Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Katarzyna Michalak na spotkaniu z cyklu „Magiczne Oko”

„Magiczne oko. Opowieści z Lubelskiego Radia” - spotkanie z Katarzyną Michalak, 08.11.2006

Motto twórczości radiowej
Na początku najważniejsze było opowiadanie historii. Dopiero teraz dorastam do tego, jakie tworzywo jest mi dane, czym naprawdę jest dźwięk.
Słuchanie jest naszą pierwszą umiejętnością, którą mamy już jako dziecko w łonie matki. I to jest ta umiejętność, którą niestety tracimy z biegiem czasu ucząc się oglądać świat. Myślę, że zadaniem naszym – reportażystów – jest to, aby przywrócić tę pierwszą, podstawową umiejętność i sposób poznawania świata, czyli słuchanie. Słuchanie świata, słuchanie drugiego człowieka.

Opowiadanie świata
Myślę, że rodzimy się z pragnieniem opowiadania świata, zatrzymywania rzeczy ważnych, momentów ulotnych. I dopiero później każdy z nas –  wrażliwców, o jakichś artystycznych zainteresowaniach – znajduje sobie to tworzywo, w którym chce się wypowiedzieć.
Nie wiem, skąd się wzięła we mnie chęć opowiadania świata. Zawsze miałam wewnętrzną potrzebę, aby zatrzymywać zwykłe, prozaiczne sprawy: to, w jakim humorze jest mama, tato, co wydarzyło się w szkole. Potem zrodziło się moje wielkie zainteresowanie teatrem, wreszcie literaturą - wybrałam filologię polską.

Radiowe początki
Po ukończeniu studiów złożyłam podanie do Rozgłośni Regionalnej Polskiego Radia w Łodzi. Powiedziano mi, że na pozytywna odpowiedź mogę czekać nawet kilka lat. Podjęłam więc pracę w szkole. Po 6 miesiącach zadzwoniono do mnie z Radia Łódź, że mogę zostać współpracownikiem. Przez trzy lata rano byłam nauczycielką, uczyłam języka polskiego, a wieczorami chodziłam do radia. Uczyłam się montażu, robiłam pierwsze wstawki i po dwóch latach takiego terminowania zrobiłam pierwszy reportaż.

Droga do reportażu
Reportaż odkryłam bardzo późno, nie znałam tej formy. Radio kochałam od zawsze, było dla mnie ważne. Często włączałam radio dla osobowości, dla głosów – dla Beksińskiego, Kaczkowskiego, Niedźwiedzkiego. Z dzieciństwa pamiętam miłość do słuchowisk. Ale reportażu nie znałam. Dopiero robiąc wstawki dla Redakcji Aktualności, biegając na konferencje prasowe polityków, na wernisaże – bo z różnymi redakcjami współpracowałam, stwierdziłam, że to piękna sprawa opowiadać dźwiękiem ludzkie historie. Ale trzy minuty to za mało, żeby opowiedzieć coś ważnego, ciekawego. Zauważyłam, że są szczęśliwcy, którzy nocami „dłubią” te dłuższe formy i postanowiłam do nich dołączyć. Tak trochę po omacku, bo w Łodzi nie było Redakcji Reportażu i – pomimo różnych wybitnych osobowości, które w radiu pracowały – nie miałam tam mentora.
Już jako słuchaczka rankingu reportaży Programu III Polskiego Radia zwróciłam uwagę, że są takie osoby jak Anna Kaczkowska, Czesława Borowik, Małgorzata Sawicka, które robią coś zupełnie innego. W ich reportażach zauważałam jakąś głębię, operowanie ciszą, niesamowite zbliżenie się do rozmówcy. To była inna jakość. Już w Łodzi zaczęłam dzięki „Trójce” słuchać również reportaży z Lublina.

Tematy radiowe
W Polsce na szczęście reportaż wspaniale się rozwija, mamy mistrzów reportażu literackiego, mamy wspaniałych dokumentalistów telewizyjnych, reportażystów radiowych. Ale czy ci ludzie podobnie szukają tematów? Kiedyś myślałam, że tak, że wystarczy wrażliwość, owo pragnienie opowiadania historii, szacunek dla drugiego człowieka, miłość do drugiego człowieka, empatia. Ale czy to wystarczy reportażyście radiowemu?
Radiowiec musi szukać tematu uchem – nie wiedziałam tego od razu. Przełomowym momentem było moje pierwsze Seminarium Reportażystów w Kazimierzu Dolnym w 1999 roku. Wtedy ta impreza była niezwykle twórczym spotkaniem mistrzów i uczniów, połączonym z warsztatami i przesłuchaniami. Spotkałam tam Edwina Brysa, wybitnego reportażystę z Belgii, laureata Prix Italia, ale również wykładowcę, teoretyka reportażu. To on powiedział, żeby szukać tematu uszami. To było dla mnie bardzo odkrywcze. Szukajmy takich tematów, które najpełniej, najpiękniej można opowiedzieć w radiu.
 
Radio i życie
W Lublinie czuję się ciągle „nowa”, choć to już siedem lat. Myślałam, że już nie zdążę zawiązać tutaj nowych przyjaźni – bo macierzyństwo, mnóstwo obowiązków, ale mi się to udało właśnie dzięki radiu. Wszystkie bliskie mi osoby są związane z radiem – są to albo moi koledzy, albo bohaterowie moich reportaży, którzy są dla mnie bardzo, bardzo ważni.

„Niebieski płaszczyk”- Prix Italia 2006
Jest to historia osobista pewnego marzenia i oczekiwania na spełnienie tego marzenia. Ale także opowieść o dorastaniu w PRL-u i właściwie cały życiorys pewnej pięknej osoby. I opowieść o przyjaźni ludzi z dwóch końców świata
Takie historie-perły są realizowane miesiącami,a nawet  latami, ponieważ tworzymy je powoli, obok bieżącej produkcji. Bardzo trudno jest znaleźć na to czas. Nad reportażem „Niebieski płaszczyk” pracowaliśmy około 4-5 miesięcy, oczywiście nie ciągle. W Redakcji Reportażu  każdy autor przygotowuje dwa reportaże w miesiącu. Dla porównania powiem, że Skandynawowie czy Niemcy, robią 2-3 projekty w roku i mogą z tego wyżyć.
Ta nagroda powędrowała nie tylko do mnie, ale i do realizatora Artura Giordano. Chciałabym podkreślić, że niezwykłą sprawą jest to, czego dokonał w tej audycji realizator dźwięku.
Najtrudniejsze jest znalezienie takiego realizatora jak Artur. Chodzi tu o jakieś irracjonalne połączenie wrażliwości. Artur odgaduje to, co ja sobie wyobraziłam i jak chcę to opowiedzieć dźwiękiem , przychodząc do studia. Czasem wystarczy kilka zdań rzuconych przez telefon, a on to wspaniale „łapie” , wyraża w muzyce, bo jest także kompozytorem.

Tajniki realizacji „Niebieskiego płaszczyka”.
Artur Giordano (gość specjalny spotkania):
Nie chodziło nam o to, by wykorzystać wiele efektów, obrabiać dźwięk, bawić się tym. Tu nie chodziło o efekciarstwo – i to też było właśnie docenione, że ta forma przystaje do treści.
Pomysł pokazania tej historii przez pryzmat przemian społecznych w Polsce od razu podchwyciliśmy wspólnie z Kasią. Słuchając tej historii, razem podjęliśmy decyzję, że jest to najwłaściwszy sposób jej przedstawienia. Pozostał nam tylko dobór środków. Kasia wyszukała wszystkie te materiały, a ja pracowałem nad koncepcją ich płynnego układu. Dużym wyzwaniem technicznym było odszumienie nagrań archiwalnych, które niestety były bardzo złej jakości. Nagrywanie Danusi (Danuty Radzkiej - bohaterki reportażu), było już tylko przyjemnością.
Zabiegi realizatorskie są w reportażu najmniej ważne, bo tutaj treść trzyma wszystko. To, co się dzieje obok historii, ma dawać słuchaczowi odczucie, że on wchodzi w tą historię. Po prostu słucha i jemu ta historia się podoba.

Temat na Prix Italia!
Danuta Radzka – bohaterka reportażu (gość specjalny spotkania):

Z Australii przywiozłam mamie nagraną taśmę magnetofonową. Artur był u nas na kolacji i mój mąż zapytał, czy mógłby tą taśmę „odszumić”, aby mama mogła dobrze jej posłuchać. Artur odsłuchał fragment i powiedział, że zna dziewczynę – anioła, która zrobi z tym coś wspaniałego. Kasia mówiła mi potem, że Artur zadzwonił do niej i powiedział: „Kasiu, mamy materiał na Prix Italia!”


Transkrypcja: Barbara Zarosińska, 2006

Zdjęcia

Słowa kluczowe