Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Edward Hartwig – fotograficy o Edwardzie Hartwigu

Dla wielu fotografów był wzorem do naśladowania jako artysta, który stworzył swój własny niepowtarzalny styl. W wielu wypowiedziach podkreślany jest także wyjątkowy charakter artysty i jego otwartość oraz przyjaźń w stosunku do młodych fotografów.

Kościół pobernardyński pw. Nawrócenia Św. Pawła w Lublinie
Kościół pobernardyński pw. Nawrócenia św. Pawła w Lublinie, fot. Edward Hartwig

Spis treści

[RozwińZwiń]

Tomasz Sikora

Jego wielkość jako fotografa nie podlega żadnej dyskusji. Ale ujmował mnie też zawsze nieprzeciętną klasą, szlachetnością i inteligencją. Miałem z nim bezpośrednie doświadczenie związane z przyjmowaniem mnie do ZPAP. Byłem wtedy osobą niezbyt wygodną dla kolegów, bo chyba trochę wybiegałem do przodu, i dlatego nie za bardzo chcieli mnie przyjąć. A wtedy przynależność do związku oznaczała być albo nie być fotografa. Bez tego nie można było pracować nigdzie poza prasą. Pan Edward wybronił mnie wówczas z fantastycznym poczuciem humoru.

Przez ostatnie parę lat odwiedzałem pana Edwarda z kamerą filmową – chciałem namówić go na wspominki z młodych lat. Ale wcale nie było to łatwe! Wciąż pełen energii, rwał się do pracy i wolał opowiadać o tym, co go aktualnie pasjonowało. Zapamiętałem go jako postawnego, pięknego mężczyznę z klasą, dżentelmena i [z] wspaniałym niskim głosem, serdecznego dla całego świata. To był człowiek, który żył sztuką. W jego dorobku najwyżej cenię dwa okresy: ten przedwojenny, gdy robił subtelne, zamglone pejzaże, ze wspaniałym klimatem. Kocham te obrazy, chciałbym zawsze mieć je przed oczyma. Nie mniej znakomite są jego kompozycje z lat 60., graficzne, czarno-białe, niezwykle oszczędne w formie. Wybiegł nimi w przyszłość fotografii, a drukowany w wielu językach album z tymi pracami zrobił w świecie furorę. Uważam, że ostatnio za mało go promowaliśmy – teraz z pewnością przypomnimy.

Ryszard Horowitz

Całe życie wychowywałem się w aurze jego świetności. Był prawdziwym nestorem i choć interesował się zupełnie innym rodzajem fotografii niż ja, z pewnością mogę go nazwać swoim idolem. Nie zapomnę mu tego nigdy, że mimo podeszłego wieku odwiedzał moje wystawy. Było to niezwykłe, że do końca wykazywał tyle energii, zainteresowania i chciał się kontaktować z ludźmi.

Ze smutkiem stwierdzam, że w stosunku młodych fotografów do starych mistrzów dzieje się teraz coś niedobrego. Nie wiem, z czego to wynika? Może z ciśnienia konkurencji? A może z młodzieńczego buntu?

Mam nadzieję, że jego twórczość zostanie odpowiednio doceniona, przynajmniej teraz. Liczę, że wkrótce zostanie urządzona wielka retrospektywa jego twórczości, która pozwoli młodzieży ją docenić.

Tadeusz Rolke

Znałem go od końca lat 50., zawsze interesował się młodą fotografią, dostrzegał nowe talenty, pomagał. Wyjątkowo przyjacielski, przy tym łagodny, z wielką kulturą, stanowił dla nas autorytet, a przy tym przyjemnie było z nim przebywać. Jako artysta miał w sobie coś z czarnoksiężnika – potraf stworzyć coś z niczego. Cały otaczający go świat służył mu jako materiał, z którego wyczarowywał dzieła sztuki. Podobne czary uprawiał w ciemni, przy powiększalniku – z jednego negatywu potrafił stworzyć wiele zupełnie różnych obrazów.

Andrzej Świetlik

Był mistrzem dla kilku pokoleń, dla mnie też. Nie można powiedzieć, że wraz z nim skończyła się pewna epoka, bo był zawsze aktualny i jeszcze długo pozostanie współczesny. Natomiast coraz rzadziej spotyka się ludzi jego formatu, obdarzonych podobną kulturą osobistą i życzliwością dla innych. Uważam, że to szczęście mieć życie spełnione, tak jak on.

Literatura

Cytaty pochodzą z wypowiedzi towarzyszących artykułom opublikowanym po śmierci Edwarda Hartwiga: „Gazeta Wyborcza”, 30 października 2003 roku, s. 12, „Rzeczpospolita”, 30 października 2003 roku, s. 10.

Powiązane artykuły

Zdjęcia

Inne materiały

Słowa kluczowe