Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Józef Łobodowski – Opowiedz kolegom o poecie

Lubelski pisarz, Marcin Wroński proponuje, w jaki sposób można opowiedzieć o skomplikowanych losach Józefa Łobodowskiego.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Najkrócej mówiąc...

Józef Łobodowski urodził się w 1909 roku, a zmarł w 1988. Przed II wojną światową należał do najbardziej docenianych poetów, jednak później jego nazwisko stało się w kraju niemal nieznane. Przyczyną była jego emigracyjna działalność antykomunistyczna prowadzona z równą żarliwością, z jaką, będąc młodym człowiekiem, propagował właśnie komunizm. Zadebiutował jeszcze jako uczeń liceum tomikiem Słońce przez szpary (1929), a jego czwarty tomik O czerwonej krwi (1932) został skonfiskowany przez cenzurę za obrazę religii i moralności. W połowie lat 30. poeta zerwał jednak z komunizmem. Walczył w kampanii wrześniowej, po czym – próbując dostać się do polskiego wojska w Anglii – został aresztowany w Hiszpanii i tam już pozostał. Po wojnie pracował w polskiej sekcji Radia Madryt i publikował w pismach emigracyjnych, m.in. w paryskiej „Kulturze” i londyńskich „Wiadomościach”. Szczególnie bolały go zadrażnienia między Polakami a Ukraińcami, i był jednym z pierwszych publicystów dążących do zbudowania lepszych stosunków między naszymi narodami.

Czy ciekawi ludzie mają ciekawe dzieciństwo?

Różnie z tym bywa, ale dzieciństwo i wczesna młodość tego poety nie należały do zwyczajnych. Niestety wiązało się to też z tragicznymi wydarzeniami, które uczyniły z Łobodowskiego naprawdę twardego faceta. Może znasz powieść albo film Przedwiośnie? Jego bohater, Cezary Baryka, to polski chłopak mieszkający z rodzicami w głębi Rosji, na Kaukazie. Na własne oczy widzi rewolucję, traci bliskich i nie bez trudności wraca do Polski – o której marzył i która boleśnie go rozczarowuje. Z Józefem Łobodowskim było bardzo podobnie. Jego ojciec służył jako oficer w armii carskiej i tuż przed rewolucją został przeniesiony na Kaukaz. Wkrótce zmarł, a młody Józef – podobnie jak Cezary Baryka – musiał nawet kraść, żeby on, matka i siostry miały coś do jedzenia. Gdy po wojnie polsko-bolszewickiej w 1922 roku mogli już wrócić do Polski, w pociągu umarła z wyczerpania jedna z sióstr przyszłego poety. Łobodowski z matką i jedyną już siostrą, Wandą zamieszkali w Lublinie, gdzie trzynastoletni Józef zaczął naukę w Gimnazjum im. Zamoyskiego. Jak mu szło w nowej szkole? Dobrze, choć niespecjalnie przykładał się do nauki, a koledzy wydawali mu się bardzo dziecinni – nie przeszli takiej szkoły życia jak on. Miał jednak szczęście trafić na nauczycieli, którzy poznali się na jego talencie do pisania, a na gorsze wyniki z innych przedmiotów patrzyli przez palce. Poza tym Józef nie miał wiele czasu na naukę, bo jeszcze jako uczeń zaczął pracować na poczcie jako roznosiciel telegramów, a także uprawiać sport.

Jakie dyscypliny sportu uprawiał poeta?

Przede wszystkim boks i piłkę nożną. Z powodu piłki na jakiś czas przestał chodzić do szkoły, gdy jeden z nauczycieli – pewnie zdenerwowany tym, że Łobodowski po raz kolejny nie przygotował się do lekcji – powiedział mu:
– Albo szkoła, albo mecze!
Józef oczywiście wybrał mecze. Jednak bardziej znany był jako utalentowany młody bokser. Umiejętności pięściarskie nieraz mu się przydały później, gdy któryś z jego przeciwników politycznych okazywał się zbyt odporny na kulturalne argumenty słowne... A po co warto było chodzić do szkoły? Żeby zostać redaktorem prawdziwego pisma! W 1928 roku polonista z Zamoyskiego, Paweł Gdula, wraz z grupą uczniów zaczął wydawać „W Słońce”. W nim właśnie Łobodowski publikował swoje pierwsze wiersze i artykuły. Był już pewien, że chce pisać. A ponieważ nie bał się pracy, odłożył trochę pieniędzy i rok później wydał swój pierwszy tomik Słońce przez szpary.

Czy profesorowie na KUL-u byli równie wyrozumiali jak nauczyciele w Zamoyskim?

O nie! Choć Łobodowski bez problemów dostał się na prawo i zdawał egzaminy, to nie miał łatwego życia. Przedwojenny KUL był inną uczelnią niż później – młody poeta zetknął się tu z organizacjami antysemickimi. W dodatku profesorowie podejrzliwie patrzyli na „chuligana”, „awanturnika”, a w dodatku komunistę. Tu trzeba jednak profesorów KUL-u zrozumieć, ponieważ organizacje komunistyczne były nielegalne, więc i mieli powody, by widzieć w tym studencie potencjalnego przestępcę.

Przez co Łobodowski wyleciał z uczelni?

Przez swój tomik O czerwonej krwi. Przed wojną każda książka i gazeta, zanim trafiła do sprzedaży, musiała zostać pokazana cenzorom. Jeśli znaleźli coś nielegalnego, wykreślali fragment i potem czytelnicy widzieli białą stronę czy kilka niewydrukowanych linijek. Ale tomik Łobodowskiego cały był nielegalny i władze zakazały druku. Młodym poetą zainteresowała się również policja, bywał wzywany na komisariat, a nawet zatrzymywany w areszcie. Lecz choć wygląda to strasznie, przedwojenna cenzura była znacznie uczciwsza od komunistycznej po wojnie. Czytelnik widział, gdzie jest wykreślony fragment tekstu, i wiedział: „tu było coś nielegalnego”. Natomiast powojenna nie zostawiała śladów. Czytelnik brał do ręki gazetę czy książkę i wydawało mu się, że wszystko jest w porządku – tekst jest taki, jaki miał być. Tymczasem nieraz była to w większej mierze twórczość cenzorów niż samego autora.

Czy wojsko nauczyło porządku awanturniczego poetę?

Gdy Łobodowski przestał być studentem, dostał powołanie do wojska. Dłuższy czas unikał służby, nie przestając przy tym pisać i wydawać lewicowego pisma „barykady” (to nie jest błąd, tam wszystko było pisane małymi literami, nawet nazwiska) oraz pracować w „Kurierze Lubelskim”. W końcu trafił do szkoły podchorążych w Równem, gdzie dobrze poznał wojskowy areszt, w którym siedział za agitację komunistyczną wśród żołnierzy. W wojsku miała też miejsce zagadkowa próba samobójcza poety. Co się stało? Tego dokładnie nie wiemy, a sam Łobodowski nie lubił o tym mówić. Jedni znajomi twierdzą, że po prostu chciał udać psychicznie chorego, żeby go zwolniono do cywila. Inni – że powodem była nieszczęśliwa miłość. Rzeczywiście, w Równem Łobodowski poznał Zuzannę Ginczankę – wtedy piękną młodą dziewczynę, jeszcze uczennicę gimnazjum. Kilka lat później została świetną poetką, a jej talentem (i urodą, oczywiście) zachwycał się nawet Julian Tuwim. Lecz choć Łobodowski się zakochał, to Ginczanka go nie chciała. Jeszcze inni twierdzą, że próbował się zabić, ponieważ zrozumiał, że komuniści go oszukali, przedstawiając zbrodniczą dyktaturę jako nadzieję ludzkości. I co gorsza – sam Łobodowski nieświadomie oszukiwał innych, chwaląc Związek Radziecki w swoich artykułach.

Dlaczego komunista przestał być komunistą?

Józef Łobodowski był jak bohater westernu – jeśli był do czegoś przekonany, to robił to bez względu na trudności. Dlatego nie bał się wyrażać swoich komunistycznych poglądów, jednak stopniowo zaczęło do niego docierać, że pod pięknymi hasłami komunizm kryje upiorną rzeczywistość – miliony ludzi umierających z głodu na Ukrainie, miliony innych zamęczonych w więzieniach i łagrach... Chciał być uczciwy, więc zmienił poglądy. Nadal wiele rzeczy w Polsce mu się nie podobało, na przykład antysemityzm czy złe traktowanie przez władze mniejszości ukraińskiej, jednak nie walczył już ze swoim państwem, a tylko jego niedoskonałym prawem.

Czy nowe poglądy zmieniły życie Łobodowskiego?

Przede wszystkim jego nowe wiersze, bardziej już refleksyjne niż polityczne, docenili krytycy i za tomik Rozmowa z ojczyzną w 1937 roku otrzymał Nagrodę Młodych Polskiej Akademii Literatury. Założył też tygodnik „Wołyń”, w którym zajmował się trudnymi stosunkami polsko-ukraińskimi. A w 1938 roku wziął ślub, i to kościelny, niestety jego małżeństwo nie było szczęśliwe i rozpadło się po dwóch latach.

Jakie były wojenne losy Łobodowskiego?

Jeśli nawet do tej pory życie tego poety nie wydało Ci się scenariuszem niezłego filmu, to jeszcze nie wszystko. Po wybuchu II wojny światowej Łobodowski ani przez chwilę nie myślał o unikaniu służby. Walczył w kampanii wrześniowej, a potem dostał się do Francji. Niestety, gdy ta skapitulowała, został aresztowany. Jednak nie zrezygnował z prób dotarcia do polskiego wojska. Ponieważ nie mógł popłynąć wprost do Anglii, wymyślił, że dotrze tam okrężną drogą – przez Hiszpanię i Portugalię. Jednak w Hiszpanii złapała go policja i przez półtora roku siedział w więzieniu. Co zrobił poeta, kiedy go zwolniono? Postanowił zostać już w Hiszpanii na zawsze. Zbyt dobrze poznał politykę Związku Radzieckiego, aby się łudzić, że powojenna Polska będzie naprawdę wolna. A tym bardziej – że po jego zerwaniu z komunizmem czeka go tam cokolwiek poza kolejnym więzieniem i być może śmiercią. Po wojnie zaczął współpracować z polskimi pismami emigracyjnymi i i sekcją polską Radia Madryt.

Czy Łobodowski miał „życie jak w Madrycie”?

Nie, bo tęsknił za krajem, a także gnębiło go, że dał się oszukać ideologii komunistycznej. Coraz więcej myślał też o Lublinie, w którym przeżył najlepsze lata. Wracał do tego miasta w wierszach, a przede wszystkim w autobiograficznej powieści Dzieje Józefa Zakrzewskiego. Jednak Hiszpania też zaczęła go coraz bardziej fascynować – został wielbicielem flamenco i tłumaczył na polski hiszpańskich poetów. Podobał mu się też tamtejszy styl życia. „Senior Lobo” (pan Lobo) – jak nazywali poetę nowi znajomi, dla których jego nazwisko było zbyt trudne do wymówienia – miał swój stolik w małej tawernie niedaleko domu. Można go było tam zobaczyć każdego popołudnia, jak czytał albo pisał. Podobno gdy Łobodowski zmarł, urna z jego prochami stała właśnie na tym stoliku, a znajomi i przyjaciele przychodzili, żeby się z nim pożegnać przy lampce dobrego wina.

Gdzie jest pochowany Józef Łobodowski?

Tak jak sobie życzył – w Lublinie na cmentarzu przy ulicy Lipowej, w grobie matki. Ale wciąż żyją ludzie, którzy go pamiętają. Jednym z nich jest siostrzeniec poety – dziennikarz Radia Lublin Adam Tomanek.

Komunizm – przedwojenny narkotyk?

Józef Łobodowski nie był jedynym polskim pisarzem, którego przed wojną zafascynował komunizm. Nam może to się wydawać dziwne, nieszczere, ale dlatego, że po prostu więcej wiemy o tym ustroju. Tymczasem oni wiedzieli tylko to, co podawała radziecka propaganda – chwaląca się osiągnięciami, a starannie ukrywająca ofiary zbrodniczego systemu.
Do wielkich oszukanych należał Bruno Jasieński – awangardowy poeta, który nawet wyjechał do Związku Radzieckiego i przyjął obywatelstwo tego kraju. W 1937 roku został aresztowany i praktycznie bez powodu skazany na piętnaście lat łagru. Zaczął domagać się sprawiedliwości i ponownego procesu. Proces się odbył – wyrok zmieniono na karę śmierci.
Natomiast zadziwiającą karierę potrafili robić w ZSRR i komunistycznej Polsce ludzie, którzy wcześniej należeli do organizacji skrajnie prawicowych, jak inny pisarz – Jerzy Putrament. Ten przedwojenny kolega Czesława Miłosza okazał się człowiekiem bez poglądów – przyjmował takie, jakie w danej chwili były wygodne. Choć przed wojną bliżej mu było do Hitlera niż Stalina, potem został konfidentem NKWD i UB, członkiem najwyższych władz partii komunistycznej i redaktorem liczących się czasopism.
Wśród takich ludzi Łobodowski – który mówił i pisał tylko to, co naprawdę myślał – nie miałby najmniejszych szans.