Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Edward Hartwig – o Lublinie

Edward Hartwig przyjechał do Lublina z Moskwy, w 1917 roku, mając 8 lat. Lublin był miejscem, gdzie uczęszczał do szkoły i po raz pierwszy – w pracowni ojca – zetknął się z fotografią. Pomimo że większość życia spędził w Warszawie, do Lublina wielokrotnie powracał. Owocem tych powrotów jest kilka albumów z fotografiami Lublina – między innymi Lublin i okolice. Wspomnienie – jak również kilkanaście wystaw tematycznych prezentowanych nie tylko w Lublinie.

 

Lublin
Lublin (Autor: Hartwig, Edward (1909-2003))

Spis treści

[RozwińZwiń]

Lublin

Lublin to gniazdo mojej rodziny. Oczywiście, tęsknię za nim. Chowam w pamięci serdeczny obraz miasta mojego dzieciństwa. Tam się wychowałem, tam urodziły się moje córki, tam miałem przyjaciół. Jest to miasto, które może się podobać, do którego można wracać, którym można się chwalić. Przyjeżdżam do Lublina, jeżeli tylko mogę. Niestety, jestem czasowo ograniczony. I mam swoje lata. Czasem odwiedzam podwóreczka Lublina z moją siostrą, Julią i mówimy: tu mieszkał taki, a tu mieszkała taka. Mam wspomnienia nie tylko formy, ale i wnętrza osobistego.

Dzielnica żydowska

Dzielnica żydowska opowiedziana przez Edwarda Hartwiga

Pracownia

Pracownia, którą kiedyś mój ojciec wybudował po przyjeździe z Moskwy, przypominała pracownię malarza. Miała przeszklone ściany i sufit. W środku romantycznie rosło drzewo, ponieważ architekt miasta nie zgodził się na jego wycięcie. Ogrzewało się za pomocą żelaznego piecyka, wodę nosiło kubełkami z podwórka. A do płukania zdjęć służyła balia.

Józef Czechowicz

Byłem zaprzyjaźniony z Józefem Czechowiczem. Pamiętam go jako skromnego, bardzo sympatycznego człowieka. Cichutko mówił, wolno chodził. Przyszedł kiedyś do pracowni na pogawędkę. Trzymał w ręku maleńki aparat fotograficzny, dając znak, że mamy podobne zainteresowania. Często rozmawialiśmy o Lublinie, o jego zaniedbanych, biednych przedmieściach. Wielokrotnie przemierzałem i fotografowałem te rejony miasta. To są właśnie zaułki, torfowiska, wierzby. Fotografie bardzo proste, ale bardzo polskie pejzaże. Pokazywałem Czechowiczowi moje prace. Oglądał i zamyślał się długo nad nimi.

Teatr

Już w Lublinie pracowałem dla teatru. Znałem zresztą kulisy od dziecka, pomagałem ojcu w noszeniu ciężkiego sprzętu fotograficznego, robiliśmy to razem z bratem. Raz omal nie wyrzucono nas z gimnazjum, kiedy dyrektor zobaczył nas obu w loży na premierze jakiejś francuskiej sztuki bulwarowej. Po prostu kazał nam nazajutrz spakować książki i wracać do domu. Dopiero po wyjaśnieniach przyjęto nas z powrotem.

Kazimierz

Pamiętam wycieczki, jakie odbywałem wraz z moim kolegą do Kazimierza nad Wisłą. Z Lublina nie było to daleko. Kazimierz był wtedy miasteczkiem z prawdziwymi domami, prawdziwymi zabytkami i prawdziwymi mieszkańcami. Dziś jest to dworzec zajezdny, przez który przepływają dziesiątki turystów. Bardzo piękny, ale na wpół martwy dla tych, którzy znali to miejsce przed wojną. Pamiętam tamtejsze chłopskie jarmarki, małe żydowskie sklepiki, dzwony bijące w kościołach, letników przyjeżdżających z całymi rodzinami i dziećmi – i przede wszystkim malarzy. Był to okres szkoły Pruszkowskiego i Bractwa Świętego Łukasza. Na ulicach porozstawiane niemal co krok sztalugi, przy każdej z nich ekscentryczna postać z paletą w jednej, pędzlem w drugiej ręce. Na schodkach i rozkładanych stołkach studenci.

 

Powiązane artykuły

Zdjęcia

Galerie

Inne materiały

Słowa kluczowe