Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Etnografia Lubelszczyzny - rzemiosło: sitarstwo

Sita i przetaki od co najmniej XVIII w. kojarzą się z Biłgorajem i okolicznymi wsiami. Pierwsi sitarze pojawili się tam w XVI w., zaraz po założeniu miasta. Wokół niego znaleźli bagienny i lesisty teren, który dostarczał im surowiec potrzebny do produkcji. Czynnik ten stanowił o sile sitarstwa i jednocześnie uniemożliwiał rozwój rolnictwa oraz innych rzemiosł.

 

>>> czytaj więcej o Biłgoraju

 

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Geneza powstania zawodu

Pierwsi sitarze pojawili się w Biłgoraju i okolicy w XVI w., zaraz po założeniu miasta, a pierwszy cech sitarski powstał prawdopodobnie w pierwszej połowie XVII wieku. Musiały już w tym czasie istnieć jakieś przywileje tej grupy, skoro przez dopuszczenie Boskie y przypadek niespodziewany zgorzały. Na ich miejsce został wydany nowy przywilej pod datą 20 czerwca 1720 r.  Z czasem sitarze zrzeszyli się w cechu, a od 2 poł. XIX w. kontrolę nad produkcją sit przejęli kupcy wywodzący się wyłącznie z ich środowiska.

 

 

 

 

 

 

Według Oskara Kolberga, w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, sitarstwem zajmowało się 1800 mężczyzn i 1200 kobiet, a więc prawie cała ludność Biłgoraja. Nawet młode dziewczęta, od ósmego roku życia, angażowały się w pracę nad wyrobem sit. Około 1880 r.  istniało dziesięć warsztatów sitarskich znajdujących się w rękach mieszkańców Biłgoraja. Do 1870 r. wytwórstwo sit nosiło charakter samodzielnego rzemiosła. W tym jednak czasie sitarstwo zaczęło się przekształcać w chałupnictwo. Z czasem na terenie Polski, jako zajęcie główne upadło. Nie zatrudniało nigdy znaczniejszej liczby pracujących i w przeciwieństwie do innych dziedzin wytwórczości chałupniczej, nie występowało w większych skupieniach poza Biłgorajem i jego okolicy. Niewielka liczba sitarzy była mniej więcej równomiernie rozproszona na obszarze całego państwa i zaledwie w nielicznych miejscowościach napotkać można było poważniejsze skupienia liczące kilku sitarzy. Brak szczegółowych danych nie pozwala odtworzyć zanikania sitarstwa, jako samodzielnego rzemiosła na  terenie Biłgorajszczyzny.
 
 
 
W 1920 r., w obronie własnych interesów, powstało stowarzyszenie sitarskie pod nazwą Stowarzyszenie Wytwórców Sit w Biłgoraju. Pierwszym prezesem nowozorganizowanego stowarzyszenia był główny inicjator powstania tego  zrzeszenia -  Stanisław Znak. Stowarzyszenie przetrwało do 1931 r. Do momentu wybuchu II wojny światowej trwał ruch sitarzy noszący znamiona ruchu socjalnego. Po zakończeniu wojny sitarstwo biłgorajskie zaczęło się powoli odradzać. W 1948 r. została zawiązana Robotnicza Spółdzielnia Pracy Sitarsko-Włosiankarskiej z ogr. odp. w Biłgoraju.
 

 

 

Technika wytwarzania sit

1. Przygotowanie włosia – przed pierwszą wojną światową włosie pozyskiwano głównie z centralnej Rosji i Syberii. Włos koni stepowych świetnie nadawał się do wyrobu sit ze względu na swą trwałość i długość. Sprowadzany do Biłgoraja surowiec odpowiednio sortowano – włosie najdłuższe liczące łokieć (60 cm) wysyłano do Warszawy (stąd nazwa włos warszawski) i do Austrii, gdzie stosowano go do wyrobu włosiennic, używanych do pokrywania mebli. Włosie krótsze, lecz zdatne do wyrobu sit skręcano w wałki i sprzedawano sitarzom. Jakość włosia określano różnymi jego własnościami, jak: kolor, grubość, długość, sprężystość i miękkość, po części również higroskopijność. Naturalnym kolorem włosia jest biały lub czarny, choć często występują zabarwienia np. rude, które zmniejszają jego wartość rynkową, dlatego też włosie innego koloru bywało często farbowane. Zanim z włosia powstało sito, musiało ono przejść odpowiednie etapy obróbki: gatunkowanie, pranie, farbowanie, bielenie, suszenie, czesanie, równanie. Tak przygotowane włosie trafiało w końcu na warsztat.

 

 

2. Wyrób siatki - osnowę, postaw lub tzw. postawę przygotowywano dwojakim sposobem; przez zawiązywanie węzełków na końcu promyków i przez wiązanie włosia w kitki i wbijanie w nie kołków. Siatki tkano na małych warsztatach tkackich zwanych sitarkami. Według sitarzy dobrze zrobiona siatka, sama ustoi gdy się ją postawi. Wyrobem siatek zwanych niemieckimi (były bardzo geste) zajmowali się Żydzi. Dawniej jednak nie wolno było im wyrabiać sit, przywilej ten zyskali dopiero z czasem. Oprawianiem sit zaczęli zajmować się dopiero przed II wojną światową.

 
 
3. Rodzaje siatek – przy rozróżnianiu rodzajów siatek brano pod uwagę układ włosia, czyli tak zwany splot, gęstość i rozmiary. Od doboru tych cech zależała nazwa siatki i jej przeznaczenie.
Dawniej wyrabiano siatki w jednym gatunku. Największe, jakie można było uzyskać na krosnach, miały  50 cm szerokości. Znano tylko jeden splot włosów - tak zwany pojedynczy włos osnowy i podwójny włos wątku. Takie sita miały zastosowanie tylko w gospodarstwie domowym. Na początku XX w., na terenie Biłgorajszczyzny, zaczęto wyrabiać  sita o szerszym zastosowaniu, a więc i o większej różnorodności splotów, lepszej jakości i mocniejsze. Były to już siatki wyrabiane na eksport, znajdujące szerokie zastosowanie w fabrykach, młynach, browarach, przetwórstwie, a także w krawiectwie.Oprócz siatek z włosia wyrabiano również siatki z łyka drzewa, najczęściej lipowego (tzw. siatka łyczana) oraz siatki druciane, które powszechniej zaczęto wyrabiać dopiero po pierwszej wojnie światowej.
 
 
4. Łubiarze i łubiarstwo - głównym ośrodkiem wyrobu łubów była wieś Dąbrowica odległa o 5 km na zachód od Biłgoraja. Do rozwoju tego działu pracy przyczynił się wyrób siatek sitarskich oraz okoliczne lasy sosnowe, które dostarczały w dostatecznej ilości odpowiedniego materiału. Materiał ten miejscowi łubiarze zdobywali często drogą  nielegalną, tym bardziej, że należało wyszukiwać sosiny specjalnie łupliwe, czyli spuściste według określeń łubiarzy. Materiał ten darto na cienkie dranice, posługując się siekierą jako klinem i drewnianym tłukiem, uderzając nim pod różnym kątem w zależności od tego, jak się kształtowała linia pękania drzewa. Dranice strugano lekko wygiętym ośnikiem (którym najlepiej było wybierać miąższ drewniany) na tzw. kobyłce używanej powszechnie przez kołodziei i bednarzy. Wystrugane łuby następnie wyginano, najczęściej na tzw. drabince  a w czasach dawniejszych wprost między drankami płotu.
 
 
5. Oprawa sit - oprawa sit zwana też obsadzaniem i obszywaniem stanowi odrębny dział pracy sitarskiej, który z biegiem czasu wyodrębnił się i usamodzielnił. Wyróżnia się pięć sposobów oprawy sit:
 
  • oprawa na szczypkę gładką,
  • oprawa na rogi ( tzw. polska robota),
  • oprawa na szczypkę pod nos,
  • oprawa w okrętkę,
  • oprawa przetaków, czyli sit drucianych w okrętkę
 
 
Różne oprawy sit były uzależnione od przeznaczenia przedmiotu. Sita duże używane do przesiewania zboża, lub innych ciężkich substancji były oprawiane mocniej, by siatka nie wysunęła się spomiędzy chwytających ją pierścieni. Do tego samego celu służyły wiązadła z grubszego drutu zwane bantami. Istniały trzy rodzaje  bantów, zależnie od ilości użytych drutów. Wzmacniano nimi przeważnie przetaki. Przed pierwszą wojną światową działało w Biłgoraju szesnastu oprawiaczy sit, po jej zakończeniu tylko nieliczni wykonywali swój zawód. Natomiast przed 1939 r. sita zaczęli oprawiać również Żydzi, którzy nauczyli się tego działu pracy sitarskiej od Polaków.
 

 

Wędrówki sitarzy

Wczesną wiosną sitarze wyruszali w długie wędrówki. Biłgoraj pustoszał, wyludniał się z mężczyzn. W domu pozostawali tylko starcy, chorzy, mali chłopcy oraz mężczyźni wykonujący inne zawody.

 

>>> czytaj więcej o innych zawodach na Lubelszczyźnie

 

Biłgorajscy sitarze wyjeżdżający w drogę, to przede wszystkim oprawiacze. Przemierzali oni różne kraje w pogoni za zarobkiem dorabiając się majątku lub marniejąc w świecie. Po karnawale, lub zaraz na początku postu ruszali w świat, wyjeżdżając zawsze w kompanii po paru. Na kilka dni przed odjazdem zamawiali mszę, w czasie której otrzymywali błogosławieństwo, co było zawsze skrupulatnie przestrzegane. Powracali dopiero późną jesienią - młodzi poborowi w październiku, starsi nie pełniący służby wojskowej wracali na parę tygodni przed świętami Bożego Narodzenia.
Pożegnanie przez odprowadzające rodziny, krewnych i znajomych następowało pod figurą św. Jana Nepomucena, która była prawdopodobnie wystawiona przez sitarzy. Oskar Kolberg w następujący sposób opisuje ów zwyczaj:
 
 
Do zwyczajów miejscowych należy i to, że gdy sitarze wyjeżdżają w drogę z sitami, wtedy ich żony, krewni i przyjaciele odprowadzają ich aż pod figurę św. Jana Nepomucena tuż za miastem na trakcie zamojskim stojącą i tam ich żegnają, częstując wódką i arakiem, co się zowie żałosne lubo już na parę dni przed tym, zebrawszy się do domu, pili byli pełnymi haustami na pożegnanie. Podobnie gdy wracają sitarze z drogi i dali już o tym znać listami wychodzą ciż sami na ich spotkanie pod wspomnianą figurę, gdzie równie jak i przy odjeździe piją wszyscy, witając się z sitarzami, co znów nosi nazwę radosne.
 
 
Sitarze zabierali z sobą znaczny zapas sit, głównie siatek. Jednak zwykle towaru i tak z czasem zabrakło, dlatego niezbędne siatki, a często i łuby przesyłały im żony. Towar ten wysyłano do Rejowca furmankami zwanymi bałagóry, zaprzężonymi w cztery konie i naładowanymi po brzegi. Mniejsze partie siatki przesyłano pocztą. Sitarze biłgorajscy zajmowali się przede wszystkim sprzedażą sit na własną rękę na różnych jarmarkach
Bogatsi rozwozili towar na wozach. Na specjalnie przygotowany do tego celu wozie umieszczano 500-700 sztuk sit gotowych, siatki i łuby, by móc w każdej chwili uzupełnić potrzebny zapas, lub zrobić sita na specjalne zamówienie. Biedniejsi nosili towar na plecach. Sitarze, mając do czynienia z dużą ilością ludzi stawali się dobrymi psychologami. Starali się wyrabiać sita jak najbardziej kolorowe, wiedząc, że żywe barwy silniej działają na wzrok nabywców. Na jarmarkach ustawiali się obok siebie, ale każdy zaś starał się sprzedać jak najwięcej własnego towaru. Byli ludźmi ruchliwymi, ciągle zdobywającymi nowe rynki zbytu. Z Biłgoraja docierali poprzez Galicję do Czech, na Węgry, a przez Mołdawię i Wołoszczyznę do Turcji. Znano ich w Rosji, gdzie handlowali swymi sitami od Petersburga, poprzez Moskwę po wybrzeże Morza Czarnego. Wielu wędrowało do Prus i dalej na Zachód. Powracając, przynosili nowiny ze świata, przez co otaczała ich zasłużona aura obieżyświatów, który z niejednego pieca chleb jedli. Niebywała ruchliwość sitarzy kojarzona była ze sposobem życia Cyganów, wierzono nawet, że od nich mają pochodzić

 

Tajny język sitarzy

Wędrując po krajach, w których ludność posługiwała się językiem niepodobnym do polskiego, sitarze mogli między sobą porozumiewać się w języku ojczystym, dla obcych będąc niezrozumianymi. Sprawa natomiast zaczynała się komplikować na terenie Rosji, gdzie język polski był na ogół rozumiany. Nie chcąc dopuścić intruzów do swych tajemnic, dotyczących interesów handlowych, sitarze byli zmuszeni posługiwać się językiem tajnym, który z pewnością nie był zbyt bogatym, spełniał jednak należycie swoje zadanie. Zawierał on przeważnie słowa, wyrażenia, czy zdania ostrzegawcze, używane w czasie targu, do obrony przed władzami,  oraz przy omawianiu interesów. W Moskwie np. można było usłyszeć na przykład taki zwrot w języku sitarzy: Zakirzony Krociak maksał kaśke Łapie za drepciuge, czyli Pijany Polak zapłacił Rosjaninowi sto rubli z konia.

Dziś już trudno, nawet w przybliżeniu, ocenić bogactwo słownikowe tajnego języka, gdyż dawni sitarze już wymarli. Michał Pękalski z wielkim trudem zebrał kilkanaście słów załączonych w słowniczku, ale nie ma pewności w kilku wypadkach, czy podane słowa i zdania są zgodne z brzmieniem i znaczeniem pierwotnym. Swój tajny język zwali sitarze okrątkowym albo w okrętkę  tj. wymijającym, wyprowadzającym w pole. Samo wyrażenie pochodzi od  wspomnianego sposobu oprawy sit w okrętkę.

 
Zasób leksykalny tego języka, jak wykazują podane słowa pochodzi, za wyjątkiem paru przykładów, z języka polskiego, głównie z gwary miejskiej, może nawet z przestępczej, pod którą podsunięto inne pojęcia. Jest też kilka słów z języków obcych. Należy na tym miejscu podkreślić dowcip sitarzy w zamianie (substytuowaniu) słów, np. książka - kłopotnica, czy koń - drepciuga. Gramatyka i składnia oparte są na języku polskim.
 
 
Tajny język sitarski nie był jednolity. Różne grupy sitarzy wędrujących po Rosji miały swoje szlaki i tereny. Na północy do głównych należały: Leningrad (Petersburg), Moskwa, Tuła, Kursk, Rostów, na południu zaś rozległe obszary po Morze Czarne. Jak wynika z informacji, sitarze operujący w okolicy Moskwy niezupełnie mogli porozumieć się swym tajnym językiem z sitarzami wędrującymi po Krymie. Potwierdzają to notowane różnice leksykalne jak i semantyczne np. koń - łoś, drepciuga; pić wódkę - kirzyć, trynkować; pająk - żłeb, żłób; Mołdowianin - ślidź, i śledź.
 
W obrębie sitarskiego tajnego języka istnieją więc odmiany, które ilustruje np. zdanie podane przez Franciszka Mazura (82 lata): Łaze (łase) po łapecku, bo bandużos zyskuje - co znaczyło: Nie mów po rusku, bo baba rozumie. Nie mów w tym zdaniu brzmi łaze, zaś w innych przypadkach ― nie benuj. Podobne zdanie podał również Michał Budzyński Łasa po łapecku bo łapeć ćmi, czyli: Nie mów po rusku, bo Rusin uważa (rozumie). Obaj sitarze, tj. Mazur i Budzyński wędrowali głównie po północnej Rosji, od Smoleńska po Petersburg, stamtąd też z pewnością wzięty był wyraz bandużos, końcówką przypominający wyrazy litewskie.
 
 
Tajny język sitarski był częściej używany wśród sitarzy wędrujących na południu Rosji, ponieważ podróże, z powodu braku kolei, odbywali furmankami, przez co mieli bardzo częste kontakty z ludźmi w oberżach, karczmach, zajazdach i na jarmarkach. Musieli się więc bardzo wystrzegać, by swoich planów, zamiarów czy sukcesów nie zdradzić wobec niepowołanych ludzi, a zatem ciągle musieli posługiwać się językiem tajnym. Natomiast na północy Rosji osiedlali się oni najczęściej w dużych miastach sprzedając sita hurtem na miejscu, odpadała więc potrzeba częstego używania tajnego języka, przez co był on uboższy, a tym samym i szybciej zapomniany. Potwierdza to fakt, iż dwaj sitarze z Północy podali o wiele mniej tajnych wyrazów niż jeden z Południa. Informacji dotyczących języka sitarskiego Michałowi Pękalskiemu, który spisał zasłyszane słowa, dostarczyli trzej sitarze zamieszkali w Biłgoraju: Michał Budzyński (75 lat), Franciszek Mazur (82 lata) oraz w największym stopniu Józef Malawski (72 lata), który przez kilkanaście lat arbą pełną sit objeżdżał jarmarki południowej Rosji.
 

Wyrazy z tajnego języka sitarzy - słowniczek

Bandużos ― baba, kobieta (płn); 
Banuj ― drożej
Bene
― dobry; 
Beniasty ― piękny; 
Bonować ― mówić. Nie bujaj, nie mów.; 
Beroń ― piwo; 
Cebula ― zegarek; 
Cegła ― sito; 
Ceglarz ― sitarz; 
Chlust― chłopak; 
Cikut ― Żyd; 
Cmić ― uważać, rozumieć (płn) patrzeć; 
Cmij repika ― uważaj na złodzieja; 
Dominek ― ser; 
Drepciuga ― koń (płn); 
Ducia ― wesz; 
Fajny ― ładny; 
Gazda ― gospodarz; 
Giera ― dziewczyna; 
Gładki ― owies; 
Gołda ― chłop; 
Kaśka ― 100 rubli;
Katraś ― pop; 
Kłopotnica ― książka; 
Kicha ― kieliszek; 
Kiner ― chleb; 
Kirzyć ― pić wódkę; zakirzony ― pijany; 
Krasna ― 10 rubli; 
Krociak ― Polak; 
Krygi ― łuby; 
Łapa ― Rosjanin; Moskal ― przedstawiciel władzy rosyjskiej; po łapecku ― po rusku (płn); 
Łapeć ― ruski, Rusin (płn); 
Łase, łaze ― nie mów; 
łaze po łapecku ― nie mów, po rusku (płn); 
Maksać ― płacić; 
Motyl ― paszport;

Moskal – przedstawiciel władzy rosyjskiej
Parucha ― wódka; 
Pasz ― nie ma; 
Pasz paruchy ― nie masz wódki; 
Pento ― kiełbasa; 
Przytaśmować ― przynieść; 
Reć ― przetak; 
Repik ― złodziej; 
Rozmaka ― rozumie (płn); 
Rymiak ― płaszcz, peleryna; 
Soplawy ― kupiec rosyjski, też strażnik, w ogóle osoba której trzeba się strzec; 
Szorować ― iść; 
Szuja ― zły; 
Siedź ― szabla, broń; 
Slidż ― Mołdowianin (płn); 
Srabować ― pisać; 
Trynkować ― pić wódkę (płn.); 
Taśmować ― nieść; 
Uszo ― mięso, słonina; 
Zgratować ― wziąć; 
Zyskiwać ― rozumieć (płn); 
Żwaka ― krowa;
Żłep ― pająk (płn); 
Żłób ― pająk;

 

Ludowe podania i legendy o sitarzach

W ludowych podaniach funkcjonują także legendy o sitarzach, jedna z nich opowiada o sprytnym sitarzu, który oszukał samego Belzebuba i wydostał się z piekła. Legędę tę opowiedział Józef Malawski.

 

>>> czytaj więcej o ludowych legendach

 

Pewnemu sitarzowi nieoczekiwanie się zmarło, a że nie bardzo na ten wypadek był przygotowany, szczególnie zaś w sprawach handlowych nie wszystkie pozycje miał należycie uregulowane, poza tym ciążyły na nim jeszcze i inne jakieś grzechy, powędrował więc do piekła. Pomniejsze diabły wielce rade przyprowadziły go do samego Belzebuba.

 

 

Belzebub przyglądał mu się z wielką ciekawością i zagadnął go na pół łaskawie: 
- Coś robił na tamtym świecie i jakieś zbrodnie popełnił?
- Nic nie robiłem złego, tylko sita - odparł sitarz.
- Hm, - chrząknął Belzebub i chwilę myślał. Zastanawiał się nad tym, co zrobić z człeczyną, w którego oczach tlił się spryt, a twarz układała się w grymas wielkiego niewiniątka. U nas też potrzeba rzemieślników, będziesz więc tutaj zarabiał. Miał się właśnie rokował Belzebub i wydał odpowiednie zarządzenia diabłom. Spisano cyrograf i wypalono zwyczajem diabelskim na nim podpisy. Na mocy tej umowy dano sitarzowi mieszkanie, narzędzia i materiał. Nasz sitarz nie zwlekając zabrał się do roboty, bo wszelkie zobowiązania starał się zawsze należycie wypełniać. Raz tylko mu się to zdarzyło na tamtym świecie, a i to nie z jego winy, byłby bowiem wszystko załatwił ku zadowoleniu wierzycieli, gdyby nie kostucha, która przedwcześnie ułapiła go kościastą łapą i tym mu wlazła mocno w paradę. Miał się właśnie żenić po raz trzeci, czując się w pełni sił, a tu masz babo placek, zamiast się znaleźć na ślubnym łożu, znalazł się w piekle. Wedle umowy miał przydanego diabła-i stróża, który go stale dozorował i składał raporty Belzebubowi. Z raportów tych wynikało, że sitarz ma wszystko na czas dostarczone, nic mu nie brakuje i że na, ogół sprawuje się nienagannie.
 Sitarz rozejrzawszy się dokładnie, zaczął stawiać coraz to nowe wymagania, wdawał się w pogwarki ze swoim dozorcą, który go zapewniał, że wszystko co będzie potrzebne, będzie miał natychmiast dostarczone. Dla łatwiejszego wypełnienia żądań sitarza dodano mu jeszcze młodego jednego diabła, który musiał w lot wszystkiego dostarczyć, a więc łubów, łyka i włosia. Sitarz wzdychał, głową kręcił i robił same czarne sita.
Długo, bardzo długo już tam sitarz siedział. Spotykał się czasem z innymi rzemieślnikami, którzy również narzekali, jak i on, że trzeba tu pozostać na zawsze. Mimo jednak tych zapowiedzi słyszanych ze wszystkich stron, nie pozbywał się promyka nadziei i wciąż. rozmyślał, czy nie dało by się w jakiś sposób uciec. Przykrzyło mu się siarczyście, że nie może wędrować od wsi do wsi i gawędzić z ludźmi.
Pewnego razu wieczorem, gdy medytował jak się wydostać, przyszło mu na myśl, że trzeba się pomodlić, czego przez cały czas swego pobytu w piekle nie czynił. W momencie gdy się modlił, przypomniał sobie, że żyjąc na tamtym świecie, robił krzyżowe złotówki”, mógłby więc robić je i tutaj, boć przecie o tym w umowie z diabłami nie było powiedziane.
Na drugi dzień gdy wstał, przywołał do siebie diabła-dostawcę i zażądał farb do malowania włosia. Diabeł mocno się tym zainteresował i zapytał: 
Na cóż to waści potrzebne kolorowe włosy?
- Będę robił krzyżowe złotówki - odrzekł niestropiony sitarz.
Ta odpowiedź przeraziła diabła, ale cyrograf jest cyrografem i żądany materiał musiał być sitarzowi dostarczony. Chodził więc diabeł jak struty i bał się po prostu donieść Belzebubowi o żądaniach sitarza. Sitarz zaś, otrzymawszy farby, pomalował włosy i utkał siatkę, na której wyraźnie zarysował się krzyż, powiesił ją na ścianie, a następnie ukląkł i zaczął się modlić. Diabły tymczasem podkuliły ogony i zaczęły niemiłosiernie wyć, zaś diabeł dozorujący sitarza w siedmiomilowych susach popędził do belzebuba i ryknął od progu:
- Źle mistrzu, sitarz się wściekł!
Belzebub dostał ze strachu trzęsionki i klnąc siarczyście, z trudem poczłapał do sitarza wsparty na ramieniu swego poddanego.
- Ha, ryknął, zobaczywszy klęczącego sitarza przed krzyżem - toś ty taki ptaszek? Precz mi z moich oczu, precz z mego królestwa, podstępny człecze! Hej czorci bywajcie!
Zjawiła się ćma diabłów z potężnymi widłami i pędziła sitarza na cztery wiatry z piekła.
Stąd ponoć powstało przysłowie: Sitarza nawet czorci do piekła nie wezmą
.
 
 
 
 
 
Opracowanie Piotr Lasota

 

Powiązane artykuły

Zdjęcia

Wideo

Audio

Historie mówione

Inne materiały

Słowa kluczowe