Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Młynarstwo wodne Lubelszczyzny

W okresie międzywojennym w naszym regionie funkcjonowało 701 młynów, w tym 39 parowych, 230 motorowych i 432 wodne; w tym także 881 wiatraków. Uwzględniając liczbę miejscowości w naszym regionie w 1934 roku, można wyliczyć, iż jeden młyn przypadał na 2, 3 miejscowości, a w przeliczeniu na powierzchnię na około 15,7 km kw. W całym kraju było 9821 młynów, w tym 858 parowych, 2626 motorowych i 6337 wodnych.

Trudno dziś dokładnie podać liczbę istniejących młynów zarówno w całej Polsce, jak i na Lubelszczyźnie. W statystykach urzędowych znajdują się jedynie te zmodernizowane i wciąż pracujące młyny zaliczane do przemysłu spożywczego. Nie obejmują one jednak tych wszystkich nieczynnych lub popadających w ruinę młynów, rozsianych po zakątkach regionu i kraju, które stanowią większość, w porównaniu z tymi, które, zmodernizowane, pracują do dnia dzisiejszego.

Na słabnącą rolę i kondycję tradycyjnego, drobnego młynarstwa miały wpływ przede wszystkim postępujące zmiany technologiczne, w efekcie których wiodącą rolę zaczęły pełnić duże młyny przemysłowe. Nie tłumaczy to jednak braku troski o utrzymanie tych zabytków techniki w dobrym stanie. Jednym ze sposobów ich wykorzystania, i tym samym zachowania dla potomności, może być adaptacja na inne cele.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Średniowiecze

Historia młynów wodnych sięga czasów antycznych. W Europie zachodniej pojawiły się najprawdopodobniej w VI wieku. W Polsce najstarsze wzmianki o tej konstrukcji pochodzą z 1145 roku w nadaniu książęcym dla klasztoru w Trzemesznie i z 1175 roku w nadaniu dla klasztoru w Lubiążu.

Pierwszym znanym pisanym dokumentem wspominającym o młynarzu na Lubelszczyźnie jest akt nadania Lublinowi praw magdeburskich przez Władysława Łokietka w 1317 roku. Mniema się, że młyny na tych ziemiach istniały znacznie wcześniej, na przykład w 1286 roku w niedalekim Sandomierzu, utrzymującym ścisłe kontakty z Lublinem. Brak jest jednak źródeł pisanych, które potwierdzałyby te domysły. Innymi, nieco późniejszymi wzmiankami o młynach w naszym regionie są: odnotowany w 1360 roku młyn w Chruślinie, w 1398 roku w Janowicach koło Mełgwi, oraz zezwolenie Władysława Jagiełły dla mieszczanina chełmskiego Bartłomieja na budowę młyna w wójtostwie hrubieszowskim, które sprzedał mu w 1400 roku.

W wieku XV w ostatecznie ukształtowanym terytorium Polski, w którym województwo lubelskie powiększyło się o ziemie księstwa bełskiego (włączone do Korony w 1426 roku) i część województwa sandomierskiego (w 1474 roku) pojawiało się sporo, bo aż 101 wzmianek o młynach wodnych w nadaniach ziemskich i zezwoleniach na budowę. Z faktu, że wiele istniejących młynów nie zmieniało właściciela i nie ujęto ich w tych dokumentach, wynika, iż liczba ta na pewno nie oddaje ich pełnego stanu liczebnego z tego okresu. Do oceny kondycji młynarstwa tej epoki mogą pomóc zestawienia opracowywane przez Jana Długosza, w tym Liber Beneficiorum, ale też częściowo, ponieważ wydają się być one niewystarczające do tego celu.

XV–XVII wiek

Statystyczne ujęcia pozwalające już dość precyzyjnie ocenić stan młynarstwa na Lubelszczyźnie pochodzą z połowy XVI wieku. Stanowią je między innymi Rejestry poborowe, Lustracje królewszczyzn i Słownik historyczno-geograficzny woj. lubelskiego w średniowieczu. Na ich podstawie opracowano mapę sieci 319 młynów dla województwa lubelskiego w połowie XVI wieku. Na podstawie zebranych dokumentów udało się autorowi opracowania, Janowi Górakowi, odnotować 343 młyny w XVII i zaledwie 125 w XVIII wieku.

XIX wiek

Wiek XIX jest już obfitszy w zestawienia urzędowe młynów, ujęcia ich w pracach o tematyce gospodarczej, jak również rysunki i skrupulatniejsze charakterystyki pozwalające głębiej zrozumieć ich istotę i znaczenie. Najpełniejszym źródłem informacji z tego okresu zdaje się być Słownik geograficzny Królestwa Polskiego. W tym okresie pojawiły się nowsze technologiczne młyny napędzane maszynami parowymi, stwarzające silną konkurencję dla istniejących młynów poruszanych pędem wody. Ta rywalizacja dwóch systemów napędu wywołała spore zmiany w budownictwie młynarskim. Niejako wymusiła budowanie od połowy XIX wieku na Lubelszczyźnie większych, kilkukondygnacyjnych drewnianych i murowanych młynów wodnych, które mogły skuteczniej konkurować z wydajnymi młynami napędzanymi za pomocą maszyn parowych. Można stwierdzić, że walka ta trwała poprzez następne kilkadziesiąt lat.

Na podstawie badań szacuje się, że powstało ich 12 do końca XIX wieku i dzięki zwiększonej powierzchni użytkowej mogły posiadać, oprócz tradycyjnych złożeń kamieni, również jedną lub dwie pary zestawów walcowych oraz dodatkowe urządzenia czyszczące zboże przy produkcji fabrycznej. Zmianom pod koniec wieku ulegał też napęd kołowy, zamieniany coraz częściej na turbinowy, umożliwiający uzyskanie większej siły energii wodnej do poruszania dodatkowych urządzeń. W ubiegłym stuleciu drewniane młyny wodne budowano już z reguły jako budynki kilkupiętrowe. Pierwsze młyny murowane z cegły lub kamienia powstawały jeszcze w XIX wieku i naliczono ich 25 do końca tegoż wieku. Pierwszym był młyn w Dorohusku wybudowany w 1836 roku, a ostatnim – w Siemieniu.

XX wiek

W XX wieku powstało 19 młynów murowanych, z czego 9 do I wojny światowej. Po przeanalizowaniu źródeł, zwłaszcza Księgi adresowej z 1929 roku i zestawień T. Sobczaka z 1934 roku autorowi udało się stworzyć szacunki liczbowe młynów parowych, motorowych i wodnych istniejących na terenie Lubelszczyzny w tych pięciu latach. Wskazują one w przeciągu pięciu lat tendencję spadku ilości młynów wodnych z 432 do 381, a wzrostu ilości motorowych z 230 do 375, oraz parowych z 39 do 80. Liczba młynów wzrosła ze stanu 701 w 1929 roku do 836 w 1934 roku. Mniejsze zagęszczenie młynów na północnej Lubelszczyźnie uzupełniają liczne wiatraki.

Liczba młynów istniejących w pierwszych latach po wyzwoleniu, jak i stan dzisiejszy, są słabo znane ze względów wspomnianych na wstępie. Po wojnie odbudowano 7 młynów w miejscu zniszczonych w miejscowościach: Iłki (1945 rok), Częstochłowice (1945 rok), Świdy (1946 rok), Zagoździe (1946 rok), Orchowiec (1948 rok), Prawiedniki (1953 rok). Do poglądowej oceny i porównania stanu w województwie lubelskim z lat 1929 i 1956 może posłużyć opracowana mapa. Stopniową likwidację dawnych młynów wodnych rozpoczęło przejmowanie w 1946 roku na własność Skarbu Państwa dużych młynów, na przykład młyna braci Krausse w Lublinie. W latach pięćdziesiątych zabierano właścicielom młyny i przekazywano je gromadzkim i miejskim radom narodowym, później spółdzielniom gminnym. Pozostałe małe młyny, obciążone dużymi podatkami, stały się nieopłacalne i zaczęły popadać w ruinę.

Ten stan trwa do dziś, albowiem sporadyczne są przypadki zainteresowania tymi oryginalnymi budowlami. Przykładem odrestaurowania i wykorzystania takiego obiektu jest młyn Stanisława Kowalczyka w Bondyrzu. Do wyjątków należą też dziś młyny pracujące nadal w oparciu o energię wodną. W 1980 roku zanotowano ich 20, z tym że posiadają one dodatkowe przyłącze energii elektrycznej wspomagające zasilanie. Stan zatem się odwrócił w stosunku do okresu międzywojennego, kiedy to dodatkowa energia elektryczna z młynów wodnych dawała zasilanie osadom młyńskim lub nawet dalszej okolicy.

W 1963 roku, z inicjatywy ówczesnego proboszcza w Górecku Kościelnym, powstała spółka wodno-energetyczna obejmująca wsie Górecko Kościelne i Stare, Tarnowolę i Brzezinę. W wyniku porozumienia przystąpiono do budowy małej elektrowni wodnej na rzece Szum, ale prace zostały wstrzymane przez władze i wznowiono je dopiero w 1989 roku. Powstałą elektrownię odwiedził wówczas minister ochrony środowiska i zasobów naturalnych. Próby tworzenia małych elektrowni wodnych spotykały się ze sporymi trudnościami. Udało się też uruchomić turbinę przy jednym z największych młynów wodnych na Lubelszczyźnie, w Tarnogórze, gdzie energia elektryczna z tej małej elektrowni wodnej przekazywana jest do państwowej sieci energetycznej. Można mieć pewną nadzieję, że również młyn zostanie ponownie uruchomiony.

Należy wspomnieć, że dawne młyny prowadziły zróżnicowaną działalność polegającą nie tylko na przemiale zbóż, ale także na dodatkowym wytwarzaniu kasz i jagieł. Nieraz urządzano przy nich stępy foluszowe bądź do tłuczenia garbnika, olejarnie, a nawet tartaki.

Charakterystyka młynów

Tradycyjne młyny napędzane były wyłącznie siłą wody. W wyniku udoskonaleń i przebudowy młyny doczekały się napędów różnymi rodzajami silników, zwanych potocznie motorami; mówimy wówczas o młynie z napędem motorowym. Ogólnie możemy więc młyny podzielić pod względem napędu na wodne i motorowe. Napęd motorowy może być realizowany przez silniki parowe, gazowe, spalinowe lub elektryczne. Te ostatnie z uwagi na elektryfikację kraju, dostępność energii i łatwość jej wykorzystania, zdominowały ostatni okres eksploatacji młynów i wyparły niemal zupełnie ostatnie turbiny wodne. W okresie miedzywojennym określenie młyn motorowy oznaczało młyn napędzany silnikiem spalinowym, najczęściej silnikiem diesla, choć zdarzały się silniki naftowe i benzolowe.
Istniały również, choć rzadko wspominano o nich, na Lubelszczyźnie młyny końskie (Kazimierz, Klementowice, Naklik), wołowe (Łabunie), oraz młyny deptakowe (Grabanów, Klonownica, Międzyrzec, Sławatycze, Szczebrzeszyn) używane głównie w browarach.

Wśród młynów wodnych najczęściej spotykanymi były kołowe, w których napęd zapewniało koło młyńskie, najczęściej drewniane, oraz młyny turbinowe. Rzadko zdarzały się młyny stawiane na palach bezpośrednio na wodzie, inaczej zwane „na wagach”, oraz młyny stawiane na sprzęgniętych łodziach lub tratwach, zwane bździelami. Młyny „na wagach” były stałymi wysuniętymi na rzece konstrukcjami stojącymi na wbitych w dno rzeki palach, tak aby nie przeszkadzać żegludze. Nie odnaleziono przykładów istnienia takich młynów na Lubelszczyźnie.

Natomiast wiadomo, że istniały na tym terenie ruchome młyny łodne, przymocowane do brzegu łańcuchami i pływające na rzece w pewnej odległości od brzegu, również tak, aby nie przeszkadzać żegludze. Na terenie Lubelszczyzny znane są takie pływające konstrukcje stawiane na Wiśle w Kaliszanach, na Bugu w Horodle, Kodniu i Kryłowie, oraz na Wieprzu w Jaszczowie i Krasnymstawie. Zarówno młyny bździele, jak i „na wagach” stawiane były na większych rzekach spławnych.

Rodzaje kół młynów wodnych

W stawianych na brzegach rzek młynach stosowano trzy różne techniki napędzania kół wodą, przez co wyróżnia się koła: nasiębierne (inaczej korzeczne), śródsiębierne oraz podsiębierne (inaczej walne). Na Lubelszczyźnie nie notuje się młynów z kołami śródsiębiernymi.

Najstarszymi wydają się być koła nasiębierne czyli korzeczne, w których obrót koła powodowany był siłą wody spadającej z położonego wyżej od koła korytarza doprowadzającego wodę do umieszczonych na jego obwodzie korytek. W ten sposób koło dostawało ruchu obrotowego zgodnie z kierunkiem płynącej rzeki. Z reguły każde koło zastosowane w młynie napędzało w nim tylko jedno konkretne urządzenie, stąd młyny obsługujące kilka urządzeń miały kilka kół młyńskich.
Na terenach nizinnych, gdzie trudno było uzyskać spadek wody wystarczająco duży do napędzania koła, stosowano koła podsiębierne, czyli inaczej walne. Były zazwyczaj większe i osiągały średnicę do trzech metrów, a zamiast korytek na obwodzie posiadały łopatki, które podczas pracy zanurzały się w wodzie popychającej je siłą swego nurtu. Oś obracanego w ten sposób koła znajdowała się powyżej poziomu korytarza doprowadzającego wodę, a samo koło obracało się w kierunku przeciwnym do płynącej rzeki.

Często w celu uzyskania większej siły nurtu doprowadzanej wody, przed młynem zakładano tzw. stawy górne, spiętrzające wodę zanim trafiała ona na koło młyńskie. Oba te warianty kół, choć stosowane w zależności od ułożenia terenu i warunków otoczenia, różniły się zdecydowanie swoją wydajnością w przekazywaniu energii nurtu rzeki na maszyny pracujące. Korzystniej wypadały koła nasiębierne, których dzielność (sprawność) wynosiła 70 proc. i była wyższa o 40 proc. niż dzielność kół podsiębiernych. Z tego względu, że tak duża część, bo aż 70 proc. wody (dla kół podsiębiernych), przepływa, nie przyczyniając się do pracy mechanizmów, opracowano wydajniejszy napęd osiągający dzielność 80 proc. – metalowe turbiny z wirnikami. Jedna z nich, popularnego typu Francisa, znajdowała się w młynie w Gardzienicach.

Pierwszą turbinę w Polsce zastosował w 1838 roku inżynier Minasewicz w młynie w Wybranówce.
Popularność turbin rosła powoli od czasów przedwojennych, ale w okresie międzywojennym wyparły już prawie wszystkie koła wodne.

Mechanizm napędowy

Koło wodne osadzane jest na wystającym z młyna końcu wału głównego z solidnego wytrzymałego drewna, o średnicy powyżej 50 cm. Na drugim końcu wału lub w jego środku znajduje się drugie koło, główne, nieco mniejsze od koła wodnego. Jest to koło palczaste z nabitymi na obwodzie klinami lub palcami, które przy obrocie zazębiają się z palcami (pałęczkami) cywia, wprowadzając je w ruch. Cywie, nazywane czasem sześciornią, składa się z dwóch krążków (ryfek) – mniejszego i większego – zaczepiających się ukośnymi palcami (cewkami), umieszczonych nad sobą na pionowej drewnianej, potem stalowej, osi, zwanej wrzecionem, prostopadłej do wału głównego. Dolny koniec wrzeciona opiera się na panewce umieszczonej na poziomej belce, górny koniec wrzeciona jest zamocowany w paprzycy. Paprzyca to stalowa sztabka trójramienna zamocowana w wyżłobieniach (gniazdach) znajdujących się w oku bieguna, która przez swój ruch wprawia w ruch obrotowy biegun.

Na jakość mąki decydujący wpływ mają optymalne obroty bieguna, te zaś zależą od prędkości przekazywanego napędu, a więc wielkości koła wodnego, dobranych przełożeń, siły nurtu lub spadku wody, ale także ciężaru bieguna. Dlatego te parametry musiały być skrupulatnie dobierane i uwzględniane, co nieraz komplikowało budowę młyna.

W przypadku zbyt niskich obrotów otrzymywano małą wydajność i grubszą mąkę. Przy zbyt szybkich obrotach następowało szybsze zużycie, czyli ścieranie się kamieni i nadmierne zagrzewanie ich, co powodowało przypalanie mąki. Regulacja tej prędkości odbywała się przez stosowanie odpowiednich przekładni zębatych lub transmisji pasowych, w czym pomagały opracowane i wydawane od końca XIX wieku podręczniki młynarskie i tabele w kalendarzach młynarskich.
Wiele problemów związanych z kołem wodnym rozwiązała turbina wodna o większej niż koło wodne wydajności i uzyskiwanej mocy.

Mielenie mąki

Najważniejszym urządzeniem w młynie było to mielące ziarna zbóż na mąkę. Do czasu wprowadzenia w młynach walców stalowych zwanych postawami walcowymi, a było to w młynie parowym Łubieńskich w Warszawie na Solcu w 1826 roku, powszechnie służyły do tego celu mlewniki kamienne. Różniły się one od żaren jedynie wielkością i napędem mechanicznym. Żarna rotacyjne (obrotowe) powstały około 500 lat p.n.e. (u nas znane w I wieku p.n.e.), i do dziś występują w wielu rejonach północnej Afryki, Europy i Azji.

Mlewniki, podobnie jak żarna, składają się z dwóch kamieni o średnicy od 70 cm do 100 cm, nieruchomego leżaka i ruchomego bieguna, wprawianego w ruch obrotowy przez mechanizm napędzany siłą przekazywaną z koła młyńskiego. Dla regulacji przemiału nasadzało się na osi między kamieniami drewnianą lub metalową poprzeczkę, natomiast przemiał wspomagały nakute w obu kamieniach trzymilimetrowe ukośne bruzdy zagarniające i mielące zboże. Od góry do otworu w biegunie, zwanego okiem mlewnika, dostawało się ziarno zboża z kosza nasypowego, rozsypywane równomiernie przez umieszczony u wylotu kosza drgający pręt. Na Lubelszczyźnie wyrabiano najlepsze kamienie do mlewników produkowane z białego piaskowca wydobywanego na Dziewiczej Górze koło Chełma. Kamień pozyskiwano też w kamieniołomach w Banderkach, Lipowcu, Tarnawatce, Lubyczy Królewskiej, Werchratcie i Bruśnie koło Lubaczowa. Kamienie piaskowca dość szybko się ścierały i należało je „naostrzyć”, jak mawiali młynarze, a w zasadzie polegało to na nakuwaniu, mniej więcej raz w tygodniu.

Z czasem zaczęto używać trwalszych, sztucznych kamieni wytwarzanych z cementu z dodatkiem kwarcu sprowadzanego z Francji, stąd nazywane były one francuzami. Mąka otrzymana z mielenia w złożeniu kamieni mlewnika jest gruba i czarna, zwie ją się razówką.
Aby otrzymać mąkę wyższej jakości, miałką i białą, stosowano w młynach specjalne urządzenia zwane odsiewaczami lub pytlami. Pytle miały postać rękawów z jedwabiu i płótna, wlot i wylot obszyte skórzanymi paskami. Poprzez te rękawy przeczyszczano mąkę. W końcu XIX wieku obmyślono odsiewacze w kształcie sześciokątnego rusztu z balikami drewnianymi, którego boki stanowiły ramy z drobną siatką mosiężną, a w późniejszym czasie jedwabną gazą. Ramy te były wymienialne, i w zależności od zastosowanej siatki lub gazy uzyskiwało się mąkę pożądanej jakości.
Gdy w młynach pojawiły się mlewniki walcowe, zwane stolcami walcowymi, zaczęło się wypieranie mlewników kamiennych, także w małych młynach wodnych. Mlewniki walcowe były dużo trwalsze, dawały od razu mąkę żądanego gatunku, były łatwiejsze w obsłudze i wymagały mniejszej siły napędowej, a co za tym idzie, mogły być stosowane w młynach budowanych na mniejszych nurtach.

Wart odnotowania jest fakt, że już w 1804 roku powstała w Zwierzyńcu fabryka maszyn i narzędzi rolniczych, produkująca również narzędzia młyńskie, przede wszystkim dla młynów Ordynacji Zamojskiej.

Uwarunkowania terenu i inżynieria wodna przy młynie

Lubelszczyzna poza Roztoczem to teren równinny, stąd do skutecznego napędzania kół młyńskich potrzebne było spiętrzanie wody w stawach górnych zakładanych przed młynem. Poziom wód w tych stawach był kontrolowany znakami poziomu wody i dostosowywany do optymalnego przez otwierane zastawy na śluzie, tzw. stawidła. Przez spiętrzanie wody w stawach podnosił się stan wody na pewnym odcinku rzeki przed stawami, zwanym cofką, a jego długość zależała od wielkości spadku terenu, po którym biegnie rzeka. Młynarz musiał posiadać plany obszaru oblegającego odcinek cofki w skali 1:2000, ponieważ w przypadku przekroczenia ustalonego za dopuszczalny poziomu spiętrzenia wody, odpowiadał za szkody wyrządzone na oblegających terenach. Oprócz tego późniejszy młynarz posiadał mapę całej zlewni wód cieku, czyli rzeki, na której był młyn. Była najczęściej wykonana w skali 1:100 000 i pochodziła z odrysu map taktycznych. Granice zlewni zaś wyznaczały najwyższe warstwice określonego terenu.

Staw otoczony był najczęściej groblą drewnianą chroniącą brzegi i przedłużoną na pewien odcinek cieku wodnego. Od strony młyna zbudowana jest zapora inżynierska zwana jazem, czyli dwa rzędy pali wbitych w dno ze ściankami z bali, stanowiące na pewnym odcinku brzeg stawu. Ścianki uszczelniane są ziemią, gruzem, z powiązaną faszyną. Dopływ wody ze stawu do młyna odbywa się poprzez śluzę, która jest pomostem (galarem) z bali ułożonych na mocnej konstrukcji drewnianej. Od strony młyna śluza zamknięta jest ruchomą, podnoszoną zastawą zwaną stawidłem. Jest ono podnoszone i opuszczane łańcuchami lub przekładnią zębatą. Śluza podzielona jest na odcinki jedną lub kilkoma podgródkami, czyli wzdłużnymi ściankami, dzielącymi ciek na co najmniej dwa koryta, robocze i burzowe (upustowe). Koryto robocze doprowadza wodę na koło wodne młyna lub turbinę, koryto burzowe odprowadza nadmiar wody do rzeki, kanału ulgowego lub stawu za młynem, zwanego stawem dolnym. Podłoga śluzy ułożona jest na określonej wysokości i od niej mierzy się spiętrzenie wody. Właściwa śluza poprzedzona jest ponurem, progiem poniżej koryta śluzy i o utwardzonym dnie.

Zdarza się, że młyn stoi w sporej odległości od stawu górnego, wtedy woda doprowadzana jest do młyna specjalnym drewnianym korytem, kilkudziesięciometrowym wąskim akweduktem na palach.
Rzeka może też być rozgałęziona, jeśli pozwalają na to warunki terenowe, po to, aby tylko część przepływała przez koło młyńskie, a nadmiar spływał od razu do stawu dolnego, a z niego do dalszego biegu rzeki.
Stawy górne i dolne bardzo często wykorzystywane były do gospodarki rybackiej.

Każdy młyn musi mieć odpowiednią dokumentację techniczną zwaną operatem wodno-prawnym, na którą składa się rysunek techniczny budynku i urządzeń w nim zamontowanych, plan urządzeń piętrzących, plan śluzy roboczej i burzowej, profil podłużny i porzeczny rzeki, plan sytuacyjny oraz mapa zlewni rzeki, projekt znaku wodnego, orzeczenie techniczne, protokół sprawdzenia urządzeń piętrzących, oraz pozwolenie na użytkowanie zakładu.

Folklor młynarski

Młynarstwo można rozpatrywać w wielu aspektach i jest opisywane pod wieloma względami.
Aspekt prawno-ekonomiczny ich funkcjonowania w dobie średniowiecza był zbadany już w okresie międzywojennym. W miarę nabierania wielowiekowej tradycji, i zakorzenieniu się młynarstwa nie tylko w krajobrazie, ale i kulturze oraz świadomości społecznej, powstawało zjawisko folkloru młynarskiego. Ten szeroki aspekt młynarstwa, obejmujący badania nad jego rolą w funkcjonowaniu wsi (często nadawano nazwy wsiom od nazwiska młynarza) i pozycją samego młynarza w jej strukturze, zwyczaje, przesądy, obrzędy i legendy z nim związane, a nawet specyficzny żargon młynarski, stał się tematem mniejszego lub większego zainteresowania (jak w przypadku województwa łodzkiego), w różnych regionach kraju w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia.

Młyny wodne jako zabytki architektury

Młyny wodne są ciekawe także z architektonicznego punktu widzenia. Niejednokrotnie dysponują wyważoną sylwetką i proporcjonalną konstrukcją wszystkich jego części, odpowiednim stosunkiem wysokości zrębu do wysokości dachu, utrzymaniem faktur ścian w pociemniałych barwach naturalnych drewna. Ponadto spotyka się młyny ze zdobionymi elementami, na przykład profilowanymi sterczynami na szczytach dachów dwuspadowych (Obrocz, Częstoborowice, Rożnówka, Urzędów, Wola Duża koło Biłgoraja), ozdobnymi ramami okiennic młyna (Boruń, Budzyń), gankami przed wejściem (Częstoborowice, Gardzienice, Piotrowice, Ruskie Piaski, Sigła, Wilczopole, Wola Gardzienicka), i wreszcie przyjemnym urządzeniem wnętrza, jak na przykład młyn w Szczebrzeszynie.

Elementy zdobień występują też w młynach murowanych, poczynając od najstarszego w Dorohusku, przez malownicze uformowanie szczytowych ścian małego młyna w Prawnie, do szczególnie malowniczo rozwiązanych elewacji dużego młyna w Szczebrzeszynie, rozczłonkowanych czerwonymi pilastrami z cegły, ostro kontrastującymi z białą powierzchnią ścian. Niektóre młyny są niemal idealnie wkomponowane w krajobraz naturalny, jak na przykład młyny w Pilaszkowicach i Świdach, znajdujące się poza wsiami, ale też ten znajdujący się w centrum Zwierzyńca, podnoszący atrakcyjność miejscowości.

Młyny wodne jako zabytki techniki

Młyny wodne są też znaczącymi zabytkami techniki, obrazującymi rozwój techniki młynarskiej poprzez wieki, jak też samej umiejętności wykorzystania sił natury przez człowieka. Poznajemy dzięki nim rozwój urządzeń napędowych od prostych łopatkowych kół wodnych, przez bardziej skomplikowane koła korytkowe korzeczne, aż po turbiny i inne rozwiązania motorowe, niczym nie przypominające już pierwotnych wynalazków ludowych.

Również doskonalono wykorzystanie potencjału natury poprzez zwiększanie wydajności urządzeń, stosowanie zabiegów agrotechnicznych w celu zwiększenia pędu lub siły ciążenia wody. Do dziś można spotkać zarówno te najprostsze, jak i bardziej skomplikowane konstrukcje młyńskie, które były świadkami niejednej przemiany dziejowej.

Przyszłość

Nie istnieją systematyczne opracowania i zestawienia statystyczne dotyczące młynarstwa na Lubelszczyźnie, a z biegiem lat giną z naszego krajobrazu w bardzo szybkim tempie wszelkie konstrukcje młynarskie, zwłaszcza drewniane. Niewiele młynów otrzymało status zabytków, co świadczy o niedostatecznym zainteresowaniu ochroną tych zabytków techniki i architektury, ale i pamiątki historycznej, przez odpowiednie instytucje. Pamiątką po tych konstrukcjach są jeszcze istniejące dokumentacje, zwłaszcza operaty wodno-prawne, ale z biegiem lat i one giną lub niszczeją przy reorganizacjach urzędów związanych z przemianami terytorialnymi w kraju. Warto by podjąć ten temat, co uchroniłoby na pewno część istniejących jeszcze młynów od zniszczenia, a po części utrwaliłoby pamięć, na przykład w postaci fotograficznej. Do objazdu terenowego najlepiej posłużyłby wykaz młynów z 1929 roku zawierający także dane osobowe ich właścicieli, do których można by próbować dotrzeć po szersze informacje. Warto utrwalić pamięć o tych konstrukcjach, gdyż istnieją w naszym krajobrazie tyle wieków, są cząstką historii, ponadto tworzą warunki hydrograficzne i botaniczne w środowisku i mają niezaprzeczalne walory krajobrazowe. Okazuje się, że te stare konstrukcje sprawdzają się doskonale w czasach wzmożonej ochrony środowiska, dostarczając czystej energii na lokalne potrzeby, poprawiając stosunki wodne w najbliższej okolicy, tworząc wizerunek zrównoważonych ekologicznie gmin. Możliwe, że czeka je jeszcze odrodzenie, choć już raczej nie na skalę z minionych czasów.

Młyny wodne można traktować jako małe elektrownie wodne (wytwarzające do 5 megawatów energii), zaliczane do urządzeń korzystających z odnawialnych zasobów energii lub inaczej – alternatywnych źródeł energii. Jak zdążyliśmy się przekonać, sam wynalazek jest bardzo stary, ale wciąż bardzo przydatny i, co bardzo ważne, przyjazny środowisku. Pozwala otrzymywać energię; korzystając ze środowiska w sposób minimalny i dobrze przemyślany nie powoduje w nim praktycznie żadnych szkód. Jest to mocny argument, aby młyny wodne, w tym te dawne, dziś będące w bardzo słabej kondycji, odrestaurowywać i korzystać z nich zgodnie z panującą tendencją i ogólnoświatową strategią jak największego wykorzystywania czystej energii, w tym małych elektrowni wodnych.
Dlatego ten wynalazek dawnych przodków, a dziś już zabytek techniki, nie powinien być zapominany. Tam, gdzie jest to możliwe powinno się kontynuować wiekową tradycję, wykorzystując dawne, odnowione młyny wodne. Oprócz aspektów praktycznych podnoszą one atrakcyjność turystyczną regionu.

Literatura

Literatura o młynarstwie jest dość bogata zarówno w prace ogólne, jak i specjalistyczne. Na szczególną uwagę zasługuje praca zbiorowa Z dziejów młynarstwa w Polsce oraz Polskie młynarstwo autorstwa Bohdana Baranowskiego. Wypada też wspomnieć, że polska literatura fachowa na temat młynarstwa ma długą tradycję sięgającą przynajmniej 1690 roku, kiedy to ukazał się podręcznik budowy młynów i urządzeń młyńskich, zatytułowany Architekt Polski autorstwa jezuity Stanisława Solskiego. Natomiast od końca XIX wieku pojawiały się liczne artykuły o młynarstwie na łamach różnych czasopism, głównie technicznych.

Lubelszczyzna również posiada swoje źródła informacji na ten temat, pozwalające zrozumieć rozwój tej dziedziny w naszym regionie od XV wieku. Są to między innymi: Opisanie statystyczno-historyczne dóbr ordynacji Zamoyskiej z 1834 roku, Słownik Geograficzny oraz Księga adresowa z 1929 roku. Na ich podstawie powstały kolejne prace, w tym opracowanie Jana Góraka, zasłużonego badacza tego tematu, zamieszczone w piśmie „Materiały i studia lubelskie”, będące bazą także do tego artykułu.



Opracował Mariusz Foks
Redakcja: Monika Śliwińska

 

Zdjęcia

Inne materiały

Słowa kluczowe