Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Edward Stachura – Lublin Edwarda Stachury

Stachura nie miał w Lublinie łatwego życia. Jednak pomimo wielu nieprzyjemności, których tu doznał, Lublin był dla Stachury miastem powrotów. Wraz z wyprowadzeniem się na stałe do Warszawy nie przekreślił lubelskich znajomości, nie zaprzestał przyjazdów, po latach obraz miasta odbijał się echem na kartach jego książek.
W liście do Kazimierza Zająca w 1960 roku pisał: „Czasami tęsknię do Lublina, choć było to dla mnie miasto przeklęte i w którym opadały mnie co jakiś czas, bardzo często nieszczęścia jedno po drugim, jak z puszki Pandory”.

Waldemar Michalski: Edward Stachura i Lublin

 

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Dlaczego Lublin?

Trudno powiedzieć dlaczego Stachura wybrał Lublin i studia na KUL-u. Jak pisze sam Mirosław Derecki: Co miał wspólnego z kolegami ze swojego roku, z tych zapyziałych miast i miasteczek Lubelszczyzny, wówczas jeszcze deskami zabitej, on, który urodził się w «słodkiej Francji», dokąd jego rodzice wyruszyli kiedyś w poszukiwaniu pracy i chleba, a Polskę zobaczył po raz pierwszy na własne oczy, będąc już jedenastoletnim chłopcem?”. Derecki sugeruje, że po nieudanym starcie do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku, Sted zainteresował się Lublinem z uwagi na fakt, że w podlubelskich Tomaszowicach mieszkała jego siostra. Jednak siostra Edwarda Stachury – Eliana – wraz z mężem i córką zamieszkała w Tomaszowicach około roku 1961. Dlatego najprawdopodobniej, po niepowodzeniu w Gdańsku, starał się uciec przed poborem do wojska. Podjęcie studiów na katolickiej uczelni odbywało się to w dużym pośpiechu. W Archiwum Uniwersyteckim zachowało się podanie przyszłego studenta, pod którym widnieje data 24 IX 1957 r.: „Uprzejmie proszę o warunkowe dopuszczenie mnie do egzaminów wstępnych na filologię francuską. Oświadczam, że wszystkie dokumenty dostarczę do dn. 26 bm. Równocześnie oświadczam, że w bieżącym roku nigdzie nie starałem się o przyjęcie na studia wyższe”.
 

Czas studiów – czas męki

Kiedy wreszcie dostał się na studia, nie wszystko układało się dobrze. Ówczesna sytuacja Stachury była bardzo trudna, odbiło się to w listach do znajomych. W liście z 25 października 1957 roku pisał do Mieczysława Czychowskiego: „Inaczej wyobrażałem sobie swoje studia. Nie mam akademika, ani stypendium. W dodatku jestem bardzo chory, mam gorączkę i co dziwniejsze, coraz częś­ciej nawiedzają mnie krwotoki nosa. Mietek! Jestem prawie w beznadziejnej sytuacji. Nie mam złamanego grosza przy duszy i nie mam gdzie spać. Mieszkam gdzie się da, raz tu, raz tam, trafiając najczęściej na dworzec. Wyciąganie forsy od kobiet napawa mnie już wstrętem. Czynię to jednak nadal, gdyż ina­czej umarłbym z głodu albo musiałbym zrezygnować ze studiów, co niechybnie się stanie, jeśli coś się nie zmieni”.
Rok później sytuacja nie była dużo lepsza. W listach Stachury do Przybosia z 8 grudnia 1958 roku panuje podobny nastrój: Cóż mogę Panu napisać; że głód jest ciągle moim najwierniejszym totumfackim, że oczarowała mnie pewna reprodukcja Miró, że odmówiono mi wczoraj talerza zupy w KUL-owskiej stołówce [...] że marzę za czystą pościelą, że bardzo chciałbym być czasami rzeźnikiem lub członkiem chóru, że mógłbym już oddać do muzeum płaszcz i buty [...] że jestem zupełnie niewinny, że wszystko jest bardzo, bardzo smutne, że bardzo, bardzo kocham siebie, cóż mogę Panu napisać?! Śp. Stachura”.
Litościwi koledzy przygarnęli Stachurę do pokoju w akademiku UMCS-u. Mógł spać – w tajemnicy przed administracją – w tzw. „gołębniku”, czyli czymś w rodzaju obszernego pawlacza nad drzwiami, w którym trzymano bagaże. Niestety nie trwało to długo w liście z 10 kwietnia 1959 roku pisze: „Kilka dni temu Komisja Administracyjna odkryła moje gniazdo «gołębnik», w «gołębniku» moje gniazdo i mnie. W brutalny, brzydki sposób wyrzucono mnie, wypluto z Akademika, nie pozwalając mi przespać do rana. To wszystko działo się kilka minut po 24:00. Wyrzucony, wypluty, stałem chwilę przed drzwiami, nocą i tym przeklętym miastem. Nie myślałem chyba dokąd skierować kroki [...]. Wsadziłem możliwie głęboko ręce do kieszeni i zacząłem iść w kierunku miasta”.

Lubelski szlak Edwarda Stachury

Mapa Lublina z 1959 r.


>>> czytaj więcej

Rozstanie z Lublinem

W Kancelarii Rektorskiej KUL 8 maja 1958 roku zostało sporządzone pismo o następującej treści: Z polecenia Przewodniczącego Senackiej Komisji Dyscyplinarnej uprzejmie zawiadamiam, o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego przeciwko Edwardowi Stachurze, stud. I roku Fil. francuskiej, z powodu czynów nie licujących z godnością studenta Katolickiego Uniwersytetu”. Już 14 maja 1958 roku Stachura, decyzją dziekana, został skreślony z listy studentów KUL. Oficjalny powód: niedopuszczenie do egzaminów w semestrze II.
Rok później kłopotów nie ubyło. Przed pisarzem stało widmo nie zdanych egzaminów i kolejna już groźba skreślenia z listy studentów. Stachura wystosowuje do dziekana jedno ze swych słynnych później podań: Uprzejmie proszę o dopuszczenie mnie do egzaminu z hist. literatury francuskiej. Zdaję sobie sprawę z wszystkich moich nierozważnych czynów i boleję nad nimi jak mądry. Chciałbym, bardzo chciałbym zaliczyć ten rok i przenieść się na inny uniwersytet. Ja się mogę wydawać rozmaicie, ale nie posiadam tego talentu, proszę mi wierzyć. Ja myślę, że nikt nie powinien mi tego zabraniać, bo mimo wszystko, jestem czysty naprawdę i trochę czułości mnie też się należy, bo to jest jak oliwa na wodę. Uprzejmie proszę o przychylne załatwienie mojej prośby”. Po zdaniu egzaminów poprawkowych wyjechał z Lublina.

 

Opracowała Dominika Majuk

 

Literatura

Pachocki D., Posłowie [w:] Derecki M., Lubelskie lata Edwarda Stachury, Lublin 2009, s. 89–94.

Powiązane artykuły

Zdjęcia

Inne materiały

Słowa kluczowe