Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Dziedzictwo lubelskiej szkoły reportażu radiowego

„Szkoły reportażu”, a z takim zjawiskiem jak sądzę mamy w Radiu Lublin do czynienia, są wynikiem skomplikowanego procesu, który może zaistnieć w ściśle określonych warunkach. A muszą być moim zdaniem spełnione co najmniej trzy: tradycja, sprzyjający klimat w samej rozgłośni i nie tylko oraz dobór indywidualności twórczych.

Spis treści

[RozwińZwiń]

Nestorzy lubelskiego reportażu

Możemy mówić o dużym szczęściu, bo wszystkie one w naszym radiu zostały spełnione jednocześnie. Przede wszystkim nie byłoby lubelskiego reportażu na takim jak w tej chwili poziomie, gdyby nie to, że wcześniej zajmowali się nim Janusz Danielak i Janusz Weroniczak, z którego żartowaliśmy, że urodził się ze złotym mikrofonem w klapie...
Dwaj Januszowie: Weroniczak i Danielak rangę ludzkich dramatów nagrywanych w terenie zrównali z twórczością pisarską, a pisywali opowiadania, słuchowiska i felietony. Wystarczy przejrzeć ich prace zgromadzone w archiwach taśmoteki Radia Lublin, by przekonać się o różnorodności ich zainteresowań i o poziomie ich prac. Słuchowisko dokumentalne „Traktat o czasie”, na którym po dziś dzień można uczyć się zasad kompozycji, techniki operowania dźwiękiem, czystości montażu i jeszcze paru innych sekretów perfekcyjnego rzemiosła reporterskiego, przygotowane było w 1964 roku specjalnie na Prix Italia, nie zostało jednak zakwalifikowane na ten konkurs. Adeptów dziennikarstwa radiowego (do których, co z dumą przyznaję, ja także należałam) stawiających pod ich kierunkiem pierwsze kroki uczyli nie tylko nagrywać i montować, ale też pisać, twierdząc zapewne nie bez racji, że pisanie uczy dyscypliny myślowej i odpowiedzialności za słowa. Także cudze czyli rozmówcy. Bardzo łatwo wyłączyć etyczną czy intelektualną czujność przy wyręczaniu się rozmówcą, zwolnić się od myślenia oraz odpowiedzialności. Często też mówili, że dziennikarstwo radiowe demoralizuje, że zastawia pułapkę dyletanctwa, bo nie wymaga zbyt dużej wiedzy od reporterów, zachęcali więc do czytania i pisania. Janusz Weroniczak posiadł także rzadką sztukę tropienia talentów. Choć jako zastępca redaktora naczelnego nie miał zbyt dużego wpływu na obsadę kadrową, wymyślił sekretne (rzecz jasna nieformalne) sposoby na to, by ściągać do pracy w radiu ludzi, którzy jego zdaniem rokowali nadzieje, że połkną bakcyla, że przejmą pałeczkę, a tradycję przekażą następnym pokoleniom. Może to zabrzmi trochę patetycznie, ale ja – jego uczennica – staram się w pracy z młodszymi kolegami dokładnie o to samo. I jeszcze namawiam do eksperymentów, do szaleństw, do wariactwa, żeby nieustająco szukali własnej drogi i nie zrażali się brakiem aprobaty.

 

Eksperymenty i przyszłość

Przyszłość lubelskiego reportażu to formalne eksperymenty, szukanie nowych sposobów budowania linii dramaturgicznej nie tylko w warstwie słownej, ale też w samym dźwięku nagranym w terenie, czy skomponowanym w studiu, konkretnym czy przetworzonym. Oczywiście nikt nie zamierza dyskwalifikować tradycyjnego w formie klasycznego dokumentu, zwłaszcza że przy niektórych tematach wręcz jest to jedyna odpowiednia forma, ale trzeba nieustannie szukać świeżych form ekspresji, tym bardziej, że gwałtowne zmiany rzeczywistości domagają się nowych form transmisji.
Duży wpływ na przewartościowania estetyczne w lubelskiej szkole reportażu ma współpraca z najwybitniejszym polskim artystą dźwięku inżynierem Eugeniuszem Rudnikiem. Jego niezwykłe dzieło „Sekunda Wielka, czyli mała suita dokumentalna dla dorosłych” przygotowane wspólnie z Anną Kaczkowską reprezentowało Polskę w 1998 roku na konkursie Prix Italia i budziło konsternację wśród jurorów. Bowiem ta kompozycja dźwiękowa, która moim zdaniem jest niewątpliwie także reportażem, okazała się hybrydą trudną do zaszufladkowania i nie mieściła się zdaniem jurorów w żadnej kategorii. Jak dalece jednak ceni się eksperymenty w Radiu Lublin, świadczy następne dzieło Eugeniusza Rudnika „Peregrynacje pana podchorążego”, którego producentem było właśnie Radio Lublin, prapremiera odbyła się w jego studiu, a premiera antenowa w niedzielnej „Godzinie Reportera” w naszym , lokalnym radiu. Praca ta w 1999 roku ma znowu reprezentować Polskę na konkursie Prix Italia.
Co do jednego możemy być spokojni. Pozycja reportażu radiowego jest na tyle silna, że jego egzystencji w radiu publicznym nic na razie (poza drastycznym brakiem środków) nie zagraża. Kolejne badania słuchalności Radia Lublin wykazują stale rosnące zapotrzebowanie na opowieści prawdziwe, a odcinki reportażowe z reguły znajdują się w grupie najchętniej słuchanych audycji radiowych.

 

Małgorzata Sawicka "Reportaz w Radiu Lublin" (fragment)