Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Lublin Ludwika Flecka

Zamek lubelski, Fot. E. HartwigW Lublinie Ludwik Fleck spędził 7 lat. To tutaj rozpoczął swoją powojenną działalność naukową, wykładową, popularyzatorską. O tym, jak wyglądało jego życie w Lublinie dowiadujemy się z relacji jego współpracowników z Zakładu Mikrobiologii Medycznej UMCS (później przekształconego w Akademię Medyczną).Z zarejestrowanych przez Ośrodek "Brama Grodzka-Teatr NN" wspomnień, wyłania się portret człowieka w całości oddanego pracy badawczej, o wysokiej kulturze osobistej, który cieszył się szacunkiem współpracowników i studentów. 
 

Lublin powojenny 
Lublin został wyzwolony spod okupacji niemieckiej jako jedno z pierwszych polskich miast.
Doświadczenie wojny odbiło swe piętno na strukturze miasta odbierając mu przedwojenny wielokulturowy charakter. Z przestrzeni miejskiej zniknęła cała dzielnica żydowska- ulice, domy, synagogi i... mieszkańcy. Wyzwolenie obozu koncentracyjnego na Majdanku odkryło ogrom zbrodni, jaka wydarzyła się kilka kilometrów od miasta.

Miasto powoli odbudowywało się jako ośrodek administracji, gospodarki, kultury i nauki. Wsparcie ideowe dla komunistycznego państwa miało pochodzić m. in. z otworzonego 23 października 1944 r. w Lublinie Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Mimo wysiłku władz włożonego w kreowanie nowej socjalistycznej rzeczywistości, lublinianie potrafili poprzez demonstracje i strajki wyrazić swoje zdanie co do polityki państwa. 26 maja 1946 odbyła się demonstracja, na czele której stał nowy biskup lubelski, Stefan Wyszyński. W związku ze zbliżającymi się w 1947 r. wyborami do Sejmu Ustawodawczego przeszła przez Lublin fala strajków szkolnych i studenckich. Ważnym momentem w życiu lublinian był także cud w lubelskiej katedrze w lipcu1949 r.

Tak wspominał swój przyjazd do Lublina na początku lat 50tych XX w. prof. Zygmunt Mańkowski: "Jak przyjechałem do Lublina, stanęliśmy na Krakowskim Przedmieściu o zmroku. Jezus Maria! Tylko był napis "Europa"- jedyny neon błyszczał. Mówię: „No dobrze że jest, bo byśmy nie wiedzieli, gdzie jesteśmy". Kocie łby na Krakowskim Przedmieściu. Jedna linia w 1955 roku od dworca do rogatek warszawskich, przetłoczona do ostatniej skali. Ten autobus tam i z powrotem krążący, dorożki konne, które kląskały tak fajnie. Straszne zaniedbania pod względem jakiejś takiej higieny ogólnej..."
 
Taka kondycja miasta znalazła swoje odbicie w percepcji Lublina prof. Flecka. W liście do Hugona Steinhausa z 17 listopada 1946 roku pisze: "Lublin to prawdziwa Ultima Thula [łac. Kraniec Świata- red.] zamieszkana przez antropoidów, których czas reakcji jest tak powolny, że można równocześnie rozmawiać z trzema: zanim pierwszy odpowie, jest czas wysłuchać drugiego i zapytać trzeciego. Poza tym wszystko jest bardzo pobożne i różni święci biorą udział w życiu codziennym, w każdej czynności. Sklepów tak jakby nie było, rzemieślników także..."
 
Miejsca
  • Szpital żydowski, ok. 1900 r.Mieszkanie
Ludwik Fleck zamieszkał wraz ze swoją żoną przy ulicy Lubartowskiej 57 w bezpośrednim sąsiedztwie szpitala żydowskiego. Z listów wysyłanych do przyjaciół wynika, że lokalizacja ta była mu bardzo na rękę, gdyż mieszkał bardzo blisko swojej pracy. Ze wspomnień znajomych wynika, że mieszkanie urządzone było dosyć skromnie. Ze wspomnień wynika, też że Ludwik Fleck nie utrzymywał raczej szczególnie szerokich kontaktów towarzyskich. Jego współpracownicy wiedzieli gdzie mieszkał, ale raczej nie bywali u niego w domu. Ewa Pleszczyńska tak opisuje miejsce gdzie mieszkał prof. Ludwik Fleck wraz z żoną: "Profesor Fleck mieszkał z żoną w takim domu obok Collegium Maius. Nie wiem, co się teraz tam mieści. W swoim czasie był tam chyba szpital żydowski. Potem tam była klinika ginekologii, właśnie w czasach profesora Flecka. Była tam taka brama wjazdowa i za bramą wjazdową stał jednopiętrowy dom. I profesor tam właśnie mieszkał.
 
  • Jesziwa, 2004 r.Dawna Jesziwa
Najwięcej czasu prof. Ludwik Fleck spędzał w swojej pracowni, która mieściła się w budynku dawnej Jesziwy. Lidia Perlińska Schnejder tak zapamiętała wygląd Jesziwy w tamtym czasie: "Zajęcia odbywały się w budynku Jesziwy, która była pomalowana jeszcze przez Niemców w ochronne barwy, ponieważ to był taki duży obiekt w pustym miejscu. W tej chwili on ginie już w innych zabudowaniach. [...] Cała ta Jesziwa była pomalowana właśnie tak wojennie, zielono brązowo i tak jak w tej chwili maluje młodzież. Gdybym weszła, to bym wszystko znalazła. Pamiętam, gdzie były nasze pracownie, gdzie była pracownia profesora, gdzie były ćwiczenia."
 
  • Zakład Mikrobiologii
W pamięci Ewy Pleszczyńskiej pozostał taki obraz: Początkowo to było parę jakichś takich Pełzający leukocyt widziany z mikroskopu L. Fleckamikroskopików, a potem z UNRY dostał profesor mikroskop kontrastowo-fazowy, który był dla niegobardzo cenny, bo w nim właśnie mógł doskonale obserwować te swoje leukocyty leukergiczne. Robił takie komory szklane własnego pomysłu, w których umieszczał kropelki krwi i obserwował w mikroskopie, jak wędrują leukocyty. Te komory robił mu pan Socha, który miał taki warsztacik w Lublinie. Przychodził do profesora, razem rysowali, projektowali taką komorę. I potem pan Socha to wykonywał i profesor sobie to kładł na stoliku mikroskopowym i tam miał możliwość obserwacji. Właśnie te obserwacje w mikroskopie kontrastowo-fazowym sprawiały mu wielka przyjemność. Wiele razy widywałam go siedzącego właśnie tam, obserwującego te swoje leukocyty.
 
Ludzie
L. Fleck ze współpracownikamiZ opowiadań osób wynika, że Fleck był bardzo lubianym profesorem. Szacunkiem darzyli go i studenci i współpracownicy. Relacje panujące w Zakładzie Flecka Ewa Pleszczyńska opisuje w następujący sposób: "Zawsze zwracaliśmy się do niego „Panie profesorze.” Ale profesor do nas mówił po imieniu. Po imieniu, ale per pani: pani Danutko, pani Ewuniu. Podczas gdy na przykład profesor Parnas mówił do nas „koleżanko Pleszczyńska.” Więc to był zupełnie inny stosunek, mimo że też był dla nas bardzo życzliwy, ale zupełnie inaczej. Profesor Fleck na przykład doskonale znał wszystkie dzieci różnych sprzątaczek po imieniu, pytał, jak tam Tereska? Także taki był bardzo przyjacielski. Szalenie. Bliższe współpracownice czasem mówiły Fleckuś. Ale poza tym, to nie pamiętam, żeby miał jakieś przezwisko.
Taką najbliższą chyba współpracownicą uczestniczącą w badaniach nad leukergią była pani doktor Danuta Borecka. Siadywała zwykle w tej pracowni profesora, w której był taki długi stół z mikroskopami. Tam urzędował profesor, a Dziunia była przy takim stole pod oknem, tam też miała mikroskop i tam robiła te swoje preparaty, obserwacje. I profesor każdego dnia konsultował z nią wyniki badań. Doskonale to pamiętam. Dziunia miała zeszycik, w którym notowała wyniki i czasem bardzo była speszona, jeśli coś wychodziło nie tak jak oczekiwała. Wtedy profesor siadał koło niej i mówił „Niech się pani nie martwi. Proszę to wszystko zapisywać, a analizować będziemy później.” To było bardzo charakterystyczne dla profesora, że nie starał się naciągać wyników. Uczył nas takiej rzetelności pracy, uczciwości pracy. To było szalenie ważne."


Wakacje w NałęczowieRodzina Flecków żyła w wielkiej przyjaźni z Wiktorem i Julią Stein. Ludwik Fleck utrzymywał z nimi kontakty nie tylko na gruncie zawodowym ale i prywatnym. Julia Stein tak opisuje towarzyskie spotkania z prof. Ludwikiem Fleckiem: Myśmy tyle czasu wolnego spędzali razem. Jechało się do Kazimierza całe lato no i leżało się na tej plaży, bo mało kto się kąpał w dość brudnej Wiśle. Miało się też okazję do gadania i w czasie jazdy. Nie jechało się własnym samochodem, bo w ogóle nie wiem, czy były wtedy. Jechało się ciężarówką, gdzie były postawione dwie ławki wzdłuż, a kto się nie mieścił na ławkach, no to stał. Byli ludzie, którzy nie lubili tego, ale większość jednak chętnie wyjeżdżała. Nie umiem powiedzieć, o czym najczęściej rozmawialiśmy. O wszystkim. Prawie codziennie po południu chodziliśmy na spacer tam za rogatkę lubelską. Teraz to jest daleko zabudowane, a przedtem to były pola. I jakeśmy szli, były drzewa, to były kwiaty, i profesor się pytał, czy ja wiem co to jest. No i ja najczęściej jednak wiedziałam. On się okropnie dziwił „Skąd to pani wie?” Ja mówię „Ja nie wiem. Ja wiem.” I mnie się znowu wydawało bardzo śmieszne, że ktoś może nie wiedzieć, a w dodatku taki człowiek, jak profesor Fleck. No ale on nie wiedział. Myślę, że to z tego wynika, że pewnie on w dzieciństwie nie bywał na wsi.
 

Pamiątki
Buteleczka na olejek cedrowyU współpracowniczek prof. Ludwika Flecka zachowały się dwa małe przedmioty, których często Fleck używał.
Lidia Perlińska Schnejder jest w posiadaniu buteleczki na olejek cedrowy: "To jest pojemniczek na olej cedrowy do imersji. To jest rzecz, którą profesor używał stale przy mikroskopie. Brał kropeleczkę między szkiełko a obiektyw i odstawiał. Ileż razy miał w rękach! Ileż razy! Bo to chodziło o malusieńką kropeleczkę, a to był olej szalenie drogi, trudny do zdobycia.
Profesor niczego ze sobą nie zabrał do Warszawy. Właściwie on wszystko zostawił. Z tym, że tam niektóre rzeczy, na przykład mikroskop, to szybko zniknęły. Bo to był bardzo dobry mikroskop, [...] ale to nikogo nie zainteresowało. I pamiętam w tym pustym pojemniku na mikroskop stało to.

Ewa Pleszczyńska posiada srebrny ołówek, którym często posługiwał się prof. Ludwik Fleck.
 
Literatura
Werner S., Zittel C., Schmalz F. (red.), Ludwik Fleck. Style myślowe i fakty. Artykuły i świadectwa, Warszawa 2007.