Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Etnografia Lubelszczyzny - rzemiosło: garncarstwo

Garncarstwo lubelskie posiada bogatą i odległą tradycję i do niedawna sta­nowiło jedno z najstarszych oraz najliczniej reprezentowanych rzemiosł w Polsce. W połowie lat 50. XX wieku woj. lubelskie zajmowało drugie miejsce (po warszawskim) pod względem liczby ośrodków garn­carskich w Polsce.

Spis treści

[RozwińZwiń]

Ośrodki garncarskie na Lubelszczyźnie

 
Do najstarszych ośrodków garncarskich na Lubelszczyźnie zaliczyć należy: Mię­dzyrzec Podlaski (1558 r.), Urzędów (1565 r.), Opole Lubelskie (1569 r.), Włoda­wa (1599 r.), Lublin (1615 r.), Sawin (1629 r.), Tomaszów Lubelski (1642 r.), Pa­włów (1646 r.), Bełżec (1653 r.), Firlej (1690 r.), Białą Podlaską (1738r.), Frampol (1773 r.), Baranów (1779 r.).
W miejscowościach tych istniały już cechy garncarzy (co zarejestrowane zostało w księgach miejskich). Garncarstwem zajmowali się zarówno mężczyźni, jak też kobiety. Na podstawie badań terenowych stwierdzić możemy, że kobiety rzadko toczyły na kole, lecz zajmowały się zdobieniem, „rysowaniem", po­lewaniem gotowych wyrobów angobami czy glazurą. Rzemiosło to rozwijało się nie tylko w dawnych, przeludnionych miasteczkach, lecz rów­nież w pobliskich miejscowościach. Szczególny ich rozwój zaznaczył się w II poło­wie XIX wieku. Duże znaczenie miała niska cena wyrobów garncarskich i słabe nasycenie rynku drogimi wyrobami metalowymi produkcji fabrycznej. To sprawiło, że przez kolejne dziesięciolecia wyroby garncarskie cieszyły się niezmiennie powodzeniem, a dopie­ro rozwój przemysłu w XX wieku oraz spadek cen i masowa produkcja naczyń co­dziennego użytku sprawiły, że ośrodki te stopniowo zamierały.
Do powstawania nowych ośrodków garncarskich na terenie Lubelszczyzny przy­czyniały się również migracje garncarzy. Jak podaje prof. Roman Reinfuss, w II połowie XIX w. handlu­jący garnkami Mosiek Schwarzman z Janowa Lubelskiego sprowadził do Łążka Ordynackiego mistrzów z Sokołowa Małopolskiego i Medynii Głogowskiej, którzy nauczali miejscowych garncarzy sztuki malowania naczyń barwnymi polewami oraz umiejętnego używania glazury.
 

Nowinki ceramiczne

 
W celu udoskonalenia rzemiosła garncarzy pawłowskich ks. Antoni Wójcikowski, proboszcz miejscowej parafii rzymskokatolickiej, na przełomie XIX i XX w. wysłał kilku miejscowych garncarzy na kursy ceramiczne do Lwowa. On też zorganizował wysyłkę dużej partii pawłowskich wyrobów na wystawę, która miała miejsce w Lub­linie na początku XX wieku.
Inny duchowny ks. Koronat Piotrowski chciał wśród miejscowych podnieść poziom garncarstwa i „wyrobić w nich este­tyczne poczucie linii", dlatego też podsuwał im wzory starożytnych naczyń grec­kich. Garncarze chętnie przejęli nowe wzory, tym bardziej, że zarysowały się przed nimi nowe, o wiele większe możliwości zbytu. Nabywcami bowiem stały się też inne warstwy społeczne - ziemiaństwo, bogate mieszczaństwo i burżuazja, chcący mieć w swych salonach starożytny wazon lub urnę doskonale imitujące stare ceramiczne wyroby z Grecji. Jeszcze w okresie międzywojennym wśród garncarzy pawłowskich byli „artyści", któ­rzy pracowali dla okolicznego ziemiaństwa. Wymienić tu możemy m.in. Stefana Biełomca, Teofila Wanarskiego, Michała Kryma czy Hieronima Wanarskiego. 
Kazimierz Czernicki, opisujący w okresie międzywojennym okolice Chełma, zwrócił uwagę na prymitywizm uprawiane­go w Polsce rzemiosła garncarskiego. Pod­kreślił, że: „Zarówno piece jak i sam wy­rób odbywa się tak, jak przed tysiącami lat. Nic też dziwnego, że przy takim stanie pra­cy ludność trudniąca się wyrobem garn­ków zarabia bardzo mało".
Wyroby pawłowskie były „nad­zwyczaj tanie, można powiedzieć za bezcen", dzięki czemu miały duże powodzenie u ludności wiejskiej, która chętniej kupowała wyroby gliniane. Jedną z przyczyn tak niskiej ceny wyrobów pawłow­skich była niezmiernie duża liczba garncarzy - w porównaniu z innymi ośrodkami -w 1939 r. pracowało ich około 110. Dla porównania w tym czasie pracowało w: Białej Podlaskiej - 5 garncarzy, w Łążku Ordynackim - 9, Firleju - 13, Urzędowie - 25, we Włodawie - 13.

Ceramika pokucka

 
 
Interesującym epizodem w dziejach garncarstwa pawłowskiego była tzw. cera­mika pokucka, zwana też huculską. W okresie okupacji hitlerowskiej w Pawłowie przebywali Piotr Kuźma, Michał Czepyha i Mikołaj Buc, handlarze - pośrednicy z Kut koło Kołomyi. W 1941 r. sprowadzili do Pawłowa Michała Wołoszczuka - garncarza z Kut. On nauczył młodego, zdolnego garncarza Jana Sławińskiego toczenia typowych form i zdobnictwa stoso­wanego w ceramice pokuckiej. Gdy Jan Sławiński odkrył odpowiednią glinkę w Pawło­wie i sam radził sobie z techniką sgraffito, Michał Wołoszczuk zaproponował mu współpracę, która zaowocowała wysokiej klasy wyrobami.

Stan obecny lubelskiego garncarstwa

 
Garncarstwo - nie tylko lubelskie - przeżywa w ostatnich latach poważny kry­zys, zarówno artystyczny jak i materialny. Spowodowany jest on w dużej mierze zmianą zapotrzebowania społecznego. Warto jednakże podkreślić fakt, że garncarze rzadko wykonują imitacje form antycznych lub im podobnych.
 
Na początku XX w. na terenie Lubelszczyzny czynnych było około 100 ośrod­ków garncarskich, w których garncarze toczyli ceramikę użytkową i ozdobną dla okolicznych mieszkańców, głównych odbior­ców wyrobów garncarskich. Na początku lat 70. czynnych było 18 ośrodków, w tym na terenie powiatów: bialskopodlaskiego - w Białej Podlaskiej; biłgorajskiego: Bidaczów, Kol. Sól, Wól­ka Biska; chełmskiego: Pawłów; hrubie­szowskiego: Putnowice, Skryhiczyn, Józe­fów, Jarosławiec, Jasienica; janowskiego: Łążek Ordynacki; kraśnickiego: Urzędów; lubartowskiego: Michów; łukowskiego: Łu­ków, Glinne; puławskiego: Baranów; tomaszowskiego: Kolonia Dąbrowa; zamojskie­go: Krasnobród.
 

Z wyrobu siwaków słynęły dwa ośrodki: w Białej Pod­laskiej, gdzie Jakub Czeczelewski i bracia Stefan i Kazimierz Rogowscy nie mieli so­bie równych oraz w Pawłowie, w którym Jan Sławiński, Kazimierz Wanarski, Jan Kwiatkowski czy Aleksander Kozłowski osiągnęli niezwykłe mistrzostwo, wysoką jakość i bogatą dekorację wykonywaną techniką gładzenia. Z malowanej ceramiki, o boga­tym zdobnictwie zasłynął w Polsce Łążek Ordynacki, ze znaną, starą rodziną garncarską Startków, Franciszka i Czesława Sikorów, Kazimierza i Antoniego Czubów czy Józefa Kurzyny. Ośrodek w Urzędowie zasłynął w końcu lat 30. XX w. i w okresie powojennym z wyrobu kropielniczek i interesującej rzeźby figuralnej oraz miniaturowych naczyń dekoracyjnych. Wykonywali je: Jerzy i Paweł Witkowie, Teofil i Jan Gajewscy, a konty­nuują obecnie Zygfryd Gajewski wraz z synem Cezarym. Liczącym się ośrodkiem na terenie Lubelszczyzny był Baranów, w którym rodziny garncarskie Dąbroszów, Kołodyńskich, Maśnych wykonywały ceramikę glazurowaną wewnątrz i na zewnątrz, dekorowane motywami roślinnymi i geometrycznymi, wykonywanymi kremową po­białką.
 
Wspomniano tu jedynie kilka ośrodków ze wskaza­niem kilku garncarzy, którzy zaznaczyli się silnie swą działalnością i pozostawili „pewne" piętno, na podstawie którego możemy łatwo rozpoznać, z jakiego ośrodka pochodzi dany wyrób. W chwili obecnej (w świetle posiadanych danych) czynnych jest 6 ośrodków, w tym w: pow. chełmskim: Pawłów; pow. janowskim: Łążek Ordynacki; pow. kraśnickim: Urzędów; pow. łukow­skim: Glinne; pow. tomaszowskim: Dąbrowa Tarnawacka; pow. zamojskim: Krasnobród.
 
Podejmowane w ostatnich latach próby ratowania ludowego rzemiosła garn­carskiego w Polsce nie odniosły większych sukcesów. Zarówno konkursy organi­zowane przez muzea, mobilizujące miejscowych twórców do kolejnego sprawdzenia swych umiejętności, jak i działania podejmowane przez Ministerstwo Kultury i Sztuki w ramach ogól­nopolskiego programu „Ginące zawody" nie przynoszą, spodziewanych rezultatów. Organizowane od kilku lat w Urzędowie Ogólnopolskie Warsztaty Garncarskie również nie są w stanie spowolnić procesu odchodzenia od zawodu garncarza. Jest zbyt dużo uczestników nie związanych z garncarstwem, którzy traktują warsztaty jako tani kurs nauki rzemiosła, po ukończeniu którego uzyskują „dyplom uczestnictwa”.
Chlubne są próby ratowania ludowego rzemiosła garncarskiego podejmowane przez miejscowych animatorów kultury. Jeśli jednak za zapałem i działaniami nie pójdą środki finansowe na ratowanie tego rzemiosła, możemy spo­dziewać się jego rychłego upadku, a wtedy już tylko pozostanie zgodzić się z oba­wami Elżbiety Kępy, iż nie doczekamy lepszych czasów, bo „okaże się, że już tylko święci garnki lepią".
 
 
Literatura
 
Trzewik M ., Garncarstwo, [w:] Gauda A. (red.), Dziedzictwo kulturowe Lubelszczyzny. Kultura Ludowa, Lublin 2001.

Zdjęcia

Wideo

Słowa kluczowe