Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Literatura lubelska (pocz. XX w. – lata 20. XX w.)

Początek XX w. w literaturze lubelskiej można określić jako prawdziwy wysyp wybitnych twórców, talentów literackich – Arnsztajnowa, Strug, Weyssenhof, Żeromski czy  Brzozowski. To zaledwie drobna reprezentacja najbardziej rozpoznawanych lubelskich autorów okresu Młodej Polski. Część z nich urodziła się na Lubelszczyźnie (Arnsztajnowa, Strug), część zaś odwiedzała te tereny na tyle regularnie, że wrośli w nie stając się nieodłączną i dumną jej częścią (Żeromski). Wśród lubelskich twórców znaleźli się też typowi reprezentanci epoki – cyganie i włóczędzy, do których można zaliczyć L.S. Licińskiego oraz F. Brodowskiego. Konteksty lubelskie w dziełach tych pisarzy właściwie nie powinny być zaskoczeniem. Jednak wątki kierujące uwagę czytelników na tereny Lublina pojawiają się także u innych, „obcych” twórców, tj. pisarze: W. Reymont, W. Orkan, M. Dąbrowska oraz dramaturdzy: Wyspiański, Rydel. Młodopolskich twórców dramatu lublinianie poznawali przede wszystkim za pośrednictwem lubelskiego teatru, który gościł u siebie nie tylko wybitne sztuki, ale również ich niekonwencjonalnych twórców (Przybyszewski).



 

Spis treści

[RozwińZwiń]

POEZJABezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Franciszka ArnsztajnowaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Do historii literatury jako główna reprezentantka Młodej Polski w Lublinie przeszła Franciszka Arnsztajnowa (1865—1943). Po ukończeniu gimnazjum żeńskiego w Lublinie studiowała nauki przyrodnicze w Niemczech. Wyszła za mąż za lekarza Marka Arnsztajna i mieszkała w Lublinie do 1936r.- wówczas wyjechała do Warszawy. Zginęła w obozie hitlerowskim w 1943 r.
 

Twórczość li­teracką rozpoczęła od wierszy lirycznych, za­mieszczanych w czasopismach warszawskich i lubelskich od 1888 r. Osobno wydała je w 2 seriach Poezji (1895 i 1899, II wyd. 1911). Utwory te zawierają typowe dla neoromantyzmu cechy jak: ludowość, melancholia, bliskość przyrody połączone z estetyzmem parnasistów. Wśród licznych wierszy znajdują się m.in.: Grajek i Pani. Grajek jest chłopcem wiejskim z okolic Lublina – dwukrotnie wspomina Bystrzycę „co srebrem płynie”. Pani to uko­chana ojczyzna, zlokalizowana w krajobrazie lubelskim:


Środkiem łąki, wśród wiklin, lśniąca się przewija Modroszarej Bystrzycy jedwabista wstęga, Rzekłbyś o śliskim grzbiecie srebrnołuskim żmija...

 

Trzeci zbiorek Arnsztajnowej pt. Stare kamienie (1934), poświęcony pięknu starego i nowego Lub­lina, poetka wydała wspólnie z Józefem Czechowiczem. Archanioł jutra, to tom poświęcony „cie­niom wychowańców szkół lubelskich poległych za ojczyznę”. Upamiętnia on też działalność Arnsztajnowej w lu­belskim POW - w jej mieszkaniu przechowywano archiwum okręgowe tej organizacji.
W wierszach z lat 1912—1919 wyraża nadzieję, że ojczyzna „wstanie w królewskiej bar­wie majestatu”, świta już dzień wyzwolenia:


Ale już nocy ciemnie/ Archanioł Jutra porze /Śpiące za barki bierze /I woła: Ja czyn, ja moc, /Wstańcie, Rycerze.


Arnsztajnowa pisała także wierszyki dla dzieci (Duszki 1932) i utwory dramatyczne wystawiane w Lublinie, Lwowie, Krako­wie i Łodzi (Perkun, Na wyżynach, W stojącej wodzie, Kry­styna, Na kuracji). Ponieważ nie były one drukowane, z ich te­matyką można się zapoznać tylko z recenzji w miejscowej prasie. Perkun (nazwa fabryki stali) to dramat 5-aktowy, poruszający problem społeczny. Autorka ostrzega w nim przed powierzaniem kierownictwa fabryk młodym, niedoświadczonym dyrektorom, podlegającym namiętnościom. (w Lublinie grano ją w r. 1896). Krystyna (wystawiona w Lublinie w 1902 r.) niezbyt celnie nazwana komedią, to historia malarki, która nie mo­gąc się pogodzić z warunkami otoczenia, popełnia samobójstwo.
Poza liryką i dramatami pisywała prozę: arty­kuły, felietony, krytyki i recenzje pod różnymi pseudonimami, dokonywała też przekładów szczególnie z języka angielskiego. F. Araszkiewicz trafnie charakteryzuje jej twórczość w następujących słowach: Talent skromny, szczery, prosty i naturalny, dusza marzycielska; skłonna do refleksji i zadumy, serce gorące, zdolne do głębokich wzru­szeń osobistych, religijnych i patriotycznych, wbrew wrodzonemu indy­widualizmowi chętnie poddaje się poetka prądowi społecznemu w imię szczytnych ideałów, miłując przede wszystkim przyrodę wiejską, lud, młodzież i dzieci. Jako artystka odznacza się Arnsztajnowa dbałością o wykwintną formę poetyckiego słowa, jest estetką w stylu parnasistów „Chimery”.

Władysław BarwickiBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Podobnie jak Arnsztajnowa Lublinem zachwycał się tworzący również poezję artysta malarz Władysław Barwicki. Ta tematyka dominuje w jego zbiorze wierszy Lublin w pieśni (1915). Jest to rodzaj wierszowanego przewodnika po lubelskich zabytkach, poza tym wprowadza niektóre podania i legendy (np. o sądzie diabelskim) oraz opisy zwyczajów i obrzędów (procesja Bożego Ciała, hejnał z Bramy Krakow­skiej). Wiersze Barwickiego nie dorównują artyzmem poezjom Arnsztajnowej, stanowią jednak wyraz patriotyzmu i ukocha­nia przez niego Lublina.

 

Brama Krakowska
Słońce się rankiem złoci — zachód pąsem krwawi,

Zimą z puchów śniegowych otula cię szata,
Jesień deszczem jak płaczka mury twoje łzawi.
I zawsze majestatem zdobne twoje czoło.
Lecz najpiękniejszą jesteś kiedy w nocną ciszę
Księżyc nimbem srebrzystym otoczy cię wkoło —
A miasto po dnia troskach snem spokojnym dysze (...)
Zapatrzone w dal wieków skamieniałym wzrokiem —
Jak paciorki różańca, czasów nizasz chwile.
I dzień za dniem przemija, biegnie rok za rokiem
I giną pokolenia w zapomnienia pyle —
A Ty, wciąż jak nagrobny posąg śnisz milcząca,
Zasłuchana w pieśń — przeszłość w bezkresnej martwocie,
Szept rozmyślań twych smutnych cicho w strofy trąca
O milionach serc Polski na ducha Golgocie.

 

Barwicki zaopatrzył swój zbiorek w 4 własne ilustracje: personifikację Bystrzycy, Sąd Trybunalski, Sąd diabelski, Sen Leszka Czarnego. Zmarł w Lublinie w 1933 r. mając lat 67.

PROZABezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Andrzej StrugBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Andrzej Strug (Tadeusz Gałecki) - syn lubelskiego kupca, właściciela folwarku Konstantynówka, dzisiaj nazywanego po­pularnie Poczekajką (obecnie wchodzi w skład Lublina).
Tadeusz Gałecki (1871—1937) urodził się w Lublinie. W 1893 r. ukończył lubelskie gimnazjum i zapisał się do Instytutu Rolniczo-Leśnego w Puławach, ale studiów nie skończył – areszto­wano go w listopadzie 1895 r. wraz z siedmioma kolegami za udział w tajnym Kole Oświaty Ludowej. Został osadzony w więzieniu na Zamku w Lublinie, po tygodniu przewieziono go do Warszawy, do X Pawilonu Cytadeli. W kwietniu 1897 r. został zesłany na 3 lata do guberni archangielskiej. Po powrocie z zesłania Gałecki zamieszkał w Warszawie, gdzie prowadził prace w kółkach robotniczych pod pseudonimem Kudłaty. Pseudonim: Andrzej Strug, przejął od nazwiska woźnicy z dworu konstantynowskiego Gałeckich. Prawdziwy Strug bardzo lubił ma­łego Tadzia i opowiadał mu przeróżne historie.

We wrześniu 1901 sprzedał Konstantynówkę i wraz z żoną Hono­ratą Rechniewską wyjechał do Krakowa. Przez 3 lata był słuchaczem Uniwersytetu Jagiellońskiego (wydział filozoficzny) i pisał artykuły z zakresu krytyki literackiej do warszawskiego tygodnika „Ogniwo”. W czasie rewolucji 1905 r. redagował tajną „Gazetę Ludową” w Krakowie, a na­stępnie w Warszawie – gdzie przeniósł się w październiku 1905. Tu jako tow. August kierował Wydziałem Wiejskim PPS. W 1906 redagował „Robotnika Wiejskiego”, organizował związki zawodowe w cukrowni oraz strajki rolne. Aresztowany w r. 1907, został skazany na zesłanie do Wiatki, ale karę zamieniono na przymusowy wyjazd za granicę. Wybrał Paryż – przebywał tam kilka lat skupiając się na pracy literackiej. W Paryżu zerwał z lewicą, wstąpił do Frakcji Rewolucyjnej i zaciągnął się do szeregów strzeleckich.
Przed wybuchem I wojny światowej powrócił do kraju i jako ułan Beliny wziął udział w walkach Legionów w latach 1914—1915. 30 lipca 1915 r. wjechał z kawalerią legionową do wol­nego od Rosjan Lublina. Po upadku państw centralnych zjawił się znów w Lublinie w listopadzie 1918 r. jako wiceminister propagandy w rządzie lubelskim. W wolnej Polsce rozwijał działalność społeczną.

 

czytaj więcej ›››

Literacki debiut Struga to studium krytyczne o Stefanie Żeromskim (1902). Po upadku rewolucji 1905—1907 r. zasłynął jako odtwórca psychiki „ludzi podziemnych”. Do cyklu opowiadań i powieści o bohaterstwie „ludzi podziemnych”, o ich załamaniach, o zwolennikach partii, o byłych bojowcach, należą: Ludzie podziemni 3 serie (1908), Ze wspomnień starego sympatyka (1909), W twardej służbie (1909), Jutro (1909), Dzieje jednego pocisku (1910) i Portret (1913).
Bohater Dziejów jednego pocisku, członek PPS, Marek, wypuszczony niedawno z więzienia jedzie pociągiem na wieś, by tam zorganizować oddziały bojowe. Tym samym pociągiem podróżuje jego kolega z gimnazjum lubelskiego Szabłowski „zwany ongi” „Szablonem”:
Marek miał nieprzepartą ochotę podejść do tego pana, walnąć go z całej siły dłonią po łopatce, jak się robiło dawniej, a potem ucałować się z nim mocno z dubeltówki, żeby aż zęby zatrzeszczały. A potem o tych dawnych czasach. O profesorze Łopacie, o Dobciu, o starym łysym „Homerze”, o kolegach: Wacku, Siwku, Jacku, o pijaczynie Zinczence, o pomocniku gospodarzy klasowych, szpiegu uczniowskim i nauczycielu „śpiewów”, któremu wyprawiało się najwspanialsze kawały przed kilkunastu laty w mieście Lublinie. O brudnej cukierence na Rynku, gdzie konspiracyjnie schodzili się starsi uczniowie na bilardzik i koniaczek. O nocnych wyprawach po cywilnemu, o zamachu „terrorystycznym” na profesora Bojanka, filozofa — maniaka, który nie stawiał nikomu stopnia wyższego nad dwójkę i który ze zbytku uczoności powiesił się na klamce. O pannie Anieli, w której kochał się jeden i o cudnej pannie Kazi, za którą szalał drugi. Co też się dzieje z tym dziewczętami, bez których żyć nie mogli, a które teraz hodują „cudze dzieci”. O wielogodzinnych kąpielach na owych Rurach, gdzie łapało się również raki, obkuwało się na egzaminy i gdzie w rozpaczach miłosnych miało się topić pewnego roku, w miesiącu czerwcu, w klasie piątej za wzajemną umową przyjacielską w tej jednakowej niedoli [...]. Chodzili razem spotykać na mieście piękne panny, albowiem i one chodziły razem. Czytał przyjacielowi Marek swoje wiersze na cześć ukochanej, czytał mu i Szablon tragiczne kartki swojego pamiętnika. Aż po wielu tajemniczych rozmowach, po wielu namysłach, kiedy się już przebrała miara cierpienia, gdyż na dokładkę zostali się obaj z miłości na drugi rok w klasie piątej — postanowili zakończyć tragicznie życie i utopić się razem.
Nie spełnili jednak tego zamiaru. Po przeczytaniu nad Bystrzycą małego zeszyciku, zapisanego bladoniebieskimi literami hektografu, zostali socjalistami. Przysięgli sobie żyć dla ogółu - skoro nie mogli żyć dla siebie. 

Wspomnienia z lat szkolnych zawiera także powieść Pokolenie Marka Świdy (1925). Autor występuje tu pod nazwis­kiem Świdy, syna właściciela Jordanowa i Zimnych Dołów z jedną różnicą: bohater chodził do gimnazjum 13 lat później niż Gałecki. Akcja rozgrywa się na Podlasiu, ale autor ma na myśli Lublin i jego najbliższe okolice; wymienia plac Wizytkowski, górkę Dominikańską i Bernardyńską, cerkiew na wielkim placu (Litewskim), ulicę Jezuicką, przy której młodzież odwiedzała domy publiczne, hotel „Janina” (późniejszy gmach Kuratorium), w którym odbyła się uczta koleżeńska maturzystów, stancję p. Habinakowej – u niej mieszkał Gałecki, gdy dyrektor Siengalewicz nie zezwolił mu na dojeżdżanie do szkoły szy­kowną jednokonną bryczką. Wieś parafialna w pobliżu Jordanowic, Kąkolewnica to zapewne podlubelska Konopnica.
Przeżyciami ułana Strug podzielił się w powieści Odznaka za wierną służbę. (1920), napisanej w formie pamiętnika gimnazjalisty Sylwka, który zaciągnął się w 1914 do kawalerii Beliny. Sylwek opisuje entuzjastyczne przyjęcie legionistów przez lubelskie społeczeństwo – różne od nie­życzliwego czy obojętnego nastawienia do nich mieszkańców w innych województwach.
Po raz pierwszy od początku tej wojny czuje człowiek, że jest w Polsce i że dla niej łba nadstawia, a nie dla najszlachetniejszego przywidzenia. Niech żyje ziemia lubelska! Gdybyż ci sami lublinianie wiedzieli, co my za wdzięczność czujemy dla nich za ich serdeczne polskie przywitanie i przyjęcie. Nasz szwadron pierwszy ze wszystkich wojsk zajął Lublin. Komenda austriacka surowo zakazała brygadzie dyrygować się na Lublin, a jak na złość wyznaczyła nam odcinek, który mijał to drogie miasto o niecałe dziesięć wiorst na zachód. Ale wczoraj Grzmot samowolnie porwał nasz szwadron i sypnął się na łeb na szyję ku Lublinowi. Nikomu się nie opowiadał i dobrze zrobił. Przed południem dopadliśmy rogatek i po nieznacznej strzelaninie utorowaliśmy sobie drogę. Rozsypaliśmy się po mieście — nie ma Moskali, nie ma Austria­ków, sami jesteśmy! Aż tu od razu, jakby zawczasu przygotowane wyle­gły ogromne tłumy. Przed Magistratem i przed cudną, starą bramą Krakowską obiegli nas rozentuzjazmowani patrioci. Mowy, okrzyki, uściski, kwiaty, papierosy, wino, kiełbasa, mnóstwo ciastek, owoce — nie było nawet gdzie tego wszystkiego podziać. Mnóstwo cudnych pa­nien, biało ubranych jak na święto, starzy i młodzi, wszyscy w radości i uniesieniu! My zaś zgłupieliśmy zupełnie, bo w tej Polsce przywykliśmy do obojętności i do zniewag, ale do żadnych serdeczności. Toteż dygotali z przejęcia nawet najgłupsi ze szwadronu. Wiwat Lublin! Nareszcie coś się w Polsce przełamało na lepsze. Wszyscy jesteśmy jak pijani, jakbyśmy wjechali w jakieś strony niepojęte, gdzie jest wszystko insze i cudowne.

 

więcej informacji na temat wątków lubelskich w twórczości Andrzeja Struga ››

Do I wojny odnoszą się opowiadania Struga pt. Klucz otchłani (1929) i powieść szpiegowsko-psychologiczna o sensacyjnej fabule Żółty krzyż (1933). Oba utwory mają charakter pacyfistyczny.

Strug był znawcą psychiki ludzkiej. Miał dar opisywania zawiłości psychologicznych: przeczuć, psychoz, rozdwojenia osobowości. Fabuła jego utworów jest interesująca, sensacyjna, często ma charakter filmowy. Przed wojną Strug cieszył się wielkim autorytetem moralnym. St. R. Dobrowolski w artykule O Andrzeju Strugu napisał: „Strug to była duma, honor, to wolność i prawo, to równość i sprawiedliwość”. P. Gdula w swojej pracy Lublin w literaturze współczesnej stwierdził, że nić wiążąca Struga z Lublinem jest „słaba, stosunek dość chłodny; wspomnienia nasuwają się mniej miłe, co jest naturalne, jeżeli się zważy warunki w szkole zaborczej i miasto naładowane obcym i wrogim żywiołem. Ten stosunek zmienia się zasadniczo, kiedy autor spojrzy na miasto nie jako uczeń, zakuty w błyszczący mundur rządowej szkoły rosyjskiej, lecz ubrany w szarobłękitny strój legionowy.”
Powitanie legionistów przez lublinian to najbardziej plastyczny obraz z życia Lublina. Strug raczej nie miał sentymentu dla nadbystrzyckiego grodu. Ale z pewnością ciepło wspominał krainę lat dzie­cinnych — „Poczekajkę” i „Zimne Doły”, którym rzewne wspomnienia poświęcił w Pokoleniu Marka Świdy i w Chimerze.

Stefan ŻeromskiBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Związki Stefana Żeromskiego (1864–1925) z Lublinem zaczynają się we wrześniu 1891 r. Jako guwerner u p. Górskich w Na­łęczowie jeździł do Lublina wraz ze swoją przyszłą żoną, Oktawią Rodkiewiczową, która próbowała go wtedy "swatać" ze swoją znajomą lublinianką, Jadwigą Truszkowską. Razem, we troje zwiedzili katedrę lubelską: W zakrystii sławnej, pani O. umieściła nas w kątach przeciwległych i kazała mi spowiadać się przed p. Jadwigą. Długo bawił nas stary zachrystian, bardzo dowcipny i oczytany, prawił dowcipki, z któ­rych śmieliśmy się do rozpuku - zanotował w pamiętniku. Innym razem Żeromski był z obiema paniami w cukierni Semadeniego, odwiedził matkę Jadwigi, a potem we czworo poszli do teatru na komedię Ruszkowskiego Teść, gdzie bawili się „pysznie”. Jadwiga podobała się Żeromskiemu: Ja szalenie lubię p. Jadwigę — wyznawał w swym pamiętniku. — Nie jest ani emancypantką, ani społeczniczką par excellence, a jednak we wszystkim, co robi dobrego jest i emancypacja, i społecznikostwo, i socjalizm. Myślał o małżeństwie z nią, ale gdy napisała do p. Oktawii, że zgadza się być jego żoną, choć go nie kocha, urażony Żeromski zapisał w pamiętniku: Ale takie serca nie mogą mieć nabywcy we mnie. Ostatecznie to niefortunna swatka, p. Oktawia, została żoną pisarza w 1892r.

Do Nałęczowa Żeromski wrócił po kilku latach, w 1905r. Przemawiał na wiecach PPS w Nałęczowie i Lublinie (5 listopada), przekonywał, że carat nie podniesie się z upadku, a Polska odzyska niepodległość. Jako prezes Głównego Zarządu „Światła” bywał w Lublinie w latach 1906 i 1907 na zebraniach Zarządu (odbywały się one głównie w Nałęczowie). Należał również do redakcji lubelskiego „Kuriera”. Chciał zbudować lokal dla ochronki w Nałęczowie – by zdobyć finanse, wybrał się na kwestę do Lublina, do p. Wolskiej, właścicielki fabryki narzędzi rolniczych, która ofiarowała na ten cel 100 rs.

Lata rewolucji znalazły pewien oddźwięk w twórczości auto­ra Ludzi bezdomnych. Sensacyjna ucieczka 43 więźniów, którzy w maju 1907 r. wydostali się kanałami na wolność z więzienia na Zamku, bardzo zainteresowała Żeromskiego, tym bardziej, że kilku więźniów politycznych ukrywało się jakiś czas w Nałę­czowie dzięki pomocy Faustyny Morzyckiej. Motyw tej ucieczki Żeromski wprowadził do powieści Uroda życia (1912), gdzie więźniowie polityczni w twierdzy Zasiek w forcie „Czarny Orzeł” przebijają podziemny chodnik „do wolności” pod kierunkiem oficera Rozłuckłego.

W publicystycznym utworze Słowo o bandosie (1908) Że­romski krytykuje złe traktowanie robotników rolnych: [ziemianie] zjechali się wielką gromadą w wiekopomnym grodzie Lublinie. Głę­boko w tajemnicy radzić poczęli nad tym, jak, w jak sposób odebrać drobną podwyżkę parobczańskiej płacy, którą byli parobcy w lecie na panach zimową wymogli.
W następstwie tej narady: wszystkimi drogami pszennej krainy, ślicznej ziemi lubelskiej snuły się kompanie głodnych wygnańców [...] i wrócił się parobek złamany do ich kolan. Padł do nóg pańskich [...] Jęcząc błagał, żeby go znowu na dawnym prawie do kieratu wziąć za płacę, jaką dać raczy dłoń pańska i żeby mógł w czworacznym barłogu „znaleźć legowisko”.
Samo miasto Lublin i jego zabytki nie pobudziły fantazji autora Popiołów. Jego kontakty z Lublinem ograniczały się do pracy kulturalnej w „Świetle”, której ośrodkiem był dla Żeromskiego raczej Nałęczów, niż Lublin. Charakterystyczna dla jego braku zainteresowania Lublinem jest notatka w pamiętniku z r. 1887, z okresu pracy guwernera w d. pow. ciechanowskim. Pani Maria G. pożyczała mu wtedy książki do czytania, m.in. monografię Lublina Zielińskiego - Co mnie np. obchodzi Lublin? – pytał sam siebie w pamiętniku – mimo że w Lublinie pracowało chociażby jego trzech kolegów z Kielc, których wspo­mina w dzienniku: Ludwik Kowalczewski, wieloletni dy­rektor szkoły im. Vetterów, Ignacy Steliński, adwokat, prezes Sądu Apelacyjnego i Teofil Leśkiewicz, lekarz.

Józef WeyssenhoffBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Józef Weyssenhoff (1860—1932) - właściciel dworu Samoklęski w d. pow. lubartowskim; działacz prawicowy. W ostatnich kilkunastu latach XIX w. bywał w Lublinie na zjazdach ziemiańskich, wyścigach konnych i na wystawach rolniczych. Echa tych odwiedzin w „stolicy ekonomów” zawarł w powieści Gromada (1913) oraz w Ży­wocie i myślach Zygmunta Podfilipskiego (1898). Jednym z głów­nych bohaterów Gromady jest Stefan Czemski, ziemianin — de­mokrata, pochodzący z Lublina, gdzie ojciec jego był lekarzem. Stefan uczył się w lubelskim gimnazjum i ukoń­czył je przed wybuchem strajku. Po studiach w Niemczech otrzymał od ojca folwark Niespuchę. O jego ojcu, lekarzu, mówił inny bohater powieści, Józef Boniecki, ziemianin z łowickiego:To luminarz prowincjonalny. Rozum tęgi, jeszcze tęższa gęba, kultura ogromna — ma zbiory muzealne, własny dom tak postawiony, że mu się przed oknami cały Lublin pod stopki ściele. Z okien domu dra Czemskiego Boniecki widzi „kadłub forteczny” Bramy Krakowskiej, przebity „niską, głęboką paszczą, w której przepadali ludzie i wozy”, wi­dzi wielkie żółte gmachy katedry i kapituły, pałac biskupi, „krenelową” koronę zamku Leszka Czarnego, dzisiaj turmy, dachy dawnego prześwietnego Trybunału, mury Dominika­nów, pamiętające Kazimierza Wielkiego, „święty przybytek Unii Lubelskiej”. Jak Boniecki, tak i sam autor czuł się wśród tych wielkich pamiątek uczestnikiem dawnej świetności i chwały. Współczesny mu Lublin pisarz charakteryzuje od strony ruchu ulicznego i „koncertu zapachów”: Sklepy ogłaszały swą zawartość nie tylko za pomocą szyldów lecz i zapachów: cukier­nia buchała „litewskim” masłem, skład apteczny dajweldrekiem, tylko księgarnia wystawiała mozaikę druków mniej więcej bezwonnych.

Pomysł powieści Żywot i myśli Zygmunta Podfilipskiego zakiełkował w czasie podróży autora pociągiem z Warszawy do Lublina, a samą powieść skomponował w Samoklęskach w ciągu 3 miesięcy. Główny bohater powieści Podfilipski od­bywa koleją podróż do Lublina w towarzystwie swego wielbiciela, literata Jacka Ligęzy – ten patrzy przez okno pociągu na zbliżającą się panoramę Lublina w porannym świetle. Miasto wyglądało wtedy „żywo, ozdobnie, zamożnie”. W najbliższej miejscowej restauracji spotkali paru znajomych ze wsi, między innymi pannę Elizę R***, która przyjechała do Lublina w sprawie rozwodu. Podfilipski w rozmowie z p. Elizą nazwał Lublin „stolicą ekonomów”.
W powieści Hetmani (1911) niemiecki dygnitarz pochodze­nia żydowskiego Wawrzyniec Latzki w rozmowie z głównym bo­haterem powieści Tadeuszem Sworskim przyznaje się, że jego dziadek pochodził z Lublina:
Byłem tam niegdyś dzieckiem — czy stoją jeszcze te duże stare bra­my: Krakauer und Grodzka? [...]. I wąska brudna ulica pod górę, jednak pomiędzy pokaźnymi budynkami. Pamiętam dom mojego dziadka: ciemne, niskie pokoje przy długich drewnianych galeriach podwórza, świeczniki mosiężne z polskimi orłami.
Lublin z r. 1809 Weyssenhoff ukazuje w noweli Pani Teodora (1912). Zdziwaczała stuletnia rezydentka dworu magnackiego, pani Teodora, opowiada autorowi o swoich przeżyciach w związku z wjazdem księcia Józefa przez Krakowską Bramę: z balkonu swego mieszkania rzuciła bukiecik kwiatów na pierś księcia, a ten odrzucił go z powrotem na balkon. Szczegóły wjazdu ks. Jó­zefa do Lublina, opowiedziane przez p. Teodorę, oparł Weyssen­hoff na Pamiętnikach Kajetana Koźmiana.

Władysław ReymontBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Pamiętniki Koźmiana były także jednym ze źródeł powieści historycznej Rok 1794 autorstwa noblisty, Władysława Reymonta (1867—1925). W I cz. tej trylogii pt. Ostatni sejm Rzeczypospolitej (1913) jest mowa o zdrajcach przekupionych przez Rosjan, są to Miączyński i Nowakowski. O Miączyńskim, pośle lubel­skim na sejm grodzieński, Woyna w roz­mowie z Zarębą mówi: Piekło wydało tego łotra z najgłębszych czeluści. Kostera, pijak i parricida [...] Gardziel nienasycona, dziurawa kieszeń i robaczywe su­mienie. Zawsze gotów na największe łajdactwo. A poza tym niezrównany bibosz, czarujący hulaka, cynik i pierwszy kpiarz na świecie. O drugim stronniku Rosji, Nowakowskim opowiada Hłasko: Zdatny do wszystkiego i ma takie reguły, że zarówno lubi ruble jak i talary [...] Znałem go w swoim czasie w Lublinie; czepiał się wtedy poły sędziego Koźmiana, lecz pono i na swoją rękę szachrował. Nie musiał mnie zapomnieć, bo razu pewnego wesołej okazji z panem Granowskim, spławiliśmy go w Bystrzycy.
W II cz. trylogii pt. Mi desperandum (1916) rezy­dent rotmistrz Nałęcz chwali się przed Zarębą, że nagi, w ba­chusowy jeno wieniec przystrojony, jeździł po Lublinie w motii z Granowskim na ogromnej beczce piwa.
Na hucznych zabawach u starościny sieradzkiej p. Kossowskiej w Bełżycach bywał prawnik z Lublina, Bonawentura Węgliński zwany Bonusiem, lubelski palestrant (prawnik) Panny za nim przepadają, zasię kawalerowie mają go za swego arbitra elegantiarum. Sekunduje mu słynny Piotruś Badowski [...] żarłok, opój, facecjonista, kostera i gracz w szable. Obok targowiczan car­skich i pruskich jurgieltników, bezmyślnych hulaków w Lubelskim było wielu patriotów: jakobin Konopka jeździł do Lub­lina, by utworzyć tam filię Klubu Przyjaciół Złączonych. Na zebraniu Warszawskiego Komitetu Spiskowego jako delegat województwa lubelskiego pojawił się Piotr Potocki, kasztelan lubelski.

Stanisław BrzozowskiBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

W latach 1888—1893 uczył się w gimnazjum lubelskim Stanisław Brzozowski (1878—1911), pochodził z Maziarni k. Wojsława (pow. chełmski). Już w wieku 11 lat, jako gimnazjalista, pisał wiersze i dramaty. W okresie Młodej Polski zasłynął jako wybitny krytyk literacki, filozof i powieściopisarz. Najważniejsze jego dzieła to Legenda Młodej Polski (1909), Współczesna powieść polska (1906), Płomienie (1908) i Głosy wśród nocy (1912).

Jan RiabininBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Przeszłością Lublina zajmował się lublinianin pochodzenia rosyjskiego, Jan Riabinin (1878—1942). Naukę szkolną rozpoczął w gimnazjum lubelskim, ukończył w Moskwie, studiował również na wydz. historycznym moskiewskiego uniwersytetu. Od 1904r. pracował w Archiwum Głównym Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Petersburgu, gdzie opracował dział polski (Archiw Carstwa Polskowo 1914). W 1921 wrócił do rodzinnego miasta. Tu zajął stanowisko archiwisty, a od 1928 - kustosza Archiwum Państwowego, w którym przewertował wszystkie księgi miejskie. Posłużyły mu one do napisania kilkunastu cennych dzieł z zakresu historii Lublina: Materiały do historii m. Lublina 1317—1792 (1938), Lauda miejskie lubelskie XVII w. (1934), Rada miejska w w. XVII i XVIII (1931, 1933), Lekarze w księgach miejskich lubelskich XVI—XVII w. (1933), Teatr i zabawy w Lublinie za Stanisława Augusta (1932), Lublin i Lubelszczyzna w przededniu powstania styczniowego (1925), Archiwum Państwowe w Lublinie (1926). Bibliografia wszystkich jego prac obejmuje 70 pozycji.

Ludwik Stanisław LicińskiBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Ludwik Stanisław Liciński (1874—1908) z Kamionki (d. pow. lubartowski) również uczył się w lubelskim gimnazjum, jednak matury nie zdał – został wyrzucony ze szkoły. Podobnie zakończyły się jego studia w Radomiu, Zamościu i Chełmie. Z „wilczym biletem” wrócił do rodzinnej Kamionki, skąd… wypędził go ojciec, gdyż zabił kamieniem jego ulubionego psa. Wtedy na pewien czas zatopił się w życiu włóczęgi: nocował – w lepszym wypadku – w domach noclegowych, w trudniejszych momentach – w aresztach Galicji i Królestwa. Podczas wędrówek poznał życie lumpenproletariatu Krakowa i Warszawy; nie zmarnował tej wiedzy – posłużyła jako materiał do autobiograficznej książki Z pamiętnika włóczęgi (1908). G. Glass nazwał ją „pierwszą w Polsce deklaracją buntu człowieka”. Makabryczne sceny z życia prostytutek, alfonsów i nożowców zawiera druga książka Licińskiego pt. Halucynacje (1911), która kończy się „Małym epilogiem”: Chciałbym was uczyć Boga. Ale wy uczcie się pierwej Człowieka. Jednego w drugim odnajdziecie.
Pod wpływem H. Łopacińskiego, już w czasie nauki w gimnazjum, Liciński zaczął się interesować etnografią pow. lubartowskiego – później publikował artykuły w „Wiśle”.

Feliks BrodowskiBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Podobne losy jak Liciński, przechodził o 10 lat starszy od niego lublinianin Feliks Brodowski (1864—1934). Gdy w r. 1875 wstąpił do II klasy gimnazjum lubelskiego, był chłopcem przeczulonym, niezdolnym do pracy systematycz­nej. Zakrzykiwany przez kolegów i nauczycieli, uciekał z lekcji i całe godziny spędzał w drwalni lub na stryszku z sianem. Matka przeniosła go więc do szkoły realnej w Równem, którą ukończył w r. 1883. Studiował agronomię w Instytucie puławskim, ale po 2 latach musiał przerwać naukę. Odtąd przez 10 lat żył podobnie jak Liciński: mieszkał w Warszawie w norach piw­nicznych z żebrakami i przestępcami, tygodniami głodował, utrzymywał się z pisania listów służącym i prostytutkom oraz próśb żebrakom. „Była we mnie niemoc czynu, która w pewnym dość długim okresie mego życia ujawniała się po prostu w jakimś zaniku czy przytłumieniu zmysłu pracy” — przyznał Brodowski we Wspomnieniach. Dopiero w r. 1896 poprawiła się jego sytuacja materialna. Zdobył pracę jako urzędnik w Komisji Włościańskiej w Warszawie, gdzie pracował do r. <?xml:namespace prefix = st1> 1900, a w latach 1905—1914 w Łomży. W okresie międzywojennym jako znawca spraw włościańskich wydał kilka prac nt. ustawodawstwa agrarnego w Kró­lestwie.
Pracę literacką Brodowski rozpoczął w 1889 nowelami i felietonami, które zamieszczały „Prawda” i „Ogniwo”. Utwory te oparte na własnych przeżyciach wydał w zbiorach: Ogniwa, Chwile (1903), Liote (1905), Stracone liście (1905), Drzewa (1907). Utwory pisane w wolnej Polsce świadczą o jego skłonności do mistycyzmu, przejawia się to zwłaszcza w dwóch książkach: Dom cedrowy (1922) i O duszę Polski (1921).
W Domu cedrowym przypomina sobie Brodowski, gdy po „opuszczeniu Instytutu puławskiego przylgnął na pewien czas „do życia dość nieciekawej prowincjonalnej cyganerii” (w Lublinie), spędzając czas w towarzystwie wesołych kolegów, kelnerek różnych knajp czy nawet ulicznych dziewcząt. Mile wspominał powroty do domu o świcie:
Miasto, które za dnia budziło we mnie odrazę, nad ranem, gdy jeszcze nie ocknęło się ze snu miało w sobie coś z dziecka uśpionego — i chętnie by się je pocałowało [...] A taka dzielnica żydowska! Coś potwornie odrażającego, a tak w ów moment brzasku jeszcze uśpionego, cudowne, że godzinami by ją pieścić i okiem, i sercem.
Lata dzieciństwa spędzone w Lublinie, opisał Brodowski w Mojej biografii (1915—16) i we Wspomnieniach (1929).

Wacław GąsiorowskiBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Ze wspomnianych Pamiętników Koźmiana korzystał również Wacław Gąsiorowski (1869—1939), pisząc swój Rok 1809 (1903). Główny bohater po­wieści Tadeusz Zabielski był kancelistą w Rządzie Cyrkularnym Lubelskim, a następnie burmistrzem w Ostrowcu. Jego kolegą z biura lubelskiego był Dyzma Rudzki – ten zniknął nagle z Lublina i pojawił się w Warszawie jako szpieg austria­cki, ukrywając się pod nazwiskiem Szczygielski, grał poważnego mieszczanina. Patriota Zabielski zamierzał go zdemaskować, jednak Rudzki okazał się sprytniejszy. Zabielski w walce ze szpiegiem przegrał kilkakrotnie, a nawet o mało nie stracił życia.

Władysław OrkanBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Władysław Orkan (1876—1930), wł. Franci­szek Smreczyński, powieściopisarz, dramaturg i liryk, przydzielony został w 1915r. jako chorąży do sztabu 4 pp. Le­gionów, z którym odbył kampanię od Ostrowca na Litwę. Z powodu choroby wrócił we wrześniu tego samego roku na swoje stanowisko w Biurze Prasowym Komendy Legionów w Piotrkowie, a następnie przeniósł się do Lublina; tu przygotował do druku książkęDrogą czwartaków. Fragment jego wrażeń z wolnego od Rosjan Lublina:
Czuło się po martwocie ziem Zawisła, po oziębłej rezerwie Piotrkowa, że się do Polski wjechało. Ulice rojne, tętniące ruchem oswobodzenia twarze radosne, okrzyki witające — życzliwość oczu spotykanych — gościnność otwarta serc — entuzjazm wolności. Młodzież z piwnic wywarła na ulicę — już w szeregach ochotniczych, w szarych mundu­rach strzeleckich. Wszystko to w obliczu walki, przy bliskim huku dział.
W czasie pobytu w Lublinie Orkan zamieszczał wiersze w „Ziemi Lubelskiej” np. Gdybym był sercem dzwonu, Otwórzcie się zawierzę, Poległym w boju, brał też udział w „Wieczorze pieśni”, urządzonym 11 stycznia 1916 r., deklamując swoje wiersze. Fragmenty jego Drogi czwartaków i Przejścia Wisły pod Annopolem drukowała „Ziemia Lubelska”.

DRAMATBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Stanisław Przybyszewski w LublinieBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Lublinianie zapoznawali się z modernistycznym dra­matem dzięki teatrowi. W r. 1899 grano Dzwon zato­piony Hauptmanna, w 1900 Zaczarowane koło Lucjana Rydla, w 1901 r. Złote runo Stanisława Przybyszewskiego, w r. 1902 Dla szczęścia tego autora. W dniach 8 i 9 sierpnia 1903 r. pod kierunkiem artystycznym Przybyszewskiego wystawio­no dwie jego sztuki: Dla szczęścia i Matkę: Dość licznie zebrana publiczność — pisze recenzent „Gazety Lubelskiej” — wywołała kilkakrotnie autora, który ze swej stro­ny wyraził odpowiednimi gestami podziękowanie p. Leśnioskiej. Przybyszewski zamieścił poza tym w „Gazecie Lubelskiej” serdeczne podziękowanie dla lubelskiej publiczności za gościnne przyjęcie. W kilka lat później grano jeszcze w lubelskim teatrze Odwieczną baśń i Śnieg tegoż autora.

Dramat modernistyczny w teatrze lubelskimBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Później teatr lubelski wystawiał Ijolę i Wianek mirtowy Żuławskiego oraz dramaty Wyspiańskiego: Wesele (1908) i Sędziów (1909).
W teatrze lubelskim zmieniały się zespoły aktorskie: grupa Morozowicza, Myszkowskiego, Bolesławskiego. Grywano wszystkie nowości wystawiane w Warszawie, Lwowie czy Krakowie: sztuki Przybyszewskiego, Rydla, Kisielewskiego, Perzyńskiego, Gorczyńskiego, Feldmana, przeróbki sceniczne powieści i nowel Sienkiewicza; zapoznano lublinian z Ibsenem i Strindbergiem, uwzględniano przy tym repertuar klasyczny: Fredro, Molier, Schiller i Szekspi­r. Dyrektor Henryk Morozowicz (1900-1903) wystawił nawet dwie własne komedie: Sąd diabelski w Trybunale lubelskim (1901) i Kosztem żony (1902). Najchętniej oglądano jednak farsy, wo­dewile i operetki.

Recepcja Wyspiańskiego w LublinieBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

W r. 1911 „Kurier” stwierdził, że w Lublinie rozwinął się kult Wyspiańskiego w dużo większym stopniu, niż w innych miastach. W Lublinie Wesele miało swoje pierwsze przedstawienie w Królestwie, tu wystawiano Klątwę i fragm. Wyzwo­lenia. Kult autora Wesela propagowało też lubelskie „Światło”, wy­stawiając na przedstawieniach amatorskich w całości lub we fragmentach Bolesława Śmiałego, Klątwę, Legion, Warszawianką Wyzwolenie.
Popularyzowano twórczość Wyspiańskiego także w artykułach „Kuriera” i odczytach. Powstało studium o Wyspiańskim dra M. Biernackiego drukowane w odcinkach w „Kurierze” w latach 1907 i 1908 oraz praca Daniela Śliwickiego pt. Twórczość Stanisława Wyspiańskiego, wyd. w Lublinie w r. 1907.

Twórczość Wyspiańskiego związana była głównie z Krako­wem i jego najbliższą okolicą (Bronowice), Lublin pojawia się tylko w scenie XI i XII Zygmunta Augusta w związku z uroczystością zawarcia unii lubelskiej. W scenie XI król prowadzi na zamku rozmowy z Hozjuszem, Chodkiewiczem i Czarnkowskim, a w scenie XII wzywa do przysięgi w sali sejmowej.
Na wieczyste wspólne znoje,/ na wieczyste wspólne życie /czyli w złym czy w dobrym bycie/ Boże, przyjdź Królestwo Twoje. – Ten czterowiersz powtarza chór. Podczas przemówienia króla ściemnia się, błyska się, grzmi, uderza piorun; w czasie ślubowania chóru słychać odgłos trąb, gromów i dzwonów.
Wyspiański pisząc ten dramat korzystał z diariusza sejmu lubelskiego, wydanego przez Kojałowicza i opierał się na obrazie Matejki Unia lubelska.

Lucjan Rydel o LublinieBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Być może fragmenty dramatu Wyspiańskiego zainspirowały drugiego krakowskiego poetę, Lucjana Rydla (1870— 1917), który w III cz. trylogii Zygmunt August pt. Ostatni (1913) opisał unię lubelską również bazując na obrazie Ma­tejki. W akcie IV, po szczegółowym opisie sali zamkowej: jej de­koracji, sprzętów i przedmiotów, Rydel wymienia wszystkie ważne osobistości obu narodów, relacjonuje przebieg obrad senatu i zaprzysiężenia unii. Akt kończy się uroczystym pochodem uczestników unii do kościoła. Koloryt lokalny został zaznaczony mało dokładnie: z okna sali zamkowej widać tylko wieżę ratusza lubelskiego, a do sali za­glądają ciekawi mieszczanie lubelscy, np. chłop w sukmanie, którego Frycz Modrzewski wciąga do sali.

LUBELSKI RZĄD TYMCZASOWY WE WSPOMNIENIACH PISARZYBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Wspomnienia z okresu Tymczasowego Rządu zapisał Wacław Sieroszewski (1858-1945), który odwiedził Lublin już w sierpniu 1917 r. jako prelegent (mówił o Rumunii).
W rządzie lubelskim pełniłem obowiązki kierownika propagandy. Strug, Hołówko i ja wzięliśmy się ochoczo do roboty, planując cały szereg zebrań, wieców, odczytów, wydawnictw, które by szeroko rozlały się po całym kraju, idąc w ślad za rozbrajaniem i wypędzaniem oku­pantów [...] Należało szybko przygotować wybory do Konstytuanty. W tym celu zaczęliśmy organizować z obecnej w Lublinie młodzieży odczytowców i literatów. Robota „kipiała”. Ale Daszyński kazał Sieroszewskiemu jechać do Warszawy, żeby ją poruszyć i na stronę rządu lubelskiego skłonić. Opiekę nad propagandą Sieroszewski powierzył Strugowi i Hołówce.
Wspomnienie z pierwszych dni listopada 1918 r. znaj­dujemy też u Ewy Szelburg. W opowiadaniu pt. Zwany Dobrym, a którego przezywano także Donkiszotem (czyli o dy­rektorze Władysławie Kunickim) pisze:
[...] okupantów austriackich wymieciono wtedy co do jednego zie­lonego munduru. Gmachy i ulice okryły się błyskawicznie czerwienią, bielą i amarantem. W pobliżu pomnika historycznej unii stał na balkonie nad falującym radośnie tłumem w zrywach okrzyków pierwszy rząd niepodległej Rzeczypospolitej. Donkiszot w te rozpłomienione dni za­niedbujący pierwszy raz szkołę, z sercem jaskrawo czerwonym, w za­padniętych od gruźlicy piersiach, z czerwoną odznaką na ramieniu, w zwykłym swym wytartym paltocie i z binoklami dyndającymi na cienkim, czarnym sznureczku w roli jednego z komisarzy rządu przy­kładał na urzędowych papierach okrągłe pieczęcie sprawniej niż szkolne-pieczątki, choć ręce mu drżały nadmiernie wzruszeniem.

PRASA LUBELSKABezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Z nowymi prądami literackimi zapoznawało czy­telników polskich w latach 1887—1890 warszawskie „Życie”, re­dagowane przez Zenona Przesmyckiego (Miriama). „Życie” czy­tano także w Lublinie. Wincenty Dawid w „Gazecie Lubelskiej” z r. 1889 zamieścił pozytywną recenzję tego pisma: Za­nadto realizm przechylił się ku krańcowości aby mógł dłużej przygniatać świeższe umysły, pragnące zawsze odetchnąć w wolnej krainie światła i piękna. Z tego też powodu i pismo podtrzymujące te szlachetne i poetyczne dążenia, ma rację bytu. Nieco inny stosunek do nowego kierunku reprezentował redaktor „Gazety Lubelskiej”, Zdzisław Piasecki. W notatce z r. 1894 nazwał Maeterlincka apostołem nowej „kołowacizny literackiej” i żałował, że symbolomania zaczyna grasować i w Lublinie, niestety propa­gowana przez damy, mające pretensję do wykształcenia. W r. 1899 oburzał się na „kołowaciznę” najmłodszych galicyjskich poetów w związku z hołdem złożonym Tetmajerowi przez lwowskich akademików. „Gazeta Lubelska”, jedyny polski organ prasowy na Lubelszczyźnie od r. 1879 przez ćwierćwiecze wypełniała swój pozytywistyczny program, z dezaprobatą odnosząc się do no­wych kierunków literackich po r. 1890. Mimo to „Gazeta Lubelska” publikowała młodopolskie wiersze Arnsztajnowej i przekłady Konrada Zaleskiego z modernistów czeskich. Lata rewolucji przerwały spokojną pracę: 30 grudnia 1905 r. władze carskie za­wiesiły jej działalność. Wkrótce pojawił się „Goniec Lubelski”, ale tylko na 4 dni…  
Rok 1906 to pun­kt zwrotny w historii lubelskiej prasy: w miejsce „Gazety Lubelskiej” pojawiły się dwa dzienniki o skrajnie odmiennych poglądach społecznych: radykalizujący „Kurier” i endecka „Ziemia Lubelska”, wspomagana przez „Polaka-Katolika”.

CIEKAWOSTKIBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Idea walki zbrojnej o niepodległość

Ideę walki zbrojnej o niepodległość, wyciszoną w okresie pozytywizmu, zaczęto znów nagłaśniać u schyłku tego okresu pod wpływem Trylogii Sienkiewicza i na początku XX w. za sprawą utworów Żeromskiego, Gąsiorowskiego i Wyspiańskiego. Zbliżający się konflikt zbrojny między państwami centralnymi a Rosją rozbudzał w Polakach nadzieje na odzyskanie niepodległości albo przynajmniej wyzwolenie spod ucisku caratu. Od 1908 w Galicji i Królestwie powstawały organizacje militarne. W Lublinie przed 1914 też działała organizacja strzelecka, o której wspomina Jerzy Ostrowski w powieści Sztandar na maszcie. Drukowano odezwy i broszury, przygotowywano kadry do przyszłej walki, gromadzono broń. Gdy zaczęła się wojna, lotne oddziały POW prowadziły akcję dy­wersyjną na tyłach armii rosyjskiej. Jako najzdolniejszy do­wódca wyróżnił się Józef Korczak (pseud. Piotr), uczeń ostatniej klasy gimnazjum im. Staszica. Gdy Rosjanie wycofali się z Lublina, 30 lipca 1915 r. do miasta wjechali ułani Ostoi i Beliny. Napisał o tym Strug w Odznace za wierną służbę i J. Ostrowski w Sztandarze na maszcie oraz W. Orkan w kro­nikarskich zapiskach Drogą czwartaków (1916).

 

Maria Dą­browska w Lublinie
W kwietniu 1916 r. przebywała w Lublinie Maria Dą­browska. Wygłosiła 6 odczytów o kooperatywach an­gielskich i fińskich. Życzliwie i serdecznie współpracowała na terenie Wydziału Społeczno-Wychowawczego (LSS) pisze o niej W. Papiewska w art. Z walk o oświatą i kulturą. W „Dzienniku Lubelskim” z 1916 Dąbrowska zamieściła artykuł pt. Sienkie­wicz mojego dzieciństwa.

 

Opowieść o „magiecie” z Lublina
Jednym z głównych współpracowników Żeromskiego w dzia­łalności kulturalno-oświatowej był literat Gustaw Daniłowski (1872—1927), autor powieści z życia rewolucjonistów: Z minionych dni (1902) i Jaskółka. (1907). W pierwszej z nich głównemu bohaterowi Wiktorowi Gintowtowi kupiec Icek opowiada w miasteczku Trupcu o pewnym „magiecie”, który mieszkał w Lublinie: Gdy do Lublina przyszło „straszne wojsko francuskie”, wtedy magiet posłał do „Napoliona” myszuresa z ładną pierzyną i „fajn” poduszką. „To jak on (tj. Napoleon) nazad wracał, to poszedł naumyślnie na Lublin, a magiet patrzył w lufcik. To on mu się do ten lufcik dwa razy ukłonił z kapeluszem i powiedział: błagadariu, błagadariu. Tak że wszyscy wi­dzieli i słyszeli.
Daniłowski wykorzystał jedną z licznych legend, które krążyły po lubelskim getcie.

 

Ignacy Dąbrowski na Poczekajce
Na Poczekajce, w posiadłości Andrzeja Struga swoją powieść Śmierć ukończył (1891) Ignacy Dąbrowski (1869—1932).

 

100 lat Juliusza Słowackiego
Setną rocznica urodzin mistrza Młodej Polski, Juliusza Sło­wackiego (1809-1849) uczczono również w Lublinie. Teatr zawodowy wystawił Sen srebrny Salomei, Horsztyńskiego, Balladynę (po raz pierwszy grano ją w całości w r. 1900), a teatr amatorski „Światła” zapoznał lublinian ze Złotą Czaszką iNową Dejanirą. Innym elementem „obchodów” urodzin wieszcza było podpisanie w czerwcu 1909 protestu z powodu zakazu sprowadzenia zwłok Słowackiego na Wawel.

 

Towarzystwo Literacko-Naukowe
W czerwcu 1910 utworzono Towarzystwo Literacko-Naukowe, którego prezesem został dr M. Biernacki.
 
 
 
                                            Opracowała Elżbieta Zasempa
 

 

LiteraturaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

A. Grychowski, Lublin w życiu i twórczości pisarzy polskich, Lublin 1965.