Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Etnografia Lubelszczyzny – ludowe wierzenia o wietrze

Wiatr utożsamiany był z ożywczym tchnieniem, które powoduje powstanie życia zmieniając bryłę gliny w czującą istotę. Widziano w nim boską epifanię. Głównym bogiem panteonu sumeryjskiego był Enlil – Pan wietrznego podmuchu. Egipcjanie wierzyli, że wiatr północny pochodzi z gardła Amona. Grecy personifikując świat utożsamiali go ze stronami świata: Zefir – wiatr zachodni, Boreasz – północny, Notos – południowy, Apeliotes – wschodni.

 

W Starym Testamencie pojawianiu się Boga towarzyszyły gwałtowne podmuchy wiatru, a kiedy na górze Horeb obok Eliasza przeszedł Bóg, uderzeniem wiatru ruszył górę i rozkruszył skały. W podmuch wiatru mogły ujawniać się siły niebiańskie, ale również demoniczne, co było silnie rozpowszechnione w wierzeniach słowiańskich, stąd starano się unikać z nim kontaktu, obawiano się negatywnych skutków owiania, które przejawiały się najczęściej w postaci chorób.

Spis treści

[RozwińZwiń]

Ludowe mity dotyczące wiatru

Charakterystyczny dla światopoglądu ludowego jest sposób pojmowania przyrody. Wierzono, że kosmos jest żywym organizmem, którego częścią są ludzie, a składniki przyrody, jak ciała niebieskie, żywioły, zjawiska atmosferyczne posiadają świadomość.

Wynikały z tego silne i emocjonalne związki człowieka z jego otoczeniem, a także przekonanie o zależnościach między wszystkimi elementami kosmosu, wspólnocie losów, komplementarności oraz integralnej przyczynowości. Celem zintegrowanej natury było podtrzymanie życia. Przyroda oczekiwała od ludzi respektowania określonych reguł wynikających z faktu uczestnictwa przez nich w naturalnej wspólnocie. Ludzką działalność oceniało świadome otocznie i odpowiednio na nią reagowało. Zwierzęta, rośliny, ziemia odczuwały wdzięczność za dobre traktowanie, opiekę, rzetelną pracę i odwzajemniały się wierną służbą, obfitym wzrostem i dużym urodzajem. Tak pojmowana rzeczywistość powiązana była więzami solidarności magicznej. Człowiek musiał znać strukturę świata i rządzące nim reguły, gdyż to umożliwiało mu odpowiednie zachowanie, przestrzeganie zakazów i nakazów, oraz oddziaływanie na świat. Jednocześnie dla człowieka pierwotnego natura wyrażała zawsze coś potężniejszego, co stało poza nią, była transcendentna, bowiem przedstawiała sacrum. Jednym z takich transcendentnych elementów świata przyrody był wiatr.

 

 >>>  czytaj więcej o ludowej wizji stworzenia świata

 

Według jednego z podań zanotowanych przez Dorotę Simonides ludzie nie znoszą wiatru, trwożą się przed nim, a czasami nawet rzucają w niego nożem. Wynika to z tego, że znają tylko jego niszczące działanie, natomiast nie wiedzą, jak wygląda. Wicher zaś, dlatego że jest niewidzialny, jest ciągle zły na Pana Jezusa, że go takim stworzył. Z tej złości wyrywa drzewa z korzeniami, zrywa dachy z domów, robi wszelkie szkody, które ludzie widzą i dlatego nie znoszą wichru.

 

Według innego podania gospodarz na połoninie pokrywał kolibę, którą za każdym razem wicher mu zrywał, aż zdenerwowany cisnął nóż przeciw niemu, złorzecząc mu. Po zachodzie słońca rozpalił ogień i zaczął przygotowywać wieczerzę, kiedy nadszedł pokaleczony człowiek. Gospodarz zaprosił go do wieczerzy, a ten odpowiedział, że ma szczęście, że go uczciwie przyjął, w przeciwnym razie ukarałby go za rzucanie noża przeciwko wiatru i pokaleczenie go. Po wypowiedzeniu tych słów przepadł.

 

Opowiadano też, że jeśli spotka się w polu wirowy wicher to ten porwie, a jeśli rzuci się w niego nożem, to tylko nóż upadnie zbroczony krwią. Gdy wiał silny wiatr, ludzie powiadali, że huczy Meluzyna. Wysypywano wtedy na okno trochę soli, co miało być pokarmem dla jej głodnych dzieci.

 

Wiatr i demony

Wiatr według wierzeń był złem przesyłanym powietrzem. Gdy zbliżał się do wsi dzwoniły dzwony. Szczególną odmianą wiatru był ruch powietrza, w którym siedział diabeł. Wiatr wiązano z sacrum, co niesie za sobą niebezpieczeństwo ambiwalencji, jeśli bowiem ukrywa on w sobie moc świata pozaziemskiego, to może to również oznaczać, że kryje w sobie demoniczne siły. W wirze powietrznym w relacji informatorki kryje się diabeł:

 

No to wiatry, takie wirusy to były. Diabeł nierazśmy godali, jak w siono wpodł to rozburzył, powietrze wszystko szło, piach rwoł i tak mówiu, że diabeł tancuje. Tak było, nieraz kupko okopiło sio, jak ci zawirowało. Już mówiomy: Oj diabeł wpodł! To szatan mówiliśmy, to diabeł. Takie były te wirusy. Nieroz jak gdzieś piasek był, takie suche pole piaszczyste, to aż się obłok taki zrobił. Rwało, rwało niosło że jaż, suchy piach. Siono, siono to mówiomy Diabeł naleciał, zmarnował, szaton czy jak. Były te wirusy. Toć to i teraz nieroz zawieje, ale nie każdy chodzi po tych polach. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010].

 

W innych regionach opowiadano, że siedzący w wichrze diabeł porwał kolasę z panem, dopiero po trzech dniach ją znaleziono, ale pana w niej nie było - diabeł porwał go do piekła. Wierzono także, że powiązani ze sobą diabeł i czarownica przebywają w wietrze i dokuczają ludziom. Pojawienie się silnego, porywistego wiatru łączono z powieszeniem się człowieka, wtedy bowiem diabeł porywał jego dusze i hulał z nią do piekła, dlatego mówiono, że w wietrze słyszy się wycie i jęk wisielca. Gwałtowny wiatr zrywał się w chwili śmierci osoby o demonicznych właściwościach. Plączący wszystko wiatr stwarza niebezpieczeństwo dla tych, którzy zajmowali się sznurami, nićmi, przędzeniem, robieniem na drutach. Tańczący w wirze diabeł mógłby się wkręcić we wrzeciono, co mogło doprowadzić do złych skutków, jednym z nich mogło być pojawienie się na głowie kołtuna.

 

>>> czytaj więcej o demonologii ludowej na Lubelszczyźnie

 

W wielu wsiach wiatr utożsamiano z duszami ludzi tragicznie zmarłych, nieochrzczonych, dzieci przyduszonych przez matkę w czasie snu, porońców, osób źle pochowanych. Poprzez przeraźliwe jęki, słyszalne w podmuchach wiatru, proszą one o pamięć i modlitwę. Mówiono, że gdy w piecu wiatr zawodzi, to płacze dusza krewnego.

 

>>> czytaj więcej o obrzędach pogrzebowych na Lubelszczyźnie

 

Kazimierz Moszyński w monumentalnym dziele Kultura ludowa Słowian zanotował motyw znany z wielu przekazów: dzikie polowania przestawiano jako gromadę dusz nieczystych, pędzących konno w powietrzu i robiących olbrzymi hałas. Raniły one ludzi, wyrywały przydrożne drzewa, łamały krzyże. Według wierzeń wicher może się zerwać, kiedy nieopatrzenie naruszy się spokój duszy zmarłego. Ponadto w wietrze mogły ukrywać się strzygi, zmory oraz inne strachy, kuszące ludzi do złego. Z wiatrem wiejącym nocą do świata ludzi przybywały wampiry.

 

Według zaleceń magii, opierającej się na zasadzie podobieństwa, wiatr można wywołać przeciągłym gwizdaniem, nieartykułowane dźwięki przywołują szatana, który zjawia się pod postacią wiru powietrznego. Niekiedy celowo odwoływano się do tego sposobu, aby nawiązać kontakt z siłami demonicznymi.

 
>>> czytaj więcej o magii na Lubelszczyźnie

 

Negatywne skutki owiania

W relacjach pojawiały się opowieści o negatywnych skutkach wiatru. Nie utrwaliły się tu archaiczne wierzenia, według których Bóg objawia się w postaci wiatru, który jest ożywczym tchnieniem kosmosu. Wręcz przeciwnie na badanych terenach Lubelszczyzny uznawano go za przyczynę chorób, pogląd ten był zresztą charakterystyczny dla dawnych Słowian. W wierzeniach słowiańskich najczęściej wymienianymi przypadłościami spowodowanymi przez wiatr i związane z nim demony są obłęd, zmieszanie, splątanie, podwianie. Demoniczność wiatru, charakterystyczny ruch wirowy, a także skutki podmuchów każą widzieć w nim źródło obłąkania, zawrotów głowy, opuchlizny. Wiatr nawet może porwać człowieka i rzucić o ziemię. Niespodziewane podmuch albo nieroztropne wystawienie się na przeciąg uważano za źródło krost i wysypki, co z kolei mogło prowadzić nawet do śmierci:

 

No wiater, wiater, jak wiater zawioł to mówiły, że i umrzeć mógł. To długo było tak godone. Oj ja taku miałam babcie staru to godali, zawsze opowiadali, że jak ich Olesie wiater zawioł, jak dostała ospy, tak umarła. Ta babcia zawsze tak godali, że mieli Olesio i Olesia wyleciała na dwór, siedem lat miała czy ile, jak zawioł wiater, taki zalecioł na podwórz duży, jak przyleciała do mieszkania to sie przewróciła. Jak zachorowała to umarła. I godała, zawsze powiedzieli, że Olesie, to mi zabił wiater. Ło to to pamiętam od swoi babci. Zawsze o ty Olesi. Jaku ja miałam ładnu Olesie, wyleciała na dwór, jak wiater zawioł, przyleciała do mieszkonia, przewróciła sie i umarła. Jakieś takie jak krostów dostała, to wtedy nie można było bardzo, że ospa, żę jakieś takie z wiatru. Tak zawsze godała ta moja babaka, ze tak się stało z Olesiu. To to pamiętam, że wiater ubił to dziecko. Zawse, oj ile razy dziecko były takie wiatry. Olesi wiater zabił, to umarła. Czy to prowda, może i prowda. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010].

 

Trącenie wiatrem mogło powodować przeziębienie, paraliż, wylew:

Bo w kiedyś to tak było, że teraz co je wylew, to wiater zabił, ubił wiater. To nie było uznane, że to było wylew, że to wiater zabił, jak mógł zabić wiater, jak to sie w mieszkaniu robiło, upadł, odjęło mowe. [Stefan Smolak, Wólka Kątna, 2010];

 

A ja wiem. Tego to ja tyż nie wiem. To i teraz mówiu: Oj zawioło mnie, bo sie przeziębiłem. No może tak nieroz to tak jest, że tak ktoś jest zagrzany, zawieje jakiś wiatr to szkodzi. [A nie mówili kiedyś, że wiatr kogoś trącił?] To tam kiedyś, że sparaliżowało go, ale z jakiego powodu, to tam ludzie nie wiedzieli po prostu. [I mówili, że wiatr go trącił?] Tak sparaliżowało go – wiatr go trącił. [Marianna Gajda Zabłocie, 2009];

 

No uszkodził albo ręki, albo noge, taka… Wylew albo zawał, to i kiedyś. Ton wiater tak.[Zofia Chołaj, Bobowiska, 2010].

 

Wiatry przynosiły ze sobą także inne dolegliwości. Najgroźniejsze z nich były pustoszące ziemię epidemie. W tradycji europejskiej znane jest wyobrażenie epidemii, jako kobiety – morowej niewiasty, która sprawia duży wiatr, powodujący śmierć ludzi.

 

>>> czytaj więcej o medycynie ludowej na Lubelszczyźnie

 

Zabezpieczenie przed owianiem

Mądrość ludowa podsuwała różne sposoby ochrony przed owianiem, które polegały na wykorzystaniu środków apotropeicznych. W pierwszej kolejności jednak można się było chronić po prostu poprzez unikanie owiania. Szczególnie na jego negatywne skutki narażona była kobieta ciężarna i położnica (która w kulturze ludowej ma szczególny status, jest mediacyjna, bowiem za jej pośrednictwem z obcego świata przychodzi na nasz świat nowy człowiek)

 

A to żeby ciężko nie robić, żeby wiatr nie podwiał, żeby nie wychodziła na dwór do tygodnia czasu. [Żeby wiatr nie podwiał to co?] A bo jak wiatr podwieje to niedobrze, to może… Kiedyś to tak było, że wylew to nazywali wiater, że jak tam odjęło o taki świeży kobiecie, to może być wylew, tam coś sie zrobić, kiedyś wiatrem nazywali, że sparaliżuje człowieka, to wiaterem nazywali, że to wiater jiu podwiał i odjęło ji ręke abo noge. [To kobiecie ciężarnej zagrażał ten wiatr, oj nie ciężarnej tylko?] Po porodzi, świeżej takiej jak wyszła na dwór. [To była bardziej narażona?] Bardzo narażona była na to. No krew uszła, z siły spadła, nie było przecież takich zastrzyków jak dziś. […] [I tydzień czasu nie mogła z domu wyjść?] Tydzień czasu nie wolno było, babcia ta zakazywała: Nie wychodź na dwór, żeby cie nie podwiało, bo będziesz kawęczeć całe życie. Nie wychodź na dwór, wypocznij sobie w mieszkaniu! A przeważnie zimowu poru, bo w lecie było cieplutko, to tak nie zagrażało to podwianie przewiew ten, a tak to zagrażało. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

 

Kazimierz Moszyński zanotował nakaz padania na ziemię, klękania lub ukrycia się w czasie porywistego wiatru. Podczas burzy, albo w chwilach pojawienia się wichru powietrznego nie należało wychodzić z domu bez poświęconych przedmiotów. Jeśli już nastąpiło zetknięcie z wichrem, to należało trzykrotnie splunąć przez lewe ramie. W celu uchronienia się przed kryjącymi się w wichrze demonami, można było wypowiedzieć formułę świńskie gówno. Przywołanie ekstremów, podobnie jak pokazanie figi, powinno odstraszyć złe moce. Także w celu obrony kierowano w stronę wiru ostre narzędzia, rzucano w niego siekierą, w niektórych regionach wierzono, że nóż trzymany w środku wiru zostawi na sobie ślady krwi diabła. Niekiedy do obrony przed negatywnym działaniem wiatru wystarczały tylko modlitwy, kropienie poświęconą wodą. Pomagało także noszenie przy sobie poświęconych przedmiotów, na przykład medalika.

 

Wróżby z wiatru

Wiatr, który był ruchem powietrza i mocą, która się w nim objawiała, dostarczał informacji pochodzących z zaświatów. Były to informacje na temat pogody, przyszłych losów człowieka i świata, przyczyn chorób i perspektyw ich leczenia. Wiatr wschodni przynosił brzydką pogodę, a wiatr południowy – ciepło i słońce, wiatr zachodni silne deszcze, natomiast północny – zimno i brzydką pogodę. Gdy na niebie widoczna była zorza, był to znak niechybnego pojawienia się silnego wiatru. Na Śląsku wróżono o nadchodzącym roku na podstawie wiatru wiejącego w Wigilię – przed dom wychodziła najstarsza osoba i z kierunku jego wiania przepowiadała przyszłość: wiatr północny zapowiadał śmierć osoby starej, południowy – w średnim wieku, wschodni zapowiadał śmierć dziecka.

Literatura

Kowalski Piotr, Kultura magiczna. Omen, przesąd, znacznie, Warszawa 2007.
Moszyński Kazimierz, Kultura ludowa Słowian, cz. II, Kultura duchowa, zesz. 1, wyd. 2, Warszawa 1967.
Ogrodowska Barbara, Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce. Mały słownik, Warszawa 2001.
Simonides Dorota, Mądrość ludowa. Dziedzictwo kulturowe Śląska Opolskiego, Wrocław 2007.
Simonides Dorota, Dlaczego drzewa przestały mówić? Ludowa wizja świata, Opole 2010.

Wójtowicz Magdalena, Postawa magiczna jako wyraz światopoglądu mieszkańców okolic Markuszowa, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. Jana Adamowskiego, Lublin UMCS 2010.