Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Literatura lubelska (pocz. XX w. – lata 20. XX w.)

Początek XX w. w literaturze lubelskiej można określić jako prawdziwy wysyp wybitnych twórców, talentów literackich – Arnsztajnowa, Strug, Weyssenhof, Żeromski czy  Brzozowski. To zaledwie drobna reprezentacja najbardziej rozpoznawanych lubelskich autorów okresu Młodej Polski. Część z nich urodziła się na Lubelszczyźnie (Arnsztajnowa, Strug), część zaś odwiedzała te tereny na tyle regularnie, że wrośli w nie stając się nieodłączną i dumną jej częścią (Żeromski). Wśród lubelskich twórców znaleźli się też typowi reprezentanci epoki – cyganie i włóczędzy, do których można zaliczyć L.S. Licińskiego oraz F. Brodowskiego. Konteksty lubelskie w dziełach tych pisarzy właściwie nie powinny być zaskoczeniem. Jednak wątki kierujące uwagę czytelników na tereny Lublina pojawiają się także u innych, „obcych” twórców, tj. pisarze: W. Reymont, W. Orkan, M. Dąbrowska oraz dramaturdzy: Wyspiański, Rydel. Młodopolskich twórców dramatu lublinianie poznawali przede wszystkim za pośrednictwem lubelskiego teatru, który gościł u siebie nie tylko wybitne sztuki, ale również ich niekonwencjonalnych twórców (Przybyszewski).



 

Spis treści

[RozwińZwiń]

POEZJA

Franciszka Arnsztajnowa

Do historii literatury jako główna reprezentantka Młodej Polski w Lublinie przeszła Franciszka Arnsztajnowa (1865—1943). Po ukończeniu gimnazjum żeńskiego w Lublinie studiowała nauki przyrodnicze w Niemczech. Wyszła za mąż za lekarza Marka Arnsztajna i mieszkała w Lublinie do 1936r.- wówczas wyjechała do Warszawy. Zginęła w obozie hitlerowskim w 1943 r.
 

Twórczość li­teracką rozpoczęła od wierszy lirycznych, za­mieszczanych w czasopismach warszawskich i lubelskich od 1888 r. Osobno wydała je w 2 seriach Poezji (1895 i 1899, II wyd. 1911). Utwory te zawierają typowe dla neoromantyzmu cechy jak: ludowość, melancholia, bliskość przyrody połączone z estetyzmem parnasistów. Wśród licznych wierszy znajdują się m.in.: Grajek i Pani. Grajek jest chłopcem wiejskim z okolic Lublina – dwukrotnie wspomina Bystrzycę „co srebrem płynie”. Pani to uko­chana ojczyzna, zlokalizowana w krajobrazie lubelskim:


Środkiem łąki, wśród wiklin, lśniąca się przewija Modroszarej Bystrzycy jedwabista wstęga, Rzekłbyś o śliskim grzbiecie srebrnołuskim żmija...

 

Trzeci zbiorek Arnsztajnowej pt. Stare kamienie (1934), poświęcony pięknu starego i nowego Lub­lina, poetka wydała wspólnie z Józefem Czechowiczem. Archanioł jutra, to tom poświęcony „cie­niom wychowańców szkół lubelskich poległych za ojczyznę”. Upamiętnia on też działalność Arnsztajnowej w lu­belskim POW - w jej mieszkaniu przechowywano archiwum okręgowe tej organizacji.
W wierszach z lat 1912—1919 wyraża nadzieję, że ojczyzna „wstanie w królewskiej bar­wie majestatu”, świta już dzień wyzwolenia:


Ale już nocy ciemnie/ Archanioł Jutra porze /Śpiące za barki bierze /I woła: Ja czyn, ja moc, /Wstańcie, Rycerze.


Arnsztajnowa pisała także wierszyki dla dzieci (Duszki 1932) i utwory dramatyczne wystawiane w Lublinie, Lwowie, Krako­wie i Łodzi (Perkun, Na wyżynach, W stojącej wodzie, Kry­styna, Na kuracji). Ponieważ nie były one drukowane, z ich te­matyką można się zapoznać tylko z recenzji w miejscowej prasie. Perkun (nazwa fabryki stali) to dramat 5-aktowy, poruszający problem społeczny. Autorka ostrzega w nim przed powierzaniem kierownictwa fabryk młodym, niedoświadczonym dyrektorom, podlegającym namiętnościom. (w Lublinie grano ją w r. 1896). Krystyna (wystawiona w Lublinie w 1902 r.) niezbyt celnie nazwana komedią, to historia malarki, która nie mo­gąc się pogodzić z warunkami otoczenia, popełnia samobójstwo.
Poza liryką i dramatami pisywała prozę: arty­kuły, felietony, krytyki i recenzje pod różnymi pseudonimami, dokonywała też przekładów szczególnie z języka angielskiego. F. Araszkiewicz trafnie charakteryzuje jej twórczość w następujących słowach: Talent skromny, szczery, prosty i naturalny, dusza marzycielska; skłonna do refleksji i zadumy, serce gorące, zdolne do głębokich wzru­szeń osobistych, religijnych i patriotycznych, wbrew wrodzonemu indy­widualizmowi chętnie poddaje się poetka prądowi społecznemu w imię szczytnych ideałów, miłując przede wszystkim przyrodę wiejską, lud, młodzież i dzieci. Jako artystka odznacza się Arnsztajnowa dbałością o wykwintną formę poetyckiego słowa, jest estetką w stylu parnasistów „Chimery”.

Władysław Barwicki

Podobnie jak Arnsztajnowa Lublinem zachwycał się tworzący również poezję artysta malarz Władysław Barwicki. Ta tematyka dominuje w jego zbiorze wierszy Lublin w pieśni (1915). Jest to rodzaj wierszowanego przewodnika po lubelskich zabytkach, poza tym wprowadza niektóre podania i legendy (np. o sądzie diabelskim) oraz opisy zwyczajów i obrzędów (procesja Bożego Ciała, hejnał z Bramy Krakow­skiej). Wiersze Barwickiego nie dorównują artyzmem poezjom Arnsztajnowej, stanowią jednak wyraz patriotyzmu i ukocha­nia przez niego Lublina.

 

Brama Krakowska
Słońce się rankiem złoci — zachód pąsem krwawi,

Zimą z puchów śniegowych otula cię szata,
Jesień deszczem jak płaczka mury twoje łzawi.
I zawsze majestatem zdobne twoje czoło.
Lecz najpiękniejszą jesteś kiedy w nocną ciszę
Księżyc nimbem srebrzystym otoczy cię wkoło —
A miasto po dnia troskach snem spokojnym dysze (...)
Zapatrzone w dal wieków skamieniałym wzrokiem —
Jak paciorki różańca, czasów nizasz chwile.
I dzień za dniem przemija, biegnie rok za rokiem
I giną pokolenia w zapomnienia pyle —
A Ty, wciąż jak nagrobny posąg śnisz milcząca,
Zasłuchana w pieśń — przeszłość w bezkresnej martwocie,
Szept rozmyślań twych smutnych cicho w strofy trąca
O milionach serc Polski na ducha Golgocie.

 

Barwicki zaopatrzył swój zbiorek w 4 własne ilustracje: personifikację Bystrzycy, Sąd Trybunalski, Sąd diabelski, Sen Leszka Czarnego. Zmarł w Lublinie w 1933 r. mając lat 67.

PROZA

Andrzej Strug

Andrzej Strug (Tadeusz Gałecki) - syn lubelskiego kupca, właściciela folwarku Konstantynówka, dzisiaj nazywanego po­pularnie Poczekajką (obecnie wchodzi w skład Lublina).
Tadeusz Gałecki (1871—1937) urodził się w Lublinie. W 1893 r. ukończył lubelskie gimnazjum i zapisał się do Instytutu Rolniczo-Leśnego w Puławach, ale studiów nie skończył – areszto­wano go w listopadzie 1895 r. wraz z siedmioma kolegami za udział w tajnym Kole Oświaty Ludowej. Został osadzony w więzieniu na Zamku w Lublinie, po tygodniu przewieziono go do Warszawy, do X Pawilonu Cytadeli. W kwietniu 1897 r. został zesłany na 3 lata do guberni archangielskiej. Po powrocie z zesłania Gałecki zamieszkał w Warszawie, gdzie prowadził prace w kółkach robotniczych pod pseudonimem Kudłaty. Pseudonim: Andrzej Strug, przejął od nazwiska woźnicy z dworu konstantynowskiego Gałeckich. Prawdziwy Strug bardzo lubił ma­łego Tadzia i opowiadał mu przeróżne historie.

We wrześniu 1901 sprzedał Konstantynówkę i wraz z żoną Hono­ratą Rechniewską wyjechał do Krakowa. Przez 3 lata był słuchaczem Uniwersytetu Jagiellońskiego (wydział filozoficzny) i pisał artykuły z zakresu krytyki literackiej do warszawskiego tygodnika „Ogniwo”. W czasie rewolucji 1905 r. redagował tajną „Gazetę Ludową” w Krakowie, a na­stępnie w Warszawie – gdzie przeniósł się w październiku 1905. Tu jako tow. August kierował Wydziałem Wiejskim PPS. W 1906 redagował „Robotnika Wiejskiego”, organizował związki zawodowe w cukrowni oraz strajki rolne. Aresztowany w r. 1907, został skazany na zesłanie do Wiatki, ale karę zamieniono na przymusowy wyjazd za granicę. Wybrał Paryż – przebywał tam kilka lat skupiając się na pracy literackiej. W Paryżu zerwał z lewicą, wstąpił do Frakcji Rewolucyjnej i zaciągnął się do szeregów strzeleckich.
Przed wybuchem I wojny światowej powrócił do kraju i jako ułan Beliny wziął udział w walkach Legionów w latach 1914—1915. 30 lipca 1915 r. wjechał z kawalerią legionową do wol­nego od Rosjan Lublina. Po upadku państw centralnych zjawił się znów w Lublinie w listopadzie 1918 r. jako wiceminister propagandy w rządzie lubelskim. W wolnej Polsce rozwijał działalność społeczną.

 

czytaj więcej ›››

Literacki debiut Struga to studium krytyczne o Stefanie Żeromskim (1902). Po upadku rewolucji 1905—1907 r. zasłynął jako odtwórca psychiki „ludzi podziemnych”. Do cyklu opowiadań i powieści o bohaterstwie „ludzi podziemnych”, o ich załamaniach, o zwolennikach partii, o byłych bojowcach, należą: Ludzie podziemni 3 serie (1908), Ze wspomnień starego sympatyka (1909), W twardej służbie (1909), Jutro (1909), Dzieje jednego pocisku (1910) i Portret (1913).
Bohater Dziejów jednego pocisku, członek PPS, Marek, wypuszczony niedawno z więzienia jedzie pociągiem na wieś, by tam zorganizować oddziały bojowe. Tym samym pociągiem podróżuje jego kolega z gimnazjum lubelskiego Szabłowski „zwany ongi” „Szablonem”:
Marek miał nieprzepartą ochotę podejść do tego pana, walnąć go z całej siły dłonią po łopatce, jak się robiło dawniej, a potem ucałować się z nim mocno z dubeltówki, żeby aż zęby zatrzeszczały. A potem o tych dawnych czasach. O profesorze Łopacie, o Dobciu, o starym łysym „Homerze”, o kolegach: Wacku, Siwku, Jacku, o pijaczynie Zinczence, o pomocniku gospodarzy klasowych, szpiegu uczniowskim i nauczycielu „śpiewów”, któremu wyprawiało się najwspanialsze kawały przed kilkunastu laty w mieście Lublinie. O brudnej cukierence na Rynku, gdzie konspiracyjnie schodzili się starsi uczniowie na bilardzik i koniaczek. O nocnych wyprawach po cywilnemu, o zamachu „terrorystycznym” na profesora Bojanka, filozofa — maniaka, który nie stawiał nikomu stopnia wyższego nad dwójkę i który ze zbytku uczoności powiesił się na klamce. O pannie Anieli, w której kochał się jeden i o cudnej pannie Kazi, za którą szalał drugi. Co też się dzieje z tym dziewczętami, bez których żyć nie mogli, a które teraz hodują „cudze dzieci”. O wielogodzinnych kąpielach na owych Rurach, gdzie łapało się również raki, obkuwało się na egzaminy i gdzie w rozpaczach miłosnych miało się topić pewnego roku, w miesiącu czerwcu, w klasie piątej za wzajemną umową przyjacielską w tej jednakowej niedoli [...]. Chodzili razem spotykać na mieście piękne panny, albowiem i one chodziły razem. Czytał przyjacielowi Marek swoje wiersze na cześć ukochanej, czytał mu i Szablon tragiczne kartki swojego pamiętnika. Aż po wielu tajemniczych rozmowach, po wielu namysłach, kiedy się już przebrała miara cierpienia, gdyż na dokładkę zostali się obaj z miłości na drugi rok w klasie piątej — postanowili zakończyć tragicznie życie i utopić się razem.
Nie spełnili jednak tego zamiaru. Po przeczytaniu nad Bystrzycą małego zeszyciku, zapisanego bladoniebieskimi literami hektografu, zostali socjalistami. Przysięgli sobie żyć dla ogółu - skoro nie mogli żyć dla siebie. 

Wspomnienia z lat szkolnych zawiera także powieść Pokolenie Marka Świdy (1925). Autor występuje tu pod nazwis­kiem Świdy, syna właściciela Jordanowa i Zimnych Dołów z jedną różnicą: bohater chodził do gimnazjum 13 lat później niż Gałecki. Akcja rozgrywa się na Podlasiu, ale autor ma na myśli Lublin i jego najbliższe okolice; wymienia plac Wizytkowski, górkę Dominikańską i Bernardyńską, cerkiew na wielkim placu (Litewskim), ulicę Jezuicką, przy której młodzież odwiedzała domy publiczne, hotel „Janina” (późniejszy gmach Kuratorium), w którym odbyła się uczta koleżeńska maturzystów, stancję p. Habinakowej – u niej mieszkał Gałecki, gdy dyrektor Siengalewicz nie zezwolił mu na dojeżdżanie do szkoły szy­kowną jednokonną bryczką. Wieś parafialna w pobliżu Jordanowic, Kąkolewnica to zapewne podlubelska Konopnica.
Przeżyciami ułana Strug podzielił się w powieści Odznaka za wierną służbę. (1920), napisanej w formie pamiętnika gimnazjalisty Sylwka, który zaciągnął się w 1914 do kawalerii Beliny. Sylwek opisuje entuzjastyczne przyjęcie legionistów przez lubelskie społeczeństwo – różne od nie­życzliwego czy obojętnego nastawienia do nich mieszkańców w innych województwach.
Po raz pierwszy od początku tej wojny czuje człowiek, że jest w Polsce i że dla niej łba nadstawia, a nie dla najszlachetniejszego przywidzenia. Niech żyje ziemia lubelska! Gdybyż ci sami lublinianie wiedzieli, co my za wdzięczność czujemy dla nich za ich serdeczne polskie przywitanie i przyjęcie. Nasz szwadron pierwszy ze wszystkich wojsk zajął Lublin. Komenda austriacka surowo zakazała brygadzie dyrygować się na Lublin, a jak na złość wyznaczyła nam odcinek, który mijał to drogie miasto o niecałe dziesięć wiorst na zachód. Ale wczoraj Grzmot samowolnie porwał nasz szwadron i sypnął się na łeb na szyję ku Lublinowi. Nikomu się nie opowiadał i dobrze zrobił. Przed południem dopadliśmy rogatek i po nieznacznej strzelaninie utorowaliśmy sobie drogę. Rozsypaliśmy się po mieście — nie ma Moskali, nie ma Austria­ków, sami jesteśmy! Aż tu od razu, jakby zawczasu przygotowane wyle­gły ogromne tłumy. Przed Magistratem i przed cudną, starą bramą Krakowską obiegli nas rozentuzjazmowani patrioci. Mowy, okrzyki, uściski, kwiaty, papierosy, wino, kiełbasa, mnóstwo ciastek, owoce — nie było nawet gdzie tego wszystkiego podziać. Mnóstwo cudnych pa­nien, biało ubranych jak na święto, starzy i młodzi, wszyscy w radości i uniesieniu! My zaś zgłupieliśmy zupełnie, bo w tej Polsce przywykliśmy do obojętności i do zniewag, ale do żadnych serdeczności. Toteż dygotali z przejęcia nawet najgłupsi ze szwadronu. Wiwat Lublin! Nareszcie coś się w Polsce przełamało na lepsze. Wszyscy jesteśmy jak pijani, jakbyśmy wjechali w jakieś strony niepojęte, gdzie jest wszystko insze i cudowne.

 

więcej informacji na temat wątków lubelskich w twórczości Andrzeja Struga ››

Do I wojny odnoszą się opowiadania Struga pt. Klucz otchłani (1929) i powieść szpiegowsko-psychologiczna o sensacyjnej fabule Żółty krzyż (1933). Oba utwory mają charakter pacyfistyczny.

Strug był znawcą psychiki ludzkiej. Miał dar opisywania zawiłości psychologicznych: przeczuć, psychoz, rozdwojenia osobowości. Fabuła jego utworów jest interesująca, sensacyjna, często ma charakter filmowy. Przed wojną Strug cieszył się wielkim autorytetem moralnym. St. R. Dobrowolski w artykule O Andrzeju Strugu napisał: „Strug to była duma, honor, to wolność i prawo, to równość i sprawiedliwość”. P. Gdula w swojej pracy Lublin w literaturze współczesnej stwierdził, że nić wiążąca Struga z Lublinem jest „słaba, stosunek dość chłodny; wspomnienia nasuwają się mniej miłe, co jest naturalne, jeżeli się zważy warunki w szkole zaborczej i miasto naładowane obcym i wrogim żywiołem. Ten stosunek zmienia się zasadniczo, kiedy autor spojrzy na miasto nie jako uczeń, zakuty w błyszczący mundur rządowej szkoły rosyjskiej, lecz ubrany w szarobłękitny strój legionowy.”
Powitanie legionistów przez lublinian to najbardziej plastyczny obraz z życia Lublina. Strug raczej nie miał sentymentu dla nadbystrzyckiego grodu. Ale z pewnością ciepło wspominał krainę lat dzie­cinnych — „Poczekajkę” i „Zimne Doły”, którym rzewne wspomnienia poświęcił w Pokoleniu Marka Świdy i w Chimerze.

Stefan Żeromski

Związki Stefana Żeromskiego (1864–1925) z Lublinem zaczynają się we wrześniu 1891 r. Jako guwerner u p. Górskich w Na­łęczowie jeździł do Lublina wraz ze swoją przyszłą żoną, Oktawią Rodkiewiczową, która próbowała go wtedy "swatać" ze swoją znajomą lublinianką, Jadwigą Truszkowską. Razem, we troje zwiedzili katedrę lubelską: W zakrystii sławnej, pani O. umieściła nas w kątach przeciwległych i kazała mi spowiadać się przed p. Jadwigą. Długo bawił nas stary zachrystian, bardzo dowcipny i oczytany, prawił dowcipki, z któ­rych śmieliśmy się do rozpuku - zanotował w pamiętniku. Innym razem Żeromski był z obiema paniami w cukierni Semadeniego, odwiedził matkę Jadwigi, a potem we czworo poszli do teatru na komedię Ruszkowskiego Teść, gdzie bawili się „pysznie”. Jadwiga podobała się Żeromskiemu: Ja szalenie lubię p. Jadwigę — wyznawał w swym pamiętniku. — Nie jest ani emancypantką, ani społeczniczką par excellence, a jednak we wszystkim, co robi dobrego jest i emancypacja, i społecznikostwo, i socjalizm. Myślał o małżeństwie z nią, ale gdy napisała do p. Oktawii, że zgadza się być jego żoną, choć go nie kocha, urażony Żeromski zapisał w pamiętniku: Ale takie serca nie mogą mieć nabywcy we mnie. Ostatecznie to niefortunna swatka, p. Oktawia, została żoną pisarza w 1892r.

Do Nałęczowa Żeromski wrócił po kilku latach, w 1905r. Przemawiał na wiecach PPS w Nałęczowie i Lublinie (5 listopada), przekonywał, że carat nie podniesie się z upadku, a Polska odzyska niepodległość. Jako prezes Głównego Zarządu „Światła” bywał w Lublinie w latach 1906 i 1907 na zebraniach Zarządu (odbywały się one głównie w Nałęczowie). Należał również do redakcji lubelskiego „Kuriera”. Chciał zbudować lokal dla ochronki w Nałęczowie – by zdobyć finanse, wybrał się na kwestę do Lublina, do p. Wolskiej, właścicielki fabryki narzędzi rolniczych, która ofiarowała na ten cel 100 rs.

Lata rewolucji znalazły pewien oddźwięk w twórczości auto­ra Ludzi bezdomnych. Sensacyjna ucieczka 43 więźniów, którzy w maju 1907 r. wydostali się kanałami na wolność z więzienia na Zamku, bardzo zainteresowała Żeromskiego, tym bardziej, że kilku więźniów politycznych ukrywało się jakiś czas w Nałę­czowie dzięki pomocy Faustyny Morzyckiej. Motyw tej ucieczki Żeromski wprowadził do powieści Uroda życia (1912), gdzie więźniowie polityczni w twierdzy Zasiek w forcie „Czarny Orzeł” przebijają podziemny chodnik „do wolności” pod kierunkiem oficera Rozłuckłego.

W publicystycznym utworze Słowo o bandosie (1908) Że­romski krytykuje złe traktowanie robotników rolnych: [ziemianie] zjechali się wielką gromadą w wiekopomnym grodzie Lublinie. Głę­boko w tajemnicy radzić poczęli nad tym, jak, w jak sposób odebrać drobną podwyżkę parobczańskiej płacy, którą byli parobcy w lecie na panach zimową wymogli.
W następstwie tej narady: wszystkimi drogami pszennej krainy, ślicznej ziemi lubelskiej snuły się kompanie głodnych wygnańców [...] i wrócił się parobek złamany do ich kolan. Padł do nóg pańskich [...] Jęcząc błagał, żeby go znowu na dawnym prawie do kieratu wziąć za płacę, jaką dać raczy dłoń pańska i żeby mógł w czworacznym barłogu „znaleźć legowisko”.
Samo miasto Lublin i jego zabytki nie pobudziły fantazji autora Popiołów. Jego kontakty z Lublinem ograniczały się do pracy kulturalnej w „Świetle”, której ośrodkiem był dla Żeromskiego raczej Nałęczów, niż Lublin. Charakterystyczna dla jego braku zainteresowania Lublinem jest notatka w pamiętniku z r. 1887, z okresu pracy guwernera w d. pow. ciechanowskim. Pani Maria G. pożyczała mu wtedy książki do czytania, m.in. monografię Lublina Zielińskiego - Co mnie np. obchodzi Lublin? – pytał sam siebie w pamiętniku – mimo że w Lublinie pracowało chociażby jego trzech kolegów z Kielc, których wspo­mina w dzienniku: Ludwik Kowalczewski, wieloletni dy­rektor szkoły im. Vetterów, Ignacy Steliński, adwokat, prezes Sądu Apelacyjnego i Teofil Leśkiewicz, lekarz.

Józef Weyssenhoff

Józef Weyssenhoff (1860—1932) - właściciel dworu Samoklęski w d. pow. lubartowskim; działacz prawicowy. W ostatnich kilkunastu latach XIX w. bywał w Lublinie na zjazdach ziemiańskich, wyścigach konnych i na wystawach rolniczych. Echa tych odwiedzin w „stolicy ekonomów” zawarł w powieści Gromada (1913) oraz w Ży­wocie i myślach Zygmunta Podfilipskiego (1898). Jednym z głów­nych bohaterów Gromady jest Stefan Czemski, ziemianin — de­mokrata, pochodzący z Lublina, gdzie ojciec jego był lekarzem. Stefan uczył się w lubelskim gimnazjum i ukoń­czył je przed wybuchem strajku. Po studiach w Niemczech otrzymał od ojca folwark Niespuchę. O jego ojcu, lekarzu, mówił inny bohater powieści, Józef Boniecki, ziemianin z łowickiego:To luminarz prowincjonalny. Rozum tęgi, jeszcze tęższa gęba, kultura ogromna — ma zbiory muzealne, własny dom tak postawiony, że mu się przed oknami cały Lublin pod stopki ściele. Z okien domu dra Czemskiego Boniecki widzi „kadłub forteczny” Bramy Krakowskiej, przebity „niską, głęboką paszczą, w której przepadali ludzie i wozy”, wi­dzi wielkie żółte gmachy katedry i kapituły, pałac biskupi, „krenelową” koronę zamku Leszka Czarnego, dzisiaj turmy, dachy dawnego prześwietnego Trybunału, mury Dominika­nów, pamiętające Kazimierza Wielkiego, „święty przybytek Unii Lubelskiej”. Jak Boniecki, tak i sam autor czuł się wśród tych wielkich pamiątek uczestnikiem dawnej świetności i chwały. Współczesny mu Lublin pisarz charakteryzuje od strony ruchu ulicznego i „koncertu zapachów”: Sklepy ogłaszały swą zawartość nie tylko za pomocą szyldów lecz i zapachów: cukier­nia buchała „litewskim” masłem, skład apteczny dajweldrekiem, tylko księgarnia wystawiała mozaikę druków mniej więcej bezwonnych.

Pomysł powieści Żywot i myśli Zygmunta Podfilipskiego zakiełkował w czasie podróży autora pociągiem z Warszawy do Lublina, a samą powieść skomponował w Samoklęskach w ciągu 3 miesięcy. Główny bohater powieści Podfilipski od­bywa koleją podróż do Lublina w towarzystwie swego wielbiciela, literata Jacka Ligęzy – ten patrzy przez okno pociągu na zbliżającą się panoramę Lublina w porannym świetle. Miasto wyglądało wtedy „żywo, ozdobnie, zamożnie”. W najbliższej miejscowej restauracji spotkali paru znajomych ze wsi, między innymi pannę Elizę R***, która przyjechała do Lublina w sprawie rozwodu. Podfilipski w rozmowie z p. Elizą nazwał Lublin „stolicą ekonomów”.
W powieści Hetmani (1911) niemiecki dygnitarz pochodze­nia żydowskiego Wawrzyniec Latzki w rozmowie z głównym bo­haterem powieści Tadeuszem Sworskim przyznaje się, że jego dziadek pochodził z Lublina:
Byłem tam niegdyś dzieckiem — czy stoją jeszcze te duże stare bra­my: Krakauer und Grodzka? [...]. I wąska brudna ulica pod górę, jednak pomiędzy pokaźnymi budynkami. Pamiętam dom mojego dziadka: ciemne, niskie pokoje przy długich drewnianych galeriach podwórza, świeczniki mosiężne z polskimi orłami.
Lublin z r. 1809 Weyssenhoff ukazuje w noweli Pani Teodora (1912). Zdziwaczała stuletnia rezydentka dworu magnackiego, pani Teodora, opowiada autorowi o swoich przeżyciach w związku z wjazdem księcia Józefa przez Krakowską Bramę: z balkonu swego mieszkania rzuciła bukiecik kwiatów na pierś księcia, a ten odrzucił go z powrotem na balkon. Szczegóły wjazdu ks. Jó­zefa do Lublina, opowiedziane przez p. Teodorę, oparł Weyssen­hoff na Pamiętnikach Kajetana Koźmiana.

Władysław Reymont

Pamiętniki Koźmiana były także jednym ze źródeł powieści historycznej Rok 1794 autorstwa noblisty, Władysława Reymonta (1867—1925). W I cz. tej trylogii pt. Ostatni sejm Rzeczypospolitej (1913) jest mowa o zdrajcach przekupionych przez Rosjan, są to Miączyński i Nowakowski. O Miączyńskim, pośle lubel­skim na sejm grodzieński, Woyna w roz­mowie z Zarębą mówi: Piekło wydało tego łotra z najgłębszych czeluści. Kostera, pijak i parricida [...] Gardziel nienasycona, dziurawa kieszeń i robaczywe su­mienie. Zawsze gotów na największe łajdactwo. A poza tym niezrównany bibosz, czarujący hulaka, cynik i pierwszy kpiarz na świecie. O drugim stronniku Rosji, Nowakowskim opowiada Hłasko: Zdatny do wszystkiego i ma takie reguły, że zarówno lubi ruble jak i talary [...] Znałem go w swoim czasie w Lublinie; czepiał się wtedy poły sędziego Koźmiana, lecz pono i na swoją rękę szachrował. Nie musiał mnie zapomnieć, bo razu pewnego wesołej okazji z panem Granowskim, spławiliśmy go w Bystrzycy.
W II cz. trylogii pt. Mi desperandum (1916) rezy­dent rotmistrz Nałęcz chwali się przed Zarębą, że nagi, w ba­chusowy jeno wieniec przystrojony, jeździł po Lublinie w motii z Granowskim na ogromnej beczce piwa.
Na hucznych zabawach u starościny sieradzkiej p. Kossowskiej w Bełżycach bywał prawnik z Lublina, Bonawentura Węgliński zwany Bonusiem, lubelski palestrant (prawnik) Panny za nim przepadają, zasię kawalerowie mają go za swego arbitra elegantiarum. Sekunduje mu słynny Piotruś Badowski [...] żarłok, opój, facecjonista, kostera i gracz w szable. Obok targowiczan car­skich i pruskich jurgieltników, bezmyślnych hulaków w Lubelskim było wielu patriotów: jakobin Konopka jeździł do Lub­lina, by utworzyć tam filię Klubu Przyjaciół Złączonych. Na zebraniu Warszawskiego Komitetu Spiskowego jako delegat województwa lubelskiego pojawił się Piotr Potocki, kasztelan lubelski.

Stanisław Brzozowski

W latach 1888—1893 uczył się w gimnazjum lubelskim Stanisław Brzozowski (1878—1911), pochodził z Maziarni k. Wojsława (pow. chełmski). Już w wieku 11 lat, jako gimnazjalista, pisał wiersze i dramaty. W okresie Młodej Polski zasłynął jako wybitny krytyk literacki, filozof i powieściopisarz. Najważniejsze jego dzieła to Legenda Młodej Polski (1909), Współczesna powieść polska (1906), Płomienie (1908) i Głosy wśród nocy (1912).

Jan Riabinin

Przeszłością Lublina zajmował się lublinianin pochodzenia rosyjskiego, Jan Riabinin (1878—1942). Naukę szkolną rozpoczął w gimnazjum lubelskim, ukończył w Moskwie, studiował również na wydz. historycznym moskiewskiego uniwersytetu. Od 1904r. pracował w Archiwum Głównym Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Petersburgu, gdzie opracował dział polski (Archiw Carstwa Polskowo 1914). W 1921 wrócił do rodzinnego miasta. Tu zajął stanowisko archiwisty, a od 1928 - kustosza Archiwum Państwowego, w którym przewertował wszystkie księgi miejskie. Posłużyły mu one do napisania kilkunastu cennych dzieł z zakresu historii Lublina: Materiały do historii m. Lublina 1317—1792 (1938), Lauda miejskie lubelskie XVII w. (1934), Rada miejska w w. XVII i XVIII (1931, 1933), Lekarze w księgach miejskich lubelskich XVI—XVII w. (1933), Teatr i zabawy w Lublinie za Stanisława Augusta (1932), Lublin i Lubelszczyzna w przededniu powstania styczniowego (1925), Archiwum Państwowe w Lublinie (1926). Bibliografia wszystkich jego prac obejmuje 70 pozycji.

Ludwik Stanisław Liciński

Ludwik Stanisław Liciński (1874—1908) z Kamionki (d. pow. lubartowski) również uczył się w lubelskim gimnazjum, jednak matury nie zdał – został wyrzucony ze szkoły. Podobnie zakończyły się jego studia w Radomiu, Zamościu i Chełmie. Z „wilczym biletem” wrócił do rodzinnej Kamionki, skąd… wypędził go ojciec, gdyż zabił kamieniem jego ulubionego psa. Wtedy na pewien czas zatopił się w życiu włóczęgi: nocował – w lepszym wypadku – w domach noclegowych, w trudniejszych momentach – w aresztach Galicji i Królestwa. Podczas wędrówek poznał życie lumpenproletariatu Krakowa i Warszawy; nie zmarnował tej wiedzy – posłużyła jako materiał do autobiograficznej książki Z pamiętnika włóczęgi (1908). G. Glass nazwał ją „pierwszą w Polsce deklaracją buntu człowieka”. Makabryczne sceny z życia prostytutek, alfonsów i nożowców zawiera druga książka Licińskiego pt. Halucynacje (1911), która kończy się „Małym epilogiem”: Chciałbym was uczyć Boga. Ale wy uczcie się pierwej Człowieka. Jednego w drugim odnajdziecie.
Pod wpływem H. Łopacińskiego, już w czasie nauki w gimnazjum, Liciński zaczął się interesować etnografią pow. lubartowskiego – później publikował artykuły w „Wiśle”.

Feliks Brodowski

Podobne losy jak Liciński, przechodził o 10 lat starszy od niego lublinianin Feliks Brodowski (1864—1934). Gdy w r. 1875 wstąpił do II klasy gimnazjum lubelskiego, był chłopcem przeczulonym, niezdolnym do pracy systematycz­nej. Zakrzykiwany przez kolegów i nauczycieli, uciekał z lekcji i całe godziny spędzał w drwalni lub na stryszku z sianem. Matka przeniosła go więc do szkoły realnej w Równem, którą ukończył w r. 1883. Studiował agronomię w Instytucie puławskim, ale po 2 latach musiał przerwać naukę. Odtąd przez 10 lat żył podobnie jak Liciński: mieszkał w Warszawie w norach piw­nicznych z żebrakami i przestępcami, tygodniami głodował, utrzymywał się z pisania listów służącym i prostytutkom oraz próśb żebrakom. „Była we mnie niemoc czynu, która w pewnym dość długim okresie mego życia ujawniała się po prostu w jakimś zaniku czy przytłumieniu zmysłu pracy” — przyznał Brodowski we Wspomnieniach. Dopiero w r. 1896 poprawiła się jego sytuacja materialna. Zdobył pracę jako urzędnik w Komisji Włościańskiej w Warszawie, gdzie pracował do r. <?xml:namespace prefix = st1> 1900, a w latach 1905—1914 w Łomży. W okresie międzywojennym jako znawca spraw włościańskich wydał kilka prac nt. ustawodawstwa agrarnego w Kró­lestwie.
Pracę literacką Brodowski rozpoczął w 1889 nowelami i felietonami, które zamieszczały „Prawda” i „Ogniwo”. Utwory te oparte na własnych przeżyciach wydał w zbiorach: Ogniwa, Chwile (1903), Liote (1905), Stracone liście (1905), Drzewa (1907). Utwory pisane w wolnej Polsce świadczą o jego skłonności do mistycyzmu, przejawia się to zwłaszcza w dwóch książkach: Dom cedrowy (1922) i O duszę Polski (1921).
W Domu cedrowym przypomina sobie Brodowski, gdy po „opuszczeniu Instytutu puławskiego przylgnął na pewien czas „do życia dość nieciekawej prowincjonalnej cyganerii” (w Lublinie), spędzając czas w towarzystwie wesołych kolegów, kelnerek różnych knajp czy nawet ulicznych dziewcząt. Mile wspominał powroty do domu o świcie:
Miasto, które za dnia budziło we mnie odrazę, nad ranem, gdy jeszcze nie ocknęło się ze snu miało w sobie coś z dziecka uśpionego — i chętnie by się je pocałowało [...] A taka dzielnica żydowska! Coś potwornie odrażającego, a tak w ów moment brzasku jeszcze uśpionego, cudowne, że godzinami by ją pieścić i okiem, i sercem.
Lata dzieciństwa spędzone w Lublinie, opisał Brodowski w Mojej biografii (1915—16) i we Wspomnieniach (1929).

Wacław Gąsiorowski

Ze wspomnianych Pamiętników Koźmiana korzystał również Wacław Gąsiorowski (1869—1939), pisząc swój Rok 1809 (1903). Główny bohater po­wieści Tadeusz Zabielski był kancelistą w Rządzie Cyrkularnym Lubelskim, a następnie burmistrzem w Ostrowcu. Jego kolegą z biura lubelskiego był Dyzma Rudzki – ten zniknął nagle z Lublina i pojawił się w Warszawie jako szpieg austria­cki, ukrywając się pod nazwiskiem Szczygielski, grał poważnego mieszczanina. Patriota Zabielski zamierzał go zdemaskować, jednak Rudzki okazał się sprytniejszy. Zabielski w walce ze szpiegiem przegrał kilkakrotnie, a nawet o mało nie stracił życia.

Władysław Orkan

Władysław Orkan (1876—1930), wł. Franci­szek Smreczyński, powieściopisarz, dramaturg i liryk, przydzielony został w 1915r. jako chorąży do sztabu 4 pp. Le­gionów, z którym odbył kampanię od Ostrowca na Litwę. Z powodu choroby wrócił we wrześniu tego samego roku na swoje stanowisko w Biurze Prasowym Komendy Legionów w Piotrkowie, a następnie przeniósł się do Lublina; tu przygotował do druku książkęDrogą czwartaków. Fragment jego wrażeń z wolnego od Rosjan Lublina:
Czuło się po martwocie ziem Zawisła, po oziębłej rezerwie Piotrkowa, że się do Polski wjechało. Ulice rojne, tętniące ruchem oswobodzenia twarze radosne, okrzyki witające — życzliwość oczu spotykanych — gościnność otwarta serc — entuzjazm wolności. Młodzież z piwnic wywarła na ulicę — już w szeregach ochotniczych, w szarych mundu­rach strzeleckich. Wszystko to w obliczu walki, przy bliskim huku dział.
W czasie pobytu w Lublinie Orkan zamieszczał wiersze w „Ziemi Lubelskiej” np. Gdybym był sercem dzwonu, Otwórzcie się zawierzę, Poległym w boju, brał też udział w „Wieczorze pieśni”, urządzonym 11 stycznia 1916 r., deklamując swoje wiersze. Fragmenty jego Drogi czwartaków i Przejścia Wisły pod Annopolem drukowała „Ziemia Lubelska”.

DRAMAT

Stanisław Przybyszewski w Lublinie

Lublinianie zapoznawali się z modernistycznym dra­matem dzięki teatrowi. W r. 1899 grano Dzwon zato­piony Hauptmanna, w 1900 Zaczarowane koło Lucjana Rydla, w 1901 r. Złote runo Stanisława Przybyszewskiego, w r. 1902 Dla szczęścia tego autora. W dniach 8 i 9 sierpnia 1903 r. pod kierunkiem artystycznym Przybyszewskiego wystawio­no dwie jego sztuki: Dla szczęścia i Matkę: Dość licznie zebrana publiczność — pisze recenzent „Gazety Lubelskiej” — wywołała kilkakrotnie autora, który ze swej stro­ny wyraził odpowiednimi gestami podziękowanie p. Leśnioskiej. Przybyszewski zamieścił poza tym w „Gazecie Lubelskiej” serdeczne podziękowanie dla lubelskiej publiczności za gościnne przyjęcie. W kilka lat później grano jeszcze w lubelskim teatrze Odwieczną baśń i Śnieg tegoż autora.

Dramat modernistyczny w teatrze lubelskim

Później teatr lubelski wystawiał Ijolę i Wianek mirtowy Żuławskiego oraz dramaty Wyspiańskiego: Wesele (1908) i Sędziów (1909).
W teatrze lubelskim zmieniały się zespoły aktorskie: grupa Morozowicza, Myszkowskiego, Bolesławskiego. Grywano wszystkie nowości wystawiane w Warszawie, Lwowie czy Krakowie: sztuki Przybyszewskiego, Rydla, Kisielewskiego, Perzyńskiego, Gorczyńskiego, Feldmana, przeróbki sceniczne powieści i nowel Sienkiewicza; zapoznano lublinian z Ibsenem i Strindbergiem, uwzględniano przy tym repertuar klasyczny: Fredro, Molier, Schiller i Szekspi­r. Dyrektor Henryk Morozowicz (1900-1903) wystawił nawet dwie własne komedie: Sąd diabelski w Trybunale lubelskim (1901) i Kosztem żony (1902). Najchętniej oglądano jednak farsy, wo­dewile i operetki.

Recepcja Wyspiańskiego w Lublinie

W r. 1911 „Kurier” stwierdził, że w Lublinie rozwinął się kult Wyspiańskiego w dużo większym stopniu, niż w innych miastach. W Lublinie Wesele miało swoje pierwsze przedstawienie w Królestwie, tu wystawiano Klątwę i fragm. Wyzwo­lenia. Kult autora Wesela propagowało też lubelskie „Światło”, wy­stawiając na przedstawieniach amatorskich w całości lub we fragmentach Bolesława Śmiałego, Klątwę, Legion, Warszawianką Wyzwolenie.
Popularyzowano twórczość Wyspiańskiego także w artykułach „Kuriera” i odczytach. Powstało studium o Wyspiańskim dra M. Biernackiego drukowane w odcinkach w „Kurierze” w latach 1907 i 1908 oraz praca Daniela Śliwickiego pt. Twórczość Stanisława Wyspiańskiego, wyd. w Lublinie w r. 1907.

Twórczość Wyspiańskiego związana była głównie z Krako­wem i jego najbliższą okolicą (Bronowice), Lublin pojawia się tylko w scenie XI i XII Zygmunta Augusta w związku z uroczystością zawarcia unii lubelskiej. W scenie XI król prowadzi na zamku rozmowy z Hozjuszem, Chodkiewiczem i Czarnkowskim, a w scenie XII wzywa do przysięgi w sali sejmowej.
Na wieczyste wspólne znoje,/ na wieczyste wspólne życie /czyli w złym czy w dobrym bycie/ Boże, przyjdź Królestwo Twoje. – Ten czterowiersz powtarza chór. Podczas przemówienia króla ściemnia się, błyska się, grzmi, uderza piorun; w czasie ślubowania chóru słychać odgłos trąb, gromów i dzwonów.
Wyspiański pisząc ten dramat korzystał z diariusza sejmu lubelskiego, wydanego przez Kojałowicza i opierał się na obrazie Matejki Unia lubelska.

Lucjan Rydel o Lublinie

Być może fragmenty dramatu Wyspiańskiego zainspirowały drugiego krakowskiego poetę, Lucjana Rydla (1870— 1917), który w III cz. trylogii Zygmunt August pt. Ostatni (1913) opisał unię lubelską również bazując na obrazie Ma­tejki. W akcie IV, po szczegółowym opisie sali zamkowej: jej de­koracji, sprzętów i przedmiotów, Rydel wymienia wszystkie ważne osobistości obu narodów, relacjonuje przebieg obrad senatu i zaprzysiężenia unii. Akt kończy się uroczystym pochodem uczestników unii do kościoła. Koloryt lokalny został zaznaczony mało dokładnie: z okna sali zamkowej widać tylko wieżę ratusza lubelskiego, a do sali za­glądają ciekawi mieszczanie lubelscy, np. chłop w sukmanie, którego Frycz Modrzewski wciąga do sali.

LUBELSKI RZĄD TYMCZASOWY WE WSPOMNIENIACH PISARZY

Wspomnienia z okresu Tymczasowego Rządu zapisał Wacław Sieroszewski (1858-1945), który odwiedził Lublin już w sierpniu 1917 r. jako prelegent (mówił o Rumunii).
W rządzie lubelskim pełniłem obowiązki kierownika propagandy. Strug, Hołówko i ja wzięliśmy się ochoczo do roboty, planując cały szereg zebrań, wieców, odczytów, wydawnictw, które by szeroko rozlały się po całym kraju, idąc w ślad za rozbrajaniem i wypędzaniem oku­pantów [...] Należało szybko przygotować wybory do Konstytuanty. W tym celu zaczęliśmy organizować z obecnej w Lublinie młodzieży odczytowców i literatów. Robota „kipiała”. Ale Daszyński kazał Sieroszewskiemu jechać do Warszawy, żeby ją poruszyć i na stronę rządu lubelskiego skłonić. Opiekę nad propagandą Sieroszewski powierzył Strugowi i Hołówce.
Wspomnienie z pierwszych dni listopada 1918 r. znaj­dujemy też u Ewy Szelburg. W opowiadaniu pt. Zwany Dobrym, a którego przezywano także Donkiszotem (czyli o dy­rektorze Władysławie Kunickim) pisze:
[...] okupantów austriackich wymieciono wtedy co do jednego zie­lonego munduru. Gmachy i ulice okryły się błyskawicznie czerwienią, bielą i amarantem. W pobliżu pomnika historycznej unii stał na balkonie nad falującym radośnie tłumem w zrywach okrzyków pierwszy rząd niepodległej Rzeczypospolitej. Donkiszot w te rozpłomienione dni za­niedbujący pierwszy raz szkołę, z sercem jaskrawo czerwonym, w za­padniętych od gruźlicy piersiach, z czerwoną odznaką na ramieniu, w zwykłym swym wytartym paltocie i z binoklami dyndającymi na cienkim, czarnym sznureczku w roli jednego z komisarzy rządu przy­kładał na urzędowych papierach okrągłe pieczęcie sprawniej niż szkolne-pieczątki, choć ręce mu drżały nadmiernie wzruszeniem.

PRASA LUBELSKA

Z nowymi prądami literackimi zapoznawało czy­telników polskich w latach 1887—1890 warszawskie „Życie”, re­dagowane przez Zenona Przesmyckiego (Miriama). „Życie” czy­tano także w Lublinie. Wincenty Dawid w „Gazecie Lubelskiej” z r. 1889 zamieścił pozytywną recenzję tego pisma: Za­nadto realizm przechylił się ku krańcowości aby mógł dłużej przygniatać świeższe umysły, pragnące zawsze odetchnąć w wolnej krainie światła i piękna. Z tego też powodu i pismo podtrzymujące te szlachetne i poetyczne dążenia, ma rację bytu. Nieco inny stosunek do nowego kierunku reprezentował redaktor „Gazety Lubelskiej”, Zdzisław Piasecki. W notatce z r. 1894 nazwał Maeterlincka apostołem nowej „kołowacizny literackiej” i żałował, że symbolomania zaczyna grasować i w Lublinie, niestety propa­gowana przez damy, mające pretensję do wykształcenia. W r. 1899 oburzał się na „kołowaciznę” najmłodszych galicyjskich poetów w związku z hołdem złożonym Tetmajerowi przez lwowskich akademików. „Gazeta Lubelska”, jedyny polski organ prasowy na Lubelszczyźnie od r. 1879 przez ćwierćwiecze wypełniała swój pozytywistyczny program, z dezaprobatą odnosząc się do no­wych kierunków literackich po r. 1890. Mimo to „Gazeta Lubelska” publikowała młodopolskie wiersze Arnsztajnowej i przekłady Konrada Zaleskiego z modernistów czeskich. Lata rewolucji przerwały spokojną pracę: 30 grudnia 1905 r. władze carskie za­wiesiły jej działalność. Wkrótce pojawił się „Goniec Lubelski”, ale tylko na 4 dni…  
Rok 1906 to pun­kt zwrotny w historii lubelskiej prasy: w miejsce „Gazety Lubelskiej” pojawiły się dwa dzienniki o skrajnie odmiennych poglądach społecznych: radykalizujący „Kurier” i endecka „Ziemia Lubelska”, wspomagana przez „Polaka-Katolika”.

CIEKAWOSTKI

Idea walki zbrojnej o niepodległość

Ideę walki zbrojnej o niepodległość, wyciszoną w okresie pozytywizmu, zaczęto znów nagłaśniać u schyłku tego okresu pod wpływem Trylogii Sienkiewicza i na początku XX w. za sprawą utworów Żeromskiego, Gąsiorowskiego i Wyspiańskiego. Zbliżający się konflikt zbrojny między państwami centralnymi a Rosją rozbudzał w Polakach nadzieje na odzyskanie niepodległości albo przynajmniej wyzwolenie spod ucisku caratu. Od 1908 w Galicji i Królestwie powstawały organizacje militarne. W Lublinie przed 1914 też działała organizacja strzelecka, o której wspomina Jerzy Ostrowski w powieści Sztandar na maszcie. Drukowano odezwy i broszury, przygotowywano kadry do przyszłej walki, gromadzono broń. Gdy zaczęła się wojna, lotne oddziały POW prowadziły akcję dy­wersyjną na tyłach armii rosyjskiej. Jako najzdolniejszy do­wódca wyróżnił się Józef Korczak (pseud. Piotr), uczeń ostatniej klasy gimnazjum im. Staszica. Gdy Rosjanie wycofali się z Lublina, 30 lipca 1915 r. do miasta wjechali ułani Ostoi i Beliny. Napisał o tym Strug w Odznace za wierną służbę i J. Ostrowski w Sztandarze na maszcie oraz W. Orkan w kro­nikarskich zapiskach Drogą czwartaków (1916).

 

Maria Dą­browska w Lublinie
W kwietniu 1916 r. przebywała w Lublinie Maria Dą­browska. Wygłosiła 6 odczytów o kooperatywach an­gielskich i fińskich. Życzliwie i serdecznie współpracowała na terenie Wydziału Społeczno-Wychowawczego (LSS) pisze o niej W. Papiewska w art. Z walk o oświatą i kulturą. W „Dzienniku Lubelskim” z 1916 Dąbrowska zamieściła artykuł pt. Sienkie­wicz mojego dzieciństwa.

 

Opowieść o „magiecie” z Lublina
Jednym z głównych współpracowników Żeromskiego w dzia­łalności kulturalno-oświatowej był literat Gustaw Daniłowski (1872—1927), autor powieści z życia rewolucjonistów: Z minionych dni (1902) i Jaskółka. (1907). W pierwszej z nich głównemu bohaterowi Wiktorowi Gintowtowi kupiec Icek opowiada w miasteczku Trupcu o pewnym „magiecie”, który mieszkał w Lublinie: Gdy do Lublina przyszło „straszne wojsko francuskie”, wtedy magiet posłał do „Napoliona” myszuresa z ładną pierzyną i „fajn” poduszką. „To jak on (tj. Napoleon) nazad wracał, to poszedł naumyślnie na Lublin, a magiet patrzył w lufcik. To on mu się do ten lufcik dwa razy ukłonił z kapeluszem i powiedział: błagadariu, błagadariu. Tak że wszyscy wi­dzieli i słyszeli.
Daniłowski wykorzystał jedną z licznych legend, które krążyły po lubelskim getcie.

 

Ignacy Dąbrowski na Poczekajce
Na Poczekajce, w posiadłości Andrzeja Struga swoją powieść Śmierć ukończył (1891) Ignacy Dąbrowski (1869—1932).

 

100 lat Juliusza Słowackiego
Setną rocznica urodzin mistrza Młodej Polski, Juliusza Sło­wackiego (1809-1849) uczczono również w Lublinie. Teatr zawodowy wystawił Sen srebrny Salomei, Horsztyńskiego, Balladynę (po raz pierwszy grano ją w całości w r. 1900), a teatr amatorski „Światła” zapoznał lublinian ze Złotą Czaszką iNową Dejanirą. Innym elementem „obchodów” urodzin wieszcza było podpisanie w czerwcu 1909 protestu z powodu zakazu sprowadzenia zwłok Słowackiego na Wawel.

 

Towarzystwo Literacko-Naukowe
W czerwcu 1910 utworzono Towarzystwo Literacko-Naukowe, którego prezesem został dr M. Biernacki.
 
 
 
                                            Opracowała Elżbieta Zasempa
 

 

Literatura

A. Grychowski, Lublin w życiu i twórczości pisarzy polskich, Lublin 1965.