Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Etnografia Lubelszczyzny – ludowe wierzenia o chlebie

Chleb był i ciągle jest podstawowym pożywieniem, który spożywamy każdego dnia. Kult chleba w kulturze ludowej nie wynika jedynie z pragmatycznych zadań, jakie spełnia, zostaje mu przypisana symbolika niemal sakralna. Jest wytworem ciężkiej pracy chłopa na roli, od ziarenka do bochenka jest procesem, który urasta do symbolicznej rangi powstawania i rozwoju życia. Chleb utożsamia najważniejsze wartości egzystencjalne - dostatek, płodność kobiet i zwierząt, dobre plony, spokojne i bezpieczne życie.

 

>>> czytaj więcej o codziennym życiu na wsi lubelskiej

Spis treści

[RozwińZwiń]

Chleb w kulturach świata

Barbara Ogrodowska pisze, że chleb był znany w epoce kamienia około 12 000 lat temu. Początkowo wyrabiano twarde placki z mąki, śruty i wody, które pieczono na kamieniach. Z czasem smak chleba poprawił się dzięki dodaniu środków spulchniających i fermentujących, zaczęto także używać specjalnych pieców, które początkowo miały kształt glinianych dzwonów. W wielu religiach wschodnich, w starożytnym Egipcie, antycznej Grecji i Rzymie chleb był ważną ofiarą, składaną bóstwom, w szczególności bóstwom urodzaju i zmarłym przodkom.

 

>>> czytaj więcej o innych zachowaniach magicznych na Lubelszczyźnie

 

Chleby był stosowany w obrzędach rytualnych Starego i Nowego Testamentu. W czasie ostatniej wieczerzy Jezus zamienił chleb w swoje ciało, przez co wyniósł go do najwyższej godności. W najodleglejszych nawet kulturach funkcjonuje przekonanie o świętości chleba, przypisuje się mu pozytywne wartości, otacza szacunkiem, traktuje jak dar Boga, a jednocześnie czyni z niego pośrednika, wykorzystywanego do komunikacji z sacrum.

 

>>> czytaj więcej o chlebie w tradycji polskiej wsi

 

Szacunek dla chleba w kulturze ludowej

Do dziś na wsiach Lubelszczyzny można zauważyć głęboki szacunek dla chleba, który wyraża się w licznych zakazach i nakazach, które stanowią kontynuację dawnych tradycji. Pod żadnym pozorem nie można było marnować chleba, dopuścić do jego zepsucia, pleśnienia, wyrzucać, gdyż mogło to sprowadzić gniew Boży. Resztki chleba należało starannie zebrać i dać ptactwu lub dodać bydłu do paszy. Ciągle funkcjonuje zakaz wyrzucania chleba do śmieci, który dawniej wynikał także z biedy ludności wiejskiej - często brakowało chleba. W książce Wiesława Myśliwskiego Kamień na kamieniu, obrazującej życie na wsi, jeden rozdział został zatytułowany Chleb. Ojciec bohatera – Szymona Pietruszki pierwszą kromkę odkrajaną z wigilijnego chleba zawijał w białą szmatkę, wsadzał pod krokiew na strychu i leżała tam aż do wiosny, gdy odwijał ją, kładł na skibie ziemi i zaczynał pierwszą orkę. Kromka ta traktowana była jak świętość. Młody Szymek wielokrotnie z utęsknieniem myślał o schowanej kromce, ze względu na biedę, chleb jawił się jako największy przysmak. Pewien rok był nieurodzajny, a przez to szczególnie ciężki. Szymon ukradł schowaną za krokwią kromkę i zjadł. Ojciec, kiedy się o tym dowiedział, wpadł w szał.

 

>>> zobacz fragment Historii Mówionej o domowym wypieku chleba

 

Kiedy na podłogę spadł okruch, to z nabożnością podnoszono go i całowano. Przestrzegano również, aby nie kłaść chleba odwrotną stroną, do góry nogami, bo wtedy analogicznie mogło by się zdarzyć w gospodarstwie, co jest myśleniem według zasad magii sympatycznej podobne czyni podobne. Nie można także było kłaść chleba na brudnym stole i wbijać w niego noża. Wyrazem niezwykłego szacunku było rozpoczynanie krojenia chleba od uczynienia na nim znaku krzyża: A u nas to chleb jak zaczynały, to zawsze żegnały. [Marianna Gajda, Zabłocie, 2009].

 

Jedna z poetek ludowych Krystyna Poczek z Wólki Kątnej napisała wiersz Chleb, w którym uwidacznia się głęboki szacunek i pietyzm z jakim przygotowywano chleb:

 

Matka wyjmowała z pieca

z wierzchu wodą obmyła,

 rzędem kładła na ławie –

chlebem pachniała izba.

Brała bochen w swoje dłonie

kreśliła na nim znak krzyża,

usta jej szeptały modlitwę,

gdy kroiła ostrzem noża.

Na twarzy pojawiał się uśmiech

w oczach jaśniał błękit nieba,

gdy podawała nam dzieciom,

kromki świeżego chleba.

 

Legendy związane z chlebem

Istnieje ludowa legenda, która mówi, że Pan Jezus z Najświętszą Panienką przebywali na ziemi i zobaczyli, że ludzie nie szanują chleba, zbożem zatykają dziury w drodze, a metrowymi kłosami czyszczą buty. Pan Jezus się srodze rozgniewał i rzekł, że od tej pory nie będzie na ziemi rosło zboże. Z pomocą ludziom pospieszyła Najświętsza Panienka. Szybko chwyciła jeden kłos i powiedziała, żeby zostawił chociaż tyle zboża, ile się zmieściło w jej dłoni. Pan Jezus się zgodził i od tamtego czasu zamiast metrowych, tłustych kłosów, rosną cienkie i krótkie, jak krótkie były dłonie Matki Boskiej.

 

>>> czytaj więcej o legendach z Lubelszczyzny

 

W innej legendzie także jest mowa o szacunku dla chleba. Pan Jezus ze świętym Piotrem szli po ziemi pod postaciami biednych dziadków. Otrzymali od jednej gospodyni podpłomyk. Św. Piotr zechciał spróbować, co to takiego, ale nie śmiał prosić Pana Jezusa. Potajemnie ułamał kawałek i zaczął gryźć go po kryjomu, ale wtedy Jezus go zawołał, aby nie zdradzić się ze swoim łakomstwem Piotr wypluł szybko gryziony kawałek. Wędrowcy porozmawiali chwilę, po czym dalej szli w milczeniu. Św. Piotr ponownie zechciał spróbować podpłomyka, lecz Jezus znów do niego przemówił, a on ponownie wypluł napoczęty chleb. Kiedy czynność powtórzyła się trzeci raz, Pan Jezus powiedział, do św. Piotra, że zgrzeszył, bo myślał, że Pan Jezus nic nie widzi. Święty Piotr padł do nóg Pana prosząc o przebaczenie. Jezus przebaczył Piotrowi, natomiast aby wypluty chleb nie zmarniał bez pożytku, zamienił go w grzyby.

 

Chleb w obrzędach rodzinnych

Chleb odgrywa istotną rolę w obrzędach rodzinnych, przede wszystkim w czasie ślubu i wesela. Pojawiając się w określonych miejscach ceremonii, uaktualniając sensy symboliczne, które wpływają na przebieg obrzędu. Do dziś kontynuowany jest zwyczaj witania państwa młodych, wracających z Kościoła, chlebem i solą. W relacjach informatorów pojawiały się wypowiedzi, że towarzyszyła temu spotkaniu na progu formuła słowna:

 

No tak. To i teraz tak jest. [Jakie to miało znaczenie?] A no i tako kucharka, matka przewaźnie to tego, przed drzwiami staneła, przed wejściem do mieszkania z tu solu i chlebem i coś sie pytała. Zaraz. Czego potrzebujesz ło. Ale już tego nie wiem. [A to coś takiego specjalnego mówiła?] Tak. Taku przemowo. Czego potrzebujesz, cy soli cy chleba. A łona odpowiedziała. No sól i chleb. [Zofia Chołaj, Bobowiska, 2010].

 

Informatorzy tłumacząc sens zwyczaju, jednocześnie definiują chleb, jako element niezbędny do życia:

 

No to się odbywało w progu domu w progu domu tam gdzie przyjeżdżali. No wiadomo to już była nowa rodzina i witano ich w ten sposób. To co było najpotrzebniejsze do życia rodziny, czyli chleb sól, nie wiem dlaczego akurat chleb sól. No to co najważniejsze, żeby akurat chleba tego nie brakowało, a sól tez jest produktem niezbędnym do życia. […] tylko było powitanie matka pytała: Co chcesz czy chleb, czy sól czy jego? Czy tego męża. Więc młoda odpowiadała: I chleb i sól i jego, żeby robił na niego! Więc żeby ten mąż jej pracował na chleb. Była taka odpowiedź. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]

 

Chleb pojawia się także w innym momencie obrzędu weselnego. W wielu rejonach Polski znany jest zwyczaj pieczenia korowaja, który na ziemiach centralnych jest nazywany kołaczem. Przygotowanie tego szczególnego ciasta odbywało się według ściśle określonego schematu, który zawierał przepis, ale także wskazówki, których przestrzeganie miało zapewnić szczęście przyszłym małżonkom. Osoby, czas, miejsce przygotowania, sposoby pozyskiwania składników były określone. Na wypiek korowaja przeznaczano mąkę najlepszej jakości, pieczono go tylko raz, więc musiał się udać. Kobiety, które tym się zajmowały, nazywano korowajnicami i w zależności od terenu były to doświadczone mężatki lub panny. Korowaj pieczono w ostatni wieczór przed ślubem, najczęściej wypadało to w sobotę, bo dawniej śluby odbywały się w niedzielę. W trakcie wykonywania tej czynności do izby nie mógł zaglądać mężczyzna. Istniały nakazy w odniesieniu do wody, wykorzystywanej do pieczenia korowaja: musiała być czerpana ze szczególnych miejsc, na przykład trzech rzek lub źródeł, lub z miejsca, gdzie spotykają się trzy strumyki. Udawała się po nią kobieta przed wschodem słońca, aby woda była nie napoczęta, a kiedy wracała z pełnym naczyniem milczała i nie oglądała się za siebie. Uformowany bochenek zdobiono wykonanymi z ciasta ozdobami, zazwyczaj były to ptaszki, zwierzątka, ludziki. Piotr Kowalski autor książki Chleb nasz powszedni. O pieczywie w obrzędach, magii, literackich obrazach i opiniach dietetyków pisze, że różnorodność form niosła za sobą sensy płodnościowe, zamieszczane tam zwierzęta wykorzystywano bowiem w magii wegetacyjnej. Niekiedy też korowaj zdobiono symetrycznymi obrazami imago mundi, jak drzewo kosmiczne.

 

Analogiczną symbolikę ma wita na niektórych trenach Lubelszczyzny, rózga weselna. Dzięki tym atrybutom obrzęd zostaje umieszczony w szerokim kosmicznym i sakralnym kontekście – nowożeńcy przecież dostąpią wielkiej tajemnicy, zostaną obdarzeni mocą dawania życia. Z tego też względu w czasie wesela wdowca lub wdowy nie pieczono korowaja – tajemnica życia, uosabiana przez chleb, może zostać objawiona tylko raz. Podczas kiedy piekł się korowaj, korowajnice śpiewały i tańczyły, zaklinając ciasto, aby wyrosło jak największe. Gotowy wypiek kładziono na wieku od dzieży i wynoszono do komory. Ten symbol płci i płodności powracał w kulminacyjnym momencie wesela – był dzielony między uczestników obrzędu. Wnosił go swat (lub inne osoby w zależności od regionu), dzieleniem zajmował się natomiast starosta weselny, musiał to robić bardzo umiejętnie (musiała się zgadzać liczba kromek), aby nie sprowadzić na nowożeńców nieszczęścia, a na siebie kpin i złośliwości. Korowaj roznosił starszy drużba i częstował nim według ustalonej kolejności. Dziś kontynuacją tego zwyczaju są weselne torty. We wschodnich rejonach kraju pieczono także specjalne bułeczki dla nowożeńców – szyszkę dla panny młodej i miesiąc (w kształcie sierpa) – dla pana młodego. Młodzi zjadali te bułeczki rankiem po pierwszej nocy.

 

W obrzędzie weselnym jest jeszcze jeden moment, w którym zostaje przywołana symbolika chleba. W czasie oczepin, kiedy następuje zmiana wianka na czepiec, panna młoda siada na dzieży chlebowej, o czym mówiła jedna z informatorek: Wcześniej tak, na pewno. Jeszcze jak babcia nasza to też na pewno ją sadzali, jak ona brała ślub, to ona brała w latach dwudziestych, ale już potem w latach powojennych, to nie było sadzania na dzieży. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

 

 >>> czytaj więcej o obrzędzie weselnym na Lubelszczyźnie

 

Dzieża, naczynie które służy do rozczyniana ciasta na chleb, w nim następuje wzrost tego ciast. Dzieża zna tajemnicę wzrostu, życia. Sadzanie panny młodej na dzieży, w momencie kiedy przestaje być panną, a staje się pełnoprawną mężatką, służy przejęciu mocy płodnościowych, utożsamianych przez to naczynie. Siedząc na dzieży panna młoda wyraża także chęć przejęcia wszystkich obowiązków gospodarskich, wraz z najważniejszą umiejętnością – przygotowaniem chleba, które świadczyło o charakterze przyszłej żony. Powszechnie znana była żartobliwa przyśpiewka, która szydziła z kobiety, która nie opanowała tej ważnej czynności:

 

Za chłopa się napirała,

chleba upic nie umiała

A jak i się chlib nadarzył,

poza skórą kotek łaził.

Podniósł ogónek do góry

I jeszcze nie dostał do skóry.

 
Symbolika chleba zostaje także uaktualniona w obrzędach pogrzebowych. Jednym ze zwiastunów śmierci gospodarza jest pęknięcie dzieży chlebowej. O przyszłej śmierci wróżono także z wyglądu chleba: jeśli pękł w piecu, lub się nie udał, także czytano to jako zły omen. W Chełmskim Oskar Koleberg zamieścił opowieść, że po sporządzeniu trumny stolarz wkłada w nią wszystkie narzędzia,. Bierze bochenek chleba, wtyka w niego świeczkę, zapala ją i kładzie na wieku. Wszyscy domownicy zmarłego klękają i odmawiają modlitwy. Stolarz prosi, aby domownicy nie mieli do niego żalu, za zrobienie trumny.
 
Henryk Biegeleisen, autor książki Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego, zanotował inny moment obrzędu pogrzebowego, w którym pojawia się chleb. Na Lubelszczyźnie w momencie przebywania nieboszczyka w domu, zostawiano na noc na stole pełny kieliszek gorzałki wraz z chlebem, ciastem i pieczenią. Gdy rano kieliszek był pusty oznaczało to, że dusza przyjęła ucztę. Podobnie czyniono po stypie – zapalano świeczkę, która paliła się na trumnie, stawiano ją na kominie wraz z kieliszkiem wódki i kromką chleba, w przekonaniu, że dusza zmarłego przyjdzie w nocy na ucztę. W okolicach Tomaszowa Lubelskiego w dzień pogrzebu koło nieboszczyka zbierali się najbliżsi pili wódkę i jedli chleb z solą. Informatorzy wspominają zwyczaje u prawosławnych: I bułke chleba dajo, gdzieś tam kłado. [Do trumny?] Tak. Mały chlebek taki. A nie, ten chleb leży przy tym nieboszczyku i późni rodzina przynosi z kościoła i dzielo się już tym ostatnim chlebem. [Maria Daniluk, Janówka, 2007].
 
 
 
 
Irena i Krzysztof Kubiakowie w książce Chleb w tradycji ludowej piszą, że chleb w obrzędzie pogrzebowym stosowano jako pożywienie dla duszy zmarłego i dusz przodków, ochronę przed niepożądaną interwencją ze strony zaświatów, oraz niekiedy jako zapłatę potrzebną przy przekraczaniu granicy oddzielającej światy, a także jako ofiara dla przodków.

 

Chleb w obrzędach dorocznych

Integralnym elementem przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia było pieczenie chleba. Robiła to gospodyni zazwyczaj dzień przed wigilią. Zapach pieczonego chleba oznajmiał domownikom nadejście niezwykłego, świątecznego czasu.

 

Według badaczy dzielenie się opłatkiem w wigilię jest zmodyfikowanym zwyczajem dzielenia się pieczywem obrzędowym. Ten cienko pieczony chlebek, pochodzący z kościelnych, czy klasztornych piekarni, najpierw znany był w środowisku szlachty i mieszczaństwa. Opłatek na wsi przyjmował się powoli, nawet w XX wiek nie był znany we wszystkich rejonach. Dziś jest to zwyczaj jednoznacznie kojarzony z wieczerzą wigilijną. Dzielenie się opłatkiem, a pierwotnie chlebem, był gestem, który służył tworzeniu sakralnej przestrzeni i, jak piszą Kubiakowie, nie tylko łączył ze sobą ludzi, ale podkreślało ich związek z innymi pozaludzkimi bytami. Święta Bożego Narodzenia, przypadające na zimowe przesilenie słońca, celebrowały tajemnice kosmosu, jaką jest nieustanne odradzanie się życia, a łamanie się chlebem przypominało o tym fakcie. Opłatkiem dzielono się także ze zwierzętami. W relacji widać kontynuację dawnej tradycji, czyli dzielenia się chlebem, połączoną z nowszą – dołączano do niego opłatek: A to sionko wszystko, to zbirone było i dawone krówkum. I opłatek. Na chleb scypilli. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]; mąż informatorki dopowiada: Teraz daju opłatek kolorowy, czerwuny czy zieluny, w kolorze. I sio po kawołku kładło na ten chleb. [Stanisław Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]. Wigilijne dzielenie się opłatkiem było świadectwem jedności świata, odrzucenia urazów. Chlebem dzielono się z całym uniwersum - znany był zwyczaj nie sprzątania po wierzy wigilijnej przez całą noc. Pokarm zostawiano dla dusz przodków, które miały przyjść na ucztę. Podobny sens, niosło zostawienie pustego nakrycia. Dziś tłumaczy się ten zwyczaj zostawieniem miejsca dla zbłąkanego wędrowca, pierwotnie miał on zaduszkową motywacje.

 

Formą drobnego pieczywa obrzędowego są szczodraczki. Pieczono je w całej Polsce. Były to drobne chlebki w kształcie podkowy, rogala, okrągłe lub podłużne, podobne do postaci ludzkich. Gospodyni przygotowywała je z najlepszej mąki, nadziewała kapustą, serem lub burakiem cukrowym. Przygotowywane je w celu obdarowania chodzących od Wigilii do Trzech Króli grup kolędniczych. Szczodraki i całe kolędowanie skoncentrowane były wokół idei zaklinania urodzaju.

 

>>> czytaj więcej o kolędowaniu na Lubelszczyźnie

>>> czytaj więcej o zwyczaju chodzenia z szopką

 

Na Nowy Rok pieczono nowe latka (głównie na Kurpiach), które przedstawiały różne zwierzęta, najczęściej domowe – krowy, owce, kury, świnie, gęsi, rzadziej formowano podobizny dzikich zwierząt. Często ustawiano je na okręgu zrobionym również z ciasta. Chlebki te nie mogły się poniewierać, niektóre moczono w wodzie i dawano zwierzętom. Mocowano je także za pomocą nitki do sufitu. Oprócz takich przeznaczonych do powieszenia formowano po latku przeznaczonym dla każdego domownika i zwierzęcia. Nowym latkom przypisywano życiodajną moc, a także uznawano za apotropeion, chroniący przed chorobami i nieszczęściami.

 

Pieczywo obrzędowe pojawia się także w trakcie innych świąt roku obrzędowego, na przykład w postaci pączków wypiekanych w ostatni czwartek przed postem czy wielkanocnych bab. Musi pojawić się także w trakcie dożynek, to przecież chleb jest efektem pracy i trudu na roli. Kiedy na polu zostawiano przepiórkę, czyli jeden niezżęty pęk, to umieszczano koło niego chleb, który miał zapewnić lepszy plon w następnym roku.

 

>>> czytaj więcej o zwyczajach związanych ze zbożem

 

Rola pieczywa w działaniach magicznych

Chleb występował we wróżbach dotyczących miłości i małżeństwa. Zakochani, jeśli chcą wywróżyć czy się pobiorą, musieli dokonać pewnego zabiegu magicznego - dziewczyna piekąc chleb wyrabia dwie jednakowe bułki, zaznaczając jedną dla chłopaka, i jeśli ona wyrośnie znacznie większa, to jest znak, że do ślubu na pewno dojdzie. Wierzono, że panna, która pierwsza zje przylepkę od chleba, ta wkrótce wyjdzie za mąż. Obserwowano także proces pieczenia: jeśli w trakcie wkładania chleba do pieca, spadnie on z łopaty, wróżyło to nieszczęście. Także w trakcie budowy domu zdarzało się, że na rogu każdej podwaliny gospodarz układał chleb, jeśli z któreś zniknął, to oznaczało to że należy w tym miejscu zmienić układ podwali, bo tę stronę uznawano za nieszczęśliwą. Zdarzało się także, że w podwaliny gospodarz razem z pieniędzmi wrzucał kawałek chleba, aby go nigdy nie brakowało. Wierzono, że kiedy ktoś się utopił, a nie można znaleźć ciała, należy wziąć bochenek chleba, wbić w niego świeczkę i puścić na wodę, płynący chleb zatrzyma się w miejscu, gdzie znajdują się zwłoki. Noszenie przy sobie chleba miało zapewnić pomyślność w czasie podróży i przede wszystkim chronić przed działaniem złych duchów.

 

W Andrzejki młode panienki rzucały wygłodniałemu psu kawałki chleba, bądź kulki z ciasta, od której dziewczyny pierwszy zjadł, ta wyjdzie za mąż.

 

>>> czytaj więcej o listopadowych wróżbach

 

Pieczywo wykorzystywano także w medycynie ludowej ze względu na jego sakralne nacechowanie.

 

>>> czytaj więcej o zachowaniach magicznych na Lubelszczyźnie

 

Popularnym sposobem było zagniecenie z chleba, pajęczyny i śliny, papki, którą przykładano do rany. Jedzenie chleba obgryzionego przez myszy miało przeciwdziałać bólom zębów. Uporczywy wrzód należało pocierać świeżym chlebem, a potem dać go psu do zjedzenia, wtedy dolegliwość miała przejść na niego.

 

Rozmówcy

 

Janina Woch –  J.W., ur. w 1925 r. w Abramowie (gmina Abramów, powiat lubartowski). Po wyjściu za mąż w 1943 r. przeprowadziła się na Wólkę Kątną (gmina Markuszów, powiat puławski). Ukończyła cztery klasy szkoły podstawowej. Zajmowała się pracą na gospodarstwie rolnym. Obecnie jest na emeryturze.

Stanisław Wójtowicz – S.W., ur. w 1926 r. w Wólce Kątnej, gdzie przez całe życie mieszka. Ukończył sześć klas szkoły podstawowej. Zajmował się pracą na roli, obecnie jest na emeryturze.

Eugenia Wójtowicz – Eug.W., ur. się w 1928 r. w Abramowie. Po wyjściu za mąż za Stanisława Wójtowicza w 1948 r. przeprowadziła się na Wólkę Kątną. Wraz z mężem prowadziła gospodarstwo rolne. Obecnie jest na emeryturze.

Marianna Gajda – M.G., urodziła się w 1928 r. w Zabłociu, gdzie całe życie mieszka. Zajmowała się pracą na roli. Obecnie jest na emeryturze.

Elżbieta Wójtowicz – E.W., urodziła się w 1949 r. w Wólce Kątnej (gmina Markuszów, powiat puławski). Ma wyższe wykształcenie rolnicze. Pracowała jako nauczycielka, jak również wraz z mężem prowadziła własne gospodarstwo rolne. Obecnie jest na emeryturze.

Zofia Chołaj – Z.C., urodziła się w Bobowiskach w 1924. Zajmowała się pracą na roli. Obecnie jest na emeryturze.

Maria Daniluk – M.D., urodziła się w 1950 r. w Janówce (gmina Janówka, powiat Biała Podlaska). Zajmowała się pracą na roli.

 

 
 

 

Literatura

Biegeleisen Henryk, Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego, Warszawa 1931.

Kowalski Piotr, Chleb nasz powszedni. O pieczywie w obrzędach, magii, literackich obrazach i opiniach dietetyków, Wrocław 2000.

Kowalski Piotr, Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie, Warszawa 2007.

Kubiak Irena, Kubiak Krzysztof, Chleb w tradycji ludowej, Warszawa 1981.

Ogrodowska Barbara, Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce. Mały słownik, Warszawa 2001.

Poczek Krystyna, Wieczorne pacierze, Lublin 1995.