko obszar Starego Miasta i Śródmieścia, ale również tzw. nowy Lublin.

 

Wystarczyło z kolei przekroczyć granicę Bramy Krakowskiej, by zagłębić się w całkowicie odmienny i zawsze tajemniczy – może wskutek tego, że tak zanurzony w historii – świat Starego Miasta, oddychający własnym, odrębnym życiem, jak gdyby odgradzały go nadal od nowszych dzielnic mury obronne, od dawna już przecież nieistniejące. Bo Stare Miasto pielęgnuje swoją odmienność i niezależnie od tego, co dzieje się poza nim, stanowi jakby osobne centrum, żyjące samo dla siebie. Któż zresztą zaprzeczy, że jest to najczcigodniejsza część Lublina, mówiąca o dawnej jego powadze i zamożności, o umiłowaniu sztuki przez patrycjat i mieszczaństwo minionych wieków, fundatorów tutejszych kamienic, klasztorów i kościołów, wyniosłych bram strzegących dostępu do miasta, ratusza i zamku. To im, ich dbałości o piękno, zawdzięczamy urodę kamienic w rynku, często zwieńczonych attykami, tak typowymi dla lubelskiego renesansu i zdobnymi w sgraffita i rzeźby, których fragmentarycznym, zachowanym do dziś przykładem jest kamieniczka Pod Lwami.
Julia Hartwig, Lublin niezapomniany

 



Nowy element, który doszedł do mojego stosunku do Starego Miasta to był mój brat i jego zainteresowania. On właściwie nauczył mnie patrzeć na Stare Miasto także od strony właśnie takiej – co tutaj jest do utrwalenia, co tutaj jest ciekawe, co powinno zostać, i co jest przede wszystkim bardzo piękne. Często przypominam sobie nasze spacery, kiedy oprowadzał mnie po podwórkach Starego Miasta, które były fantastycznie ciekawe. [...] Edward pokazywał mi Lublin od środka, jak gdyby od kamienicy, bo wchodziliśmy na schody, patrzyliśmy, jaki jest widok na podwórko z góry, chodziliśmy po balkonach.
Fragment wypowiedzi ze spaceru z Julią Hartwig po Lublinie w 2006 roku

Z Edwardem bardzo nas blisko wiązały więzi takiego samego stosunku do przyrody, do architektury, do piękna, jak gdyby uzupełnialiśmy się. To wszystko, co go zachwycało wzrokowo, w moich wierszach znajduje odbicie.
Julia Hartwig, Radość z Zaułka

 

 

Przeczytaj >>> wiersz Julii Hartwig Na cześć moich braci
Posłuchaj >>> wspomnienia Julii Hartwig o współpracy z bratem Edwardem
Obejrzyj >>> stronę internetową o Edwardzie Hartwigu

Brama Grodzka

Brama Grodzka, która przed II wojną światową była zwana też Bramą Żydowską, to miejsce pojawiające się we wspomnieniach Julii Hartwig jako miejsce różnorodne i w pewnym sensie symboliczne. Miejsce to opisuje poetka w wierszu Elegia lubelska. Obszar rozciągający się przed wojną bezpośrednio za Bramą Grodzką był też jednym z pierwszych fotograficznych tematów podjętych przez Edwarda Hartwiga.

 

Chodziłam w te miejsca na Podzamczu. Nie było powodu, żeby tam nie chodzić. Mnie to bardzo ciekawiło. Muszę powiedzieć, że ja w ogóle zawsze byłam bardzo ciekawa świata, a tutaj miałam pod ręką jak gdyby podróż. Bo to jest naprawdę coś takiego, co było niepowtarzalne. To były naprawdę jak gdyby dwa miasta. Z jednej strony wolałabym, żeby może nie było tego wyraźnego rozgraniczenia, a równocześnie byłoby mi żal, żeby właśnie tej różnorodności, takiej zupełnej odmienności też nie było w Lublinie. To jest dla mnie symbol. Ja nigdy w żadnym innym mieście tego nie przeżyłam. To była szalenie barwna dzielnica.
Fragment wspomnień Julii Hartwig nagranych w ramach programu Historia Mówiona

Posłuchaj >>> wspomnienia Julii Hartwig o dzielnicy żydowskiej

Przeczytaj >>> wspomnienie Edwarda Hartwiga o Podzamczu


Z czasem dokonała się we mnie jakby mitologizacja Lublina. Stąd m.in. Elegia lubelska. Poczułam, się winna wobec tego miasta, przepięknego i ciepłego ciepłem kresowej prowincji. Kto się tam wychował, słyszał różne języki, stykał się z tradycją rosyjską, ukraińską, żydowską. Kiedy tam powracam, czas dzieciństwa, które spędziłam w tym mieście, wydaje mi się znów godny wskrzeszenia.
Julia Hartwig, Z wierszem trzeba poczekać

Przeczytaj >>> wiersz Julii Hartwig Elegia lubelska

Posłuchaj >>> wiersza Julii Hartwig Elegia lubelska w interpretacji Witolda Dąbrowskiego

 

 

Obejrzyj też >>> spacer z Julią Hartwig po Lublinie, który miał miejsce w 2006 roku

 

 

Opracowanie: Joanna Zętar



Możesz zwiedzić Lublin SZLAKIEM „ŚLADAMI HARTWIGÓW” z telefonem komórkowym z wykorzystaniem poszerzonej rzeczywistości.
Więcej szczegółów >>> na stronie
Lublin. Przewodnik - Poszerzona Rzeczywistość

 

 

 

 

 

 

 

Tekst hasła Przewodnik po Lublinie - Lublin Hartwigów
jest dostępny na licencji
Creative Commons
CC-BY-SA Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska