Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Henryk Sobiechart (ur. 1945)

Henryk Sobiechart – aktor Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie.
 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Urodził się w 1945 roku w Rendsburg (Niemcy). Studiował na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej, a następnie na Wydziale Aktorskim PWSFTViT w Łodzi, którą ukończył w 1968 roku. Debiutował, jeszcze jako student, na scenie Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi w roli poety Dębowego w Kolumbach, wg Bratnego.
Od 1968 roku związany z Lublinem, gdzie w Teatrze im. Juliusza Osterwy zagrał ponad 120 ról. Jego kreację Albina w Ślubach panieńskich (1970) Maria Bechczyc-Rudnicka określiła krótko, ale przychylnie: „Bardzo komiczny!”1.
Potem był Stach w Krakowiakach i góralach, Bielajew w Miesiącu na wsi, Walpurg w Wariacie i zakonnicy. W latach 80. odtwarzał Rodryga w Cydzie, Iwanowa w sztuce Czechowa pod tym samym tytułem, Ojca w Białym małżeństwie, Normana w Garderobianym.
W latach 90. odtwarzał Hamma w Końcówce i – jak zostało ocenione – „Zawarł w swej roli kilkadziesiąt bez mała postaci. Jest Terezjaszem, Edypem i Królem Learem. Parafrazuje Ryszarda III, pastiszuje Hamleta. Śledzenie owych tropów, parafraz i aluzji jest rzeczą fascynującą dla widza. Dla aktora rzeczą fascynującą jest to zagrać”2.
Inna recenzja potwierdza wartość tej kreacji: „Końcówka S. Becketta mogłaby wiele znaczyć na liście dokonań naszego teatru, gdyby reżyser Mariusz Orski, dysponujący tekstem w znakomitym tłumaczeniu Zdzisława Libery i siłą aktorską Henryka Sobiecharta, lepiej wykorzystał te atuty. Tymczasem on je po części zaprzepaścił, obramowując spektakl religijnymi pieśniami w wykonaniu Antoniny Krzysztoń, czym zaprzeczył filozofii wpisanej w dramat Becketta. Gdyby jeszcze konsekwentnie poszedł tym tropem i starał się zrewidować światopogląd pisarza, czego dzisiaj podejmują się badacze jego spuścizny, byłoby nieźle. On jednak zbanalizował odkryty przez siebie mistycyzm. Na dodatek bardzo precyzyjnie wykonana rola Hamma (Henryk Sobiechart) nie znalazła odpowiednika w roli Clova (Paweł Sanakiewicz). Jednak każdy, kto wie, jak trudno jest wystawiać dzieła irlandzkiego noblisty, doceni trud i ambicję realizatorów. Podobnie można powiedzieć o Wilku stepowym przygotowanym przez Adama Srokę: byłby interesującym studium rozdartej psychiki, gdyby… No właśnie, tym razem na jakość efektu zaważyły błędy w obsadzie. Obok znakomitego Henryka Sobiecharta, Zbigniewa Pudzianowskiego i interesującej Jolanty Rychłowskiej pozostali wypadli dosyć blado”3.
Po 2000 roku bardziej znaczące role Sobiecharta to: Dunkan w Makbecie, Waluś, służący w Niewolnicach z Pipidówki, Pustelnik w Balladynie, Dodo w Nocy wielkiego sezonu, Konfederat I w Sarmacji, Kleant w Tartuffe albo Szalbierz, Gospodarz w Weselu, Król Francji we Wszystko dobre, co się dobrze kończy.
U progu kończącego się dziesięciolecia i zarazem wieku oraz rodzącej się mody na rankingi ocena dotycząca aktorów Teatru im. J. Osterwy przeprowadzona w lokalnym tygodniku dla Henryka Sobiecharta wypadła bardzo dobrze: „[…] niekwestionowanym zwycięzcą czterech minionych sezonów teatralnych jest Henryk Sobiechart. Do niego należą najwybitniejsze kreacje. Jego udział podnosi rangę nawet mało udanych przedstawień. On z drugoplanowej postaci potrafił uczynić centrum uwagi widza, jak w Panu Jowialskim (syn Jowialskich), jak w Balladynie (von Kostryn), jak w Antygonie (Terezjasz)”4.
W 2006 roku Henryk Sobiechart obchodził jubileusz 40-lecia pracy artystycznej połączony z premierą Miłości na Krymie S. Mrożka. Rolą Iwana Zachedryńskiego żegnał się z lubelskim teatrem. Inscenizacja podobała się obecnemu na widowni autorowi i zebrała wiele pochwał wśród recenzentów, którzy nie szczędzili uwagi jubilatowi: „Znakiem rozpoznawczym spektaklu, jego emocjonalnym logo, są otwierające się coraz szerzej oczy Henryka Sobiecharta grającego główną postać – niestarzejącego się świadka epoki. Jest w nich narastające zdziwienie upadkiem złudzeń rozumu, a na koniec iskierki wisielczego humoru rozpraszające elegijną mgłę”5. Za tę rolę Henryk Sobiechart otrzymał w 2007 roku Złotą Maskę, najważniejszą nagrodę teatralną Lublina. Oficjalnie się pożegnał, ale przecież nie zszedł ze sceny. Zagrał Dunka, króla Szkocji, w Makbecie wyreżyserowanym w Teatrze im. J. Osterwy przez Leszka Mądzika.
Równocześnie od premiery w 1997 roku do 2009 roku występował na Małej Scenie w bijących rekordy popularności (przeszło 250 przedstawień) Rozmowach z katem K. Moczarskiego, w których święcił triumfy jako Strop.
Henryk Sobiechart podejmował się także zadań aktorskich poza macierzystą sceną. Jak do tego doszło opowiada Tomasz Pietrasiewicz, reżyser Teatru NN (i dyrektor Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”): „Kiedy w 1977 roku przeczytałem Zbyt głośną samotność, wydaną jeszcze w podziemnym wydawnictwie NOW-a, wiedziałem, że chciałbym adaptację tej książki zobaczyć w teatrze. Mijały lata i żaden teatr takiego przedstawienia nie pokazał. Nieśmiało, pod koniec lat 80., zacząłem sam o tym myśleć, ale długo pozostawało to tylko w sferze marzeń. W wakacje 1992 roku, tuż po premierze Inwokacji, postanowiłem coś z tym marzeniem zrobić – wydawało mi się, że jest to odpowiednia chwila i jestem do tego przygotowany. Przeczuwałem, że może to być dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Nie wyobrażałem sobie, że można opowiedzieć w teatrze te historie, nie opierając się na klasycznym teatralnym rzemiośle. Tak więc musiałem znaleźć dobrego aktora. Instynktownie pomyślałem o Henryku Sobiecharcie, wybitnym aktorze pracującym przez lata w Teatrze im. Juliusza Osterwy. Z artykułów prasowych, jakie wtedy się ukazywały, można było przeczytać o jego konflikcie z ówczesną dyrekcją Teatru – był to spór o misję Teatru i związane z nią wartości. W imię tych wartości aktor zdecydował się na opuszczenie Teatru, z którym był związany przez długie lata. Cała ta sytuacja spowodowała, że wydało mi się, że to właśnie on mógłby być najodpowiedniejszym odtwórcą postaci głównego bohatera z książki Bohumila Hrabala. W książce telefonicznej znalazłem numer jego telefonu i zadzwoniłem. Moja propozycja tak go zaskoczyła, że chyba tylko dlatego zgodził się na spotkanie. Udało mi się przekonać go do mojego pomysłu i zaczęliśmy wspólną pracę. Dość szybko dokonaliśmy adaptacji tekstu Hrabala – było to około 20 stron gęsto zapisanego maszynopisu – i rozpoczęły się fascynujące dla mnie próby. Pierwszy raz pracowałem z zawodowym aktorem – i to jakim! Sobiechart dobrze rozumiał, że nasze spotkanie jest dla niego ryzykowną przygodą, ale zaufał mi. Było to ważne doświadczenie dla nas obu”6.

Echa tego zakończonego w 1993 roku publicznym pokazem przedsięwzięcia były głośne. Andrzej Molik pisał: „Pierwsza tak owocna współpraca przedstawicieli teatrów, które nigdy nie chciały skłaniać się ku sobie. Zawodowiec – Henryk Sobiechart, i „alternatywa” – Tomasz Pietrasiewicz, szef Teatru NN. Alternatywa pojawia się tu w cudzysłowie tylko z powodów, że nikt nie lubi używać dziś tej nazwy, ale i nikt nie postarał się znaleźć mądrzejszej. Co się stało? Powstał melanż. Henryk Sobiechart dał swój niezaprzeczalny profesjonalizm, a Tomasz Pietrasiewicz swoje nieokiełznane wizje. Pewno – krok po kroku – panowie, trzymając się swoich racji, dochodzili do ugody, która wybuchnęła nową jakością – właśnie – sztuką czystą i skończoną. Trzeba jakichś ogromnych pokładów pokory, żeby nastąpiło takie z cudownych okolic zdarzenie. Sobiechart gra Hrabala, tak jakby cały nim był, jakby nosił na sobie garb nieudanego poety i twórcy opowiadań, któremu życie wyznaczyło kolejne debiuty w sile wieku, a ten zasadniczy – po czterdziestce. Wcielał się w niego bez nieznośnych ozdobników jakimi ulegają zawodowi aktorzy wypuszczeni na wolną dziedzinę monodramu. Jest do cna skupiony na tragedii człowieka, który wie, że dewaluują się wszystkie najszlachetniejsze wartości i który wie też – już widzi – że upadają one w bezkresną przepaść”7.

Również Mirosław Haponiuk docenił aktorstwo Sobiecharta. „Z potoczystej mowy Hrabala, z nieokiełznanego bogactwa anegdoty i lepkości przedstawionego świata, pozostał mrok piwnicy i ciemna smuga ludzkiego losu. Hrabal odczytany przez Kafkę. Widzów zaproszono do piwnicy, do składnicy makulatury, w której swoje życie wiedzie niezguła i marzyciel wsłuchujący się w chlupot fekaliów, odgłosy niekończącej się wojny pomiędzy szczurzymi klanami i książkowy szelest wartości najwyższych. Wczytujący się w Europę, która dotarła do tej piwnicy wraz z greckim detalem architektonicznym i wynalazkiem Gutenberga. Przemierza on przestrzeń swojego podziemia, swojego raju i więzienia, naznacza swoją obecnością każdy jego kąt. Pulsuje tutaj prawdziwe i bogate, chociaż skryte przed światłem życie. Żyje tutaj ćma, szczur, robak i ludzie, którzy nie zmieścili się na tytułowej stronie życia. [...] Na scenie gęsto – od słów, dźwięków, książkowych cytatów, niepokojących cieni falujących po odrapanych ścianach, suficie i podłodze sali przy ulicy Grodzkiej. Ale przede wszystkim ten spektakl wypełnił aktor. [...] Bardzo rzadko aktor potrafi kreowanej przez siebie postaci tak przekonująco i całkowicie darować własne ciało i głos, a zarazem nie gubi się na scenie. W odrapanej Sali na ulicy Grodzkiej zdarzył się cud. Nie tylko przemówili mędrcy i poeci, ale w fikcyjnym świecie teatru prawdziwy aktor jak i kreowana przez niego postać. [...] Wraz z końcem spektaklu, kiedy sprasowany bohater opuszcza piwnice uniesiony przez latawiec – Boga, nie przestaje brzmieć kruchy, i zadziwiająco aktualny lament wątłego ludzkiego ja, w obronie prasowanych wartości. W obronie wszelkich wartości, gdyż poza nim jest nie tylko miazga i smród gnijącego papieru”8.
W 1995 roku miał premierę kolejny monodram Henryka Sobiecharta – także stworzony we współpracy z Tomaszem Pietrasiewiczem, który wyreżyserował przedstawienie Moby Dick według Hermana Melville’a .
Epizodycznie Henryk Sobiechart był związany z lubelskim kabaretem Czart. Pełnił też obowiązki wiceprzewodniczącego ZASP Lublin.

Nagrody:
1995 – Nagroda wojewody lubelskiego z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru
2007 – Złota Maska przyznawana corocznie przez lubelski ZASP z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru

Recenzje:
Magdalena Jankowska, Kłopoty z Beckettem, „Na Przykład” grudzień 1994, nr 20.
Grzegorz Józefczuk, Lenin zjadający konfitury, „Gazeta Wyborcza. Lublin” 3.04.2006.
Jadwiga Mizińska, Wszystko na przemiał?, „Na Przykład” czerwiec 1993, nr 2, s. 25.

Andrzej Molik, Melanż, „Kurier Lubelski” 1.04.1993.

 


Opracowała Magdalena Jankowska
 

Przypisy

1 W. Filler, L. Piotrowski, Poczet aktorów polskich od Solskiego do Lindy, Warszawa 1998.
2 dz. cyt.
3 M. Jankowska, Czy są rzeczy doskonałe?, „Na Przykład” maj/czerwiec 1997, nr 49/50.
4 dz. cyt.
5 J. Sieradzki, Morze Czarne jak Styks, „Przekrój” 1.06.2006.
6 T. Pietrasiewicz, [w:] http://teatrnn.pl/kalendarium/node/511/premiera_spektaklu_zbyt_g%C5%82o%C5%9Bna_samotno%C5%9B%C4%87_teatru_nn, [dostęp: 6.12.2012].
7 A. Molik, Melanż, „Kurier Lubelski” 1.04.1993.
8 M. Haponiuk, Zbyt Głośna Samotność, [w:] Brama, Lublin 1997.

 

Zdjęcia

Historie mówione

Inne materiały

Słowa kluczowe