Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Poezja lubelska 1944 - 1955

Spis treści

[RozwińZwiń]

Wstęp

Poeci tworzący w Lublinie lat powojennych kontynuowali znakomite tradycje literackie Czechowicza i drugiej awangardy. W ich twórczości i działalności można wyróżnić kilka znamiennych rozdziałów. Są to etapy przeobrażeń i rozwoju poezji wyraźnie pokrywające się z periodyzacją właściwą głównemu nurtowi literatury polskiej lat powojennych.

Czas PKWN - 1944

 

Do stołecznego, a zarazem przyfrontowego Lublina przybyło wówczas, często w żołnierskich mundurach, wielu poetów, których twórczość kształtowała już obraz poezji polskiej lat międzywojennych. Znaleźli się tu min.: Mieczysław Jastrun, Jan Huszcza, Stanisław Jerzy Lec, Leon Pasternak, Stanisław Piętak, Julian Przyboś, Jerzy Putrament, Lucjan Szenwald, Jan Sztaudynger, Adam Ważyk. W atmosferze szczególnego kultu dla słowa poetyckiego odżywało po latach okupacji współczesne życie literackie.

W Lublinie wydawano: „Rzeczpospolitą”, „Odrodzenie”, „Gazetę Lubelską”, „Wieś”. W prasie i radiu liczne publikacje poetyckie, organizowano poranki i wieczory literackie, ukazały się w 1944 r. pierwsze tomiki wierszy: Godzina strzeżona Jastruna, Póki my żyjemy Przybosia, Wojna i wiosna Putramenta i Serce granatu Ważyka. Zbiory te prezentowały utwory napisane w latach okupacji lub na szlaku żołnierskich przemarszów. Tak np. tom wierszy Przybosia Póki my żyjemy był zbiorem utworów z lat 1939-1944 i wydany został wcześniej w konspiracji jako maszynopis powielany w Krakowie pod pseudonimem Lesław Leski i Bolesław Skieteń. Ważyka Serce granatu zawierało utwory powstałe w latach 1940—1943 i pierwsze ich wydanie ukazało się w Moskwie w 1943 r. Lubelska edycja tego tomu poszerzona została o teksty napisane w roku 1944.

Atmosfera literackiego Lublina okresu PKWN nie pozostała bez znaczenia dla twórczości literackiej i organizacyjnej miejscowych autorów. Szybko i znacząco zasygnalizowała swoją obecność najmłodsza generacja poetów z Lublina.

Julian Przyboś wspominając po latach te dni, pisał: „Tylko wierszy chcieli wtedy słuchacze na wieczorach w Lublinie, poezja przodowała, poezja wiodła wtedy naszą odrodzoną literaturę" (W stołecznym Lublinie, 1959, s. 6-9). Już 20 sierpnia 1944 roku w sali Teatru Miejskiego w Lublinie zorganizowano wieczór literacki pt. „Poezja polska 1939—1944”, na którym aktorzy recytowali min. wiersze Władysława Broniewskiego, Józefa Czechowicza, Kazimierza Andrzeja Jaworskiego, Antoniego Słonimskiego, Lucjana Szenwalda, Juliana Tuwima i Adama Ważyka. W czasie uroczystości sala teatru wypełniona była do ostatniego miejsca. Podobnie było z frekwencją na „Poranku młodych poetów lubelskich”, który odbył się 3 września 1944 r. w domu literatów i dziennikarzy przy ul. Radziwiłłowskiej 9 (obecnie Dymitrowa). W spotkaniu wzięli udział dopiero „zapowiadający się”: Julia Hartwig, Anna Kamieńska, Stanisława Zakrzewska, Jacek Bocheński, Kazimierz Kokosiński, Zygmunt Mikulski, Jerzy Pleśniarowicz, Zbigniew Piotrowski, Igor Sikirycki i Przemysław Zieliński. Na łamach „Odrodzenia” i „Rzeczypospolitej” ukazały się relacje, informujące m.in., że „poranek odbył się przy licznym udziale życzliwej publiczności, która reakcją swoją stwierdziła jeszcze raz społeczną potrzebę poezji” („Rzeczpospolita” 1944, nr 33).

Trwałym śladem tego spotkania pozostała kolumna wierszy w „Odrodzeniu” (nr 10-12 z dn. 15 stycznia 1945 r.) oraz publikacja pt. Wybór wierszy poetów lubelskich, w której znalazły się utwory siedmiu osób, m.in. J. Hartwig, A. Kamieńskiej, Z. Mikulskiego, Z. Piotrowskiego, J. Pleśniarowicza, „tworzących na terenie Lublina — jak to zaznaczono we wstępie do antologii — niejako grupę literacką, związaną wspólnymi upodobaniami poetyckimi". Warto zaznaczyć, że utwory młodych to wiersze pisane także w latach 1939—1944 i teraz po raz pierwszy publikowane. Anonimowy autor wstępu pisze dalej: „Wiersze umieszczone w antologii są przeważnie kontynuacją pewnych kierunków w poezji przedwrześniowej". Znamienne jest to stwierdzenie tradycji poezji polskiej lat międzywojennych. Przykładowo wiersze Pleśniarowicza są wręcz świadomym przedłużeniem poetyki Czechowicza. Pleśniarowicz, jako jedyny z grona młodych poetów, debiutował już w 1939 r. tomem wierszy pt. Śpiew pierwszy. Czechowicz recenzując ten zbiorek poezji swoje uwagi opublikował pod wymownym i pełnym nadziei tytułem: „Awangarda pójdzie dalej” („Kurier Poranny” 1939, nr. 210).
 

 

Nowe środowisko literackie po 1945

 
Poezja, będąc jak zawsze czuła na wydarzenia aktualne, stała się w przełomowych dla kraju dniach spoiwem łączącym zakłóconą przez wojnę ciągłość narodowej tradycji kulturalnej.
Druga połowa lat czterdziestych w Lublinie to czas kontynuacji znanych tradycji poetyckich, hojnego czerpania z doświadczeń Skamandra i awangardy w zakresie struktury artystycznej wiersza, to także czas budowy, niemal od podstaw, własnego środowiska literackiego. Z początkiem 1945 r. rozpoczął się bowiem masowy exodus literatów czasowo przebywających tu w okresie PKWN. Poezja w Lublinie lat 1945—1949 tworzona jest więc tylko własnymi siłami i talentem zamieszkałych tu poetów, których działalnością krytyczno-literacką wspierają: Juliusz Kleiner, Stefan Kawyn i Jan Parandowski.

Omawiane lata przyniosły miastu nad Bystrzycą co najmniej trzy bardzo udane i budzące uzasadnioną nadzieję debiuty. We wspomnianej już antologii Wybór wierszy poetów lubelskich debiutowali m.in. Anna Kamieńska i Igor Sikirycki.
 
Zaś na łamach lubelskiego „Zdroju” opublikował swój pierwszy wiersz Jan Nagrabiecki. Nagrabiecki niebawem, bo już w 1947 r., został autorem wydanego przez Lubelskie Towarzystwo Miłośników Książki tomu wierszy pt. Hejnał. Jest on poetą, który, podobnie jak Pleśniarowicz, z powodzeniem kontynuuje tradycje drugiej awangardy, kładąc główny ciężar lirycznego sugerowania na zmetaforyzowany i bardzo selektywnie konstruowany obraz poetycki. Często, także w swojej późniejszej twórczości, odwołuje się do liryki autora Kamienia i nuty człowieczej. Oto przykładowo wiersz pt. Czechowicz
(z tomu Gasnące linie, 1965), który jest także hołdem złożonym pamięci wielkiego poety:

chmura słonecznie w śpiewnych słojach
babiego lata kołuje nad czołem
gdy noc zawoła
słońce wjedzie na kołach
nie zagańsz płonącego czoła
czułą poduszką snu


Zupełnie innymi utworami debiutował Igor Sikirycki. Jego regularny, rytmiczny i rymowany wiersz, o powtarzalnej strukturze składniowo-intonacyjnej, ostro zarysowanych konturach obrazu poetyckiego, o wyraźnych skłonnościach podmiotu lirycznego ku patetycznej manifestacji przywołuje najlepsze utwory Lucjana Szenwalda i znamienne cechy poezji warszawskiej Kwadrygi.
Z wymienionej trójki lubelskich debiutantów 1945 r. najbardziej rozwinęła swój talent poetycki Anna Kamieńska, należąca dziś do grona najwybitniejszych poetek polskich. W jednym ze swoich wierszy napisała o sobie:

Urodziło mnie miasteczko o dzikiej
nazwie półruskiej Urodził mnie ten rok wojenny

(ze zbiorku Pod chmurami)
— mowa tu o rodzinnym Krasnymstawie i roku 1920.

Poetka utrzymuje stały kontakt ze środowiskiem literackim Lublina. W twórczości akcentuje z ogromną sympatią swoje związki z Ziemią Lubelską, dała temu m.in. wyraz w książce Jeden z grzechów pięknych, opublikowanej przez Wydawnictwo Lubelskie w 1967 r.

Kamieńska swój pierwszy tom wierszy pt. Wychowanie wydała w roku 1949. (Warszawa, „Książka i Wiedza"). Złożyły się nań utwory pisane m.in. w Lublinie w latach 1940—1948. Z perspektywy lat tom ten należy uznać za jeden z najbardziej znaczących spośród opublikowanych w kraju w owych latach. Jej poezja pełna jest szacunku dla godności człowieka, obdarzona mądrą miłością i wiarą, wywodzi się z najlepszych tradycji liryki polskiej od Kochanowskiego po Lietierta. W zakresie poetyki umiejętnie wykorzystuje doświadczenia międzywojennej awangardy. Oto przykładowo obraz będący rozbudowaną metaforą, która mogłaby być ilustracją „peiperowskiej” teorii o „metaforze rozkwitającej”:

Czekaliśmy na poczcie parą chwil.
Wówczas urzędnik zapieczętował lakiem
powieki twojej miłej,
Podałeś jej rękę, a ręka poczuła się ptakiem
i spotkała w locie
katedrę pochyloną nad fiołkami
.
(Miłość)

Cytowany fragment potwierdza fakt, iż metafora wierszy Kamieńskiej, to przede wszystkim środek sugerowania wartości emocjonalnych. Znamienna jest także dla tych wierszy kultura słowa, wyrażająca się oszczędnym i wyważonym jego użyciem. Kamieńska często posługuje się sytuacją liryczną jako jednym z elementów obrazowania, pośrednio sugerującego dominantę liryczną wiersza. W jej poezji komentarzem odautorskim bywa często norwidowskie przemilczenie:
Bo cóż tu mówić
kiedy Bóg jak każda mądra miłość
jest milczeniem

— mówi poetka w wierszu Niewiara (tom Rękopis znaleziony we śnie, 1978 r.).

W latach 1945—1949 ukazywały się w Lublinie, choć bardzo rzadko, tomiki wierszy poetów tu zamieszkałych, m.in. Jana Huszczy Pamiętnik liryczny (1945), Eugeniusza Gołębiowskiego W on czas ... Wiersze wojenne z lat 1939—1945. (1946) oraz Bajki (1948), Jana NagrabieckiegoHeleny Platty wspomniany już Hejnał (1947), a także Czerwone akordy (1949). Lublin w tym czasie nie dysponował jeszcze własnym wydawnictwem literackim i tomiki ukazywały się nakładem różnych instytucji kulturalnych i związkowych. Wydawcą tomu wierszy Gołębiowskiego był Instytut Pracy Nauczycielskiej, tomiki Nagrabieckiego i Platty wydało Lubelskie Towarzystwo Miłośników Książki, poezje Huszczy i bajki Gołębiowskiego firmował Związek Zawodowy Literatów Polskich w Lublinie.

Do godnych przypomnienia poetów drugiej połowy lat czterdziestych zaliczyć niewątpliwie należy Eugeniusza Gołębiowskiego. Przedstawił on swoje wiersze z lat 1939—1945 we wspomnianym już tomiku pt. W on czas..., a także publikował na łamach prasy lubelskiej. Oto przykładowo fragment Bitwy pod Kutnem:

Lecz czemu to niebo całe aż drży?
Czemu to niebo warczy nad nami?
Lecą! Po trzy, Po trzy,
Po trzy...
Tuż nad głowami rwą jak szatani...
Krwi wi wi wi wi wi wi wi wi wi...
Bomby! Bomby...
I krwi hekatomby.
Ziemia się cała kolebie
I piekło rozwarło się w niebie
Z dołu i z góry kurzawa ognista
I śmierć nam w oczy tryska...

Gołębiowski z powodzeniem wykorzystywał w swoich wierszach możliwości ekspresywne języka jako środka artystycznego sugerowanik. Jego utwory wyrastały z nurtu polskiej poezji ekspresjonistycznej tak znamiennej dla wczesnej poezji Słonimskiego i Tuwima. Gołębiowski opublikował jeszcze w 1948 r. tom Bajek, bynajmniej nie dla dzieci, utrzymanych w konwencji La Fontaine'a, a następnie całkowicie poświęcił się twórczości prozatorskiej. Stał się niebawem znanym i poczytnym autorem m.in. Zygmunta Augusta, czyli Żywota ostatniego z Jagiellonów.

Z Lublinem związana była jeszcze od czasów Czechowicza poetka, autorka siedmiu tomików wierszy, Helena Platta. W jednym ze swoich wierszy — Strofą sajicką — stwierdza: „wiersze moje — lubelskie witraże — nikłe odblaski". Trafne to określenie dla jej postawangardowych wierszy! Znamienna impresyjność poetyckich obrazów i refleksji cechuje wszystkie jej teksty. Autorka niewątpliwie osiągnęła znaczną sprawność poetyckiego sugerowania, szczególnie w pierwszych swoich zbiorkach, do których zaliczyłbym także powojenne Czerwone akordy (1949). Niestety, o wielu następnych można powiedzieć, że są zaledwie poprawnym wierszowaniem na lubelski temat. Niewątpliwa kultura literacka, oczytanie w zakresie poezji współczesnej, pozwoliły Platcie szczęśliwie uniknąć ogólnćgo zarzutu banalności. Opinie na temat jej twórczości były różne. Zbigniew Pędziński na łamach „Kameny” (1901, nr 13-14) wyznał: „Czuję osobistą wdzięczność do poetki, że moje — i chyba nie tylko moje — wrażenia z tej włóczęgi (po Starym Mieście w Lublinie — przyp. W. M.) potrafiła pogłębić i wzmocnić spajającym jej wiersze wątkiem autentycznego humanizmu... Platta stosuje w swoich lirykach chwyt wytrwanego artysty-fotografika, świadomego, że uroda krajobrazu i wspaniałości zabytku wystąpią w jego kompozycji tym silniej, jeśli na jej tle zostanie dyskretnie, ale wzruszająco ukazany żywy człowiek”.
Henryk Pająk, kreśląc jej sylwetkę w „Kalendarzu Lubelskim 1981” (s. 163-65), przypomina, że „za zasługi dla Lublina, za nieprzerwany od 1932 r. serdeczny romans z tym miastem" otrzymała Nagrodę Miasta Lublina 1964 oraz, już w trakcie śmiertelnej choroby, Nagrodę Literacką Towarzystwa Miłośników Lublina (1978).

 

Osoba Kazimierza Andrzeja Jaworskiego

Niewątpliwie szczęśliwa obecność (po obozowych przeżyciach) i aktywna działalność Kazimierza Andrzeja Jaworskiego nadały lubelskiemu środowisku literackiemu odpowiednio wysoką pozycję i rangę. Poeta i doskonały tłumacz w latach 1944-1949 drukował dużo, ale tylko na łamach prasy. W „Odrodzeniu”, „Kamenie”, „Zdroju” ukazywały się całe kolumny jego wierszy oryginalnych lub przekładów z poezji rosyjskiej, czeskiej, słowackiej, ukraińskiej, białoruskiej, a także niemieckiej i francuskiej.
Pierwsza powojenna książka poetycka Kazimierza Andrzeja Jaworskiego ukazała się dopiero w roku 1955. Były nią wydane w „Czytelniku” Wiersze wybrane 1939—1954. Tom opublikowany został w czasie szczególnie niekorzystnym dla literatury polskiej, tj. w latach tzw. wulgaryzacji „realizmu socjalistycznego”, ale był niewątpliwie najbardziej znaczącą poetycką książką lat pięćdziesiątych w Lublinie. Poezja Jaworskiego przemówiła do czytelników ponownie swoją nostalgiczną refleksją, umiłowaniem gór i mazurskich jezior. Tak często pojawiający się w jego wierszach motyw odejścia i przemijania czasu wkomponowany został w utwory wyrażające pochwałę życia i piękna ojczystego pejzażu.
Jarosław Iwaszkiewicz we wstępie do jubileuszowego dwunastotomowego wydania dzieł Kazimierza Andrzeja Jaworskiego (Wydawnictwo Lubelskie 1971— 1974) pisał:
„Wiersze Jaworskiego są pięknymi wierszami. Dzisiaj, kiedy z radością powracamy do klasy-cyzujących .wzorów, kryształowa czystość i naiwny deseń meandrów Jaworskiego może się stać prawdziwą pociechą, może nas napełnić nową wiarą w niezniszczalny kształt poezji. Wersyfikacyjna zręczność i umiejętność zestawiania słów stawia Jaworskiego pośród wybitnych klasyków poezji polskiej ostatniego półwiecza”.
W słowach tych skamandrycki rodowód poezji K. A. Jaworskiego nie tylko został potwierdzony, ale także ostatecznie oficjalnie uhonorowany. Dodać jeszcze należy, iż recenzenci jego wierszy, m.in. Michał Sławiński, Wojciech Natanson, Zbigniew Pędziński, z największym uznaniem podkreślali, że jest to poezja wyrażająca „solidarność z najprostszymi uczuciami ludzkimi”, dlatego tak bardzo humanistyczna i potrzebna.

Czasopisma literackie lat 1945–1949

Kamena”, „Zdrój”, „Światło” tylko sporadycznie i okazjonalnie drukują wiersze byłych współinicjatorów „Reflektora”: Konrada Bielskiego i Wacława Gralewskiego. Na łamach czasopism pojawiają się teksty poetów, oprócz wcześniej już wymienionych, m. in. Jacka Bocheńskiego, Julii Hartwig, Czesława Janczarskiego, Mariana N. Listowgkiego, Jana Szczawieja, Stefana Wolskiego i innych.
Obserwując wcale nie prowincjonalne lubelskie dokonania literackie tego okresu należy stwierdzić ciągle żywą i inspirującą rywalizację poetycką między awangardzistami a tradycjonalistami o kształt nowej poezji polskiej. Z takim stanem posiadania wchodzi poetycki Lublin w trudne lata pięćdziesiąte.

Socrealizm 1949–1955

Okres ten to czas smutnych konsekwencji „ofensywnej” polityki kulturalnej realizmu socjalistycznego. „Poezja w pierwszej linii walki o pokój" to nie tylko tytuł artykułu Marka Jaworskiego („Sztandar Ludu” z dn. 19 V 1951 r.), ale i naczelne hasło kierowane do poetów z trybuny szczecińskiego zjazdu ZLP (1949 r.). Postawione sztuce polityczne zadanie: „nie tak jak jest, ale jak być powinno", doprowadziło rychło do wulgaryzacji funkcji literatury i schematycznych uproszczeń. Radosna twórczość przyniosła w konsekwencji, szczególnie w poezji, żałosne rezultaty.
Wprawdzie w Lublinie nie było kuriosalnych przypadków wydawniczych, tym niemniej pojawiały się w miejscowych czasopismach utwory, których same tytuły wyjaśniają wiele: Mówi ZMP-owiec z brygady młodzieżowej czy Wiosna u sekretarza partii, FSC — poemat, Mącicielom pokoju, Produkcja w FSC i inne. Wszystkie te utwory łączy szablonowe i tendencyjnie uproszczone widzenie problemu, a także znamienna nuta — „Nuta, sens biorąca z imienia Bieruta”, jak, zupełnie na poważnie, napisał autor jednego z wymienionych wierszy.

Poeci „starszej” generacji sprawy te widzieli nieco w szerszym kontekście. Oto Konrad Bielski, jeden z grupy dawnego Reflektora, kreśląc program nowej poezji, pisał w 1951 roku:
Wydobyć słowo — twórcze, żywe, Co by świeciło słońcem nocą, Było, jak stal nieustępliwe, Słowo o takim wielkim brzmieniu, By ludziom w świecie rozproszonym Lśniło gwiazdami to gęstwie cieniów, Było pobudką i zapłonem Było sztandarem-zawołaniem, Nagrodą w pracy, siłą w boju, Nowego świata zwiastowaniem, Tęsknotą ludów do pokoju.
[-]

Muzo dzisiejsza, Muzo nowa,
Która zrodziłaś się w dział grzmocie,
Rewolucyjnej walki mowach,
Wysiłku twórczym, w czoła pode,
Nieziemskie kształty ucieleśnij —
Zstąp ludzką stopą na budowę,
Daj gniewnym strofom naszej pieśni
Siłę energii atomowej.

(Inwokacja)

Konrad Bielski w omawianym okresie opublikował swoją pierwszą poetycką książkę. Był nią poemat o wojnie w Korei pt. 38 równoleżnik („Czytelnik”, 1954). Wacław Gralewski napisał w „Kamenie” (1955, nr 1/2), że jest to poemat „sloganowo-publicystyczny” — krótka, ale mówiąca wszystko recenzja! To, że Konrad Bielski bywał poetą, i to jednym z wiodących w grupie awangardowego Reflektora, świadczą jego wiersze z lat 1921–1935, przypomniane przez Wydawnictwo Lubelskie zbiorkiem Siedem dawnych wierszy (Lublin 1960) oraz tomem Wczoraj i przedwczoraj (Lublin 1966).

Niekorzystnie w latach 1949–1955 układały się sprawy wydawnicze poetów lubelskich. Mimo wznowienia Biblioteki „Kameny" tomiki wierszy ukazywały się bardzo rzadko (w latach 1952–1959 opublikowano zaledwie trzy pozycje Biblioteki). W ramach tej serii wydawniczej debiutował w 1953 r. Stefan Wolski zbiorkiem Wiersze z Lublina. Warto zwrócić uwagę na dedykację tomu: „Poetom Konradowi Bielskiemu, Wacławowi Gralewskiemu, Kazimierzowi Andrzejowi Jaworskiemu”.
Wiersze Stefana Wolskiego to reminiscencje z okresu wojny i czasu odbudowy kraju, obrazy z miasta nad Bystrzycą, liryczne refleksje i komentarze. Wszystkie utrzymane w konwencji „poetyckiego opisu”, niestety metaforyka nie podnosi ich artystycznej rangi. Jest tradycyjna, a nawet potoczna:

Moje słowa są nagie i proste
jak prawda człowieka
obnażonego na stole chirurga,
położonego w reflektorach,
z których jeden pyta:
„czym jesteś ty?...”
a drugi krzyczy:
„dokąd?!...”
Mowa metaforyczna byłaby zdradą.

(z tomu Szedłem tędy, 1959)

Stefan Wolski jest autorem czterech zbiorków poezji: Wiersze z Lublina (1953), Szedłem tędy (1959), Ona (1963) oraz Wymiary błękitu (1977). Ten ostatni jest retrospektywnym wyborem wierszy z lat 1948– 1974.

W okresie 1949–1955 trudno mówić o znaczących osiągnięciach twórczych miejscowej grupy poetów. Tylko tłumaczenia z literatury radzieckiej kolektywu literackiego „Załoga nr 1”, a szczególnie przekłady poetyckie Kazimierza Andrzeja Jaworskiego, są śladami obecności miejscowego środowiska literackiego. W zakresie twórczości oryginalnej jest to zdecydowanie okres siedmiu chudych lat, które trzeba było jak najszybciej wykreślić z pamięci i ze świadomości twórczej, aby w następnych latach odbudować autentyczną poezję w Lublinie. Znamienny jest fakt, że wiodący poeci socrealizmu szybko skazali na zapomnienie swoje wiersze pisane w okresie „błędów i wypaczeń”. Np. Marek Adam Jaworski publikując w r. 1959 tomik Wisła w Kazimierzu, będący wyborem utworów z lat 1946–1955, pomija swoje sztandarowe utwory tego okresu. Co więcej, przypomina wiersze dawne, odkrywające, jak się wydaje, na nowo prawdy oczywiste:

Więc znów można spostrzec
rzeczy najprostsze, zagubione w latach.
Znowu błękitne jest niebo
i usta znów są czerwone

(Maj 1949)

Literatura