Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Etnografia Lubelszczyzny – ludowe wierzenia o słońcu

Słońce rozpoczyna dzień, rozpraszając mroki nocy i nadając kształty rzeczom. Biblijnemu mitowi o oddzieleniu światła od ciemności przypisuje się symboliczne znaczenie oddzielenia dobra od zła. Wędrówka słońca po niebie odzwierciedla odwieczną walkę światła z mrokiem, życia ze śmiercią, i nieustanne zwycięstwo słońca, które podlega permanentnej regeneracji, zarówno w cyklu dobowym, jak i rocznym. Całodobowe symboliczne odtwarzanie kosmogonii – wyłanianie się z ciemności nocy białego dnia, jako znaku porządku kosmicznego i moralnego, możliwe stało się dzięki zwycięskiej walce światła nad ciemnością. Jego wędrówka po niebie organizowała życie ludzi w cyklu dobowym. Kalendarz chrześcijańskich świąt liturgicznych pokrywa się z kalendarzem solarnym.

 

Słońce w wielu religiach było uznawane za Boga lub jego epifanię. Konceptualizowano go jak oko, przez które Bóg spogląda na świat, stąd zakaz pewnych czynności (pokazywanie palcem na słońce, patrzenie prosto w słońce), ponieważ mogłyby one obrażać Stwórcę lub uruchamiać kontakt z zaświatami. Ponieważ słońce jest oknem nieba wykorzystywane było we wróżbach, głównie tych dotyczących pogody.

Spis treści

[RozwińZwiń]

Mity solarne

Słońce stanowiło najstarszy temat mitów solarnych. Modlono się do słońca i pod różnymi imionami czczono jako bóstwo. W starożytnym Egipcie bóg Re był bogiem słońca, w Babilonie – Szamasz, w Persji i na Bliskim Wschodzie Mitra, w starożytnej Grecji a także Rzymie – Helios, w tradycji prasłowiańskiej ze słońcem związany był Swaróg – bóg nieba i ognia. W tradycji chrześcijańskiej piękne, mądre i sprawiedliwe słońce staje się symbolem Chrystusa. Pierwsi chrześcijanie w czasie modlitwy zwracali się w kierunku słońca, obyczaj ten został zachowany przez długie wieki na ziemiach słowiańskich. Ślady kultu słońca zachowały się w tradycji ludowej, z tymże oddawanie mu czci uznawano za przejaw pobożności chrześcijańskiej. Słońce uznawano za światłość i jasność bożą, okno w niebie, uchyloną bramę niebieską, a nawet oko Pana Boga lub oko dnia. Uznawano, że jest miłe i przyjazne całemu światu, oraz że wędrując po niebie nieustannie chwali Stwórcę.

 

W kulturze ludowej funkcjonują liczne mity dotyczą słońca. Sięgają one nawet kosmogonii. Według jednego z przekazów, Bóg stoczył ciężki bój z szatanem o to kiedy będzie jasność, a kiedy ciemno. Po ciężkiej walce sam zadecydował i przypisał dniom i nocom stałe pory. Według innego podania, zanotowanego przez Dorotę Simonides, Pan Bóg stworzył anioły, aby nie czuć się samotnym. Wśród nich wybrał najsilniejszego, aby pilnował porządku. Ten jednak szybko zaczął podburzać innych przeciwko Stwórcy. Zabrał słońce i schował je za chmury i z tego powodu ludzie na ziemi płakali. Bóg rozkazał aniołowi oddanie władzy, ale on odmówił. Miał się rozegrać bój, gdy wszyscy na niego przybyli okazało się, że niegodziwy anioł schował słońce i księżyc i wszędzie było ciemno. Bóg nie miał wyjścia – musiał strącić go do piekieł, gdzie panował mrok. A ludziom postanowił dać słoneczko, żeby było jasno w dzień i miesiączek, żeby było jasno w nocy.

 

Inna legenda mówi, że po wygnaniu Adamy i Ewy z raju Pan Bóg postanowił stworzyć słońce, aby nie było im ciemno, ale przestrzegł ich, że ono będzie nie tylko ich ogrzewało i dawało światło, ale także będzie okiem, którym Bóg będzie widział wszystko, co będzie się działo. Słońce obejdzie cały świat od wschodu do zachodu i zajrzy w każdy zakątek.

 

>>> czytaj więcej o ludowej wizji stworzenia świata

 

Szacunek dla słońca

Pozostałością dawnych mitów solarnych oraz sakralność przypisywanej słońcu jest szacunek, którym członkowie kultury ludowej, okazują temu ciału niebieskiemu. Przejawia się on w postaci licznych zakazów:

Pokazywać palcem to na pewno nie, bo jednak do słońca był wielki szacunek [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010];

Patrzeć się prosto w słońce nie można.. [Stefan Smolak, Wólka Kątna, 2010].

 

Uważano, że tylko czarownica patrzy prosto w słońce i nic się z nią nie dzieje. W obecności słońca nie należy przeklinać, stawać do niego tyłem, oddawać moczu czy wyrzucać śmieci w jego stronę. Zakazane były także inne czynności, poprzez które manifestowała się biologiczność – nie wolno jeść na słońcu, ani zarzynać zwierząt. Surowy zakaz kontaktu ze słońcem w dawnych kulturach obowiązywał kobiety w czasie menstruacji.

 

O szacunku dla słońca, zrównywaniu go z bóstwem świadczy fakt, że świątynie budowane były frontem w stosunku do słońca, a także układ grobów – zmarli byli chowani przodem do wschodzącego słońca.

 

Znana w folklorze dziecięcym rymowanka Biedroneczko leć do nieba jest echem dawnej modlitwy do słońca twierdzi Dorota Simonides. Według niej potwierdzeniem tej tezy jest szacunek okazywany biedronce: nie wolno było jej zabijać, ani zrzucać z palca, lecz łagodnie strzasnąć, aby poleciała do nieba. Biedronka była personifikacją słońca.

 

Antropomorfizacja słońca

W żywych do dziś wierzeniach słońce było przedstawiane jak człowiek, który ma oczy, buzię, patrzy na świat z wysoka, ma rodziców, braci i siostry, oraz własny dom i gospodarstwo. W niektóre dni roku słońce zachowuje się w szczególny sposób: gra o wschodzie na Wielkanoc oraz w dzień św. Piotra i Pawła. W Boże Narodzenie kuca z radości ciesząc się z wesołej nowiny, w Wielkanoc tańczy, radując się ze zmartwychwstania, w dniu świętej Trójcy trzykrotnie chowa się za góry, kłaniając się w ten sposób Stwórcy. Słońce wykazuje całkiem ludzkie uczucia – raduje się i weseli w dzień Zwiastowania, chwali Boga, płacze nad grobem Jezusa i niedolą ludzi w Dzień Zaduszny, dziwuje się urodzie Jezusa i Maryi. Wierzono, że w razie przesileń, słońce dwa razy wstaje, skacze, tańczy, mieni się, jaśnieje niezwykłym blaskiem, a człowiek bez grzechu, jeśli zobaczy te cuda będzie bogaty, szczęśliwy i spłynie na niego łaska Boga. Według innych przekazów w wigilię św. Jana trzykrotnie zachodzi, jeśli ktoś zobaczyłby tę anomalię mógłby umrzeć.

 

Solarne odmierzanie czasu

Ludwik Stomma w książce Słońce rodzi się 13 grudnia pokazuje, że kalendarz świąt liturgicznych pokrywa się z kalendarzem solarnym, który polegał na obserwowaniu ruchu słońca i związanej z nim zmiennej długości dnia i nocy. Największe święta katolickie pokrywają się z zmianami astronomicznymi, na przykład Boże Narodzenie z przesileniem zimowym, Wielkanoc z wiosennym zrównaniem dnia z nocą, podobnie inne święta wiązały się ze zmianami w przyrodzie. Swoje badania etnolog oparł na metodzie obserwacji miejsc wschodów i zachodów słońca. Metoda ta nie wymagała specjalistycznych narzędzi z tego względu była dostępna potocznemu doświadczeniu i mogła być wykorzystywana przez ludy pierwotne. Wyniki poczynionych przez niego obserwacji przedstawiają się następująco: punkt zachodu słońca przemieszcza się szybko i wyraźnie w stronę południa do 5-7 grudnia, następnie zwalnia, omal zamiera (tak się wydaje przeciętnemu obserwatorowi). Około 12-13 grudnia rusza w drogę powrotną na północ. W tym czasie, aż do około 20-24 grudnia punkt wschodu podąża wciąż konsekwentnie na południe, 24-26 grudnia hamuje, i dopiero od 31grudnia - 1 stycznia zaczyna zawracać na północ od 6 stycznia dzieje się to już bardzo szybko. Dla pierwotnej wyobraźni ta obserwacja przedstawiał nie tylko prawa przyrody, był to symboliczny dramat walki nocy z dniem, śmierci z życiem.

 

Dnia corocznie ubywa, potem zaczyna go przybywać. Dzień 25 grudnia jest potwierdzonym w wielu kulturach plemiennych i ludowych momentem zwycięstwa jasności. Pozostałe daty zmagania nocy z dniem są jednocześnie datami ludowych obrzędów: 6 grudnia – św. Mikołaja, 13 grudnia – św. Łucji, 31 grudnia/1stycznia – Sylwestra, 6 stycznia – Epifanii. Inne święta liturgiczne na przestrzeni całego roku są wyznaczone przez charakterystyczne punkty oparte na obserwacji wschodów i zachodów słońca na horyzoncie. Na przykład 15 czerwca – św. Wita, 24 czerwca – św. Jana, dzień przesilenia letniego, 25 marca – dzień Zwiastowania i 29 września – św. Michała Archanioła pokrywają się wyznaczonymi techniką azymutowi terminami zrównania dnia z nocą.

 

Nieco więcej wątpliwości powstaje w trakcie ustalania terminu Wielkanocy, a w związku z tym także Popielca i Zapustów. Święto Wielkanocy powstało w środowisku żydowskim, gdzie posługiwano się kalendarzem lunarnym (księżycowym). Data Wielkanocy wypadała dość swobodnie, Sobór Nicejski w 325 r. wydał rozporządzenie, iż niezależnie od kalendarza żydowskiego święto ma przypadać w niedzielę po pierwszej pełni księżyca zaraz po zrównaniu wiosennym, jednakże na soborze zapomniano podać uznanej daty przesilenia i powstały spory między zwolennikami dat 18, 21 i 25 marca, które przeciągnęły się aż do przełomu VII i VIII wieku, kiedy za ten dzień uznano oficjalnie 21 marca.

 

Innie uroczystości cyklu wielkanocnego także nie naruszają drastycznie solarnej periodyzacji roku, choć Ludwik Stomma nie przyjmuje tak łatwo tłumaczenia o ich włączeniu i wpasowaniu w ramy chronometrii ludowej. Potwierdzeniem tych tez szuka w próbach ujednolicenia daty ruchomych świąt, potwierdzone w licznych tekstach i w czasie badań terenowych. Niektóre święta kościelne zaakceptowane zostały przez kulturę ludową na skutek ich zbieżności ze zjawiskami astronomicznymi, jednak ta zbieżność była przez długi czas zakłócana. Wynikało to z niedokładności juliańskiego porządku kalendarzowego.

 

Juliusz Cezar gościł na swoim dworze księżniczkę Kleopatrę, a wraz z nią aleksandryjskiego astronoma Sozygenesa, który przedstawił cesarzowi projekt nowego kalendarza. Został on wprowadzony w roku 46 p.n.e. i nosi miano kalendarza juliańskiego. Od tej chwili rok liczył 365 dni i 6 godzin. Ową sześciogodzinną nadwyżkę, regulowano dodaniem co czwarty rok jednego dnia w miesiącu lutym. Wadą tego kalendarza był fakt, że opóźniał się on w stosunku do ruchu słońca. Reforma kalendarza została przeprowadzona w XVI wieku i przypisuje się ją papieżowi Grzegorzowi XIII. Główne postanowienia reformy sprowadzały się do regulacji naliczania lat przestępnych i skorygowanie opóźnienia w postaci pominięcia dziesięciu dat, czyli w roku 1582 po 4 października nastąpił 15 października. W konsekwencji dopasowanie liturgicznego kalendarza świat kościelnych i ludowego cyklu obrzędów przejścia nastąpiło w Polsce dopiero po wprowadzeniu porządku gregoriańskiego.

 

 >>> czytaj więcej o poszczególnych świętach kościelnych na Lubelszczyźnie

 

Cykl dobowy

Anna Brzozowska-Krajka pisze, że cykl roczny słońca jest strukturalną odpowiedniością cyklu dobowego, dołączając jeszcze obecne w kulturze aspekty antropologiczne, badaczka w następujący sposób przedstawia ten izomorfizm: zorza – wiosna – narodziny; zenit – lato – dojrzałość; zachód słońca – jesień – starość; noc – zima – śmierć. Ruch słońca po niebie organizował codzienny rozkład zajęć, wyznaczał czas prac polowych i ich zakończenie, oraz czas na odpoczynek i sen.

 

W ludowej wyobraźni każdej doby rozgrywała się walka mroku ze światłem i każdorazowo zwyciężało słońce, bowiem codziennie pojawiało się na niebie, podobnie jak w cyklu rocznym po każdej zimie następowała wiosna i odrodzenie. Idąc dalej należy stwierdzić, że opozycja noc-dzień w wielu kulturach była odnoszona do fundamentalnego dualizmu przyrody: światłość – ciemność, która w wielu religiach zrodziła dualizm moralny dobro-zło. Dalej autorka książki Symbolika dobowego cyklu powszedniego w polskim folklorze tradycyjnym pisze, że w polskiej tradycji ludowej dużą frekwencje posiada formuła biały/jasny dzień i czarna/ciemna noc, który nawiązuje do ludowego mitu kosmogenicznego, w którym nastąpiła walka dwóch demiurgów: Boga i szatana, jasności i ciemności. Ta symboliczna kosmogonia powtarzana jest każdej doby. W cyklu dobowym pojawia się noc i dzień, które podzielone są liniami demarkacyjnymi – świtem i zmierzchem. Oprócz faz granicznych świtu i zmierzchu w obrębie doby pojawiają się fazy centralne skorelowane z dwoma ludowymi demiurgami – bogiem i diabeł.

 

Wschód słońca i świt

U podstaw rannej aktywności leżało założenie, aby był to czas dobry, bowiem od niego zależał cały dzień, magia dobrego początku najlepiej wyraża się w niekanonicznych modlitewkach, na przykład:

 

Dziękuję Panu Bogu, słoneczku błyszczącemu, miesiączkowi jasnemu, gwizdkom świecącym […] że ja tę nockę przespał. Daj Boże ten dzionek spędzić w szczęściu, w korzyści, w przybytku, w wesołości i dobrym zdrowiu. Imię Ojca i Syna i Ducha Św. Amen. Z nocy jak spał i wychodził, to sio przeżegnoł. [A w którym miejscu?] Na dwór wychodził na schody. [A gdzieś na progu?] Tak, rano żeby to było na cały dzień. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]

 

Jeszcze mój dziadek łopowiadali Boże, dziękujo ci. Nie… Ofiarujo dzień dzisiejszy na chwało tobie i tu przespanu nocke, noc. [Stanisław Wójtowicz,  Wólka Kątna, 2009].

 

Wraz ze wschodem słońca należało wstać i rozpocząć dzienną aktywność:

 

Odmawiano modlitwy, bo tam kiedyś wstawano, wschód słońca czy zachód słońca to był bardzo ważny, bo na przykład było wyznaczone, że się wstaje przed wschodem słońca, ludzie wstawali. Nieraz nawet babcia len przędła przed wschodem słońca. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

 

Przed władcą spuszcza się głowę w pokłonie, tak również należy czynić przed słońcem, władcą nieba i dnia. Gdy tylko wzeszło słońce gospodarz zdejmował nabożnie okrycie głowy, po czym żegnał się kłaniając mu się nisko. Za jego przykładem tak samo czynili domownicy po czym rozpoczynano modlitwy:

 

Oj babcie nasze to sie modliły, to była o wschodzie była modlitwa ranna, w południe. [Jaka ranna?] Oj Ojcze nasz i Kiedy ranne wstają zorze. Jeszcze za mojej babci to Kiedy ranne wstają zorze, modlitwa wspólna przy stole odmówiły dzieci i rodzice i to tak było. Teraz tam nie ma tego zwyczaju, ale kiedyś to było. [Czyli zawsze jak słońce zaczynało wschodzić, to…] Modlitwa ranna była i Kiedy ranne wstają zorze. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

 

Niedaleko mnie weźmy może Janek Jontaka Wocha to powiedzić może jeszcze, jego ojce mówiły godzinki. Co dzień. Przecież blisko przez jedno mieszkanie przez dwa, to tom godzinki codzionnie. Tak jak ło tu w radiu słysze, tak te godzinki mówiły. [Stanisław Wójtowicz,  Wólka Kątna, 2009].

 

Przed wschodem słońca należało wykonywać pewne czynności uzdrowicielskie, czy działania magiczne, należy wtedy zbierać zioła czy czerpać wodę do celów leczniczych.

 

>>> czytaj więcej o medycynie ludowej na Lubelszczyźnie

 

Południe

Po rannym zwycięstwie światła rośnie jego intensywność, aby osiągnąć swój zenit – kiedy to objawia się największa emanacja siły słońca. Punkty centralne czasu są nacechowane epifanicznie. Świąteczny charakter południa wymusza pewne nakazy. Należy je traktować jak każdy czas świąteczny i z tego względu na tę chwilę zawieszano prace, stawano w kierunku do słońca i odmawiano modlitwę. Zwyczaj ten Kościół katolicki zaanektował w postaci modlitwy Anioł Pański:

 

A w południe Anioł Pański był odmawiany, czy się nawet na polu było, to taki mieliśmy rozkaz od rodziców, to żeby „Anioł Pański” ofiarować za zmarłych swoich, za babciów, dziadziów, przerwać na chwile i pomodlić sie Anioł Pański. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

 

Nacechowane obecnością sacrum południe jest także porą pojawiania się demonów. Aż jedna trzecia postaci z polskiej demonologii jest aktywna w południe. Kazimierz Moszyński opisuje różne demony tego typu. Na Słowiańszczyźnie popularne było wyobrażenie południcy, kobiety ubranej na biało, która latem w okresie żniw, przechadza się po miedzach, wśród pól i napastuje ludzi, którzy łamią zakaz i pracują w południe. Za karę skręca głowy i powoduje nieznośny ból szyi. Etnograf krajów słowiańskich pisze także o zakazie spania w południe. Jeśli ktoś zaśnie mogą pastwić się nad nim demony i sprowadzić cierpienia. Jeśli po obudzeniu taki człowiek nie mógł poruszyć rękami i nogami, to był to znak, że we śnie męczył go demon. Konsekwencją południowego spotkania z demonami było szaleństwo, zabroniona była także kąpiel w środku dnia, bo demony mogły wciągnąć i utopić człowieka. W południe wykorzystywano także białą magię w celu przysporzenia sobie szczęścia i pomyślności, z tego względu istniał nakaz, aby wodę po pierwszej kąpieli dziecka wylać w samo południe, na najbardziej uczęszczane drogi, co zapewnia przyszłość przychylność ludzi dla noworodka. Wykorzystywano także czarną magię: kobieta mająca żal do sąsiadki robi na polu tejże zawitkę, tj. idzie tam w południe, rozbiera się do naga, rozplata włosy i wśród żyta wybiera siedem kłosów, które zawiązuje czerwoną nitką i przegina w dół wymawiając jednocześnie klątwę.

 

>>> czytaj więcej o postaciach demonicznych w ludowych wyobrażeniach

 

Zachód słońca i zmierzch

Postępujący mrok to powolne konanie słonecznego światła. Zgodnie z kosmicznymi wzorcami człowiek kończy swą dzienną aktywność. Dominuje tu magiczna funkcja należytego zamknięcia i ochrony przed negatywnie waloryzowanym zmierzchem. Antycypowanie dobrej przyszłości poprzez tabuizację zmierzchu pojawia się w zakazach pożyczania czegoś z domu, sprzedawania, wylewania, czy naruszania. W tym momencie wszelkie otwieranie groziło negatywnymi konsekwencjami. Słońce w opozycjach binarnych znajduję się po prawej, a więc pozytywnej stronie, wiąże się z nim jasność, dzień, radość. Gdy zachodzi słońce zwiększa się ryzyko kontaktu z zaświatami i mocami demonicznymi. Możliwe jest zapoczątkowanie negatywnych zdarzeń, należących do porządku nocy, czyli będących pod władzą szatana:

 

Takie były każdy się uwijał, żeby do zachoda zrobić, a po zachodzie diabeł niszczy. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010].

 

Wszelkie prace należało kończyć przed zachodem słońca, podobnie było w przypadku kłótni:

 

Tylko do zachodu słuńca musi być gniew. Przeprosić się, bo to wielki grzech! A jakbyś w nocy umarła, gdzie by cie Pan Bóg powołał, bo to nie wolno, bo to grzech! [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

 

Po zachodzie słońca nie należało zostawiać dziecięcych pieluszek na dworze. Pojawia się też nakaz siania gryki:

 

[…] na początku maja to przed wschodem słońca, jak niebo było pogodne, niebieskie było niebo, to reczka była do siania, bo później, nie urodziła się. [[Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

 

Po zachodzie słońca nie można było niczego z domu pożyczać: pieniędzy, chleba, mleka, ani innych przedmiotów, nie można było też czerpać wody na kąpiel dziecka, ani zostawiać pieluszek dziecięcych na sznurze. Kobieta po urodzeniu dziecka nie mogła wychodzić po zachodzie słońca bez chustki na głowie.

 

Wieczorami (nie tylko maju)  mieszkańcy wsi schodzili się pod figurę i odmawiali modlitwy:

 

Przeważnie po wschodzie słuńca, tak na wieczór tośmy sio modlili. Nieraz tak takeśmy byli, no młode śmy byli, tośmy sio schodzili do figury i tamśmy sio modliwali. Modlitwy tośmy mieli. Tu u Sytów i tu u Mańków tośmy mieli te modlitwy, ale wieczorom, wieczorom. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010].

 

Jasność dnia jest warunkiem istnienia uporządkowanego świata. Według wyobrażeń charakterystycznych dla myślenia magicznego, kiedy słońce zachodzi, świat pogrąża się w chaosie.

 

Północ

Fazy kulminacyjne cyklu dobowego są czułymi miejscami w strukturze czasu, kiedy doświadczenia racjonalne mieszają się z irracjonalnymi. Nocna faza środkowa, czyli północ stanowi moment dominacji szatana i największa aktywność istot demonicznych. O dwunastej przychodzą duszę, swe działania rozpoczynają zmory, z grobów wstają strzygi. W Zaduszki wszystkie dusze z cmentarza szły o godzinie dwunastej do kościoła. Zobaczyła je matka, która bardzo opłakiwała swoją zmarłą niedawno córkę. Dziewczyna szła z tyłu i dźwigała wielki dzban:

 

I ta matka mówi: A ty co tutaj tak dźwigasz przy sobie? A ona mówi: Ten dzban dźwigam twoich łez, żebyś nie płakała, bo mnie jest bardzo dobrze! Żebyś więcej nie płakała od tej pory! [Stefan Smolak, Wólka Kątna, 2010].

 

W drugiej opowieści tego samego informatora pojawia się motyw straszenia w dniu zadusznym. W czasie drogi powrotnej do domu usłyszał:

 

[…] świst i cudowne te głosy rozmaite i, jak mnie przejął strach, nie wtedy, kiedy to się działo. Ja jak poszedłem, to kuniem trzeba by mnie gunić. Ja do dumu wpadłem, a tu siedem po dwunasty! [Stefan Smolak, Wólka Kątna, 2010].

 

Wspólnym motywem łączącym obie opowieści jest fakt, że dzieje się to w Zaduszki o godzinie dwunastej, zostaje tu włączona symbolika dobowego cyklu czasowego, według którego północ, to moment przejściowy, a więc mediacyjny. Anna Brzozowska-Krajka pisze, że osiągająca o północy swe apogeum desakralizacja czasu – największego chaosu, sprzyja wszelkim działaniom ten chaos utrwalającym, kreującym anty-ład. Kobieta która chciała stać się czarownicą musiała o północy na krzyżowych drogach zapisać swoją duszę diabłu.

 

Kierunek zgodny lub niezgodny z ruchem słońca

Istotnym elementem obserwacji słońca było naśladowanie kierunku jego poruszania się po niebie. Kierunek prawoskrętny był właściwy, zgodny z odwieczną normą, dlatego zachowywano go w momencie wykonywania niektórych, niezwykle ważnych z punku widzenia społeczności rolniczych czynności, jak pierwszy siew i orka:

 

Wydaje mi się, że jak się pierwsze orki rozpoczynało, czy jak się zaczynało siew to się przestrzegano, żeby zgodnie z ruchem, jak jeszcze rękami z płachty siano. [Eugenia Wójtowicz,  Wólka Kątna, 2010].

 

Zgodnie z ruchem słońca wykonywano też niektóre czynności obrzędowe, na przykład wesele idzie lub jedzie ze słońcem, aby młodym się dobrze wiodło. Kierunek odwrotny uznaje się za niewłaściwy w stosunku do takich czynności, natomiast powszechnie wykorzystywano go w trakcie odczyniania uroków, w których ujawnia się jego opaczny charakter, chodzi bowiem o to aby cofnąć, odwrócić, odpędzić złe moce czy chorobę:

 

Jak gdzieś było jakieś urzeknionte coś, czy dziecko czy co, to obchodziły jakoś, na odwrót słunka. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009];

 

Aaa! No to jak kogoś uroki złapały. To ja pamiętum, tu sąsiadka, to ja przechodziłam z lewej strony na prawu trzy razy. [Marianna Gajda, Zabłocie, 2009];

 

No to na opak to dotyczy tych wszystkich odczynieniach uroków, to już wszystko było na opak czynione. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kąta, 2010].

 

Wróżby ze słońca

Słońce traktowano jak okno nieba, dlatego można było z niego czytać przyszłe losy, na przykład jeśli chodzi o pogodę, niezwykle istotną sprawę w życiu ludności wiejskiej. Przywilej ten nie był dany wszystkim, a tylko „swoim”, czyli tożsamym w wierze:

 

Ludzie mówiły, że my wierzunce ludzie, katolicy, słunko to możemy patrzyć tego… No tyz na słunku miały jakieś tego, łuno jakoś przedstawiało sio, bo to nie było zawse takie jasne tylko jakby zaćmiune, jakby przez mgło to tyz była przepowiadana pogoda na to. [Stanisław Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009].

 

Obserwowano głównie wygląd słońca, zmieniające się kolory – blade było zapowiedzią złej pogody na dany dzień, zaciemnione – zmiana pogody w ciągu następnych dni, podobnie zamglone i czerwone wróżyło burze i grzmoty:

 

No jo to no można było, jak słuńce zachodziło za chmaro, to mówiło się: „Jutro pogody nie będzie, bo słońce za chmaro!” Jak ładnie zachodziło: „Jutro pogoda.” Jak nieroz wiecorom się zachmurzyło, to już mówili: „Jutro pogody nie będzie, bo słońce zaszło za chmare.” [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010].

 

Kiedy w trakcie zachodzenia chowało się za chmurę lub wyglądało, jak w wodzie, oznaczało to również zmianę pogody. Czerwone słońce odbierano jako zapowiedź wojny, śmierci lub głodu, a w dniu ślubu oznacza smutne życie małżonków. Pomyślność w gospodarstwie określano na podstawie wyglądu słońca i jego obecności na niebie w niektóre dni. Urodzaj dopisze jeśli słońce świeci w Boże Narodzenie, mówiono nawet, że Jak jasne to stodoły ciasne, a jak ciemne to stodoły przestrzenne. Podobnie wnioskowano o przyszłym dobrobycie w Nowy Rok i Palmową Niedzielę, natomiast jeśli słońce świeci w dniu Matki Boskiej Gromnicznej boją się owczarze, bo zapowiada to zarazę wśród owiec.

 

Zaćmienie

Niezwykle groźnie interpretowano wszelkie anomalie w funkcjonowaniu kosmosu. Spotkanie dwóch ciał niebieskich należących do różnych porządków – słońca i księżyca odbierano jako zły omen. Zaćmienie słońca albo księżyca był negatywnie interpretowane, w tym czasie bowiem następowało pogrążenie ziemi w ciemnościach i chaosie. Tłumaczono to jako efekt pożerania słońca lub księżyca przez potwora, czarownice lub inne złe moce, aby je odstraszyć czyniono hałas – zanotował Kazimierz Moszyński. Zaćmienie słońca mogła spowodować czarownica przebijając je diamentową szpilką, a ono wpadło w morze z którego musi się wydobyć. Zaćmienie powodowało choroby i śmierć. W jego trakcie należało zamknąć studnie, aby negatywny wpływ nie udzielił się wodzie, po której wypiciu można było umrzeć. Według mitów po zaćmieniu rośliny rosły dalej, ale nie dawały owoców, zwierzęta nie rozmnażały się, a niemowlęta umierały.

Literatura

Brzozowska-Krajka, Symbolika dobowego cyklu powszedniego w polskim folklorze tradycyjnym, Lublin 1994.

Kowalski Piotr, Kultura magiczna. Omen, przesąd, znacznie, Warszawa 2007.

Moszyński Kazimierz, Kultura ludowa Slowian, cz. II, Kultura duchowa, zesz. 1, wyd. 2, Warszawa 1967.

Ogrodowska Barbara, Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce. Mały słownik, Warszawa 2001.

Simonides Dorota, Mądrość ludowa. Dziedzictwo kulturowe Śląska Opolskiego, Wrocław 2007.

Simonides Dorota, Dlaczego drzewa przestały mówić? Ludowa wizja świata, Opole 2010.

Słownik stereotypów i symboli ludowych, red. Jerzy Bartmiński, t. 1 Kosmos, cz. 2, Lublin 1999.

Stomma Ludwik, Słońce rodzi się 13 grudnia, Warszawa 1981.

Tomiccy Joanna i Ryszard, Drzewo życia. Ludowa wizja świata i człowieka, Warszawa 1975.

Wójtowicz Magdalena, Postawa magiczna jako wyraz światopoglądu mieszkańców okolic Markuszowa, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. Jana Adamowskiego, Lublin UMCS 2010.