Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Opowiadanie historii miejsca poprzez teatr

Jak dotykać przeszłości? - sposoby uczenia się o swoim lokalnym dziedzictwie na przykładzie Coalhurst.

Spis treści

[RozwińZwiń]

Inspiracja lokalną historią

Rzeczy, które możemy zobaczyć czy dotknąć, są tymi, które poruszają naszą wyobraźnię ...
Lewis Mumford

Mała góra na pustkowiu jest wszystkim, co zostało po wielkiej kopalni, gdzie szesnastu górników w 1935 roku wpadło w pułapkę i zginęło podczas eksplozji metanu. Nauczycielka dramy Arlene Purcell podjęła się ze swoimi studentami z Wyższej Szkoły Coalhurst inscenizacji przedstawienia, którego treść opiera się na historii wspomnianej już kopalni węgla. Arlene Purcell skoncentrowała się głównie na uchwyceniu fenomenu miasteczka, w którym znajdowała się kopalnia. Miasteczka, którego urok nadal przyciąga do niego starsze osoby, pamiętające miasto oraz młodsze, potrzebujące poznać jego historię.

Przygotowując przedstawienie, nauczycielka oraz jej studenci odwiedzali ludzi w ich domach i nagrywali ich wspomnienia. Studenci oglądali fotografie w rodzinnych albumach i czytali wycinki z gazet. Odwiedzili ponadto Galt Museum w Lethbridge, by móc później wiernie odtworzyć rekwizyty oraz stroje w spektaklu.
W lokalnym archiwum Arlene Purcell analizowała dokumenty, badając każdą minutę przebiegu katastrofy. Podczas zbierania materiałów potrzebnych do przygotowania spektaklu, studenci zagłębiali się w takie tematy jak: wpływ polityki międzynarodowej i narodowej oraz polityki pracy na życie codzienne oraz w zagadnienia dotyczące historii imigracji czy geologicznych i chemicznych uwarunkowań obszaru, na którym znajdowała się kopalnia węgla.

W ten sposób skromny scenariusz przerodził się w przedstawienie na 22 aktorów, w którego realizację zaangażowała się reszta szkoły przy wsparciu ze strony lokalnej społeczności.
Na premierze przedstawienia okazało się, że spektakl połączył na widowni wszystkie pokolenia. Arlene Purcell tłumaczyła: "zrobiliśmy coś więcej aniżeli przygotowanie zwykłego przedstawienia przez szkołę. Zebraliśmy wszystkich razem jako jedną wspólną widownię i naszej publiczności to się podobało." Przedstawienie "Firedamp" było odtwarzane jeszcze w ośmiu innych szkołach przy pełnej widowni.
Ale coś jeszcze innego działo się po każdym takim spektaklu. Studenci zbliżali się coraz bardziej do głębszego zrozumienia wydarzeń, które odtwarzali. Studenci wypytywali rodziców o ich dziadków i pradziadków. Wielu studentów odkryło, że ich rodziny były związane z podobnymi wzruszającymi historiami do tej, o której pamięć przywoływali na scenie.

Nauczyciele tacy jak Arlene Purcell korzystają w swojej pracy ze stosunkowo skromnej idei, która następnie przynosi duże rezultaty: wnikanie w lokalną społeczność staje się kluczem do nauczania. Studiując, dokumentując i interpretując doświadczenia lokalnej społeczności, wprowadzają oni wspomnienia rodziców i społeczności do wspólnego projektu. Nauczyciel wybiera taki temat na przedstawienie, który przyczyni się do zrozumienia przez studentów swojego najbliższego otoczenia. Tym samym zwiększy to ich zaangażowanie w jego sprawy.

Co się wydarzyło w Coalhurst?

To, co kiedyś nazwano by hałdą, dziś jest stertą łupku. W 1935 roku, kiedy ostatni wagon odpadków węglowych ze zbyt dużą domieszką skały płonej, bo można było je sprzedać, dołączył do tej ogromnej, tlącej się masy, mówiono o niej z lekceważeniem: „Śmietnisko” [albo „kupa”, w sensie górka]. Dziś jako ceglastoczerwony kopiec, skurczony z wiekiem, spoczywa na wschodnim krańcu miasta zajmując pięcioakrowy plac i zarastając co roku szerszym kołnierzem chwastów. Matki zabraniają swoim dzieciom bawić się za kolczastym płotem, który ją otacza, ale one oczywiście biegają po niej, kiedy tylko mogą. Ten rzucający się w oczy szczegół rzeźby terenu jest jedyną pamiątką po Imperialnej Kopalni w Coalhurst, gdzie ponad sześćdziesiąt lat temu w najbardziej niszczycielskiej kopalnianej katastrofie, jaka dotknęła Coalhurst, szesnastu górników straciło swoje życie. Ten wyjątkowy, niepowtarzalny punkt zwrotny jest jedyną zachowaną resztką po Królewskiej Kopalni Coalhurst.

Coalhurst, liczy około 2000 osób - przeważnie są to osoby dojeżdżające, a mieszkające pięć mil na wschód od Lethbridge. Od wodociągów rozłączono reprezentacyjne ulice i zaułki miernie wycenionych domów, firmy usługowe i mały przemysł. Pamiątkami po Coalhurst było kilka dobrze zachowanych starszych domów, opustoszałe ceglane budynki, jedno z biur Standard Bank of Canada (ostatni bank, jaki miało Coalhurst), oryginalna biała kołatka do Kościoła św. Józefa i oczywiście wynurzający się z mgły stos łupka ilastego. Typowe peryferyjne kolonie lokalizowane były przeważnie blisko większych miast. Miasteczko walczyło o swoją tożsamość i zamiar tworzenia gminy. Wielu nastolatków – za starych na podwórkowe zabawy i za młodych na prawo jazdy - wie, że miasto ma im niewiele do zaoferowania. Coalhurst ma opinię miasta chuligańskiego. Strach i brak zrozumienia pomiędzy pokoleniami oraz kompleks niższości osłabiają rzeczywiste osiągnięcia, starania młodych i tak samo starszych. Zalety małego miasteczka z możliwością współuczestniczenia w jego życiu i kierowania nim często są nierozpoznawane, niedoceniane i niewykorzystywane.

We wrześniu 1935 roku, kiedy stali mieszkańcy Coalhurst skrzętnie przygotowywali się do Świąt Bożego Narodzenia, wydarzyła się tragedia, o której echo rozeszło się po całym kraju. Późnym popołudniem podczas eksplozji metanu, zabrzmiał głęboki grzmot w podziemiach. Ranni mężczyźni ewakuowali się ale szesnastu, którzy zeszli na dół jako pierwsi, znalazło się w potrzasku. Rozpoczęła się heroiczna akcja ratunkowa, która była kontynuowana przez całą noc.

Kobiety, dzieci i sąsiedzi zebrali się, żeby razem czekać na kolejne wiadomości i modlić się. Ocaleni górnicy zignorowali własne bezpieczeństwo i wrócili szukać swoich kolegów. Ze wszystkich okolicznych kopalni zebrały się ekipy ratunkowe. We wczesnych godzinach rannych odnaleziono wszystkich szesnastu mężczyzn. Żaden z nich nie przeżył.

Pogrzeb w Lethbridge zgromadził 5000 osób. Major David Elton ułożył rozkład jazdy pociągu i autobusów tak, aby można było zawieźć na czas do miasta wszystkich mieszkańców Coalhurst. Z poszanowania na ten dzień zamknięte zostały firmy i urzędy. Odprawiono trzy nabożeństwa: prawosławne, katolickie i protestanckie. W procesji, która przeszła ulicami miasta, byli także obecni reprezentanci związku kopalni z całej zachodniej Kanady. Wdowy i 42 dzieci zmarłych tragicznie górników było ubranych na czarno. Jedna rodzina straciła trzech braci, tylko czwarty się uratował. Wrócił później i odnalazł ciała pozostałych. Zachowując wojskowy obyczaj pochówku, mężczyźni z Coalhurst mieli na ramionach czarne opaski i godnie stali na straży przez 24 godziny, odbywając ostatnią posługę. Ten dzień najbardziej utrwalił się w pamięci każdego, kto był obecny wówczas w mieście.

Oficjalne śledztwo było prowadzone w Lethbridge. Mężczyźni z Coalhurst poparli listami do rządu od Związku Pracujących Górników z całej Kanady wymóg reprezentacji górników w Komisji Śledczej ale bez skutku. Justice Lunney została wyznaczona jako niezależna 'głowa' śledztwa.

Zeznania osób wykazały wielokrotne naruszenie zasad bezpieczeństwa. Złamane belki zabezpieczające korytarze w kopalni były zaniedbane. Iskrzenie miało miejsce w dopiero co zainstalowanych liniach telefonicznych. Obwody elektryczne były przeciążone. Najważniejszym odkryciem było to, że główne drzwi były otwierane regularnie. Krótkie krążenie powietrza powinna była zapewnić wentylacja w tunelach i w głębszych pomieszczeniach w kopalni.

Górnicy z Coalhurst często jednak skarżyli się na gaz w zakątkach kopalni, ale ich uskarżanie się było lekceważone. Czasami skompresowane powietrze było używane do usuwania gazu, co jest zakazaną praktyką. Pewien mężczyzna skarżył się, że jest już za stary, żeby załadowywać węgiel, kiedy to narzekał na zawroty głowy i mdłości. Kiedy kopalnia węgla oficjalnie potwierdziła otrzymywane sygnały, lokalna sekretarka pokazała opatrzone datą dokumenty, które to potwierdzały. Wbrew zasięgu śledztwa, wyniki były nieprzekonywujące. Najprawdopodobniej przyczyną eksplozji była stłuczona lampka na kasku, od której mogła pochodzić iskra i zapalić się gaz, który się ulatniał. To były kontrowersyjne zarzuty, że kopalnia węgla, planując zamknąć Królewską Kopalnię na korzyść nowej Galt NO. 8, nadal zlecała pracę w wyeksploatowanych częściach kopalni i że wydobywano tam węgiel najtaniej jak to było tylko możliwe, nie przestrzegając odpowiednich procedur, skutkiem czego pozwolono na zgromadzenie ulatniającego się gazu.

Jak gdyby katastrofa kopalni nie miała wystarczającego znaczenia, plotki o zamknięciu Królewskiej Kopalni w Coalhurst urzeczywistniły się i w kwietniu 1936 roku ostatni ładunek węgla został dowieziony na powierzchnię. Kopalnie Lethbridge zamknęły Coalhurst, przekazując działalność nowej Galt No. 8. Kopalnia w Lethebridge nie mogła już dłużej żądać zapewnienia mieszkań i pomocy dla rodzin pracowników. Miasto walczyło z planami zamknięcia kopalni, pokazując, że kopalnia jest jeszcze nadal zdolna funkcjonować, ale temat był już zamknięty. Ocaleni górnicy zwolnili się z pracy. Niektórzy zostali zatrudnieni w innych lokalnych kopalniach, ale wielu opuściło na zawsze tą okolicę. Nieliczni pozostali i zajmowali się gospodarstwem. Reszta przez miesiąc (1936) wyprowadziła się z 40 domów, a nieruchomości stały się bezwartościowe. Nikogo nie interesowała wypłata zapomóg. Liczba rodzin potrzebujących pomocy zwiększyła się bardzo z 11 w grudniu do ponad 200 w maju.

Kolegium było zmuszone zadzwonić do rządu, zwracając się o pomoc. Coalhurst przestało być miastem.

Poszukiwania

Arlene Purcell: Zobacz co z historii tego miasteczka w przedstawieniu pt. "Przysypani"- zrealizowanym przeze mnie, powinno być przekazane kolejnym pokoleniom, zanim zniknie ono zupełnie z powierzchni ziemi. Jest to historia katastrofy kopalni Coalhurst oraz nieszczęścia ludzi, którzy żyli w tym miasteczku. Gaszenie pożaru było inspiracją do zrealizowania przedstawienia.

Od czasu kiedy uczę metodą dramy, wydawało mi się logiczne opowiedzieć historię o kopalnianym dziedzictwie Coalhurst przez przygotowanie przedstawienia w wyższej szkole. W 1997 roku przygotowywałam wiosenne przedstawienie z bardzo specjalną grupą studentów wyższej szkoły i wiedziałam, że moga być 'duszą' nowego projektu. Czułam, że mam małe doświadczenie, jakie potrzebne jest do wykonania tej pracy, bo dotychczas nie napisałam nawet tyle, żeby starczyło na opowiadanie. Ale miałam wizję. Chciałam uchwycić fenomen i istotę miasta, które żyło tutaj przed wojną i trzydzieści lat przed wylądowaniem człowieka na księżycu. Chciałam zwrócić się do starszych osób, które pamiętają przeszłość i do młodych, którzy potrzebują znać ich historię.

Pracę rozpoczęłam latem. Skontaktowałam się z osobami, które dorastały w Coalhurst w latach trzydziestych i z naszym dyrektorem Wayne'm Tate. Do nagrywania relacji użyłam szkolnej kamery video. Jerrad Kubik i ja odwiedzaliśmy ludzi w ich domach i nagrywaliśmy niesamowicie jasne i malownicze wspomnienia takie jak Johnn'ego Walkera, który jako chłopiec staczał się ze 'śmietniska', wtedy wysokiego na sto stóp, zwinięty wewnątrz starej opony "Modelu T”. Wszyscy szybko zapominali o kamerze, kiedy przenosili się w wyobraźni do Południowej Alberty „Brudnych Lat Trzydziestych”.

Netti Fabbi (z domu Locatelli), opowiadając o czasach, kiedy była gwiazdą baseballa, uwolniła swoje wspomnienia. Johnny Boychuk, pracownik w kopalni Galt No. 8, opowiedział jak wyglądało życie górników a jego żona Oral wspominała codzienne niepokoje związane z byciem żoną górnika. Ci ludzie przyjęli nasz projekt z serdecznością i wielkodusznością. To cudowne, że opowiadali te historie z takim zainteresowaniem.

Dzięki Johnn'emu Walker'owi dotarłam do Towarzystwa Historycznego Coalhurst, grupy rodowitych mieszkańców Coalhurst, którzy z miłością kolekcjonują rodzinne historie, dokumenty a także fotografie do miejscowej kroniki, która stała się moim głównym punktem odniesienia.

Stała mieszkanka Coalhurst, Katie Nestoruk, która do tej pory pamięta szkolne ławki z lat trzydziestych, zachowała zeszyty i protokoły, jakie podarowała szkole. Strony, zaatakowane już przez grzyb, pokazały przykre i konkretne efekty bumu gospodarczego i recesji. Przez Publiczną Bibliotekę w Lethbridge i jej filie mogłam dotrzeć do książek i dokumentów łącznie z prasą z lat dwudziestych, które co tydzień opisywały przebieg spotkań w żeńskich klubach, gdzie podawano wykwintne kanapki. Szkolna bibliotekarka, Madeline Brown, przechowywała troskliwie oryginalne wycinki gazety z 1935 roku. Penny Stone i Kevin Maclean z Sir Alexander Galt Museum przechowywali oryginalną dokumentację taką jak np. relacje o wypadku. Udostepnili nam ją, dzięki czemu mogliśmy tą dokumentację sfotografować (lampy kopalniane, okrycia głowy, przybory, itp.), by następnie przygotować rekwizyty do przedstawienia. Spędziłam dwa dni w archiwum w Edmonton, czytając zachowane 750 stron oficjalnego protokołu akcji ratunkowej z tej katastrofy. Zebrano wypowiedzi ukraińskich, włoskich i szkockich górników.

Lokalna historia, aczkolwiek istotna, nie była wystarczająca. Chciałam wczuć się w atmosferę tego czasu, zrozumieć kontekst, dowiedzieć się, o czym rozmawiano przy kolacji. Czytałam teksty o polityce, zarówno o narodowej jak i międzynarodowej, o wydarzeniach na świecie, imigracji, geologii, chemii, wydobyciu węgla, muzyce, tańcu, modzie, ekonomii, architekturze i literaturze.

9 grudnia 1997 roku w 62 rocznicę katastrofy, czytający teatralną prezentację z przeźroczami przybliżali przeszłość Coalhurst uczniom w obydwu szkołach i informowali o zbliżającej się premierze przedstawienia. Ludzie pamiętający te dawne czasy spędzili popołudnie na spotkaniu ze studentami, którzy turami wychodzili z klas na przechadzkę do biblioteki. Johnny Walker pokazał zdjęcia swoich wyczynów za młodu i różnych barwnych postaci, np. chłopaka, który przejechał rowerem po balustradzie High Level Bridge. Netti pokazała dziewczynom jak tańczy się charlestona, który około 1924 roku był bardzo popularnym tańcem towarzyskim. Oscar Odney, dusza towarzystwa, pokazała encyklopedię muzyki popularnej, zaśpiewała stare piosenki i włączyła w to dzieci. Ktoś wszedł i wskazał na jedno dziecko i powiedział: „Wow! Tutaj odbywa się zabawa!” Podstawa była juz opracowana.

Prace nad spektaklem

Rozwój przedstawienia był naprawdę znakomity. Zostało obsadzonych 22 aktorów a próby na scenie rozpoczęły się w lutym 1998 roku. Każdy student był chętny do zaangażowania się. Tymczasem tylko pierwsza z dwóch scen była ukończona. Wyjaśniałam studentom i mojemu koledze reżyserowi, że powinniśmy oszczędnie gospodarować scenami, dopóki nie będą one dopracowane. Wspólnym pytaniem stało się: „Czy pozwolisz mi żyć, czy mnie odstrzelisz?” Jak się okazało, to nieszablonowe podejście miało magiczną moc, bo w miarę postępu prób każdy charakter był kształtowany pod aktora grającego daną rolę. W miarę jak postępowało zrozumienie u studentów, ich charaktery rozwijały się wspaniale i dogłębnie, a wówczas rozpoczęli oni rozmawiać o ich własnych charakterach. Finalna scena była przygotowana na dwa tygodnie przed pierwszym przedstawieniem.

Gra chronologicznie rozgrywała się od jesieni 1934 roku przez wiosnę 1936 roku. Charaktery były przedstawione wielorako. Mary (Missy Klima), Teresa (Bella Plant) i Anna (Sherese Ambler), które otwierały przedstawienie, reprezentowały wszystkie kobiety imigrantki w Coalhurst; Tom (Jeff Hamilton) symbolizował wszystkich młodych mężczyzn z tamtego czasu.

Tak urozmaicona drama była bombą jak na szkołę naszej wielkości, jako że nie mieliśmy aktorskiego przygotowania, mało rekwizytów i niewielki budżet (projekt napisany został przez zrzeszenie studentów). Jak śnieżna kula projekt zbierał zwolenników. Coraz więcej osób przyłączało się i nas wspierało. Firmy ofiarowywały swoją pomoc: Jim Munro i Charlton & Hill Ltd. zapewniła ręcznej roboty skopki i naczynia na jedzenie (cebry). Lethbridge Custom Canvas wykonała czapki dla górników, Casey Denhoed of Casey's Woodwork z Coalhurst zatroszczyła się o dekoracje a the Walker family of Coalhurst Walkers' Transport podarowała przyczepkę, wózek oraz kierowcę, który przestawiał naszą ogromną dekorację w odpowiednie miejsca.

Personel z Wyższej Szkoły w Coalhurst zaangażował się w pełni, zarówno kolega nauczyciela jak i asystent dyrektora, Diane Pommen; Wayne Youngward, który za wszystkie kwestie techniczne wziął ciężar odpowiedzialności na siebie, łącznie z wydobywającym się dymem z kopalni i Deb Woodcock, reżyser.

Rose Roth, nasza sekretarka, udzielała się jako stylistka włosów a jej mąż, Mel, nasz opiekun, pożyczył swoje narzędzia i cierpliwie nadążał za naszym pączkującym bałaganem. Joanne Siljak, nasza bibliotekarka i Jill Carley kierowały promocją i programem. Wayne Tate zajmował się zręcznie fotografowaniem i kręceniem video a Sterling Paiha stale nas wspierał. Carolyn Templeton uczyła nas wykonywać charakteryzację. Inni sprzedawali bilety, koszulki, broszki i foldery z programem. Mike Homberger oddał nam salę gimnastyczną i pomógł nam przy artystycznym projektowaniu wnętrza.

Członkowie wspólnoty i rodzice przybyli, żeby podzielić się swoją opinią i zaofiarować swoją pomoc. King Cole udostępnił nam jego studio nagrań oraz swoje muzyczne umiejętności. Gerry Bjerke zrobił kilofy. Konsultowałam się z Oscarem Odney w sprawie starych piosenek, których potrzebowałyśmy i on też nauczył Louis (Riley McKinnon) grać je na gitarze. Nella Sjogren pomogła zaprojektować kostiumy i dokonać ich przeróbek. Rodzice przynieśli poczęstunek dla obsady i przekazali darowiznę a Blaine Pontarolo, kierownik the Coalhurst Volunteer Fire Department, odnalazł dla nas stary ciężki wąż gaśniczy, który był używany przy gaszeniu pożaru w 1934 roku.

Z pomocą przybywali do nas ludzie zupełnie nie związani z Coalhurst:: Wendy Hoff przemienił ośmiu hałaśliwych górników w męskie głosy chóru; Charlene Dyck nauczył młode pokolenie tańczyć pogo - dawnego walca; członkowie Galt No. 8 pomogli uporządkować wiadomości; Jeremy Youngward kierował światłami a moja pełna rodzina także miała swój drobny wkład pracy w przygotowaniach tego przedstawienia (to była moja jedyna szansa zobaczenia ich, wszystkich razem). Każdy użyczył na cel tego przedstawienia jakieś elementy kostiumów.

Reasumując, można powiedzieć, że w pracy nad przedstawieniem pomagało nam około 100 osób. Właściwie tylko w ten sposób mogło się to udać. Ta historia zawładnęła także nimi. Studenci wykonali mnóstwo pracy od malowania po cięcie biletów. Mike Bedster i John Betts obsługiwali scenę; Scott Soenen zajmował się nagłośnieniem i były jeszcze pielęgniarki. Prawdziwym wyzwaniem była zmiana kostiumów i makijażu. Każda postać z 22 osób przebierała się po 3 razy, ale kilka przebrań było fenomenalnych. Andy (Tim Sandham) odegrał sławny zjazd Johnnego Walker'a po śmietnisku w oponie (mieliśmy nawet oponę z Modelu A) i pojawiał sie w identycznym kostiumie – podartym i okrytym kurzymi piórami. Ale najgorsi byli górnicy. Ośmiu górników przebierało się wielokrotnie z zabrudzonego ubrania w czyste i z powrotem z czystego w ponownie zabrudzone. To wymagało zaplecza garderobianego. Kierowali tym studenci Angie Sheppard i Kim Walker. Potrafili oni przemienić każdego górnika z kocmołucha w dandysa w mniej niż trzydzieści sekund. Nauczyli się robić to tak szybko do pierwszego przedstawienia.

Z tego wszystkiego największą satysfakcją była dla mnie zmiana, jaka zaszła w uczniach. Na skutek mozolnych prób na scenie i nieprzerwanych dyskusji na ten temat, próbowaliśmy powiedzieć wszystko i zrozumieć tamte czasy oraz życie portretowanych postaci lepiej niż ktokolwiek inny. Przedstawienie uczniów zyskało ducha jeszcze na długo zanim robiło wrażenie profesjonalizmu. Nikt, kto usłyszał piosenkę Louis (Riley McKinnon) "Dark as a Dungeon", nie zapomni jej, a kiedy po raz pierwszy odegraliśmy scenę pogrzebu, wszyscy zamilkli.

Pewnego dnia pod koniec kwietnia, jakaś kobieta zatrzymała się w lokalnej restauracji i zapytała, czy jest ktokolwiek w mieście, kto mógłby jej opowiedzieć o katastrofie w kopalni w Coalhurst. Ta kobieta przybyła z Vancouver Island, żeby złożyć kwiaty na grobie ojca, którego nigdy nie poznała. Zginął w wybuchu, kiedy ona miała dopiero dwa lata. Szczęśliwie znalazła właśnie mnie i zgodziła się przyjść i porozmawiać o mojej obsadzie. Kiedy usiadła na tle scenografii, otoczona przez studentów, opowiedziała im, jakim ciężarem było dla jej mamy mówienie o tym, co wydarzyło się tej nocy, kiedy czekając przy pełni księżyca, trzymała swoje dziecko w ramionach, zastanawiając się, czy będzie wdową, nie mając jeszcze 25 lat. Robiliśmy próbę sceny u wejścia do kopalni pierwszy raz dwa dni wcześniej.

Premiera przedstawienia miała miejsce w naszej sali gimnastycznej w Coalhurst. Reakcja publiczności nas zaskoczyła i zawstydziła. Dała nam do zrozumienia, że zrobiliśmy coś naprawdę specjalnego. Bo zrobiliśmy coś więcej, aniżeli przygotowanie szkolnego przedstawienia. (...) Uczniowie ze szkoły zaczęli wypytywać się swoich rodziców o ich pradziadków. Okazało się, że wiele osób jest spokrewnionych z ludźmi, których sportretowaliśmy na scenie. Po bisach aktorzy wspomnieli o specjalnych osobach, o których wiedzieli, że były na widowni, np.: o Johnnym Walkerze, u którego nadal było widać błysk w oczach i chęć zjechania z góry jeszcze raz. Natomiast Helen Forenz urodziła się w dniu katastrofy a jej ojciec odwołał wówczas swoją zmianę, żeby być przy jej narodzinach. Przedstawiona jest ona w spektaklu jako "cudowne dziecko". Dzięki ich głosom, zarówno mówionym jak i spisanym, synów i córek górników, dowiedzieliśmy się, co oni wówczas czuli. Niektórzy jechali na przedstawienie trzy czy cztery godziny.

Przedstawienie było wystawiane ośmiokrotnie w trzech różnych miejscach, w domach wypełnionych całkowicie publicznością - w maju i w czerwcu. Kiedy przedstawienia dobiegły końca, jeden z rodziców powiedział: "Wiesz, to mi uprzytomniło, że jako rodzice nie jesteśmy sami, że jako potomkowie stanowimy wspólnotę." Po jednym przedstawieniu, kiedy aktorzy składali pokłony, wywołali mnie na scenę i uprzejmie wręczyli mi bukiet żółtych róż. Jeff, który grał Toma, skinął głową na róże i szepnął: „To symbol, wiesz.” Zakłopotałem się, ale zrozumiałem kiedy powiedział, "Przelicz je. Przelicz róże. Jest ich szesnaście.”

Arlene Purcell - przez 21 lat była nauczycielką w południowej Albercie (Kanada), gdzie razem z mężem, Leightonem, wychowała dwóch synów. Arlene mieszka w Lethbridge. Uczy dramy i 'language arts' w Wyższej Szkole w Coalhurst.

 

 


David Ridley
Director of Research and Youth Programs,
Heritage Community Foundation
Luty 2001
Arlene Purcell
(tłumaczenie Monika Krzykała)

Zob. http://www.youthsource.ab.ca/hyl/teacher_resources/firedamp/firedamp.htm