Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Mirosław Derecki – „Weekend wspomnień”

Cykl reportaży autorstwa Mirosława Dereckiego pod wspólną nazwą Weekend wspomnień, ukazywał się co tydzień w lubelskim wydaniu „Gazety Wyborczej” przez ponad siedem lat. Składało się na nie około trzystu tekstów. Pierwszy Weekend wspomnień do rąk czytelników trafił 1 grudnia 1991 roku, natomiast ostatni dziesięć dni przed śmiercią autora – 13 czerwca 1998 roku. To chyba w tych tekstach najpełniej ujawnił się w Mirosławie Dereckim zmysł kronikarski. Wybór reportaży ukazał się nakładem lubelskiej „Gazety Wyborczej”.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Treść i formaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Formuła Weekendu wspomnień okazała się niezwykle pojemna. Autor zamieszczał w nim reportaże historyczne, autobiograficzne, szkice z podróży, reportaże – portrety. Najczęściej w Weekendzie pojawiały się tematy związane z Lublinem i Kazimierzem Dolnym. Teksty te są skarbnicą wiedzy o tych miastach, ich historii, kulturze, mieszkańcach. Mirosław Derecki starał się być kronikarzem swoich czasów, opisywać rzeczywistość odchodzącą w zapomnienie.

Zaginiony światBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Derecki niczym wehikuł czasu przenosi czytelnika do rzeczywistości dawnego Lublina. Czytając odcinki Weekendu wspomnień, trudno nie zauważyć, z jaką łatwością i lekkością autor przenosi nas w dawno zapomniany świat, opisując nam jego rzeczywistość: miejsca, postacie, zapachy, smaki…

 

„Nie ma już restauracji Tatarskiej przy ulicy Świętoduskiej 6, gdzie podawano ogromne kotlety schabowe z kapustą. […] Przede wszystkim zaś nie ma Zamkowej przy ulicy Lubartowskiej 41, róg obecnej alei Tysiąclecia. Tej ciepłej, zadymionej przystani zjeżdżających furmankami na pobliski plac targowy chłopów z okolic Lublina. […] Na wieszakach piętrzyły się sterty wilgotnych od deszczu kapot, pamiętających nierzadko jeszcze okupacyjne czasy. W kątach stały baty do poganiania koni. Uśmiechające się zalotnie srebrnymi zębami rozłożyste kelnerki roznosiły dymiące talerze z kartoflaną lub kapuśniakiem. Cygańska kapela rżnęła od ucha do ucha partyzanckie melodie…”.

 

Czytając o jadłospisach Polonii, Europy czy Pod Fafikiem, zapewne wielu czytelników miało niepohamowaną chęć na prawdziwe polskie jedzenie.

 

Na kartach wspomnień Dereckiego „ożywają nie tylko zapomniane miejsca, ale i niebanalni ludzie dawnego Lublina. Można tu spotkać m.in. znanego lubelskiego fotografa, portrecistę Ludwika Hartwiga, ojca wybitnego polskiego fotografika Edwarda Hartwiga oraz poetki Julii Hartwig. Podziw budzi odwaga Romualda Makowskiego juniora, który podczas okupacji ryzykował życie, by ocalić aparaturę projekcyjną kina Rialto na Starym Mieście, należącego do jego ojca. Wysiłki Kazimierza Dysia, lubelskiego artysty cyrkowego ogarniętego pasją posiadania własnego cyrku, wywołują współczucie. Trudno zapomnieć osobistą tragedię doskonałej restauratorki Heleny Moorowej, która do świetności doprowadziła restaurację Polonia, patronowała kabaretom i przyjaźniła się z artystami. Legendą wydają się być losy ambitnych i zaradnych rodzin cukierniczych Semadenich i Chmielewskich”.

Styl DereckiegoBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Często autor występuje w reportażach w roli obserwatora otoczenia. Opisuje bardzo szczegółowo miejsca, atmosferę, bohaterów oraz ich wygląd. W tych obserwacjach pełno jest refleksyjności oraz nostalgii. Sam Derecki z reportera zmienia się w poetę, który barwnie przedstawiając zwykłą, codzienną rzeczywistość, nadaje tekstowi wymiar literackiej czy też bajkowej opowieści:

 

„Jeszcze w końcu lat pięćdziesiątych jeździły zimą ulicami Lublina dorożkarskie sanki. Jezdnie były pokryte dobrze ubitym śniegiem, wyślizgane. Nikt nie myślał o sole­niu nawierzchni – bo i po co, skoro w mieście było niewiele samochodów. Stalowe płozy sanek sunęły bezgłośnie, parskały konie, delikatnie dźwięczały mosiężne janczary przy uprzęży. Najchętniej wynajmowano sanki na przejażdżki po mieście albo podmiejskie spacery – na Sławinek, Zimne Doły lub Górny Czechów. Siedziało się na miękkiej, obitej ciemnym sztruksem kanapce, nogi okrywała ciepła baranica. A z przodu, na wąskim koźle, tkwił dorożkarz, machając batem i pohukując na konie...”

 

Ten ciepły i sentymentalny sposób odbioru rzeczywistości można także zauważyć przy opisie dawnych lubelskich wesołych miasteczek: „Z nadejściem wiosny zaczynały się budzić ze snu zimowego karuzele, strzelnice i huśtawki, ożywały puste, zaśmiecone place na peryferiach miast, migotały kolorowe lampki, dudniły silniki wprawiające w ruch kręcące się w kółko drewniane koniki, hucza­ły dziarskimi melodyjkami głośniki. Największą uciechę miały dzieci. Ale starsi także ciągnęli tłumnie do wesołego miasteczka. W czasach kiedy życie toczyło się leniwym, pozbawionym niecodziennych wydarzeń rytmem, gdy nie było radia i telewizji, pojawienie się wesołego miasteczka było wydarzeniem niezwykłym. Wirujące koło karuzeli miało w sobie jakąś magiczną, przyciągającą moc. Zmienił się ich wystrój, zasobność, wyposażenie, stopień mechanizacji i elegancja wesołych miasteczek. Ale przecież ich istota pozostała ta sama – ma tutaj być zaspokojona po­trzeba człowieka znalezienia się na chwilę w innym wymiarze. W świecie iluzji. Dla dzieci będzie to miejsce zaczarowane, pełne radosnych, baśniowych doznań. Dla doro­słych – ucieczka od szarej, codziennej rzeczywistości”.

 

Mirosław Derecki w swych reportażach zmienia często charakter narracji: przyjmuje rolę obserwatora, słuchacza, rekonstruktora zdarzeń czy samego ich uczestnika. Przekazuje wtedy własne wrażenia i odczucia, aby ukazać jak najbardziej realistyczny i prawdopodobny obraz danej chwili, tak jak w opisie Ogrodu Saskiego, gdzie prawie pod rękę możemy się z nim przechadzać:

 

„Saski Ogród fascynował mnie od najmłodszych lat swą różnorodnością. Cienistymi alejami; ogromnymi starymi drzewami, po których biegały na wpół oswojone rude wie­wiórki dające się karmić z ręki; stawkiem pod wierzbami, po którym pływały białe łabę­dzie; barwnymi kwiatowymi klombami i gazonami; nasłonecznionymi wzniesieniami i mrocznymi dolinkami, w których kryły się zakochane pary. Było to zarazem miejsce bardzo tajemnicze”.

 

Tak właśnie wprowadza Mirosław Derecki swojego czytelnika w zaczarowany świat, świat poezją pisany, do którego, jak i do Saskiego Ogrodu, każdy ma ochotę wejść.

 

Większość tekstów Dereckiego była utrzymana w bardzo humorystycznym, gawędziarskim tonie, często nawet przesiąkniętym delikatną ironią, ale zawsze sympatycznym i przyjaznym.

Metoda pracy DereckiegoBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Mirosław Derecki z wielką precyzją i wyczuciem odtwarzał zdarzenia historyczne, zbierał materiały, dokumenty urzędowe, fotografie (niektóre zamieszczone w książce), przeprowadzał wywiady, kolekcjonował listy i artykuły, a wszystko po to, aby mieć jak najlepsze i wszechstronne rozeznanie w opisywanym temacie. Takiej rekonstrukcji dokonał w reportażu Wielkie bombardowanie, gdzie przypomniał wydarzenia z 9 września 1939 roku, kiedy miał miejsce niemiecki nalot na śródmieście Lublina.

 

Najbardziej przejmującym fragmentem tekstu jest opis śmierci Józefa Czechowicza, której okoliczności odtworzył Derecki na podstawie relacji pozostawionej przez towarzyszącego poecie w owym dniu Henryka Domińskiego: „…wcześniej ludzie znajdujący się we fryzjerni skoczyli pod ściany. To ocaliło prawie wszystkich. Zginął – tylko Józef Czechowicz. Gdy po godzinach pracy wydobyto wreszcie spod hałdy gruzu jego zwłoki, były one całe pokiereszowane, że zidentyfikowano ciało jedynie po znajdującym się w kieszeni marynarki słowniku polsko-angielskim z napisem: «Własność Józefa Czechowicza»”.

 

Mirosławowi Dereckiemu niemal każdy temat wydawał się bliski i godny uwagi, a bohaterów do własnych reportaży potrafił znaleźć nawet w szpitalu, gdzie przez 25 lat choroby był bardzo częstym gościem. „Wieczorami, kiedy szpital zacichał i leżeliśmy już w łóżkach, ale za wcześnie jeszcze było na sen, pan Trojgo zaczynał snuć wspomnienia ze swojego długiego, pełnego niezwykłych wydarzeń życia Polaka-repatrianta z «Sojuszu»”.

„Weekend wspomnień” – publikacja książkowaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Autentyczności i wyjątkowości tej pięknie wydanej w formie albumu pozycji dodają czarno-białe zdjęcia oraz pocztówki dawnego Lublina. Trafnie podsumowuje ten zbiór Beata Błasiak, pisząc o niej: „nie tylko ciekawa i starannie wydana, ale też bardzo ważna. Pokazuje, jak tożsamość miasta kształtowała się przez lata wśród światowych tendencji, mód i wydarzeń historycznych… ukazuje bowiem odrębności historyczne i kulturalne tego miejsca na ziemi”. 

 

Opracowała Dominika Majuk

 

LiteraturaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Derecki M., Weekend wspomnień, Lublin 1998.

Ziniewicz I., Mirosław Jan Stanisław Derecki – życie i twórczość, Lublin 2007 (niepublikowana praca licencjacka UMCS).

Zdjęcia

Wideo

Audio

Historie mówione

Słowa kluczowe