Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Obóz zagłady w Treblince

Obóz zagłady w Treblince był trzecim obozem funkcjonującym w ramach Aktion „Reinhardt” rozpoczętej w marcu 1942 r. Kiedy powstawał dwa pierwsze obozy w Bełżcu i w Sobiborze działały – Niemcy mordowali w nich ludność żydowską z dystryktów lubelskiego, krakowskiego i „Galicja”. Pierwszy powstał obóz w Bełżcu. Na jego wzór zbudowano obóz w Sobiborze. Doświadczenia zdobyte w obu tych ośrodkach zagłady Niemcy wykorzystali przy budowie obozu w Treblince. Obóz ten stał się najbardziej „perfekcyjnym” obozem w ramach Aktion „Reinhardt”.

Teren byłego obozu zagłady w Treblince
Teren byłego obozu zagłady w Treblince (Autor: Zętar, Joanna)

Spis treści

[RozwińZwiń]

Budowa i topografia obozuBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Historycy uważają, że decyzja o budowie obozu, w którym miano mordować Żydów z getta w Warszawie i z dystryktu warszawskiego, została podjęta podczas wizyty Heinricha Himmlera, Reichführera SS w getcie warszawskim 17 kwietnia 1942 r. Pod koniec kwietnia lub na początku maja delegacja SS-manów udała się w pobliże wsi Treblinka w poszukiwaniu miejsca na budowę. Wybrano teren oddalony o dwa kilometry od istniejącego już od 1940 r. obozu karnego i pracy dla Polaków i Żydów w Treblince (zwanego Treblinką I – dlatego też obóz zagłady nazywany był Treblinką II). Były one usytuowane w gminie Kosów w powiecie sokołowskim w północno-wschodniej części dystryktu warszawskiego, około 100 km od Warszawy. Treblinka II znajdowała się cztery kilometry od stacji kolejowej i wsi Treblinka, przy linii Warszawa–Białystok, zaledwie półtora kilometra od wsi Wólka Okrąglik1

Wykonanie prac budowlanych Centralny Zarząd Budowlany Waffen-SS w Warszawie zlecił dwóm firmom budowlanym Schönbrunn z Leignitz i Schmidt & Münstermann. Pracę rozpoczęto w maju lub w czerwcu 1942 r.2. Komendantem odpowiedzialnym za budowę obozu zagłady w Treblince był budowniczy obozów w Bełżcu i Sobiborze SS-Obersturmführer Richard Thomalla. Do prac budowlanych zmuszono przywiezionym ze Stoczka i Węgrowa Żydów oraz Polaków i Żydów z obozu Treblinka I. Thomalla przebywał w Treblince II kilka tygodni. Wkrótce do obozu przybył pierwszy jego komendant, doktor medycyny SS-Obersturmführer Irmfried Eberl. Eberl urodził się w 1910 r. w Bregencji w Austrii. Studiował medycynę w Innsbrucku. W 1931 r. wstąpił do NSDAP. Po wybuchu wojny w styczniu 1940 r. został oddelegowany do programu eutanazji T4 i kierował ośrodkami eksterminacji nieuleczalnie chorych i psychicznych osób w ośrodkach Brandenburgii, a później Berburgu3

Prace w Treblince II trwały do 11 lipca 1942 r. Obóz zagłady powstał na obszarze 20 hektarów, miał kształt czworoboku o wymiarach 600 na 400 metrów. Ogrodzony był dwoma płotami z drutu kolczastego, oddalonymi od siebie o 40–50 metrów. Na rogach pierwszego ogrodzenia zbudowane zostały ośmiometrowe wieże strażnicze. Obóz zagłady podzielony był na trzy części: administracyjno-gospodarczą (Wohnlager), część, w której odbywało się przyjmowanie ofiar (Auffanglager) oraz właściwy obóz eksterminacyjny (Totenlager). Wszystkie te trzy części były oddzielone od siebie wewnętrznymi płotami z drutu kolczastego. Najbardziej izolowany był Totenlager, położony na wzniesieniu – stąd zwany obozem górnym lub obozem II4. Części administracyjno-gospodarcza i „recepcyjna” stanowiły obóz dolny, zwany też obozem I. Teren, na którym przyjmowano ofiary, połączony był z obozem II ścieżką o szerokości około 5 metrów i długości około 100 m. Prowadziła ona bezpośrednio do znajdujących się tam komór gazowych. Wzdłuż jej brzegów ciągnęły się ogrodzenia z drutu kolczastego. Nazywana była szlauchem lub „Himmelstrasse” (niebiańską aleją). W celu kamuflażu i ograniczenia widzenia w ogrodzenia zewnętrzne obozu górnego i przy ścieżce wplątane były gałęzie sosnowe.

Wohnlager podzielony był na dwie części. W jednej mieszkała załoga obozu: około 30 SS-manów, i około 120 wachmanów (SS-Wachmanschaften) z obozu szkoleniowego w Trawnikach tzw. Trawniki-männer, czyli byłych jeńców sowieckich różnej narodowości, przeważnie Ukraińców (tak też identyfikowali ich więźniowie). Mieściły się tam nie tylko budynki mieszkalne dla złogi, komendantura obozu, ale także jadalnia, warsztat, szpital i tzw. zoo (gdzie trzymano sarny, lisy i dwa pawie). W tej strefie znajdowała się także główna brama obozu (wykorzystywana tylko przez załogę obozu) i biegnąca od niej główna droga obozu zwana Kurt Seidel Straße (od nazwiska najstarszego wiekiem niemieckiego członka załogi obozu, który nadzorował jej budowę). W drugiej części Wohnlager w tzw. getcie, w trzech barakach tworzących literę U, zamieszkiwali żydowscy więźniowie zmuszani do pracy przy machinie eksterminacyjnej. Tam też znajdował się plac apelowy. „Getto” również było ogrodzone drutem kolczastym. Na terenie Auffanglager znajdowały się tory kolejowe, służące przetaczaniu transportów z ofiarami. Były tam usytuowane także dwa drewniane budynki; jeden służył do rozbierania się kobiet i dzieci, drugi mężczyzn. Te dwa budynki także miały ogrodzenie z drutu kolczastego. W Auffanglager mieściła się też sortownia odzieży i przedmiotów zabranych ofiarom oraz specjalny, ukryty teren, nazywany później „lazaretem” – miejsce straceń chorych, starców i zagubionych dzieci (tzw. osób „niechodzących” – Gehunfähige).

Na terenie części eksterminacyjnej (o rozmiarach około 200 x 250 metrów) zbudowano, jedyny na terenie obozu, budynek z cegły, w którym mieściły się trzy komory gazowe. Mogło w nich zmieścić się jednorazowo około 600 osób. Każda z komór miała wymiary 4 x 4 metry i wysokość 2,6 m. Do każdej z nich ze wspólnego korytarza wchodziło się przez wąskie drzwi zamykane od zewnątrz. Podłogi były pochyłe w kierunku szerokich drzwi tylnych (także zamykanych od zewnątrz), służących do wyciągania ciał. Na sufitach umieszczono atrapy pryszniców, co miało wprowadzać ofiary w błąd. Obok komór znajdowało się pomieszczenie z silnikiem, prawdopodobnie z sowieckiego czołgu, który wytwarzał spaliny do trucia ludzi oraz zasilał agregat prądotwórczy, wytwarzający energię elektryczną dla całego obozu. Na wschód od komór gazowych znajdowały się olbrzymie doły na chowanie zwłok. Na południe od komór mieściły się baraki dla więźniów żydowskich zmuszanych do pracy, ograniczonej jednak tylko do terenu Totenlager (dlatego też mieli oni własną kuchnię i latrynę). Na środku obozu II stała kolejna wieża przeznaczona dla strażników5

Pierwszy etap działalności (23 lipca – 28 sierpnia 1942)Bezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Pierwszy transport Żydów do obozu zagłady w Treblince przybył 23 lipca 1942 r. z getta warszawskiego. Na stacji kolejowej Treblinka czekało na niego kilku esesmanów z załogi obozowej i niemieccy kolejarze, którzy mieli za zadanie przetoczyć pociąg na teren obozu. Świadkiem jego postoju na stacji Treblinka był jej naczelnik Franciszek Ząbecki. Po latach wspominał:

Pociąg składał się z 60 wagonów krytych, zatłoczonych ludźmi. Byli tam starzy, młodzi, mężczyźni, kobiety, dzieci i niemowlęta w betach. Drzwi wagonów były zaryglowane, okienka zakratowane drutem kolczastym. Na stopniach wagonów z jednej i drugiej strony pociągu, a nawet na dachach, stało i leżało kilkunastu SS-manów z automatami gotowymi do strzału. [...] »Przesiedleńcy« byli niesamowicie stłoczeni w wagonach. Wszyscy musieli stać, pozbawieni dostępu powietrza i możliwości załatwienia potrzeb naturalnych. Jechali jak w rozgrzanych piecach. Wysoka temperatura, brak powietrza, upał wytworzyły warunki nie do wytrzymania, nawet przez zdrowe, młode i silne organizmy. Z wagonów dobywały się jęki, krzyki, wołania o wodę, o lekarza. [...] Cała stacja wypełniła się jękiem i krzykiem kilku tysięcy ludzi. Przez okienka wyrzucano nieczystości. Z wagonów unosiła się para, mimo że dzień był upalny6.

Z kolei „podróż” w pociągach deportacyjnych opisał jeden z pierwszych uciekinierów z obozu w Treblince, wysiedlony z Warszawy 17 sierpnia Dawid Nowodworski:

W moim wagonie 71 osób ze wszystkich warstw, klas, w różnym wieku, dzieci od 2–18 lat, zamknięte wagony. Wagon – zamknięty na klucz. [...] Podróż ta trwa 3–4 godziny – ale trwała 12 godzin [...] Przybyliśmy tam o 7 rano7.

Kolejny uciekinier, Jakub Abraham Krzepicki (przybył do obozu transportem z 25 sierpnia), opisywał:

Jest niemożliwe wyobrażenie sobie horroru w tym zamkniętym, dusznym wagonie towarowym. Była to jedna wielka kloaka. Każdy przepychał się do okna, gdzie było trochę powietrza, ale dostanie się w pobliże okna było niemożliwe. [...] W każdym kącie piętrzyły się ludzkie ekskrementy”8.

Krzepicki opisał także, jak wyglądał „rozładunek” deportowanych:

Wyszliśmy z wagonów wymęczeni i wyczerpani. Po tylogodzinnym przebywaniu w mrocznym wagonie słońce nas oślepiło. [...] Pierwsze, co nam się rzuciło w oczy, to olbrzymia góra szmat. Serce niespokojnie zatłukło się w piersiach. Tyle szmat, a co stało się z ludźmi?! [...] Poganiają nas »Prędzej, prędzej!«. Przez przejście, którego pilnował Ukrainiec, przeszliśmy na ogrodzony plac, na którym stały dwa baraki. Niemiec wydał komendę: »Kobiety i dzieci – na lewo, mężczyźni na prawo!«. Nieco później dwaj Żydzi tłumacze pokazywali ludziom, gdzie mają iść. Nam, mężczyznom, kazano usiąść na dworze, pod prawym barakiem. Kobiety weszły do lewego baraku. Jak się później dowiedzieliśmy, kazano im natychmiast rozebrać się do naga. Wypędzono je następnie z baraku innymi drzwiami do wąskiego przejścia ogrodzonego drutami kolczastymi i pognano przez lasek do budynku, w którym mieściła się komora gazowa. Już po upływie paru minut usłyszeliśmy stamtąd rozdzierające krzyki”9.

Procedura mordu wyglądała następująco: pociąg liczący 60 wagonów dzielono na trzy części. Niemieccy kolejarze przetaczali 20 wagonów torami biegnącymi do wewnątrz obozu przyjęć (Auffanglager). Następnie otwierano drzwi wagonów i kazano ludziom wysiadać. Specjalne komando Żydów wyciągało z wagonów osoby, które zmarły w drodze, a następnie czyściło wagony. Wysiadających „witała” tablica po polsku i niemiecku informująca, że znaleźli się oni w obozie tranzytowym (Durchgangslager), z którego udadzą się do obozu pracy (Arbeitslager). Informowała ona także, że w celu uniknięcia epidemii, przybyli muszą oddać ubrania i kosztowności do natychmiastowej dezynfekcji: złoto, monety, obce waluty i wyroby jubilerskie należy zdeponować w kasach za otrzymaniem paragonu. Na zakończenie powiadamiała, że przybyli będą musieli się umyć w celu kontynuowania dalszej podróży. Podczas pierwszych transportów tablica ta uspokajała deportowanych. Jednak z biegiem czasu już na etapie „rozładunku” Niemcy i wachmani stosowali fizyczną i psychiczną przemoc. Wysiadającym towarzyszyły krzyki członków załogi, ludność żydowska była bita skórzanymi pejczami i metalowymi prętami. Chorych, starszych i małe zagubione dzieci, czyli wszystkich, którzy mogli opóźniać procedurę mordu, od razu kierowano do „lazaretu”, gdzie kazano im siadać na specjalnych ławeczkach i zabijano strzałem w tył głowy. Ciała od razu spadały do dołu, w którym paliło się ciągle ognisko – palono w nim ciała zastrzelonych oraz wszelkie dowody tożsamości, niepotrzebne rzeczy oraz przedmioty kultu. Wysiadającym z pociągu kobietom, tak jak relacjonował Krzepicki, nakazywano udać się do drewnianego budynku po lewej stronie, mężczyznom po prawej. Następnie kobiety i dzieci rozbierały się oraz deponowały kosztowności. Z tego baraku od razu kazano im wychodzić do „szlauchu”, wzdłuż którego ogrodzenia stali esesmani i trawnikowcy z psami, pejczami i prętami. Ścieżka ta zakręcała na prawo, a jej wylotem było wejście do budynku z komorami gazowymi. Tam na ofiary czekało dwóch Ukraińców. Jakub Wiernik, przywieziony do obozu w sierpniu 1942 r., wspominał:

Iwan, wysoki o oczach miłych i łagodnych, jednakże sadysta. Tortury zadawane ofiarom sprawiały mu przyjemność. [...] Drugi nazywał się Mikołaj Niższy, o bladej skórze i tej samej strukturze duchowej co Iwan10.

Iwan, zwany przez więźniów „Groźnym”, to prawdopodobnie Iwan Marczenko. Tych dwóch strażników przy pomocy metalowych prętów i szabli wpychało kobiety trzymające dzieci do komory. Na koniec na ich głowy rzucane były małe dzieci. Wiernik kontynuował:

Dzień, w którym po raz pierwszy ujrzałem, jak do budynku śmierci doprowadzają dzieci, kobiety i mężczyzn, przyprawił mnie prawie o obłęd. Wyrywałem sobie włosy z głowy i wylewałem gorzkie łzy rozpaczy. Najwięcej cierpiałem, patrząc na dzieci przy matkach lub samotne, które nie zdawały sobie sprawy z tego, że pasmo ich krótkiego życia urwie się za kilka minut wśród największych męczarni11.

I dodawał:

W komorach ciasno. Duszą się ludzie od samego tłoku12.

Wygląd komór gazowych opisał Krzepicki:

Zajrzałem do środka przez jedne z dwojga mocnych, żelaznych, lakierowanych na biało otwartych drzwi. Zobaczyłem niezbyt obszerną salę – zwykłą salę kąpielową z całym normalnym wyposażeniem publicznego kąpieliska. Ściany były bardzo pięknie i starannie wyłożone białymi kafelkami. Podłoga ułożona była z czerwono-żółtych płytek terakoty. Z sufitu zwisały metalowe natryski... i... nic poza tym13.

Po zamknięciu hermetycznych drzwi komór gazowych, na komendę „woda” jeden z Ukraińców włączał silnik, którego spaliny specjalnymi rurami doprowadzane były do komór. Uśmiercanie trwało około 20 minut. W pierwszych minutach z komory dochodziły przeraźliwe krzyki. Często dochodziło do awarii silnika, ofiary musiały, jeszcze żywe, w męczarni czekać na jego ponowne uruchomienie. Brak powietrza, upał powodowały, że wiele z nich umierało zanim zostały otrute gazem spalinowym. Jakub Wiernik pisał:

Motor również źle funkcjonował [...]. Nieszczęśliwi męczyli się całymi godzinami, nie mogąc zginąć14.

Po sprawdzeniu przez członków załogi przez specjalne okienko, czy wszystkie ofiary zostały uśmiercone, po otwarciu szerokich tylnych drzwi, nakazywano więźniom żydowskim wyciągać ciała ofiar z komory. Bardzo często były one zbite w jeden zwarty blok. Ciała były obryzgane krwią i ekskrementami. Po wyjęciu ciał specjalne komando Żydów usuwało z nich złote zęby oraz dokonywało badań ginekologicznych w celu poszukiwań ukrytych precjozów. Potem ciała były wrzucane do wagoników niewielkiej kolejki polowej, które były pchane przez żydowskich więźniów. Jednak bardzo często wagoniki te wykolejały się. Zrezygnowano z nich, a ciała były ciągnięte przez więźniów skórzanymi rzemieniami. Na koniec grzebano je w dołach. Aby zaoszczędzić miejsca ciała były układane naprzemiennie: głowa, nogi, głowa. Inna grupa więźniów czyściła puste już komory gazowe. W czasie, w którym mordowano kobiety, wśród mężczyzn zgromadzonych w Auffanglager przeprowadzano selekcję. Kilkuset młodych i zdrowych mężczyzn kierowano do różnych prac. To oni właśnie zajmowali się sprzątaniem pociągów, segregowaniem i składaniem ubrań, czyścili komory gazowe i transportowali ciała do grobów. W trakcie wykonywania zadań byli bici, zabijani za wszelkie „przewinienia”. Pozostałych mężczyzn kierowano do komór gazowych. Po zagazowaniu ofiar z wszystkich transportów danego dnia, załoga obozu mordowała wyselekcjonowanych mężczyzn – byli oni kierowani do „lazaretu”, bądź do komór gazowych. Tylko nielicznym z nich pozwalano żyć dłużej. Procedura mordu powtarzała się każdego dnia15

Komendant obozu Irmfried Eberl, kierowany ambicją uczynienia z Treblinki obozu najbardziej wydajnego, żądał coraz to nowych transportów. W pierwszych dniach w obozie mordowano dziennie około 6 tys. osób, potem około 10 tys. Jak podaje Yitzhak Arad, w pierwszym okresie zagłady od 23 lipca do 28 sierpnia 1942 r. do Treblinki II deportowano około 250 tys. Żydów z Warszawy, 51 tys. z dystryktu radomskiego oraz 16 tys. z dystryktu lubelskiego (w sumie zamordowano ponad 312 tys. osób). Jednak ograniczona „absorpcja” obozu doprowadziła do totalnego chaosu. Więźniowie nie byli w stanie usuwać wszystkich ciał z terenu Auffanglager i Totenlager. Wszędzie znajdowały się nieuprzątnięte ubrania i rzeczy osobiste ofiar. Wzdłuż torów kolejowych, prowadzących do obozu, leżały dziesiątki ciał osób, które próbowały zbiec z transportu. Wzbudziło to „zaniepokojenie” sztabu akcji „Reinhardt” w Lublinie. 28 sierpnia 1942 r. do obozu został wysłany inspektor nadzoru obozów akcji „Reinhardt” Christian Wirth, były komendant obozu zagłady w Bełżcu, wywodzący się z akcji T4. Eberl został zdymisjonowany, a jego miejsce zajął SS-Obersturmführer Franz Stangl, do tej pory komendant obozu zagłady w Sobiborze. Panujące warunki w obozie przekreślały zamysł utrzymania prawdziwej roli obozu w tajemnicy. Historycy podkreślają, że innym czynnikiem, jeśli nie ważniejszym niż chaos w obozie, był fakt wysyłania zrabowanych kosztowności bezpośrednio do kancelarii Hitlera w Berlinie, a nie do sztabu Aktion „Reinhardt” w Lublinie, kierowanego przez szefa policji i SS dystryktu lubelskiego Odilo Globocnika16.

Drugi etap funkcjonowania obozu (28 sierpnia 1942 – 2 sierpnia 1943). ReorganizacjaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Franz Stangl urodził się w 1908 r. w Altminsterw Austrii. Początkowo pracował w przemyśle tekstylnym. Potem został policjantem. Od 1940 r. uczestniczył w akcji eutanazji T4 w ośrodku w zamku Hartheim. Zastępcą Stangla w obozie zagłady w Treblince został SS-Obersturmführer Kurt Franz, urodzony w 1914 roku w Düsseldorfie (wykształcenie podstawowe, z zawodu kucharz). Przed przybyciem do Treblinki II, co nastąpiło kilka dni po Stanglu, był członkiem załogi obozu zagłady w Bełżcu. Przez więźniów żydowskich w Treblince II nazywany był „Lalką” (od niewinnego wyrazu twarzy)17

Stangl tak opisał swoje wrażenie po przybyciu do Treblinki II:

Tego dnia w Treblince było istne piekło Dantego [...]. Kiedy wjechałem do obozu i wysiadłem z samochodu na placu [Sortierungsplatz], stałem po kolana w pieniądzach. Brodziłem w banknotach, monetach, kamieniach szlachetnych, biżuterii, odzieży. Leżały rozrzucone po całym placu. Fetor był nie do zniesienia. Wszędzie leżały setki, nie, tysiące rozkładających się ciał. Za placem, w lesie, kilkaset metrów dalej, po drugiej stronie płotu z drutu kolczastego i wokół obozu, pośród namiotów i ognisk zobaczyłem grupy Ukraińców i kobiet – były to [...] prostytutki z całej okolicy – wszyscy pijani, tańczyli, śpiewali i grali na instrumentach...18.

Podobny obraz kreślił w powojennych zeznaniach Kurt Franz:

Wszędzie w obozie były zwłoki. Pamiętam, że wszystkie te ciała były spuchnięte19.

Wirth pozostał w Treblince II przez trzy–cztery tygodnie. Aby przezwyciężyć ten chaos, Chritian Wirth i Franz Stangl postanowili przerwać od 28 sierpnia przyjmowanie kolejnych transportów. Głównym zadaniem było uprzątnięcie stosów ciał i wszelkich osobistych rzeczy ofiar. Prace wykonywało 500 Żydów, zatrzymanych z ostatniego transportu. Jednocześnie esesmani zamordowali wszystkich Żydów pracujących dotychczas w obozie eksterminacyjnym (górnym). Część więźniów z obozu górnego przeniesiono do obozu II. Po uporaniu się z tym zadaniem, 3 września wznowiono wysyłanie transportów z getta warszawskiego. Pierwszy przybył do Treblinki II rano 4 września 1942 r. Od 4 do 12 września, a więc końca „wielkiej akcji” w getcie warszawskim, w obozie wymordowano 52 tysiące warszawskich Żydów. Ostatni transport z Warszawy przybył 21 września przywożąc m.in. policjantów żydowskich20.

Po reorganizacji na terenie obozu przyjęć pracowało od 500 do 600 więźniów żydowskich. Ponownie po wykonaniu zadania część z nich była mordowana przez załogę. W tym czasie, 10 lub 11 września, doszło jednak do wydarzenia, które zmieniło położenie więźniów. Podczas wieczornego apelu SS-Oberscharführer Max Biala, odpowiedzialny za nadzór nad więźniami, chciał dokonać selekcji tych, którzy mieli być zabici nad dołami śmierci. Kazał wystąpić nowo przybyłym do obozu. Nikt z szeregu nie wyszedł. Esesmani zaczęli bić więźniów. W pewnym momencie jeden z więźniów, argentyński Żyd, Meir Berliner, wyskoczył z szeregu, dobiegł do Maxa Biala i uderzył go nożem w plecy. Biala zmarł w drodze do szpitala (potem na jego cześć dowództwo obozu nazwało jego imieniem baraki Trawniki-männer). Pomimo że samego Berlinera i większość komanda, w którym pracował, zamordowano, zamach przestraszył członków załogi. Wirth i Stangl wiedzieli, że zdesperowani więźniowie nie mając nadziei na przeżycie będą częściej dokonywać takich zamachów. Postanowili zatem utworzyć stałe komanda więźniów żydowskich, zarówno w obozie I, jak i II21. Christian Wirth sam ogłosił to więźniom:

Wy, Żydzi, musicie pracować. Każdy, kto będzie pracował, będzie miał wszystko. Będzie miał dobre jedzenie i picie. Robotnicy będą mieć opiekę medyczną. Powstanie szpital z lekarzami. Chorzy będą kierowani do szpitala, leczeni i dostaną lepsze jedzenie”. Jednocześnie ostrzegał: „Wy, Żydzi, powinniście pamiętać, że Niemcy są silni22.

Na zakończenie poinformował, że Niemcy wskazali pięć miejsc, gdzie Żydzi będą mogli żyć i pracować:

Treblinka będzie jednym z tych miast. [...] Więcej selekcji nie będzie23.

W obozie I zostały utworzone grupy robocze, odróżniające się różnymi kolorami opasek noszonych przez więźniów: 

  • Komando błękitne (więźniowie nosili jasnoniebieskie opaski) przyjmowało transporty na rampie, wyjmowało zmarłych z wagonów, czyściło je i przenosiło zostawione przez ofiary rzeczy.
  • Komando czerwone (czerwone opaski) – jego zadaniem było szybkie i sprawne rozebranie ofiar, sortowanie odzieży oraz doprowadzanie do „lazaretu” słabszych osób. 
  • Komando „szmaciarzy” (żółte opaski) – dokonywało selekcji ubrań w barakach według ich jakości, usuwało wszelkie oznaki żydowskiego pochodzenia odzieży (takich jak gwiazdy Dawida) oraz pozostawione w nich dokumenty.
  • Komando „maskujące” – zajmowało się zbieraniem poza obozem gałęzi i maskowaniem za ich pomocą ogrodzeń w obozie24.

Na terenie Treblinki II byli jeszcze tzw. Goldjuden, zajmujący się gromadzeniem pieniędzy, złota i innych wartościowych rzeczy. „Goldjuden” pracujący w obozie I zabierali je ofiarom na terenie przyjęć, z kolei „dentyści” z obozu II wyrywali ofiarom złote zęby i poszukiwali w naturalnych otworach ludzkich ukrytej biżuterii. Od września lub października 1942 r. w Auffanglager pracowali również tzw. fryzjerzy, obcinający włosy kobietom przed wysłaniem do komory gazowej (włosy były wykorzystywane do materaców załóg okrętów podwodnych). Komando „maskujące” nazywano także komandem „leśnym” – w czasie palenia zwłok ich zadaniem było dostarczenie odpowiedniej ilości chrustu i drewna. Z kolei w Wohnlager załogę obozową obsługiwali tzw. Żydzi dworscy. Mieli oni lepsze warunki egzystencji i dostawali bardziej wartościowe jedzenie. Wśród nich byli lekarze zajmujący się Niemcami i wachmanami oraz mali chłopcy dbający o mundury oprawców. Niemców leczył dr Julian Chorążycki, a Trawniki-männer dr Irka. W celu zapewnienia załodze rozrywki w obozie I powstała profesjonalna orkiestra pod kierownictwem Artura Golda, znanego przed wojną dyrygenta warszawskiego (przed utworzeniem orkiestry w obozie grało „muzyczne trio” amatorskich muzyków, wcześniej grających na weselach). Wśród więźniów były także kobiety zatrudnione jako służące członków załogi. 

W Totenlager Niemcy utworzyli komanda:

  • zajmujące się wyjmowaniem ciał z komór gazowych,
  • czyszczące komory gazowe i „szlauch”,
  • grupę zajmującą się transportem ciał do dołów,
  • wspomnianych już „dentystów”,
  • grupę odpowiedzialną za pochówek w dołach,
  • obsługę kuchni i latryny.

Generalnie na terenie obozu I pracowało od 700 do 1500 więźniów, na terenie obozu II 30025

Kolejną zmianą, wprowadzoną przez nowego komendanta Franza Stangla, była budowa nowych komór gazowych. W tym celu Christian Wirth wysłał do obozu zagłady w Treblince SS-Scharfürera Lorenza Hackenholda, odpowiedzialnego za budowę komór gazowych w obozie w Bełżcu. Budowa nowych komór gazowych rozpoczęła się na początku września 1942 r. Do jej wykonania sprowadzono specjalną ekipę Żydów z getta warszawskiego. Przy budowie pracowało 50 więźniów. Murowany budynek, który powstał przy samym wejściu do obozu górnego, składał się z sześciu lub dziesięciu komór gazowych26 o rozmiarach 4 na 8 metrów. W porównaniu ze starymi komorami gazowymi, które miały łącznie 48 m2, nowe komory miały 320 m2 lub 192 m2 (przy założeniu, że było ich sześć). Nowe komory były wysokie na 2 metry, o 60 cm niższe niż stare komory (miało to zapewnić szybsze gazowanie ludzi). Wejście do budynku było zasłonięte ceremonialną kurtyną sprowadzoną z synagogi z napisem: „To jest brama do Boga. Przejdą ją sprawiedliwi”. U szczytu wejścia umieszczono gwiazdę Dawida, a po jego bokach posadzone zostały rośliny ozdobne. Nowe komory gazowe mogły pomieścić jednorazowo 2 300 ludzi (jeśli było ich sześć) bądź 3 800 (przy dziesięciu). Zabijanie ludzi w nowych komorach gazowych Niemcy rozpoczęli w połowie października 1942 r. 

Ostatnią zmianą było wybudowanie przy torze dojazdowym rampy kolejowej atrapy dworca kolejowego. Na budynku, który faktycznie służył do gromadzenia rzeczy osobistych ofiar, wymalowano drzwi, okna, nawet zegar. Postawiono znaki informujące o „kierunkach podróży” oraz rozkłady jazdy. Miało to służyć ukryciu, przed przybywającymi ofiarami, zwłaszcza Żydami zagranicznymi, rzeczywistej roli Treblinki II27.

Kolejne transportyBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Od 3 września do połowy listopada 1942 r. do Treblinki II przychodziły transporty z Warszawy i innych miejscowości dystryktu warszawskiego, z dystryktu radomskiego i północnej części dystryktu lubelskiego. Łącznie w tym okresie w obozie zagłady w Treblince zamordowano 438 600 Żydów28. Od połowy listopada do stycznia 1943 r. nie było transportów z Generalnego Gubernatorstwa do Treblinki II. Jednakże w tym okresie zaczęły się deportacje ludności żydowskiej z okręgu Białystok. W okręgu tym żyło około 200 tys. Żydów, w tym w samym Białymstoku 40 tys. Na początku listopada Niemcy zarządzili akcję wysiedleńczą. W pierwszym etapie zgromadzono Żydów z mniejszych miejscowości w obozach zbiorczych. Zaraz potem ruszyły pierwsze transporty do obozu zagłady w Treblince. Dzięki raportowi Hermana Höflego, szefa sztabu Odilo Globocnika, wiadomo, że od 23 lipca do 31 grudnia 1942 r. w obozie zagłady w Treblince Niemcy zamordowali 713 555 Żydów. W pierwszej połowie stycznia 1943 r. do obozu zagłady w Treblince trafiły transporty z 10 tys. Żydów z okręgu Białystok oraz 18,5 tysiąca z dystryktu radomskiego. Transporty z getta warszawskiego ponownie zaczęły przychodzić do Treblinki II w drugiej połowie stycznia 1943 r. (6,5 tysiąca ofiar). W kwietniu 1943 r. podczas ostatecznej likwidacji getta warszawskiego do tego ośrodka zagłady skierowano kolejne transporty (8 929 Żydów). Ogółem od stycznia do kwietnia 1943 r. zostało tutaj wymordowanych ponad 31 tysięcy Żydów z Generalnego Gubernatorstwa. W sierpniu 1943 r. do Treblinki II przybyły kolejne transporty z okręgu białostockiego (7 600 osób)29

Do obozu zagłady w Treblince Niemcy wysyłali też Żydów z zagranicy. Jeszcze w październiku 1942 r. z getta w Dęblinie wysłano Żydów słowackich, którzy do Dęblina trafili pięć miesięcy wcześniej (łącznie do Treblinki II trafiło 7 tys. Żydów słowackich). W tym samym miesiącu do Treblinki II przybyły transporty Żydów czeskich, niemieckich i austriackich z getta w Terezinie (8 tysięcy)30. W marcu i maju 1943 r. w obozie zagłady w Treblince zostali zamordowani Żydzi przywiezieni z Salonik (łącznie ponad 7 tysięcy), w marcu i kwietniu Żydzi macedońscy (ponad 7 tysięcy). Żydzi zagraniczni przywożeni byli w pociągach osobowych. Mieli ze sobą duże zapasy żywności i sporo dobytku. W ogóle nie byli świadomi, że trafiają do obozu zagłady31.

Samuel Willenberg po wojnie wspominał przybycie greckich Żydów:

Wszyscy wysiedli z wagonu w zupełnym porządku i z całym spokojem. Piękne, wystrojone kobiety, ładne dzieci. Mężczyźni poprawiali szczegóły swej garderoby. Przeszli spokojnie z peronu przez plac transportowy. [...] Nikt się nie orientował, dokąd przyjechali i jaki czeka ich los. Smutna rzeczywistość zajrzała im w oczy dopiero wówczas, kiedy szli nago do rzekomej kąpieli i spadły na nich niespodziewane razy, zadawane przez Niemców przy okrzykach: Schnell, schnell!32

W obozie zagłady w Treblince latem 1942 r., a przede wszystkim wiosną 1943 r., zagazowano również około 2 tys. Sinti i Romów. Transporty z 1943 r. były wynikiem rozkazu Himmlera z 16 grudnia 1942 r. dotyczącego wysłania do obozów koncentracyjnych wszystkich Romów33.

Masowe groby w obozie zagłady w Treblince
Masowe groby w obozie zagłady w Treblince

Grabież mieniaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Kolejnym zadaniem obozów zagłady, w tym także i Treblinki II, była grabież mienia ofiar. Regulowały to ścisłe przepisy, które mówiły, jakiego rodzaju dobra należy gdzie wysyłać, i tak np. gotówkę należało odesłać do Banku Rzeszy, a bielizna, ubrania, pościel, okulary, walizki itp. miały być posegregowane i odsprzedane Volksdeutschom z wyjątkiem najlepszych sztuk futer. Z ubrań miały być usuwane gwiazdy Dawida. Przepisy mówiły także, że należy z największą starannością przeszukiwać przedmioty, które mają być oddane, czy nie ukryto w nich lub nie zaszyto rzeczy wartościowych34. Jak to było już wspomniane, segregowaniem rzeczy, usuwaniem śladów ich żydowskiego pochodzenia, oraz wyszukiwaniem kosztowności zajmowały się specjalne komanda więźniów, w tym też w obozie w Treblince. Zagrabione ubrania i inne rzeczy z obozów Aktion „Reinhardt” trafiały do obozu Flugplatzu w Lublinie, gdzie odbywała się dalsza segregacja, dezynfekcja i naprawy ubrań35. Jeśli chodzi o Treblinkę II to jeden z „dentystów” szacował, że co tydzień z obozu wysyłano dwie walizki z 18 kg złotych zębów. Pieniądze, złoto i inne kosztowności były wysyłane w opancerzonym samochodzie albo specjalnymi wagonami w asyście esesmanów i trawnikowców. Więźniowie w tajemnicy prowadzili statystykę opuszczających obóz transportów z mieniem. Według Shumela Rajzmana, z Treblinki II wyjechało 248 wagonów towarowych z ubraniami, 100 z butami, 22 z tkaninami, 260 z pościelą, około 450 wagonów z różnymi innymi artykułami i przyrządami gospodarstw domowych i setki wagonów z łachmanami. Ogółem 1500 wagonów pełnych dobytku. Polak Franciszek Zabęcki uważał, że obóz opuściło więcej niż 1000 wagonów z zagrabionymi dobrami. Na podstawie zachowanych szczątkowych dokumentów niemieckich Y. Arad obliczył, że takich wagonów było minimum 120036. W styczniu 1944 r. Globocnik podsumował wartość zrabowanego mienia od Żydów w ramach Aktion „Reinhardt”. Zrabowano ogółem waluty z czterdziestu ośmiu krajów, złote monety z trzydziestu pięciu krajów, 2 910 kg sztab złota, 18 734 sztab srebra, 16 tys. diamentów. Wartość pieniędzy przeliczono na marki niemieckie. Ogółem było to ponad 178 milionów RM37. Należy dodać, że nieokreślona wielkość dobytku, głównie pieniędzy, kosztowności trafiła nieoficjalnie bezpośrednio do rąk członków załogi Treblinki II. Jakub Krzepicki relacjonował, że wszyscy oni stali się w Treblince II milionerami. Trawniki-männer płacili nimi za wódkę, prostytutki, nawet sprowadzane specjalnie z Warszawy itd. Z kolei oficjalnie płacono zrabowanym mieniem za lepszą żywność dla załogi od okolicznych chłopów. Również więźniowie, za pośrednictwem trawnikowców, lub bezpośrednio (dotyczyło to pracujących w komandzie leśnym) kupowali żywność od miejscowych chłopów (oczywiście gromadzenie kosztowności przez więźniów było zabronione). Według relacji Polaków, cała okolica wokół obozu wzbogaciła się na zrabowanym mieniu żydowskim. Y. Arad konkludował, że z tego powodu nigdy nie będzie do końca wiadomo, jakiej wartości mienie zrabowano od ludności żydowskiej, na pewno było to więcej niż podawał raport Odilo Globocnika ze stycznia 1944 r.38.

Usuwanie śladów zbrodniBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Historycy uważają, że decyzja o zacieraniu śladów zbrodni popełnionej w obozie zagłady w Treblince zapadła po wizycie Himmlera pod koniec lutego lub na początku marca 1943 r. w sztabie akcji „Reinhardt” i podległych jej obozach w Sobiborze i Treblince. Według Y. Arada wizyta Himmlera wynikała z chęci sprawdzenia, czy jego rozkaz z 19 lipca 1942 r. dotyczący zakończenia deportacji Żydów z GG do końca 1942 r., został wykonany. Podczas pobytu w Treblince II Himmlera zdziwiło to, że ofiary wciąż były grzebane w dołach. Zaraz po jego wyjeździe w obozie zaczęto palić ciała nowych ofiar oraz przystąpiono do wydobycia starych ciał z mogił i ich palenia. Takie operacje już od czerwca 1942 r. w innych miejscach masowych zbrodni przeprowadzało Sonderkommando 1005, któremu przewodził SS-Standartenführer Paul Blobel. Metodę palenia ciał Blobel opracował podczas eksperymentów w czerwcu 1942 r. w obozie zagłady w Chełmnie. W celu przeprowadzenia tej operacji w Treblince II został tam wysłany specjalista SS-Untersturmführer Herbert Floß. Później dowództwo nad nią przejęli esesmani z obozu. Tak jak w innych miejscach operowania Sonderkommando 1005 palenie zwłok odbywało się na wolnej przestrzeni na specjalnych rusztach wykonanych z szyn kolejowych o szerokości 30 metrów. Dzięki doświadczeniu wiedziano, że najbliżej ognia należy kłaść ciała kobiet, dopiero na nich ciała mężczyzn. Koparka, która wcześniej służyła do przygotowywania dołów grzebalnych, podczas operacji usuwania śladów zbrodni wyciągała rozkładające się już ciała. Specjalne komando więźniów żydowskich układało je na „ruszcie”. Jednorazowo można było spalić do 3 tysięcy ciał. Po spaleniu prochy były przesiewane, aby znaleźć niespalone kości. Specjalnymi drewnianymi młotkami więźniowie kruszyli je na drobne. Poddawano je ponownej kremacji. Na koniec ludzki popiół mieszano z piaskiem i wysypywano z powrotem do dołów. Ogień pod rusztem i smród wydobywanych i palonych ciał był widoczny i odczuwalny nie tylko w obozie dolnym, ale także w Treblince I i okolicznych wioskach. Podczas operacji w obozie II pracowało więcej więźniów niż dotychczas. Wielu z nich zostało przeniesionych tam z obozu dolnego39.

Konspiracja i powstanie w obozie 2 sierpnia 1943Bezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Już w trakcie pierwszego okresu funkcjonowania obozu Żydzi próbowali uciekać. Niektórym to się udawało, przeważnie poprzez ukrycie się w wagonach z wywożonymi ubraniami ofiar czy sforsowanie ogrodzenia. Po reorganizacji Treblinki II możliwości ucieczek zmalały. Jednak wraz z powstaniem stałych komand wśród więźniów, świadomych, że wcześniej czy później Niemcy i tak będą chcieli ich zabić, zaczęły pojawiać się pomysły utworzenia zorganizowanej konspiracji i przygotowania planu zbiorowej ucieczki. Kiedy w 1943 r. liczba transportów zmalała, dla więźniów było wiadome, że ten moment może wkrótce nastąpić. Pod koniec lutego, lub na początku marca 1943 r. w obozie I zawiązała się konspiracja, która przyjęła nazwę Komitetu Organizacyjnego. Na jego czele stanął, wspominany już lekarz medycyny Julian Chorążycki. Był on oficerem armii rosyjskiej podczas I wojny światowej, następnie oficerem Wojska Polskiego, w okresie międzywojennym mieszkał w Warszawie. W skład komitetu wchodzili także: Zelomir Bloch, Rudolf Masaryk, Marceli Galewski, Sudowicz, Salzburg, Samuel Rajman, Irena Lewkowska, Moněk, Leon Haberman, Lubling, Zeichet40. Większość konspiratorów była więźniami funkcyjnymi. Zaczęto gromadzić środki na zakup broni. W połowie kwietnia 1943 r. Kurt Franz odkrył u Juliana Chorążyckiego zgromadzone kosztowości. Lekarz nie widząc innego wyjścia zaatakował zastępcę komendanta obozu. Zginął, albo popełniwszy samobójstwo, albo zabity przez Franza. Po śmierci Chorążyckiego na czele konspiracji stanął Zoltach Bloch, który jednak wkrótce został przeniesiony do obozu górnego. W Totenlager przejął dowództwo nad konspiracją izolowanych tam więźniów. Na czele konspiracji w obozie I stanął Marceli Galewski. Z kolei cieśla Jakub Wiernik, więzień obozu górnego, pod różnymi pretekstami był przez dowództwo obozu II wysyłany do pracy w obozie I. Dzięki temu mógł koordynować działania konspiracji w obu tych częściach Treblinki II. Pomysł z zakupem broni od Trawniki-männer nie powiódł się. Jednak przez zbieg okoliczności jednemu z więźniów, Eugeniuszowi Turowskiemu, udało się dorobić klucz do magazynu z bronią. Termin powstania był przesuwany kilkakrotnie. Ostateczny termin, 2 sierpnia o godz. 16.30 został wyznaczony pod naciskiem więźniów z obozu II, którzy po zakończeniu operacji palenia ciał mieli uzasadnione obawy, że Niemcy ich wkrótce wymordują41

Do wybuchu powstania doszło jednak o pół godziny wcześniej. Jeden z esesmanów, Küttner, odkrył u jednego z więźniów zgromadzone środki. Chciał go przesłuchać. Bojąc się dekonspiracji inny więzień postrzelił esesmana. Odgłos wystrzału zmusił inne grupy do rozpoczęcia powstania; trwało ono około 30 minut, w tym około 10 minut trwała wymiana ognia. Jednocześnie więźniowie podpalili baraki. Nie udało się zrealizować pomysłu zniszczenia komór gazowych, ani przecięcia linii telefonicznych (i tym samym uniemożliwić esesmanom ściągnięcia posiłków). Jednak wielu więźniom, zarówno z obozu I, jak i obozu II po sforsowaniu ogrodzenia udało się uciec. Wszyscy członkowie Komitetu Organizacyjnego polegli, bądź podczas walk w obozie lub podczas ucieczki. Poza ogrodzeniem widziany był Galewski. Na 850 więźniów, którzy w momencie powstania byli w Treblince II, około 100 nie wzięło udziału ani w powstaniu, ani w ucieczce. Około 350–400 udało się uciec. Przypuszczalnie 200 z nich zostało zabitych w wyniku natychmiastowego pościgu przeprowadzonego przez formacje niemieckie i trawnikowców. Z sukcesem udało się uciec około 150–200 więźniom. Wojnę przeżyło nie więcej niż 70 więźniów Treblinki II42.

Likwidacja obozu. Bilans ofiarBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Po powstaniu komendant obozu Franz Stangl został odwołany. Jego miejsce zajął dotychczasowy jego zastępca Kurt Franz. Ponieważ powstańcom nie udało się zniszczyć komór gazowych, Niemcy jeszcze w drugiej połowie sierpnia 1943 r. wysłali do Treblinki II 7 600 Żydów z Białegostoku. Były to ostatnie transporty. Obsługiwało je około 100 więźniów żydowskich. Potem rozpoczęto rozbiórkę jeszcze istniejących budynków, w tym z komorami gazowymi. Jeszcze w trakcie tych prac, w październiku 1943 r., około 40–50 więźniów zostało wysłanych do obozu zagłady w Sobiborze. Na terenie obozu zagłady w Treblince urządzono gospodarstwo rolne dla jednego z ukraińskich wachmanów. Ostatni transport z wymontowanym sprzętem odjechał z Treblinki II 17 listopada 1943 r. Tego dnia Kurt Franz i inni esesmani zamordowali ostatnich 30 więźniów obozu zagłady w Treblince43.

W okresie od 23 lipca 1942 r. do sierpnia 1943 r. w obozie zagłady w Treblince zabito kilkaset tysięcy Żydów. Według najnowszych badań liczba ta wynosi: według Jacka Andrzeja Młynarczyka to co najmniej 780 863 osób, według Dariusza Libionki minimalna liczba ofiar to 780–800 tysięcy, zdaniem Stephana Lahnstaedta to 870 tysięcy, Muzeum Treblinka podaje liczbę 800 tysięcy44.

LiteraturaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Wybór:

Arad Yitzhak, Belzec, Sobibor, Treblinka. The Operation Reinhard Death Camps, Bloomington 1999.

Auerbach Rachela, Treblinka. Reportaż, tłum. i przyp. Karolina Szymanek, Monika Polit [oprac.], „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” 2012, nr 8.

Colls Caroline Sturdy, O tym co minęło, lecz nie zostało zapomniane. Badania archeologiczne na terenie byłego obozu zagłady w Treblince, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” 2012, nr 8.

Haska Agnieszka, Julian Eliasz Chorążycki (1885–1943), „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” 2013, nr 9.

Lahnstaedt Stephan, Czas zabijania. Bełżec, Sobibór, Treblinka i akcja „Reinhardt”, Warszawa 2018.

Libionka Dariusz, Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, Lublin 2017.

Młynarczyk Jacek Andrzej, Treblinka – obóz śmierci akcji „Reinhardt”, [w:] Akcja „Reinhardt”. Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, Dariusz Libionka [red.], Warszawa 2004.

muzeumtreblinka.eu

Sereny Gitta, W stronę ciemności. Rozmowy z komendantem Treblinki, Warszawa 2002.

Willenberg Samuel, Bunt w Treblince, Warszawa 2004.

Ząbecki Franciszek, Wspomnienia dawne i nowe, Warszawa 1977.

PrzypisyBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

  1. Wróć do odniesienia D. Libionka, Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, Lublin 2017, s. 135; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci akcji „Reinhardt”, [w:] Akcja „Reinhardt”. Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, D. Libionka [red.], Warszawa 2004, s. 217.; Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka. The Operation Reinhard Death Camps, Bloomington 1999 s. 37; C.S. Colls, O tym co minęło, lecz nie zostało zapomniane. Badania archeologiczne na terenie byłego obozu zagłady w Treblince, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” 2012, nr 8, s. 85.
  2. Wróć do odniesienia O maju pisali Jacek Andrzej Młynarczyk (Treblinka – obóz śmierci..., s. 217) i Stephan Lahnstaedt (Czas zabijania. Bełżec, Sobibór, Treblinka i akcja „Reinhardt”, Warszawa 2018, s. 61); o początku czerwca Dariusz Libionka (Zagłada Żydów..., s. 135); o tym, że budowę rozpoczęto na przełomie maja i czerwca 1942 r. pisał Yitzhak Arad (Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 37). .
  3. Wróć do odniesienia J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 217–218; Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 37; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 135.
  4. Wróć do odniesienia Według Jacka Andrzeja Młynarczyka (Treblinka – obóz śmierci..., s. 222–223) taki podział wprowadził dopiero Chistrian Wirth (inspektor nadzoru obozów w ramach Aktion „Reinhardt”) po zdymisjonowaniu I. Eberla 28 sierpnia 1942 r.
  5. Wróć do odniesienia J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 218–219; Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 37–43; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 135.
  6. Wróć do odniesienia F. Ząbecki, Wspomnienia dawne i nowe, Warszawa 1977, s. 39–40. Zob. też Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 81; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 155.
  7. Wróć do odniesienia Cytat za: D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 155.
  8. Wróć do odniesienia Cytat za: S. Lahnstaedt, Czas zabijania..., s. 81.
  9. Wróć do odniesienia Cytat za: D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 155–156.
  10. Wróć do odniesienia Cytat za: Tenże, s. 157.
  11. Wróć do odniesienia Cytat za: Tenże. .
  12. Wróć do odniesienia Cytat za: R. Auerbach, Treblinka. Reportaż, tłum. i przyp. K. Szymanek, M. Polit [oprac.], „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” 2012, nr 8, s. 54.
  13. Wróć do odniesienia Cytat za: D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 157.
  14. Wróć do odniesienia Cytat za: R. Auerbach, Treblinka..., s. 54.
  15. Wróć do odniesienia D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 155–157; Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 81–88; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 221; https://muzeumtreblinka.eu/informacje/technika-usmiercania/ (dostęp 25 września 2019 r.).
  16. Wróć do odniesienia Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 87–88; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 156–157; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 221–222.
  17. Wróć do odniesienia Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 92, 184, 189; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 156; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 221.
  18. Wróć do odniesienia G. Sereny, W stronę ciemności. Rozmowy z komendantem Treblinki, Warszawa 2002, s. 135. Zob. też D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 156; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 221–222.
  19. Wróć do odniesienia Cyt. za Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 92. .
  20. Wróć do odniesienia Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 94–96, 99; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 157.
  21. Wróć do odniesienia Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 98–99; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 227.
  22. Wróć do odniesienia Cytaty za: Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 106.
  23. Wróć do odniesienia Tamże.
  24. Wróć do odniesienia Podział za J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 228. Zob. też Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 108–110.
  25. Wróć do odniesienia Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 111–112, 202–203, 231–233; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 228–229; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 157; biogramy dr. Juliana Chorążyckiego oraz Artura Golda zob. R. Auerbach, Treblinka..., s. 30. Więcej na temat J. Chorążyckiego zob. A. Haska, Julian Eliasz Chorążycki (1885–1943), „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” 2012, nr 9, s. 245–256.
  26. Wróć do odniesienia Ocalali więźniowie twierdzili, że komór gazowych było dziesięć. Przesłuchiwani po wojnie oprawcy zeznawali, że było ich sześć.
  27. Wróć do odniesienia Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 119–123; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 222–223;.
  28. Wróć do odniesienia Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 127–128; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 173–1215–217.75.
  29. Wróć do odniesienia D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 176–179; Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 127–128; S. Lahnstaedt, Czas zabijania..., s. 90–92; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 232.
  30. Wróć do odniesienia D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 175.
  31. Wróć do odniesienia J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 232; Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 138–149; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 215–217.
  32. Wróć do odniesienia S. Willenberg, Bunt w Treblince, Warszawa 2004, s. 79. Zob. też D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 216–217.
  33. Wróć do odniesienia J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 232; Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 155–153.
  34. Wróć do odniesienia Cytat za D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 233.
  35. Wróć do odniesienia Tamże, s. 233; Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 161.
  36. Wróć do odniesienia Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 158–159.
  37. Wróć do odniesienia Tamże, s. 160–161.
  38. Wróć do odniesienia Tamże, s. 162–164. Zob. też S. Lahnstaedt, Czas zabijania..., s. 105–106.
  39. Wróć do odniesienia J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 226–227; Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 165, 170–178.
  40. Wróć do odniesienia Brzmienie nazwisk za https://muzeumtreblinka.eu/informacje/opor-i-powstanie/ (dostęp 25 września 2019 r.). Zob. też Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 271; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 217; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 230.
  41. Wróć do odniesienia Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 270–285; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 218; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 230..
  42. Wróć do odniesienia Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 286–294, 363; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 231; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 219; https://muzeumtreblinka.eu/informacje/opor-i-powstanie/ (dostęp 25 września 2019 r.).
  43. Wróć do odniesienia Y. Arad, Belzec, Sobibor, Treblinka..., s. 372–273; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 231–232; J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 231..
  44. Wróć do odniesienia J.A. Młynarczyk, Treblinka – obóz śmierci..., s. 231; D. Libionka, Zagłada Żydów..., s. 237; S. Lahnstaedt, Czas zabijania..., s. 91; https://muzeumtreblinka.eu/informacje/liczba-ofiar/ (dostęp 25 września 2019 r.)..

Powiązane artykuły

Zdjęcia

Wideo

Historie mówione

Inne materiały

Słowa kluczowe