Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Palestra trybunalska

Rok 1578 zaznaczył się w dziejach Polski wydarzeniem dużej wagi – powstał sąd najwyższej instancji, zwany Trybunałem Koronnym, Iudicium Ordinarium Generale Tribunalis Regni. Pełnił on funkcję sądu odwoławczego od wszelkich sądów szlacheckich, a także sądu sejmowego i królewskiego.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Deputaci

Sędziowie trybunału wybierani byli na rok. Po zakończeniu swej służby w sądzie mogli być ponownie wybrani po upływie określonego czasu. Dla deputatów świeckich był to w całej historii funkcjonowania trybunału okres czterech lat. Deputaci duchowni początkowo mogli zasiadać rokrocznie. Ze względu na protesty innych sędziów dokonano zmian, w wyniku których również deputaci duchowni dopiero po upływie czterech lat od zakończenia swej misji obywatelskiej mogli się ubiegać o ponowny wybór na stanowisko sędziego trybunalskiego. Szlachta za wszelką cenę próbowała ograniczyć rolę duchownych w trybunale. Udało się tego dokonać, przedłużając okres rozbratu z sądem do lat sześciu. Co więcej uznano, że deputaci duchowni nie powinni mieszać się w sprawy świeckie, i dokonano kolejnych poprawek, w myśl których sędziowie wybrani przez kolegiaty mogli sądzić sprawy z regestru arianismi oraz w Trybunale Mieszanym – iudicium mixti fori. Nieskutecznie próbowano znieść funkcję prezydenta trybunału, którą zawsze sprawowali deputaci duchowni. Oprócz prezydenta funkcję przewodniczącego pełnił marszałek trybunału. Marszałek nadzorował funkcjonowanie kancelarii sądowej, pilnował porządku obrad. W miejscu odbywania sądów posiadał uprawnienia starościńskie. Posiadał zwierzchność nad gwardią przeznaczoną do ochrony trybunału. Ordynansami przy marszałku byli oficerowie i podoficerowie gwardii trybunalskiej. Znane są również przypadki sądzenia przez marszałków zakłócających spokój sesji sądu. Za burdy i niepokoje w miejscu sesji groziło nawet skrócenie o głowę. Wyroki o naruszenie spokoju wydawano w trybie przyspieszonym i wykonywano natychmiast po ich zasądzeniu.
Ze względu na charakter sądu obywatelskiego marszałek, prezydent i inni deputaci nie posiadali stałego wynagrodzenia. Istniało co prawda skrzynkowe, a więc opłaty na rzecz sądu za wszelkie wykroczenia, ale nie były to sumy, które mogły pokryć potrzeby sędziów. Inne formy dofinansowania dla składu sędziowskiego to pobieranie części zasądzonych sum na potrzeby trybunału. Idealizm szlachecki, a więc sąd obywatelski nie sprawdził się. W bardzo krótkim czasie deputaci zaczęli być sprzedajni. Pomyślne rozstrzygnięcie swej sprawy można było kupić. Po wprowadzeniu zmian dotyczących postępowania (możliwość kasacji wyroku) można było kupić ponowne otwarcie sprawy na kolejnej sesji. Sejm próbował przeciwdziałać korupcji, wydając konstytucje przeciwko łapownikom lecz pozostawały one jedynie na papierze. Dopiero w 1768 roku ustalono stałe pensje dla marszałka i deputatów (odpowiednio trzydzieści oraz pięć tysięcy złotych). Z dnia na dzień korupcji to nie ukróciło. Dowody można znaleźć w relacjach pamiętnikarskich świadczących o licznych „prezentach” dla sędziów od możniejszych obywateli.

Palestra

Jak w każdym sądzie, tak i w trybunale wykształciła się warstwa obrońców – palestra. Mimo niskiego stanu świadomości prawnej sędziów trybunalskich, palestra cieszyła się szacunkiem wśród szlachty. Patroni znali prawo i byli świetnymi mówcami. Liczni pamiętnikarze oraz relacje z XVIII wieku nakreślają nam obraz palestry mało skorumpowanej, czego nie można powiedzieć o deputatach. Zawód patrona wiązał się także z ryzykiem narażenia się na niełaskę i ewentualną zemstę możniejszych adwersarzy. Do zawodu adwokackiego garnęła się zwykle młodzież pochodząca z drobnej lub średniej szlachty. Mimo znacznego ryzyka i dużej odpowiedzialności, przedstawiciel palestry dużo zarabiał. Droga do wykonywania zawodu patrona trybunalskiego była jednak długa.
W Polsce okresu staropolskiego nie wykształciła się jedna instytucja mająca zwierzchność nad palestrą, nie powstała także szkoła specjalizująca się w kształceniu tylko w tym zawodzie. Młodzi adepci aby uzyskać wpis do regestrów dependentów, musieli praktykować u patronów. Przyjmując praktykanta, adwokat był odpowiedzialny za jego zachowanie na sądach, jak i poza nimi. Do obowiązków dependenta należało prowadzenie kancelarii pryncypała, noszenie dokumentów na sąd, czytanie ich przed składem sędziowskim, słuchanie przebiegu spraw, jak również wprawianie się w formule procesowej.
Dependentów nazywano także palestrantami. Dzielono ich dodatkowo na wyższych i niższych. Ci pierwsi praktykowali cztery lata i przygotowywali się do służby patrona trybunalskiego. Jeśli pryncypał wyrażał zgodę na zakończenie wyższego stopnia palestranta to jego podopieczny zostawał patronem. Aby jednak reprezentować strony w sprawie, młody adwokat musiał złożyć przysięgę w sądzie ziemskim lubelskim lub sieradzkim i otrzymać patent królewski. Wtedy zostawał pełnoprawnym członkiem palestry. Od 1726 roku adwokatem mógł zostać tylko szlachcic.
Aby móc bronić klienta patron powinien podpisać z nim odpowiednią umowę o nadanie pełnomocnictw. Odnotowywano to zdarzenie w księdze plenipotencji. Po tych formalnościach adwokat mógł w imieniu strony występować przed sądem z dokumentami otrzymanymi od swego pracodawcy, oczywiście za stosownym pokwitowaniem. W ważniejszych procesach i przy bogatszym zleceniodawcy istniała możliwość zatrudnienia dwóch, a nawet trzech patronów naraz. Również razem uczestniczyli oni w przewodzie sądowym.
Adwokaci dosyć niechętnie brali sprawy z urzędu, co nieraz spotykało się z naganą szlachty, a nawet sejmu. Padały wtedy oskarżenia o wstrzymywanie działalności wymiaru sprawiedliwości. Najchętniej brano sprawy z regestru arianismi. W razie wybronienia klienta z tego regestru, adwokat zyskiwał uznanie wśród palestry i możliwość obrony możnych klientów, jednak w sprawach, które nie były wcale łatwiejsze. Czy klient adwokata był biedny czy bogaty zasady obrony były niezmienne. Patron musiał być wierny interesom swego mocodawcy i powinien, pod groźbą infamii, nie ulegać pokusie łapówek od strony przeciwnej na szkodę klienta. Patron nie-szlachcic układający się z adwersarzem mógł nawet przypłacić to życiem.
W odróżnieniu od deputatów czy kancelistów palestra dokonywała ciągłego podwyższania kwalifikacji dla adeptów zawodu adwokata. W połowie XVIII wieku mecenasi byli już ukształtowaną grupą, powoli zamykającą się dla nowych członków. Świadczyło o tym nie tylko wykluczenie z grona praktykantów ludzi pochodzenia mieszczańskiego i chłopskiego, lecz także dokonywanie zmian w zakresie odbywania praktyk, aplikacji oraz egzaminu składanego po aplikacji. Sama palestra podzieliła się na patronów zapisanych przy sądach wyższych i niższych. Ci z wyższych sądów mogli reprezentować klientów w sądach niższych instancji. Zasada ta oczywiście nie funkcjonowała w odwrotną stronę. W sądzie trybunalskim wyróżniano także klasy adwokackie. Pod koniec XVIII wieku na liście zapisanych było łącznie stu mecenasów, z czego czterdziestu posiadało I klasę. Awans z klasy II do I był uzależniony od wakatu w klasie wyższej, a także od stażu pracy w zawodzie. Od aplikantów wymagano nie tylko doskonałej znajomości języka ojczystego i łaciny, ale także prawa zwyczajowego, materialnego oraz rzymskiego. Dodatkowo aplikanci uzupełniali wiedzę o powstające w Polsce zbiory praw i kodeksy.
Przy trybunale wykształciła się także klasa patronów diecezjalnych, niezapisanych na listy palestry. Bronili oni, w imieniu Kościoła, spraw niższego kleru oraz innych instytucji kościelnych. Utrzymywani byli przez poszczególne diecezje. Na ich uposażenie składali się głównie biskupi, opaci oraz bogatsze klasztory. Rocznie na ten cel diecezje przeznaczały średnio trzysta złotych.

Czytaj więcej>>> o historii budynku Trybunału Koronnego w Lublinie

Kancelaria i niżsi funkcjonariusze

W procedurze sądzenia oprócz deputatów i adwokatów brali także udział kanceliści. W czasach trybunału był to zawód dosyć szczególny. Kanceliści nierzadko znali prawo lepiej od deputatów. Podobnie jak palestranci pilnowali przestrzegania kolejności postępowania oraz formułowali dekrety trybunalskie. O ile sędziowie obywatelscy po roku wracali do swych starych zajęć, o tyle kancelaria trybunału funkcjonowała cały czas. Urzędnik w niej zatrudniony związany był z sądem najwyższym do końca życia, o ile nie zwolniono go za wykroczenia. Nad działalnością całej kancelarii oraz nad porządkiem w księgach czuwał pisarz aktowy. Był to najczęściej urzędnik z dużym stażem i swą funkcję pełnił dożywotnio. Również on zatwierdzał dekrety trybunalskie pieczęcią. Do pomocy miał wicesgerenta. Ten urzędnik pilnował podziału pracy w kancelarii między szeregowych kancelistów, których nazywano susceptantami. Usankcjonowanie dożywotniej funkcji pisarza aktowego nastąpiło w 1792 roku.
Podczas procesu sądowego dekrety wypisywał pisarz dekretowy. Był on wybierany przez trybunał w tajnym głosowaniu. Ponadto wpisu do regestrów spraw z poszczególnych województw mieli dokonywać pisarze z nich się wywodzący, a więc sprawy województwa lubelskiego wpisywał pisarz ziemski lubelski. W przypadku jego choroby zastępował go pisarz głównego grodu ziemi, z której niedysponowany pochodził. Procedura przewidywała także dalsze zastępstwa w razie wakatów.
Jako urzędnicy, kanceliści pobierali zapłatę za swoją służbę zwaną salarium. Od 1768 roku wynosiła ona 14 tys. zł dla pisarza aktowego. Miało to także zapobiegać włączaniu się pisarzy w sprawy sądowe i doradzanie jednej ze stron. Zakaz ten pochodził jeszcze sprzed funkcjonowania trybunału, z 1550 roku. Powtórzono go kilkakrotnie, m.in. na konwokacji warszawskiej w 1764 roku. Stałe salarium zapobiegało także korupcji.

Kancelaria jako wydział trybunału pobierała liczne opłaty związane z procesem sądowym, wydawaniem czystopisów dekretów, przy czym opłata była zróżnicowana, zależna od rodzaju sprawy, od wpisów do regestrów, wpisów wieczystych, a nawet od przystawienia pieczęci. Warto wspomnieć, że ceny te nie były wcale niskie. Gdyby któryś kancelista chciał pobrać opłatę wyższą od przewidzianej taksami, mógł liczyć się z wniesieniem sprawy do sądu. Najczęstszym wyrokiem było wówczas zasądzenie zwrotu naddatku pobranego od klienta przemnożonego trzykrotnie i kara osobista wykluczająca kancelistę z funkcji urzędnika wymiaru sprawiedliwości.
Mimo to często strony w sprawie decydowały się na łapówki dla kancelistów. Przekupieni urzędnicy mieli dokonać wpisu sprawy do niewłaściwego dla niej regestru. Co więcej, nie doręczano pozwu stronie przeciwnej, a starano się oskarżonego doprowadzić w kajdanach. W takim wypadku sprawa była rozpatrywana natychmiast i wpisywana do regestru specjalnego. Istniały także inne księgi sądowe do wpisywania różnego rodzaju spraw. Były to: regestr arianismi – zawierający sprawy arian, cudzołożników, czarownic, a także wyklętych przez okres dłuższy niż rok i sześć niedziel; taktowy – zawierał sprawy dotyczące krzywd poniesionych przez urzędników trybunału oraz ich rodziny; żołnierski – jak sama nazwa wskazuje, dotyczył wystąpień i niepokojów spowodowanych przez żołnierzy, np. podczas hiberny; ponadto funkcjonowało wiele innych regestrów: skarbowy, ordynacji zamojskiej czy ekspulsywny.
Oprócz regenta i kancelistów w kancelarii istniały także stanowiska niższego personelu. Byli to instygatorzy oraz woźni trybunalscy. Pierwszych było czterech. Bardziej intratną pozycję miał instygator skrzynkowy. Było ich dwóch. Jednego wybierał marszałek, a drugiego prezydent trybunału. Odpowiedzialni byli za ściąganie opłat od stron bezpośrednio po ogłoszeniu wyroku. Pobierali także inne opłaty sądowe do skrzyni – stąd ich nazwa. Zarabiali osiem złotych lecz mogli posiadać dodatkowy dochód z części opłat nieściągalnych w miejscu odbywania sądu.
Mniejszą funkcję pełnili instygatorzy bezpieczeństwa. Mimo rozległych kompetencji, szlachta nie garnęła się do wykonywania czynności związanych z bezpieczeństwem trybunału. Zwykle funkcję tę pełnili przedstawiciele szlachty biednej. Instygatorzy bezpieczeństwa pilnowali porządku nie tylko podczas sądów, ale także po zmroku. Mogli aresztować dowolnie wybranych ludzi w miejscach publicznych, o ile w jakiś sposób uchybili oni mającemu panować porządkowi. Instygatorzy często przemieszczali się w asyście straży trybunalskiej. Niestety instygatorom grożono i używano wobec nich przemocy. Zajęcie to, mimo wysokiego ryzyka, nie było dobrze płatne.
Najniższymi funkcjonariuszami trybunału byli woźni. W Lublinie do 1792 roku było ich pięciu, a w myśl ustawy o trybunale z 1792 roku miało być ich czterech. Zwykle posadę tę pełniła szlachta zaściankowa. Zarobki woźnego nie były duże lecz funkcja, którą pełnił była dożywotnia. Wykonywał szereg czynności procesowych na zlecenie trybunału. Kładł pozwy od stron w kancelarii, poświadczone jego podpisem. W wypadku, kiedy woźny pisać nie umiał, dokument pozwu miał podpisać szlachcic z ziemi, której pozew dotyczył. W razie niepokojów woźny miał wołać straże do sali obrad. Ponadto na sali woźny wyczytywał sprawy z regestrów. Poza budynkiem trybunału miał za zadanie publicznie ogłaszać komunikaty zlecone przez deputatów. Czynił to na czterech rogach rynku. Poza miejscem obrad sądowych woźny uczestniczył w wizjach lokalnych do spraw o gwałt, zabójstwo, okaleczenie czy wybicie z dóbr. Miał także obowiązek dostarczać dokumenty do trybunału dotyczące powyższych spraw, np. zaświadczenie od cyrulika dotyczących obdukcji. Woźny przedstawiał relacje z miejsca oględzin przed trybunałem, co także stanowiło materiał dowodowy. Często woźnych oskarżano w związku z tym o stronniczość, chociaż udowodnienie krzywoprzysięstwa dla woźnego kończyło się ścięciem.
 
 
Opracował Łukasz Fiuta 

Literatura

Chemperek D., Z chłopki księżna; historia wielkiej mistyfikacji z XVII wieku, Lublin 2000.

Makiłła D., Historia prawa w Polsce, Kraków 2008.

Reszczyński J., Sądownictwo i proces w kodyfikacji Macieja Śliwnickiegoz 1523 roku. O wpływach prawarzymskiego i praw obcych na myśl prawną polskiego odrodzenia, Kraków 2008.

Zarzycki W., Trybunał Koronny dawnej Rzeczypospolitej, PiotrkówTrybunalski 1993.

Żbikowski A., Lubelskie procesy religijne, Lublin 1930.