Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Czesław Niezgoda

Spis treści

[RozwińZwiń]

Rok 1981

Zawód wykonywany: mistrz - Lokomotywownia Pozaklasowa w Lublinie;
Funkcje pełnione w "Solidarności":
- Przewodniczący MKZ Regionu Środkowo-Wschodniego,
- Przewodniczący Komisji Zakładowej Węzła PKP w Lublinie;
Internowany: 13 grudnia 1981-16 czerwca 1982.
Miejsce internowania: Włodawa, Lublin.
 
Ponieważ była wolna sobota /12 grudnia/, cały dzień spędziłem w domu. Przyjechali po mnie około 5 nad ranem. Obudziło mnie dobijanie się do drzwi. Ponieważ po przebudzeniu nie okazywałem chęci otworzenia drzwi /oświadczyłem, że jest cisza nocna, dzieci śpią/ zabezpieczonych podwójnymi zamkami - zaczęli je wyłamywać łomami. Pomyślałem, żeby może spróbować ucieczki, ale zaraz potem zauważyłem, że cały dom jest obstawiony. Po pół godzinie udało się SB-ekom wyważyć drzwi do mojego domu. W międzyczasie obudzili oczywiście całą rodzinę. Po dostaniu się do mieszkania chcieli założyć mi kajdanki, w odpowiedzi żona chciała pobić jednego SB-eka - Sagana. Nie chciałem się dać aresztować, ale nie miałem wyjścia.
Okazało się, że przyjechali aż trzema samochodami. Niektóre twarze były dla mnie znajome - sierżant Sagan, kpt. Augustowski. Pokazali legitymacje. Kiedy mnie aresztowali to rewizji nie przeprowadzali. Zauważyłem, że funkcjonariusze, którzy przyszli po mnie musieli być pod działaniem jakiegoś środka, bo gdy weszli, po wyważeniu drzwi, to aż się trzęśli i mówili: "Dzisiaj to jeszcze niejedne drzwi wyłamiemy".
Jak się później okazało na około dwa tygodnie przed moim aresztowaniem na sąsiedniej ulicy /wynajęli piętro w jednym z domków/ SB zorganizowało sobie centrum nasłuchu i filmowania, cała moja rodzina było śledzona.
Po aresztowaniu zostałem przewieziony w eskorcie do Komendy Miejskiej na ulicę Północną. Ja osobiście byłem wieziony samochodem Wołga, z przodu i z tyłu Wołgi jechały radiowozy. Po wejściu do budynku zostałem doprowadzony do jakiegoś pokoju, w którym spisano moje personalia. W Komendzie spotkałem między innymi Rysia Jankowskiego, Janusza Karpińskiego, Roberta Makensona i innych kolegów z Zarządu Regionu. Wiedzieliśmy, że to jest już stan wojenny. Rozmowy toczyły się wokół tego, kto jak został internowany. Mowa była również o tym, że przecież nie wszyscy zostali aresztowani i to właśnie oni powinni działać dalej. Po pewnym czasie wraz z kolegami zostałem wyprowadzony do więźniarki znajdującej się przed budynkiem Komendy. Było to gdzieś około godziny siódmej. Zostaliśmy przetransportowani do Włodawy. W samochodzie siedział strażnik z bronią w ręku. We Włodawie dopiero po dwóch miesiącach dostałem decyzję o internowaniu.
 
Z archiwum Zakładu Metodologii Historii UMCS
 

 

 

 

 

Literatura