Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Maria Bechczyc-Rudnicka (1888–1982)

Maria (Ksenia) Bechczyc-Rudnicka, z domu Mataftin, urodziła się 1 lutego 1888 roku w Warszawie, zmarła 6 czerwca 1982 roku w Lublinie. Była córką carskiego urzędnika Piotra Mataftina i Heleny z Raszpilów. Jej rodzice pochodzili z zamożnej szlachty rosyjskiej.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Początki zachwytu teatremBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Trudno ogarnąć zakres wszystkich działań twórczych Marii Bechczyc-Rudnickiej, bo była osobą wszechstronną; erudytką i poliglotką. Znana jest jako wybitny krytyk teatralny, kierownik literacki teatru, pisarka, publicystka, tłumaczka... Roman Szydłowski, prezes Klubu Krytyki Teatralnej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, określa ją jako „nestorkę polskiej krytyki teatralnej”, dodając, że była zjawiskiem niezwykłym w życiu teatralnym. Bechczyc-Rudnicka miała też to szczęście, że jej inteligencji i ciekawości świata towarzyszyła niepospolita uroda. Mirosław Derecki wspomina ją jako elegancką kobietę o zwracającej uwagę pięknej twarzy.

W jej długim, barwnym i wypełnionym sztuką życiu teatr zajmował miejsce najważniejsze. Był jej wielką miłością i pasją. A miłość ta wybuchła bardzo wcześnie, bo już w jedenastym roku życia podczas wakacji spędzanych z matką w Aix-les-Bains, a wszystko zaczęło się – jak później wspominała na łamach „Teatru” – od niespełnienia:
 „[...] przechodziłam razu pewnego przypadkowo z matką kuluarem kasyna w Aix-les Bains, gdy ktoś nagle uchylił drzwi sali teatralnej. Miałam wówczas już lat jedenaście, chwytliwa pamięć przyswoiła na zawsze burzliwy potok muzyki i zalane światłem pudło sceniczne, gdzie miotała się roznamiętniona para, strojna w kostiumy z pięknych obrazków. Kilka sekund i drzwi przecięły olśniewającą wizję. Była to dramatyczna scena Don Josego i Carmen z ostatniego aktu opery Biseta”.

Jako uczennica Institutu Błagorodnych Diewic [Instytut Szlachetnie Urodzonych Panien – odpowiednik żeńskiej pensji] w Petersburgu, a potem studentka tzw. kursów bestużewskich (w latach 1907–1910) często chadzała, a raczej była wożona karetą, jak na szlachciankę przystało, do tzw. Aleksandrynki (obecny Teatr im. Puszkina), do teatru cesarskiego – Theatre Michel – oraz do potocznie zwanego Marinką, teatru opery i baletu, na przedstawienia. Był to także okres jej zafascynowania operą. 
W tym czasie Rosja była jednym z europejskich centrów ruchów awangardowych. Bechczyc-Rudnicka uczestniczyła w „Pierwszej na świecie prezentacji teatru futurystów”, a także spotkaniu z guru futurystów, Filippo Marinettim, autorem Manifestu futurystycznego.
Dzięki studiom na Wydziale Humanistycznym Wyższych Kursów Żeńskich, gdzie wykładali wybitni profesorowie, m.in. Mikołaj Kariejew, znawca wielkiej rewolucji francuskiej, czy historyk kultury greckiej i filozof, Tadeusz Zieliński, Bechczyc-Rudnicka zainteresowała się także historią, a w szczególności rewolucją francuską.

 

Wyjazd do ParyżaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Po studiach wyjechała do Paryża, by tam studiować historię wielkiej rewolucji. Ów wyjazd zaowocował wydaniem dwóch rosyjskojęzycznych prac naukowych. Pierwszej, w 1912 roku, poświęconej rewolucji francuskiej, rok później ukazała się książka zbiorowa przygotowana dla uczczenia prof. Kariejewa z jej tekstem Napoleon i prefekty
Prawdopodobnie w czasie jednego z wyjazdów poznała Polaka, swojego przyszłego męża, Antoniego Bechczyc-Rudnickiego – publicystę i historyka. Małżonkowie zamieszkali w okolicach Pskowa (niedaleko granicy dzisiejszej Łotwy i Estonii), majątku należącym do pisarki, który niestety utracili podczas rewolucji w 1917 roku. Rok później przyjechali do Polski. Trudna sytuacja finansowa zmusiła ich do podjęcia pracy jako nauczyciele języków. W Gimnazjum Koedukacyjnym im. Romualda Traugutta w Lipnie Bechczyc-Rudnicka uczyła języka francuskiego.

 

WarszawaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

W roku 1923 jej mąż Antoni otrzymał pracę w Polskiej Agencji Telegraficznej w Warszawie, co umożliwiło im przeprowadzkę do stolicy, gdzie współpracowała z „Przeglądem Mierniczym”, prowadząc m.in. kronikę zagraniczną. Pełniła także rolę tłumaczki na międzynarodowych kongresach geodetów. Do niej należy francuski przekład traktatów o kształcie Ziemi Ksawerego Jankowskiego.
Jako pisarka Bechczyc-Rudnicka zadebiutowała w 1925 roku w „Gazecie Warszawskiej” (1925, nr 112) nowelą O niebieskim ptaku nad doliną Spoleto. Zaś debiutem książkowym była antyhitlerowska powieść Sol lucet Germaniae opatrzona podtytułem Przygoda profesora Schmidta z 1935 roku. W roku następnym ukazały się Niezwykłe przygody zwykłego człowieka, opowiadające losy repatriantów z Rosji. W tym okresie przebywała wraz z mężem, zaproszona przez wybitnego archeologa Józefa Kostrzewskiego, na terenie ekspedycji wykopaliskowej w Biskupinie, co zaowocowało wspólną książką małżonków Dziw. Opowiadanie na tle życia Prasłowian, gdzie podjęli się niezwykłego zadania odtworzenia języka sprzed... 25 wieków. Zadania praktycznie niewykonalnego ze względu na brak danych naukowych. Jednakże dzięki ich nieprawdopodobnemu wyczuciu językowemu na podstawie form staro-cerkiewno-słowiańskich skonstruowali hipotetyczny język Prasłowian. Ten lingwistyczny eksperyment przyniósł im uznanie historyków, archeologów, literatów i recenzje w ponad dwudziestu pismach.

 

Specyfika stylu pisarkiBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Odtąd archaizowanie stało się niejako hobby pisarki, która podejmowała kolejne pisarskie wyzwania. W roku 1937, urzeczona mozaikami kościoła Saint’ Apolinare in Classe Fuori w Rawennie, posługując się XV-wieczną polszczyzną, napisała opowieść Malerza raweńskiego owieczek dwanadzieście wzorowaną na włoskich legendach z XVI wieku. Rok później ukazało się kolejne wspólne dzieło Bechczyc-Rudnickich odtwarzające dialekt Mazowsza, zatytułowane W retorcie życia, będące zbiorem nowel. Ocenione zostało nie mniej entuzjastycznie niż ich poprzednia książka, m.in. przez uznanego krytyka Leona Piwińskiego.
Autorka zaczęła jeszcze jedną archaizowaną powieść, której fragmenty ukazały się w „Zdroju” i w „Odrze”, a mianowicie: Po kamień, co w ogniu gore, opowiadającą historię wyprawy Rzymian z czasów Nerona na ziemie słowiańskie po bursztyn. Nigdy jednak jej nie ukończyła.
Po śmierci męża Bechczyc-Rudnicka związała się Edwardem Wrockim, muzykologiem, dyrektorem Biblioteki Operowej w Warszawie.

Praca tłumaczaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Okres II wojny światowej to głównie jej praca translatorska (z angielskiego, francuskiego, niemieckiego, rosyjskiego, włoskiego), tłumaczyła przede wszystkim oratoria i pieśni.
Na prośbę śpiewaczki Krystyny Szczepańskiej i dyrygenta Zygmunta Szczepańskiego dokonała pierwszego polskiego przekładu Pasji wg św. Mateusza Jana Sebastiana Bacha.
Powstanie warszawskie zastało ją wraz z mężem na ich działce na Saskiej Kępie. 30 września 1944 roku przybyli do Lublina i dzień później zgłosili się do pracy w Polskim Komitecie Wyzwolenia Narodowego, by włączyć się w odbudowę życia kulturalnego. Pisarka wspominała po latach, że bardzo chciała „mieć swój udział w NOWYM”. Jej mąż – Edward Wrocki – został wówczas mianowany kierownikiem Wojewódzkiego Wydziału Kultury, a ona jego zastępcą. W roku 1945 funkcję kierownika przejął pisarz Józef Nikodem Kłosowski, który powierzył Marii Bechczyc-Rudnickiej prowadzenie działu teatralnego (1945–1946) w wydawanym i redagowanym przez siebie dwutygodniku „Zdrój”. I to był „dziejów zoila początek”, jak wspominała później w Godzinach osobliwych.
Była krytykiem surowym i wymagającym, ale Roman Szydłowski pisał o niej, że „miała najwłaściwszy stosunek do teatru”, taki „jaki powinien cechować krytyka: kochała teatr i była zawsze jego partnerem”.
W latach 1945–1946 napisała dla „Zdroju” recenzje ze wszystkich przedstawień w teatrze lubelskim za dyrekcji Antoniego Różyckiego i około 20 artykułów, m.in. Myśl społeczna teatru, Teatr na manowcach, Więcej światła.

Lublin w życiu Marii Bechczyc-RudnickiejBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

W tym samym czasie wraz z prof. Juliuszem Kleinerem organizowała Lubelski Klub Literacki i była inicjatorką jego połączenia z Oddziałem Lubelskim Związku Literatów Polskich. W latach 1949–1952 pełniła kolejno funkcje prezesa, sekretarza i wiceprezesa Oddziału. W 1946 roku zaangażowała się w organizację pierwszego Festiwalu Sztuki, a wspólnie z Janem Parandowskim w „reaktywację” polskiego PEN Clubu, w którym była członkiem Zarządu Głównego (1947–1965).

W roku 1947 Bechczyc-Rudnicka przyjęła także funkcję kierownika literackiego lubelskiego teatru dramatycznego (znanego od 1949 roku jako Państwowy Teatr im. Juliusza Osterwy) i sprawowała ją do 1964 roku. W tym czasie zajmowała się także tłumaczeniem sztuk z języka francuskiego (m.in. Zło krąży J. Audibertiego, Zięcia pana Poirier E.E. Augiera i J. Sandeaua, Krzeseł E. Ionesco) i z języka rosyjskiego (Przyjaciół A. Uspieńskiego, Kalinowego gaju A. Korniejczuka, Niedorostka D. Fonwizina, Wszyscy przeciw wszystkim A. Adamowa). Niektóre z nich wspólnie z Konradem Eberhardtem.

Będąc prezesem Oddziału Lubelskiego ZLP, w porozumieniu z Kazimierzem Andrzejem Jaworskim, w roku 1952 przeprowadziła przejęcie przez Oddział ZLP chełmskiego pisma „Kamena”. Od 1957 roku współredagowała „Kamenę” i systematycznie pisała w dziale teatralnym, a w latach 1960–1964 była jej redaktorem naczelnym. Pracę dziennikarską przez siedemnaście lat łączyła z funkcją kierownika literackiego w lubelskim teatrze, więc nie mogła o nim pisać...
Dlatego też w roku 1964 zrezygnowała z etatu w teatrze i powróciła do pracy recenzenckiej. W tym samym roku została członkiem Klubu Krytyki Teatralnej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W sumie recenzje teatralne pisywała przez czterdzieści lat (1945–1982). Ostatnią napisała w roku 1982 z przedstawienia Pamiętników pana Paska, mając 94 lata. Słynęła z ciętego języka i celnej riposty.

Wybór jej tekstów ukazał się w tomie zatytułowanym Godziny osobliwe (1966) oraz w książce Uchylanie masek (1974).
Ostatnią beletrystyczną książką Marii Bechczyc-Rudnickiej są Nagłe zamyślenia, złożone z trzech dawnych opowiadań: Gloria Mundi, Maniak, Droga w ciszy, wydane w 1979 roku.

Teatr w życiu pisarkiBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Maria Bechczyc-Rudnicka była żywą encyklopedią polskiego teatru. Działała też w Międzynarodowym Instytucie Teatralnym – ITI – (od 1970) i Stowarzyszeniu Polskich Artystów Teatru i Filmu SPATiF-ZASP.
W lutym 1978 roku podczas XIII Ogólnopolskiego Przeglądu Zawodowych Teatrów Małych Form w Szczecinie, którego Maria Bechczyc-Rudnicka była honorowym gościem, obchodzono jej dziewięćdziesiątą rocznicę urodzin. Jubileusz uświetniono przedstawieniem opartym na jej dwóch jednoaktówkach: Hymen i Szkoła dobrego tonu, które autorka przechowywała głęboko w szufladzie, nigdy nie oddając ich do druku. Ufundowano także nagrodę specjalną, oddaną do dyspozycji Marii Bechczyc-Rudnickiej jako „najstarszego krytyka świata”. Pisarka przyznała nagrodę za przedstawienie Kiedy ranne wstają zorze w wykonaniu i reżyserii Marka Mokrowieckiego i Karola Suszki z Bielska-Białej, autorstwa Marka Nowakowskiego, będącego wówczas pod cenzurą.
Teatr lubelski zawdzięcza jej pieczołowicie gromadzone od czasów powojennych materiały dotyczące jego działalności. Pisarka jest także autorką książek pamiątkowych: 15 lat lubelskiego teatru dramatycznego (1944–1955), Teatr lubelski 1944–1964 i Lubelski teatr dramatyczny 1944–1979.
93-letnią Marię Bechczyc-Rudnicką – z godną podziwu kondycją intelektualną i fizyczną – gościł Andrzej Szczepkowski w swoim programie telewizyjnym Proscenium jako „najstarszego w Polsce, czynnego krytyka teatralnego”.
Bechczyc-Rudnicka zdumiewała otwartością na nowe formy teatralne. Interesował ją teatr awangardowy, eksperymentalny. Z zaciekawieniem śledziła przedstawienia teatrów alternatywnych, festiwale Teatru Otwartego we Wrocławiu i Studencką Wiosnę Teatralną w Lublinie.

Przyjaźń z Tadeuszem RóżewiczemBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Była przyjaciółką i wielką admiratorką Tadeusza Różewicza, z którym planowała jeszcze jakieś teatralne przedsięwzięcie. Niestety nie zdołała już go zrealizować. Zmarła 6 czerwca 1982 roku.
Swój księgozbiór zapisała w testamencie Bibliotece im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie, a majątek przeznaczyła na stypendia dla młodych krytyków teatralnych, które były przyznawane przez Fundację im. Marii Bechczyc-Rudnickiej „Bliżej sceny”, powołaną do istnienia w 1983 roku w Lublinie. Fundacja działała do 2004 roku pod przewodnictwem Krystyny Kotowicz.

 
Opracowała Urszula Gorzelak
Redakcja: Monika Śliwińska

LiteraturaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Bechczyc-Rudnicka M., Godziny osobliwe, Lublin 1966.
Bechczyc-Rudnicka M., Maria Bechczyc-Rudnicka o sobie – z okazji jubileuszu, „Teatr” 1978, nr 3.
Bechczyc-Rudnicka M. [red.], W stołecznym Lublinie, Lublin 1984.
Derecki M., Pani Maria [w:] Łukowski S.A. [red.], Z dziejów ruchu literackiego na Lubelszczyźnie, Lublin 1998.
Frankowska B., Maria Bechczyc-Rudnicka, [online:] http://www.aict.art.pl/content/view/246/70/, [dostęp:] 13.08.2013.
Frankowska B., Nudzę się na spektaklach „tradycyjnych”, [online:] http://www.aict.art.pl/content/view/845/, [dostęp:] 13.08.2013.
Gzella A.L. [red.], Jego siła nas urzekła…: szkice i wspomnienia z dziejów lubelskiego teatru, Lublin 1985.
Kochańczyk A., Maria Bechczyc-Rudnicka, [w:] Michalski W., Zięba J., Lublin literacki 1932–1982, Lublin 1984.
Kochańczyk A., Teatr w życiu i pisarstwie Marii Bechczyc-Rudnickiej [w:] Szcześniak J., Trześniowski D. [red.], Peregrynacje do źródeł. Twórczość pisarzy Lubelszczyzny od połowy XIX wieku po współczesność, Lublin 2006.
 

Zdjęcia

Wideo

Audio

Historie mówione

Inne materiały

Słowa kluczowe