Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Opowieści o żydowskim Lublinie

Lublin we wspomnieniach mieszkańców miasta oraz w zapisach literackich

Spis treści

[RozwińZwiń]

Wybrane fragmenty Historii Mówionej

 

  • Bogdan Stanisław Pazur

Życie się toczyło przede wszystkim na ulicy - wystawali wszyscy przed domami, siadali na ławeczkach, na stołeczkach. Już w marcu, jak zaświeciło pierwsze słońce, to wychodzili ludzie starzy, grzali się, grzali kości na słońcu, przed bramami. Żydzi hołdujący tradycjom starozakonnym - w chałatach, pejsaci, w krymkach na głowie. Zresztą dokuczaliśmy im najbardziej. Wszystko toczyło się na ulicy. Handel też. Były sklepy, kawiarnie, piwiarnie, ale na ulicy, tutaj w Bramie Grodzkiej po lewej stronie była sodówka, miała ją pani Arbuzowa, sprzedawała też jedno z pyszności - makagigi. To takie z maku robione, też to było dobre, teraz się tego nie spotyka. Bajgli, bajgli - nosiły w koszyku Żydówki. Zresztą na tej Psiej Górce sprzedawały. Abubałecaj, bajgle, zachwalały swój towar, nosiły w dużych koszach, na sznureczkach. Nieraz mama w przypływie dobroci kupiła dwa sznureczki.
 
Fragment wspomnienia  Życie się toczyło na ulicy
 
  • Zahawa Lichtenberg
 
Grodzka była oświetlona gazem. Wieczorem, kiedy zaczynało się ściemniać, przychodził człowiek z drabinką, dostawiał ją do słupa i zapalał gaz. Robiło się jasno, może kiedyś oglądaliście taką scenę zapalania w kinie. Na przeciwko naszego sklepu, pod numerem 8 była sala tańca państwa Wałachmanów. Na tej samej ulicy znajdowała się druga szkoła tańców, należąca do p. Koll. Później, gdy przeprowadziliśmy się na Grodzką, te dwie szkoły tańca przeniosły się na inne miejsce, też tam w okolicy, ale ja dokładnie nie wiem gdzie. Więc muzyka rozchodziła się po całej ulicy. Młodzież tam tańczyła. Myślę, że była to tylko młodzież żydowska, ponieważ młodzież polska nie miała styczności z młodzieżą żydowską. Od czasu do czasu młodzi wyskakiwali na balkon, żeby się trochę ochłodzić. Śmiech, pieśni i muzyka roznosiły się po Grodzkiej, przez którą ludzie przechodzili, wracając ze spaceru z Krakowskiego Przedmieścia do swoich domów.
 
Fragment wspomnienia Stare Miasto
 
 
 
  • Mosze Opatowski
 
Kuchnia w domu koszerna była, jadło się ciunt (czulent), raz tygodniowo, albo raz miesięcznie, ale to nie była najważniejsza rzecz, która mnie wtedy interesowała, kaczki się robiło z kartoflami, babki ziemniaczane, nic specjalnego, ryby, śledzie siekane, z jabłkiem, z cebulą na słodko. Co tydzień obchodziliśmy szabas. Ojciec wracał z kantoru, ale nie szedł do bożnicy, wieczorem była kolacja dla całej rodziny, matka zapalała świece, modliła się nad nimi, ojciec błogosławił wino i dalej ryby jedliśmy po żydowsku i później rosół z farfelkami, albo z makaronami i mięso – kurczak albo coś takiego i ostatnie danie to było kompot z owoców. Tradycja była zachowana.
 
Fragment wspomnienia Kuchnia, tradycje rodzinne
 
 
 
  • Regina Winograd
 
Moja kamienica była polsko-żydowska. Gospodarz był Żydem. Nazywał się Brafman. Miał jednego syna, który wtedy był studentem. Mieszkali tam i Polacy i Żydzi. Stosunki między nimi były normalne. To byli sąsiedzi. My jako dzieci bawiliśmy się razem. Nie było, że to jest Żyd, a to jest Polak, ale każdy znał swoje miejsce. Żyd był Żydem, Polak Polakiem, ale jako sąsiedzi byliśmy bardzo normalni. Wszystko było razem, bawiliśmy się razem na podwórku, do szkoły chodziliśmy razem, więc nie mogło być dużych różnic między nami. W tej okolicy, w której mieszkałam, to jest za Rogatką Lubartowską, to nie była już typowa dzielnica żydowska. Lubartowska w stronę centrum miasta była bardziej żydowska, a za Rogatką nie było już tylu Żydów.
 

Reportaż "Stary Lublin" Samuela Lejba Schneidermana

 

[...] Nowy Lublin rozłożył się szeroko na górze, na pagórkowatym terenie rozpoczynającym się od Krakowskiego Przedmieścia - a w dole, w ciasnej kotlinie, leży Lublin stary. Oto ulica Jateczna. Tu rozpoczyna się nędza żydowskiego getta. Rzeźnicy o czarnych i rudych brodach, w białych, poplamionych fartuchach, krają wątrobę, płuca i porcje krezki dla ubogich klientek, którym dopiero w południe udało się zarobić parę groszy na lichy posiłek. Tłuste, bezkostne mięso rozchwytały już z samego rana służące bogatych gospodyń.
 
Drewniany mostek prowadzi przez suchotniczą rzeczkę, która wije się między uliczkami getta i roi od śmieci i odpadków, wyrzucanych z ciasnych izdebek. Murowane domy z ciemnymi, sklepionymi korytarzami zapadają się coraz głębiej i kruszą ze starości. Ramy okienne są powyginane i gdzieniegdzie tylko otwiera się okno w dusznych pokoikach.
Ulica Krawiecka, fot. M. Kirnberger, 1941. 
[...] W niskich, ciasnych sklepikach, wzdłuż ulic Żydowskiej i Krawieckiej zakupywali przybysze znane lubelskie wydania Talmudu, tałesy i mezuzy. Szewcy, oczytani w księgach świętych, szyli pantofelki dla narzeczonych, a krawczyki - cudotwórcy - jedwabne kapoty dla panów młodych.
 
Na ulicy Krawieckiej zachowała się dotąd mała piwniczka, w której żył słynny reb Kasze. Święty cadyk za dnia mełł kaszę ręcznym młynkiem, a po nocach, przy świetle łojówki, czytywał i zagłębiał się w świętych księgach - do świtu. Dziś tapiwniczka jest zabita deskami, a małe kamienne schodki pokruszył i zmełł już młyn czasu.
 
[...] Granic tego siedliska nędzy nie opuszczali nigdy cadycy Maharszal i Maharam. Stary gmach, mieszczący w sobie dwie synagogi, stoi tu dotąd jak twierdza z opancerzonymi drzwiami i grubymi murami. Część górna nosi imię Maharszala, a kamienne schodki prowadzą w dół do synagogi imienia Maharama. W czasie wojny lub pogromów Żydzi lubelskiego getta ukrywali się -w tych murach, uchodząc cało z rąk prześladowców.
 
O kilka kroków dalej znajduje się bóżnica późniejszego cadyka, przezwanego „Choze" - jasnowidz. Wokoło długich stołów siedzą dziś obrośnięci, obdarci żebracy wędrowni. Kilku Żydów mruczy nad pożółkłymi Gemarami, a na ołtarzu pali się rocznicowa świeca. Powietrze przesycone jest zapachem tabaki i zgnilizny.

Samuel Lejb Schneiderman, Stary Lublin1.

Żydowski Lublin w literaturze. Szalom Asz. Jarmark w Lublinie


Szalom Asz
Jarmark w Lublinie


Żydzi przybyli z Niemiec nosili aksamitne kapelusze. Czescy Żydzi mieli na sobie jedwabne płaszcze. Włoscy Żydzi, w których trudno było rozpoznać Żydów, nosili krótkie kolorowe ubrania i przy pasie mieli, wzorem wszystkich szlachetnie urodzonych Włochów, zawieszone szpady. Wielu z nich przyjechało w celach handlowych, ale byli wśród nich również tacy, którzy chcieli studiować w sławnej jesziwie. Polskie jesziwy cieszyły się obecnie taką samą sławą, jak niegdyś talmudyczne szkoły w Babilonii. Uczyli się w nich młodzi Żydzi z całego niemal świata. Niektórzy młodzi uczeni żydowscy przyjechali do lubelskiego grodu po to, żeby otrzymać z rąk tego czy innego stołecznego rabina semiche, czyli dyplom uprawniający do pełnienia funkcji rabina lub rytualnego rzezaka. Także autorzy książek przyjechali po zgodę na wydanie drukiem swoich dzieł.

 
Ci wszyscy ludzie spotkali się na ulicy Bożnicznej, przy której wznosiła się sławna jesziwa i siedziba Sejmu Czterech Ziemstw. Tu również odbywał się jarmark żydowski.
 

 

Majer Bałaban. Miasto Żydowskie


Majer Bałaban
Miasto Żydowskie


Wokół Góry Zamkowej widzimy wieniec niskich domów - jest to Miasto Żydowskie, które przykucnęło u podnóża zamku. Rozszerza się ono na część Podzamcza i ulicę Krawiecką. To dolne miasto wraz z żydowską częścią Starówki jest właśnie celem wędrówki i od niego rozpoczniemy nasz spacer. [...]


Od Rynku ulica Grodzka prowadzi nas wprost do Bramy Żydowskiej i zamku. Ulica ta przecina dość szeroki plac, na którym aż do początku XIX wieku stał kościół farny z piękną wieżą. Wokół kościoła rozciągał się cmentarz, na którym znajdowały wieczny odpoczynek mieszczańskie rodziny. W latach trzydziestych XIX wieku kościół rozebrano.

Zlikwidowano też cmentarz, a prochy zmarłych przeniesiono na inny. Dzisiaj w tym miejscu jest mały skwer, na który wychodzą okna żydowskiego sierocińca i domu starców (Grodzka 11). Po wschodniej stronie skwer ciągnie się aż do krawędzi miejskiego płaskowyżu, z której możemy oglądać zamek i Miasto Żydowskie aż do dalekich przedmieść (ryc. 7 i 27).
 
 

 

Alfred Döblin. Lublin


Alfred Döblin
Lublin 
 
Ta główna ulica nazywa się Krakowskie Przedmieście, jak w Warszawie: wysadzana drzewami, małe, dwu-, trzypiętrowe domy, nieszczególne sklepy. Krótkie przecznice i już miasto się kończy. Po drugiej stronie wznosi się czarny obelisk; dwie złote kiczowate kobiety podają sobie dłonie; na kamieniu widnieją daty 1569-1825, tu została zawarta unia Polski z Litwą. A za kolumną wielki budynek w rozbiórce; w górze stoją mężczyźni z kilofami; żałosne rumowisko. To była rosyjska, greckokatolicka katedra, burzą ją tak samo, jak tamtą w Warszawie. Żal mi się robi. Nagle czuję się samotny i ponury. W Warszawie mogłem to jeszcze zaakceptować, to była stolica. Ale po co to planowe demolowanie kościołów? Niechby sobie stały. Co się proponuje w zamian? Głupotę, nienawiść i bezsens. Aż się trzęsę z obrzydzenia.
 
 

 

Nechama Tec. Mój dawny świat


Nechama Tec
Mój dawny świat


Wiedziałam, że moi rodzice nigdy nie zdołają się całkowicie zasymilować. Byli zbyt „żydowscy" i to nie tyle ze względu na ich fizyczny wygląd, ile z uwagi na cały wachlarz specyficznych cech. Ich pierwszym językiem był jidysz, natomiast znajomość polskiego była ograniczona. [...]

Kiedy tylko wyraziłam zainteresowanie językiem żydowskim, ojciec zniechęcał mnie, mówiąc, że jidysz nie jest właściwie językiem i że ważniejsza jest dla mnie znajomość polskiego. I tak, chcąc mu sprawić przyjemność, trzymałam się polskiego. Co więcej, zamiast nazywać mnie moim hebrajskim imieniem Nechama, nadali mi polskie imię Hela, najczęściej wołając na mnie Helka.

 

Przypisy

1 Całość tekstu w: Schneirderman S. L., Stary Lublin, "Scriptores" nr 28, Lublin 2003, s. 42-46. A także w: „Midrasz" nr 7-8, Warszawa 1999.

2 Fragment książki Kidusz Haszem Szaloma Asza, Asz Sz., Jarmark w Lublinie, "Scriptores" nr 28, Lublin 2003, 33-41.

3 Fragment książki Majera Bałabana, Bałaban M., Żydowskie miasto w Lublinie, Lublin 1991.

4 Fragment książki Alfreda Döblina Podróże po PolsceDöblin A., Lublin, "Scriptores" nr 27, Lublin 2003, s. 146-157.

5 Fragment książki Nechamy Tec Suche łzyTec N., Mój dawny świat, "Scriptores" nr 27, Lublin 2003, s. 158-167.
 

Literatura

Schneirderman S. L., Stary Lublin, "Scriptores" nr 28, Lublin 2003, s. 42-46.
Adamczyk-Garbowska M., Wyrwać z zapomnienia [w:] Bojarski J. J., Ścieżki pamięci, Lublin - Rishon Lezion, 2001.
Asz Sz., Kidusz Haszem, za: "Dos Jidisze Wort - Słowo żydowskie" 1995, nr 2 (80).
Bałaban M., Drukarstwo żydowskie w Polsce XVI w., Kraków 1931.
Bałaban M. Żydowskie Miasto w Lublinie, Lublin 1991.
Bojarski Jerzy Jacek, Owoce spotkań, [w:] Bojarski J. J., Ścieżki pamięci, Lublin - Rishon Lezion 2001.
Döblin A., Podróż po Polsce, Kraków 2000.
Kitowska-Łysiak M., Żydowskie miasto Lublin.
Kuwałek R., Przemiany społeczno-kulturalne w środowisku Żydów Lubelskich w XIX i XX wieku, [w:] Żydzi lubelscy. Materiały z sesji poświęconej Żydom lubelskim, Lublin 1994.
Tec N., Jak ocalałam, "Gazeta Wyborcza" 25 listopada, Warszawa 2005.
Tec N., Suche łzy, Warszawa 2005.
Więcławska K., Obraz sztetł w prozie Szaloma Asza i Izaaka Singera, "Obyczaje" nr 8, 2002.
Więcławska K., Elementy fantastyczne w obrazie sztetł w prozie Isaaca Bashevisa Singera.