Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Etnografia Lubelszczyzny – cykl roczny w życiu wsi – kwiecień

Miesiąc ten swą nazwę zawdzięcza budzącej się w tym czasie do życia przyrodzie, kiedy łąki i drzewa pokrywają się pierwszym po zimowej przerwie kwieciem. To czas powtórnych narodzin przyrody, ale również zmartwychwstania Chrystusa, obchodzonego w czasie ruchomych świąt Wielkanocnych, przypadających zazwyczaj na ten właśnie miesiąc. Obrzędy związane z celebrowaniem świąt okresu wiosennego mają różnorakie źródła. Znaczna ich część pochodzi z czasów przedchrześcijańskich. Przenikają się tu rytuały, ceremonie, obrzędy chrześcijańskie z elementami ludowego celebrowania nadejścia wiosny. Przez wzgląd na analogie między archaicznym świętowaniem wiosennej rezurekcji świata przyrody i zmartwychwstaniem Chrystusa, elementy pogańskie i chrześcijańskie w procesie dziejowym zrosły się w formę znaną nam współcześnie.

W wielu regionalnych zwyczajach możemy odczytać ich pogańskie pochodzenie. Stanowią swoiste odtworzenie kosmogonii. Wykreowanie świata z chaosu, przygotowania do nadejścia wiosny i zapewnienia płodności zarówno roślinom, zwierzętom jak i ludziom. Symbole płodności, odradzającego się życia jak woda, jaja, kogut, zielone gałązki, pojawiają się w tym okresie w różnych obrzędach.
 
Wielkanoc w Polsce, jak i w innych krajach o tradycjach chrześcijańskich jest najważniejszym świętem dorocznym, a co za tym idzie – najuroczyściej celebrowanym w całym wiosennym cyklu świątecznym. Cykl obejmuje okres od Środy Popielcowej, otwierającej Wielki Post, do święta Zesłania Ducha Świętego – zwanego powszechnie Zielonymi Świątkami.

Spis treści

[RozwińZwiń]

Przysłowia, wróżby i powiedzenia związane z kwietniem

 

  • Ciepły kwiecień i też suchy, gbura pozbawiają otuchy.
  • Gdy w końcu kwietnia deszcz rosi, błogosławieństwo polom przynosi.
  • Grzmot w kwietniu – dobra nowina, już szron liści nie pościna.
  • Kwiecień ciepły, chłodny maj, mokry czerwiec, Boże daj!
  • Kwiecień-plecień się przeplata, trochę zimy, trochę lata.
  • Na kwiecień lada z czego wianek spleciem.
  • Nie lubi gbur kwietnia suchego, lecz woli się obyć bez niego.
  • Suchy kwiecień, mokry maj, będzie żyto jako gaj.

 

1 kwiecień – Prima Aprilis

Dzień powszechnej wesołości, żartów, wprowadzania się w błąd. Początek tego zwyczaju niektórzy wywodzą od uroczystości dawnych Rzymian na cześć bożka śmiechu i wesołości, bowiem poganie rzymscy rozpoczynali Nowy Rok w dniu pierwszym kwietnia wśród najweselszych zabaw. Polacy od dawnych czasów w tym dniu rozsyłali listy z nieprawdziwymi informacjami, lub tylko kartkę z napisem Prima Aprilis, oszukiwali się wzajemnie, by później śmiać się z tych którzy dali się wprowadzić w błąd, stąd:

 
Przysłowia, wróżby i powiedzenia związane z Prima Aprilisem:
 
  • Na Prima Aprilis nie wierz/nie czytaj, bo się omylisz.
  • Pierwszy kwietnia - bajów pletnia.
  • W prima aprilis się omylisz, gdzie postąpisz, gdzie się schylisz .

 

Niedziela Palmowa

Święta Wielkanocne poprzedza Niedziela Palmowa, zwana również Kwietną Niedzielą lub Wierzbną, stanowi  ona upamiętnienie wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Tego dnia święcone są palmy wykonane z gałązek wierzby lub leszczyny okrytych baziami, ozdobionych trzciną, barwinkiem, widłakiem, bukszpanem, czasami dodawano również gałązki porzeczki lub wiśni. Uzupełnia się je zielonymi gałązkami brzozy i ozdabia suszonymi lub bibułkowymi kwiatami, a następnie związuje w niewielkie wiązeczki, które dochodzą do 60 cm wysokości.

To jest trzcina. To są bazie. To jest bagno, pachnące to. To jest borówka. To są takie kwiatuszki kocanki się nazywajo, boróweczki, no i przystroje takie so o. […] Bazie to opadły, bo to w tym roku,wie pan, to była późna Wielkanoc, i już one przekwitły, te bazie.
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]
 
 
W Niedrzwicy Kościelnej odbywano procesję wokół kościoła z palmami. Miała ona symbolizować wyjście naprzeciw Pana. Po procesji kościelne drzwi były zamknięte - otwierało je dopiero uderzenie drzewcem krzyża procesyjnego. Wierni śpiewali:
 
Dzieci hebrajskie, niosąc gałązki oliwne
Wyszły naprzeciw Pana
Wołając i mówiąc: hosanna na wysokości.
 
Poświęcona palma posiadała w wierzeniach ludowych magiczną, wróżebną i leczniczą moc. Była symbolem płodności, urodzaju, strzegła domostwa przed ogniem i piorunami. Bazie z poświęconej palmy dodawano do ziarna siewnego i do ziemniaków przygotowanych do sadzenia. Wierzono również, że połkniecie kotka wierzbowego przynosi zdrowie i zapobiega bólom gardła. W Wielką Sobotę kawałki palmy zatykano w oziminę, by zapewnić sobie dobre plony. Części palmy używano do okadzania chorych:
 
 
C.M.: Trzeba było zjeść pięć kotków z palmy, to dopiero gardło nie będzie bolało.
K.M.: Bo ten kotek trzeba było łyknąć, to na cały rok zdrowie będzie.
C.M.: No i palma służyła też do tego, że yy w Wielko Niedzie, w Wielki Poniedziałek, to do dnia trza było się zerwać, jeszcze ciemno było, i wziąć jakieś naczynie wody, troszkę, święconej i te palme, i iść i święcić pole. […] I później na końcu to trzeba było na ostatnim staju postawić tą palemke i została już na polu. Tak, to, to by było tak. […] Tak, ale to mówili ludzie: U niego urodzaju nie było, nie będzie bo późno wstał iść i poświęcił. Trza było raniej wstać. [Czesław Maj, Krystyna Maj, Motycz, 2011]
 
 
We wsiach w okolicach Włodawy przy pierwszych siewach wiosennych układano na polu krzyż z gałązek palmowych, aby chroniły zboże przed gradem. W Chełmskiem aby chronić przed piorunami wrzucano kawałek palmy do ogniska. W Wielką Niedzielę do dziś jeszcze w niektórych gospodarstwach po przyjściu z rezurekcji gospodarz poświęca palmą całe obejście gospodarcze. Niegdyś stosowano również inne praktyki - palmą wyganiało się bydło przy pierwszym wiosennym wypędzie na pastwisko. Gospodynie kładły palmę pod progiem obory, aby bydło przez nią przeszło, co miało uchronić je przed chorobami i zapewnić, że będzie się dobrze pasło.
 
 
Święcenie gospodarstwa palmą:
A palma to tylko była w Wielku Niedziele i jak palmę sio oświeciło to późni w Wielku Niedziele brało się wode, Władek, gospodarz brał wode święcił sobie pszczoły, świecił w stodole, jeszcze i na pole poszedł i pole se świecił. Nieraz i na miedze pola chodził, tam sobie święcić. […] tak jak mówie, mieszkania, jedno mieszkanie, drugie mieszkanie, święciło sie i na podwórku, w oborach, u kuni też i w stodole. […] No tak z dawna robiły ojce, tak i uny robiły że to tak się powino robić, żeby się szykowały krowy, żeby kunie un chciał żeby i pszczoły, no łun mioł pszczoły. Przyjechoł z kościoła, to nie przyszedł żeby do mieszkania tylko skoczył z woza, już było naszykowane, jo jak byłam w dumu naszykowałam wode, palmu i przyleciał, złapał to poszedł, poświęcił i dopiero przyszedł na śniadonie. [Cecylia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2011]
 
 
Mieszkańcy okolic Białej Podlaskiej, Chełma, Parczewa i Włodawy, kiedy wracali z poświęconymi palmami do domu, uderzali się nimi po plecach. Stosowanie tej praktyki miało zapewnić zdrowie i bogactwo, mówiono przy tym: Palma bije, nie ja bije; Wierzba bije, nie ja biję. Za tydzień Wielki Dzień lub Oczert, łozina,za tydzień słonina.
 
Dawniej panował również zwyczaj, że kto wstał najraniej w ten właśnie dzień, ten z palmą w ręku biegł budzić innych, chłostając ich żartobliwie mówił: Wierzba (lub palma) bije, nie ja bije, za tydzień wielki dzień, za sześć noc – wielka-noc. Palmy przechowywano w domu zwykle zatknięte za obrazami świętych, z nadejściem zimy, albo Wielkanocy w roku następnym, rzucano je w płomień.
 
 
Przysłowia, wróżby i powiedzenia związane z Niedzielą Palmową:
  • Pogoda w Kwietną Niedzielę, wróży urodzaju wiele.
  • Gdy mokro w kwietną niedziele, rok się sucho ściele.
  • Gdy sucho w kwietnia niedzielę, przez cały rok deszczu wiele.
  • Gdy w Palmową Niedzielę słońce świeci, pełne będą stodoły, beczki i sieci.
  • Gdy Kwietna Niedziela o chłodzie, listopad zimnem pobodzie.

     

Wielki Tydzień

Cały Wielki Tydzień poświęcony był przygotowaniom przedświątecznym i modlitwom, rozpoczynał się od Niedzieli Palmowej. W tym czasie robiono porządki w obejściu i chacie. W największej izbie wieszano u sufitu nowego pająka. Wykonywany był on w czasie zimowych wieczorów, a symbolizował obecność w rodzinie młodej panny. W wielu wsiach obowiązywały zakazy wykonywania pewnych czynności, które mogły sprowadzić takie nieszczęścia jak burze, grady czy posuchę. W Puławskiem (Borysów, Żerdź, Żyrzyn) od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty nie wolno było prać bielizny kijankami, ponieważ wierzono, że powstaną z tego w chmurach grady. W Biłgorajskiem (Andrzejówka, Górniki, Korytków, Wola Obszańska) w Wielki Piątek nie pieczono chleba, aby nie sprowadzić suszy. W wielu wsiach obowiązywał w tym czasie także zakaz tłuczenia zboża w stępie, mielenia w żarnach, tkania na warsztacie czy używania kierata. Prace te należało zakończyć do Wielkiej Środy wieczorem. Zasad tych ściśle przestrzegano.

 

Wielki Tydzień był w wierzeniach ludowych okresem, w którym ludzie narażeni byli na działanie złych mocy. W Wielki Czwartek i Wielki Piątek do obór zakradały się czarownice, aby odebrać krowom mleko. Chodziły one także po miedzach i skrzyżowaniach dróg, zbierając rosę do swych tajemnych praktyk.
 
 

 

Wielki Poniedziałek, Wielki Wtorek i Wielka Środa

Dni te przeznaczone były na porządki w chałupach – bielono ściany, myto okna, odkurzano obrazy, szorowano podłogi. W Borkowie koło Garbowa w Wielki Poniedziałek mali chłopcy chodzili z pasyjką i śpiewali pieśni wielkanocne, np. Wesoły nam dziś dzień nastał. Wraz z nimi chodził tak zwany dziad z koszem, do którego zbierał jajka. Podobnym zwyczajem, znanym głównie z pogranicza Lubelszczyzny i Podlasia były raycjki.  Rano, w Wielki Poniedziałek, chłopcy chodzili po domach i śpiewali pieśni religijne. Otrzymywali za to jajka lub pierogi:

W Wielki Poniedziałek kolędniki chodziły z pasyjko. W pięciu tam młodych takich chłopaków, to już takie podlotki, chodziły od chałupy do chałupy i śpiewały: Chrystus zmartwychwstaje albo Wesoły nam dziś dzień nastał. Śpiwały cało pieśń. Ji dawały jem jaja. Chodził dziad tak zwany z kosem i zbierał te jaja. I jak obyły cało wieś, to sie dzieliły temi jajami. Dziad był w takiej jesionce, a inni byli ubrani normalnie. [Stefan Małyska, Leśce, 1991, TL]
 
Wielka Środa dawniej miała charakter zaduszkowy. W kościele tego dnia następowało uroczyste otwarcie drzwi do nawy głównej.
 

 

Wielki Czwartek

W liturgii kościelnej Wielki Czwartek, dawniej zwany również cierniowym, to dzień, w którym wspomina się obrzędy Wieczernika. Od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty milkły dzwony w kościele na znak żałoby. Chłopcy biegali koło kościoła, a także po wsiach z drewnianymi kołatkami i w ten sposób odstraszali wszelkie złe duchy.

W czasie liturgii wielkoczwartkowej biskupi i księża, a dawniej królowie i magnaci obmywali nogi dwunastu nędzarzom na pamiątkę umycia nóg Apostołom przez Chrystusa. Gest ten, który w niektórych parafiach wykonuje się do dziś, stanowi znak chrześcijańskiej pokory i braterskiej miłości.
 
 
We wsiach w okolicach Włodawy i Białej Podlaskiej jeszcze w okresie międzywojennym w Wielki Czwartek praktykowany był zwyczaj przygotowywania uroczystej postnej biesiady. Zwyczaj ten ma swój rodowód w przedchrześcijańskich ucztach zaduszkowych. Z czasem urządzanie tych uczt zaczęto interpretować jako pamiątkę nawiązującą do Ostatniej Wieczerzy. Na tę kolację pieczono pszenny chleb i smażono rybę. Musiało do niej zasiąść dwanaście osób. Jeżeli rodzina nie była liczna, wówczas zapraszano osoby samotne bądź inne, ubogie rodziny.
 
 
Innym reliktem słowiańskich praktyk zaduszkowych było palenie w Wielki Czwartek ognisk, które rozmieszczane były zazwyczaj na granicach wsi. Wierzono bowiem, że dusze zmarłych przychodzą do tego ognia, aby się ogrzać. Od tego też dnia przez sześć kolejnych dni nie można było prać kijanką – bo pioruny będą biły, rąbać drzewa, młócić i prząść. W niektórych rejonach Polski gromada chłopców przebierała się za żołnierzy i zrobiwszy sobie Judasza ze słomy ubranego w czarne, podarte szaty, szła z nim do kościoła. Po skończonej mszy zabierano Judasza na cmentarz, gdzie był chłostany i bity kijami wśród wrzawy i śmiechu zebranego ludu. Następnie kładziono go na taczkę i wywożono do plebanii i do dworu, gdzie powtarzano to samo widowisko. Z dworu udawano się do gospody, aż w końcu topiono go w rzece lub stawie, a jeśli się już ściemniło, palono na wzgórzu za wioską. Wierzono również, że woda w ten dzień posiada właściwości lecznicze:
 
Lecznicze właściwości „wielkoczwartkowej” wody
To jak w Wielki Czwartek sio umywało w co i te wszystkie można powiedzieć pomyje, bo nie inaczej powiedzieć, woda ta, to wielkieczwartkowe to się w butelke zlewało i to były pomocne jak coś z krowomi było, to krowy sio święciło czy coś, i tam mleka, krew w tych zdrojach się pokazywała to sio te cycki smarowało i święciło się to toteż było pomocne, ło to to, co było z Wielkiego Czwartku. [Cecylia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2011]
 
 

 

Wielki Piątek

Wielki Piątek jest dniem żałoby. W kościołach panuje cisza. W tym dniu nie jest odprawiana msza, a głównym elementem liturgii jest adoracja krzyża, która kończy się uroczystym przeniesieniem Najświętszego Sakramentu z Ciemnicy do Grobu Pańskiego. Procesja ta jest symbolicznym złożeniem ciała Chrystusa do grobu. Przygotowywanie oraz odwiedzanie Grobów Chrystusa stało się naszą narodową tradycją. W wielu kościołach wciąż praktykowany jest także obyczaj straży grobowych. Tradycyjnie Wielki Piątek w całej Polsce jest dniem wzmożonej pobożności i umartwienia. Dawniej mieszkańcy wsi, na znak żałoby, zatrzymywali zegary, zasłaniali lustra, mówili przyciszonym głosem. Zachowania te były typowe dla sytuacji, kiedy w domu ktoś umierał.

 

>>> czytaj więcej o innych zwyczajach pogrzebowych na Lubelszczyźnie

 

Tego dnia przed wschodem słońca chodzono obmywać się do rzek lub stawów, co miało chronić przed tworzeniem się wrzodów. Towarzyszyło temu odmawianie modlitw do ran Chrystusa. Kobiety przemywały wówczas również oczy rosą, aby ustrzec je przed chorobami. Przed wschodem słońca należało umyć się w bieżącej wodzie, aby zapewnić sobie zdrowie i bogactwo przez cały rok lub w misce, do której wrzucano monety.
Nie wolno było nic pożyczać, żeby nie zabrało to szczęścia z domu. W dniu tym przepowiadano też pogodę i urodzaj na cały rok. W ostatnich dniach Wielkiego Tygodnia pieczono paschy, przygotowywano święconki i potrawy wielkanocne.
 
 
 
 
Wierzono również, że w Wielki Piątek, kiedy Jezus jeszcze leży w grobie, po świecie kreci się najwięcej zmór, czarownic, upiorów, których nie ma kto pilnować. W wielkopiątkową noc każde zioło ma większą moc niż zwykle.
 
 
W tym dniu pojawiały się jednak także i  weselsze akcenty. Jednym z wielkopiątkowych obrzędów była niegdyś zabawa chłopięca polegająca na wieszaniu żuru i śledzia na znak końca Wielkiego Postu.
 
 
Przysłowia, wróżby i powiedzenia związane z Wielkim Piątkiem:
 
  • W Wielki Piątek, dobry siewu początek.
  • Kiedy w Wielki Piątek rosa, to nasiej gospodarzu dużo prosa.
  • A jeżeli w piątek wielki mróz, to proso na górę włóż.
  • Jak w Wielki Piątek pada, to będzie suchy rok.
  • Jeżeli w Wielki Piątek deszcz kropi, radujcie się chłopi (będzie urodzaj).
  • W Wielki Piątek zrób początek, a w sobotę kończ robotę.
  • W Wielki Piątek deszcz – rok żyzny, da nieźle żyć z gotowizny.
  • Gdy Wielki Piątek ponury, Wielkanoc będzie bez chmury.
  • W Wielki piątek rosa, ładne będą prosa, a jeśli deszcz kropi, radujcie się chłopi.
  • Gdy w Wielki Piątek rosa, na łące nie chwyci się kosa.
  • Jak w Wielki Piątek rosa, będzie obfity plon prosa.
  • Jeśli w Wielki Piątek pada, suche lato zapowiada, ale gdy w ten dzień ładnie, dużo deszczów spadnie

 

Wielka Sobota

Wielka Sobota jest dniem przygotowywania się do uroczystości Zmartwychwstania. Najważniejszym elementem liturgii w tym dniu jest poświęcenie ognia, paschału oraz wody. Woda przechowywana była w specjalnych naczyniach i używano jej do święcenia ludzi, zwierząt i mieszkania dla uchronienia od złych duchów i nieszczęść losowych. W czasie wielkosobotniego nabożeństwa znowu odzywają się organy i dzwony.

 

W Wielką Sobotę mieszkańcy wsi uczestniczący w uroczystym nabożeństwie, przynoszą do domu święconą wodę i ogarki tarniny albo głogu ze święconego przed kościołem ognia. Poświęconą tarninę zatykano w polu, aby chroniła zbiory przed gradobiciem, wkładano też za obraz, żeby chroniła domostwo przed piorunami i pożarem. Poświęcone ciernie przechowywane były za obrazem razem z palmą, aby ochronić dom przed uderzeniem pioruna. Zatykano je również w strzechę chałup. Ogarków tarniny używano też do rozpalania nowego ognia w Wielką Niedzielę. W Puławskiem (Janowiec, Gołąb, Trzcianki) gospodarze z poświęconej tarniny robili krzyżyki i o świcie wynosili je na pole, po czym ustawiali w czterech rogach, aby uchronić zbiory przed silnymi deszczami i gradem. W Bochotnicy ogarki tarniny wsadzali w tatarkę, żeby nie było zarazy.
 
 
Wodę poświęconą wlewano do studni, żeby woda w niej była zdrowa i żeby robaków nie było. Niewielką ilość tej wody zachowywano, aby w Wielką Niedzielę poświęcić nią obejście gospodarcze. Używano jej też przy innych okazjach, jak np. święcenie ziarna przed siewem, kropienie bydła w dniu wypędzania pierwszy raz na wiosenny wypas, do kropienia młodej pary przy błogosławieństwie oraz kiedy ksiądz przychodził po kolędzie lub do chorego, jak i do poświęcania zwłok.
 
Wode [święconą] używano już tam na takie dumowe obejścia... A cirnie ― to święcono na te cześć. Jak już rozchodzo sie w wielkanocne subote, to taki kawałeczek z ciernia weźmie. I te ciernie wsadzajo w strop, tam gdzie róg, to nazywajo strop, w te słome, w ustrzeszki. Już niby ma w ten dom piorun nie uderzyć. [Kazimierz Bułtowicz, Dobryń Mały, 1996]
 
 
Ważnym momentem w obrzędowości wielkanocnej jest święcenie w Wielką Sobotę pokarmów, tzw. święconego, święconki lub paski. Dawniej gospodynie zanosiły do święcenia wszystko, co przygotowały na święta: cały bochen chleba, bułkę pszenną, szynkę, kiełbasę, żeberka wędzone, głowiznę, słoninę, co najmniej dwa mendle jaj, ser, masło, sól, chrzan i pieprz. W niektórych wsiach (Borysów, Leonów, Rogale. Żerdź) do święconego dodawano również ziemniaka, który następnie jako pierwszy trafiał do ziemi podczas wiosennego sadzenia. Pokarmy świecono zazwyczaj w kościele lub chałupie najbogatszego gospodarza, często również na wolnym powietrzu, np. pod przydrożnym krzyżem, gdzie wszyscy mieszkańcy wsi przynosili swoje kosze.
 
Święcenie pokarmów:
 

 

Uroczyście łobchodzono i było bardzo tak … no, więcej pobożnie jak teraz. Ja teraz to jestem już stara, ale ja tego nie, nie bardzo rozumiem. Ot, jest – jest, bo jest, no ale nie tak jak pierw. No ale na oświęcenie, to trzeba było na cały, trzy dni już oświęcić wszystkiego. A tera weźmie się jedno jajecko na wszystkich i wystarczy. Ale to taakie kosze się nosiło. A najgorzej, najwięcej pamiętam jak mnie mama wysłała po wode święcono. I poszłam rano i przed, w kościele była ta balia wystawiona z wodo, ale jak się ludzie rzuciły, to ja mało w tej wodzie się nie wykąpałam. I już później więcej ani razu nie chciałam iść po wode. [Krystyna Maj, Motycz, 2011]

 

 

 
W latach międzywojennych ozdobę święconego stanowił baranek z gliny lub cukru. Jedzenie, przygotowane do święcenia było dekorowane zielonymi gałązkami borówki, barwinku, bukszpanu lub młodym zielonym owsem. Do noszenia potraw używano dużych naczyń słomianych, tzw. króbek, lub drewnianych siewnic przeznaczonych do siewu zboża, bądź specjalnie w tym celu wyplatanych koszyków wiklinowych. Święconkę noszono także w miskach glinianych zawiniętych w biały obrus. Zwykle do kościoła nosiły ją gospodynie w towarzystwie dzieci. Pokarmy okrywano lnianym ręcznikiem, który później służył do ochrony kapusty, aby zapewnić jej urodzaj. Jeśli czegoś zabrakło w koszyku, było to złą wróżbą. Podczas śniadania wielkanocnego spożywano poświęcone pokarmy.
 
 
Z poświęconymi potrawami wiązało się wiele praktyk magicznych. We wsiach Czułczyce, Okopy, Ochoża koło Chełma powszechny był zwyczaj, że gospodyni po powrocie z kościoła obchodziła ze święconką trzy razy dom dookoła, aby się w nim darzyło. Skorupki z poświęconych jajek wyrzucano w rozsadę kapusty, w celu ochrony przed liszkami i podkładano kurom do gniazd, wierząc, że dzięki temu będą się dobrze niosły. W Puławskiem gospodynie rozrzucały je po kątach, żeby chroniły dom przed robactwem, a także podkładały w stodole pod pierwszy przywieziony snop żyta, aby zabezpieczały zboże przed myszami.
 
 
Święconą sól sypano do studni, a woda, dzięki temu, miała być zawsze czysta i dobra. W okolicach lesistych, we wsiach Korytków Duży, Andrzejówka, Bukowa (b. woj. zamojskie), obsypywano solą obejście gospodarcze, by żmije nie przychodziły do zagrody. Poświęcona słonina stosowana była przez gospodynie do smarowania popękanych rąk i smarowania chorych wymion krowom. Posmarowane nią pługi miały skutecznie niszczyć chwasty. Była przez cały rok trzymana w komorze, żeby świnie się chowały. Kości z poświęconych żeberek zakopywano w ogrodzie, żeby odstraszały krety.
 
 
Wieczorem rozpalano pod kościołem ogniska z gałęzi tarniny, śliwy, cierni głogowych i starych palm, a popiołem z niegouzyskanym  posypywano w przyszłym roku głowy wiernych w Środę Popielcową. Przy rozchodzeniu się do domów, zbierano ciernie, następnie wsadzano je w strop, żeby w dom nie uderzył piorun.
  
W Wielką Sobotę należało rozpocząć jakąś pracę na roli,  bo wróżyło to urodzaj plonów. Ciekawym obrzędem związanym z Wielką Sobotą i obchodzonym na pamiątkę Zmartwychwstania Chrystusa był odbywający się w Janowcu nad Wisłą, niespotykany natomiast w innych wsiach Lubelszczyzny, obrzęd zwany bębnieniem. Widowisko to przetrwało w prawie w niezmienionej formie do dnia dzisiejszego. Do czasu II wojny światowej były w Janowcu dwa bębny i dwie grupy chłopców w wieku 15-20 lat, które obnosiły je po wsi. Uroczystość rozpoczynała się zwykle o godzinie dziewiątej wieczorem na Górze Zamkowej przy rozpalonym ognisku, gdzie ustalano kolejność bębnienia. Po uformowaniu się grup z pochodniami wędrowano pod kościół. Następnie jedna grupa chłopców szła w stronę cmentarza, druga zaś pod zamek. Obchodzono po kolei wszystkie domy we wsi, oznajmiając Zmartwychwstanie Pańskie, potem spotykano się ponownie pod kościołem i uczestniczono w rezurekcji. Obecnie w widowisku tym bierze udział tylko jedna grupa chłopców. Wędrują oni po wsi całą noc aż do rezurekcji. W trakcie nabożeństwa strzelają z korków, a podczas podniesienia bębnią. Prawdopodobnie za czasów świetności zamku heroldowie biciem w bębny zwoływali całą wieś, aby ogłosić jakąś ważną wiadomość. Wydaje się, że obrzęd bębnienia zachował się z tamtych czasów, lecz nadano mu nową funkcję. W czasie wojny jeden bęben zaginął, ten zaś, który został, jest przechowywany w kościele. Do II wojny światowej przyjętym zwyczajem było dziurawienie skóry na bębnie i zbieranie pieniędzy na nowy. Najczęściej bęben pokrywano skórą psa, ponieważ podobno właśnie ona dawała  najlepszy rezonans. Obecnie chłopcy już nie przedziurawiają skóry, ale zbierają w dalszym ciągu pieniądze na bęben.
 

 

Niedziela Wielkanocna – Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, nazywana także Paschą, jest największym i najstarszym świętem chrześcijan. Święto Zmartwychwstania, obchodzone na początku wiosny, jest przede wszystkim wielkim świętem zwycięskiego, nieustannie odradzającego się życia, świętem nadziei oraz obietnicy zmartwychwstania. Wielkanoc była obchodzona już w II w. jako pamiątka śmierci i zmartwychwstania Chrystusa (w pierwszych wiekach zwana była Paschą), ale także jako święto życia i wiosennej odnowy. Jest świętem ruchomym - każdego roku obchodzonym pod inną datą - między 22 marca a 25 kwietnia w pierwszą niedziele po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Termin taki został ustalony po długich sporach gmin chrześcijańskich na soborze nicejskim w 325 r.

 

Najstarsze wzmianki o święcie Paschy znajdują się w dziełach Hipolita z przełomu II i III wieku. W Tradycji Apostolskiej Hipolita znajdziemy informacje o liturgii wielkanocnej, regułach odprawiania postu wielkanocnego. W obchodach świąt Wielkiej Nocy można znaleźć wiele wyraźnych związków z pogańskimi świętami powitania wiosny, kultem przyrody budzącej się do życia po zimie i świętami ku czci zmarłych obchodzonymi na przełomie pór roku. Widoczne są analogie między Wielkanocą a świętami starożytnych religii Wschodu. Ich wyznawcy czcili bogów, którzy zbawiali świat przez swą śmierć i zmartwychwstanie. Składali im w okresie wiosennym ofiary z owoców, kwiatów, zbóż oraz zwierząt - czasem traktowanych jako wcielenie bóstwa. Niekiedy w ofierze składano nawet ludzi. Opłakiwano śmierć, a potem radośnie świętowano zmartwychwstanie bóstw.
 
 
Wielkanoc rozpoczyna się mszą rezurekcyjną, połączoną z uroczystą procesją. Dawniej mszę tę odprawiano w Wielką Sobotę o północy, a współcześnie celebruje się ją o świcie. Wracając z rezurekcji gospodarze ścigali się dawniej wozami lub starali się przyjść do domu przed innymi mieszkańcami wsi, gdyż tego, który wrócił pierwszy do domu, miało spotkać szczęście, powodzenie i urodzaj - zwyczaj ten był powszechny w całej Polsce. W Bobowiskach (gmina Markuszów) gospodarz z samego rana świecił również pole:
 
W Wielku Niedziele rano, to gospodarz szedł, brał se wody i kropidło i szedł na pola. To to jo pamiątum, ale to już dawno było, dawno, dawno. Ale tak już po wojnie, tak po wojnie to nie. Wiem, że w dumu tośmy se zboże pokropili, ale na pola… Ale jo pamiętam jak chodził dziadek na pole. W Wielku Niedzile doł krowum i szedł na pola święcić. To to było.[Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010]
 
We wsiach Serniki, Spiczyn, Sułoszyn koło Lubartowa dziewczęta i chłopcy spieszyli do domu, ponieważ kto pierwszy z młodzieży wszedł do wioski, tego w tym roku czekało wesele. Po powrocie z kościoła gospodarz kropił wodą święconą budynki i zwierzęta. W czasie wspólnego śniadania gospodyni dzieliła się ze wszystkimi jajkiem święconym, życząc doczekania następnego roku. Zwyczaj ten ma mityczne uzasadnienie: chodziło nie tylko o więź, jaką tworzy wspólnie spożywany pokarm, lecz także i fakt, iż staje się on jednym z darów wymienianych przez biesiadników. Składane wówczas życzenia są kolejnym darem – słowa te mają magiczną moc stanowienia (odnawiania) świata.
Po spożyciu jajka każdy musiał ugryźć kawałeczek chrzanu, aby zęby nie bolały. Przestrzegano także, aby spróbować wszystkich poświęconych pokarmów. Do tradycyjnych dań wielkanocnych należał barszcz czerwony lub żur z kiełbasą, wędzonką i mięsem. Wypiekano na ten dzień także pierogi z kaszą gryczaną, serem lub soczewicą. W świąteczną niedziele nie gotowano posiłków, żywiono się jedzeniem, które przygotowano w Wielką Sobotę.
 
 
Z pokarmem wielkanocnym wiązało się wiele wróżb, nakazów i zakazów. Skorupki ze święconych jaj wrzucano w kąt izby, aby uchronić dom przed robakami. Wkładano je również pod pierwszy zwieziony do stodoły snop, żeby chronić zboże przed myszami. Skorupki rozrzucone po polu miały niszczyć chwasty i chronić kapustę przed robakami. Podkładano je również kurom do gniazd, żeby się lepiej niosły, natomiast poświęcone, nie gotowane jaja dawano krowom, dzięki temu miały dawać więcej mleka. Zwyczajem było również toczenie jajka po grzbietach koni i krów, dzięki temu zwierzęta miały być silne, zdrowe i odporne na choroby. Ważna była również poświęcona słonina – smarowano nią wymiona chorych krów, a ludziom ręce i nogi, żeby nie zostały pokaleczone podczas żniw. Słoninę chowano do skrzyni, aby się świnie dobrze chowały. Do studni sypano sól, dzięki temu woda miała być zawsze czysta. Kości ze święconego zakopywano w ogrodzie, aby odstraszyły krety. Dawano je również psom, żeby nie chorowały na wściekliznę. Kości włożone pod krokiew miały chronić domostwo od piorunów. Wierzono również, że jeśli myszy zjedzą okruszki po święconym, wtedy przestaną im rosnąć zęby. Zakopywano również kawałek kartofla na wygonie, aby dobrze się rodziły.
 
 
 
 
Po zachodzie słońca nie spożywano święconego pokarmu, żeby nie zapaść na kurzą ślepotę. Nie powinno się również tego dnia zamiatać, gdyż wtedy kury będą rozgrzebywać grządki w ogrodzie. Ponadto nie wolno było spać w dzień, bo głowa będzie bolała przez cały rok, a w polu wyrośnie dużo chwastów i wyłoży się zboże. Nie ścielono łóżek i nie pito wody, żeby pragnienie nie męczyło przez cały rok. We wsi Krasne mężczyźni nie mogli kłaść czapki na stół, bo krety będą ryły w ogrodzie i polu. Nie wolno było też wołać kur, żeby nie niosły się u sąsiadów. W dniu tym uważano za grzech wzięcie do ręki szczotki i grzebienia, toteż nie zamiatano, nie czesano się, nie należało też myć się ani zmywać naczyń. W okolicach Dobrynia Dużego jedzono śniadania na stojąco. Nie można było również chodzić po chałupach, bo można było zanieść komuś nieszczęście.
Dalekim echem dawnych wierzeń był przesąd, że tego dnia rano wschodzące słońce skacze lub trzy razy wschodzi, za każdym razem zataczając krąg na niebie, a dopiero potem wędruje swoją drogą (Andrzejówka, Bukowa, Dąbrowica, Korytków Duży - b. woj. zamojskie).
 
 
 
 
Z okolic Szatyna, znany jest zwyczaj zwany taratona – praktykowany w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych (wg kalendarza wschodniego), czasami również na Przewody, a nawet na Zielone Świątki. W południe w wokół cerkwi zbierali się mieszkańcy wsi, zarówno prawosławni jak i katolicy. Wszyscy chwytali się za ręce, chodzili dookoła i śpiewali pieśni ruskie, a później polskie. Gdy prawosławni dochodzili do drzwi cerkwi kłaniali się, żegnali, czasem modlili prosząc o błogosławieństwo.
 
 

 

Niedzielę Wielkanocną spędzano w domu z najbliższą rodziną. Gospodarze wychodzili tylko na pola i oglądali, jak rosną oziminy. W okolicach Bychawki w wielką Niedziele chodziły jajorze - grupy kolędnicze, które śpiewały pod oknami, w zamian otrzymywały jajka.

 

 

 
Na Wielkanoc chłopcy chodzili za jajami i śpiewali:
 

 

[…] był taki zwyczaj na wsi, że chłopcy chodzili za jajami, to się tak, za jajami, w cudzysłowie. Dlaczego – bo młodzi chłopcy chodziły od domu do domu i śpiewały gospodyniom różne takie przyśpiewki i gospodynie im dawały jajka, kawałek kiełbaski i tak dalej. Mężczyźni znów kielicha czasem, no różnie tam było, w każdym bądź razie to było, że chodzili chłopcy za jajami, składając życzenia. Oni składali życzenia i też śpiewali, były różne przyśpiewki:

 

 

 
 

 

Mościa gospodyni, domowa mistrzyni,

 

 

 

 

okaż swoją łaskę, każ nam dać kiełbaskę,

 

 

 

 

którą kiedy zjemy, to podziękujemy.

 

 

 
 

 

I tak dalej, różne takie:

 

 

 
 

 

Mości gospodarzu, domowy szafarzu,

 

 

 

 

nie bądź tak ospały, każ nam dać gorzały,

 

 

 

 

którą wypijemy, to podziękujemy.

 

 

 
 

 

I takie, takie różne przyśpiewki, składanie życzeń oczywiście.

 

 

[Irena Zamościńska., Częstoborowice, 2010]
 

 

Poniedziałek Wielkanocny

W Poniedziałek Wielkanocny oblewano się wodą. Zwyczaj ten nazywano śmigusem, dyngusem, lejusem, lejnkiem lub lanym poniedziałkiem, dawniej polewankami, oblewankami. Zygmunt Gloger pisze, że współczesna nazwa śmigus-dyngus jest spolszczeniem niemieckiego słowa dunn gass, znaczącego polewkę wodnistą, chlust wody, istnieje również koncepcja która wywodzi go od słowa dingen - wykupywać się, szacować, dawano bowiem wykup żakom i chłopcom wiejskim, aby nie oblali wodą. Śmigus zaś powstał ze słowa schmackostern, gdyż przy oblewaniu wodą w łóżku, śmigano oblewanego palmą lub prętem. Tego dnia smagano się również jałowcowymi gałązkami, ciernistymi łodygami, wierzbowymi albo brzozowymi witkami. Najczęściej smagano dziewczyny, dopóki nie złożyły okupu. Z czasem zwyczaje te połączono i nadano wspólną nazwę śmigus-dyngus.

Oblewała się przeważnie młodzież, zwykle wiadrami drewnianymi i sikawkami wykonanymi z drewna czarnego bzu. Czasem schwytane dziewczęta wrzucano do rzeki lub stawu. Oblanie wodą stanowiło dla dziewczyny pewnego rodzaju wyróżnienie – oznaczało, że podoba się chłopcom, jeśli natomiast w ten dzień pozostała sucha, nie wróżyło jej to powodzenia i szybkiego zamążpójścia.
 
 
[…] bo yyy to, ten zwyczaj leju, lejusa śmigusa, to tam jaki ojciec to on mówi: Antek, przyjdziesz tam do moich dziewczyn trochę? To ja tam się postaram. Żeby oblać. Bo tak: oblać było na nic i nie oblać na nic. Bo jak oblana była dziewucha to znaczy uważajo jo i ido do niej i tego, to miała o czym mówić. A nie oblać, no to nikt nie za nic jej nie miał. Tak. [...] I to przecież… jak… wylazł taki chłopak na dach strzeszany, to zaraz na strych, na góre i tam otworzył drzwi, aby do sieni. Jak wpadła taka banda a dziewuchy gdzie były to lali wodo! Ale to te klepiska były, podłogi u nikogo nie było, to lali wodo! Łóżka, wszystko w wodzie było. […] bo to zalane było wszystko, no ale trza było przyjąć, bo, bo zwyczaj był taki. [Czesław Maj,  Motycz, 2011]
 
 
Lany poniedziałek:
No, świeciły tam w sobotę wielkanocną wszystko, pierwszy dzień, ale drugi dzień, to ja nigdy nie zapomnę, bo dlatego że chłopcy mieli metrowe, półmetrowe sikawki, nabierali wody i ganiali dzieci. Ale przy naszej studni, tutaj była taka panienka, znaczy było dwie, bo po sąsiedzku, to, a że u nas było duże koryto, tatuś zrobił dla pojenia krów i konia, więc kładli ją w koryto i wiadrem wode na nią leli ze studni. To niesamowicie. Tatuś wziął w lokatorstwo takich biednych ludzi, na razie dopóki mieszkania nie znajdą, mieszkali w dużym pokoju. I tam też była panienka i ja jako dziecko takie sześcioletnie, ta jej siostra mężatka, otwierała chłopcom po cichutku drzwi, jak ona spała, z wiadrem wody i, niech pan sobie wyobrazi wiadro wody, podniesła pierzynę i to wiadro wody na łóżko. No teraz na wersalkę jakby wlał wiadro wody to, tego nie zapomnę, właśnie mówię. Tych przewodów to ja nie zapomnę, i w tym korycie, i w tym. Ona piszczała, nie wiem co, z siostrą to się później gniewała, na pewno. I właśnie pościel to suszyli cały tydzień, a słomę zmienili w łóżku, bo siennika wyrzucili, słomę i była oblewana. [Maria Gleń, Zakręcie, 2011]
 
 
Dyndusy i lany poniedziałek:
A dy, dyndusy znów, to wieczór chodziły, po dyndusie. Pod łokno przychodziły chłopaki. To już:
 
Myśmy przyszły po dyndusie,
będziemy śpiewać o Jezusie i o synie,
kto w Boga wierzy, to nie zginie.
 
To oknem, jak dziewczyna otworzyła okno i jajka im bez okno, to oblali wodo, bo to już był na drugi dzień, takie były żarty takie, wodo tam oblali, ot, to. […] ja pamiętam, już byłam taką panienko, to tak lały nas te chłopaki. Jedna do drugiej szliśmy koleżanki, to pod ręce do studni zaprowadziły, te koryta, co krowy poili, to mnie zobaczyli, że jeszcze mam o tu suche, pod pachą, to jeszcze ręce maczali w tej wodzie, i tu mnie klepali, żebym suchej nitki nie miała. Tak mnie zlali, a że było wtedy ciepło przyszłam do domu, przebrałam się. Jednego dnia, to dwa razy się przebierałam. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]
 
 
Oblane wodą dziewczęta dawniej obdarowywały polewających je chłopców pisankami, odwdzięczając się w ten sposób za zainteresowanie ich osobą.
Według legendy pierwsi Żydzi oblali wodą Matkę Boską i na pamiątkę tego wydarzenia wszyscy oblewali się wodą, która stała się ważnym atrybutem obrzędowym podczas świąt wielkanocnych. Wiązała się z wyzwoleniem trzeciej - po otwartej ziemi i ujawnionym przez piorun ogniu - substancji niezbędnej dla rozpoczęcia procesu życia. W tradycyjnej kulturze ludowej wiosenne oblewanie dziewcząt miało znaczenie symboliczne. Było aktem oczyszczenia. Kontakt z wodą pobudzał i wzmagał siły płodności na poziomie antropologicznym, analogicznie do tego jak odbywało się w innych sferach rzeczywistości. Wzorem było połączenie ziemi z zapładniającą wodą. W wielu okolicach poza tym, że oblewano dziewczęta, kropiono wodą również ziemię, oblewano krowy, by dawały więcej mleka, w niektórych wsiach koło Lublina (Jakubowice, Zawieprzyce, Spiczyn), a także w powiecie lubartowskim gospodarze pławili w rzece konie, żeby przez cały rok zdrowo się chowały. We wsi Częstoborowice (gmina Rybczewice) tego dnia praktykowano ciekawy zwyczaj wychodzenia do lasu:

 

[…] dzień świąt też szło się do kościoła, a później do lasu się szło, jak uczniowie szli do Emaus, tak się szło do lasu. Zbierało się, wtedy już były pierwsze przebiśniegi, kwiatki, kwiaty te. Przynosiło się do domu. I to się szło do lasu się na Emaus, to się nazywało. [Irena Zamościńska, Częstoborowice, 2011]
 
 
W okolicach Bełżca znana była zabawa zwana chachułki. Uczestniczyły w niej kobiety, młode dziewczyny i kawalerowie. Według kalendarza wschodniego zabawa odbywała się poniedziałek wielkanocny, miała charakter zalotny i ludyczny.
Na bardziej wschodnich terenach znany był zwyczaj wiosenny zwany zalimanami – praktykowano go w okresie od świat wielkanocnych, do Przewodniej Niedzieli, miał charakter zalotno-matrymonialny. Młodzieże w tym czasie chodziła po wsi i śpiewała pieśni zalimanowe.
 
 
 
 
Na Lubelszczyźnie popularnym zwyczajem było kolędowanie wielkanocne. W wielu wsiach wczesnym rankiem gromadki małych chłopców chodziły po wsiach po tzw. dyngusie, lejokach lub lejusie i wygłaszali oracje, będące zlepkiem najrozmaitszych pieśni wielkopostnych lub zabawnych wierszyków, przymawiając się o dary.
 
Wielkanocne kolędowanie
A w święta wielkanocne to chodzili niektórzy też: Przyszliśmy tu po śmigusie, zaśpiewamy o Jezusie, o Maryji.  Tak, taka była, taki wstęp był. No i oni tam winszowali, to, gospodarzom, żeby się rodziło dobrze, żeby się darzyło, żeby - W każdym kątku, po dzieciątku, a na piecu troje, tylko żeby swoje. Tam takie różne rzeczy były. I to były. A jak takie małe dzieci tam chodziły to, to im się dawało orzechy, albo cukierki.
[Czesław Maj, Motycz, 2011]
 
Repertuar tekstów na Lubelszczyźnie jest dość różnorodny. Tworzą go przede wszystkim pieśni dyngusowe (wykonywane głównie przez chłopców, pieśni posiadały schrystianizowane treści).
 
Pisanki dla dyngusów
No jeszcze jak chodziły dyngusy u nas w Wielką Niedzielę po południu to przecież im się, albo jeżeli przyszli polewać potem w poniedziałek dziewczyny, chłopaki jak przychodziły takie mniejsze, to przecież dostawały pisanki, to była taka nagroda za to polewanie właśnie pisanka, czyli dużo się święciło tych pisanek, żeby jak najwięcej można było rozdać tych pisanek. I się każdy cieszył z tego jak dostał pisanek, to było taki naprawdę wielki prezent, podarunek.
[Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2011]
 
 
Druga grupa to pieśni gaikowe (wykonywane przez dziewczęta, o charakterze bardziej świeckim – na powitanie wiosny). Zwyczaj chodzenia z gaikiem ma tradycję jeszcze przedchrześcijańską. Była to mała sosenka świerk lub inne drzewo (gałąź) iglaste przystrojone kolorowymi wstążkami i kwiatami. Dawniej na jej wierzchołku przywiązywano lalkę, która miała oznaczać wiosnę. Był to symbol nadchodzącej wiosny.
 
Chodzenie z gaikiem
Tak u nas chodzili, chodziły, z gaikiem to chodziły dziewczyny, panienki chodziły z gaikiem, panienki chodziły dokładnie nie pamiętam kiedy, ale chodziły chyba od Poniedziałku Wielkiego do tej Przewodniej Niedzieli. Nie wiem kiedy, ale wiem, że to nie był jeden dzień, to był chyba tydzień co najmniej jak chodziły z gaikiem. Brały sobie gałązkę urwały z lasu z sosny taką większą i na tej gałązce przypinali, przypinały obrazek Pana Jezusa, ten obrazek był ładnie ubrany, właśnie takimi różnymi kwiatami takimi sztucznymi, takimi z bibuły robionymi. [...] No i chodziły i śpiewały taką specjalną pieśń, oczywiście te wstążki były rozpuszczone od tej, od tej gałązki i one to tak jakoś ładnie trzymały i chodziły do każdego i śpiewały.
[Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2011]
 
Typowymi elementami tych pieśni były: podchodzenie pod dom, pytanie o zgodę na śpiewanie, pochwały gospodarzy i ich córki, życzenie bogactwa, dostatku, błogosławieństwa bożego, przymówki o datek, podziękowanie za datek, końcowe pożegnanie: Ażebyście długo żyli, a po śmierci w niebie byli.  Są to elementy typowe również dla kolędowania bożonarodzeniowego i noworocznego.
 
Na obszarze centralnej Lubelszczyzny, m.in. w Niedrzwicy, Osmolicach podczas chodzenia po dyngusie śpiewano pieśń apokryficzną o męce i śmierci Jezusa, następnie pieśni życzeniowe, najczęściej dla gospodarza i panny. W rejonie Lubartowa dyngus odbywał się również we wtorek, wszyscy polewali się wodą, żeby lato nie było suche. Ponownie polewano się w pierwsza niedzielę po świętach. W niektórych wsiach polewanie trwało nawet cały tydzień do Powszedniej Niedzieli, tego dnia dziewczęta dziękowały chłopcom za oblewanie wodą i obdarowywały ich pisankami.
 
Zwyczaj wiosennego kolędowania miał różnorodne funkcje:
 
  • rytualno-magiczne: przywoływanie wiosny, życia, zapewnienie powodzenia sobie i innym;
  • religijno-społeczne i rodzinne: utrwalanie więzi międzyludzkich;
  • służył rytualnemu przekraczaniu granic między ludźmi: swoi-obcy, rodzina-sąsiedzi, dziewczęta-chłopcy, młodzi-starzy;
  • wzajemnemu obdarowaniu się słowem, pieśnią, ciastem, datkiem pieniężnym.
 
 
W Poniedziałek Wielkanocny we wsiach w okolicy Lublina. Łukowa, Opola Lubelskiego, Puław i Międzyrzeca chłopcy obwozili również na dwukołowym wózku koguta wyciętego z deski, przystrojonego piórami i wstępując do domów, deklamowali wiersze o Zmartwychwstaniu Chrystusa.
 
Na wschodnich obszarach Lubelszczyzny znana jest wiosenna zabawa obrzędowa zwana żuraw. Bawili się w nią po południu drugiego dnia Wielkanocy na podwórzu przed karczmą chłopcy. Wszyscy uczestnicy krzyczeli jak żurawie i opierając ręce na biodrach sąsiada, biegną za prowadzącym, a gdy ten raptownie skręci wszyscy padają na ziemię.
 
W Poniedziałek Wielkanocny młodzież, zabawiała się również na huśtawkach (lokalnie nazywanymi krętawkami, krężawkami, gigantami), które rokrocznie budowano na święta:
 
Huśtawki wielkanocne
Dawno, dawno to na drzewach były robione huśtawki. Takie dwa drągi i tam w górze na gałęzi było tak przymocowane. I stawało sie we dwoje i sie przykucało, a to sie rozdymało. I śmy sie huśtały. To zawsze na Wielkanoc śmy chodziły na takie huśtawki. W lesie tam taka huśtawka była.[Michalina Kochańska, Prawiedniki, 1992]
 
Powszechna była także zabawa zwana wybitki. Gra ta polegała na tym, że uczestnicy uderzali się wzajemnie czubkami pisanek. Wygrywał ten, u którego pisanka pozostała cała. Zabawę tę określano również nazwą kumkanie.
 
We wsi Kozłówka (powiat Lubartowski) w okresie wielkanocnym chłopcy robili dwie kukły – chłopa i babę, które mocowali na płozie od sań. Kukły ciągano do domów panien, które nie wydały się za mąż w karnawale. Chłopcy poganiali je workami napełnionymi popiołem.
 

Pisanki

Nieodłącznym elementem i symbolem Świąt Wielkanocnych są również pisanki. Wykonywano je powszechnie w Wielkim Tygodniu, w niektórych jednak okolicach (Biłgorajskie, Parczewskie, Radzyńskie) od Wielkanocy do Niedzieli Przewodniej. Tradycja malowania pisanek na terenie Lubelszczyzny jest żywa do dnia dzisiejszego. Zwyczajowo w czasie świąt pisanki były dawane w prezencie gościom od gospodarzy, chrzestne matki wręczały po dwie lub cztery pisanki swoim chrześniakom. Do niedawna otrzymywali je chłopcy chodzący po tzw. dyngusie w Wielki Poniedziałek. Aż do czasów II wojny światowej panował zwyczaj, że dziewczęta obdarowywały nimi chłopców. W różnych wsiach wahała się zwyczajowo ustalona liczba dawanych pisanek od dwóch do kilkunastu. Pisanki zawiązywane były w batystową chusteczkę, na której zwykle wyszywano monogram obdarowywanego chłopca. Pisanki lubelskie należą do jednych z najładniejszych w Polsce. Wyróżniają się wysokim poziomem artystycznym.

 

>>> czytaj więcej o zwyczaju zdobienia jaj na Wielkanoc

 
Obdarowywanie pisankami na Wielkanoc:
[…] była fajna tradycja u nas, że dziewczęta, która nawet nie umiała musiała się nauczyć haftować i pisać pisanki, że jak szła na Wielkanoc święcić je, to musiała mieć przynajmniej najmniej trzy pisanki i pięć, i którego chłopca lubiała, czy chciała to mu właśnie w tej wyszywanej serwetce dawała pisanki. A najgorzej był biedny chłopiec, który nic nie dostał. To był z niego się tak śmieli, on później wstydził się wyjść do kolegów. A dziewczęta to chciały, no. Nieraz chłopiec wcale nie chciał z tą dziewczyną chodzić, czy cóź, ale jak dostał piękne pisanki to był zadowolony i już tam się jakoś dogadywali, więc prawda, także było bardzo fajnie. [...] później nawet i małżeństwami byli, bo czasem tak było, że pobrali się, bo akurat się spodobali – podobała się pisanka, podobała się dziewczyna. [Maria Gleń, Zakręcie, 2011]
 
 
 
 

Poświęcona pisanka w wierzeniach ludowych odgrywała bardzo ważną rolę. Przechowywana w domu przez cały rok chroniła dom od nieszczęść, stanowiła środek leczniczy, była także symbolem pomyślności i urodzaju. Ludność zamieszkująca okolice Białej Podlaskiej, Chełma i Zamościa wyznania prawosławnego praktykowała zwyczaj składania w Wielką Niedzielę na grobach swoich bliskich pisanek i paski - bułki pszennej. W wielu wsiach Lubelszczyzny pisanki wykonywano na Niedzielę Przewodnią - pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Na przykład w Sitańcu koło Zamościa w Niedzielę Przewodnią istniał zwyczaj urządzania przez młodzież tzw. pisankowych wieczornic. Do obowiązków dziewcząt należał wybór odpowiednio dużej izby i przyniesienie pisanek. Potem schodzili się chłopcy z butelką wina i harmonią. W czasie zabawy chłopcy wybierali najpiękniejszą pisankę. Nagrodą w konkursie było koronowanie: dziewczyna, której pisanka uznana została za najpiękniejszą, była przystrajana wiankiem z jedliny lub barwinku i miała prawo do tzw. honorowego miejsca wśród zebranych. Następnie wybierano pisankowego króla. Królem zostawał chłopak, który dokonał najtrafniejszego wyboru pisanki. Parze królewskiej wszyscy się kłaniali, następnie zasiadano do zjedzenia pozostałych pisanek, pozbawiając je skorupek w wymyślonych na poczekaniu grach. Grom towarzyszyły przyśpiewki, np.:

 

 

Teraz się kumamy wszyscy jak nasi dziadowie,
potłuczone pisaneczki zjemy se na zdrowie.
 
 
Po skończonej grze chłopcy taką oto piosenką zachęcali dziewczęta do obierania pisanki:
 

 

Obierajcie panieneczki kolorowe jajeczka.
 może znajdzie się do nich wina buteleczka.

 

Atrybuty świąt wiosennych

W obrzędach i zwyczajach wiosennych obok pierwiastków religijnych występowały zarówno praktyki mające zapewnić powodzenie w życiu osobistym, w poczynaniach gospodarczych, jak i zabiegi magiczne mające uchronić człowieka oraz jego gospodarstwo od przeciwności losu.
 
 
Obrzędowość wiosenno–wielkanocna wiąże się z czterema podstawowymi symbolami:
 
 
Znaczenie wszystkich związane jest ze śmiercią, odrodzeniem, płodnością.
Woda jako symbol płodności służyła zarówno do poniedziałkowego oblewania, prognozowania pogody (deszcz zapewniał urodzaj), do obmywania się w celu ochrony przed chorobami. Święcona w Wielką Sobotę służyła w gospodarstwie cały rok, zapewniając urodzaj zasiewów, mając właściwości lecznicze.
 
Święcone jajko symbolizuje początek nowego życia, dzieli się nim rodzina w czasie wielkanocnego śniadania. Zaś w formie pisanki było prezentem dla chrześniaków, lub wręczone przez dziewczynę chłopcu, jest wyrazem akceptacji dla zalotów.
 
Zielona gałąź występuje w dwóch formach. Palma, czyli gałązka wierzbowa z kotkami, pełniła funkcję kropidła, chroniła zasiewy, bydło i budynki oraz miała działanie lecznicze. Gaik zaś towarzyszył wiosennemu kolędowaniu.
 
Ogień symbolizuje śmierć i oczyszczenie. W Wielką Sobotę przed kościołami palono ogniska, przenoszono ten ogień do domów w formie zapalonej świecy, po czym stosowano do pierwszego rozpalenia w piecu. Węgielek z tego ogniska wrzucony do wody święconej pozwalał jej stać cały rok, i nadawał jej walory lecznicze.
 
Obecnie zarówno treść jak i społeczno-prawna funkcja obrzędów mają już wyłącznie charakter reliktowy. Jest to wynik przemian społecznych, ekonomicznych i kulturowych, zachodzących w środowiskach wiejskich.
 
 
Przysłowia, wróżby i powiedzenia związane z Wielkanocą:
  • W dnie krzyżowe męka boża, wstrzymuj się od siewu zboża.
  • Pogodny dzień wielkanocny, grochowi wielce pomocny.
  • Jak na Wielkanoc pada, to trzeci kłos w polu przepada,
  • ale jak na zielone świątki pada, to złe naprawia.
  • Jeśli zapusty pogodne bywają,
  • to i Świąt Wielkanocnych tak się spodziewają.

 

Dziady wiosenne – piąty dzień po Wielkanocy

Dawniej lud obchodził tzw. dziady wiosenne - w czwartek po Wielkanocy o świcie w każdej chacie jedna lub dwie kobiety szykowały się na odwiedziny dusz. Kobieta ubierała się odświętnie w białe płótno, przynosiła przechowane resztki święconki i zapowiadała rodzinie, że idzie na dziady. Kobiety udawały się na cmentarz, gdzie w pierwszych promieniach wschodzącego słońca odnajdywały bliskie sobie mogiły, na których rozkładały obrusy i wkładały do nich kołacz, ser, jaja, kiełbasę i flaszkę wódki. Następnie rozpoczynały rozmowę ze zmarłymi, wspominanie ich, zawodzenie, żal. Po zakończeniu modlitwy kobiety polewały wódką mogiłę, jadły przyniesione potrawy i opowiadały zmarłym o tym co dzieje się we wsi, w życiu doczesnym. Cząstki spożywanych posiłków kładziono na mogiłę, dla dusz. Po posiłku przybyłe kobiety zbierały się razem, rozmawiały o sprawach doczesnych, o wiośnie, swatach, weselach itp. Na koniec sprzątały resztki jadła i wracały do wioski. Wieczorem pastuszkowie często odwiedzali cmentarz w poszukiwaniu resztek pokarmu i pozostawionych na grobach cenniejszych przedmiotów.

 
Pierwsza niedziela po Wielkanocy zwana jest przewodami. W tym czasie dziewczęta wręczały chłopcom pisanki, w nagrodę że nie wykorzystali prawa powtórnego śmigustrowania, czyli kolejnego oblewania wodą. Zabawa kończyła się wspólnymi tańcami w karczmie.
 
W czwartym tygodniu po Wielkanocy wypada tzw. sucha środa. Wystrzegano się wówczas wszelkich prac przy bydle, żeby go nie okaleczyć, bo uważano, że mogłoby uschnąć. Podobne wierzenia wiązano z drzewem.
 
 

23 kwiecień – św. Jerzego i św. Wojciecha

Św. Jerzy to patron rolników, hodowców i pasterzy. Czczono go głównie na wschodnich terenach Polski. Tego dnia gospodarz chodził po polu i oglądał zasiew zimowy, zabierał ze sobą żytni chleb, tak zwany piróg i butelkę wódki. Gdy dochodził do granicy pola, czekał na gospodynię, która donosiła obrus i przekąskę. W tym miejscu spotykali również sąsiadów i częstowali się wzajemnie przyniesionym jadłem i wódką. Gospodarz kładł piróg na zagonie i obserwował – jeśli schowa się cały w życie, można było spodziewać się urodzaju. Później piróg przetaczano po zbożu, na końcu krojono go i spożywano. Na św. Jerzego i Wojciecha zwykle pierwszy raz wypędzano bydło na pastwiska. W tym czasie również każdą krowę uderzano palmą wielkanocną, żeby się dobrze chowały. Gospodyni kropiła je również święconą wodą. Starano się również tego dnia nie wykonywać prac, szczególnie z użyciem zwierząt, których św. Jerzy jest też patronem. W intencji ochrony bydła przez świętego dawano również pieniądze na odprawienie mszy, co miało zabezpieczyć zwierzęta przed chorobami i czarami.

 

W obrzędowości prawosławnej św. Jerzy zajmuje dużo wyższą pozycję, która odzwierciedla się w tradycyjnych obyczajach. Sąsiadująca z prawosławiem ludność katolicka, przejęła to święto do swego kalendarza obrzędowego. Przyrządzano wtedy specjalne pożywienie dla zwierząt z dodatkiem ziarna z wigilijnego snopka lub skorupek z wielkanocnych pisanek.
 
 
Św. Wojciech, to pewnego rodzaju odpowiednik św. Jerzego, popularny w pozostałej części naszego kraju. Dzień ten (23 kwietnia lub według prawosławnego kalendarza - 5 maja) poświęcony był pamięci opiekuna pasterzy, bo takie pole działania wyznaczył człowiek zarówno św. Jerzemu, jak i Wojciechowi. Opiekę tę rozszerzano, jak to zazwyczaj bywa, na pola i zasiewy. Zwyczajem było okadzanie w tym dniu bydła święconym zielem, a także stosowano rytualną czynność odprowadzania stad po granicach pól i wioski. Dzień kończyły wesołe zabawy pasterzy.
 
 
Przysłowia, wróżby i powiedzenia zwiazane ze świętem św. Wojciecha i św. Jerzego:
 
  • Jeśli Jerzy zbliża się pogodnie, będzie tak cztery tygodnie.
  • Kiedy Jerzy pogodą częstuje, wnet się pogoda zepsuje.
  • Kiedy Jerzy skryje wronę w życie, będzie zboża obficie.
  • Chcesz mieć kęs płótna dobrego, siej len w świętego Jerzego.
  • Na świętego Jerzego słońce zasiewu twego.
  • Gdy na Wojciecha rano plucha, go połowy lata będzie ziemia sucha.
  • Jak na święty Wojciech rosa, to siej dużo prosa.
  • Kiedy grzmi na świętego Wojciecha, rośnie rolnika pociecha.
  • Kiedy na święty Wojciech wrony z żyta nie widać,
  • można ze stodoły resztę pastwy wydać.
  • Na Wojciecha – wołowa pociecha.

 

25 kwiecień – św. Marka (tzw. dzień krzyżowy)

Tego dnia przestrzegano zakazu pracy w ogrodzie i wypieku chleba, bo wróżyło to deszcz, a zasadzone rośliny będą robaczywe:

No świętego Marka to już nikt ogrodu nie sadził, bo każdy mówiły, że te produkty, które się wsadzi to bedo robaczne. Tylko się sadziło albo przed Markiem, albo po Marku. A w dzień Marka nie. No nie wiem dlaczego, ale tak było i tak jest do tej pory.
[C.M., Kozłówka, 2011]
 
 
Z Motycza pochodzi legenda mówiąca o przybyciu św. Marka na ziemię z zamiarem ścinania ludzi:
 
No, to było przed rokiem tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym drugim, co pięćdziesiąt lat wypada uroczystość świętego Marka w Wielko Niedziele. I ktoś wtedy puścił tako pogłoskę, jakoś że jak przyjdzie Wielka Niedziela, to święty Marek będzie chodził i ścinał ludzi za to, że sam był ścięty. To ludzie schodzili się, bali się, śpiewali godzinki, droge krzyżowo, po chatach, różne rzeczy robili. Późnij już się przez cały post, a potem wszystko już było przygotowane, gotowi byli, no, w Wielką Sobotę, to wyszedł taki pastucha, u dziadka u mojego Wawrzyńca i krzycy: Ola boga, ludzie! Ratujta! Łoj, łoj, łoj! śmiech]. To wszyscy po, podmuchali te światełka, ło, lampecki były takie trójki, żeby mało wychodziło nafty. I… jak później cała noc zeszła, później na re, rezurekcję ludzie po, pocho, pochodzili, no to… po rezurekcji dzieci poszły na wzgórek zobaczyć jak będą wracać ludzie z kościoła. I, wtedy jedzie jakaś furmanka i dwa ogromne psy lecą, a to Zawiślak Mateusz był taki, co konie hodował, lubiał i prędko, jedzie, kurz – bo wtedy kurz był, wczesna wiosna – dzieci przyleciały i mówio: Matejko! Coś się stało - Świety Marek jedzie bo widzieliśmy. -Gdzie? Co?.  -Aaa, zobaczycie.  No i patrzą, a Zawiślak, przejechał, pojechał. Psy poleciały, bo jechał na rezorekcje, jeszcze ciemnawo było, bo do Konopnicy sześć kilometrów, o. Psy poleciał, nie wiązane były w nocy. I – taki był święty Marek.  [Czesław Maj, Motycz, 2011]
 
 
 

Przysłowia, wróżby i powiedzenia zwiazane ze świętem św. Marka:

  • Chodzisz na Marka bez koszuli, w maju kożuchem się otulisz.
  • Co Marek zagrzeje, Pankracy (12.05) wywieje.
  • Gdy Marek z deszczem przychodzi, posuchę w lecie rodzi.
  • Kiedy Marek przypieka, człek jeszcze na ziąb ponarzeka.
  • Na świętego Marka późny siew owsa, a wczesna tatarka.
  • Na świętego Marka siej lepiej groch do garnka.
  • Na świętego Marka sieje się ostania jarka.
  • Świętego Marka – ostatek grochu do garnka.
  • Święty Marek poszedł na folwark oglądać żytko, czy zeszło wszytko.
 

 

Pozostałe dni kwietnia – przysłowia, wróżby i powiedzenia

5 kwiecień:
 
  • Chociaż św. Wincenty, jednak szczypie mróz w pięty.
  • Jak się Wincenty rozdeszczy, źle chłopu wilga wieszczy.
  • Na św. Wincenty nie chodź bosymi pięty, bo nieraz mrozek cięty.
 
14 kwiecień:
 
  • Na świętego Justyna siew się w polu zaczyna.
 
16 kwiecień:
 
  • Na świętego Urbana wszystko rola zasiana.
  • Po świętym Urbanie po zbożu gadanie.
  • Po Urbanie chwile jaki i lato takie.
 
19 kwiecień:
 
  • Na świętego Tymona siej orkisze, jęczmionka,
  • choć się Tymon zna z Kubą (21 IV), znajże się też z rachubą.
  • Na Tymona siej jęczmień, byś do świętej Katarzyny (30 IV) powsiewał koniczyny.

 

Opracowali Piotr Lasota i Anna Fedak

 

Rozmówcy

Kazimierz Bułtowicz – K.B., ur. w 1930 roku w Dobryniu Małym, gmina Zalesie, gdzie przez całe życie mieszka. Nagranie – Jan Adamowski, 1996. Relacja publikowana w Twórczości Ludowej – TL, 1996, nr2.
Maria Gleń – M. G., ur. w 1933 r., we wsi Zakręcie, gmina Krasnystaw, gdzie całe życie mieszka. Nagranie – Piotr Lasota, 2011r.
Czesław Maj - Cz. M., ur. w 1923 r. w Motyczu, gmina Konopnica, gdzie całe życie mieszka Nagranie – Piotr Lasota, 2011r
Krystyna Maj – K.M., ur. w 1930 r., w Motyczu, gmina Konopnica. Nagranie – Piotr Lasota, 2011r.
Stefan Małyska – S.M., ur. w 1920 r. w Borkowie, gmina Garbów, od 1945 r. zamieszkały we wsi Leśce, gmina Garbów. Nagranie – Jan Adamowski, 1991r. Relacja publikowana w Twórczości Ludowej – TL, 1992, nr 1-2.
Michalina Kochańska – M.K., ur. w 1920r. w Bychawce, gmina Bychawa, następnie zamieszkała w Prawiednikach, gmina Głusk. Nagranie – Jan Adamowski, 1992r. Relacja publikowana w Twórczości Ludowej – TL, 1992, nr 1-2.
Janina Woch – J. W., ur. w 1925 r. w Abramowie, gmina Abramów. Po ślubie zamieszkała w Wólce Kątnej, gmina Markuszów. Nagranie – Piotr Lasota, 2011r.
Elżbieta Wójtowicz - E.W. – ur. w 1949 r. w Wólce Kątnej, gmina Markuszów, gdzie przez całe życie mieszka. Nagranie – Magdalena Wójtowicz, 2011r.
Wacława Wiczołek – W.W., ur. w 1926r. W Bobowiskach, gmina Markuszów, gdzie mieszka przez całe życie. Nagranie – Magdalena Wójtowicz – 2010r.
Cecylia Wójtowicz – C.W., ur. w 1923r. w Wólce Kątnej, gmina Konopnica, gdzie przez całe życie mieszka. Nagranie – Magdalena Wójtowicz, 2011r.
Irena Zamościńska – I.Z., ur. w 1929r. We wsi Częstoborowice, gmina Rybczewice. Od 1944 r. mieszka w Lublinie. Nagranie – Emilia Kalwińska, 2010r.

 

Literatura

Jan Adamowski, Obrzędy zwyczaje i wierzenia okresu Wielkanocy z płd-wsch Podlasia, „Twórczość Ludowa” 1996, nr 2.

Jan Adamowski, Lucyna Adamowska, Opowieści Wielkanocne, „Twórczość Ludowa” 1992, nr1-2.

Jan Adamowski, Mariola Tymochowicz, Obrzędy i zwyczaje doroczne z obszaru województwa lubelskiego (próba słownika), [w:] Dziedzictwo Kulturowe Lubelszczyzny. Kultura Ludowa, pod. red. Alfreda Gaudy, Lublin 2001.

Bartmiński Jerzy, Podlubelski „śmigus” czyli kolędowanie wielkanocne, Region Lubelski 1988.

Dudek Agnieszka, Obrzędowość doroczna na obszarze gminy Wola Uhruska – w wypowiedziach mieszkańców, [w:] Gmina Wola Uhruska na tle Euroregionu Bug. Język i kultura, p. red. F. Czyżewskiego, Wola Uhruska 2003.

Gloger Zygmunt, Rok Polski. W życiu, tradycji i pieśni, Warszawa 1900.

Głąbowa Janina, Tradycja i obrzędowość wielkanocna w Niedrzwicy Kościelnej, Panorama Powiatu 2001, nr 3-4.

Oskar Kolberg, Lud, chełmskie, t. 33, Wrocław-Poznań, 1964.

Maj Czesław, Utkane z pamięci. Motyckie wspomnienie i opowieści. Wyb. i oprac. Jan Adamowski, Lublin 2002.

Ogrodowska Barbara, Radujcie się i weselcie. O polskich zwyczajach i obrzędach wielkanocnych, Warszawa 2001.

Pełka Leonard, Polski rok obrzędowy. Tradycje i współczesność, Warszawa 1980.

Petera Janina, Obrzędy i zwyczaje ludowe na Lubelszczyźnie, Informacja Kulturalna-1986, nr 1.

E. Rosiak, Wiosna w obrzędach wsi lubelskiej, Kalendarz Lubelski 1971.

Anna Zadrożyńska, Powtarzać czas początku, cz.I O świętowaniu dorocznych świąt w Polsce, Warszawa 1985.

 

Powiązane artykuły

Zdjęcia

Wideo

Audio

Historie mówione

Inne materiały

Słowa kluczowe