Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Najsłynniejsze procesy Trybunału Koronnego

Przez ponad dwieście lat swej działalności Trybunał Koronny rozpatrywał różne sprawy. Był także w zmiennej kondycji moralnej. Stworzony jako idealistyczne wyobrażenie sądu obywatelskiego, okazał się być sądem stronniczym i sprzedajnym. Jednak warto także podkreślić, że w obradach najwyższego sądu dla Korony nieraz uczestniczyły jednostki bardzo uczciwe i skrupulatne w wypełnianiu swych obowiązków. Najgłośniejsze sprawy trybunału stały się kanwą kilku scenariuszy teatralnych. Sztuki te dotyczą zarówno legendy o sądzie diabelskim, jak również procesu Agnieszki Machówny.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Najsłynniejsze procesy przed lubelskim trybunałem

Najwięcej głośnych procesów przed lubelskim sądem wytoczono innowiercom. Dwukrotnie sąd lubelski wydawał dekret o zamknięciu zboru kalwińskiego. Pierwszy raz miało to miejsce w roku 1627, gdy dwóch arian oskarżono o spisek przeciwko Rzeczypospolitej. Paweł Lubieniecki oraz Jakub Sieniawski mieli się kontaktować z Gaborem Bethlenem i Gustawem Adolfem. Wydano w ich sprawie wyrok skazujący. Po ogłoszeniu dekretu współbracia w wierze urządzili tumulty. Objęły one cały Lublin. Trybunał podjął wtedy decyzję o zamknięciu zboru kalwińskiego i zakazał odprawiania kultu innego niż katolicki. Sprawa trafiła aż do sejmu. Decyzję trybunalską zaskarżono, a sejm wydał konstytucję, w myśl której trybunał przekroczył swoje uprawnienia. Ponowna próba zamknięcia zboru kalwińskiego także się nie powiodła. W czasie prawnych sporów między katolikami a kalwinami o istnienie zboru, wybuchła inna afera innowiercza w mieście.
Czwartego lutego 1633 roku odbył się pogrzeb Kaspra Einchorna. Podczas ceremonii pogrzebowych w obrządku kalwińskim katolicy obrzucili uczestników uroczystości błotem i kamieniami. Przez dwa tygodnie w Lublinie dochodziło do zakłócania spokoju publicznego. Zginęło po kilka osób każdej ze stron. Katolicy wnieśli pozew przeciwko kalwinom do trybunału. Skierowano go indywidualnie przeciw doktorowi Samuelowi Makowskiemu. Po rozpatrzeniu sprawy z regestru taktowego sąd skazał Makowskiego na karę śmierci. Współbracia, ogromnym nakładem kosztów, wykupili życie Makowskiego, a trybunał ogłosił dekret uniewinniający, zaznaczając w nim swoją wspaniałomyślność.
Nie tylko sprawy innowierców poruszały opinię szlachecką tamtych czasów. Sprawy mające największy rozgłos to przewody dotyczące skandali matrymonialnych. Należałoby tutaj przytoczyć dwa z nich, które rozpatrzono ostatecznie w latach 70. i 80. XVII wieku.

Sprawa Koniecpolskiego

Pierwszą była sprawa wniesiona przez samego króla Jana Kazimierza przeciwko Stanisławowi Franciszkowi Koniecpolskiemu. Magnat został oskarżony o bigamię. Koniecpolski w latach 50. XVII wieku ożenił się z Holenderką Marią de Bokop. W 1655 roku zmarł teść magnata więc Koniecpolski wraz z małżonką wybrał się w podróż do Holandii. Na miejscu zastała go wiadomość o szwedzkim potopie. Nie zważając na prośby małżonki, wrócił do Polski, by walczyć z najeźdźcą. Jak się okazało stawał w szranki nie tylko o prymat najlepszego obrońcy kraju, ale także z innymi konkurentami do ręki Elżbiety Dunin-Borkowskiej. Tymczasem legalna żona czekała w Holandii. Gdy przez długi czas nie docierały wieści o jej mężu, postanowiła udać się do Polski, aby odnaleźć miejsce spoczynku Koniecpolskiego. Spodziewając się najgorszego, Maria de Bokop przybyła do Gdańska. Jakież musiało być jej zdziwienie gdy dowiedziała się, że jej mąż żyje i w najlepszym będąc zdrowiu, zaznaje uciech życia w ramionach Elżbiety Dunin-Borkowskiej. Rozżalona Holenderka udała się do Warszawy i złożyła skargę do protonotariusza Stolicy Apostolskiej, wyprosiła audiencję u króla Jana Kazimierza, a także udało jej się wpłynąć na władze holenderskie, aby w jej obronie wystosowały protest. Takie działania Marii de Bokop sprawiły, że i Dunin-Borkowscy zwrócili się przeciwko Koniecpolskiemu i również wnieśli sprawę do sądu królewskiego. Król jednak, poruszony do żywego, skierował sprawę do Trybunału Koronnego. Wygrać sprawę nie było jednak rzeczą łatwą. Koniecpolscy wszelkimi dostępnymi środkami bronili swego ziomka. Sprawa została definitywnie rozstrzygnięta już po abdykacji Jana Kazimierza. Zawarto ugodę między Koniecpolskimi, Dunin-Borkowskimi oraz Marią de Bokop.

Historia pięknej Agnieszki

Inna sprawa dotyczyła podobnych zarzutów, chociaż pozwaną była kobieta. Anna Barbara z Rupniewskich Szembekowa pozwała przed sąd Agnieszkę Rupniewską za awanturniczy tryb życia i za nielegalną próbę wyegzekwowania majątku. Agnieszka w pierwszym procesie wybroniła się przed oskarżeniami. W międzyczasie ponownie wyszła za mąż za starostę łukowskiego Stanisława Domaszewskiego. Ten okazał się być wyrachowanym graczem. Prawdopodobnie Szembekowie coś mu obiecali i przeszedł na stronę powódki, Anny Barbary, siostry zmarłego Rupniewskiego – męża pięknej Agnieszki. Szembekowa nie dała za wygraną. Przy pomocy Domaszewskiego podstępnie zwabiła Agnieszkę do Lublina i tam ją aresztowano. Zarzuty były poważne: podawanie się za córkę Zborowskiego. Tutaj dokonano już bezpośredniej konfrontacji Agnieszki z jej rzekomą matką, wdową po Zborowskim. Szembekowa dotarła do pierwszego męża Agnieszki, kozaka Bartosza Zatorskiego. On potwierdził, że Agnieszka jest jego legalną żoną. Okazało się ostatecznie, że Agnieszka jest pochodzenia chłopskiego. Wyszła za mąż za Zatorskiego, zostawiła go i uciekła do Krakowa, a następnie do Warszawy. Tam podawała się za córkę Zborowskiego. W stolicy poznała cudzoziemskiego oficera nazwiskiem Kolatti. Wyjechała z nim do Wiednia i tam wyszła za niego za mąż. Następnie opuściła drugiego już męża lecz przy okazji wniosła skargę do cesarza o porzucenie jej przez męża i jego zaniedbania. Cesarz przychylił się do jej skargi i zadośćuczynił Agnieszce w jej nieszczęściu. Bigamistka ponownie pojawiła się w Wiedniu w roku 1675 i tam poznała młodego kasztelanica Rupniewskiego. Wyszła za mąż po raz trzeci. Razem pojechali do Paryża, gdzie Rupniewski w niewyjaśnionych okolicznościach zginął. Agnieszka w Paryżu urodziła ich wspólnego syna i wraz z nim wróciła do Polski upomnieć się o swoją część majątku po kasztelanicu. Tak przedstawia się historia „polskiej Wenus”. Nie dość, że nie wygrała procesu o spadek, to jeszcze przegrała w sądzie własne życie. Lubelski trybunał za fałszerstwo wywodu szlacheckiego, nieprawne podawanie się jako Zborowska, wielomęstwo i awanturnicze życie, oraz za nieprawe pochodzenie skazał Agnieszkę Machównę (takie było jej nazwisko z domu) na szarpanie piersi i ścięcie. Wyrok wykonano 12 lipca 1681 roku na lubelskim rynku.

Indygenat Henryka Bruhla

Procesem o zupełnie odmiennej naturze było nadanie indygenatu Henrykowi Bruhlowi. W XVIII wieku większość sejmów nie dochodziło do skutku. Trybunały przeciwnie – oprócz przypadku jednego weta w Piotrkowie odbywały się regularnie. Co ciekawe sprawę Bruhla do Lublina oddali Czartoryscy. Z uwagi na niemoc sejmów i ważkie sprawy państwa, trybunał podjął uprawnienia sejmu i w wyniku zakulisowych działań możnego rodu z Puław Bruhl uzyskał indygenat. Otworzyło to saskiemu noblesowi drogę do najważniejszych urzędów w Rzeczypospolitej. Niestety Bruhl okazał się nielojalny wobec Czartoryskich i obozu reform, szykanując wczorajszych protektorów. Podobne sytuacje pomieszania kompetencji sejmu w trybunale uznawano powszechnie za szkodliwe, biorąc pod uwagę nagminną wręcz stronniczość lubelskiego sądu w XVIII wieku.

Inne oblicze trybunału

Trybunał przez ponad dwieście lat swej działalności rozpatrywał różne sprawy. Był także w zmiennej kondycji moralnej. Stworzony jako idealistyczne wyobrażenie sądu obywatelskiego, okazał się być sądem stronniczym i sprzedajnym. Jednak warto także podkreślić, że w obradach najwyższego sądu dla Korony nieraz uczestniczyły jednostki bardzo uczciwe i skrupulatne w wypełnianiu swych obowiązków.
O trybunale zaczęły powstawać anegdoty, wiersze i legendy. W XIX wieku, a nawet współcześniej, sąd lubelski pojawił się w literaturze. Wiersze i anegdoty na trybunał pisali Bratkowski, Kitowicz oraz Krasicki. Deputaci oraz klienci sądu pojawiają się ponadto w lubelskich legendach O czarciej łapie oraz Płaczu krucyfiksu trybunalskiego. Józef Ignacy Kraszewski ukazał z kolei postać sprzedajnego adwokata lubelskiego sądu w powieści Maleparta. Najgłośniejsze sprawy trybunału stały się kanwą kilku scenariuszy teatralnych. Sztuki te dotyczą zarówno legendy o sądzie diabelskim, jak również procesu Agnieszki Machówny.

Czytaj więcej>>> o lubelskim Trybunale Koronnym
Czytaj więcej>>> o historii budynku Trybunału Koronnego w Lublinie

 

Opracował Łukasz Fiuta
Redakcja: Monika Śliwińska

 

Literatura

Bednaruk W., Agnieszka przed Trybunałem, Lublin 2008.

Bratkowski D., Świat po części przejrzany, Kraków 1697.

Kamieński W., Przypadki lubelskie, Lublin 1810.

Kraszewski J.I., Maleparta, Lipsk 1844.

Morozowicz H., Sąd diabelski w Trybunale Lubelskim, Lublin 1901.

Rzewuski H., Pamiątki Soplicy, Warszawa 1839.